fbpx

Obywatel idealny

Pokusa nadzorowania życia obywateli prowadzi do patologii. Przykładem jest historia Zofii Obretenny, agentki SB, która po wyjściu za mąż za Pawła Jasienicę składała raporty o każdym jego kroku. Inną ingerencję państwa w prywatność opisuje Wiktor Suworow w „Akwarium”. Szkolony agent GRU dostaje zadanie zdobycia informacji o fabryce.

W barze typuje pracownika, który ma się stać jego źródłem informacji. Poznają się, okazuje się, że mają wiele wspólnych zainteresowań. Znajomość zamienia się w przyjaźń. Przy piwie i szachach rozmawiają na różne tematy, w tym o zakładzie pracy. Bingo, zadanie zostaje wykonane. A że chłopak, który powiedział o jedno słowo za dużo, trafia na kilka lat do łagru za zdradę tajemnicy państwowej…

Równie niebezpieczne są próby badania uczciwości obywateli. Państwo nieustająco szuka nowych ku temu sposobności. Stąd ciągłe skandale z nielegalnymi podsłuchami czy opisywane w mediach mniej lub bardziej udane prowokacje, w trakcie których agenci wszelkich służb starali się wręczyć, komu popadnie, korzyść majątkową. Czy takie praktyki są legalne? Odpowiedź jest prosta – nie. Prawo przewiduje możliwość prowokacji, czyli kontrolowanego przez państwo wręczenia korzyści majątkowej, tylko w sytuacji, gdy są dowody, że dana osoba popełniła lub zamierza popełnić przestępstwo. Nie ma wyjątku od reguły, nie można prowokować nikogo, jeśli nawet podejrzewa się, że może on być nieuczciwy, gdy brak dowodów tej nieuczciwości.

Państwo nie ma prawa organizować obywatelom egzaminu na uczciwość. Nikt nie może sprawdzać, czy ulegniemy pokusom i gdzie jest granica naszej na nie odporności. Rolą państwa jest ścigać tych, którzy dopuścili się czynów zabronionych, a nie kreować nowych przestępców. Zakłada się, że człowiek jest uczciwy, i nie podlega to dyskusji przynajmniej dopóty, dopóki nie znajdą się dowody obalające takie założenie. W praktyce przy prowokacjach istnieje olbrzymie niebezpieczeństwo pomyłek.

Przyjaciółka lekarka opowiedziała mi historię, która się jej przydarzyła. Jako wybitny fachowiec jest oblegana przez pacjentów. Na każdym etapie jej drogi przez szpitalny korytarz chorzy próbują pokazać jej wyniki badań, oczekując natychmiastowej diagnozy. Na ogół prosi, by wyniki zostawić w kopercie w sekretariacie, by mogła się z nimi zapoznać po zakończeniu obchodu. Któregoś dnia przyjmowała nową pacjentkę. Po badaniu pacjentka podała jej kopertę, informując, że są w niej świeże wyniki badań.

Lekarka szła do sekretariatu, wzięła więc dokumenty. Po kilku krokach uświadomiła sobie jednak, że nie zlecała badań; co zatem dostała? Koperta zawierała środki płatnicze, które natychmiast zwróciła. Okazało się, że przechodząc korytarzem, pacjentka usłyszała prośby o zostawienie koperty w sekretariacie. Uznała, że to miejscowy szyfr, i postanowiła dostosować się do „panujących zwyczajów”. Gdyby wręczająca „badania” była prowokatorem, najprawdopodobniej lekarka poznałaby gościnność aresztu.

W sprawie toczącej się przed amerykańskim sądem tamtejszy sędzia nazwał dowody zdobyte w wyniku niedozwolonej prowokacji „prostytutką prawa karnego”. Tam dowód zdobyty w sposób sprzeczny z prawem nazywany jest „owocem zatrutego drzewa” i staje się bezwartościowy. W Polsce zasada ta nie obowiązuje. Można skazać na podstawie bezprawnie zdobytych dowodów.

W konsekwencji może dochodzić do sytuacji, gdy osoba poddana nielegalnej prowokacji będzie odpowiadać karnie, zaś państwo zmuszone będzie wypłacać jej odszkodowanie za naruszanie jej praw. Na logikę można by to nazwać kwadraturą koła.