fbpx

Wielki potencjał ułomności

Można narzekać na festiwale filmowe jako targowiska próżności, ale trzeba sprawiedliwie odnotować, że bez nich kontakt pomiędzy ambitnym filmem a wymagającym widzem byłby niesłychanie utrudniony – i dlatego pokornie jeżdżę wszędzie, gdzie mnie zapraszają. Festiwalowe wyprawy przynoszą też czasem nieoczekiwany bonus – można na nich poznać ludzi niezwykle ciekawych.

Początek każdego festiwalu przynosi wielki chaos. Nikt nikogo nie zna, wszystko się myli: filmy, adresy, osoby. W miarę upływu czasu festiwalowa publiczność zaczyna się orientować, kto jest kim i co gdzie się dzieje, i wtedy impreza się kończy.

Zasiadałem przed rokiem w jury festiwalu filmowego w Kairze. Jest to najstarszy i największy z festiwali w Afryce. Jego gospodarzem był Omar Sharif znany z „Doktora Żywago”, a także z Wajdowych „Biesów”, które wspominał z rozrzewnieniem – Polska u schyłku komuny (w której kręcono „Biesy”) wydała mu się przedłużeniem bolszewickiego Piotrogrodu z Pasternaka. Jeśli jednak wspominam dziś Kair, to z powodu innego spotkania. Z młodą amerykańską aktorką, o której ktoś zdołał mi powiedzieć, że jest byłą modelką, a ktoś inny – że niedawną medalistką olimpijską. Przypadek sprawił, że na inauguracyjnym przyjęciu posadzono mnie obok niej. Zapytałem więc, czy rzeczywiście była modelką i czy miała coś wspólnego ze sportem. W odpowiedzi usłyszałem „nieprzyzwoitą propozycję” – żebym pod stołem spróbował uszczypnąć ją w łydkę. Łydka okazała się z lateksu. Dziewczyna nie miała obu nóg. Urodziła się z defektem genetycznym, gdyż jej matka nieświadoma, że jest w ciąży, brała jakiś antybiotyk, który może powodować uszkodzenie płodu. Nogi wyrosły do kolan, poniżej których były jakieś szczątkowe stopy. Kiedy dziewczyna weszła w wiek dojrzewania, musiała zdecydować, czy chce, by obcięto jej te stopy, czy też by zoperowano je tak, aby mogła chodzić na kolanach. Wybrała pierwsze rozwiązanie. Obcięte stopy i protezy. A potem przyszły lata cierpień i ćwiczeń, i olimpiada dla niepełnosprawnych, i przebojowy występ na wybiegu, gdzie publiczność miała odgadnąć, która z modelek zamiast nóg ma protezy. I podobno publiczność nie odgadła – jako że wszystkie modelki poruszają się nienaturalnie, różnica była niewidoczna.

Przez kilka następnych dni spotykałem amerykańską aktorkę. Zobaczyłem jej film, grała nieźle, oczywiście będąc w roli zdrowej, pięknej, długonogiej blondynki. Parę razy rozmawialiśmy o tym, ile godzin dziennie spędza na ćwiczeniach, by chodzić tak jak zwykli ludzie. Od niej samej usłyszałem, że często ma ochotę zdzielić po łbie każdego, kto narzeka na życie, nie ma celu i po prostu się nudzi. Czy można się nudzić, kiedy się ma obie zdrowe nogi? – pytała retorycznie. Przecież zawsze można wstać i gdzieś pójść.

Każdy przykład przezwyciężonego kalectwa mówi o tym, że ludzie mają wielki potencjał wzrostu, że mogą dokonywać wielkich czynów, że są zdolni do skrajnego bohaterstwa. Pytanie, kiedy się ten potencjał uruchamia. Czemu to dzieje się wtedy, kiedy ktoś jest w czymś niepełnosprawny? Czemu sprawni tak rzadko zdobywają się na podobną zawziętość i determinację, czemu tak rzadko są zdolni do wysiłku, który pozwala im przekroczyć siebie?

Brałem udział w kilku programach „Sprawa dla reportera”. W jednym poznałem chłopaka [Janka Melę – red.], o którym cała Polska czytała z emocją, kiedy bez ręki i nogi szedł do bieguna. I doszedł. W studiu rozmawiałem z nim przez chwilę i musiałem zapytać, widząc, jak swobodnie się porusza, która to noga jest protezą. Młody człowiek nie jest już na czołówkach gazet, ale działa w fundacji, którą nazwał Poza Horyzonty. To dobre hasło dla każdego, kto narzeka na ograniczenia życia.

W innym programie inny chłopak z zanikiem mięśni, bezwładny jak worek, nie spodziewał się, że będzie miał normalne, długie życie, i dziękował wszystkim, dla których był ciężarem, ale jakby na własne usprawiedliwienie powiedział, że przeżyć choćby kilkanaście lat już było warto. Nie mam odwagi skomentować tego zdania.