Nerd i geek, czyli seriale o współczesnych geniuszach. Czego nas uczą?

Obsada serialu "Teoria wielkiego podrywu" (fot. BEW)

Może nie mają na sobie najmodniejszych ciuchów i często ze stresu pocą im się ręce, ale jak tu nie podziwiać ich inteligencji, a może też czasem się z nich pośmiać. Poznaj seriale o współczesnych geniuszach.

Przez setki tysięcy lat goście tacy jak my dostawali lanie, pora to zmienić” – mówi Richard Hendricks, jeden z bohaterów serialu „Dolina Krzemowa”. Postanowił właśnie założyć z kumplami firmę Pied Piper, która gwarantuje najszybsze kompresowanie plików i streaming wszech czasów. Nie wiesz, co to jest streaming? Nie martw się, szybko wsiąkniesz w ten świat, bo „Dolina Krzemowa” tak naprawdę opowiada o współczesnym stechnologizowanym świecie, w którym władzę przejmują komputerowi geniusze.

– Żyjemy w erze informatycznej dyktatury, w czasach, w których osoby znające się na nowych technologiach mają szansę na zarobienie ogromnych pieniędzy i zrobienie światowej kariery – mówi Lidia Rudzińska, kulturoznawca. – Chłopcy siedzący od rana do nocy przed komputerem nie są już na marginesie społeczeństwa, nie są frajerami, tylko superbohaterami naszych czasów. Za parę lat mogą zostać nowym Markiem Zukerbergiem, Billem Gatesem czy Stevem Jobsem. Dzisiaj, że zacytuję serialowego Sherlocka Holmesa: „brain is new sexy”, czyli najseksowniejszy staje się mózg.

Co więcej, przestało być obciachem namiętne granie w gry komputerowe, oglądanie komiksów, science fiction czy fantasy, czyli wszystko to, co kiedyś było wstydliwym hobby, typowym dla „niepopularnych dzieciaków”. Dzisiaj sexy stali się nie tylko bohaterowie komiksów, ale też ich fani. Obciachem jest nie znać „Gry o tron” czy nie widzieć nowych „Avengersów” w kinie, o role w nich ubiegają się największe gwiazdy kina. – Momentem przełomowym był „Matrix”, czyli pierwszy film, w którym nerd siedzący w domu przy komputerze uratował świat – mówi Lidia Rudzińska. – Dzięki niemu nerdy i geeki zaczęły wychodzić z szafy. I to o nich właśnie opowiadają seriale, jak wspomniana „Dolina Krzemowa” czy „Teoria wielkiego podrywu”.

Nerd czy Geek?

No właśnie, kim są i jak odróżnić jednego od drugiego? Lidia Rudzińska już wyjaśnia: geek jest zafiksowany na jakimś konkretnym temacie, czymś się bardzo pasjonuje, interesuje i nie ustaje w zbieraniu wiedzy o tym, co oznacza, że właściwie można być geekiem w każdej dziedzinie (jazdy konnej, komiksów, seriali czy muzyki poważnej). Na pewno zakłada to entuzjazm, zgłębianie tematu i bardzo emocjonalny do niego stosunek. Z kolei nerd to ktoś z dużą wiedzą, ale głównie w zakresie technologii i nauki – typowy umysł ścisły, zwykle komputerowiec czy naukowiec, żyjący w świecie danych, liczb i równań. Cechy wspólne? Wiedza, specyficzne słownictwo, zamknięcie w swoim świecie, brak kompetencji społecznych, introwertyzm i abnegacja w kwestii mody.

Oba terminy pochodzą z języka angielskiego, bo w polskim jednak nie przyjęły się rodzime odpowiedniki, głównie dlatego, że miały raczej pejoratywne znaczenia. – Przez wiele lat geeka lub nerda tłumaczyło się jako kujona lub frajera. Ciężko było przekuć je na pozytywne określenia i dlatego przyjęliśmy wersję amerykańską. Ale to nie oznacza, że nagle kujon stał się fajny – zastrzega Lidia Rudzińska. – Po prostu znaczenie to zaczęło się rozszerzać. Nadal chodzi o towarzyskiego nieudacznika, który zanurzając się w świat technologii czy superbohaterów, buduje sobie bańkę bezpieczeństwa, w której czuje się najlepszy, bo wprawdzie nie ma wielkich mięśni, ale jego Mag jest na najwyższym levelu. Największy problem ma jednak z dziewczynami.

I jeszcze ważna rzecz: jeśli sam nazywasz się nerdem albo geekiem, to tak naprawdę nim nie jesteś. Tak jak hipster nie powie o sobie „hipster”.

Dla kogo?

„Teoria wielkiego podrywu” opowiada o pewnej odmianie nerdów, czyli naukowcach, którzy jednocześnie są geekami komiksów, fantasy i seriali typu „Star Treck” czy „Doctor Who”. Tacy chłopcy raczej nie byli lubiani w szkole. Teraz nie są już chłopcami, bo mają po 30 lat i tytuły naukowe na koncie, ale nie są też mężczyznami, bo nadal są dosyć dziecinni (np. uwielbiają się przebierać za bohaterów ulubionych komiksów). Najzabawniejszym elementem serialu są jednak ich perypetie na polu damsko-męskim, bo – jak się okazuje – w tej materii kompletnie sobie nie radzą.

„Dolina Krzemowa” dla „Teorii wielkiego podrywu” jest tym, czym stał się serial „Dziewczyny” dla „Seksu w wielkim mieście”, czyli bardziej ambitną wersją. – Z jednej strony opowiada o nerdach, czyli komputerowcach, którzy zakładają start-upy w legendarnej Dolinie Krzemowej, z drugiej przedstawia też w krzywym zwierciadle całą pseudonatchnioną gadkę wielu bezdusznych korporacji o tym, że „sky is your limit”, a „żeby zmienić świat, musisz zacząć od siebie” – mówi Lidia Rudzińska. – To nie jest komedyjka pokazująca zabawne perypetie nieprzystosowanych do życia komputerowców, tylko satyra na nasze społeczeństwo i świat nowoczesnych korporacji, który nie jest piękny i natchniony, tylko brudny i bezlitosny.

Dlatego „Dolina Krzemowa” może przyciągnąć zarówno ludzi spoza korporacji, którzy chcą zobaczyć, jak to wygląda od środka, jak też ludzi z korporacji, mieszkańców dużych miast, którzy codziennie logują się na Facebooku i korzystają z aplikacji na iPhone’y. – To raczej wymagająca rozrywka, mimo że okraszona czasem rubasznym humorem. W pewnym momencie śmiech zamienia się w refleksję nad tym, na ile jest to serial o nas wszystkich, i o tym, w czyje ręce oddaliśmy władzę nad światem – zauważa Lidia Rudzińska.

Z kolei „Teoria wielkiego podrywu” jest filmem raczej dla geeków, bo jest cudowną odtrutką na ich kompleksy. Chętnie oglądają go też tzw. normalsi, którzy mogą się trochę pośmiać z poczciwych geniuszy, a może trochę też ich zrozumieć. Dojrzeć za okularami fajną osobowość.

Czego nas uczą?

Przegrani też wygrywają

Fajnie jest myśleć, że ludzie genialni z czymś jednak sobie nie radzą. – Inaczej bardzo nas stresują i deprymują – mówi Lidia Rudzińska. Oglądając kłopoty bohaterów obu seriali – a to z dziewczynami, a to na uczelni czy podczas negocjacji z wielkimi firmami – podbudowujemy swoje ego. Ale to ma też drugie dno. W miarę oglądania serialu zaczynamy dostrzegać w nich siebie i swoje problemy czy porażki. Stają się nam bliżsi, więc nie tylko z nimi sympatyzujemy, ale też im kibicujemy. Chcemy, żeby nieudacznik umówił się z seksowną dziewczyną, a geniusz komputerowy przechytrzył rekina biznesu. – Chcemy wierzyć, że to wnętrze się naprawdę liczy – mówi Lidia Rudzińska.

Każdy jest dzieckiem

Komiksy, odstresowujące kolorowanki, przebieranki za superbohaterów – ich popularność świadczy o tym, że pracując umysłowo, potrzebujemy „odmóżdżenia”, a to daje nam właśnie nieskrępowana, dziecięca zabawa. – Jesteśmy tak zabiegani, tak zmęczeni, że najbardziej odstresowuje nas powrót do dzieciństwa – przyznaje Lidia Rudzińska. – Znam wielu poważnych dorosłych, którzy namiętnie grają w gry komputerowe czy przerywają ważne spotkanie, by nakarmić swoje wirtualne zwierzątko.

I dobrze, wszystko, co daje nam chwilę oddechu, bawi, odpręża – dziś jest na wagę złota. Podobnie jak oglądanie seriali.

Ekspert Lidia Rudzińska – kulturoznawca z Uniwersytetu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie