Madzia lubi dokładnie, a ja dokładnie odwrotnie. Tu się jakoś nie możemy spotkać – mimo że wychodzę Jej naprzeciw, to nigdy wystarczająco. Ciężkie jest życie perfekcjonistki z mężem generującym chaos.
W chaosie się kruszy, gubi i zostawia. Może gdybym miał wszystko na sznureczkach, to jakoś by się te szpargały za mną ciągnęły. Gdy Madzia wysyła mnie z domową misją, jest to zawsze misja straceńcza. Madzia marzy, żebym nie zostawiał śladów. „Szymon, czy możesz obrać włoszczyznę? Tylko proszę, nie zostaw żadnych śladów”. Ja uważam, że ślady są ważne, bo prowadzą do ukochanej osoby.
Madzia wraca do domu i widzi mój szalik na blacie kuchennym. Czy nie jest to znak, że jestem gdzieś w pobliżu? Ja, widząc pozostawiony przez nią po śniadaniu kawałek skorupki jajka (bardzo rzadko się to dzieje), odbieram to jak liścik miłosny.
Słodkie: „Tu byłam. Magda”. Oto rączki najukochańszej zostawiły dla mnie wiadomość. Dlatego nie rozumiem, gdy wkurza się na obecność moich włosów po kąpieli w wannie. „Znowu te twoje kłaki!” Na serio? Nie może zrozumieć, że to mój list do niej z dnia poprzedniego? Nie mówiąc już o tym, że parę wypadło przez nią.
Ja lubię rozgardiasz po wspólnym gotowaniu, Madzia chce od razu się go pozbyć. Dla mnie taki bajzel to oznaka, że żyjemy, pichcimy, warsztat pracuje. Wióry po włoszczyźnie i kawałki odciętych cebul to ślad obecności Majewskich. Pasjami lubię obserwować starą nitkę spaghetti przewieszoną przez kran. Cudowne wspomnienie kulinarnych zdolności Madzi. Niestety, długo u nas nie powisi.
Nic mnie tak nie wzruszyło, jak wtedy gdy zimą spod siedzenia starej hondki wygrzebałem klapki z naszego wyjazdu wakacyjnego. Gdybym sprzątnął auto w lipcu, nie miałbym takich emocji w grudniu.
Ludzkość powinna zostawiać ślady. Dla potomnych. Nie mielibyśmy w Muzeum Archeologicznym toporka z neolitu, gdyby go jakiś rozkojarzony Szymon Neolita nie zgubił w lesie. Czcijmy pamięć rycerzy, którzy gubili miecze albo włócznie w drodze do pracy. Dzięki temu coś o nich wiemy. Miło mi dostrzec, że i kobiety też czasami bałaganiły, bo to tu, to tam znajdzie się w lesie koralik po jakiejś Heloizie. Gubiono w gotyku, bałaganiono w baroku. Nawet oświecenie miało w tej kwestii pełno uchybień. Najlepszy pod tym względem musiał być romantyzm. Jak człowiek zakochany, to nie ma czasu na zbieranie skorupek jajka. Już widzę, ile ten Mickiewicz zużytych gęsich piór musiał posiać pod biurkiem, ileż to kleksów nasadził. Gubmy więc dla potomnych, bo potem o nas wspomną przyszłe pokolenia.
A może ja tym sianiem przedmiotów proszę się, żeby Madzia cały czas miała mnie na uwadze? Bo jednak moja skarpeta czy czapka, nad którymi Madzia musi się pochylić parę razy w ciągu dnia, każe jej pomyśleć o mnie. Zwłaszcza gdy mnie nie ma.
Już chciałaby się zająć wielką polityką w TVN24, a tu nagle widzi moją bluzę pod stołem albo szczotkę do brody na półce. I musi poświęcić mi tę chwilę uwagi, na pewno przez głowę przebiegnie jej myśl o mnie, pewnie na początku pełna złości, ale na końcu ukaże się jej uśmiechnięty pan z brodą. Jej mąż. Taki, a nie inny. Niedoskonały, z błędem, ale jej. I jaki to piękny pretekst do romantycznej rozmowy następnego dnia: „Co miałeś na myśli, zostawiając na półce szczotkę do brody!?”. „Nie co, tylko kogo! Ciebie miałem na myśli, kochanie. A konkretnie: żebyś ty miała mnie na myśli”. Miejmy się na myśli.
Jak ja bym marzył zobaczyć pod moim biurkiem jej kapeć albo szpilkę. Ileż ja wtedy w swojej głowie poświęciłbym jej czasu! Pamiętajmy, na końcu każdego wacika pod umywalką, frotki do włosów, a nawet, niech tam, paznokcia, jest ukochana osoba, która go zostawiła. W końcu może taki jeleń gubi poroże z myślą o nas. Bądźmy więc jeleniami. Śpieszmy się bałaganić. Z premedytacją.
PS. Polecam zostawianie piasku w kąpielówkach.
Szymon Majewski dziennikarz, showman, wodzirej. Wpada w Szał w Radiu Zet, monologuje w Och-Teatrze i mówi z Asią Kołaczkowską w podcaście „Mówi się”.