fbpx

Marguerite Duras – miłość, alkohol i papierosy

Marguerite Duras - ostatni kochanek
Marguerite Duras w 1984 roku. (Fot. Louis Monier/Rue des Archives/Forum)

Młody mężczyzna i o wiele starsza kobieta. Odkąd schorowana Édith Piaf poślubiła młodszego od siebie o 21 lat piosenkarza, żaden inny związek nie wzbudził w liberalnych przecież kręgach artystycznych Paryża tylu kontrowersji co romans słynnej pisarki Marguerite Duras.

Nic nie wskazywało na to, że kolejny, połączony z dyskusją pokaz filmu „India Song” stanie się dla jego reżyserki, 61-letniej wówczas Marguerite Duras, przełomowym wydarzeniem. Od chwili kiedy kino zaczęło ją interesować tak jak literatura, a zwłaszcza od 1969 roku, kiedy sama zaczęła realizować filmy oparte często na własnych utworach, jak właśnie „India Song”, podobne spotkania nie były niczym nadzwyczajnym. Zawsze gromadziły mniej lub bardziej liczną grupę wielbicieli Duras. A jednak ten wieczór w 1975 roku w kinie Lux, w normandzkim mieście Caen, miał odmienić jej życie. Ale też życie innego uczestnika pokazu, 23-letniego studenta filozofii Yanna Lemée.

Chory na Marguerite

Studiując filozofię, Yann dzielił mieszkanie z dwiema koleżankami. Przez przypadek przeczytał wtedy znalezioną tam powieść Marguerite Duras „Les petits chevaux de Tarquinia” [Koniki z Tarkwinii]. Ten wczesny utwór, opowieść o nudzie i niespełnieniu, z przepełnionymi melancholią bohaterami, wywarł na nim duże wrażenie i stał się początkiem prawdziwej fascynacji twórczością pisarki. Jej przyjazd do prowincjonalnego Caen był wydarzeniem, w którym musiał wziąć udział.

Podczas dyskusji o filmie usiadł w pierwszym rzędzie, zadał nawet jakieś pytanie, ale z wrażenia nie zrozumiał odpowiedzi. Po spotkaniu cała grupa głównie młodych ludzi udała się z pisarką do pobliskiej kawiarni. Potem Marguerite odjechała do normandzkiego kurortu Trouville, gdzie od 1963 roku miała mieszkanie w dawnym luksusowym hotelu Les Roches Noires.

W kawiarni, oprócz autografu, Yann zdobył też paryski adres pisarki. Odtąd przez pięć lat będzie pisać do niej listy, czasem kilka dziennie, nie spodziewając się odpowiedzi. Przestał chodzić na wykłady, czytał wszystkie jej utwory i tak jak ich bohaterki pił Bitter Campari. Rok 1980 stanie się przełomem w ich znajomości. Najpierw Marguerite Duras przyśle mu swoją najnowszą książkę „L’Homme assis dans le couloir” [Człowiek siedzący w korytarzu], która zaszokuje go odwagą pisania o seksie. Potem dostanie przesyłki z innymi książkami, pojedzie do Paryża obejrzeć jej sztukę, przy okazji odszuka jej dom w Dzielnicy Łacińskiej. Kiedy w końcu odbierze utrzymany w bardzo osobistym tonie list, w którym Duras przyznaje się do alkoholizmu, pisze o planach filmowych, ale gdzie wyznaje też, że przeczytała i zachowała wszystkie jego listy, Yann zbiera się na odwagę i dzwoni do Trouville. Zaproszony, składa wizytę w Les Roches Noires. Od tej chwili już się nie rozstaną. To on będzie przepisywał na czysto felietony na temat aktualnych wydarzeń, które Duras zamieszczała przez trzy letnie miesiące tego roku w paryskim dzienniku „Libération” (m.in. o sierpniowych strajkach w Stoczni Gdańskiej) i które ukażą się w 1981 r. pod tytułem „L’Eté 80” [Lato 1980] w jemu zadedykowanym tomie.

Święty potwór

W latach 80. Marguerite była już postacią niemal kultową. Swój pseudonim literacki Duras, którego używała od 1943 roku (jej prawdziwe nazwisko to Donnadieu), zapożyczyła od nazwy miejscowości, w której znajdował się rodzinny dom jej ojca. Opublikowana w 1950 roku powieść „Tama nad Pacyfikiem”, zainspirowana biografią pisarki, była bliska otrzymania Nagrody Goncourtów, najbardziej prestiżowego spośród francuskich wyróżnień literackich. Potem przyszły następne utwory, jak głośne „Moderato Cantabile” (1958) wpisujące się w nurt nowej powieści, a także sztuki teatralne. Dla Francuzów pisarka była również znaną postacią publiczną o wyrazistych poglądach politycznych i społecznych, do której doskonale pasowało wyrażenie „święty potwór” (monstre sacré), używane dla określenia twórców i artystów, których życie, kariera i dzieło rozsadzają ramy wyznaczone przez tradycję i społeczne normy (Édith Piaf też zaliczano do tej grupy). Była osobą nienasyconą, żyjącą łapczywie, odrzucającą wszelkie konwenanse zarówno w swoich utworach, jak i w życiu. To zapewne dlatego w 1980 roku jej kandydatura przepadła w wyborach do Akademii Francuskiej.

To powieść „Kochanek” uczyniła z niej jedną z najpoczytniejszych autorek XX wieku. Przetłumaczono ją na ponad 30 języków, łączny nakład grubo przekroczył dwa miliony egzemplarzy a w roku 1992 powstała jej filmowa adaptacja w reżyserii Jeana-Jacques’a Annaud z Jane March w roli głównej (mimo niezwykłego sukcesu nie zdobyła ona uznania pisarki, która najpierw zrezygnowała z napisania scenariusza, a potem mówiła o filmie, że są to jedynie „urojenia niejakiego Annaud”). Zainteresowanie i widzów, i czytelników wzbudzał skandalizujący temat, jakim były pierwsze seksualne doświadczenia francuskiej 15-latki i dwa razy od niej starszego, bogatego chińskiego kochanka w należących w latach 30. do Francji Indochinach.

Duras chętnie podkreślała autobiograficzny charakter książki. Sama urodziła się niedaleko Sajgonu, w rodzinie nauczycielskiej, w 1914 roku. Tam spędziła dzieciństwo i wczesną młodość. W wieku pięciu lat straciła ojca. Mimo iż finansowa sytuacja rodziny (Marguerite miała dwóch starszych braci) bardzo się pogorszyła, udało jej się wyjechać do Paryża na studia (studiowała matematykę, prawo i nauki polityczne). Cztery lata później poznała swojego przyszłego męża Roberta Antelme’a. Związek ten nie należał do udanych, na dodatek naznaczony został tragedią, jaką były narodziny ich martwego dziecka. Chciała o tym jak najszybciej zapomnieć, jeszcze w tym samym roku (1942), będąc wciąż formalnie żoną Antelme’a, nawiązała romans z jego przyjacielem Dionysem Mascolo (wszyscy troje działali w ruchu oporu, na ten okres przypada też początek przyjaźni pisarki z późniejszym prezydentem Francji François Mitterrandem).

Dionysowi, który zostanie jej drugim mężem, Marguerite urodziła syna Jana, swoje jedyne dziecko. Ale i to małżeństwo nie przetrwało próby czasu.

O tym, jak liberalna była Duras, świadczy choćby podpisanie przez nią w 1971 roku słynnego „Manifestu 343 zdzir”, czyli 343 Francuzek (w tym wielu bardzo znanych) przyznających się do aborcji i opowiadających się za prawem do niej dla wszystkich kobiet.

Ostatni kochanek

Historię 16 lat, jakie przeżyli ze sobą słynna pisarka i młody filozof, znamy przede wszystkim z książki „Cet amour-là” [Ta miłość], jaką w 1999 roku, trzy lata po śmierci pisarki, Yann Lemée opublikował pod nazwiskiem Andréa (jej wolnej adaptacji filmowej dokonała w 2001 roku Josée Dayan, a rolę pisarki zagrała przyjaciółka Duras – Jeanne Moreau). Literacki pseudonim Yanna Duras wymyśliła, zastępując nazwisko imieniem jego matki. I to Marguerite namówiła go do pisania, głównie o niej samej. Jego pierwsza książka, którą pisarka poleciła własnemu wydawcy, nosiła tytuł „M.D.” (1983) i była opisem codziennego życia z alkoholiczką, jej cierpień, halucynacji, historią kuracji odwykowych, czyli, jak sama pisała w „La vie matérielle” [Życiu materialnym], „życia ze śmiercią w zasięgu ręki”. Wiedziała, o czym mówi, piła nałogowo od lat, czasami sześć butelek wina dziennie, co w połączeniu z trzema paczkami gitanes’ów i lekarstwami przeciwko depresji czyniło w jej organizmie prawdziwe spustoszenie. W latach 1988–1989 spędziła dziewięć miesięcy na oddziale reanimacji, z czego sześć pod respiratorem, w śpiączce, z której, ku zdumieniu lekarzy i otoczenia, wyszła bez widocznego uszczerbku na zdrowiu. Przez cały ten okres, kiedy jej życie wisiało na włosku, był przy niej Yann.

O tym, czym był ten związek dla Duras, nie wiemy wiele. Co prawda wspomina o młodym ukochanym w kilku swoich książkach, najwięcej w „Yann Andréa Steiner”, ale odnosi się wrażenie, że Lemée jest tam bardziej jakąś fikcyjną postacią niż żywym, bliskim autorce człowiekiem. Zresztą ona sama uważała, że wszedł do jej życia jak bohater literackiej fikcji i w pełni świadomy, że dla niej liczy się tylko pisanie. Do Yanna odnoszą się zdania takie jak „Oczywiście, że kochałam w nim jedynie siebie samą, czyż nie jest to właśnie definicja miłości?” albo „Nie muszę się tłumaczyć z rodzaju miłości, jaką przeżyłam z Andréą. Niech każdy zajmie się własnymi winami”.

Nie ulega jednak wątpliwości, że spotkanie z Yannem stanowiło nie tylko cezurę w życiu prywatnym pisarki, ale także, co potwierdzają zgodnie wszyscy specjaliści, rozpoczęło nowy etap w jej twórczości, tak jakby ten ekstremalny związek uczuciowy wyzwolił ją także w sensie artystycznym, wywierając wpływ na tematykę i styl jej utworów.

Duras stworzyła Yanna na nowo, wymyśliła mu nowe nazwisko, o wszystkim decydowała, włącznie z tym, co będą jedli (a jeść uwielbiała) i jak będą spędzać czas. Przepadała za nocnymi wypadami samochodem, na przykład z Trouville do Hawru, kiedy byli w Normandii. W Paryżu jeździli nad Sekwanę lub, nie bacząc na ryzyko, do Lasku Bulońskiego, który po zmierzchu zamienia się w lupanar pod gołym niebem, miejsce spotkań prostytutek obu płci, transwestytów i narkomanów. „Może zdjąć pierścionki, mogą poobcinać mi palce!”, mówiła wtedy do Yanna. Po drodze śpiewali na cały głos piosenki Piaf lub Aznavoura. W domu słuchali muzyki i tańczyli tango argentyńskie. Potrafiła obudzić go w środku nocy, żeby mu opowiedzieć o swoich planach, po czym wściekała się, że on woli spać, wymyślając mu od emerytów. Była specjalistką od upokarzania go. Jak wtedy, gdy kazała mu mierzyć stosy marynarek u najlepszych paryskich krawców, aby na koniec wybrać za niego, a on, narażony na ironię sprzedawców, czuł się jak żigolak. Albo gdy wymyślała mu, że jest zerem, nikim, że jest z nią dla pieniędzy i żeby nie liczył na jakikolwiek spadek. Czy też podczas pobytu w Nowym Jorku, w mieszkaniu attaché kulturalnego ambasady Francji, gdzie proponowano mu osobną sypialnię, a ona wywołała powszechną konsternację, mówiąc: „ależ on nie zaśnie beze mnie!”.

Była zaborcza i zazdrosna, nie pozwalała mu na kontakty z kimkolwiek. Po co? Przecież ma ją, tak inteligentną i tak wyjątkową! Czasem jednak wyjeżdża niespodziewanie, zostawiając go samego. Innego dnia robi mu sceny, wyrzuca walizki przez okno. Krzyczy, że go nie znosi, że nie znosi siebie samej.

Ona chce wszystkiego

Już z dystansem, po latach, Yann tak próbował opisać łączącą ich relację: „Ona chce ode mnie wszystkiego, aż po miłość, aż po zniszczenie, nawet po śmierć, ze wszystkich sił pragnie wierzyć w tę wspaniałą iluzję, wierzy w nią, robi wszystko, aby stworzyć coś w rodzaju miłości całkowitej, zawsze obecnej, wie, że to nie jest możliwe, że nie jestem do wzięcia, że stawiam opór, że już nie mogę zrobić nic więcej, to jest rodzaj wyzwania, heroicznego i nadaremnego. Dla niej i dla mnie. Chce mieć wszystko i jednocześnie nie chce niczego”.

Czasami ma już tak dosyć jej megalomanii, że wybucha, przeklina, ucieka, śpi w hotelach, błąka się po dworcu Austerlitz w tłumie podróżnych, pije ostatnie piwo i chce wrócić do hotelu, aby tam popełnić samobójstwo. Ale w końcu dzwoni do niej, ona przyjeżdża i wszystko zaczyna się od nowa. Zastanawiając się, dlaczego jej nie opuścił, mimo że często był tego tak bliski, napisze później: „Być może z przekonania, że nie powinienem tego robić. Że muszę żyć nie tylko dla niej, ale dla niej także. Jestem tutaj po to, po tę opiekę, tę troskę, każdego dnia, każdej nocy, po to, aby utrzymać przy życiu tę jedną osobę”.

Znowu będzie pisał na maszynie teksty, które mu podyktuje, zafascynowany jej głosem, sposobem mówienia, poszukiwaniem właściwego słowa. Sądził zresztą, że pisała za dużo, ponieważ każda z książek coś jej zabierała, fizycznie i duchowo. Ale jednocześnie był przekonany, że gdyby nie mogła pisać, stałaby się przestępczynią, tak dużo było w niej złości i niezgody na niesprawiedliwość świata.

Będzie ją kąpał (czego ona nie lubi) i suszył jej włosy (co bardzo lubi). Będzie leżał obok niej na łóżku, kiedy ona nie może zasnąć, przyjmował lekarzy i pielęgniarki. I będzie coraz bardziej świadomy, że być może robi to wszystko po raz ostatni.

W lutym 1996 roku wiadomo już, że koniec jest bliski. Lekarze nie dają nadziei. Marguerite prawie nie wstaje z łóżka, jest bardzo osłabiona, już nie pisze. Od czasu do czasu siada w fotelu, wydaje się, że słucha muzyki lub ogląda telewizję. Yann czuwa całymi dniami wspomagany przez pielęgniarkę. 27 lutego Duras żegna się z nim, mówiąc: „żegnaj, odchodzę, całuję cię”. Na kilka dni przed śmiercią, wstając z fotela, traci równowagę, w ostatniej chwili Yann chroni jej głowę przed uderzeniem o podłogę. Ich spojrzenia spotykają się. Marguerite Duras umiera 3 marca 1996 roku we własnym mieszkaniu, między 6 a 8 rano, kiedy zmęczony czuwaniem Yann zdrzemnął się na krótko w swoim pokoju. Pierwszą osobą, której przekazał złe wieści, jest były mąż pisarki Dionys Mascolo. Jednak to Yann wybierze ubranie do trumny, zorganizuje pogrzeb na paryskim cmentarzu Montparnasse, wybierze biały nagrobek, na którym widnieją jedynie jej inicjały oraz data urodzin i śmierci. Przez wiele dni będzie przychodzić na cmentarz, siedzieć przy grobie, palić papierosy i patrzeć na więdnące kwiaty.

Trzy lata, które dzielą zgon Marguerite Duras od daty wydania książki „Cet amour-là”, są dla niego okresem letargu, bezczynności i pustki. Yann Andréa nie wie, jak żyć, czym wypełnić swój czas, nie umie być sam. Po dwóch tygodniach wyprowadza się z mieszkania pisarki i zamieszkuje na tej samej ulicy, obok Café Flore, w skromnym pokoju, który mu zostawiła. Nie wychodzi z domu, nie wstaje z łóżka, odżywia się pizzą dostarczaną do domu, pije na umór. Nie myje się i nie sprząta. Postanawia popełnić samobójstwo, ale nie potrafi. Bardziej wegetuje, niż żyje. W końcu jedzie do matki mieszkającej na prowincji. Ta rozpoznaje go z trudem: nie widzieli się od dawna, poza tym utył 20 kilo.

Po kilku miesiącach wraca do Paryża. W trzecią rocznicę śmierci zamawia mszę w kościele Saint-Germain-des-Prés, gdzie miała miejsce msza żałobna. Odtąd znowu zaczyna pisać do Marguerite kilka razy dziennie. Dokładnie tak jak ponad 20 lat wcześniej, kiedy nie wiedział nawet, jak wygląda.

Korzystałam z książki Yanna Andréi „Cet amour-là”, Paryż 1999, Pauvert.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

  • Polecane