1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. 5 powodów, dla których można zakochać się w ćwiczeniach fizycznych

5 powodów, dla których można zakochać się w ćwiczeniach fizycznych

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Ci, którzy ćwiczą, wiedzą, że ruch jest jak zaufany przyjaciel. Można liczyć, że uwolni od frustracji, naładuje energią i sprawi, że życie znów będzie piękne, a ciało zgrabniejsze. Ci, którzy jeszcze tego nie wiedzą, mogą przeczytać argumenty, które powyższą wiedzę potwierdzają.

Ćwiczenia wzmacniają nas fizycznie i emocjonalnie. Czasem trochę ruchu działa jak czarodziejska różdżka, jak przycisk „odśwież” w komputerze. A dokładniej:

1. Ćwiczenia dają naturalny power

Podnoszą poziom dobrego samopoczucia, poprzez uwalnianie szeregu hormonów w organizmie. Zacznijmy od serotoniny - królowej relaksu i odprężenia. Występuje ona tam, gdzie jest duże odczuwanie szczęścia i stany biegunowo inne niż depresja. Dlatego ćwiczenia zapobiegają tej chorobie. Odpowiedni poziom serotoniny informuje organizm, że wszystko jest w porządku, jednocześnie regulując rytm snu i nastroju. Wówczas jesteśmy w optymalnym emocjonalno-fizycznym stanie. Ćwiczenia również zmniejszają stres, obniżając poziom kortyzolu i uwalniając do krwiobiegu endorfiny, co powoduje stany euforyczne, które możemy odczuwać po solidnej porcji ruchu. Mogą się one utrzymywać nawet do 30 minut. Jednak nawet zaledwie 10 minut umiarkowanej aktywności fizycznej może poprawić ogólny nastrój, obniżyć zmęczenie i podnieść poziom energii życiowej.

2. Ćwiczenia uzdrawiają

Ludzkie ciało stworzone jest do ruchu. Badania wykazują, że ćwiczenia fizyczne wspomagają procesy zdrowienia ciała. U osób aktywnych fizycznie szybciej goją się rany, obniża się stan zapalny (endorfiny działają jak naturalne antybiotyki) i spowalniają procesy starzenia się. Energiczne ćwiczenia, nawet bardziej niż odpowiednie odżywianie, wzmacniają naturalne mechanizmy obronne organizmu, jego system odpornościowy. Nawet niski poziom aktywności wpływa na układ immunologiczny, chroniąc nas przed chorobami.

3. Ćwiczenia, bez skutków ubocznych, wpływają na pozytywne emocje

Tabletka antydepresyjna, czekolada, kieliszek koniaku może niejeden, narkotyk – owszem, poprawią nasz nastrój, ale dadzą też efekty niepożądane. Korzystanie z ruchu jest ich pozbawione, a daje nam dobre emocje. Za jego sprawą czujemy optymizm. Znika gdzieś smutek, złość, lęk. W takim stanie skuteczniej radzimy sobie z trudnymi sytuacjami życiowymi.

4. Ćwiczenia uspokajają umysł i ciało

Kiedy ćwiczysz, twoje ciało automatycznie aktywuje głęboki oddech, dotleniając się. Podczas ćwiczeń (na przykład aerobowych) płuca rozszerzają się i kurczą, a bogata w tlen krew krąży po całym organizmie. W jodze uważnie koncentrujesz się śledzeniu wdechu i wydechu, osiągając ten sam efekt. Praktyka głębokiego oddychania bezpośrednio wpływa na to, jak się czujesz. Ma uspokajająco -oczyszczający wpływ na umysł i ciało. Zwiększa zdolność do koncentracji, jest doskonałym sposobem do radzenia sobie z gniewem.

5. Ćwiczenia budują zaufanie do własnej siły

Gdy ćwiczysz, jesteś z siebie zadowolony. Że zmobilizowałeś się, dałeś radę, pokonałeś niemoc, lenistwo, strach. Ćwicząc fizycznie, ćwiczysz wytrzymałość psychiczną. Stajesz się wytrwałym, silnym człowiekiem. Ta psychiczną dyscyplinę bez problemu przenosisz na inne dziedziny swojego życia. Zyskujesz odwagę, żeby podejmować kolejne wyzwania, sięgać po następne zwycięstwa. Nie marudzisz, nie narzekasz, karmiąc się niską energią, tylko energicznie sięgasz po swoje.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Codziennie dobre życie - praktyki, które pomogą być w harmonii ze swoim ciałem i emocjami

Wszystko, czego potrzebujemy, by być w harmonii ze swoim ciałem i emocjami, mamy w sobie i zawsze przy sobie. (Fot. iStock)
Wszystko, czego potrzebujemy, by być w harmonii ze swoim ciałem i emocjami, mamy w sobie i zawsze przy sobie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Wszystko, czego potrzebujemy, by być w harmonii ze swoim ciałem i emocjami, mamy w sobie i zawsze przy sobie – twierdzi Diana Poteralska-Łyżnik, założycielka Good Life Academy. Katarzyna Droga wybrała się do niej po praktyki, które można wprowadzić do swojej codzienności bez długotrwałych sesji i treningów. Może skorzystasz?

Wszystko, czego potrzebujemy, by być w harmonii ze swoim ciałem i emocjami, mamy w sobie i zawsze przy sobie – twierdzi Diana Poteralska-Łyżnik, założycielka Good Life Academy. Katarzyna Droga wybrała się do niej po praktyki, które można wprowadzić do swojej codzienności bez długotrwałych sesji i treningów. Może skorzystasz?

Przyznaję, że odkąd przeniosłam się na wieś, jestem o wiele bliżej życiowej harmonii, niż kiedy mieszkałam, pracowałam, a głównie stałam w korkach w wielkim mieście. A jednak: stresy i lęki, ale też napięcia w ciele i inne dolegliwości najwyraźniej nie zależą od miejsca zamieszkania. Na szczęście na wszystko są sposoby – jak uspokaja mnie Diana Poteralska-Łyżnik, założycielka centrum terapii holistycznych Good Life Academy w Warszawie.

Diana pracowała wiele lat w korporacjach, ale już wówczas pociągały ją zdrowy styl życia, wschodnie filozofie i szamanizm. Teraz inspiruje do rozwoju inne kobiety. W Good Life Academy można znaleźć wiele aktywności: jogę, TRE, masaże, gimnastykę słowiańską, warsztaty czy kręgi kobiet. Ja przyszłam tu po zastrzyk energii i sporą dawkę spokoju. Wszystkie techniki, które poznałam, działają szybko, a zajmują kilka minut.

Po pierwsze: Pauza dla umysłu

Dowiaduję się, że aby uspokoić galopujące myśli o sprawach bieżących, wcale nie muszę odcinać się od świata. Że medytacja, której rygoru się obawiam, niekoniecznie jest tak wymagająca. – Na przykład mindfulness polega na tym, że właśnie jesteśmy zanurzeni w świecie zewnętrznym, dostrzegamy wszystkie odgłosy, jakie z niego płyną – mówi Diana. Sama przez lata medytowała 20 minut rano i wieczorem, bo tak jest przyjęte w medytacji transcendentalnej. Teraz wykorzystuje każdą wolną chwilę. Siada i wchodzi w siebie. – Kiedy pracowałam w korporacji, szłam do toalety, zamykałam oczy i spędzałam dwie minuty, oddychając i wracając do siebie. Wychodziłam jako nowy, odświeżony człowiek.
  • Myśli galopują? Poobserwuj je, po czym zadaj sobie pytanie: „Jaka będzie moja następna myśl?”. To spowoduje, że umysł na chwilę się zatrzyma, zawaha. Niech to będą dwie, trzy sekundy – wystarczy. Jeśli będziesz praktykować regularnie, te chwile wydłużą się i umysł naprawdę odpocznie.
  • „20 oddechów” – to ukochana technika Diany. Jak sama nazwa wskazuje, robisz 20 oddechów. Zaczynasz od oddechów o silnym rytmie, potem spokojniejszych, podczas których skanujesz swoje ciało, emocje, myśli. Całość zajmuje dwie minuty. Diana nazywa to ćwiczenie „powrotem do siebie”, bo spotykasz się ze sobą, świadomie sprawdzasz, w jakim jesteś stanie i co odczuwasz. Rozluźniasz mięśnie i rozpuszczasz napięcia w ciele.
  • Dopadł cię stres? To teraz ty go dopadnij z donośnym: „Haaaa!”. Minitechnika „Haaaa!” polega na uniesieniu wysoko ramion, opuszczeniu ich i wypowiedzeniu właśnie tego dźwięku. „Haaaa!” przynosi relaks i ulgę, bo często przez stres mamy spięte barki.
  • Ululanie pomaga na stres i chwilową melancholię. Diana demonstruje: głaszcze się po głowie, poklepuje po ramionach, wykonuje gest „ulu ulu”, czyli obejmuje się ramionami i kołysze jak dziecko. – To, czego oczekujemy od innych, możemy dać sobie sami.
  • Masz zaciśnięte dłonie? Możesz je strzepywać, potrząsać nimi… Okazuje się, że znakomitym narzędziem, które mamy zawsze przy sobie, jest własny palec wskazujący. Przykładamy palec do czoła, w punkcie między brwiami. Skupiamy uwagę tylko na tym punkcie. Mija w ciszy 20 sekund, istnieje tylko ten punkt, nic innego. Gonitwa myśli, ból głowy znikają.
  • Lekka dekoncentracja? Świetną rzeczą na koncentrację, zamiast picia piątej kawy, jest mocne natarcie uszu. – Bierzemy małżowiny między palce i mocno pocieramy. Od razu wraca nam energia – pokazuje Diana. Pocieram uszy i rzeczywiście to czuję.
  • „Skreślam, skreślam” – genialny sposób na negatywne myśli i obrazy. Na przykład kiedy boisz się, że stanie się coś okropnego, łapiesz tę myśl, skreślasz ją i zastępujesz wizualizacją pozytywną. Tym, co chcesz, żeby się zdarzyło. – To ćwiczenie działa zawsze, bo naprawdę mamy wybór w sprawie tego, co myślimy – mówi Diana.
– Bardzo polecam zatrzymanie się na chwilę, by zobaczyć, co mam w głowie i czy to jest w ogóle moje. Skąd mi się wzięło, może ja tak w ogóle nie myślę? Jeśli widzę, że negatywne myśli przyszły „skądś” – to tam je odsyłam. Wybieram rzeczywistość, jakiej chcę, a czy nadejdzie – to inna sprawa. Przychodzą czasem rzeczy, które według nas nie są najlepsze. Pozornie, bo wszechświat działa zawsze na naszą korzyść.

Po drugie: Zbawienny śmiech

Jest jeszcze coś, co mamy zawsze przy sobie. Śmiech. Na przykład na początek dnia, przydatny zwłaszcza dla tych, co jak ja – rano nie tryskają humorem. – Zacznij dzień od tego, by się roześmiać – radzi Diana, która jest też instruktorką jogi śmiechu. Tę technikę opracował hinduski lekarz Madan Kataria. Zauważył, że śmiech niesie wiele dobrodziejstw, a mózg nie odróżnia śmiechu naturalnego od wywoływanego sztucznie. – Sprawdziłam to wielokrotnie na sobie – opowiada Diana. – Jestem sową, czyli późno się kładę, a rano nie jestem w stanie zwlec się z łóżka. Odkąd praktykuję jogę śmiechu, gdy dzwoni budzik, nastaje godzina śmiechu.
  • Zacznij się śmiać, wykonując mocne „ha ha ha ha”, wydychając powietrze harmonijnie tak jak przy naturalnym śmiechu. Potem sam popłynie. – W minutę ożyjesz – zapewnia Diana. Śmiech na zawołanie? Tak, bo każdy może się śmiać i nie musi się dziać akurat nic śmiesznego. By praktykować jogę śmiechu, nie musimy nawet mieć poczucia humoru.
  • Śmiech do lustra – kolejne bardzo proste ćwiczenie. Stajesz przed lustrem, patrzysz na siebie z miłością. Widzisz, że to jest twoja najukochańsza, najdroższa twarz, cudownie, że jest właśnie taka. Jeśli potrafisz się zaśmiać do takiej siebie w lustrze, momentalnie otwierasz swoje serce.
Diana zaprasza mnie do próby śmiechu. – Po prostu podejmujesz taką decyzję: chcę się śmiać – tłumaczy, widząc moją sceptyczną minę. – Ja liczę: raz, dwa, trzy i na cztery śmiejemy się obie, OK?

Raz dwa, trzy, cztery! Diana odchyla się w tył i wybucha głośnym, silnym śmiechem. Kilkakrotnie nabiera powietrza, i... kolejna kaskada śmiechu. Ja niepewnie podążam za nią. Na początku to niełatwe, okazuje się, że nie tylko dla mnie. – Robię te sesje także w korporacjach, żeby zespoły lepiej ze sobą współpracowały. Bo ludzie, którzy się ze sobą śmieją, lepiej ze sobą pracują, wzrasta kreatywność, możliwość rozwiązywania problemów. Po olbrzymim oporze uczestnicy wchodzą w to jak w masło i poważni panowie w garniturach, zaśmiewając się, robią pozycję „sikającego psa”.

Główną mantrą jogi śmiechu jest: „świetnie, świetnie, świetnie, hej!”. Diana przy każdym „świetnie” energicznie klaszcze w otwarte dłonie, a przy „hej” wyrzuca ramiona w górę. Zwłaszcza to „hej” podnosi energię. – Powinno się w szkołach wprowadzać taką jogę śmiechu – stwierdzamy zgodnie. To byłoby świetne antidotum na narodowe narzekanie. Tym bardziej że joga śmiechu pomaga na życiowe problemy.

– Kiedy mój syn po wypadku znalazł się w szpitalu, odwiedzałyśmy go z córką i zaśmiewałyśmy się w głos. Pacjenci początkowo patrzyli na nas z przerażeniem, ale pomagało – opowiada Diana. Dodaje: – Szczerze polecam śmiech na kłopoty, dzięki niemu zyskasz dystans. Jeśli się czymś bardzo przejmujesz, przede wszystkim zacznij się śmiać. To w pewnym sensie twój wybór: czy w tym, co cię spotkało, widzisz tragedię i się załamujesz, czy szukasz rozwiązania i pytasz, co może wyniknąć z niej dobrego, bo może.

Śmiech przełamuje tabu, pomaga też pokonać nasz największy lęk.

  •  „Umieranie ze śmiechem” – to jedno z trudniejszych ćwiczeń Diany. Polega na tym, że wyobrażamy sobie siebie na łożu śmierci. Widzimy dookoła naszych bliskich i ich smutne miny, a nasz przekaz jest inny: „miałam cudowne spełnione życie, umieram ze śmiechem i chcę, żebyście się mogli cieszyć ze mną”. – Ta wizualizacja sprawia, że ludzie zaczynają inaczej patrzeć na śmierć – przekonuje Diana.

Po trzecie: Szczypta szamanizmu

Diana od lat zasiada w kręgu szamańskim Joanny Rus, jest także uczennicą szamanów z USA. – Szamanizm to bliski kontakt z naturą i czerpanie z jej energii, z ziemi, ze słońca, z żywiołów – twierdzi. – Nie chodzi tylko o ceremonie i rytuały, lecz o inne spojrzenie na to, co nas otacza. Kiedy zaczniemy patrzeć na świat w sposób szamański, zobaczymy, że on cały czas do nas mówi. Robiłam takie eksperymenty: miałam problem, więc szłam w teren z otwartymi oczami i wszystko dawało mi odpowiedź. Cały czas dostajesz jakieś informacje, wsparcie czy ostrzeżenie. To mogą być słowa, wiatr, ptaki.

Esencją szamanizmu jest kontakt ze światem, z wykorzystaniem nie tylko umysłu, ale emocji i zmysłów. Tu chodzi o ciągłą wymianę energii, o dawanie i branie, o wdzięczność. Ale uwaga – nie oczekuj, że jeśli coś komuś dajesz, to dostaniesz zwrot z tego samego źródła. Często odpowiedź przychodzi z zupełnie innej strony.

  • Obejmij drzewo – pomaga, kiedy czujesz się źle.
  • Weź do ręki kamień – w Himalajach w chwilach zmęczenia przykładałam dłonie do kamieni i energia wracała – opowiada Diana. – Kamienie nie są martwe, zawierają historię ziemi i kosmosu, możemy doświadczać z nimi wymiany energetycznej
  • „Kotwica” – czyli codzienna praktyka wdzięczności. Polega na tym, że przypominasz sobie dwie, trzy dobre rzeczy, które ci się dziś przydarzyły. Smak, twarz, spotkanie, cokolwiek, co wprowadziło cię do tzw. happy place, czyli szczęśliwego miejsca. Zakotwicz się w tym miejscu. – Wibracje się podnoszą, uśmiech wraca, radość wchodzi do serca, jakbyś się przeniósł na plażę, pod palmę – zapewnia Diana.
Diana Poteralska-Łyżnik, coach, trenerka rozwoju osobistego, arteterapeutka, liderka jogi śmiechu, instruktorka gimnastyki słowiańskiej, doula, prowadzi kręgi i warsztaty dla kobiet.

  1. Seks

Masaż dobry na wszystko

Masaż pomaga na seks - na poziomie czysto fizycznym oraz psychicznym. (Fot. iStock)
Masaż pomaga na seks - na poziomie czysto fizycznym oraz psychicznym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Gdy leżę na łóżku do masażu i jestem masowana, wokół pachnie, gra muzyka, a dłonie specjalistki/specjalisty wyczyniają cuda z moimi mięśniami, w takim momencie zazwyczaj myślę o jedzeniu.

Gdy leżę na łóżku do masażu i jestem masowana, wokół pachnie, gra muzyka, wprawne  dłonie wyczyniają cuda z moimi mięśniami, w takim momencie zazwyczaj myślę o jedzeniu.

Oczywiście koncentruję się na oddychaniu, żeby wdech i wydech tworzyły jeden nieprzerwany cykl, oczywiście jestem w ciele, obecna i uważna na to, co się dzieje. Ale myślę o jedzeniu. Leżę i wyobrażam sobie, jak wyjdę z masażu i jak pojadę do domu albo do knajpy i zamówię coś pysznego. Albo leżę i wspominam, jak byłam gdzieś ostatnio i jadłam coś wspaniałego. W przypadku dzisiejszego dnia wspomnienie dotyczyło uczty z owoców morza, którą spożyłam w słoweńskiej miejscowości Portoroz. Czasem sobie wyobrażam, co ugotuję, ale to już jest wyzwanie za poważne jak na warunki bycia masowanym, więc wracam do świadomego oddychania i kulinarnych fantazji.

Dlaczego profesjonalny masaż jest taki ważny? Bo ma niezliczone, pozytywne skutki dla naszego ciała, psychiki i ułatwia osiągnięcie dobrostanu. Wymienię najważniejsze zyski z nim związane.

Masaż czyni cuda

Masaż łagodzi objawy obniżonego nastroju, pomaga w leczeniu depresji i niepokojów, ułatwia redukcję stresu. Dzieje się tak dlatego, że masowanie obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) w naszym ciele. Co więcej, wzmaga produkcję serotoniny i dopaminy. Wiecie, co tak jeszcze działa? Seks oczywiście. Od masażu i od seksu, nasze ciało czuje się zrelaksowane, odprężone, poprawia nam się cyrkulacja krwi, łatwiej wydalamy toksyny. Masaż na dłuższy czas obniża ciśnienie, wygładzają nam się rysy, a mięśnie dostają to, czego najbardziej potrzebują, uwolnienie od napięć.

Masaż łagodzi chroniczne bóle i wspomaga terapie kręgosłupa i stawów. Masaż medyczny może być oczywiście częścią leczenia, ale nawet relaksacyjny pozwala poczuć się lepiej. Zarówno przy przewlekłych chorobach, jak i w czasie większej zapadalności na infekcje, masaż jest bezcenny, ponieważ aktywizuje nasz system odpornościowy.

Nasz mózg też czuje się zdrowszy. W czasie masażu dajemy mu odpocząć osiągając fale Alfa, takie jak przy indukowanym relaksie. Cichnie szum w naszej głowie, nieustanny monolog słabnie. Po kwadransie masażu głowy będziemy znacznie bardziej skupieni i skoncentrowani. Badania dowodzą, że nawet zadania matematyczne idą łatwiej tym, którzy przed testem mieli zrobiony masaż głowy. Mózg w czasie masażu relaksuje się na tyle, że śpimy mocniej i głębiej.

Gra wstępna

Masaż pomaga na seks. A jakżeby inaczej. Pomaga na poziomie czysto fizycznym oraz psychicznym. Ponieważ stres (czyli nierozładowana reakcja na zagrożenie) gromadzi się w naszym ciele w postaci napięć i przykurczy, masaż ma niezliczone zasługi w uwalnianiu tego napięcia. Przywrócone do normalności mięśnie pozwalają nam naprawdę poczuć nasze ciało (spróbujcie się uszczypnąć, jak macie napięte mięśnie, sami zobaczycie, że prawie nic nie czuć). Ciało, które czujemy i z którym mamy kontakt jest gotowe na doświadczanie seksu. Jak już się rzekło, obniżenie poziomu kortyzolu, które odbywa się w czasie masażu, także dobrze działa na poprawę naszego życia seksualnego. Na poziomie psychicznym masaż przywraca emocjonalny kontakt z ciałem, wspomaga leczenie traum przez poznanie dobrego, bezpiecznego dotyku, wzmacnia odczuwanie zmysłowe i pozwala poznawać reakcje ciała w sytuacjach nieseksualnych. A nade wszystko jest rozkoszny, przyjemny i otwierający, co jest wspaniałym wstępem do nauki rozkosznego, przyjemnego i otwierającego seksu. Jeżeli wystarcza wam powodów, już dziś zapiszcie się na dobry, profesjonalny masaż.

  1. Styl Życia

Joga na wzmocnienie odporności

Przed chorobami chroni nas nasz system obronny organizmu. Trzeba mu tylko stworzyć odpowiednie warunki, a w tym może pomóc praktykowanie jogi. (Fot. iStock)
Przed chorobami chroni nas nasz system obronny organizmu. Trzeba mu tylko stworzyć odpowiednie warunki, a w tym może pomóc praktykowanie jogi. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Funkcjonowanie człowieka w zdrowiu zostało w dzisiejszych czasach bardzo ograniczone. Skażone są powietrze, woda, gleba oraz pożywienie. Nasze ciało narażone jest na zanieczyszczenia zewsząd. Dodatkowym zagrożeniem dla organizmu są nadmierny stres, napięcie oraz zbyt intensywne doznania zmysłowe (dźwięki, zapachy, smaki).

Przebywanie w takim otoczeniu sprawia, że sami tworzymy idealne warunki dla rozwoju choroby i złego samopoczucia. Konieczne jest zatem przeciwdziałanie czynnikom, jakie nas dotykają na co dzień. Podstawową sprawą jest zdrowa dieta, bogata w ekologiczne produkty i dobrą wodę oraz praca nad sobą, by ograniczyć stres i napięcie. Jednak przed chorobą chroni nas także nasz system obronny organizmu. Trzeba mu tylko stworzyć odpowiednie warunki.

Odporność organizmu dzielimy na naturalną i nabytą. Z pierwszą się rodzimy, ta druga rozwija się wraz z nami. Organizm z każdym dniem uczy się, jak chronić nas przed bakteriami i wirusami przedostającymi się do jego wnętrza. Ze względu na liczbę zagrożeń, pochodzących ze środowiska, w którym żyjemy, konieczne staje się tworzenie dobrych warunków do funkcjonowania naszego ciała. Podstawowymi częściami systemu immunologicznego (odpornościowego) są m.in. układ krwionośny i limfatyczny.

W skład krwi wchodzą: składniki komórkowe oraz osocze, w którym są one zawieszone. Komórki krwi dzielimy na erytrocyty (komórki czerwone), leukocyty (komórki białe) i trombocyty (płytki krwi). To właśnie białe krwinki hamują inwazję bakterii i wirusów w organizmie. Mięsień serca tłoczy krew przez tętnice i pomaga dostawać się leukocytom we wszystkie rejony ciała oraz, przez żyły, wracać do serca. Dzięki praktyce pozycji odwróconych (Salamba sirsasana, Salamba sarvangasana), wykorzystując grawitację, umożliwiamy udrażnianie krwiobiegu, a leukocyty mają łatwiejszy dostęp do wszystkich komórek ciała, by je chronić. Pozycja Adho mukha svanasana masuje mięsień serca poprzez opadanie przepony w jego kierunku. Regularny masaż tego mięśnia i jego rozluźnianie w Savasanie, tworzy dla niego idealne warunki do dobrego funkcjonowania. Relaks w pozycji leżącej sprawia, że krew nie napotyka na opór siły grawitacji i praca organizmu nie wymaga aż tak dużego wysiłku. Systematyczna praktyka tych pozycji wzmacnia organizm i pomaga mu zwalczać choroby.

Limfa (chłonka) to płyn tkankowy znajdujący się w układzie limfatycznym. Jego zadaniem jest przechwytywanie wirusów i bakterii oraz ich transport do węzłów chłonnych, w celu oczyszczenia organizmu. Ponieważ transport limfy odbywa się w organizmie za sprawą kurczenia i rozkurczania mięśni, praktyka jogi wspaniale wspomaga ten proces. Wykonując asany, wspomagamy przepływ limfy w organizmie. Dodatkowy wpływ na jej transport ma siła grawitacji. Wykonywanie pozycji odwróconych (Salamba sarvangasana, Salamba sirsasana) powoduje zwiększenie krążenia chłonki w organizmie. Przechodząc przez ciało, zabiera ona wirusy i bakterie do węzłów chłonnych, by tam doszło do odfiltrowania i oczyszczenia jej. Dodatkowo, pozycje takie jak UttanasanaAdho mukha svanasana, w których serce pozostaje wyżej niż głowa, pozwalają przesuwać się limfie do układu oddechowego. Jest on zazwyczaj najsilniej narażony na zainfekowanie bakteriami i wirusami przedostającymi się do wnętrza organizmu. Asany w skłonie w przód z podparciem głowy (Yoga mudra) pozwalają docierać chłonce w rejon głowy, tak by mogła przepływać przez gardło i nos, wychwytując infekcję. W ten sposób możemy wspomagać drenaż limfatyczny organizmu, by mógł skuteczniej bronić się przed chorobą.

Jeżeli jednak choroba już zaatakowała nasze ciało, należy dać mu odpocząć. Wszelkie możliwe pozycje relaksacyjne będą doskonale wspomagać organizm. Potrzebuje on wtedy głównie energii na walkę z infekcją. Asany w siadzie ze skłonem w przód pozwalają obniżyć gorączkę i zmniejszyć bóle głowy. Pozycje regeneracyjne w leżeniu, najlepiej z użyciem pomocy pod plecami, tworzą dużo przestrzeni w klatce piersiowej, aby ułatwić swobodne oddychanie. Wykonanie zaś pozycji odwróconych i relaksacyjnych (Salamba sirsasana, Salamba sarvangasana, Setu bandha sarvangasana), z uwzględnieniem, by nie były zbyt męczące, pozwala przemieszczać się wydzielinie w zatokach tak, aby po wyjściu z pozycji można było dokonać lepszego oczyszczenia nosa.

4 asany na odporność

Uttanasana

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Sposób wykonania:

Stań z połączonymi stopami. Wyciągnij ręce do góry i chwyć łokcie. Zachowując proste plecy, pochyl się do przodu.

Dociśnij stopy, wyprostuj kolana i napnij uda, przenieś ciężar ciała na nasady palców. Trzymając łokcie, przesuwaj je w dół, by dzięki temu rozciągnąć kręgosłup i wydłużać plecy. Rozluźnij rejony szyi i głowę.

Wskazania i korzyści:

Limfa spływa w rejon klatki piersiowej, gardła i nosa oraz do węzłów chłonnych pachowych, przyusznych i podżuchwowych. Jednocześnie asana daje regenerację, odpoczynek i sprzyja wyciszeniu.

Adho mukha svanasana

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Sposób wykonania:

Przejdź do klęku podpartego i ustaw dłonie na szerokość barków, a stopy na szerokość bioder. Podwiń palce stóp i wyprostuj nogi, unosząc biodra do góry. Dociskając dłonie do podłoża, wyciągnij biodra do góry i do tyłu.

Utrzymuj rozszerzone palce dłoni i stóp. Proste łokcie i kolana. Napięte uda oraz tyły ramion. Odsuwaj barki od uszu i rozluźnij głowę. Wykorzystaj siłę nóg i rąk, by przesuwać biodra w tył i do góry.

Wskazania i korzyści:

Limfa, dzięki sile grawitacji, może z łatwością docierać w rejon klatki piersiowej. Serce ma zapewniony masaż w wyniku opadania przepony.

Salamba sirsasana

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Sposób wykonania:

Ustaw przedramiona na podłożu trzymając łokcie na szerokość barków, po czym spleć palce dłoni. Połóż tył głowy w dłoniach i wyprostuj nogi. Podejdź blisko stopami i unieś je do góry.

Dociskaj nadgarstki, przedramiona i łokcie do podłoża, by unosić barki do góry, tył głowy kierując jednocześnie w dół. Napnij uda, skręć je do wewnątrz i unieś pięty do góry.

Wskazania i korzyści:

Limfa i krew spływają w dół ciała. Po wyjściu i powrocie do pozycji horyzontalnej, chłonka spływa w odwrotnym kierunku. Dzięki temu działaniu, udaje się ją skutecznie rozprowadzić po całym organizmie.

Salamba sarvangasana

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Sposób wykonania:

Przygotuj trzy koce oraz pasek z pętlą na szerokość barków (nie pokazano na zdjęciu). Połóż barki na kocu, a głowę poza nim. Przerzuć nogi za głowę, załóż pasek powyżej łokci, odkręć barki na zewnątrz. Umieść dłonie nisko na plecach. Wyprostowane nogi unieś do góry.

Dociskaj łokcie do podłoża i unoś plecy do góry. Utrzymuj wyprostowane nogi z udami skręconymi do wewnątrz.

Wskazania i korzyści:

Siła grawitacji zapewnia spływanie krwi z żył w stronę serca. Pochylenie głowy sprawia, że mimo odwrócenia ciała, pojawiają się spokój i wyciszenie, sprzyjające regeneracji. Limfa przemieszcza się w rejon górnego ciała, wychwytując bakterie i wirusy i odprowadza je do węzłów chłonnych.

Marek Bednarski dyplomowany nauczyciel jogi metodą B.K.S. Iyengara stopnia Intermediate Junior II. Praktykę jogi rozpoczął w roku 1992 r., od 2005 r. jest nauczycielem. Od 2008 r. specjalizuje się w terapii jogą, w szczególności jogą kręgosłupa oraz jogą hormonalną. Jest współwłaścicielem Fabryki Energii – Centrum Jogi Wrocław. 

  1. Zdrowie

Intymny trening. Dlaczego warto ćwiczyć mięśnie dna miednicy?

Każdego dnia powinniśmy poświęcić choćby kilka minut naszym mięśniom dna miednicy. (Fot. iStock)
Każdego dnia powinniśmy poświęcić choćby kilka minut naszym mięśniom dna miednicy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Zwykle skupiamy się na ujędrnianiu i wzmacnianiu mięśni widocznych gołym okiem. A co z tymi, które schowane są głęboko w naszym ciele i od których zależy prawidłowa postawa i zdrowie? Instruktorka Kamila Raczyńska przekonuje, że każdego dnia powinniśmy poświęcić choćby kilka minut naszym mięśniom dna miednicy.

Kamila Raczyńska, edukatorka seksualna, instruktorka treningu mięśni dna miednicy. (Fot. materiały prasowe)  Kamila Raczyńska, edukatorka seksualna, instruktorka treningu mięśni dna miednicy. (Fot. materiały prasowe) 

Gdy pierwszy raz usłyszałam o treningu mięśni głębokich i dna miednicy, zrozumiałam, że chodzi o coś na kształt fitnessu. Na pani stronie przeczytałam, że to ćwiczenia o terapeutycznym wymiarze. Staram się nie używać słowa „fitness”, bo wtedy kobiety będą rozczarowane, że w trakcie moich ćwiczeń się nie spocą i że będzie zbyt spokojnie i delikatnie. Trening mięśni dna miednicy można traktować profilaktycznie i uznać, że bardziej mieści się on w kategorii ćwiczeń takich jak np. zdrowy kręgosłup lub pilates, czyli raczej spokojnych i zbliżonych do korektywy. Takie zajęcia prowadzę na przykład w szkole jogi. Można też trening traktować jako rehabilitację, kiedy kobieta ma już jakąś diagnozę i wskazanie od fizjoterapeuty lub ginekologa typu nietrzymanie moczu albo obniżenie narządów wewnętrznych. Wtedy mówimy już bardziej o gimnastyce terapeutycznej czy rehabilitacyjnej. Ponieważ jednak nie jestem fizjoterapeutką, grupy terapeutyczne prowadzę w gabinecie osteopatii uro-ginekologicznej, żeby moje kursantki mogły w każdej chwili skonsultować się ze specjalistą.

Ale zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku podstawą jest przekonanie, że mięśnie dna miednicy trzeba regularnie ćwiczyć? Tak, jak najbardziej…

Nie tylko, by walczyć ze schorzeniami, o których pani wspomniała, ale też aby zachować prawidłową sylwetkę, zmniejszyć bolesność miesiączek bądź ból odczuwany podczas seksu. Mięśnie dna miednicy to cały kombinat mięśni. Pewnie się czepiam, ale zawsze prostuję kursantki, gdy mówią, że przyszły ćwiczyć mięsień Kegla. Tak naprawdę doktor Kegel odkrył zaledwie wierzchołek góry lodowej. Mięśnie dna miednicy są odpowiedzialne za naszą postawę, traktujemy je jako mięśnie głębokie, zwane core, które pomagają utrzymać naszą sylwetkę. Mamy wewnątrz ciała jakby cylinder mięśniowy, który utrzymuje nas w stałym napięciu. Nasze organy otacza mięsień poprzeczny, natomiast od góry mamy przeponę oddechową, a od dołu cylinder zamykają właśnie mięśnie dna miednicy, które też są przeponą. I one są podporą dla trzewi. Całe życie spędzamy albo w pozycji siedzącej, albo stojącej, czyli grawitacja ciągnie nasze organy w dół, a to, co ma się jej przeciwstawić – czyli w wypadku kobiet utrzymać pęcherz moczowy, macicę i jelito w miejscu – to są właśnie nasze mięśnie dna miednicy. Dlatego powinny być z jednej strony silną i wyćwiczoną podporą, a z drugiej powinny być elastyczne, choćby dlatego, że podczas porodu muszą się rozluźnić, by mogło przyjść na świat dziecko, a potem wrócić do swojego poprzedniego napięcia. Na co dzień też nie powinny być cały czas zaciśnięte – po to, by nie odczuwać wspomnianej bolesności podczas stosunku czy bolesnych miesiączek.

Podobno jest związek pomiędzy zbyt dużym napięciem mięśni dna miednicy a uporczywymi migrenami? Taki związek rzeczywiście jest, choć dość odległy. Mięśnie dna miednicy tworzą bowiem wraz ze żwaczami, które zaciskają nam szczęki, jedną taśmę mięśniowo-powięziową. W momencie, kiedy mamy zaciśnięte mięśnie dna miednicy, będziemy też mieć zaciśnięte szczęki. I na odwrót. Jeśli mamy wiecznie zaciśnięte szczęki albo cierpimy na bruksizm, czyli nocne zgrzytanie zębów – to z tego napięcia najczęściej też boli głowa, bo zaciśnięte mięśnie zwyczajnie ściskają nam czaszkę. Dlatego też fizjoterapeuci pracujący z miednicą najpierw rozmasowują klientom szczęki i mięśnie podpotyliczne, żeby rozluźnić górę. Ja też zwracam uwagę, czy dziewczyny nie zaciskają szczęk i nie robią ust w dziubek. Położne korzystają z tej wiedzy podczas porodów, mówiąc rodzącym, by rozchylały usta, wydawały dźwięki, dyszały, sapały – bo jeżeli rozluźnią górę, to się rozluźni dół i dziecko łatwiej wyjdzie na świat.

Nieraz musimy zaciskać zęby, żeby czegoś nie powiedzieć. Warto pamiętać, jakie są tego skutki. I dlatego też nie bez powodu mówimy o zaciśniętym tyłku ze stresu. Podczas zajęć powtarzam moim kursantkom, by głęboko oddychały, z czym wiele kobiet ma problem. Zamiast rozluźniać, uczy się nas bowiem wciągać brzuch. Poza tym wstydzimy się dyszeć czy sapać i tego na zajęciach także uczę. Gdy jako doula towarzyszę kobietom w porodzie, zawsze zwracam uwagę na oddech oraz dźwięki. Położne radzą, by w trakcie porodu całować się z partnerem, bo wtedy rozluźniają się usta i otwiera się szyjka macicy, poza tym od namiętnych pocałunków wydzielają się endorfiny i oksytocyna – wszystko to sprawia, że poród jest szybszy i łągodniejszy.

Do tej pory uczono nas głównie wzmacniać i spinać mięśnie dna miednicy. Obecnie mówi się coraz częściej o tym, że mamy je zbyt spięte. Winne temu jest między innymi nasze wychowanie, a zwłaszcza zbyt wczesne odpieluszkowanie i uczenie małych dzieci wstrzymywania moczu lub dosikiwania się na zapas.

Z drugiej strony porody oraz wiek powodują utratę elastyczności mięśni. Czy wszystkie kobiety mają problem z nadmiernym spięciem albo z rozluźnieniem mięśni dna miednicy? Badania mówią, że 1/3 kobiet w okresie rozrodczym cierpi na jakieś niedomagania. Kiedyś częściej były one związane z obniżonym napięciem, bo wcześniej kobiety rodziły więcej dzieci. Obecnie śmiało mogę powiedzieć, że 90 proc. kobiet, które do mnie trafiają, są nadmiernie spięte. I sprowadzają je do mnie ból przeróżnych części ciała, najczęściej przy stosunku, ale też niezdiagnozowane zaburzenia jelitowe.

Co się dzieje podczas pani zajęć? Najpierw dużo tłumaczę: gdzie znajdują się mięśnie dna miednicy, jak są zbudowane, jakie są ich funkcje. Mówię też o różnych złych nawykach, zwłaszcza toaletowych. Jedna z kursantek określiła to tak, że uczymy się sikać bez przemocy, bez parcia czy wstrzymywania, tylko na spokojnie. Dużo też mówię o codziennych czynnościach, o tym, jak coś bezpiecznie dźwignąć, jak coś popchnąć, jak podbiec do autobusu albo przeskoczyć kałużę – bo to są najczęstsze momenty, w których kobiety popuszczają, jeśli mają jakieś problemy z mięśniami dna miednicy. Potem następuje część ćwiczebna na macie – jest dużo oddechów, w grupach profilaktycznych wzmacniamy i rozluźniamy świadomie mięśnie, natomiast w grupach terapeutycznych pracujemy już z konkretnymi przypadkami. Najwięcej chętnych jest na grupy relaksacyjne, gdzie się po prostu leży plackiem, rozluźnia, oddycha i wizualizuje. Taki trening mogę ze spokojnym sumieniem polecić wszystkim. Relaksu nie da się przedawkować!

Kamila Raczyńska, edukatorka seksualna, instruktorka treningu mięśni dna miednicy, doula (towarzyszka porodów).

Ćwiczenie mięśni dna miednicy - od czego zacząć?

Zacznij od ćwiczeń zwiększających świadomość mięśni dna miednicy. Usiądź na krześle (najlepiej na kocyku/ręczniku zwiniętym w rulon, położonym w poprzek siedzenia). Poczuj swoją pochwę i postarać się nią tak popracować, jakbyś chciała ją przymknąć. Możesz spróbować ćwiczyć również własnym palcem w obrębie wejścia do pochwy, żeby poczuć jak mięśnie reagują i się zaciskają. Następnie postaraj się zaktywować mięśnie dna miednicy (MDM): na wydechu przymykasz pochwę i zbliżasz do siebie guzy kulszowe, jakbyś chciała złapać materiał kocyka między nie, ale nie zaciskając pośladków ani ud! To jest tylko praca w kroczu.

Teraz możesz dołączyć do tego wizualizację. Wyobraź sobie, że twoje dno miednicy to tulipan. Podczas wdechu "do brzucha" płatki się rozchodzą na boki, brzuch się lekko powiększa, na wydechu guzy kulszowe zbliżają się do siebie, płatki zamykają w pączek, a ty zasysasz/podciągasz dno miednicy do góry. Dół brzucha może lekko twardnieć na wydechu, ale nie zaciskaj pośladków i samych zwieraczy! Praca jest głębiej w kroczu i miednicy. Nie pracuj na bezdechu - mięśnie dna miednicy aktywujemy na wydechu.

Po każdej serii ćwiczeń wzmacniających najlepiej jest rozluźniać MDM co najmniej tak samo długo jak się je spinało. Robisz to poprzez głęboki oddech torem brzusznym: wdech "do brzucha" nosem, wydech "z brzucha" powolny i spokojny ustami, tyle razy, ile masz ochotę. Teraz już niczego nie spinasz i nie podciągasz; pozwalasz brzuchowi powoli falować z oddechem. Rozluźniająco działa też bujanie, przetaczanie, kołysanie miednicy, rysowanie kółek miednicą, np. w siedzeniu na dużej piłce.

Pamiętaj! 

  • Zawsze po serii ćwiczeń na mięśnie dna miednicy zrelaksuj się, żeby się nie przećwiczyć!
  • Podnoszenie ciężkich rzeczy czy wstawanie z krzesła powinno się zawsze odbywać na wdechu i z aktywnym dnem miednicy.
  • Na co dzień siedź wyprostowana, ale nie wciągaj stale brzucha i staraj się nie trzymać nogi na nogę.
  • Nie przyj w toalecie! To bardzo obciąża MDM.

  1. Psychologia

Czas na spokój - inspirujące ćwiczenia na grudzień

Zima to przystanek między przeszłością a tym, co dopiero się narodzi. Zmiany i gwałtowne ruchy nie są wskazane. Jedyne, co możesz robić intencjonalnie, to poprawiać sobie samopoczucie. (Fot. iStock)
Zima to przystanek między przeszłością a tym, co dopiero się narodzi. Zmiany i gwałtowne ruchy nie są wskazane. Jedyne, co możesz robić intencjonalnie, to poprawiać sobie samopoczucie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Każda pora roku przynosi inne lekcje. Zima to przystanek między przeszłością a tym, co dopiero się narodzi. Zmiany i gwałtowne ruchy nie są wskazane. Jedyne, co możesz robić intencjonalnie, to poprawiać sobie samopoczucie.

Ćwiczenie 1. Szczery bilans roku

Zacznij od podsumowania tego roku. Weź kartkę, zapisz na niej poniższe pytania i odpowiedzi na nie:
  • Jaki był dla ciebie rok 2020? Znajdź trzy słowa, które mogą go najlepiej opisać. Na przykład udany, zaskakujący, nudny, pozytywny, trudny, pełen wyzwań, stresujący…
  • Jakie było najważniejsze wydarzenie tego roku: przyjemne oraz trudne?
  • Czego nauczyłeś się dzięki tym doświadczeniom?
  • Jakie plany udało ci się zrealizować?
  • Czego nie udało się zrobić mimo dobrych chęci?
  • Jakie pozytywne lekcje możesz wyciągnąć z tych niepowodzeń?
  • Relacja z jaką osobą dała ci najmocniej w kość?
  • Czego miała cię nauczyć?
  • Jak możesz wykorzystać tę lekcję następnym razem w kontakcie z tą lub inną osobą?
  • Jaka relacja była dla ciebie źródłem radości i inspiracji?
  • Czego miałeś się o sobie nauczyć?
  • W jakich chwilach czułeś się najlepiej ze sobą?
  • Masz w sobie gotowość, by podziękować za wszystko, ale naprawdę wszystko, co się wydarzyło?

Ćwiczenie 2. Hawajska technika uzdrawiania relacji

Jeśli poprzednie ćwiczenie uświadomiło ci, że nadal żywisz do kogoś urazę, możesz zastosować hawajską technikę ho’oponopono, która pomaga wybaczyć i otworzyć ponownie serce na drugiego człowieka. Najlepiej zrobić to, zanim znajdziecie się razem przy świątecznym stole. Usiądź wygodnie z prostym kręgosłupem. Zrób kilka głębokich oddechów, zamknij oczy. Wyobraź sobie jakieś piękne miejsce na łonie przyrody. Zaproś do niego wybraną osobę. Wytłumacz jej, że chcesz przeprowadzić ceremonię uzdrawiania waszej relacji, a ona nie musi nic robić. Powiedz w myślach lub na głos w kilku słowach, co się wydarzyło między wami i jak się z tym czułeś. Następnie powiedz: „Przepraszam cię za to, że…” „Wybaczam ci to, że…” „Dziękuję ci za to, że…” „Wybacz mi, że…” „Kocham cię” lub „Lubię cię”. Uświadom sobie, jak się czujesz po wypowiedzeniu tych słów. Czy czujesz lekkość na sercu? A może słowa te wydają ci się sztuczne i nieprawdziwe? To może sugerować, że nie jesteś jeszcze gotowy na odpuszczenie, ale zrobiłeś pierwszy krok. Ćwiczenie możesz powtórzyć lub zastosować je do pracy z inną osobą.

Ćwiczenie 3. Sposób na zimowy blues

Naukowcy nazywają potocznie zimową depresję „winter blues” albo depresją sezonową (z ang. seasonal affective disorder – SAD). Gruczoł szyszynki (związany z cyklem dobowym) niektórych osób potrzebuje znacznie więcej naturalnego światła, aby organizm mógł funkcjonować normalnie. Jeśli światła jest mniej, pojawiają się objawy charakterystyczne dla klasycznej depresji: spadek nastroju, negatywne myśli, wyraźne wahania wagi, obniżone libido, apatia, niechęć do wychodzenia na zewnątrz, zaniedbywanie ważnych spraw i ludzi. Oczywiście, nie każdy spadek nastroju to zimowa depresja, jest nią stan, który trwa co najmniej dwa, trzy tygodnie i nie jest wywołany stresującymi wydarzeniami. Jeśli doświadczasz mniejszych spadków nastroju, oto co możesz zrobić, aby sobie pomóc:
  • zastosuj fototerapię i codziennie korzystaj ze specjalistycznej lampy sonarnej, którą możesz kupić na domowy użytek;
  • jak najczęściej spaceruj na świeżym powietrzu, w parku, w lesie;
  • skorzystaj z egzotycznych masaży, które pomogą ci rozluźnić ciało i poprawić samopoczucie dzięki uwolnieniu endorfin do krwiobiegu. Jest wiele do wyboru: hawajski lomi lomi, mauri, balijski, tajski;
  • ubieraj się bardziej kolorowo, zrezygnuj z szarości, czerni, brązów;
  • oglądaj komedie, dzięki śmiechowi twoje ciśnienie krwi obniży się, w mózgu pojawi się więcej fal alfa, związanych z dobrym samopoczuciem i kreatywnością, wzmocni się też twój układ immunologiczny;
  • unikaj używek – to nie jest dobra forma walki ze złym samopoczuciem, używki wzmacniają stany depresyjne;
  • zrób listę pozytywnych planów na wiosnę i lato, wyobrażaj sobie ich spełnienie oraz jak będziesz się wtedy czuł;
  • jeśli możesz, wyjedź do ciepłego kraju, najlepiej na dwa tygodnie, by doładować swoje wewnętrzne baterie słońcem i feerią barw przyrody.

Ćwiczenie 4. Potencjał ukryty pod śniegiem

Zdaniem Marianne Williamson, autorki wielu książek z zakresu rozwoju osobistego, najbardziej boimy się pokazać światu nasze światło, czyli pełen potencjał. Obawiamy się tego, co może się wydarzyć, jeśli będziemy żyć w zgodzie ze sobą, korzystając z otrzymanych darów i talentów. Niepotrzebnie fantazjujemy, że nasz partner będzie wtedy zazdrosny i odejdzie, rodzina nie zaakceptuje naszych wyborów albo znajomi nas nie zrozumieją i będą wyśmiewać to, co robimy. Godzimy się pomniejszać swoją wartość tylko po to, aby być zaakceptowanym. Jeśli jednak latami tkwimy w swojej strefie komfortu, nie możemy się rozwijać. Wybierając życie zwyczajne, nie doświadczymy jego nadzwyczajności. To dlatego ważna jest decyzja: czy chcę żyć zwyczajnie (czytaj: nie korzystając w pełni z tego, co dostaję), czy raczej wybieram życie obfite w próby realizacji swojego potencjału. Zimą przyjrzyj się swojej codziennej rutynie i pomyśl, z jakich darów jeszcze nie korzystasz? Jakie pragnienia zamknąłeś w skrzyni i umieściłeś głęboko pod ziemią? Może wiosną, kiedy śnieg stopnieje i powieje ciepły wiatr zmian, zdecydujesz się pójść za tymi pragnieniami? Zaplanuj to!

Ćwiczenie 5. Cuda, które zdarzają się codziennie

Czym jest cud? Czy tylko czymś, co określamy jako niesamowite, rzadkie, nadprzyrodzone? A może to coś, co zdarza się codziennie, tylko że my tego nie widzimy. Jeśli zatrzymasz się na chwilę, skierujesz uwagę na oddech i poczujesz się w pełni obecny tu i teraz – dostrzeżesz cuda. Po pierwsze, twoje życie, które samo w sobie jest cudem. Po drugie to, że masz gdzie mieszkać, co jeść i w co się ubrać. Jeśli wzbudzisz w sobie wdzięczność za spełnienie tych fundamentalnych potrzeb, łatwiej ci będzie docenić wszystko inne. Zauważyć drobne pozytywne rzeczy, które zdarzają się codziennie. Gabrielle Bernstein, coach i mówczyni motywacyjna, wydała zestaw motywujących kart, które przypominają, że życie jest cudem, mimo że przydarzają nam się trudne sytuacje („Miracles now. Inspirational affirmations and life-changing tools”). Oto kilka motywujących zdań na grudzień:
  • „W chwili kiedy zaczynam celebrować bycie i skupiać się na moich sukcesach, zaczynam żyć”
  • „Znajduję spokój w każdym oddechu”
  • „Podejmuję decyzje z miejsca intuicji i mocy”
  • „Dzielę się swoim światłem ze światem”
  • „Jeśli chcę poczuć wsparcie, najpierw muszę sam je sobie dać”
  • „Kiedy szanuję moje pieniądze, one szanują mnie”
  • „Uwolnienie złości związanej z przeszłością, pozwala na harmonię w chwili obecnej”