Sąd nad torbą

Corbis

Wyobraź sobie plamę o powierzchni 15 mln km kw. Trudno? To nieco więcej niż powierzchnia całej Europy, liczonej aż po Ural. Po co namawiam do tych ćwiczeń na wyobraźnię przestrzenną? Przydadzą ci się, kiedy następnym razem będziesz brać ze sklepu foliowe torebki. To właśnie one i inne plastikowe śmieci o łącznej masie 100 mln ton utworzyły Wielką Pacyficzną Plamę Śmieci.

Pierwszym człowiekiem, który się na nią natknął i ją opisał, był kapitan Charles Moore. Amerykanin założył fundację zajmującą się badaniami morza. W 1997 r. płynął jachtem na Hawaje. Kilkaset mil od brzegu na powierzchni wody zaczęło otaczać go coraz więcej śmieci. Skąd tam się brały? Od wybrzeży USA, Kanady i ze wschodniej Azji znosiły je prądy morskie.

Plastik w żółwiu

Ta gigantyczna zupa ze sztucznego tworzywa zawiera sześć razy więcej plastiku niż planktonu. Plastikowe torebki nie zawsze pływają jednak w całości. Z czasem rozpadają się na maleńkie fragmenty. Te zaś przez ostatnich 40 lat gromadziły się w środowisku w postaci granulek i włókienek o rozmiarach liczonych w nanometrach. Dziś zanieczyszczają środowisko morskie. Aby sprawdzić długotrwałe efekty obfitości plastikowych zanieczyszczeń, naukowcy przeanalizowali próbki planktonu pobrane z różnych miejsc na północy Atlantyku. Okazało się, że w próbkach tworzywa sztuczne pojawiały się już w latach 60. XX wieku. Z czasem stawały się coraz powszechniejsze.

Badacze znajdowali fragmenty tych tworzyw w rozmaitych osadach morskich. Doświadczalnie stwierdzili, że kilka dni wystarczy, by pochłonęły je drobne organizmy filtrujące wodę i żerujące na obumarłych szczątkach roślin i zwierząt. Z nimi zaś plastik trafia do łańcucha pokarmowego, który obejmuje także człowieka. Jemy coraz obficiej faszerowane plastikiem ryby i morskie skorupiaki. Zanim jednak foliowe opakowania rozpadną się na drobiny, pływają po powierzchni wody, przypominając meduzy, które stanowią smaczny kąsek dla wielu morskich stworzeń. W 2002 r. w Normandii złowiono walenia, w którego żołądku odkryto 800 kg torebek foliowych. Stowarzyszenie The Planet Ark Environmental Foundation z Sydney szacuje, że co roku z powodu połknięcia plastikowych torebek giną dziesiątki ryb i żółwi. Problem dotyczy także ptaków.

Foliowy podatek

Jak wielkim problemem są dla środowiska torebki foliowe (które stanowią tylko 1 proc. śmieci), może uzmysławiać to, że sami mieszkańcy Warszawy zużywają codziennie około 1,8 mln jednorazowych reklamówek. To 10 ton odpadów, których rozkład trwa od 100 do 400 lat. Policzono, że w Anglii zużywa się ich od 9 do 17 bln rocznie. Daje to 150 torebek na rok na każdą osobę na Ziemi! Ekolodzy trąbią na alarm. Jak tak dalej pójdzie, niedługo spowijemy w folię całą planetę. Dlatego wiele krajów zaczęło walczyć z tym szaleństwem. Ba, dla niektórych była to wręcz walka na śmierć i życie. Na przykład w Indiach i Bangladeszu reklamówki porzucane na ulicy spływały do rzek i zatykały kanalizację miejską, powodując dramatyczne w skutkach powodzie.

Nic dziwnego, że w 2002 r. Bangladesz zabronił produkcji i sprzedaży polietylenu, z którego wytwarza się reklamówki. Za posiadanie plastikowej torby można tu zapłacić mandat. Z reklamówkami walczy się i w Europie. W 1994 Duńczycy wprowadzili podatek od opakowań plastikowych – zmniejszyło to ich zużycie o 66 proc. Od 2002 roku w Irlandii płaci się 15 centów za torebkę. Ich zużycie spadło o 90 proc. – podatek przyniósł także po dwóch latach 23 mln na projekty ekologiczne. Ale co tam Europa! Popatrzmy na Afrykę: W Kenii rząd zakazał produkowania cienkich torebek foliowych, podobne działania podjęły Rwanda, Zanzibar i Tanzania. W tych krajach idzie jednak nie tyle o ekologię, co troskę o ludzkie zdrowie – w porzuconych reklamówkach zbiera się woda, która stanowi idealne miejsce do lęgnięcia się roznoszących malarię moskitów.

 

Nie daj się oszukać!

Zakaz używania foliowych torebek ma znaczenie także wobec nadchodzącego kryzysu paliwowego, o którym trąbią media. Do wyrobu foliówek zużywa się bowiem dużo ropy naftowej. – W San Francisco co roku wydawano za darmo 180 mln foliowych torebek – mówił w wywiadzie dla „Dziennika” dyrektor departamentu ds. ekologii i środowiska San Francisco Jared Blumfeld. – Do ich wyprodukowania zużywano prawie 2 mln litrów ropy naftowej. W styczniu 2008 r. do Pacyfiku koło Kalifornii wyciekło 200 tys. litrów ropy i podniósł się krzyk, że to ogromna katastrofa ekologiczna. Rezygnacja z plastikowych torebek przez nasze miasto oznacza, że każdego roku tylko San Francisco powstrzymuje katastrofę ekologiczną, która jest 10 razy gorsza.

W Polsce walka z torebkami foliowymi rozpoczęła się zupełnie niedawno. Przystąpiły do niej ochoczo wielkie sieci sklepowe, węsząc w tym niezły interes. Teraz każą nam płacić za torebki. Kłopot jednak w tym, że często wykorzystują przy tym naszą naiwność. Nie wszystkie bowiem torby, na których widnieje napis „degradowalne” czy „eko”, są w rzeczywistości ekologiczne. Niektóre z nich wykonuje się z tych samych substancji co zwykłe foliówki, ale wzbogaca jeszcze składnikami, które przyspieszają rozpad plastiku. Pod wpływem tlenu, wody czy światła słonecznego taka „wzbogacona” reklamówka rozpada się w kilka, kilkanaście lat. Co w tym złego? Otóż to, że takie torby nie rozkładają się do kompostu, ale kruszą na drobinki, z którymi środowisko wciąż przez setki lat nie umie sobie poradzić. Fakt – pozbywamy się w ten sposób przykrego widoku trzepoczących na wietrze toreb, w zamian za to zyskujemy jednak tony plastikowego proszku roznoszonego po świecie.

Czy zatem nie ma wyjścia z tej sytuacji? Jest – pozostają jeszcze tak zwane torby biodegradowalne. Te wytwarza się ze skrobi, która zupełnie niegroźnie się rozłoży, ale – i tu znów pułapka – tylko w kompostowni. Tymczasem w Polsce nie utworzono takich wystarczająco dużo (jest ich zaledwie 50). Jeśli więc naprawdę chcemy ocalić naturę przed plastikiem, po pierwsze – nie mylmy biodegradacji z degradacją, po drugie zaś – zaopatrzmy się po prostu w torby z materiału wielorazowego użytku.

Autorka jest dziennikarką „Przekroju”

Torebka foliowa rozgościła się na dobre w naszym życiu w latach 70. Z każdych zakupów przynosimy ich do domu przynajmniej kilka, zapominając, jak bardzo szkodzą środowisku. A przecież łatwo temu zapobiec.