• Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Najlepszy krem z filtrami? Znajdź swój ideał

Filtry przeciwsłoneczne to najważniejsze słowa w pielęgnacji przeciwstarzeniowej. (Fot. iStock)
Filtry przeciwsłoneczne to najważniejsze słowa w pielęgnacji przeciwstarzeniowej. (Fot. iStock)
Z filtrami do twarzy jest jak z dżinsami - zanim trafisz na swój ukochany fason, musisz przymierzyć kilkanaście modeli. Idealnego kremu chroniącego nas przez UV też trzeba poszukać (dzielnie znosząc porażki), ale warto, bo stosować go powinnyśmy przez cały rok, nie tylko w czasie plażowania.

Lepiej zapobiegać niż leczyć - wiadomo. Dlatego stosowanie kremów z filtrami, z punktu widzenia dbania o skórę to, obok właściwego oczyszczania i nawilżania, podstawowy filar pielęgnacji. Dlaczego? Ponad 80 proc. oznak starzenia się skóry jest spowodowanych przez codzienne działanie promieni UV oraz zanieczyszczeń.

Promienie pochodzące ze Słońca przenikają przez nasz naskórek, a nawet skórę właściwą, i niszczą włókna kolagenowe tworzące strukturę skóry oraz elastynę, dzięki której skóra jest sprężysta. Promieniowanie jest też kancerogenne. O jego szkodliwości mówi się od lat, mimo tego kremy z filtrami nie mogą się przebić do kosmetyczek Polek jako produkt pierwszej potrzeby. Lubimy kosmetyki, które dają szybkie efekty albo są miłe w użyciu, a fotoprotekcja ma chronić skórę, a nie poprawiać jej wygląd albo dostarczyć nam przyjemności. Dodatkowo skutki promieniowania, poza oparzeniami, nie są widoczne od razu - plamy starcze, zmarszczki, brak jędrności pojawiają się z wiekiem, nikt nie łączy ich bezpoeśrednio z promieniowaniem.

Kosztowne skutki, trudne zapobieganie

Znam wiele kobiet, które są gotowe wydać majątek na zabiegi liftingujące albo usuwające przebarwienia, ale po kremy z filtrami sięgają jedynie latem, kiedy słońce jest naprawdę ostre.
Tymczasem stosując filtry regularnie - przez większą część roku, również w pochmurne dni - można skutecznie zapobiec wielu problemom skóry.
Dlatego znalezienie swojego ulubionego produktu z filtrami, którego stosowanie każdego dnia wejdzie nam w krew, to pierwszy krok do stworzenia skutecznego rytuały pielęgnacyjnego.
Nie mówię, że to jest łatwe. Zwłaszcza osoby rozpoczynające przygodę z filtrami mogą narzekać. Nie ma się co oszukiwać, filtry mają być tarczą chroniącą nas przed niszczycielskim działaniem słońca, muszą mieć swoją „strukturę”. Początkujący stosując je mogą mieć wrażenie, że nakładają na twarz „ciężką” warstwę. Ale jest też dobra wiadomość. Z roku na rok formuły kremów z filtrami są udoskonalane, by po ich nałożeniu nie było wrażenia „lepkości” i „oblepienia”. Kosmetyki, nawet te z wysokimi filtrami, mają postać lekkich, nietłustych, szybko wchłaniających się emulsji, które nie pozostawiają na skórze białej warstwy. Są przyjemne w użyciu, zostawiają na twarzy jedynie leciutką wygładzającą warstwę.

Czy filtry stosować przez cały rok?

Warto pokochać je zwłaszcza w okresie od kwietnia do listopada, czyli przez większość roku, kiedy indeks UV jest na tyle wysoki, że może nam zaszkodzić.
W czasie zimy w północnych regionach Europy stosowanie na co dzień wysokich filtrów nie jest niezbędne, a nawet ma przeciwników.
Chroniąc się przed słońcem, czasami prowokujemy to samo starzenie, którego tak się obawiamy. Nie ma słońca, nie ma syntezy witaminy D, a w organizmie spowalnia się synteza kolagenu i elastyny - witajcie zmarszczki i żegnaj napięcie mięśniowe skóry!”- piszą Jana Zubcowa i Tijna Orasmae-Meder w książce „50 mitów o urodzie”

Przed czym chronią nas filtry?

  1. UVA - to fale o długim zakresie, które przenikają do głębszych warstw skóry, a tam atakują DNA komórek skóry, niszczą włókna kolagenowe i elastynę. Dodatkowo UVA stanowi czynnik kancerogenny, czyli rakotwórczy. To promieniowanie przenika przez chmury i szyby, dlatego jest groźne przez cały rok.
  2. UVB - fale o krótszym zakresie, które nie przenikają do głębszych warstw skóry, ale jest odpowiedzialne za poparzenia słoneczne i jest najczęstszą przyczyną nowotworów skóry.
  3. IR - światło podczerwone należy do najsilniej działających rodzajów promieniowania, które dociera do najgłębszych warstw skóry, przyczyniając się do jej uszkodzeń. IR nasila negatywne działanie promieniowania UVA i UVB, indukując w skórze zmiany o charakterze zapalnym, poprzez wytwarzanie wolnych rodników, które mając bezpośredni wpływ na komórki skóry.
  4. HEV (High Energy Visible Light) - światło niebieskie określane mianem światła widzialnego o długości fali 435-500 nm, ale też emitowane przez ekrany telefonów, komputerów, tabletów. HEV negatywnie wpływa na aktywność fibroblastów, komórek odpowiedzialnych za produkcję kolagenu, co w dalszej perspektywie powoduje jej wiotczenie.

Jaki wysoki powinien być filtr?

Przede wszystkim warto wiedzieć jakie oznaczenia stosują producenci na opakowaniach. Oto krótki przewodnik.

Najbardziej widocznym znakiem na kremach jest liczba odnosząca się do ochrony przed promieniowaniem UVB - to symbol SPF, czyli Sun Protective Factor. I tak SPF 15 pochłania od 93 do 95 proc promieniowania UVB, SPF 30 - 97 procent a SPF 50 - 98 proc.

Oznaczenie ochrony przed UVA nie jest już tak proste. Przede wszystkim brakuje jednolitego systemu oznaczania poziomu ochrony. Producenci stosują różne systemy. Możesz się spotkać z takimi oznaczeniami:
PPD (skrót od Persistent Pigment Darkening) - ten faktor mówi nam ile raz zmniejszy się dawka prominiowania UVA absorbowana przez skórę po jego zużyciu.
IPD (Immediate Pigmentation Darkening) - to alternatywa dla PPD. Wartość wskaźnika IPD oznacza procent ochrony przed UVA, przykładowo IPD 30 oznacza 30 proc. ochrony przed UVA.

Niestety nie wszyscy producenci podają dokładny poziom zabezpieczenia przed promieniowaniem UVA.
Możesz się też spotkać z oznaczeniem PA (PA+, PA++ , PA+++, PA++++) - im więcej plusów, tym większą zyskujesz ochronę.
Ze względu na brak jednolitego systemu pomiaru ochrony przed UVA Komisja Europejska zaleciła, aby unikać tego typu oznaczeń na opakowaniach – według norm unijnych wartość ochrony przed UVA w dobrych kosmetykach powinna stanowić co najmniej 1/3 wartości ochrony anty-UVB. Jeśli tak jest, producent stosuje oznaczenie UVA w kółeczku. Jeśli gwarantuje wyższą ochronę zwykle się tym chwali, podając konkretne liczby.

Jednak wysokość filtrów to nie wszystko - aplikację kosmetyku trzeba powtarzać co 2-3 godziny. Przed nałożeniem nowej warstwy, stara powinna zostać ze skóry usunięta, po pierwsze by nie tworzyć na skórze „papy”, po drugie filtry chemiczne po mniej więcej dwóch godzinach utleniają się i zamieniają w wolne rodniki, które są równie szkodliwe dla skóry co promieniowanie…

I za to też filtrów się raczej pokochać od razu nie da, ale można się do nich przyzwyczaić a nawet polubić.
A z czasem poczuć satysfakcję, że jednak konsekwentne ich stosowanie popłaca - kiedy późną jesienią, po powrocie ze słonecznych wakacji, twoja buzia będzie wciąż wyglądała na świeżą i promienną.

Przegląd nowych kremów z filtrami. Wybór jest ogromy, każdy może znaleźć swój ideał, z którym zaprzyjaźni się na cały rok.

Lancaster, Sun Sensitive Face Oil-Free Milky Fluid SPF50 - dla wrażliwców oraz nurków

Lancaster, Sun Sensitive Face Oil-Free Milky Fluid SPF50; cena: 189 zł /50 mlLancaster, Sun Sensitive Face Oil-Free Milky Fluid SPF50; cena: 189 zł /50 ml

Beztłuszczowy fluid o konsystencji mleczka do twarzy to unikalna kombinacja filtrów chemicznych i mineralnych chroniąca przed promieniowaniem UVA i UVB, promieniowaniem podczerwonym oraz światłem widzialnym. Lekka bezłuszczowa konsystencja mleczka z formułą "clean" łatwo wnika w skórę, nie pozostawiając na niej białych śladów. Kosmetyk idealny dla skór wrażliwych. Przyjazny dla oceanów - formuły produktów z całej gamy Sun Sensitive nie zawierają filtrów przeciwsłonecznych rozpuszczalnych w wodzie, które mogłyby być toksyczne dla morskich organizmów.

BasicLab Dermocosmetics, dermatologiczny krem ochronny SPF50+ - silna prewencja i antyoksydacja

BasicLab Dermocosmetics, dermatologiczny krem ochronny SPF50+, cena: 119 zł/50 ml (Fot. materiały prasowe)BasicLab Dermocosmetics, dermatologiczny krem ochronny SPF50+, cena: 119 zł/50 ml (Fot. materiały prasowe)

Krem o lekkiej formule zawiera fotostabilne filtry, które zapewniają wysoką ochronę przeciwsłoneczną na wielu poziomach. Chroni skórę przed działaniem promieniowania UVA i UVB, światłem niebieskim HEV, a także niweluje negatywne skutki światła podczerwonego IR. Wskaźnik ochrony przeciw promieniowaniu UVA (PPD) wynosi 46,6! Krem działa także przeciwutleniająco - zawiera kompleks na bazie dwóch postaci witaminy E i stabilnej formy witaminy C. Formułę dopełnia olej konopny, który niweluje podrażnienia, odżywia i wzmacnia elastyczność naskórka, dzięki czemu staje się on bardziej odporny na działanie promieniowania UV. Natomiast optymalne stężenie niacynamidu, mocznika i ekstraktu z aloesu pozwala efektywnie nawilżyć skórę. Krem doskonale przygotowuje skórę pod makijaż.

Grown Alchemist, Natural Hydrating Sunscreen SPF 30 - bądź vege, eko i beauty

Grown Alchemist, Natural Hydrating Sunscreen SPF 30 Cena: 165 zł/50 ml (Fot. materiały prasowe)Grown Alchemist, Natural Hydrating Sunscreen SPF 30 Cena: 165 zł/50 ml (Fot. materiały prasowe)

W 100% naturalny. W 100% wegański. W 100% bezpieczny dla rafy koralowej. Supernawilżający krem do opalania zawiera innowacyjny, niezwykle przejrzysty tlenek cynku na bazie naturalnego minerału, który zapewnia ochronę przed szerokim spektrum promieniowania UVA, UVB oraz szkodliwymi czynnikami środowiska. Olejek z dzikiej róży oraz ekstrakt z nasion pietruszki eliminują widoczne oznaki starzenia się skóry i chronią przed uszkodzeniami, jakie powodują wolne rodniki. Kompleks tri-hialuronianu długotrwale nawilża skórę, dzięki czemu wyraźnie ją ujędrnia, redukuje drobne linie, zmarszczki oraz inne niedoskonałości skóry.

Pharmaceris, krem SPF 50+, PPD 30, HEV, IR - szerokopasmowa ochrona

Pharmaceris, krem o szerokopasmowej ochronie SPF 50+, PPD 30, HEV, IR - 42,95/50 ml (Fot. materiały prasowe)Pharmaceris, krem o szerokopasmowej ochronie SPF 50+, PPD 30, HEV, IR - 42,95/50 ml (Fot. materiały prasowe)

Krem o lekkiej formule, dzięki zastosowaniu nowoczesnej technologii filtrów szerokopasmowych, zabezpiecza skórę na wielu poziomach. Chroni skórę i organizm przed niekorzystnym wpływem promieniowania UVA (PPD na poziomie 30!), UVB, wysokoenergetycznego HEV oraz niweluje skutki IR. AntileuDNAprotect tworzy skuteczną barierę ochronną systemu immunologicznego skóry. Minimalizuje powstawanie w wyniku ekspozycji słonecznej niepożądanych objawów, do których należą: podrażnienia, poparzenia, zaczerwienienia, przebarwienia i wypryski posłoneczne, zmiany barwnikowe i odczyny alergiczne. Krem nawilża, odżywia i regeneruje skórę, jednocześnie niwelując jej suchość i nadwrażliwość.

Clarins, miejski ekran ochronny UV Plus [5P] SPF 50 - przyjemność stosowania w mieście

Clarins, miejski ekran ochronny UV Plus [5P] SPF 50 169 zł/30 ml (Fot. materiały prasowe)Clarins, miejski ekran ochronny UV Plus [5P] SPF 50 169 zł/30 ml (Fot. materiały prasowe)

Kompleksowa ochrona przed promieniami UV i zanieczyszczeniami, która chroni przed 5 rodzajami zanieczyszczeń napotykanymi w życiu codziennym: atmosferycznym, wewnątrz pomieszczeń, pyłkami, światłem niebieskim i zanieczyszczeniem świetlnym. Lekki, łatwo wchłaniający się żel-krem zapewniający doskonale niewidoczne wykończenie. Wyciąg z liści mango wzmacnia barierę ochronną skóry.

Vichy, UV-age Daily, fluid przeciw fotostarzeniu się skóry SPF50+ - ochrona na co dzień

Vichy, UV-age Daily 119,99/40 ml (Fot. materiały prasowe)Vichy, UV-age Daily 119,99/40 ml (Fot. materiały prasowe)

UV-age Daily to fluid o lekkiej konsystencji. Zapewnia zaawansowaną ochronę przed promieniowaniem UVA (na poziomie 46) i UVB, jednocześnie redukuje oznaki fotostarzenia się skóry takie jak zmarszczki i przebarwienia. Zawiera: 4 proc. przeciwzmarszczkowe peptydy, 2 proc. niacynamid, frakcja probiotyczna, 10 proc. woda wulkaniczna Vichy. Może być stosowany jako ostatni krok w codziennej pielęgnacji lub pełnić funkcję kremu na dzień.

Dr Irena Eris, Clinic Way, dermo-ochronny krem przeciwzmarszczkowy SPF 50 Anti Pollution - lato w mieście

Dr Irena Eris, Clinic Way, Dermo-ochronny krem SPF 50 Anti Pollution 79 zł/40 ml (w aptekach) (Fot. materiał prasowy)Dr Irena Eris, Clinic Way, Dermo-ochronny krem SPF 50 Anti Pollution 79 zł/40 ml (w aptekach) (Fot. materiał prasowy)

Krem o ultra-lekkiej konsystencji, który gwarantuje całodzienną ochronę skóry przed szkodliwym promieniowaniem UVA, UVB, IR, HEV oraz zanieczyszczeniami powietrza (smog) i wolnymi rodnikami. Skutecznie hamuje procesy fotostarzenia, redukując stres oksydacyjny i przeciwdziałając podrażnieniom. Technologia Puri-City tworzy niewidzialną barierę ochronną, zmniejszającą osadzanie się zanieczyszczeń środowiskowych na skórze (gazy, pyły, metale ciężkie). Blokuje dostęp cząstek smogu (PM2.5) do głębokich warstw skóry oraz ułatwia ich usuwanie, zapewniając skuteczną ochronę komórkową. Opatentowany FGF1 LMS uruchamia mechanizmy naprawcze, wygładza zmarszczki i poprawia elastyczność skóry. W połączeniu z polisacharydowym kompleksem ekstraktów roślinnych działa detoksykująco, przywracając blask i zdrowy wygląd skóry.

Avène, SunsiStick KA 50+ - idealny do uzupełniania ochrony w ciągu dnia

Avène, SunsiStick KA 50+ Cena: 65 zł/20 g (w aptekach)  (Fot. materiał prasowy)Avène, SunsiStick KA 50+ Cena: 65 zł/20 g (w aptekach) (Fot. materiał prasowy)

Sztyft zapewnia wygodne aplikowanie filtru w miejscach najbardziej narażonych na promieniowanie słoneczne: skórę głowy, twarz, dekolt, grzbiety dłoni i przedramiona. Fotostabilny system filtrów zapewnia szeroką ochronę przed promieniowaniem UVB-UVA. Pre-tokoferyl, fotostabilny prekursor witaminy E, w harmonijnym połączeniu z tialidyną chroni komórki przed stresem oksydacyjnym. Został wzbogacony o składnik aktywny Vederine, który stymuluje receptory witaminy D, wzmacniając barierę ochronną skóry i skuteczniej zabezpieczając przed szkodliwymi efektami promieniowania. Całkowicie transparentny, nie pozostawia białych plam na skórze.

Resibo, Team Sunscreen SPF 30 - naturalnie, że mineralny

Resibo, Team Sunscreen SPF 30, 109 zł/50 ml (Fot. materiał prasowy)Resibo, Team Sunscreen SPF 30, 109 zł/50 ml (Fot. materiał prasowy)

Zawarte w kremie filtry mineralne dają wysoką ochronę przeciwsłoneczną, co gwarantuje skórze bezpieczeństwo o każdej porze roku. Team Sunscreen jest wodoodporny i – w przeciwieństwie do większości kremów z wysokim filtrem – nie bieli oraz nie pozostawia tłustego filmu. Jego beżowy kolor stapia się z odcieniem skóry, maskuje drobne niedoskonałości, wyrównuje koloryt i daje piękne, rozświetlone wykończenie. Produkt świetnie sprawdza się również jako baza pod makijaż. Team Sunscreen zawiera aż 98,1% składników naturalnych. Kluczowym jest wyjątkowo silny przeciwutleniacz, Borealine Protect, czyli ekstrakt z kory świerku. Ten składnik wzmacnia ochronę przeciwsłoneczną i chroni skórę przed uszkodzeniami, spowodowanymi przez promieniowanie UV. Jest bogaty w garbniki i polifenole, kwasy organiczne oraz witaminy C i K. Dzięki temu nie tylko pełni funkcję filtra mineralnego, ale też zwiększa syntezę kolagenu, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, zwiększa napięcie skóry.

Derma Sun, krem słoneczny do twarzy SPF 30 - dla wrażliwców i nurków

Derma Sun, krem słoneczny do twarzy SPF 30 54,99 zł/50 ml (Fot. materiał prasowy)Derma Sun, krem słoneczny do twarzy SPF 30 54,99 zł/50 ml (Fot. materiał prasowy)

Wszystkie kremy Derma Sun zawierają wyłączenie filtry bezpieczne dla środowiska, ekosystemu morskiego, raf koralowych. Można je stosować w Republice Palau i na Hawajach, gdzie obowiązują najbardziej restrykcyjnego prawa w sprawie filtrów. Kosmetyki Derma Sun nie zawierają składników zapachowych i barwników. Wszystkie filtry stosowane w produktach są certyfikowane m.in. przez międzynarodową organizację AllergyCertified, która gwarantuje ich bezpieczeństwo i najwyższą jakość. Derma Sun krem słoneczny do twarzy SPF 30 zapewnia wysoką ochronę przed promieniami UVA i UVB. Krem jest wodoodporny i hipoalergiczny. W jego składzie znajduje się oczyszczony aloes, witamina E i naturalne oleje, które pomagają zachować elastyczność i równowagę skóry. Krem Derma nie zawiera substancji zapachowych ani barwników, co minimalizuje ryzyko wystąpienia alergii i reakcji skórnych.

Lirene, nawilżający ochronny krem do twarzy SPF 50+ - ochrona i pielęgnacja

Lirene, nawilżający ochronny krem do twarzy SPF 50+  25,99 zł/40 ml (Fot. materiał prasowy)Lirene, nawilżający ochronny krem do twarzy SPF 50+ 25,99 zł/40 ml (Fot. materiał prasowy)

Zapewnia ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB oraz niweluje skutki promieniowania podczerwonego IR. Unikalny składnik IR Complex wzmacnia barierę hydrolipidową, działa łagodząco oraz ochronnie na DNA komórek. Poprzez wyciszanie aktywności substancji niszczących włókna podporowe skóry, wspomaga niwelowanie negatywnych skutków promieniowania IR. Krem zawiera odmładzającą witaminę E oraz wyciąg ze złotej algi, które aktywują proces intensywnej odnowy i regeneracji komórek skóry uszkodzonych przez promieniowanie. Alantoina regeneruje naskórek i łagodzi podrażnienia powstałe podczas ekspozycji skóry na słońce, dzięki czemu opalona skóra uzyskuje zdrowy wygląd.

SVR, Sun Secure Creme SPF50+ - ochrona przed UV i antyoksydacja

SVR, Sun Secure Creme SPF50+, 60 zł/50 ml (Fot. materiał prasowy)SVR, Sun Secure Creme SPF50+, 60 zł/50 ml (Fot. materiał prasowy)

Połączenie opatentowanej kompozycji filtrów z technologią antyoksydacyjną zapewnia dermatologiczną ochronę przed wszystkimi rodzajami promieniowania: UVA, UVA, IR, HEV. Dodatkowo kosmetyk zawiera antyoksydacyjną formułę. Krem ma komfortową, jedwabistą konsystencję - nietłustą i nieklejącą. Intensywnie nawilża skórę, idealnie się rozprowadza i szybko wchłania nie pozostawiając żadnych smug. Delikatny letni zapach sprawia, że ponowna aplikacja staje się przyjemnością a nie uciążliwym obowiązkiem.

Miya, Cosmetics mySPFcream, nawilżający krem SPF 50+ - ochrona z natury

Miya, Cosmetics mySPFcream, nawilżający krem SPF 50+
59,99 zł/40 ml (Fot. materiał prasowy)Miya, Cosmetics mySPFcream, nawilżający krem SPF 50+ 59,99 zł/40 ml (Fot. materiał prasowy)

Ten krem to połączenie fotostabilnych filtrów (mineralnego i chemicznych) z kompleksem naturalnych składników pielęgnacyjnych takich jak: opatentowany fucocert - roślinny polisacharyd, który długotrwale nawilża, koi i wygładza skórę. Dodatkowo odżywczy ekstrakt z granatu, nawilżający kwas hialuronowy i ekstrakt z alg tworzą niewidzialną „maskę” na skórze, chroniącą przed zanieczyszczeniami [np. pyłami, metalami ciężkimi, dymem papierosowym]. Idealny na twarz, szyje, dekolt i pod oczy.

Bioderma, Photoderm Max Aquafluide SPF 50+ UVA 24 - bezpieczeństwo przede wszystkim

Bioderma, Photoderm  Max Aquafluide SPF 50+ UVA 24
64 zł/40 ml (w aptekach) (Fot. materiał prasowy)Bioderma, Photoderm Max Aquafluide SPF 50+ UVA 24 64 zł/40 ml (w aptekach) (Fot. materiał prasowy)

Filtry UVB i UVA chronią przed szerokim spektrum promieniowania a patent Bioprotection chroni DNA komórek naskórka przed negatywnymi skutkami działania promieniowania UV. Dodatkowo krem wzmacnia naturalne mechanizmy obronne skóry. Ma ultralekką konsystencję, dobrze się rozprowadzania i szybko wchłania. Formuła bezzapachowa. Wodoodporny i fotostabilny. Dostępny bezbarwny, jasny, ciemny.

beBIO Sun by Ewa Chodakowska, krem do twarzy z filtrem SPF 50 - ochrona i pielęgnacja

beBIO Sun by Ewa Chodakowska, krem do twarzy z filtrem SPF 50, cena 49,99 zł/50 ml (Fot. materiały prasowe)beBIO Sun by Ewa Chodakowska, krem do twarzy z filtrem SPF 50, cena 49,99 zł/50 ml (Fot. materiały prasowe)

Krem chroni przed promieniami UVA i UVB. Kosmetyk łatwo się wchłania, pielęgnuje cerę, zapewnia skuteczną ochronę. Zawarte w kosmetyku: aloes i gliceryna pochodzenia organicznego – mają działanie łagodzące, nawilżające i regenerujące. Natomiast witamina E to silny antyutleniacz. Produkt jest wodoodporny i bezpieczny dla środowiska.

  1. Zwierciadło poleca

 Już jest czerwcowe wydanie miesięcznika „Sens”. Na okładce Natalia Kukulska

(Fot. materiały prasowe Wydawnictwo Zwierciadło)
(Fot. materiały prasowe Wydawnictwo Zwierciadło)
„W czerwcowym SENSie dużo miejsca poświęcamy czułości wobec siebie i innych. Mówi o niej pięknie nasza okładkowa bohaterka, Natalia Kukulska. Co znaczy dla niej zwrot „być czułą dla siebie”? Odpuszczać, dawać sobie przyzwolenie na bycie swoją gorszą wersją, nie mieć do siebie żalu i nie stawiać sobie ciągłych wymagań” ‒ pisze redaktor naczelna Joanna Olekszyk we wstępniaku do wydania.

W Temacie Numeru zatytułowanym Czuli kochankowie, czyli jak okazywać sobie czułość” oddajemy głos ekspertom: terapeutce Katarzynie Kucewicz, seksuolożce Robercie Rossi, koordynatorkom intymności – Kai Wesołek i Annie Zabrodzkiej oraz trenerowi biodanzy Christiano Martinsowi.

Temat czułości przewija się także w naszym Temacie Dodatkowym, w którym zachęcamy do jedzenia, spania, ruszania się. To czuła i skuteczna profilaktyka zdrowotna i warto z niej korzystać. Do kąpieli leśnych namawia dr Katarzyna Simonienko, o ruch apeluje psychoterapeutka Ewa Klepacka Gryz, o tym, żeby nie odwlekać pójścia spać, pisze psycholożka Hanna Samson. A co z jedzeniem? Jak przekonują dentyści holistyczni, odpowiednia dieta (w połączeniu z nowoczesną higienizacją) to najlepszy sposób, żeby uniknąć inwazyjnych zabiegów stomatologicznych.

Ponadto w numerze:

  • Jak wspierać maturzystów? W rubryce „Wychowanie z SENSem” o porady dla rodziców poprosiliśmy wykładowcę akademickiego i autora książek Mikołaja Marcelę.
  • W cyklu „Mentorki” gościmy olimpijkę i najwybitniejszą polską amazonkę Wandę Siniarską-Czaplicką Wąsowską.
  • W kolejnym odcinku „Kasi na kryzys” o sposobach na wypalenie mówi Katarzyna Miller.
  • Astrolog Piotr Gibaszewski odsłania tajemnice zodiakalnych Bliźniąt.
  • Reportaż o podlaskich uzdrowicielkach – szeptuchach.

Jak zawsze proponujemy również ćwiczenia rozwojowe i podpowiadamy, co warto przeczytać, zobaczyć i odwiedzić.

Wszystkim Czytelnikom życzymy przyjemnej lektury i … czułości przez cały rok!

Redakcja magazynu SENS

  1. Psychologia

Prawo przyciągania – jak działa? Czym jest w psychologii?

Jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz, nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. (Fot. iStock)
Jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz, nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Jesteśmy magnesami. Wciąż przyciągamy to, czego pragniemy. I czego się boimy. Poznając Sztukę Przyzwalania, możemy zyskać większy wpływ na nasze życie. Amerykańscy badacze Prawa Przyciągania – Esther i Jerry Hicks – nie mają wątpliwości: podstawę tego świata stanowi dobre samopoczucie.

Nie czujesz się dobrze? Jesteś spięta, niezadowolona, wciąż czegoś ci brakuje? Oznacza to, że odłączyłaś się od nurtu. Że nie pozwalasz dobremu samopoczuciu, by wniknęło w ciebie. Masz wolną wolę – w każdej chwili dokonujesz wyborów. Oczywiście, nie mówisz: „Chcę być niezadowolona, zmęczona, samotna, chcę mało zarabiać”. Ale wybierasz swoje myśli, uczucia, a świat na nie odpowiada, zgodnie z teorią przyciągania. Co na przykład pomyślałaś przed chwilą?

Prawo przyciągania w trzech krokach

Esther i Jerry Hicks twierdzą z całą stanowczością: jeśli nie uzyskałaś czegoś, czego pragniesz (a twoje intencje są czyste), nie znaczy to, że za słabo się starasz, los ci nie sprzyja, że chcesz za wiele albo że na to nie zasługujesz. Powód jest jeden: stwarzasz opór. Przyjrzyj się swoim myślom – czy są pełne spokoju, ufności, miłości do siebie, czy może raczej frustracji, zniecierpliwienia, zwątpienia w potęgę przyciągania? Czy naprawdę wierzysz, że dostaniesz to, o co prosisz, czy nerwowo rozglądasz się na boki? Nie można zasiać ziarenka i codziennie rozgrzebywać ziemię, żeby sprawdzać, czy kiełkuje. Trzeba zostawić sprawy swojemu biegowi zaufać, że w swoim czasie nasze pragnienie zostanie spełnione. Nie przeszkadzać. Tak działa przyciąganie myślami.

Hicksowie zapewniają: świat zawsze odpowiada na twoje pragnienia. Procedura ich spełnienia jest prosta. Prosisz – to pierwszy krok. Drugi – wszechświat odpowiada. Ale to nie wystarczy. Niezbędny jest trzeci krok – Hicksowie w swojej książce „Proś, a będzie ci dane” nazywają go Sztuką Przyzwalania, wyjaśniając, jak działa prawo przyciągania. Chodzi o to, żeby dostroić się do tej odpowiedzi, zrobić dla niej miejsce.

Często bardziej skupiamy się na tym, czego nie chcemy, niż czego chcemy. Chciałabyś spotkać wspaniałego mężczyznę – nikt tego nie kwestionuje. Ale sprawdź, na ile twoje myśli są spójne z tym pragnieniem. Bo może wyglądają tak: „Nie chcę dłużej być sama, samotność jest straszna”. Chcesz mieć nowy samochód, ale wciąż myślisz o starym – że już ci się nie podoba, że nie jest tak niezawodny jak kiedyś... Sprawdź, jak przekłada się to na twoje emocje. Prawdopodobnie, gdy jesteś całkowicie skoncentrowana na swoim pragnieniu, czujesz się świetnie – masz wrażenie, że to, do czego aspirujesz, jest na wyciągnięcie ręki. Ale wystarczy chwila zniechęcenia – zaczynasz koncentrować się na braku, samopoczucie drastycznie spada... Nowy samochód odjeżdża. A wraz z nim magia przyciągania.

Twoje życie jest odbiciem twoich dominujących myśli – mówią Hicksowie. Jeśli chcesz się stać odpowiedzialnym twórcą swoich doświadczeń, musisz nauczyć się świadomie nimi kierować – to zagwarantuje skuteczność teorii przyciągania. Wybierać te, które wywołują pozytywne uczucia. W ten sposób przesuwasz swoje centrum przyciągania.

Skala Emocjonalnej Orientacji

By sprawniej się w tym wszystkim poruszać, Hicksowie stworzyli Skalę Emocjonalnej Orientacji, porządkującą stany (od tych najprzyjemniejszych po najbardziej bolesne). Najwyższe miejsce na skali zajmują: Radość, Wiedza, Moc, Miłość, Docenienie. Najniższe – Lęk, Rozpacz, Depresja, Bezsilność. Oczywiście, nie zawsze uczucia da się precyzyjnie określić, ale dobrze jest wiedzieć, w jakim mniej więcej miejscu w danym momencie jesteśmy. Nie oceniać – ani siebie, ani innych. Załóżmy, że ktoś znalazł się na samym dole skali – pogrążony w rozpaczy, depresji, bezwolny. I oto jakaś sytuacja wywołuje w nim złość. Więc wścieka się, co być może nie podoba się otoczeniu. Tymczasem wykonał ważny skok – wyszedł z depresji, zaczął inaczej oddychać, pozwolił, by przepłynęło przez niego więcej energii. Jest teraz bliżej życia!

Esther i Jerry Hicks uczą, jak przemieszczać się na Skali Emocjonalnej Orientacji. Jak wzmocnić swoje centrum przyciągania. Jak po prostu poczuć się lepiej. W „Proś, a będzie ci dane” opisali 22 procesy, które mogą być przydatne w tej pracy. Celem każdego z nich jest praktykowanie Sztuki Przyzwolenia, uwolnienie oporu. Autorzy zalecają, by poruszać się małymi krokami, zawsze określając miejsce, z którego startujemy. Trudno przeskoczyć od lęku do entuzjazmu, od wściekłości do miłości. Ale nawet niewielka poprawa ma dużą wartość w kontekście teorii przyciągania!

Weźmy proces o nazwie Koła Koncentracji. Możesz się do niego odwołać, kiedy znajdujesz się mniej więcej na środku emocjonalnej skali – gdzieś pomiędzy znudzeniem a złością. Hicksowie sugerują, by wykonywać go, gdy odczuwasz negatywne emocje, wywołane jakimś zdarzeniem czy sytuacją. Narysuj na kartce duże koło, potem, w jego środku, mniejsze (ok. 5 centymetrów średnicy). Skoncentruj przez chwilę wzrok na małym kole, po czym zamknij oczy i skup uwagę na tym, co wzbudziło w tobie nieprzyjemne emocje. Ustal, czego nie chcesz. To dobry punkt wyjścia, żeby zdecydować, czego pragniesz. Powiedzmy, że nie chcesz czuć się gruba. Chcesz być szczupła. Rzecz w tym, że te dwa stany wydają ci się na ten moment zbyt odległe, a więc i opór przed spełnieniem się pragnienia może być silny. Hicksowie porównują to do próby wskoczenia na kręcącą się szybko karuzelę – o ile nie zwolni, nie uda się nam na nią dostać. Ćwiczenie polega więc na zwolnieniu obrotów i sięgnięciu po myśl, która pozwoli nam zasiąść na karuzeli, a potem stopniowo ją rozkręcać. Chodzi o to, żeby nie szukać ostatecznych rozwiązań, znaleźć tę jedną wspierającą myśl... W przykładzie Hicksów (tym z nadwagą) brzmi ona: „Inni ludzie mieli podobne problemy i znaleźli skuteczne rozwiązania”. Kiedy utrzymujesz taką myśl w świadomości przez co najmniej 17 sekund, zaczną pojawiać się inne, coraz bardziej krzepiące: „Kupię sobie nowe ubrania, to sprawi mi radość”, „Moje ciało będzie odświeżone”, „Poczuję się bardziej witalna”... Zapisujesz te zdania na obwodzie dużego koła, zgodnie z ruchem wskazówek zegara (od 12 do 11). Ten proces to nic innego jak stopniowe, ledwo dostrzegalne podnoszenie wibracji – tak, by zestroiły się z twoim pragnieniem. To usuwanie przepaści, jaka często tworzy się między stanem, w jakim w danej chwili jesteś, a tym, do którego dążysz. Przerzucanie między nimi mostu.

Sposoby na lepsze samopoczucie dzięki sile przyciągania

A teraz załóżmy, że twoje samopoczucie plasuje się w górnych rejonach skali – między radością a optymizmem. Ale chcesz poczuć się jeszcze lepiej, wzmocnić relację z jakąś osobą, zabezpieczyć się przed spadkiem nastroju albo po prostu dobrze wykorzystać czas (choćby podczas stania w korku czy kolejce). Jeden z najprostszych procesów, po który można sięgnąć w takiej sytuacji, nazywa się Uznanie. Zacznij obserwować swoje otoczenie, aż dostrzeżesz coś, co ocenisz jako ładne, wartościowe, co wywoła w tobie przyjemne odczucia. Zatrzymaj uwagę na tym obiekcie, doceniając jego wygląd, użyteczność. Powiedzmy, że stoisz w kolejce do okienka pocztowego – rzecz się przedłuża, jesteś poirytowana. A mimo to zauważasz:

  • „Jaki ładny, funkcjonalny budynek”.
  • „To świetnie, że utrzymują go w czystości”.
  • „Podoba mi się spokój urzędniczki”.
  • „Ta kobieta przede mną ma bardzo ładną fryzurę”.
  • „To dziecko tak pięknie się uśmiecha”.
  • „Cieszę się, że moje nogi wytrzymują długie stanie”.

Być może z czasem znajdowanie rzeczy, które budzą twoje uznanie, wejdzie ci w krew. Być może nawet, doświadczając uznania dla kogoś lub czegoś, poczujesz gęsią skórkę... To znakomity sposób, by uwolnić się od oporu przed przyjmowaniem. Jak mówią Hicksowie, za każdym razem, kiedy coś chwalisz, rozpoznajesz to, czego pragniesz. Sygnalizujesz światu poprzez przyciąganie myślami: „Proszę o więcej właśnie tego”.

Inny twórczy proces, wymagający już nieco większego zaangażowania, nosi nazwę Magiczna Szkatułka. Najpierw trzeba wyposażyć się w rzeczoną szkatułkę (niech to będzie pudełko, które ci się podoba), potem umieścić na niej napis: „Cokolwiek znajduje się w tej szkatułce – ISTNIEJE”. Teraz zacznij wypełniać pudełko zdjęciami (z czasopism, katalogów), obrazującymi twoje pragnienia. Meble, ubrania, pojazdy, pomieszczenia, miejsca, ludzie... Za każdym razem, gdy będziesz wkładała do szkatułki nowe zdjęcie, wypowiadaj zapisane na niej zdanie. Te obrazki to twoje podpowiedzi dla wszechświata. To tak jakbyś uchylając wieczko szkatułki, by umieścić w niej różne skarby, otwierała drzwi tym wszystkim rzeczom.

Dwa pozostałe procesy przeznaczone są dla tych, którzy lubią pracować na piśmie. Pierwszy to Twórczy Warsztat. Potrzebne będą cztery kartki papieru. Na każdej z nich umieść jeden z nagłówków: Moje ciało, Mój dom, Moje relacje, Moja praca. A teraz zapisz – bez wymuszania – czego pragniesz dla każdego z tych obszarów życia. Najważniejsze rzeczy, np.:

  • „Chcę wzmocnić mięśnie”.
  • „Chcę zrobić remont”.
  • „Chcę kupić nowe meble”.
  • „Chcę spędzać więcej czasu z dziećmi”.
  • „Chcę wyjechać z mężem na wakacje”.

To nie koniec. Wypisz teraz powody, dla których chcesz to wszystko dostać. Na przykład na kartce poświęconej pracy może się pojawić zdanie: „Chcę zarobić więcej pieniędzy…

  • ponieważ zamierzam przeprowadzić się do centrum miasta”.
  • ponieważ chciałabym więcej podróżować”.
  • ponieważ chcę się zapisać na kurs hiszpańskiego”.

Ten proces pomaga nazwać po imieniu pragnienia, doprecyzować, co zamierzasz przyciągnąć. Ukierunkować energię na przyciąganie myślami tego, do czego dążymy. Uzasadnienie, dlaczego czegoś chcesz, pozwala zwiększyć siłę myśli i zmniejszyć opór. Zamiast wdawać się w rozważania, kiedy coś do ciebie przyjdzie, w jaki sposób i czy to w ogóle możliwe – koncentrujesz się na korzyściach, jakie z tego będziesz miała. Dla skuteczności działania zaleca się wykonywanie tego procesu raz w tygodniu przez miesiąc, a później raz w miesiącu.

I jeszcze Księga Pozytywnych Aspektów. Przyda się notes. Zapisz w nim czyjeś imię – przyjaciela, zwierzęcia, miejsca... Chodzi o osoby, stworzenia czy rzeczy, które wywołują w tobie pozytywne uczucia. A teraz odpowiedz na pytania: Co w tobie lubię? Dlaczego cię kocham? Jakie są twoje największe zalety? Pisz tak długo, jak długo będą się pojawiać odpowiedzi, po czym wszystko przeczytaj. Może przejdziesz do kolejnego imienia? A może zapragniesz zapełniać swoją księgę regularnie? Poszukiwanie pozytywnych aspektów sprawia, że znajdujesz ich w codziennym życiu coraz więcej – zapewniają Hicksowie.

Takich ćwiczeń na skuteczne proszenie i przyciąganie myślami proponują znacznie więcej. Jak sugerują autorzy „Proś, a będzie ci dane” – dobrze jest korzystać z tych procesów z otwartością, dystansem... Bo chodzi o to, żeby dobrze się bawić, tworząc własne życie z wykorzystaniem teorii przyciągania.

  1. Styl Życia

Shinrin-yoku - leśne kąpiele wzmacniają odporność i podnoszą poziom energii

Drzewa produkują fitoncydy, które w założeniu są związkami ochronnymi dla samych drzew, ale „przy okazji” bardzo dobrze działają na samopoczucie ludzi. (Fot.iStock)
Drzewa produkują fitoncydy, które w założeniu są związkami ochronnymi dla samych drzew, ale „przy okazji” bardzo dobrze działają na samopoczucie ludzi. (Fot.iStock)
Z perspektywy ewolucji jeszcze niedawno wszyscy mieszkaliśmy w lesie. Gdy do niego wracamy, czujemy się więc spokojnie i bezpiecznie. Stąd dobroczynne efekty terapii leśnej. Opracowana w Japonii pod nazwą shinrin-yoku, okazuje się remedium na epidemię stresu.

„Drzewa tworzą las” – piszą w książce „O drzewach, które wybrały Tatry” Tomasz Skrzydłowski i Beata Słama. „To miejsce groźne, nie do końca poznane, w baśniach całego świata był siedliskiem nadprzyrodzonych stworów, miejscem inicjacji, probierzem dzielności. Czasem las udzielał przyjaznego schronienia, innym razem wściekłe drzewa więziły w gałęziach i korzeniach zbłąkanych wędrowców”. Alicja Zadrożyńska w książce „Światy i Zaświaty. O tradycji świętowania w Polsce” pisze, że w dawnych czasach ludzie tak bali się wejść do lasu, że zanim to zrobili, odprawiali różne dziwne rytuały. Dobrze wiem, o czym mowa...

Początek pięknej przyjaźni

Jak wiele osób z mojego pokolenia, spędzałam wakacje u babci na wsi. Na Podlasiu. Dom stał pod lasem. Najpierw wchodziło się do tzw. brzeźniaka, i choć już w czasach mojego dzieciństwa brzozy ustępowały sośnie, to nazwa obowiązuje nadal. Po przejściu kilkunastu metrów pojawiały się drzewa iglaste. Ten las znałam dobrze, ale jako małą dziewczynkę napawał mnie lękiem. Bo też i krył wiele tajemnic. Podobno na tzw. wisiółce powieszono powstańców styczniowych, wilkołak istniał naprawdę, a pewne miejsce przy krzyżu szczególnie upodobał sobie diabeł i po zmroku lepiej było nawet nie przechodzić w okolicy, bo jednemu chłopu to nawet wskoczył na plecy. (Inna sprawa, że wtedy wielu Podlasiaków dobrze pamiętało jeszcze czasy II wojny i tuż po niej, i te bajania były niczym w porównaniu z tym, co faktycznie widzieli wśród drzew).

Tamten las malał odwrotnie proporcjonalnie do mojego wieku, teraz wydaje się mieć powierzchnię niewiele większą od dużej chustki do nosa, a do mitycznej „wielkiej choiny”, do której nawet nie próbowałyśmy z babcią dotrzeć, dobiegam w kwadrans i w kolejne pół godziny przemierzam ją wzdłuż i wszerz. Z czasem poznałam czerwone buczyną połacie w Bieszczadach i wielkie bory na Pomorzu Zachodnim z prawie sięgającymi nieba daglezjami, zwrotnikową dżunglę i tysiącletnie cedry, ale to te pierwsze wyprawy były początkiem mojej przyjaźni z lasem.

Wszystkimi zmysłami

„Jakaś tajemnicza moc drzew sprawia, że jesteśmy zdrowsi i szczęśliwsi. Dlaczego wystarczy spacer po lesie, żeby obniżyć poziom stresu i mieć więcej energii?” – zastanawia się autor książki „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych”. Doktor Qing Li z Akademii Medycznej w Tokio należy do światowych ekspertów w dziedzinie medycyny leśnej. Od kilkunastu lat koncentruje się w swojej pracy naukowej na sylwoterapii. Chodzi o tzw. kąpiele leśne, czyli zanurzenie się w atmosferze lasu, chłonięcie go wszystkimi zmysłami: wzrokiem, słuchem, dotykiem, smakiem i węchem. Już dwugodzinna wędrówka po lesie (bez telefonu, aparatu, odtwarzacza muzyki – tylko ty i natura) pozwala w pełni skorzystać z dobrodziejstw przyrody, w tym stymulować układ odpornościowy, dodawać energii, osłabiać lęk, depresję i złość oraz obniżać stres i wywołać stan odprężenia.

Jak to działa? Doktor Qing Li zasadnicze znaczenie w leczniczym działaniu shinrin-yoku przypisuje aromaterapii. Nie dość, że w lasach powietrze jest dużo czystsze (co już samo w sobie, uspokaja oddech i pozwala obniżyć poziom stresu), to jeszcze drzewa produkują fitoncydy, które w założeniu są związkami ochronnymi dla samych drzew, ale „przy okazji” bardzo dobrze działają na samopoczucie ludzi. Głównym składnikiem fitoncydów są terpeny i to właśnie z nich bierze się tak intensywny zapach w lesie. Taki sam, który możemy „przenieść” w postaci olejku eterycznego w dowolne miejsce w naszym domu.

Doktor Qing Li zaleca wprawdzie trzydniowe wyjazdy, ale, jak zastrzega, już kilka godzin kąpieli leśnej pomaga się odprężyć. Sam co dzień stara się wychodzić w porze lunchu do pobliskiego parku i wszystkich do tego zachęca.

Można także zaprosić las do domu. Nie, nie w słoiku (ostatnio nawet dyskutowałyśmy w redakcji o tym, że jest coś nienaturalnego w zamykaniu lasu po szkłem…), ale wstawiając do pomieszczenia rośliny, które będą oczyszczać powietrze, i wdychając olejki eteryczne. Listę roślin najskuteczniej pochłaniających toksyny zawdzięczamy NASA, która przygotowała ją na potrzeby stacji kosmicznych. Są na niej m.in.: skrzydłokwiat, azalia, gerbera, bluszcz pospolity i chryzantema. Wśród olejków szczególnie cenny jest ten z sosny. „Sosna jest przyjaciółką człowieka od zarania dziejów – leczy i chroni (tych bardziej zabobonnych), a także cieszy zmysły: wzrok – piękną sylwetką, powonienie balsamicznym zapachem” – piszą autorzy przywoływanej już książki o tatrzańskich drzewach. Mamy prawdziwe szczęście, że to najpopularniejsze drzewo w polskich lasach.

Powrót do domu

Nie dziwi, że praktyka kąpieli leśnych wywodzi się z Japonii. Z jednej strony w obu oficjalnych religiach: szintoizmie i buddyzmie las jest święty, z drugiej – jak pisze sam dr Li – Japończycy nie byli nigdy bardziej oddaleni od natury niż dziś: 78 proc. z nich mieszka w zatłoczonych miastach, poziom zmęczenia jest taki wysoki, że istnieje specjalne słowo (karoshi) określające śmierć z przepracowania. Ale stres to choroba globalna, Światowa Organizacja Zdrowia nazwała go już epidemią. Nie sposób nie wiązać tego z zamykaniem się w pomieszczeniach, według szacunków Europejczycy spędzają w ten sposób 90 proc. czasu. Terapia leśna może im wiele zaoferować.

Jako pierwsze zaimportowały ją Francja i Wielka Brytania. W obu krajach pojawiły się już warsztaty sylwoterapeutyczne. Udział w jednym z nich opisuje dziennikarka serwisu „The Guardian”: „Jedna sosna wygląda bardzo podobnie do drugiej. To była moja pierwsza myśl, gdy błądziłam po lesie w poszukiwaniu drzewa, z którym miałam «się połączyć». Powiedziano mi, że jeśli już je znajdę, mam przywitać się z nim jak ze starym przyjacielem, podzielić się z nim myślami, a może nawet objąć je”. Ostatecznie Joanne O’Connor straciła zbyt wiele czasu na bezowocne poszukiwania. Gdy inna uczestniczka opowiadała o spokoju, jaki odczuła w kontakcie z drzewem, nie przyznała się, że ona nawet nie znalazła odpowiedniego drzewa. Felieton kończy jednak refleksją: „Czuję, jakbym po raz pierwszy od miesięcy wzięła głęboki oddech, pozwoliła plecom się rozluźnić i po prostu cieszyłam z tego, że jestem na świeżym powietrzu. Nazywajcie to shinrin-yoku, kąpielą leśną, spacerem wśród drzew, nazywajcie jak chcecie – ale to podnosi na duchu”.

Tak samo uważa Jean–Marie Defossez, coach oddechu, doktor biologii i fizjolog zwierząt, autor niewydanej jeszcze po polsku książki o terapii leśnej: „Sylvothérapie: Le pouvoir énergétique des arbres”. W jednym z wywiadów dla francuskiej telewizji tłumaczył: „Przez miliony lat las był dla ludzi domem, miejscem zabawy, żywił ich. I być może jeśli zanurzamy się w lesie, coś wewnątrz naszego ciała i mózgu pozwala nam rozpoznać to miejsce. A w miejscu, które jest bliskie, poziom napięcia i stresu obniża się w sposób naturalny”.

Podobnie pisał w „Lapidariach” Ryszard Kapuściński: „Jeżeli jestem sam w lesie, nie może mnie spotkać żadna podłość, nie mogę usłyszeć kłamstwa ani świstu bata”. Może dlatego – jak wilka – ciągnie mnie do lasu i przy każdej okazji korzystam z leśnej terapii. Wam też polecam!

Nazywanie emocji w lesie

Doktor Qing Li twierdzi, że natura może nas uczulić na własne emocje. Będąc w lesie, zwróć uwagę na to, jak reagujesz na otoczenie:

  • Zamknij oczy. Sprawdź, czy umiesz wyczuć, w którą stronę chcesz pójść.Wsłuchaj się w głos intuicji.
  • Zauważ, jak działa las na twoje zmysły.
  • Co czujesz, słysząc szum wiatru w gałęziach i śpiew ptaków?
  • Co czujesz, kiedy patrzysz na drzewa wokół siebie?
  • Co czujesz, wdychając zapach lasu?
  • Co czujesz, kiedy promienie słońca ogrzewają ci twarz albo gdy leżysz na ziemi?
  • Co czujesz, kiedy smakujesz świeże powietrze?
  • Na chwilę zapomnij o upływającym czasie i wszystkich codziennych zmartwieniach - co teraz czujesz?

Kąpiel w miejskim parku

  • Zostaw w domu telefon, aparat fotograficzny, odtwarzacz muzyki i inne rzeczy, które mogą cię rozpraszać.
  • Pozbądź się wszelkich oczekiwań.
  • Zwolnij, zapomnij o czasie.
  • Skup się na chwili obecnej.
  • Znajdź miejsce, w którym możesz usiąść – na trawie, pod drzewem albo na ławce.
  • Skoncentruj uwagę na tym, co widzisz i słyszysz.
  • Zauważ, jak się czujesz.
  • Jeśli to możliwe, zostań w parku dwie godziny (chociaż efekty zaczniesz zauważać już po 20 minutach).

Żródło: Qing Li, „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych”, wyd. Insignis 2018

  1. Styl Życia

Kwiaty jadalne – przepisy Kasi Bellingham, propagatorki ekoogrodnictwa

Kasia Bellingham, projektantka ogrodów, propagatorka ekoogrodnictwa, autorka podcastów „Naturalnie o ogrodach” i programu „Grunt to ogród” w Domo+. (Fot. Agnieszka MAjewska)
Kasia Bellingham, projektantka ogrodów, propagatorka ekoogrodnictwa, autorka podcastów „Naturalnie o ogrodach” i programu „Grunt to ogród” w Domo+. (Fot. Agnieszka MAjewska)
Stokrotki na kanapki, bratki do sałatki, a róże w konfiturze! Na kwiaty jest wiele kulinarnych sposobów – mówi Kasia Bellingham, projektantka ogrodów, propagatorka ekoogrodnictwa, autorka podcastów „Naturalnie o ogrodach” i programu „Grunt to ogród” w Domo+.

Kasia chętnie jada kwiaty. W jej kuchni bratek, róża, nasturcja czy pysznogłówka to codzienność. Inni szukają kulinarnej egzotyki na krańcach świata, a ona znajduje ją w ogrodzie, na łące pełnej chwastów, pod płotem...

Czy zdarza Ci się, że patrząc na piękną rabatę szukasz na niej kwiatów dobrych na sałatkę?
Na ozdobnych rabatach raczej nie uprawiam kwiatów, które zamierzam jeść. Sadzę je lub wysiewam pomiędzy warzywami, w ogródku kuchennym. Po prostu chcę, żeby mój warzywnik był piękny. Poza tym wolę nie ogałacać ogrodu z kwiatów. Oczywiście często, patrząc na nie, planuję jakąś sałatkę. Z kwiatów można przecież przyrządzać przeróżne rzeczy. Najprościej jeść je na surowo w sałatce lub po prostu położyć stokrotki na kanapce.

Dziś dania z kwiatami można znaleźć w menu restauracji. Czy to nowy trend czy powrót do korzeni zarezerwowany dla pasjonatów?
W Polsce floks czy bratek na talerzu to wciąż kulinarne przeżycie. A gdy już się na nim znajdą, często ich nie jemy, traktując jak ekscentryczną dekorację (śmiech). Z drugiej jednak strony kiedyś smażyło się kwiaty akacji i ponadczasową konfiturę z róży, piło się wino z chabrów i syrop z kwiatów mniszka (tzw. majowy miodek). A za czasów cesarza Franciszka Józefa zajadano się naleśnikami z kwiatami czarnego bzu. We Włoszech zaś smażono kwiaty cukinii w panierce, dodawano je do risotto. Wojny sprawiły, że trochę o jadalnych kwiatach zapomniano. Dopiero od niedawna zaczęły się pojawiać w restauracjach i na wypiekach w cukierniach. Na domowych talerzach wciąż są jednak rzadkością.

Ale zajadamy się pączkami z różanym nadzieniem, i to nie tylko w tłusty czwartek
Kwiaty rzeczywiście są w naszej diecie, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że są nimi kalafiory czy karczochy. A w Niemczech lawendę je się w ziołach prowansalskich.

Dlaczego kwiaty wyszły z kulinarnego obiegu?
Bo prawdę mówiąc są postrzegane jako fanaberia, ich konsumpcja po prostu nie przychodzi nam do głowy. Poza tym wciąż niewiele wiemy o ich smakowych walorach, skupiamy się na warzywach i owocach. No i są mało kaloryczne, trzeba ich naprawdę dużo zebrać, żeby się najeść. Zdecydowanie inaczej jest z ukochanym schabowym (śmiech).

Może problem leży też w trudnym dostępie do zdrowych, nie pryskanych kwiatków? Nie każdy ma ogród, czy choćby balkon.
Zawsze można się wybrać na działkę przyjaciół, na spacer na łąkę czy do lasu. I wrócić z bukietem kwiatów. Byleby rosły 100 metrów od ulicy. Można też umówić się na dostawy z lokalnym rolnikiem. A najlepiej zaplanować sobie w ogrodzie rabatę, skrzynię czy kilka donic z jadalnymi kwiatami – będziemy mieć pewność, że są bez chemicznych dodatków w bonusie.

Przez lata pracowałaś w angielskich ogrodach, a Twoim pracodawcą był sam książę Karol. W Anglii kwiatowe dania są bardziej popularne?
Anglicy kochają ogrody. Tam każdy ma większy lub mniejszy ogródek, a programy ogrodnicze są emitowane w piątkowe wieczory, w porze najwyższej oglądalności. W Anglii więcej osób uprawia „jedzenie”, a po kolację wybiega do ogródka, nie do Biedronki. Nic dziwnego - u nas większość ogrodów kuchennych zniknęła przez wojny, a w Anglii niektóre mają po 500 lat! W kilku z nich pracowałam, m. in. u księcia Karola w Highgrove. A on jest patronem ekologicznych angielskich ogrodów, w których uprawia się to, co się je – również kwiaty. Groszki pachnące, goździki brodate, nasturcje, ogóreczniki były dostępne na wyciągnięcie ręki, ale tylko na użytkowych grządkach, gdzie rosły obok warzyw. Rabat ozdobnych się w Anglii nie rusza – one są święte. Anglicy uprawiają jadalne kwiaty w miejscach, z których nie szkoda ich zrywać.

Jakie kwiaty były przysmakiem księcia Karola?
Kwiaty nasturcji, w liściowych sałatkach. One są bardzo popularne w Anglii i w Kanadzie. Mają bardzo wyrazisty smak, zbliżony do rzodkiewki czy rzeżuchy. A pracownicy ogrodu, łącznie ze mną, zajadali się ogórecznikami.

Czy pamiętasz swój pierwszy schrupany kwiat?
Był nim właśnie ogórecznik w Highgrove. Byłam w szoku, że ta pospolita roślina, rozsiewająca się jak chwast, ma tak mocny, orzeźwiający smak podobny do ogórka. Poza tym jego błękitne kwiatki są prześliczne! Zrywaliśmy je, wsypywaliśmy do butelek i zalewaliśmy zmrożoną wodą. Wychodził z tego orzeźwiający napój – lemoniada ogórecznikowa. W wersji ekskluzywnej kwiatki można mrozić w kostkach lodu.

Teraz ogórecznik niestety jeszcze nie kwitnie. Jakie smaczne kwiatki można zrywać w maju w ogrodzie?
Bratki, fiołki, mniszki lekarskie… Tulipanów nie próbowałam, ale słyszałam, że z ich płatków można robić sałatkę Festa di Tulipani, popularną w miasteczku Praformo nieopodal Turynu. Płatki tulipana są jadalne, w przeciwieństwie do cebuli, której konsumpcja może się skończyć płukaniem żołądka. Z mniszków robię syrop, ale raczej dla zdrowia, nie dla smaku. Choć z dodatkiem cukru może służyć za słodzik do herbaty.
Maj to zbyt wczesna pora dla ogórecznika, ale nie dla farbownika lekarskiego, o równie ładnych (nawet bardziej niebieskich) i smacznych kwiatkach. Mogę się założyć, że niewiele osób go zna. W Polsce dziko rośnie, ale można kupić nasiona i wysiać go w ogrodzie.

Który kwiat najbardziej spodobał się Twoim kubkom smakowym?
Zdecydowanie kwiat czarnego bzu! To według mnie najsmaczniejszy kwiat na świecie! Zresztą niedługo zakwitnie. Można go panierować w cieście naleśnikowym i smażyć jak kwiaty cukinii. Ale najpyszniejszy jest bzowy kordiał (syrop) z cytryną i pomarańczami. Gdy go pijesz, nawet zimą masz przed oczami lato. Zaraz podam przepis. Czarny bez to najbardziej niedoceniana roślina - ludzie wycinają go na działkach i traktują jak chwast.

A który kwiat był największym rozczarowaniem?
Liliowiec. Nie należy do małych, jest więc na czym zawiesić ząb (śmiech). I chrupie jak sałata. Ale kompletnie nie ma smaku. Dodaje sałatkom urody i koloru, ale kusi mnie tylko efektem chrupania.

Czy smak idzie w parze z zapachem? Jak coś ładnie pachnie, to i dobrze smakuje?
Gdy wąchamy pięknie pachnący kwiat budzą się nasze kubki smakowe. Przecież słodko pachnący kwiat powinien też słodko smakować! To się sprawdza u róż, fiołków wonnych i wielu innych kwiatów. Ale u czarnego bzu niekoniecznie - jego kwiaty pachną… kocimi siuśkami (śmiech). Za to aksamitka pachnie tak, jak smakuje – czyli ostro. Ja akurat bardzo lubię jej woń, bo przypomina mi dzieciństwo.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele kwiatów można jeść…
W ogrodzie codziennie przechodzi się obok pysznych kwiatów – począwszy od róż, dalii, cynii, floksów, poprzez malwy i prawoślazy, a skończywszy na funkiach i jukkach ogrodowych. Jadalne i smaczne są kwiaty cykorii, bobu i wielu innych roślin uprawianych w tunelach foliowych dla liści. Również kwiaty roślin dyniowatych (np. cukinii, kabaczka) i niektórych drzew (np. akacji, klonu) idealnie nadają się do smażenia – wcześniej zanurza się je w roztrzepanym białku, obtacza w bułce tartej czy parmezanie. Śmiało można powiedzieć, że większość kwiatów jest jadalna.

Czy kwiatami można się zatruć? To się często zdarza?
Raczej nie. Kwiaty manifestują swe niecne zamiary szczypaniem w język, gorzkim smakiem. Trujących kwiatów jest naprawdę mało. Stokrotki, ogórecznik, bratki, nasturcje, róże, fiołki możemy wcinać jak krowy na łące. I nic nam nie będzie. Poza tym nawet jeśli liście, łodyga czy korzeń zawierają toksyczne substancje, nie znajdziemy ich w płatkach. Tak jest u tulipana, ale konwalia cała jest trująca!

W kwiatach tkwi duży kulinarny potencjał. Jak je przyrządzać?
Można nimi dekorować potrawy, dodawać je do sałatek, aromatyzować dania (np. różą, bergamotką, fiołkiem), przyrządzać soki, syropy, nalewki, konfitury. Kto nie zna smaku konfitury z róż, ręka w górę! A te o mocnym zapachu, jak lawenda, aksamitki, róże można suszyć – zachowają swój aromat. Większość (np. nasturcje, bratki, fiołki) najlepiej spożywać na surowo, zaraz po zbiorze. Są tak delikatne, że prawie zanikają po przetworzeniu.

Kwiatowa rabata to bukiet pełen nie tylko słodkich, ale i ostrych smaków.
Pikantne są fioletowe kwiaty czosnku szczypiorku, białe czosnku bulwiastego i czosnku niedźwiedziego. Te ostatnie są łagodniejsze w smaku i bardzo zdrowe. Czosnek niedźwiedzi kwitnie wiosną, kiedy najbardziej potrzebujemy witamin. Jego kwiaty dają nam kopa po zimie. Wiedzą o tym misie i zajadają się nimi dla odzyskania formy po śnie zimowym. Jedzmy więc jego kwiatki i listki, siekajmy je i surowe dorzucajmy do sałatki. Często robię z nich omlet - dodaję do jajka przed wrzuceniem na patelnię.

Większość kwiatów służy jednak głównie do ozdoby?
T
ak, zwłaszcza te ładne, ale bez smaku, np. fiołki, bratki, nagietki, liliowce. Ale z niektórymi (np. nasturcji, aksamitki) trzeba uważać, bo naprawdę są wyraziste w smaku. Do pikantnych należą też kwiaty rukoli, musztardowca, roślin kapustnych. Warto je mieszać z kwiatami ogórecznika, które, podobnie jak ogórek, łagodzą ostrość. Wszystkie kwiaty dają efekt odświeżający – są dobre na upały.

A lawenda? Moja siostrzenica kocha lawendowe muffiny.
Ja za nimi nie przepadam. Owszem, lawenda jest w kuchni bardzo uniwersalna, można nią przyprawiać desery i mięsa, można ją znaleźć w ziołach prowansalskich. Ale dla mnie jest zbyt aromatyczna. Kiedyś piekłam z nią ciasta, piłam lawendową herbatę. Ale przestałam. Jej mentolowy smak i zapach bardziej pasuje do kosmetyków, niż do potraw.

Czy kwiaty są zdrowe?
Dla mnie one są czymś pośrednim pomiędzy warzywem a ziołem, skrywają w sobie wiele cennych składników, np. przeciwutleniaczy, glikozydów, soli mineralnych, olejków eterycznych.. Róża jest świetnym przeciwutleniaczem i zwalcza wolne rodniki. O czosnku niedźwiedzim już mówiłam. A aksamitka świetnie wpływa na wzrok. Pod warunkiem, że jest świeżutka, prosto z krzaczka. Można ją dodać do sałatki lub przerobić na macerat z olejem lub z octem.

Zjadłabyś bukiet kupiony w kwiaciarni?
To zależy w jakiej. Niektóre zaopatrują się w gospodarstwach ekologicznych, u lokalnych dostawców. Ale jest ich niewiele, więc raczej nie zjadłabym takiego bukietu, nawet z róż. Bałabym się, że pochodzą z Argentyny, a ich w życiu nie wzięłabym ich do ust, bo nie pachną. Zdecydowanie wolę te zebrane w ogrodzie lub kupione na targu u pana Mietka.

Kiedy zbierać kwiaty, żeby były najsmaczniejsze?
Ja wychodzę po nie do ogrodu w słoneczne dni, między godziną 11 a 15. Często zabieram ze sobą ogromną michę, oprócz kwiatów wrzucam do niej liście sałaty i innych warzyw liściowych. Z takiej mieszanki zwykle robię surówki. To, co zostanie przechowuję w lodówce - w torebce foliowej lub w spinerze do sałaty. Bratki, róże, stokrotki przechowuję nawet przez tydzień. Czasami robię z kwiatów smaczne bukiety i wstawiam je do wazonu.

Który kwiat polecisz początkującemu smakoszowi?
Na pewno nasturcję. Jest łatwa w uprawie, wyrazista w smaku. Trzeba tylko pamiętać, żeby ją wysiać dopiero po Zimnej Zośce, bo inaczej może przemarznąć. Oprócz kwiatów i liści ma też jadalne nasiona – można je zamarynować, smakują jak „kapary”.

A kwiatowe pesto? Z czego je zrobić?
Na pewno z kwiatów nasturcji. Mieszam je z natką pietruszki, czosnkiem i zmielonymi orzechami włoskimi zamiast pinii. Dolewam oliwy, doprawiam solą, pieprzem i gotowe. Takie pesto jest pyszne, ale nie jest zielone.

Czy słyszałaś o konfiturze z maków, mizerii z tulipanów, pasztecie z aksamitek czy o schabowym lawendowym?
Owszem, można eksperymentować. Ale na niektóre dania i kwiaty wolę popatrzeć, nie wszystkie bym zjadła. No, może jako rozbitek na bezludnej wyspie? (śmiech). Wydaje mi się, że warto być wiernym tradycyjnym jadalnym kwiatom, rodem z babcinego ogródka. Róża, nasturcja, fiołek, nagietek, ogórecznik, bez czarny… To dla mnie najpyszniejszy zestaw.

Potrawy z kwiatów - przepisy Kasi Bellingham

Kordiał z kwiatów czarnego bzu (przesłałam zdjęcie krok po korku)

  • 24 kwiatostanów czarnego bzu
  • 4 pomarańcze umyte i pokrojone w plastry
  • 2 cytryny umyte i pokrojone w plastry
  • 50 gr cukru
  • 1,5 l przegotowanej wody

Fot. iStockFot. iStock

Wkładamy wszystkie składniki do dużej miski i mieszamy aż do rozpuszczenia się cukru i kwasku cytrynowego. Zostawiamy pod przykryciem na 48 godzin – raz na dzień mieszamy. Całość przelewamy (przez drobne sitko) do butelek i bardzo szczelnie (!) zakręcamy. Syrop najlepiej smakuje rozcieńczony z niegazowaną lub gazowaną wodą mineralna z dodatkiem

Placki akacjowe z ricottą i smażonymi truskawkami

  • 1 szklanka mleka,
  • 1,5 szklanki mąki,
  • 250 g sera ricotta
  • ¼ łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 1,5 łyżki cukru,
  • sok z ½ limonki
  • 1 jajko
  • około 10-15 „kiści kwiatowych’ akacji
  • cukier puder do posypania

Miksujemy mleko, mąkę, cukier, jajko, ser, proszek do pieczenia, dodajemy sok z limonki. W gotowym cieśnie maczamy liście akacji i układamy na rozgrzanym oleju. Placuszki smażymy z obu stron do zrumienienia. Na wierzch kładziemy konfiturę truskawkową, można posypać cukrem pudrem.

Sałatka kwiatowa z tulipanami i fiołkami

  • kilka płatków tulipanów i fiołków
  • ogórek
  • kostka sera pleśniowego
  • sałata
  • szpinak
  • sos vinaigrette
  • sól

Fot. iStockFot. iStock


Ogórek kroimy, sałatę rwiemy w palcach. Skrapiamy sosem, oprószamy solą. Ser rozdrabniamy rękami i dodajemy pozostałe składniki. Podajemy z pieczywem.

Napój fiołkowo-lawendowy

  • 4 litry wody gazowanej
  • 2 cytryny
  • 1 szklanka cukru
  • 2 laski wanilii
  • 4 łyżki suszonej lawendy
  • 400 ml syropu fiołkowego

Fot. StockFot. Stock

Gotujemy półtorej szklanki wody z 1 szklanką cukru, dodajemy wanilię przekrojoną wzdłuż na pół. Gorącym syropem zalewamy 4 łyżki lawendy i odstawiamy pod przykryciem do wystudzenia. Wyciskamy sok z cytryn, dodajemy syrop fiołkowy. Całość zalewamy wodą mineralną. W wersji dla dorosłych połowę wody mineralnej można zastąpić białym winem.

Kruche ciasteczka pomarańczowe z kwiatami czarnego bzu

  • 2,5 szklanki mąki
  • 4 łyżki cukru
  • 1 kostka margaryny lub masła
  • 1 łyżka oliwy (lub 1 żółtko)
  • 1 łyżka soku z pomarańczy
  • 1 łyżeczka startej skórki pomarańczowej
  • 4 kwiatostany dzikiego bzu (bzu czarnego) lub 4 łyżki suszonych kwiatów bzu (do kupienia w sklepach zielarskich)


Ze świeżych kwiatostanów czarnego odrywamy same kwiatuszki. Wszystkie składniki szybko zagniatamy w gładkie ciasto. Rozwałkowujemy raczej cienko podsypując mąką i wycinamy ciasteczka. Pieczemy w 200°C przez 10-12 minut.

Sałatka z ogórecznikiem

  • 200 g mieszanych sałat
  • 3 pomidory
  • 2 łyżki posiekanych liści ogórecznika
  • 5 kwiatków ogórecznika
  • sos winegret

Fot. iStockFot. iStock

Liście sałat dzielimy na kawałki, wsypujemy do miski. Dodajemy pokrojone w cząstki pomidory. Wrzucamy liście i kwiaty ogórecznika. Dodajemy sos winegret. Sałatka świetnie smakuje z plackami z cukinii.

Muffiny z lawendą

  • 1,5 szklanki mąki (375 ml)
  • 2/3 szklanki cukru (160 ml)
  • 4 g kwiatów lawendy
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1/2 szklanki mleka (125 ml)
  • 1/3 szklanki oleju (82 ml)
  • 1 jajko

Fot. iStockFot. iStock

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Kwiaty lawendy rozcieramy z cukrem w moździerzu. Miksujemy mokre składniki, dodajemy suche i nadal miksujemy, aż się połączą. Formy do muffinów wyścielone papilotkami wypełniamy uzyskaną masą na wysokość 2/3 foremki. Pieczemy przez około 20-25 minut.