Historie intymne

Na wakacje jedziemy nie tylko w towarzystwie rodziny czy przyjaciół – dodatkowy pasażer to indywidualna mikroflora układu moczowo-płciowego. Miła obecność, bo działa na naszą korzyść. Ale urlopowe szaleństwa mogą ją osłabić. Konsekwencje zrujnują beztroskie plany. Co robić?

Naśladujmy nasze pramatki. Tradycyjny strój kobiecy to spódnica – w myśl zasady, że płeć piękna czerpie od dołu energię Matki Ziemi. Polskie babcie odradzały siadanie na zimnym kamieniu i regularnie podmywały się zsiadłym mlekiem. Folklor? Nie – mądrość pokoleń. Natura zatroszczyła się o to, by ciało kobiety umiało samo się chronić przed infekcjami miejsc intymnych. W pochwie żyją różne mikroorganizmy, które tworzą dobrą mikroflorę. Między innymi bakterie Lactobacillus, produkujące kwas mlekowy, który zakwasza środowisko pochwy, by chorobotwórcze bakterie nie mogły się rozwijać. Musimy tylko umiejętnie wspierać te właściwe.

Przewiew i higiena

Odpowiednia higiena miejsc intymnych nie wymaga wielkiego zachodu. Obowiązuje tu zasada: im prościej, tym lepiej. Stosowanie pachnących mydeł czy irygacji może zaburzyć naturalną równowagę flory bakteryjnej w pochwie. Podobnie profilaktyczne zakładanie tamponów przed kąpielą na basenie czy w morzu. Chodzi o to, że pochwa działa jak nasza skóra. Ma zdolności do samooczyszczania się. Zapewnia jej to wydzielina, która wyłapuje i usuwa wszelkie potencjalnie niebezpieczne mikroorganizmy. Tak działa też kwaśne środowisko. Wystarczy w tych procesach nie przeszkadzać. Najlepiej myć się po prostu ciepłą wodą i koniecznie zadbać o dobrą wentylację miejsc intymnych. Elastyczny, ciągle mokry po kąpieli kostium, obcisłe szorty, eleganckie koronkowe majteczki ze sztucznego włókna utrudniają przepływ powietrza i dodatkowo podrażniają delikatną śluzówkę. Warunki idealne dla mikrobów.

Dlatego, kiedy tylko to możliwe – nośmy luźne bawełnianie czy lniane sukienki i spódnice. Najlepiej długie – by móc pominąć bieliznę. Specjalistki zajmujące się pracą z kobiecą energią twierdzą, że to świetny sposób na czerpanie mocy z natury. Trzeba też wspomnieć o kilku podstawowych zasadach, bo wakacyjne szaleństwo czasem zawraca nam w głowie. A zatem, wycieramy się papierem od przodu w kierunku odbytu, by nie przenieść bakterii jelitowych do pochwy. Po podmyciu się używamy ręcznika papierowego, papieru toaletowego lub jednorazowej chusteczki. Nie klasycznego ręcznika, bo bywa siedliskiem drobnoustrojów. Odrębną kwestią jest seks i jego wpływ na naszą mikroflorę intymną. Cóż, każde współżycie, z punktu widzenia biologii, stanowi także wymianę bakterii kochanków. Dlatego wszelkie nowe kontakty seksualne, ale też intensywniejsze życie seksualne, to ryzyko infekcji intymnej.

Apteczka intymna

Jeśli jednak dojdzie do infekcji intymnej, trzeba się jakoś ratować. Ból, pieczenie, zmieniony kolor wydzieliny zwykle świadczą o zakażeniu pochwy. Jako broń pierwszego rażenia warto stosować żele z bakteriami kwasu mlekowego i z dodatkiem kwasu cytrynowego – pomogą przywrócić naturalną kwaśność śluzu intymnego, co może zapobiec dalszemu rozwojowi infekcji. Gdy to nie pomoże, potrzebne będą odkażające maści lub globulki – może wystarczą te bez recepty, ale jeśli po trzech dniach nie widać poprawy, konieczna jest konsultacja ginekologiczna. Gdy infekcja dotyczy układu moczowego, pojawia się ból przy oddawaniu moczu, pieczenie (często w parze z infekcją pochwy). Bez recepty dostępne są leki wygaszające stan zapalny pęcherza. Gdy jednak dolegliwość się zaostrzy – trzeba poradzić się lekarza. Dobrą bronią mogą być też naturalne, bezpieczne metody lecznicze. Gdy boli pęcherz, pomogą ciepłe okłady i nasiadówki – unikanie siadania na zimnych powierzchniach i długotrwałego moczenia się w zimnej wodzie, wypijanie dużej ilości płynów. Tylko jak to wszystko zorganizować na urlopie?! Mądrze! Dobrze jest skorzystać z wygody i bezpieczeństwa, które daje homeopatia.

Leczenie nie ma żadnych przeciwwskazań i niepotrzebne są recepty. Z tym zastrzeżeniem, że jest najskuteczniejsze, gdy dobrane uprzednio przez lekarza homeopatę. Jednak i bez niego poradzimy sobie ze skompletowaniem intymnej apteczki pierwszej pomocy. Nie musimy wiedzieć, czy choroba została wywołana przez bakterię, grzyb lub pierwotniaka. Ważny jest rodzaj objawów oraz sposób ich odczuwania przez nas. Gdy pojawia się silny świąd i kłucie, obecne zwłaszcza podczas siusiania, a ulgę przynosi chłód, np. kąpiel, pomoże Apis mellifica, który koi także stany bolesnego oddawania moczu oraz wrażenie obrzęku i opuchnięcia w okolicy sromu i ujścia cewki moczowej. Z kolei pieczenie, uczucie palenia w okolicach intymnych, gwałtowne bóle, duża nadwrażliwość na dotyk oraz przeświadczenie, że objawy koi ciepło, to sytuacja, gdy pomoże lek Cantharis vesicatoria. Stosuje się go też w infekcjach układu moczowego – przy ostrym zapaleniu pęcherza moczowego, któremu towarzyszy częste oddawanie moczu z uczuciem silnego pieczenia, obecny jest także palący ból po oddaniu moczu i stale utrzymujące się silne parcie na pęcherz. Lekiem homeopatycznym na różne dolegliwości układu płciowego jest też Staphysagria.

Pomocna w infekcjach intymnych oraz infekcjach dróg moczowych, wynikających z intensywnego życia seksualnego, nazywana też lekiem miesiąca miodowego. Jeśli wiemy natomiast, że infekcja ma tło grzybicze, przydatny będzie lek Monilia albicans, który pomaga w zwalczaniu drożdżaków Candida i zapobiega nawrotom choroby. Gdy takiemu zakażeniu towarzyszą białe serowate upławy, warto dołączyć Helonias dioica. Kolejnym lekiem, który może mieć zastosowanie w leczeniu infekcji intymnych, jest Hydrastis canadensis. Przydatny zwłaszcza, gdy dominującym objawem są żółte, gęste upławy. Pamiętajmy jednak, że w każdym przypadku nasilania się dolegliwości lub zbyt długiego ich trwania konieczna jest konsultacja lekarska.

 

Dominika Bagińska