1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Janina Katz "Pucka"

Janina Katz "Pucka"

Janina Katz jest Polką, ale do literatury weszła poprzez inny język. Po polsku pisze tylko wiersze, prozę natomiast – po duńsku. Z sukcesem: w Danii, która stała się jej przybraną ojczyzną, zdobyła niejedną nagrodę literacką. Tymczasem w naszym kraju ukazuje się dopiero druga z siedemnastu opublikowanych przez pisarkę książek.

Katz urodzona w 1939 roku w Krakowie jest dzieckiem Holocaustu i jedną z wielu przymusowych emigrantek po antysemickiej nagonce roku 1968. Te dwa fakty, typowe dla wielu urodzonych tuż przed wojną Polaków żydowskiego pochodzenia, zwykle znajdują odbicie w tworzonych przez nich pisemnych świadectwach. Tak się dzieje i w przypadku autorki „Pucki”, która nie kryje, że jej powieści mają charakter autobiograficzny. W dużej mierze, bo choć Pola-Pucka to rówieśniczka autorki, a jej historię można czytać jako powieść z kluczem, podobieństwa i skojarzenia nie wydają się tu aż tak ważne. Trzeba bowiem pamiętać, że powieść ta przeznaczona została dla czytelnika duńskiego, niewtajemniczonego w zawiłości polskich dziejów i być może nierozróżniającego przypadków typowych od nietypowych. Nie oznacza to wcale, że historia została tu jakoś specjalnie zaadaptowana, a fakty udramatyzowane czy przekłamane. Nie. Jedyne, co da się wyczuć, to emocjonalny dystans pisarki do tego, co było także jej udziałem.

Nie możemy, jak Duńczycy, spojrzeć z dystansem na opisywane realia, ale na pewno na przedstawioną w książce przeszłość. Na dramat dziewczyny, a potem młodej kobiety, która chce być wolna i szczęśliwa pomimo wszystko. Która ma ochotę gwizdać na pochodzenie i na historię, lecz oczywiście jej się to nie udaje. Nie roztkliwia się jednak nad sobą, tylko cieszy, że nie przegrała walkowerem.

Od pierwszej książki polubiłam niezależny, „barbarzyński” styl życia i pisania Janiny Katz. Dobrze, że choć w ten sposób do nas wróciła.

przełożyła Bogusława Sochańska, Jacek Santorski & Co, Warszawa 2008, s. ok. 267

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Medytacja z Nityą – uwalniająca kontemplacja

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Ciągle za czymś gonimy, do czegoś dążymy, stawiamy sobie nowe cele… A gdyby to wszystko już się spełniło? Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik na koniec swojego cyklu proponuje bardzo uwalniającą kontemplację.

Wyobraź sobie…

Zapraszam cię do jednej z moich ulubionych medytacji. Usiądź wygodnie, wyłącz telefon i zadbaj o to, aby było ci ciepło.

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też. Nie masz przed sobą zupełnie nic, bo wszystko już się wydarzyło. Na nic już nie czekasz, przed niczym nie uciekasz, ponieważ już wszystko masz.

To koniec. Jesteś spełniony, ponieważ nie czekasz na nic więcej. Poczuj to. Zostań w ten sposób przez kilka minut.

Sprawdź, jak się czujesz

Jak się czujesz, kiedy nie masz nic do zrobienia i na nic już nie czekasz, nic więcej nie musisz? Pobądź w ten sposób przez parę chwil… Nie spiesz się. Delektuj się spokojem, który z tego wynika… Odpocznij… Nie przywołuj wspomnień ani nie wyobrażaj sobie przyszłości, przecież nie ma już nic do zrobienia. Po prostu Jesteś… Ukontentowany… Spokojny… Zrelaksowany… Pozwól, by to spełnienie w tobie się rozgościło, wypełniło całe ciało, każdą komórkę i całą przestrzeń. Zanurz się w nim. Poczuj, jak to jest na nic nie czekać, niczego nie szukać, nie chcieć niczego więcej… Nie myśl na ten temat, tylko czuj. Rozluźnij się.

Daj sobie trochę czasu, przynajmniej 15 minut. Nie ulegaj ponagleniom, by zerknąć na telefon czy zrobić w tym czasie coś innego. Odmów sobie zaproszenia do jakiegokolwiek działania na te kilkanaście minut. Odetchnij. Wszystko już się wydarzyło.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.

  1. Zdrowie

5 suplementów poprawiających zdolności umysłu

Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)
Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)
Oto wybór roślin nootropowych, które obecnie można przyjmować tylko w postaci suplementów, ponieważ w innej nie są dostępne lub ze względu na smak nie nadają się na składniki dań.

Żeń-szeń właściwy (Panax ginseng) - Jest to odmiana należąca do rodziny ginseng. Każdy jej przedstawiciel posiada nieco inne właściwości, jednak wszystkie działają wzmacniająco i dodają energii. Kłącze Panax ginseng jest najczęściej wykorzystywane jako środek wspomagający procesy poznawcze oraz wyostrzający reakcje psychiczne i fizyczne, a także zmniejszający zmęczenie. Cieszy się też dużą popularnością ze względu na poczucie zadowolenia i ogólnego dobrostanu, jakie wywołuje.

Żeń-szeń właściwy (Fot. iStock)Żeń-szeń właściwy (Fot. iStock)

Gotu kola (wąkrota azjatycka) - W wielu krajach Wschodu jest jadana jako warzywo liściaste, jednak na Zachodzie przyjmuje się ją w postaci suplementu. Najczęściej jest reklamowana jako łagodny środek na wyciszenie i poprawę nastroju. Niektórzy stosują ją jako „nootropik dla początkujących” ze względu na delikatność oddziaływania. Niezależnie od tego, czy dostrzegasz jej pozytywny wpływ na nastrój, czy nie, możesz mieć pewność, że w tle pożądane zmiany się dokonują, ponieważ gotu kola stymuluje wzrost nowych neuronów i chroni mózg przed działaniem toksyn.

Gotu kola (Fot. iStock)Gotu kola (Fot. iStock)

Wyciąg z karczocha - Choć raczenie się świeżymi sercami karczochów dla celów terapeutycznych może być kuszące, jadanie samego warzywa raczej nie wpłynie na poprawę procesów poznawczych. Większą zawartość związków aktywnych ma za to wyciąg (ekstrakt) z karczochów w postaci kapsułek lub nalewki. Wpływa on korzystnie na pamięć krótkotrwałą i zdolność przypominania. Ponieważ karczoch to również naturalny prebiotyk, działa korzystnie na florę bakteryjną jelit.

Wyciąg z karczocha (Fot. iStock)Wyciąg z karczocha (Fot. iStock)

Dziurawiec zwyczajny - Z wszystkich nootropików dziurawiec jest prawdopodobnie najbardziej znany ze względu na właściwości uspokajające i kojące nerwy. Trzeba jednak mieć świadomość, że wchodzi on w interakcję z wieloma lekami na receptę – włącznie z antydepresantami – dlatego jeśli jakieś stosujesz, sięgaj po niego w porozumieniu z lekarzem.

Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)Dziurawiec zwyczajny (Fot. iStock)

Kurkumina - Jeśli nie odpowiada ci perspektywa codziennego picia latte z dodatkiem kurkumy lub potrzebujesz większych dawek niż te stosowane w charakterze przyprawy, suplement kurkuminy z pewnością będzie dobrą alternatywą. Wielu kognitywistów zaleca stosowanie go codziennie, ponieważ kurkumina skutecznie przeciwdziała stanom zapalnym i procesom degeneracyjnym mózgu.

Kurkumina (Fot. iStock)Kurkumina (Fot. iStock)

Fragment książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć”. Wszystkie
skróty pochodzą od redakcji. Do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep.

  1. Seks

Nie samą penetracją żyje człowiek – nowe trendy erotyczne

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Zmienia się świat i razem z nim zmienia się także seks. Joanna Keszka w swojej nowej książce „Potęga Zabawnego Seksu” promuje wolność, równość, orgazmiczność. Przedstawia nowe seksualne trendy oraz podpowiada praktyczne i zabawne sposoby na własną erotyczną rewolucję w łóżku. Seks ma być przyjemnością, w której obie strony czują i bawią się dobrze.

Ludzie, którzy uważają pozycje seksualne z filmów porno za szczyt zmysłowej wirtuozerii od lat wieszczą, że w erotyce rzekomo wolno nam wszystko i jesteśmy jakoby tak wyzwoleni, że bardziej już po prostu się nie da. Dla odmiany przypominam, że skoro mamy XXI wiek, to czas porzucić średniowieczne bajki erotyczne i spróbować czegoś zabawniejszego, nowocześniejszego, co działa i podnieca obie strony w łóżku.

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. Dobry seks nie mierzy się już długością stosunku czy wielkością penisa, ale przyjemnością i swobodą obu zaangażowanych stron.

„Potęgę Zabawnego Seksu” jest dla wszystkich, którzy nie chcą kochać się zgodnie z smutnymi scenariuszami erotycznymi rodem z filmów porno i kościelnych połajanek. Kochać się dobrze, to znaczy wyzwalać endorfiny i wprowadzać swobodny nastrój. Otwierajmy się na przyjemność szeroko jak stokrotki do słońca.

Czas powiedzieć - żegnajcie! do pozycji na które pozwolenie dał nam ksiądz w konfesjonale, czy do kalkowania halowych seks zawodów z filmów dla dorosłych, w których penis taranuje pochwę jakby była otworem którym można przewiercić się do Australii. Nie samą penetracją żyje człowiek! Proponuję przywitać się z wyzwalającymi pomysłami na przyjemność, śmiech, wspólne wygłupy, zmysłowość i rozkosz. Już dość erotyki, która łączy się z poczuciem winy, wstydu i grzechu. Kreatywny i radosny seks w każdym polskim domu. Musicie przyznać, że to kusząca perspektywa i nadzieja na lepszą przyszłość.

5 najważniejszych trendów w seksie z „Potęgi Zabawnego Seksu”

1. Przyjemność, która angażuje wszystkie zmysły. Dobry seks jest kreatywny i zaangażowany. Nie bzykamy się byle jak. Im więcej zmysłów dopieszczamy w czasie zabaw erotycznych, tym lepiej. Czy to co widzimy, słyszymy, czujemy, smakujemy w czasie seksu relaksuje nas i podnieca? Ważne jest światło, dźwięki, słowa, dotyk, smak, zapach. Zamiast ograniczania się do monotonnej penetracji, angażujemy wszystkie zmysły. Zapalmy świeczki, kadzidełka, przygaszone lampki, włączamy ulubioną muzykę, mówimy do siebie na słodko i na ostro, przebieramy się do seksu oraz dotykamy, odkrywamy, podziwiamy i dopieszczamy całe ciało i każdą jego część. Przyjemność w łóżku to nasze prawo. To jest potrzeba, a nie kaprys.

2. Eksperymentujemy! I mamy z tego zabawę. Mam wspaniałą wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego, ale trochę się boją, że się nie sprawdzą, albo wygłupią w łóżku. Nowe rzeczy w seksie wydają się dziwne tylko za pierwszym razem! Podążaj za tym, na co masz ochotę. Wolno Ci! Potrzeba nam więcej różnorodności, śmiechu, radości i nieskrępowanej seksualnej przyjemności. Nowy trend polega na tym, żeby poluzować to co za ciasne w życiu i w seksie. Perfekcja i powaga są przereklamowane. Swawola, bezwstydność z lekką domieszką bezczelności jest potrzebna w życiu każdej i każdego z nas, żeby ożywić ciało i psychikę. Napisałam „Potęgę Zabawnego Seksu”, żeby zachęcić do szukania wolności, radości i przyjemności w seksie, zamiast sztywnego i ponurego dowodu swojej poprawności, moralności, kobiecości czy męskości. Dobry seks odkrywa się popełniając jedną wpadkę za drugą. Nie bójmy się wygłupiać w łóżku. Dopuszczamy do głosu swoje pragnienia, zamiast się ich obawiać. Kiedy próbujemy rzeczy nowych uczymy się, żyjemy, bawimy, odkrywamy, wzmacniamy, poznajemy i zmieniamy siebie, relacje i świat. Robimy rzeczy, których nie robiliśmy wcześniej, a co najważniejsze, w ogóle coś robimy w łóżku.

3. Komunikacja to nowa Kamasutra. Kluczem do udanego seksu jest chęć i umiejętność komunikowania się w tych sprawach. Kiedy tylko „robimy”, a nie rozmawiamy o seksie, to spychamy temat do strefy tabu i przez co wzmacniamy naszą niepewność i niepokoje związane z czerpaniem przyjemności z seksu. Cisza wokół seksualności odgradza nas od tego czego pragniemy i czego możemy chcieć w seksie. A także wzmacnia nieporozumienia. Dlatego uprawiajcie oral seks, czyli używajcie nie tylko penisów i cipek, ale też głosu. Mówcie o tym czego chcecie więcej, a czego mniej. Pytajcie się. Pytania to znak rozpoznawczy wyrafinowanego kochanka i kochanki. Nie zakładaj, że wiesz, czego chce twoja partnerka, czy twój partner. Pytanie drugiej osoby co lubi, to najlepszy sposób, żeby zabłysnąć w jej oczach i dowiedzieć się co zrobić, żeby rzeczywiście sprawić przyjemność zarówno sobie, jak i drugiej osobie w łóżku. Dowiesz się, jak chce być podniecana, dotykana, zaspokajana. Dzięki tej wiedzy staniesz się lepszym kochankiem i kochanką. I nie martw się o to, że możesz sprawiać wrażenie osoby niedoświadczonej. Nawet osoby o bujnych doświadczeniach erotycznych nie znają pragnień tej konkretnej osoby, z którą akurat dzielą łóżko. Kto pyta, nie błądzi.

4. Seks udomowiony, czyli jedzenie i seks. Jedzenie i seks to źródła naszych największych zmysłowych doznań. Kiedy się je łączy, to intensyfikuje się zarówno przyjemność z jedzenia, jak i przyjemność z seksu. Nazywam ten trend :”udomowieniem seksu”. Coś sprośnego doprawiamy czymś domowym. Tak powstają proste i pikantne dania erotyczne.Zamiast drogiej bielizny, podajemy przekąski ubrani tylko w kuse fartuszki,. Delektujemy się ulubionymi przysmakami siedząc w pogodnym negliżu na kuchennym stole. Jedzenie przysmaków rękami lub językiem wprost z nagiego ciała kochanki lub kochanka ma niezwykła moc spuszczania nas z smyczy dobrego, katolickiego wychowania, w którym tak wielu rzeczy nie wypada nam robić i tak wielu spraw należy się wstydzić.

5. Zamieniamy się w kogoś innego czyli dyskretny urok role play. Dawno temu seks oralny uważano za szczyt wyuzdania i zmysłowości. Obecnie zrobienie laski czy wylizanie cipki jest dość powszechną praktyką w sypialniach, ku radości wielu kobiet i mężczyzn. W tych okolicznościach, jeżeli mielibyście ochotę odświeżyć swoje manewry miłosne, zaproponujcie zgodnie z najnowszymi trendami zabawę w role play. Polega to na tym, że jesteśmy w łóżku trochę sobą, a trochę kimś innym. Czasami wystarczy zmienić sobie imię w sypialni, można też iść na całość i przebrać się na przykład w seksownego hydraulika, czy napaloną panią domu. Zmiana wyglądu i zachowania działa wyzwalająco. Założenie, chociaż na jeden wieczór, czegoś zupełnie innego niż nosimy na co dzień może nas odmienić i dodać animuszu do ostrzejszych zabaw w sypialni. Bawcie się nowymi emocjami. W "Potędze Zabawnego Seksu" opisuję jak bawić się w łóżku w przebraniu Francuskiej Pokojówki. Vive l'amour!

Przyjemność w seksie dla kobiet jest rewolucją

Spotykam wiele kobiet, którym brak pewności czy seks kojarzy im się z przyjemnością. Na początku aktywności seksualnej większość z nas wita z uśmiechem i ciekawością przyjazne penisy w swoich cipkach. Z czasem niestety tracimy nasz erotyczny entuzjazm. To efekt żelaznej konsekwencji z jaką jesteśmy taranowane, czyli traktowane w łóżkach. W tej sytuacji trzepot naszych łechtaczek przypomina bardziej rozedrgane serce niż orgazmiczny organ szalejący z rozkoszy.

Nauczono nas, że seksualność ma kojarzyć się z zamknięciem, a nie otwarciem. Wmówiono, że wolno nam „To robić”, ale pod warunkiem, że powtarzamy wciąż te same rzeczy, zamiast swobodnie szukać własnych dróg do przyjemności w takiej postaci na jaką mamy ochotę. Mamy wstydzić się pragnień i obawiać potrzeb seksualnych, zamiast mieć odwagę i prawo do własnych wyborów i komunikowania swoich pragnień. W „Potędze Zabawnego Seksu” piszę o wolności w seksie, swobodzie, bezwstydności, o zabawach, wygłupach, przyjemności, różnorodności, o krzyczeniu z radości i mruczeniu z rozkoszy, o pocieranie łechtaczki i masowaniu penisów.

Dobry, uczciwy seks jest elementem lepszego świata za którym wszyscy tęsknimy. Radosny seks łączy ludzi, wnosi w nasze życie otwartość, wolność oraz mocne przekonanie, że zabawa jest tylko wtedy, kiedy obie strony czują i bawią się dobrze. Kto nam odmawia przyjemności, ten zabiera nam nasze prawa. Seks ma moc. Daje siłę i wzmacnia przekonanie, że to czego ja chcę też się liczy. Mój głos, moje ciało, moje potrzeby, mój komfort mają znaczenie. Nie dajmy sobie tej mocy odebrać. Niech Potęga Zabawnego Seksu zawsze będzie z nami!

Joanna Keszka, edukatorka seksualna, trenerka kreatywnego seksu. Autorka książek, m.in. „Potęgi Zabawnego Seksu”, oraz programów edukacyjnych. Prowadzi kursy online i warsztaty seksualności.

  1. Styl Życia

Twarz lalki, czyli obsesja piękna – Frances Cha „Gdybym miała twoją twarz”

„Gdybym miała twoją twarz” to powieściowy debiut Frances Cha, amerykańsko–koreańskiej pisarki mieszkającej na co dzień w Nowym Jorku. (Fot. materiały prasowe)
„Gdybym miała twoją twarz” to powieściowy debiut Frances Cha, amerykańsko–koreańskiej pisarki mieszkającej na co dzień w Nowym Jorku. (Fot. materiały prasowe)
Chirurgia plastyczna to nie tylko prężnie rozwijająca się gałąź medycyny, ale także biznes. Pogoń za idealną twarzą i zgrabnym ciałem to charakterystyczny znak ostatnich lat. Obsesję piękna widać zwłaszcza na ulicach Korei Południowej, której mieszkanki masowo upodabniają się do koreańskiego ideału kobiety. „Gdybym miała twoją twarz” to powieściowy debiut Frances Cha, amerykańsko–koreańskiej pisarki mieszkającej na co dzień w Nowym Jorku.

Seul – światowa stolica medycyny estetycznej

W Korei Południowej funkcjonuje jeden z najlepszych systemów edukacji na świecie, w którym przeznacza się najwyższe kwoty w przeliczeniu na ucznia i studenta. Jednocześnie to kraj z największym odsetkiem obywateli poddających się operacjom plastycznym i wydających rocznie krocie na ten cel. Szczególnie popularne są: plastyka powiek, korekta nosa, modelowanie żuchwy i brody. Pożądane są spiczaste podbródki, oczy o wyglądzie charakterystycznym dla Europejczyków, zgrabny, mały nos i szczupłe ciało. Wystarczy otworzyć przeglądarkę internetową, aby po wpisaniu kilku haseł podziwiać spektakularne metamorfozy pacjentek i pacjentów koreańskich klinik medycyny estetycznej.

Skalpel, botoks, żel hialuronowy i inne wypełniacze w rękach chirurgów plastycznych stają się narzędziami transformacji i zapewniają odmianę losu każdemu, kogo stać na zabieg. Na ulicach wyrastają jak grzyby po deszczu salony fryzjerskie i kosmetyczne. Wolne dni spędza się najczęściej w SPA, łaźniach i saunach. Obsesja piękna króluje na każdym kroku.

Wygląd dla Koreanek jest przepustką do lepszego życia – szansą na znalezienie dobrze płatnej pracy i atrakcyjny mariaż. Ładna twarz zapewnia akceptację społeczną, zgrabna sylwetka jest oznaką zdrowego trybu życia. Dobre wykształcenie musi iść w parze z urodą, bo to prezencja kobiety stanowi o jej rzeczywistej wartości. Niczym na wzór starogreckiego pojęcia kalokagatii piękno łączy się z dobrem w powszechnej świadomości Koreańczyków. Doskonałe powiązanie ciała z duchem gwarantuje sukces i powodzenie.

„Gdybym miała twoją twarz” to debiut Frances Cha, amerykańskiej pisarki urodzonej się w Saint Paul w Minnesocie. Cha dzieciństwo spędziła w Teksasie i Hongkongu, a w wieku 12 lat przeniosła się do Korei Południowej. Studiowała w Stanach Zjednoczonych, później wykładała na amerykańskich i koreańskich uczelniach. Pracowała CNN International w Seulu. Koreę zna z własnych obserwacji i doświadczeń, a jej powieść to poruszający obraz roli współczesnej chirurgii estetycznej w codziennym życiu i oczekiwań społecznych co do kobiet.

Przeżyłabym twoje życie znacznie lepiej niż ty, gdybym miała twoją twarz

„Gdybym miała twoją twarz” to wyprawa w głąb dusz koreańskich kobiet i mężczyzn, owładniętych ideą piękna i koniecznością oceniania innych wyłącznie na podstawie ich fizjonomii. Gyuri, Miho, Ara, Sujin i Wonna – dwudziestoparoletnie dziewczyny zamieszkałe w Seulu nieustannie muszą konfrontować się z otoczeniem wymagającym od nich perfekcyjnego wyglądu. "Już jako mała dziewczynka wiedziałam, że moja jedyna szansa w życiu wiąże się z poprawieniem sobie twarzy. Patrząc w lusterko, od razu wiedziałam, co powinno ulec zmianie” - powie jedna z nich, wygłaszając w ten sposób powszechnie znaną i akceptowaną prawdę. Cha w swojej debiutanckiej powieści wnika w głąb kobiecego, intymnego świata i z czułością portretuje młode Koreanki stojące u progu życiowych wyborów i ważnych decyzji.

Każda wkraczająca w dorosłość mieszkanka Korei Południowej wie, że jej przyszłość zależy w decydującej mierze od tego, jak wygląda. Stąd popularnym prezentem od rodziców dla studentek wyjeżdżających z domu na uczelnię jest operacja plastyczna. Najczęściej jest to niezwykle popularna w Azji blepharoplastyka, czyli korekcja opadających powiek. Zabieg polega na usunięciu nadmiaru skóry i tłuszczu z okolicy górnych i dolnych powiek. Dziewczyny rozpoczynają naukę pewniejsze siebie, marząc o kolejnych udoskonaleniach swojej twarzy. To konieczne, bo jak mówi Sujin w powieści Cha „kiedy już będę ładniejsza i miała wszystko poprawione, znajdę (…) pracę”.

Kolejne ingerencje w ciało i poprawki urody w przypadku niezamożnych Koreanek często oznaczają niemałe długi. „Koszt operacji jest niewyobrażalny, chyba że jesteś aktorką i masz kontrakt z dużą wytwórnią filmową, wtedy doktor (…) może cię nawet sponsorować. (…) W przeciwnym razie musisz się zapożyczyć, co oznacza, że będziesz spłacać dług do końca życia. – Traktuję to jak największą inwestycję w życiu”. Skutki zabiegów estetycznych są jednak nie tylko odczuwalne dla portfela, ale również nierzadko wywierają wpływ na zdrowie. Przy skomplikowanej rekonstrukcji szczęki może ulec uszkodzeniu nerw i utrudnione pozostać przeżuwanie, źle zaaplikowany botoks może zakończyć się częściowym paraliżem twarzy.

Każda operacja, jak i zapowiadająca się niegroźnie i mało inwazyjnie wizyta u kosmetyczki niosą za sobą potencjalne ryzyko błędu. Kluczowy jest więc wybór odpowiedniej kliniki medycyny estetycznej i kompetentnego lekarza. Takiego u którego „na wizytę (…) czeka się miesiącami. Ten człowiek potrafi przewidzieć, co będzie modne i jak kobiety będą chciały wyglądać, zanim ktokolwiek inny to zauważy.” Zarysowana w kształt serca twarz jest warta każdych niedogodności – problem braku czucia w brodzie rozwiąże w codziennym życiu tryb selfie w komórce lub małe lusterko, którymi można dyskretnie sprawdzić, czy drink nie cieknie na dekolt. Trudności w gryzieniu rozwiąże odpowiednie dobieranie konsystencji potraw lub krojenie na drobne kawałki. Dla pięknego ciała warto cierpieć.

Z prowincji do Seulu

Ara, Sujin i Miho wychowały się w Cheongju – miejscu, które uchodzi w stolicy Korei Południowej za prowincjonalne miasteczko. Ośrodek Loring – sierociniec przeznaczony przede wszystkim dla dziewcząt, służył dwóm ostatnim za dom. Bohaterki naznaczone piętnem odrzucenia nie pozwolą jednak zdeterminować mu swojego życia, chociaż dokonywać będą diametralnie innych od siebie wyborów. W Seulu wreszcie uciekną od negatywnych skojarzeń z placówką wychowawczą, która była także zakładem dla niepełnosprawnych umysłowo dzieci. Z radością odkryją, że kilkaset kilometrów od ich miejsca urodzenia słowo „loring” nie jest synonimem „opóźnionego w rozwoju”.

„Miho jest ładna, ale nie aż tak, jak mogłaby być dzięki operacjom. Daleko jej do ideału. Nie ma krewnych ani pieniędzy. Mimo to syn jednego z najbogatszych ludzi w Korei umawia się właśnie z nią. Prawdziwa tajemnica”. Miho uzdolniona artystycznie, ucieka w sztukę i przekuwa swoje pochodzenie w atut, zdobywając kolejne stypendia. Suijn marzy o operacji plastycznej i pracy w salonie, gdzie mężczyźni rozmawiają o interesach w towarzystwie zatrudnionych tam pięknych dziewcząt, które mają za zadanie atrakcyjnie się prezentować i pić z nimi alkohol. Goni za doskonałą prezencją, twarzą lalki o gładkiej, porcelanowej cerze i idealnych proporcjach. Ara, po tym jak utraciła głos zostaje fryzjerką. Zakochana na zabój w chłopcu z popularnego boysbandu tkwi we własnym świecie marzeń i fantazji. Chociaż zamknięta werbalnie we własnym ciele, chłonie rzeczywistość wszystkimi zmysłami i odbiera wyostrzone bodźce. „Weźmy taki wiatr. Nie pamiętam, aby miał aż tyle odcieni dźwięku”.

Anonimowość tłumu wielkiej koreańskiej stolicy nie zapewnia jednak możliwości wtopienia się w niego i zniknięcia. Wyróżnia się w nim nie tyle sztuczne, poprawione piękno, co naturalny, niekoniecznie atrakcyjny wygląd. Brak symetrii twarzy, płaski nos, opadające powieki czy kanciasta żuchwa są jak wyrok. Tamtejsze społeczeństwo nie akceptuje nie tylko brzydoty, ale także przeciętności i zwyczajności.

Za drzwiami seulskiego salonu

„Nieodmiennie mnie zdumiewa naiwność Koreanek. Zwłaszcza tych zamężnych. Co ich zdaniem robią ich mężowie od ósmej wieczorem do północy w każdy powszedni dzień tygodnia? Kto utrzymuje te dziesiątki tysięcy salonów w całym kraju? Zresztą nawet te kobiety, które mają odwagę dopuścić do siebie prawdę, udają, że ich mężowie wcale nie pieprzą codziennie innej dziewczyny. Większość dochodzi w tym udawaniu do takiej wprawy, że wypiera fakty”.

Salon oznacza w Seulu ekskluzywne, niedostępne dla przypadkowych klientów miejsce, gdzie dobrze usytuowani mężczyźni rozmawiają z kontrahentami i klientami o interesach przy alkoholu. Towarzyszą im młode dziewczyny o nieskazitelnej urodzie w krótkich, obcisłych spódniczkach lub sukienkach, prezentujących ich powabne ciała. Zadaniem pracownicy salonu jest dobrze wyglądać, uśmiechać się, „wpatrywać się w mężczyzn jak urzeczona i pić kupowany przez nich alkohol”. Biznesmeni płacą krocie za drogie trunki i towarzystwo dziewcząt, które mogą liczyć na dodatkowe benefity i prezenty, jeśli nawiążą z klientami relacje na innym gruncie.

Praca w salonie poza rujnowaniem zdrowia fizycznego – przez ciągłe picie nadmiernych ilości alkoholu – sieje zniszczenia w psychice kobiet. Jak będzie ostrzegać wypalona emocjonalnie Gyuri „nie ma nawet pojęcia, co ta praca robi z człowiekiem, jak bardzo zmienia dotychczasową perspektywę. Trzeba zapomnieć o oszczędzaniu. Trzeba robić rzeczy, jakich wcześniej nie widziało się nawet oczami wyobraźni. W efekcie człowiek się zmienia, sam nie wiedząc kiedy. Przeżyłam to na własnej skórze. Nigdy nie przypuszczałam, że skończę w ten sposób – bez rozsądnych pieniędzy, z rozpadającym się ciałem i upływającą datą przydatności”. Czas dziewcząt mija szybko i nieubłagalnie, zarobek zapewniają im przecież młode, poprawione licznymi operacjami ciała.

W pułapce pogoni za idealną twarzą

Los Gyuri odmienił się dzięki szeregowi operacji plastycznych. Gdy dziewczyna spogląda w lustro, to zupełnie nie przypomina sobie dawnej siebie. Nie chce oglądać swoich fotografii z przeszłości. Idealna twarz zakończona lekko spiczastym podbródkiem, olśniewające długie, czarne, pofalowane włosy i zgrabna sylwetka zapewniają jej powodzenie wśród klientów i niebotyczne wynagrodzenie za świadczone usługi. Gyuri jednak nadal jest zadłużona i żyje w napięciu. Ciągle spłaca lichwiarskie pożyczki zaciągane dla sfinansowania kolejnych zabiegów i zaciąga nowe.

„Jednego dnia przyjmujesz pożyczkę od Madame czy alfonsa albo innej pijawki, by poprawić sobie szybko twarz, a drugiego masz dług w niewyobrażalnej wysokości, o spłaceniu którego nie możesz nawet marzyć. Pracujesz, pracujesz i pracujesz, aż doprowadzasz ciało do ruiny, a i tak nie jesteś w stanie się uwolnić inaczej, niż jeszcze więcej pracując. Choć teoretycznie dużo zarabiasz, nigdy nic nie zaoszczędzisz przez odsetki, które musisz spłacać. Nigdy nie zdołasz się wyrwać. Przeniesiesz się do innego lokalu w innym mieście, z inną Madame i innymi regułami, wymaganiami i porami, ale nadal będziesz robić to samo. Od pewnych rzeczy nie ma ucieczki”. Mentalna klatka w jakiej zamykają się kobiety zdaje się być nie do otwarcia, przyszłość nie istnieje. Wszystkie pracownice salonu żyją z dnia na dzień, a właściwie z nocy na noc, nie myślą o tym, co będzie gdy zachorują, albo stracą pracę. Jutro w ich rzeczywistości nie istnieje.

Mężczyźni zawodzą

W świecie płatnych dziewcząt do towarzystwa nie ma miejsca na miłość, a w szczególności na uczucie do niezamożnego mężczyzny. Gyuri powie o tym gorzko „wiem, bo raz się w takim zakochałam. Nie było go stać, aby spędzać czas ze mną, a ja nie mogłam sobie pozwolić na spędzanie czasu z nim.” Dziewczynom z salonów pozostaje marzyć o romantycznym kochanku rodem z „Pretty Woman” – kliencie, który zabierze je ze sobą i spłaci ich długi. Jednak nawet te, które naprawdę doświadczyły podobnej miłości i cudu, w końcu wracają do dawnej pracy albo kończą w szpitalu psychiatrycznym.

Gyuri i jej koleżanki w swoim wolnym czasie nie szukają flirtu – zapijają swoje smutki w barach. „Nikt nie jest w stanie dotrzymać nam kroku – niektórzy próbują, lecz nawet najwięksi twardziele odpadają, widząc, jak wychylamy kieliszek za kieliszkiem, całkowicie ich ignorując. Wystarczą nam mężczyźni, których musimy oglądać w pracy”.

W prawdziwym świecie nie ma wiernych, uczciwych, bogatych i kochających partnerów. „Jedyni dżentelmeni, jakich widuję, to ci w filmach telewizyjnych. Są dobrzy. Chronią cię i płaczą, i przeciwstawiają się własnym rodzinom dla ciebie, choć ja oczywiście nie chciałabym, aby rezygnowali z rodzinnego majątku. Biedak mi nie pomoże, skoro nie jest nawet w stanie pomóc samemu sobie”.

Gyuri obraca się w środowisku, w którym liczy się jak wygląda, a nie kim jest naprawdę, co czuje i czego pragnie. „Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiś mężczyzna zapytał mnie o mój dzień, po czym jeszcze wysłuchał odpowiedzi, o okazaniu zainteresowania nie wspominając”. Dziewczyna do towarzystwa ma budzić podziw z uwagi na swoją cielesność, nie jest wskazane, aby przewyższała klientów inteligencją i potrafiła prowadzić błyskotliwe rozmowy. Przeciwnie powinna się chichotać radośnie, nie przeszkadzać w biznesowych negocjacjach i powodować, że mężczyzna czuje się ważny i doceniony, a jego ego połechtane. Słodka trzpiotka o ładnej buzi to poszukiwany towar.

W „Gdybym miała twoją twarz” chłopcy, partnerzy i ojcowie zawodzą, nie tylko nie potrafiąc sprostać stawianym im przez wybranki i córki oczekiwaniom, ale również okazując słabość charakteru i niedojrzałość. To na barkach kobiet niejednokrotnie spoczywa odpowiedzialność za rodziny, to one muszą być silne i doskonałe w każdym aspekcie.

Macierzyństwo jest dla wybranych

Wonna – ostatnia z postaci wykreowanych przez Frances Cha – jako jedyna spośród głównych bohaterek jest mężatką. Wychowana przez despotyczną babkę wciąż podświadomie ucieka od innych kobiet. Przyjmuje oświadczyny mężczyzny głównie dlatego, że przyszła teściowa już nie żyje. Nie jest w tej awersji do matki męża odosobniona, bo „nienawiść, którą teściowe żywią do swoich synowych, jest wbudowana w geny wszystkich Koreanek”. Czy jednak życie u boku pracownika średniego szczebla z marną pensją zapewni jej stabilizację i bezpieczeństwo? Wonna staje przed dylematem – czy zasługuje na macierzyństwo?

Przyrost naturalny Korei maleje z każdym rokiem, mimo udogodnień socjalnych – rocznego odpłatnego urlopu macierzyńskiego, darmowych żłobków i dopłat do dzieci. Rodzicielstwo dla kobiet oznacza rezygnację z pracy albo liczne dni wolne, a przecież „jak powszechnie wiadomo, właśnie dlatego kobiety nie awansują”. Jednocześnie przyszła matka, jak również każda inna pracownica nie ma co zbytnio liczyć na specjalistyczną pomoc z zakresu zdrowia psychicznego, bo podobno „ktokolwiek leczy się psychiatrycznie, wypada z systemu i nie chce go przyjąć żadna prywatna ubezpieczalnia”.

Koreanki stają przed wyborem, kariera czy rodzina? Awans w pracy oznacza pracę od rana do północy, wychodzenie jako ostatnia z biura czy zakładu, przedkładanie obowiązków służbowych nad życie prywatne i bezwzględne posłuszeństwo pracodawcy. Macierzyństwo to natomiast często brak niezależności, poleganie na partnerze w kwestiach finansowych, poświęcenie się dzieciom i pogodzenie z tym, że mąż może korzystać z usług dziewczyn do towarzystwa, jeśli piastuje wysokie stanowisko i zarabia odpowiednio dużo. Niezależnie od podjętej decyzji kobiety będą musiały być perfekcyjne w tym, co robią i prezentować przy tym nienaganny wygląd, najlepiej dzięki drobnym i większym poprawkom swojego ciała.

Portret kobiecych dusz

„Gdybym miała twoją twarz” to nieomal panoramiczny przekrój koreańskiego społeczeństwa. Intymny obraz psychiki kobiet zmuszonych do przyjęcia roli ideału i sprostania wygórowanym oczekiwaniom co do wyglądu, jakie stawia przed nimi środowisko, w jakim przyszło im funkcjonować.

Frances Cha kreśli pełnokrwiste sylwetki postaci, które chociaż pozornie zdawać się mogą zepchnięte do roli naiwnych i bezbronnych ofiar pozostają silnymi, nierzadko pozbawionymi skrupułów kobietami. Wonna nie może liczyć na wsparcie męża, Ara ucieka od codzienności zakochując się w idolu, Miho szuka ukojenia w sztuce, Gyuri jeszcze się łudzi, że czeka ją coś dobrego, a Suijn skupia się na chronieniu tych, których kocha. Każda z nich, chociaż wpasowuje się w obraz kobiety opresjonowanej wychodzi poza schematy. Nie poddają się biernie życiu i biegu zdarzeń, są aktywne, odważne i śmiałe. Przede wszystkim jednak główne postacie w „Gdybym miała twoja twarz” są wiarygodne psychologicznie i prawdziwe – chociaż Cha pisze o kulturze, która na piedestał wynosi ideał kobiety, to nie kreuje swoich bohaterek na godne naśladowania wzory. Wie, że świat nie jest czarno – biały, a rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. I takie są dziewczyny z jej debiutanckiej powieści – złożone, niepozbawione wad i resztek złudzeń, niejednokrotnie irytujące i bulwersujące, a przez to realne.

„Większość ludzi nie pojmuje prawdziwego zła, a mimo to stara się je naprawić.” Frances Cha nie aspiruje do bycia demaskatorką rzeczywistości czy moralizatorką, pokazuje jedynie wycinek codzienności widziany oczami zwykłych dziewczyn, które wyposaża w przywary i zalety współczesnych Koreanek. Dla polskiego czytelnika to lektura być może lekko egzotyczna z uwagi na umiejscowienie akcji i kulturę, ale też odczytywalna w pewnym uniwersalnym kluczu. Obsesja piękna to temat przerażająco aktualny we współczesnym świecie, w którym królują odrealnione standardy sylwetki i kult wiecznej młodości. Na ile nasz wygląd jest swego rodzaju wizytówką, a na ile stanowi o nas samych? Czy jesteśmy warci tyle na ile wyglądamy?

Przytoczone w tekście cytaty pochodzą z powieści Frances Cha „Gdybym miała twoją twarz”, Wydawnictwo MOVA 2021. Fakty naukowe, statystki i wyjaśnienia pojęć zostały podane za stroną wikipedia.pl, fakty z życia pisarki za jej autorską stroną francescha.com.

Tłumaczenie: Urszula Gardner
Premiera: 14 lipca 2021
Wydawnictwo MOVA

  1. Styl Życia

Kochamy Bałtyk, ale go nie znamy. Rozmowa z Natalią Uryniuk, autorką projektu Balticarium

Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Polskie dzieci wiedzą dużo więcej na temat rekinów czy wielorybów niż zwierząt, które mieszkają w Bałtyku. Natalia Uryniuk, artystka i ilustratorka z Gdańska, postanowiła przybliżyć małym i dużym czytelnikom fascynujący świat Morza Bałtyckiego. Tak powstały internetowy projekt Balticarium.com, ilustrowany album o tej samej nazwie oraz fantastyczna opowieść „Skok przez Bałtyk”.

Jak to się stało, że postanowiłaś powołać do życia artystyczno-edukacyjny projekt i zająć się morskimi stworzeniami Bałtyku?
Pochodzę z Gdańska i odkąd pamiętam, zawsze zastanawiałam się, jakie zwierzęta pływają w wodach Bałtyku i mieszkają na plaży. Jestem ilustratorką i szukam ciekawych tematów, a zwierzęta są dla mnie niezwykle interesującymi bohaterami do ilustrowania. Przed Balticarium na polskim rynku wydawniczym brakowało informacji na temat zwierząt Bałtyku podanych w przystępny sposób. Oprócz naukowych opracowań, nie było zbyt wielu publikacji poświęconych florze i faunie naszego morza, a tym bardziej książek skierowanych do młodszego czytelnika. Mieliśmy całkiem sporo wydawnictw na temat zwierząt Afryki czy Antarktydy, bajek o leśnych czy wiejskich stworzeniach, albo książek, z których można dowiedzieć się o rekinach czy wielorybach. Niestety mało było takich, które byłyby poświęcone mniej popularnym zwierzętom morskim, takim jak wężynka, małgiew piaskołaz czy lisica. Już same nazwy tych stworzeń są niesamowite, dlatego postanowiłam wypełnić lukę i tak narodził się projekt Balticarium.com, który na początku składał się ze strony internetowej i interaktywnych gier edukacyjnych o bałtyckiej faunie.

Ilustracja do albumu 'Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do albumu "Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

Balticarium to niesamowicie ciekawy projekt, który na początku powstał jako strona internetowa. Jesteś jego pomysłodawczynią i do udziału zaprosiłaś szerokie grono osób zainteresowanych tematem Bałtyku – naukowców, artystów, tłumaczy.
Chciałam współpracować z osobami, którym Bałtyk jest bliski i pokazać, że można połączyć świat sztuki ze światem nauki, i zrobić to z humorem. Projekt konsultowany był z dziećmi, rodzicami i pedagogami, ponieważ to przede wszystkim z myślą o nich powstało Balticarium.com. Do projektu zaprosiłam także Towarzystwo Polsko-Szwedzkie, studentów Uniwersytetu Gdańskiego, Warszawskiego, Wrocławskiego, UMCS w Lublinie, Kantońskiego Uniwersytetu w Chinach (poprzez Konsulat Generalny RP w Kantonie), którzy przetłumaczyli stronę na języki duński, szwedzki, niemiecki, litewski, angielski, fiński, chiński i rosyjski. Przyjaciółmi Balticarium są osoby, które chcą dzielić się swoimi talentami, angażują się w ochronę środowiska i chcą popularyzować wiedzę o zwierzętach Bałtyku. Zapraszam do współpracy między innymi pisarzy, animatorów, artystów, nauczycieli, muzyków, samorządy i organizacje pozarządowe. Do projektu mogą włączyć się również firmy, które chcą uczestniczyć w rozbudowie społecznej odpowiedzialności biznesu i wspólnie z nami szerzyć wiedzę o Bałtyku.

A jak to się stało, że Balticarium zostało przetłumaczone na język chiński?
Miałam indywidualną wystawę w Galerii w Kantonie, której współorganizatorem był Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Kantonie. Osoby, które odwiedzały wystawę niewiele wiedziały na temat Bałtyku, dlatego bardzo się cieszę, że dzięki mnie mogły poznać jego mieszkańców. Ciekawostką jest natomiast fakt, że w Chinach ogromną popularnością cieszy się bałtycki bursztyn, który traktowany jest przez wiele osób jako talizman. Grafiki, które były prezentowane na wystawie, bardzo się spodobały i dostałam ogromne wsparcie ze strony Konsulatu, który postanowił włączyć się w promocję projektu. W ramach swoich praktyk w Konsulacie, studenci polonistyki Kantońskiego Uniwersytetu Spraw Międzynarodowych w Chinach mieli za zadanie przetłumaczenie strony Balticarium na język chiński.

Strona internetowa i media społecznościowe to nie wszystko, ponieważ Balticarium pojawiło się także w wersji drukowanej. Efektem twojej pracy jest bogato ilustrowana książka o takim samym tytule. Czy pomysł na książkowe wydanie pojawił się w tym samym czasie, w którym wystartowała strona?
Portal to jedno, ale chciałam, żeby pojawiło się tradycyjne, papierowe wydanie, czyli książka o zwierzętach Bałtyku, którą dzieci będą mogły zabrać ze sobą na plażę. Z tym zamiarem udałam się do Wydawnictwa Wytwórnia, a wydawczyni, Magdalena Kłos-Podsiadło, wpadła na pomysł, żeby wydać książkę nie tylko o zwierzętach, ale album w pełni ilustrowany, poświęcony wszelkim zagadnieniom związanych z Morzem Bałtyckim. Praca nad książką trwała około roku, przygotowałam treść oraz ilustracje i opracowałam projekt graficzny. Balticarium jest nie tylko o florze i faunie Bałtyku, jest tam także szereg informacji o ciekawych osobistościach, interesujących miejscowościach oraz najpiękniejszych plażach. Sporo miejsca poświęciłam również ekologii, ponieważ uważam, że należy tłumaczyć dzieciom i dorosłym, jak dbać o Morze Bałtyckie.

Ochrona środowiska to bardzo ważna część Balticarium. Organizacje ekologiczne, między innymi WWF alarmują, że Bałtyk poważnie choruje – powiększają się martwe strefy, do morza trafiają ogromne ilości pestycydów i plastikowych odpadów (szacuje się, że rocznie trafia do Bałtyku 10 tys. sztuk sieci rybackich), poławia się zbyt dużą liczbę ryb, co zagraża stabilności ich populacji. Które zagrożenia są według ciebie największe?
Niedługo planuję wydanie kolejnej książki, którą tworzę w ramach studiów doktoranckich na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Na początku będzie dostępna w wersji interaktywnej online, później chciałabym, żeby pojawiła się także w wersji papierowej. Publikacja będzie poświęcona jednemu z największych zagrożeń, jakim jest według mnie mikroplastik. Jest na ten temat sporo w pierwszej książce, w której pisałam również o nawozach sztucznych używanych w rolnictwie, które zakwaszają Morze Bałtyckie czy o pustyniach tlenowych, w którym nie ma żadnego życia. Kiedy pięć lat temu rozpoczynałam studia doktoranckie, temat mikroplastiku nie był jeszcze tak szeroko omawiany i zbadany, dziś wiemy już o nim sporo więcej. Mikroplastikiem określa się mikrodrobinki tworzyw sztucznych, które pod wpływem promieni słonecznych i fal morskich rozpadają się na mikroskopijne kawałki. Zwierzęta morskie mylą te drobinki z planktonem, połykają je, w konsekwencji ich żołądki są wypełnione plastikiem, którego nie są w stanie strawić ani wydalić. Dotyczy to ptaków i ryb, które na skutek spożycia mikroplastiku umierają. Wielkie koncerny muszą zacząć generować mniej plastikowych odpadów, a turyści nauczyć się, aby nie zostawiać na plaży plastikowych śmieci. Chcę, aby kolejna książka była skierowana do młodszego czytelnika, myślę, że już pięcio- i sześciolatki będą mogły do niej zajrzeć.

Jesteś mamą półtorarocznego chłopczyka. Czy zastanawiałaś się nad książką o faunie Bałtyku dla takich maluchów?
Tak, chciałabym opublikować książkę sensoryczną dla takich maluszków. Małe dzieci bardzo interesują się morskimi zwierzątkami, dlatego książka dotykowa poświęcona bałtyckim stworzeniami, byłaby dla nich, ale także dla ich rodziców, czymś fascynującym.

W ramach projektu prowadzisz również warsztaty plastyczne dla maluchów. Ostatnie spotkanie odbyło się na początku czerwca w Gdańsku, w ramach promocji najnowszej książki ‘Skok przez Bałtyk”, podczas preludium do Bałtyckich Spotkań Ilustratorów. Jestem ciekawa, o co pytają dzieci i jaka jest ich wiedza na temat zwierząt Bałtyku.
Kiedy pytam, jakie zwierzęta Bałtyku znają, dzieci bardzo często odpowiadają, że w morzu pływają filety. Niestety, wiedza na temat bałtyckiej fauny jest bardzo znikoma. To pokazuje, że warto prowadzić zajęcia edukacyjne dla najmłodszych. Dzieci mają ogromną wyobraźnię, rysunki które tworzą nie są realistyczne, są kreatywne i niezwykle inspirujące.

Balticarium jest projektem edukacyjnym. Czy zastanawiałaś się, żeby rozszerzyć swoją działalność i tworzyć wspólne projekty z urzędem miasta albo organizacjami ekologicznymi?
Zeszłego lata Miasto Gdańsk zorganizowało wystawę prac moich studentów, dla których prowadziłam zajęcia z ilustracji na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W ramach zajęć powstała seria plakatów dotyczących zagadnienia mikroplastiku, które zostały zaprezentowane na przystankach oraz w środkach komunikacji miejskiej. Dzięki temu mogło obejrzeć je sporo osób. Współpracowałam również z Fundacją Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego, dzięki czemu wystawa plakatów dotarła również przed Fokarium w Helu. Teraz chciałabym nawiązać kontakt z organizacjami ekologicznymi i połączyć siły. Przez ostatnie lata świadomość na temat zagrożeń, z którymi zmaga się Bałtyk znacznie wzrosła i coraz więcej firm i organizacji podejmuje ten temat. Udział w programie akceleracyjnym „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanym w ramach Sieci Przedsiębiorczych Kobiet, dał mi wiele motywacji do dalszego rozwoju. Wpadłam też na pomysł, żeby przed każdym wejściem na plażę ustawić tablice, na których znalazłyby się informacje na temat zwierząt Bałtyku, pokazane w ciekawy, graficzny sposób. Myślałam też o tym, aby bałtyckie zwierzęta promować w formie ciekawych ilustracji na ekologicznych ubraniach.

Twoja przygoda z Bałtykiem nie skończyła się na Balticarium, ponieważ w maju tego roku na rynku ukazała się druga książka poświęcona morskim zwierzętom. „Skok przez Bałtyk”, która powstała we współpracy z inną gdańszczanką.
Monika Milewska jest pisarką i wykładowczynią na Uniwersytecie Gdańskim, pisze m.in. książki, słuchowiska i sztuki teatralne. Kiedy się poznałyśmy, opowiedziałam jej o projekcie Balticarium i po jakimś czasie zaproponowałam, żebyśmy wspólnie stworzyły książkę o Bałtyku. Monika opowiedziała mi o swojej przygodzie z czasów dzieciństwa, na kanwie której powstała ostateczna fabuła „Skoku przez Bałtyk”. Tekst bardzo mi się spodobał i postanowiłyśmy poszukać wydawnictwa, które byłoby zainteresowane publikacją. Tak trafiłyśmy do Wydawnictwa Widnokrąg. Ilustracje w tej książce trochę różnią się od tych, które stworzyłam do Balticarium, są bardziej bajkowe i utrzymane w klimacie retro, dlatego że sama opowieść jest odrealniona i magiczna. Historia piłki plażowej porwanej przez wiatr jest pretekstem do przekazania wielu informacji na temat bałtyckich zwierząt, które piłka spotyka na swojej drodze.

Ilustracja do książki 'Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do książki "Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

W trakcie przygotowywania ilustracji i treści do Balticarium oraz „Skoku przez Bałtyk” miałaś okazję dobrze poznać florę i faunę naszego morza. Czy jakieś zwierzęta szczególnie zapadły ci w pamięć i zostały twoimi ulubieńcami?
Bardzo podoba mi się kur diabeł. Sama nazwa tego stworzenia jest cudowna, a jego wygląd trochę przerażający. Bardzo lubię zmieraczka plażowego, który w nocy sprząta plaże i zjada wszelkie nieczystości pozostawione przez turystów. Podoba mi się też sercówka, gatunek małża, którego dwie połączone muszle tworzą kształt serca. Chełbia morska jest też takim ciekawym stworzeniem, które szczególnie fascynuje dzieci. Składa się aż w 98% z wody. Wszystkie zwierzęta, które znalazły się na stronie Balticarium uważam za bardzo ciekawe, zamierzam rozwijać tę listę i dodawać do niej kolejne gatunki, które żyją w Bałtyku.

Natalia Uryniuk, artystka, ilustratorka. Doktorantka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Laureatka Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stypendystka Programu Młoda Polska oraz Escola Superior Artística w Porto. Stworzyła pierwszy międzynarodowy projekt edukacyjny o Morzu Bałtyckim, w ramach którego działa portal w 9 językach – www.balticarium.com. Projekt Balticarium otrzymał wyróżnienie w konkursie Kampania Społeczna Roku 2016. Uczestniczyła w licznych wystawach, m.in. w Kuala Lumpur, Warszawie, Kairze, Berlinie, Hongkongu, Porto, Pekinie czy Singapurze. Autorka publikacji między innymi „Balticarium” oraz współautorka książki „Skok przez Bałtyk”. Absolwentka programu akceleracyjnego „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanego przy wsparciu mentorek Sieci Przedsiębiorczych Kobiet.