1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Luciano Pavarotti "Pavarotti Forever"

Luciano Pavarotti "Pavarotti Forever"

Wielki włoski tenor – zwany „Królem Wysokiego C” – odszedł na zawsze. Pozostawił w smutku miliony melomanów, chociaż czasy świetności miał już za sobą.

Był mistrzem techniki belcanta, niezrównanym wykonawcą oper Belliniego i Donizettiego, świetnie czuł się też, śpiewając Verdiego (np. „Rigoletto”) i Pucciniego; aria „Nessun Dorma” tego ostatniego stała się jego medialną wizytówką. Wytwórnia Decca, dla której dokonał licznych nagra , zareagowała błyskawicznie na śmierć artysty i przygotowała składankę obejmującą najsłynniejsze arie operowe oraz pieśni neapolitańskie i sakralne, od „La Donna `e mobile”, poprzez „O sole mio”, aż po duety z Andreą Bocellim („Notte ’e piscatore”) i nawet z Frankiem Sinatrą („My Way”). Romanse Pavarottiego z muzyką pop były tyleż sympatyczne, co bezcelowe – żaden fan rocka nie pobiegł do sklepu po „Turandota”, żaden miłośnik muzyki poważnej nie zakochał się z tego powodu w Bono. Lecz w historii opery zapisał się wcześniej – jego nagrania z lat 70. i 80. przekonują, że był największym tenorem XX wieku.

Decca (2 CD/DVD)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Wygoda na pierwszym miejscu – odkryj modne sukienki dresowe!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Twoje życie to niekończący się sprint? Praca, dom, spotkania z przyjaciółmi i wieczory spędzane na angażującym hobby? Jeśli szukasz ubrań, które wyglądają modnie, a przy tym pozwalają czuć się swobodnie przez cały dzień, czas odkryć sukienki dresowe! Wybierz model skrojony idealnie pod Twoje potrzeby.

Sukienka dresowa – alternatywa dla klasycznych dresów

Dres dresowi nierówny. Lubimy wygodę, jednak dresowe bluzy i spodnie nie zawsze pozwalają nam poczuć się kobieco. Na szczęście sukienki dresowe w niczym nie przypominają wyciągniętych, poplamionych zestawów, kojarzonych z oglądaniem „Netflixa” pod kołdrą i z paczką czipsów u boku.

Współczesne sukienki dresowe to strój 2w1: są funkcjonalne, a przy tym świetnie wyglądają. Ich atutem jest miękkość tkaniny, która układa się przyjemnie pod palcami. W sukience dresowej możesz komfortowo pracować z domu. A kiedy dołączysz do wideospotkania albo otworzysz drzwi kurierowi, nie będziesz musiała się wstydzić. Dodatkowo sukienkę zakłada się w mgnieniu oka, bez wystawania przed szafą przez pół godziny. Narzucasz ją na siebie i gotowe!

Trendy 2021: sukienki dresowe na każdą okazję

Dresowe sukienki zaskakują swoją uniwersalnością. Widzisz sukienkę z dzianiny dresowej i myślisz: „Wygodna, ale niezbyt elegancka”? To modowy mit! Wszystko zależy od koloru i kroju konkretnej sukienki. Modele w stonowanych barwach założysz nawet do pracy, a na nieformalne spotkania (randka, wyjście z przyjaciółmi, kawa z mamą) możesz wybrać te w mocnych kolorach. Z kolei sukienki neonowe stworzą cudowny duet z opaloną skórą – to idealny wybór na lato!

Sukienki dresowe mogą mniej lub bardziej przylegać do ciała. Podkreślają kobiece kształty lub kreują oversizowy look, ozdobiony przyciągającą oko taśmą przy dekolcie. Bardzo popularne są też modele ze ściągaczem w pasie, które pięknie wyeksponują figurę klepsydry. Duże znaczenie ma również wykończenie sukienki. Asymetryczny dół optycznie wyszczupli sylwetkę, a urocze falbanki nadadzą stylizacji figlarnej dziewczęcości.

Na lato, na zimę – sukienki dresowe modne przez cały rok

Ubrania z dzianiny dresowej możesz śmiało nosić przez okrągłe 365 dni w roku! Letni look od tego ze śniegiem w tle odróżnią jedynie dodatki. W chłodniejszych miesiącach sukienkę dresową wzbogać ciemnymi rajstopami, kardiganem, skórzaną torbą i botkami lub kozakami. W sklepach znajdziesz nawet modele z golfem! Latem sukienka dresowa będzie prezentowała się wyśmienicie, jeśli dodasz do niej balerinki lub adidasy i obowiązkowe okulary przeciwsłoneczne. Przewiewna sukienka z kimonową, luźną górą sprawi, że poczujesz azjatycki vibe.

Fot. materiał partneraFot. materiał partnera

Jak nosić sukienki dresowe? Inspirujemy!

Poznałaś już zalety tego typu sukienek, ale nadal nie jesteś przekonana? Nie wiesz, jak je „ograć”, aby stworzyć niebanalne i praktyczne stylizacje? Prezentujemy kilka pomysłów na zestaw z sukienką dresową w roli głównej.

  • Na spacer, na wycieczkę – w takich sytuacjach najlepiej sprawdzi się sukienka z rękawami ¾, do kolan lub do połowy uda. Myśl praktycznie – wybierz model z kapturem i pojemnymi kieszeniami. Całości młodzieżowego, trochę nonszalanckiego stroju dopełni jeansowa narzutka lub kurtka bomberka. Dorzuć modne sneakersy i plecak, a zyskasz wygodny i stylowy wygląd.
  • Kiedy ruszasz w miasto i marzysz o stylizacji „z pazurem”, załóż sukienkę dresową z dodatkiem metalicznych aplikacji lub ze spódnicą z ekoskóry. Kiedy zarzucisz na nią nieśmiertelną ramoneskę, świat będzie stał przed Tobą otworem!
  • Na ważną okazję – myślisz, że w sukienkach dresowych nie możesz wystąpić np. na przyjęciu w ogrodzie lub na urodzinach rodzeństwa? To błąd! Wystarczy, że zdecydujesz się na odpowiedni model. Sukienka dresowa z elegancką wstawką, np. paskiem delikatnego tiulu, błyszczącymi cekinami lub perłową aplikacją, to super kobiecy strój.

Ogromny wybór sukienek dresowych w różnych kolorach i fasonach, eleganckich i bardziej sportowych, znajdziesz na: https://jestesmodna.pl/

  1. Psychologia

Czy potrafisz docenić swoją codzienność?

Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Dzień powszedni kojarzy się nam z rutyną, szarością i znojem. A przecież jest i może być wyjątkowy. Jeśli tylko nasz umysł będzie obecny tu i teraz, dziwiący się wszystkiemu i wiecznie ciekawy świata.

Stawianie znaku równości między codziennością a szarzyzną jest trochę jak nielubienie własnych płuc, które pracują bez przerwy, by utrzymać nas przy życiu. Bo nawet jeśli nie umiemy docenić wyjątkowości chwili, to powinniśmy cenić naszą powszedniość. Ona jest jak węgiel i diament. Oba związki mają taki sam skład i tylko od nas i naszej pracy zależy, czy nasza codzienność będzie pierwszym czy drugim.

Podstawowe wartości

Postarajmy się spojrzeć na nią jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. Na przykład przygody, które tak lubimy, mogą się nam przydarzać tylko dzięki codzienności, która stanowi dla nich idealną oprawę. Dni wolne od pracy, weekendy i święta są atrakcyjne głównie przez odmienność.

Tak to jest zorganizowane, by codzienność ze swoim znojem, powtarzalnością i szarością podkreślała odświętność – tak jak głos szczekającego w oddali psa podkreśla ciszę nocy. Wiele osób potrzebuje pięciu dni pracy, stale w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, wypełniając te same obowiązki – żeby naprawdę poczuć, docenić i przeżyć weekendy. To pasuje nam także w kontekście religijnym: Stwórca przez sześć dni pracował, a jeden dzień wypoczywał.

Codzienność to podstawa, kwintesencja naszego istnienia, bo:

  • daje poczucie bezpieczeństwa. Jest swego rodzaju koleinami pozwalającymi nam działać jak automat. O tej samej godzinie dzwoni budzik, który wyłączamy tym samym ruchem ręki, po czym spuszczamy z łóżka nogi tym samym gestem w te same, stojące w tym samym miejscu kapcie. Z jednej strony – nuda, ale z drugiej – wszystko jest na swoim miejscu. Gdyby coś się zmieniło, dopiero zaczęlibyśmy się niepokoić… Zwykle boimy się, że jak znikną znane nam ramy, rozpadniemy się na kawałki. Te wszystkie automatyzmy i nasze rutyniarstwo są spoiwem, które nas przed tym chroni.
  • jest podstawą bliskości. Związki między ludźmi zacieśniają się nie tylko podczas romantycznych kolacji przy świecach czy w chwili wręczania raz na jakiś czas bukietu kwiatów. Buduje je przede wszystkim zwykła codzienność – wspólne robienie zakupów, gotowanie posiłków i ich spożywanie, sprzątanie czy organizacja życia dnia powszedniego. Ludzi spajają drobne gesty, które mówią, że jesteśmy dla siebie ważni i pamiętamy o sobie na co dzień, a nie tylko przy wielkich okazjach.
  • ukorzenia w teraźniejszości. Człowiek ma tendencje do wybiegania myślą w przyszłość, błądzenia w przeszłości, tworzenia równoległych rzeczywistości, najmniej uwagi poświęcając swojemu „tu i teraz”. A przecież chwila obecna jest tak naprawdę wszystkim, co mamy, nawet jeśli mijające sekundy są do siebie podobne jak dwie krople wody. Kiedy funkcjonujemy automatycznie – bezmyślnie, bezrefleksyjnie i rutynowo – nie przeżywamy świadomie naszego życia, pozwalamy mu przepływać gdzieś obok, ślizgamy się tylko po samej jego powierzchni, wyczekując urlopu czy momentu, kiedy wydarzy się coś nadzwyczajnego. A co z czasem, gdy nie dzieje się nic? Czy naprawdę musi pozostać stracony, niezauważony, niedoceniony? „Teraz” jest wszystkim, co mamy. W tym kontekście, nie ceniąc codzienności, nie cenimy własnego życia. Jaki jest tego efekt? Z każdą minutą życie niczym piasek przepływa nam przez palce.

Koniki z karuzeli

Pewna historia dla dzieci opowiada o konikach z karuzeli – marzyły, żeby jak prawdziwe konie pobiegać sobie po łące. Któregoś dnia zebrały się na odwagę i uciekły! Popędziły co sił na łąkę, a tam… biegały cały czas w kółko, bo nic innego nie przyszło im do głowy. Podobnie jest z nami: automatyczne, bezrefleksyjne podążanie każdego dnia tym samym torem otępia nas. I trudno się temu dziwić. Codzienność przypomina nieco marsz przez pustynię: wciąż mijamy wydmy, a wszystkie wydają się być identyczne... W dodatku przed nami podążają całe pokolenia, które nauczyły się żyć w sposób zautomatyzowany. Wyrastając w takim schemacie trudno zachować świeżość spojrzenia na codzienność. Ale czy nie można tego zmienić? Można. I warto to zrobić. Trzeba tylko włożyć w to nieco wysiłku, bo gra się toczy o najwyższą stawkę – o nasze życie. Wygramy, jeśli nasze codzienne istnienie stanie się bardziej świadome. Ale ta metamorfoza musi się dokonać w umyśle, nie na zewnątrz!

Znudzeni poszukujemy zwykle nowych wrażeń, podróżujemy, zapisujemy się na różne niezwykłe kursy, wchodzimy w nowe ekscytujące związki… Tylko że nowość stymuluje na krótki czas, po czym szybko przestaje być nowością i znowu dopada nas nuda. Bez świadomej zmiany w ogólnym nastawieniu do życia nie będziemy potrafili dostrzec, że niepowtarzalna i cenna jest tak naprawdę każda jego minuta.

Powrót do teraźniejszości

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi – jakby cudem było wszystko”. Zdecyduj się żyć według drugiej części tej maksymy.

Jeśli ci to pomoże – wieszaj sobie w widocznych miejscach karteczki, które będą cię napominać, żeby być uważnym i obecnym. Wykorzystaj również potęgę zmysłów. Ich obserwacja pozwoli mało uważnemu człowiekowi wrócić do chwili obecnej – bo one są „tu i teraz”. Czym innym jest zapamiętanie zapachu kwiatu, a czym innym – czucie go. Zmysły pracują dla nas bez przerwy, ale czy potrafimy z tego korzystać? Czy ktokolwiek, np. myjąc naczynia, zwraca uwagę na to, jak jego dłonie „czują” wodę – jej fakturę, siłę strumienia, temperaturę? Wchodząc w kontakt ze zmysłami zaczniesz przeżywać i celebrować każdą chwilę swojego życia.

Zrób sobie ćwiczenie: codziennie 10 minut poświęć na świadome wejście w kontakt ze zmysłami. Najpierw usiądź spokojnie, rozejrzyj się, postaraj się zapamiętać wszystkie detale i szczegóły otoczenia. Potem zamknij oczy i wychwyć jego zapachy, usłysz dźwięki, poczuj na skórze wiatr, słońce czy mróz. Przekonasz się, że nawet to, co jest ci znane, jest bogate w nowe niezwykłe doznania – tylko trzeba je dostrzec.

Prawdziwą plagą naszych czasów, pokazującą, jak bardzo nie szanujemy codzienności, jest robienie dwóch lub trzech rzeczy naraz. Tłumaczymy to pośpiechem, tym, że życie tego od nas wymaga, że obowiązki gonią... – ale tak naprawdę wyrażamy w ten sposób brak szacunku dla obecnej chwili, nie jesteśmy w stanie być w żadnej z nich. Kiedy robimy jednocześnie więcej niż jedną rzecz, działamy jak automat. Staraj się żyć najpiękniej, jak tylko potrafisz – to zakłada obecność.

I nie chodzi tu bynajmniej o perfekcjonizm, bo on zakłada porównywanie się. Nie ukierunkowuj się na superwyniki. Po prostu pięknie żyj. Zachowuj świadomość, ciekawość i poczucie, że w to, co w danej chwili robisz, wkładasz całego siebie. I nie zrażaj się, jeśli ci coś nie wychodzi. Bądź jak dziecko, które w kaloszkach buszuje po łące. Fascynuje je i żaba, i mucha, i kropla rosy, i to tak bardzo, że maluch kuca, by im się przyjrzeć. Nie myśl, że wszystko widziałeś. Przecież każda żaba jest inna.

To może być trudne, ale jeśli choć raz na 5 minut, raz na 5 godzin, a nawet raz na 5 dni wyrwiesz się z rutyny i naprawdę zauważysz trzymaną w dłoni szklankę, to już będzie dobry początek.

  1. Psychologia

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach i czego się boją?

Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić.  (Fot. iStock)
Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. (Fot. iStock)
Przeceniamy, co może nam dać mężczyzna, a nie doceniamy tego, co możemy sobie dać same - przekonuje Katarzyna Miller i wyjaśnia, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.

Gdy facet ignoruje kobietę to ważny sygnał w relacji. Wiele kobiet niszczy partnerów i związek przez nieumiejętność komunikacji. Wszystkie ciężkie sprawy emocjonalne nie są dla facetów - są dla psychoterapeuty.

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach? Czego się boją?

Poniżej lista przydatnych wskazówek:

  • Facet boi się kobiet, które nie dają mu przestrzeni. Niektóre kobiety trzymają faceta telefonami, SMS-ami, bo boją się, że jak dostanie za dużo wolności, to je zdradzi.
  • Facet nie lubi czuć się jak w pułapce.
  • Facet nie lubi, jak kobieta zmienia się po tym, gdy już stanowią związek. Czyli na początku była słodka, dzika, lubiła seks po butelce szampana, nie dbała o kasę, a nagle jest już z nim i zaczyna... wchodzić do łóżka z wałkami, krzyczy na niego, gdy się spóźnia, zaczyna go rozliczać z jego pracy i z tego ile on zarabia... I odwrotnie: na początku związku gra megasilną laskę, która poradzi sobie ze wszystkim, a później okazuje się słaba, płaczliwa i przytulona do jego koszuli - "ratuj mnie"...
  • Czego jeszcze mężczyźni nie lubią w kobietach? - Facet nie lubi czuć się oszukiwany dwiema wersjami kobiety: na etapie zdobywania i na etapie związku. Lepiej mu pokazać się od początku taką, jaką jesteś, bo wtedy on będzie wiedział od początku, czy cię chce.
  • Faceci boją się kobiet, które chcą mieć za dużo... Wiele kobiet tak robi: nie wystarcza im to, że mają fajnego faceta, ale zaczynają chcieć, żeby zapewniał im coraz więcej rzeczy materialnych i atrakcji - ich apetyt róśnie. Pojawiają się wymagania: co one powinny mieć, co dzieci powinny mieć itd. Kiedy facet tłumaczy, że jemu jest dobrze z tym, co mają, one oskarżają go o brak ambicji i siły męskiej. Facet zaczyna się męczyć przy takiej kobiecie i czuć, że jest niewystarczający. Często wtedy znajduje kochankę, żeby też dać coś sobie za ciężką pracę.
  • Faceci boją się kobiet, które nie mówią, o co im chodzi, nie mówią wprost tylko czekają aż się facet domyśli, a jak się nie domyśli, to zaczynają go niszczyć i poniżać...
  • Faceci boją się kobiet, które używają seksu jako broni i karzą brakiem seksu.
  • Faceci boją się kobiet, które nudzą się w czasie seksu lub seks jest dla nich jawnie nieprzyjemny.
  • Faceci nie lubią, gdy kobiety mówią... o innych facetach z podziwem, zaangażowaniem i podnieceniem: "A ten mój kolega z pracy, to naprawdę jest taki młody, a taki utalentowany...".
  • Faceci uciekają zawsze od królowych dramatu życiowego, biedy i klęski... To jest coś, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.
  • Kiedy facet pragnie kobietę? - Faceci lubią być potrzebni - tak, lubią ratować z opałów, ale jak kobieta zaczyna dramatyzować sytuację, dodawać do niej wszystkie złe aspekty, dodawać emocje, lęk, czarną przyszłość... Wtedy facet chce uciekać.
  • Faceci boją się kobiet, które wyolbrzymiają zagrożenie, czekając na to, aż facet je wybawi.
  • Faceci boją się sytuacji, w której kobieta jest równocześnie twarda i zimna. To jest dla nich koszmar! Możesz być twarda w swoim postanowieniu, ale ciepła dla niego - wtedy postawisz na swoim, ale nie zniszczysz mężczyzny, a jak robisz i to i to - on poczuje się odcięty i nieważny.
  • Faceci boją się oszukiwania i zdrad... to jest znak, że nie dał sobie rady, nie zaspokoił kobiety. Jego ego bardzo cierpi.
  • Faceci boją się kobiet, które walczą o moc i pozycję. Lubią takie, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. Taka walka jest dla nich wyjątkowo trudna i jeżeli naprawdę masz tę moc i pozycję, to wykorzystaj ją tylko wtedy, gdy chcesz się go pozbyć.

Kiedy facet pragnie kobietę? - Tak naprawdę, facet lubi fajne, pozytywne, lubiące życie i siebie kobiety... No i lubiące seks. Znajdź sobie fajnego chłopa i daj mu żyć... - podkreślają autorki książki „Instrukcja obsługi faceta”.

Więcej w książce „Instrukcja obsługi faceta” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Styl Życia

Czy da się odnaleźć pasję, pracując w korporacji?

Podstawowe założenie, jakie należałoby przyjąć, to: ludzie są kompetentni. Sposób, w jaki ich traktujemy, ma wpływ na jakość pracy, na wyniki - mówi Giovanna D’Alessio, światowej sławy coach. (Fot. iStock)
Podstawowe założenie, jakie należałoby przyjąć, to: ludzie są kompetentni. Sposób, w jaki ich traktujemy, ma wpływ na jakość pracy, na wyniki - mówi Giovanna D’Alessio, światowej sławy coach. (Fot. iStock)
Giovanna D’Alessio, światowej sławy coach, twierdzi, że można sprawić, by ludzie szli do pracy z chęcią, a dobrą pensję „okupili” zapałem, nie potem i łzami...

Jeśli ktoś pracował w tylu międzynarodowych korporacjach, a potem postanawia zostać coachem, to wyobrażam sobie, że te korporacje dały mu nieźle popalić.
Zwykle, gdy się przedstawiam, mówię: 15 lat pracowałam w międzynarodowych firmach i przetrwałam. Byłam w o tyle komfortowej sytuacji, że zawsze zajmowałam stanowiska menedżerskie, mogłam prowadzić styl zarządzania ukierunkowany na rozwój osoby, na słuchanie, angażowanie pracowników. Ale o ile udało mi się stworzyć rodzaj bezpiecznej wyspy dla mojego zespołu, to korporacja nie chciała się zmieniać, działała tam zasada strachu. Obserwowałam też wiele innych korporacji, wszystkie podobne – prawdziwie toksyczne środowisko. Ile niepotrzebnego stresu, ile frustracji, ile zmarnowanej energii! Pomyśl: gdyby udało się zainspirować korporacje, stworzyć sprzyjający klimat w pracy, pomóc ludziom korzystać z ich talentów, kreatywności, pasji... Nie tylko chętnie przychodziliby do pracy, ale i pracowaliby więcej, lepiej.

Wciąż pokutuje przesąd, że w pracy nie da się czuć komfortowo. Że godziwe wynagrodzenie trzeba okupić potem i łzami.
I to ma napędzać do twórczego działania? Jeśli dokonałaś czegoś, co przeszło twoje najśmielsze wyobrażenia, to dlatego, że znalazłaś w tym głęboki sens. Opowiedziałaś mi o własnym doświadczeniu, o tym, że coś doprowadziło cię daleko poza oczekiwania... Dlaczego, skąd się bierze taka siła?

Z pasji!
No właśnie, a w korporacjach tę pasję często zastępuje presja. Ludzie działają w stresie – robią to, co jest do zrobienia od 9 do 17, po czym idą do domu i nie można oczekiwać, że ktoś zostanie dłużej, że będzie szybszy, bardziej błyskotliwy. Wypalają się, odchodzą z pracy z powodu złej atmosfery, a szefowie myślą, że chodzi o pieniądze. Zatrudniając człowieka, trzeba dać mu poczucie, że jego praca czemuś służy – wtedy jest szansa, że obudzi się pasja. Bo ona jest zawsze, tylko trzeba stworzyć dla niej miejsce. Wystarczyłoby już, gdyby menedżerowie zaczęli interesować się pracownikiem jako osobą.

To zawsze jakiś punkt wyjścia...
Szefowie też są sfrustrowani, z powodu małego zaangażowania pracowników, ale co robią, żeby ich zmotywować? Mówienie o osiągnięciach firmy to nie jest motywacja. Ręce mi opadają, kiedy słyszę: „Moja praca nie ma dla mnie większego sensu, czuję się pionkiem, numerkiem, narzędziem, którego korporacja używa do realizacji swoich celów, do robienia pieniędzy. Mój szef nie zwraca uwagi na moje potrzeby, nie jest zainteresowany moim rozwojem. Rzadko daje mi informacje zwrotne, co dopiero pozytywne”.

Lepiej nie chwalić pracownika, bo jeszcze poprosi o podwyżkę?
To wymówka – dowodzi, że szef ma problemy z asertywnością i gdyby doszło do takiej sytuacji, nie potrafiłby sobie poradzić z ewentualną odmową. Z mojego doświadczenia wynika, że pieniądze nie są dla pracownika najważniejszą motywacją. Owszem, są ważne, ale większość osób szuka w pracy wyzwań, które pozwolą im wykazać się swoimi umiejętnościami i je rozwinąć. Skończyły się czasy, kiedy ludzie szukali ciepłej posady na całe życie. Młode pokolenie, wchodzące w świat pracy, chce się uczyć nowych rzeczy, odgrywać wiodącą rolę. Szef musi wiedzieć, jak jego zachowania wpływają na podwładnych. Musi zdawać sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności – że kształtuje te osoby dla świata.

Ba! Przyjęło się, że szef jest od tego, żeby kontrolować i ganić.
Kij może zadziałać doraźnie, na dłuższą metę nie przynosi rezultatów. Znacznie bardziej motywuje tworzenie pozytywnej energii, dobrych relacji, zaufanie ludziom. Podstawowe założenie, jakie należałoby przyjąć, to: ludzie są kompetentni. Sposób, w jaki ich traktujemy, ma wpływ na jakość pracy, na wyniki. W Wielkiej Brytanii przeprowadzono eksperyment z dwiema grupami uczniów – jedni mieli wysokie oceny w nauce, drudzy niższe. Nauczycieli poinformowano, że ci słabsi są wyjątkowo inteligentni, a prymusi niezbyt bystrzy. Co się okazało? Po jakimś czasie wyniki wybitnych drastycznie spadły, a tych „z kłopotami” – nieprzeciętnie wzrosły!

Kim właściwie jest coach? Bo mam wrażenie, że ten termin używany jest w niezbyt precyzyjny sposób.
Dlatego, że jest nadużywany – każdy, kto współpracował z klientem, odbył z nim sesję, mówi, że jest coachem. W rzeczywistości potrzebne jest ogromne przygotowanie, praktyka. Poza tym coaching nie jest terapią. To relacja między klientem a coachem, która służy spotęgowaniu potencjału, uruchomieniu kreatywnych procesów. Punktem wyjścia nie jest tu, jak w terapii, problem – coaching skupia się na przyszłości, na tym, by znaleźć najlepszą drogę do realizacji celów. Coach bardzo uważnie słucha tego, co klient mówi i tego, co przemilcza. Stara się zobaczyć jego sytuację z lotu ptaka, pomaga mu uświadomić sobie własne możliwości, usunąć ewentualne przeszkody. To równorzędna relacja: ty jesteś ekspertem od twojego życia, twojej pracy, ja ekspertem od zmiany, procesów. Nie jestem nauczycielem, nie mam dawać rad, wytycznych. Ja raczej rzucam ci wyzwania. To ty dokonujesz odkryć, dochodzisz do właściwych rozwiązań.

Trochę to wygląda na prowokację.
Tak, coach zawsze prowokuje klienta – do tego, by osiągnął szczyt swoich możliwości. Kiedy ktoś mówi np.: „Chciałbym uzyskać to i to w ciągu roku”, pytam: „A dlaczego nie za pół?”. Tak postąpił ze mną mój pierwszy coach, kiedy postanowiłam rozstać się z firmą i wybrać obecną drogę. Podczas pierwszej sesji spytał mnie, co chcę osiągnąć. Odpowiedziałam, że interesuje mnie świat korporacji, ale nie chcę już pracować w nich jako menedżer, chcę w krótkim czasie zostać coachem. Spytał mnie: „Czego potrzebujesz?”. Powiedziałam, że kończę odpowiednie szkolenia, brakuje mi jeszcze biznesplanu, strony internetowej, żeby się wypromować... „W jakim czasie chcesz to wszystko zrobić?”. Może rok, nikt nie zna mnie jako coacha, muszę zbudować swoją wiarygodność – odpowiedziałam. „A gdyby nie ta wiarygodność, gdybyś miała do dyspozycji wszystkie zasoby, ile potrzebowałabyś czasu?”. Jestem pełna energii, entuzjazmu..., potrzebuję trzech miesięcy. „Dobrze, więc wytyczamy cel na trzy miesiące” – podsumował. Aż mnie zatkało.

Jakie narzędzia doceniłaś najbardziej we własnym rozwoju?
Chętnie odwołuję się do medytacji, bo wprowadza mnie w kontakt z samą sobą, budzi moją najgłębszą intuicję, jest źródłem inspiracji, kreatywności. Wpływa też na skuteczność pracy – jestem tak obecna podczas sesji coachingu, że nic nie może rozproszyć mojej uwagi. Poleciłabym to narzędzie nie tylko wszystkim coachom, ale też wszystkim menedżerom, liderom. W ogóle wszystkim. Ważne, by być wciąż otwartym, ciekawym. Jest tyle inspiracji. Mnie na przykład zafascynowała mechanika kwantowa – daje mi punkt widzenia na temat istoty ludzkiej, którego wcześniej w ogóle nie brałam pod uwagę. Widzę, jak nauka i duchowość pięknie się przenikają. Oczywiście, żeby to zobaczyć, musiałam przejść pewną drogę...

Zwykle zaczyna się poszukiwania od nauki.
I rzeczywiście od niej wyszłam, wierzyłam tylko w to, co da się udowodnić. Potem przeszłam moment transformacji osobistej – wszystko niby przez przypadek – teraz mogę wykorzystywać te zdobycze w pracy. Często zaczyna się sesje z klientem od syndromu ofiary, potem idziemy coraz głębiej – rozwijamy świadomość, wznosimy się po spirali. Otwierają się kolejne drzwi, zmierzamy w kierunku integracji, rozwoju transpersonalnego. Klient może nawet tego nie wiedzieć, nie ma potrzeby. Posługuję się jego językiem, poruszam się po znajomym mu obszarze, ale często widzę, że ta transformacja sięga coraz głębiej. Pomagam dużym organizacjom, właściwie wspólnotom globalnym, by poprzez transformację pojedynczych osób, które w nich pracują, przekształcały siebie. To swego rodzaju skok świadomości. Bo jeśli nie będziemy wzrastać, czy mamy szansę długo pozostać na ziemi? Ta praca ogromnie mnie pasjonuje, traktuję ją jako misję. Ale lubię pracować tylko wtedy, kiedy widzę światło transformacji.

A nie jest tak, że czasem to ty masz je zapalić?
Ale muszę czuć, że jest potencjał zmiany, chcę być pewna, że – jak to się mówi w żargonie – ktoś jest „coachowalny”. Potrzebne jest zaufanie, otwartość, dobra wola. Bo to klient musi przejść przez ten proces, ja tego za niego nie zrobię.

Największe wyzwanie?
Praca w firmach, których prezes mówi: „Chcę, żebyś pracowała z tym i tym menedżerem, bo on potrzebuje coachingu”. To nie jest dobry punkt wyjścia, to jakby powiedzieć: „Z tym człowiekiem coś jest nie tak”. Kiedy to słyszę, odpowiadam: „A może zaczniemy od pana?”. Niektórzy przystają na to, inni zamykają się. Brakuje świadomości, że w tej grze biorą udział wszystkie elementy – nie można uzdrowić organizmu, koncentrując się na jednym z nich. Tak jak w związku partnerskim czy w relacji rodzice–dzieci wiadomo, że są dwie strony.

Największa satysfakcja?
To może być mgnienie, błysk – nagle widzisz, że ludzie, z którymi pracujesz, mają zupełnie inne światło w oczach. Kiedy je widzę, jestem głęboko poruszona. Myślę, że wykonuję tę pracę tylko w oczekiwaniu na ten moment.

Giovanna D’Alessio jest Pzałożycielką CEO Asterys (dawniej Life Coach Lab), globalnej firmy konsultingowej oraz partnerką Asterys Lab, organizacji szkoleniowej coachingu. Pracowała w wielu międzynarodowych organizacjach. Autorka poradnika „Come dire no ed essere ancora più apprezzati” (Jak powiedzieć nie i być jeszcze bardziej cenionym). Mieszka w Rzymie.

  1. Psychologia

Medytacja z Nityą – uwalniająca kontemplacja

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Ciągle za czymś gonimy, do czegoś dążymy, stawiamy sobie nowe cele… A gdyby to wszystko już się spełniło? Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik na koniec swojego cyklu proponuje bardzo uwalniającą kontemplację.

Wyobraź sobie…

Zapraszam cię do jednej z moich ulubionych medytacji. Usiądź wygodnie, wyłącz telefon i zadbaj o to, aby było ci ciepło.

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też. Nie masz przed sobą zupełnie nic, bo wszystko już się wydarzyło. Na nic już nie czekasz, przed niczym nie uciekasz, ponieważ już wszystko masz.

To koniec. Jesteś spełniony, ponieważ nie czekasz na nic więcej. Poczuj to. Zostań w ten sposób przez kilka minut.

Sprawdź, jak się czujesz

Jak się czujesz, kiedy nie masz nic do zrobienia i na nic już nie czekasz, nic więcej nie musisz? Pobądź w ten sposób przez parę chwil… Nie spiesz się. Delektuj się spokojem, który z tego wynika… Odpocznij… Nie przywołuj wspomnień ani nie wyobrażaj sobie przyszłości, przecież nie ma już nic do zrobienia. Po prostu Jesteś… Ukontentowany… Spokojny… Zrelaksowany… Pozwól, by to spełnienie w tobie się rozgościło, wypełniło całe ciało, każdą komórkę i całą przestrzeń. Zanurz się w nim. Poczuj, jak to jest na nic nie czekać, niczego nie szukać, nie chcieć niczego więcej… Nie myśl na ten temat, tylko czuj. Rozluźnij się.

Daj sobie trochę czasu, przynajmniej 15 minut. Nie ulegaj ponagleniom, by zerknąć na telefon czy zrobić w tym czasie coś innego. Odmów sobie zaproszenia do jakiegokolwiek działania na te kilkanaście minut. Odetchnij. Wszystko już się wydarzyło.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.