1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Oczy Eugena Kallmanna”, nowy kryminał Nessera z psychologicznym tłem

„Oczy Eugena Kallmanna”, nowy kryminał Nessera z psychologicznym tłem

Kryminały Hakana Nessera urzekają niespieszną narracją, niepostrzeżenie wciągają w mroczny i pozornie zwyczajny świat. Jego najnowsza powieść „Oczy Eugena Kallmanna” to psychologiczny portret narodzin zła w małym szwedzkim miasteczku.

Eugen Kallmann, najbardziej lubiany i szanowany przez uczniów nauczyciel języka szwedzkiego nagle popełnia samobójstwo. Jest początek lat 90., w Szwecji odradzają się nastroje faszystowskie, w miasteczku szerzy się ksenofobia. Ktoś maluje obraźliwe hasła i swastyki na murach, ludzie dostają pogróżki. Robi się niespokojnie i groźnie. Gdy narrator i główny bohater Leon zaczyna po latach pracę szkole, gdzie kiedyś uczył Kallmann, jest głęboko poraniony i smutny. W wypadku na morzu właśnie stracił dwie ukochane kobiety - żonę i córkę i próbuje się pozbierać po tej tragedii. Trafia na sekretne zapiski Eugena Kallmana i rozpoczyna śledztwo.  Nieoczekiwanie dołącza do niego  nowa koleżanka z pracy - Ludmiła, atrakcyjna nauczycielka znudzona swoim małżeństwem i uporządkowanym życiem.

Losy bohaterów i historia zbrodni splatają się ze sobą. Poznajemy ich codzienność i trudną przeszłość. Okazuje się, że małżeństwo Leona wcale nie było takie idealne, a mężowi Ludmiły można nie jedno zarzucić. Gdy kobieta odkrywa, że jej związek jest fikcją, nie jest nawet zdziwiona... To odkrycie pozwala jej otrząsnąć się z życiowego marazmu i ruszyć dalej. Leon i Ludmiła nawiązują romans i… więcej nie zdradzę, bo ich historia miłośna - choć zwyczajna i w pewnym sensie typowa - jest arcyciekawa. Żyją w dusznym małomiasteczkowym klimacie, który symbolizuje świat niewolny od zła. Mimo to Leon nieustannie drąży temat śmierci Eugena i sekret jego czujnych, smutnych oczu. I nie odpuszcza, dopóki nie pozna prawdy.

Hakan Nesser jest autorem poczytnych kryminałów, nagradzanym , tłumaczonym i docenianym. Ale to przede wszystkim dobry pisarz, który świetnie zna i rozumie swoich bohaterów, nie pozwala, by „wymknęli” mu się i „rozmyli”.  Nesser potrafi precyzyjnie doprowadzić intrygę do końca, jednocześnie nie kładąc nacisku na jej rozwiązanie. Czytanie jego powieści to niezwykła przygoda. Nie przegapcie tej książki!

Hakan Nesser, „Oczy Eugena Kallmana”, Wyd. Czarna Owca 2017

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda. "Mistyfikator" Joanny Parasiewicz

Joanna Parasiewicz,
Joanna Parasiewicz, "Mistyfikator", Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Fascynująca opowieść o inności i odrzuceniu, lęku przed przemijaniem i maskach, za którymi każdy z nas się ukrywa. A także obraz codziennego życia w wielokulturowym Lwowie i ciemna strona Berlina lat 20., zwanego Sodomą i Gomorą Europy.

Joanna Parasiewcz w swojej nowej książce „Mistyfikator” snuje opowieść o Wiktorze Foglu, synu wariata i odmieńcu, wyśmiewanym z powodu nędznego pochodzenia oraz białej skóry i czerwonych oczu albinosa. Życie śmierdzącego zgniłą rybą sieroty z lwowskich podwórek zmienia spotkanie ze słynnym charakteryzatorem Miejskiego Teatru, który wprowadza go w tajniki kamuflażu,  a równocześnie uczy sztuki przetrwania w nieprzyjaznym świecie.

Pamiętaj, drogi Wiktorze, ludzie szukają dróg na skróty i często widzą to, co chcą zobaczyć. Albo to, co im umiejętnie pokażesz.
Wiktor Fogiel  z artyzmem tuszuje defekty urody i ściera upływ czasu z twarzy. Chce jednak czegoś więcej – chce czas oszukać…
Czas był pracodawcą Wiktora Fogla. Większość klientek zjawiała się w salonie o strzelistych oknach właśnie z jego powodu: pragnęły zetrzeć upływ czasu z więdnących twarzy, opadających powiek, kącików ust, szyi i policzków.
Wiktor Fogiel w poszukiwaniu lepszego życia opuszcza spalający się w ogniu narodowych ambicji Lwów i udaje się do Berlina – miasta rozpusty i dekadencji, domów uciech i kabaretów. Otacza go sława geniusza charakteryzacji i alchemika, który wynalazł eliksir młodej skóry. Dokąd zaprowadzą go podziw, pieniądze i namiętność…

- Do stworzenia historii Wiktora Fogla zainspirowała mnie broszurka wydana na potrzeby teatrów prowincjonalnych w XIX wieku – mówi Joanna Parasiewicz. - Był to wiekowy przewodnik po scenicznych makijażach i fryzurach. Instrukcje używania bielidła lub palonego korka, a także rady w temacie sztukowanych nosów z gipsu odsłaniały inny świat. Z praktyk i porad fachowców z wędrownych trup wyłaniał się teatr nieco inny, niż znamy. Pierwowzorem teatralnego wygi stał się Nikitin, Nikitin zaś potrzebował mieć czeladnika, ucznia, który w efekcie szybko przerósł mistrza…

Rozmawiamy z Joanną Parasiewicz, autorką „Mistyfikatora”, o czasie i jego przemijaniu, o talencie, który bywa błogosławieństwem i przekleństwem, a także o  miłości do wielokulturowego Lwowa i Berlina czasów swinga.

Cytując słownik, mistyfikacja to celowe wprowadzenie kogoś w błąd przez nadanie czemuś pozorów prawdy. Tym właśnie zajmuje się Wiktor Fogel, bohater Pani książki „Mistyfikator”?
Wiktor Fogel jest geniuszem charakteryzacji. Wykorzystuje swoje umiejętności, by ukryć czyjeś defekty bądź wydobywać piękno i im więcej wie, tym bardziej fascynuje go proces przeobrażania. Klientki czy pacjenci oddają się w jego ręce, ponieważ pragną czuć się lepiej w swojej skórze. A on akurat wyśmienicie potrafi im w tym pomóc.

Sławę i znaczenie buduje na ludzkim lęku przed przemijaniem, przed utratą młodości i urody?
Wiktor stał się poniekąd ofiarą fenomenalnego talentu. On nie łaknął sławy, ponieważ praca teatralnego charakteryzatora, przygotowanie aktora do roli, w zupełności go satysfakcjonowały. Jest taki moment w powieści, w którym Wiktor orientuje się, że jego umiejętności oferują mu pewną moc i możliwości, których nie miał wcześniej, niemniej do gigantycznej popularności przyczyniła się, jakbyśmy dziś powiedzieli, potrzeba rynku.

Czy rozpoczynając pracę nad książką, wiedziała Pani dokładnie, kim będzie i jak potoczą się jego losy, a może Wiktor Fogel wymknął się spod kontroli i kierował Pani „piórem”?
Zgodnie ze sztuką stworzyłam plan powieści wraz z rozpisaniem na role. Z czasem zauważyłam, że więcej energii pochłania mi planowanie niż samo pisanie. Zabrałam się więc za pisanie i wtedy o tym, co będzie dalej, decydowali już bohaterowie, których nagle dopuściłam do głosu.

Stworzyła Pani w powieści świat bez czerni i bieli, złożony, niejednoznaczny…
Moi bohaterowie kochają albo nienawidzą, bywają pełni sprzeczności i rzadko są „letni”. Targają nimi namiętności lub zwątpienie, niemal każdy kryje jakiś sekret. Jeśli przyznam, że inspirowało mnie życie, to będzie to tak banalne, jak najbardziej zgodne z prawdą.

Bohaterów „Mistyfikatora” łączy „trudny start”, doświadczenie inności i związanego z nim odrzucenia, determinacja w dążeniu do celu, pragnienie doskonałości... Istotą życia jest rozwój?
Wiktora i Lolę łączy talent, ale przede wszystkim zapał do tytanicznej pracy, która zmusza oboje do nieustannego doskonalenia umiejętności. Jedno w tej determinacji odnajduje sens życia, drugie zaś ukojenie.

Pasja i talent bywają błogosławieństwem i przekleństwem. Czym były dla Wiktora Fogla?
Pasja stała się dla Wiktora, chłopaka z dołów społecznych, przepustką do lepszego świata.

A miłość i namiętność?
Miłość i namiętność odkrył nieco później, ale to one wyzwoliły tę ciemną stronę geniuszu.

W Pani książce epizodycznie pojawia się wątek początków operacji zmiany płci i badań nad dysforią płciową. Czemu wydało się to dla Pani ważne?
Historia operacji zmiany płci jest młodą dziedziną. Niemniej, ponieważ powieść jest m.in. o pragnieniu przeobrażenia się i różnych przesłankach, jakie za tym stoją, a także o zmianie, która często oznacza trudne decyzje, niezrozumienie i poczucie wyobcowania, ten wątek naturalnie wpisywał się w moją opowieść.

Fascynująco opowiada Pani o Lwowie i Berlinie lat 20., które są tłem akcji „Mistyfikatora”. Dlaczego Lwów i Berlin, a nie na przykład Warszawa i Paryż?
Warszawa oraz Paryż są tłem akcji powieści „Uskrzydleni”, stąd wraz z „Mistyfikatorem” chciałam Czytelników zabrać do magicznego Lwowa i tętniącego dekadencją Berlina. Zarówno Berlin jak i Lwów są jednymi z moich genius loci i miastami, których klimat mnie urzeka. W Berlinie mam swoje ulubione miejsca, zaś Lwów jest w stanie oczarować każdego. Fascynuje mnie czułe piękno tego miasta, nostalgia, która unosi się między nadgryzionymi zębem czasu fasadami kamienic. Ta historia, która jest obecna na każdym kroku: na włazach studzienek z nazwami polskich firm sprzed wieku, misternym wykuszu nad oknem, podniszczonym witrażyku w bramie podwórka – studni, gdzie tak niedawno obchodzono jedne po drugich święta: katolickie, żydowskie i ewangelickie. Jest kilka miast, które kryją w sobie podobną magię i stąd staram się umieszczać tam akcję historii, żeby Czytelnika nimi zauroczyć i zaciekawić.

Codzienne życie „biednego Lwowa”, lwowscy artyści i ekscentrycy, ale też petersburska biała emigracja w Berlinie i tajemnice miasta świateł. Przedstawienie realiów wymagało zapoznania się z dokumentami, pamiętnikami…
Podczas pracy nad „Mistyfikatorem” wspomnienia i dokumenty dotyczące samego Lwowa urosły w stosik półmetrowej wysokości. Czytam sporo, niemniej zanim osadzę akcję w danym miejscu, muszę je odwiedzić osobiście. Czy jest to berliński Alexanderplatz, okolice Marmolady w austriackich Alpach - teatrum frontu pierwszej wojny czy wypalony ślad po Synagodze Złotej Róży we lwowskiej dzielnicy żydowskiej - potrzebuję poczuć klimat miejsca. Fabuła musi „siedzieć” w ówczesnych realiach. Równolegle zagłębiam się w ówczesną prasę i wspomnienia, korzystam z dobrodziejstw zagranicznych antykwariatów. To mrówcza praca, ale aby stworzyć wiarygodną scenę, potrzebuję wiedzieć, jakimi ulicami chodzą bohaterowie i jak wygląda okolica, co widzą z okna i co jedzą, a potem - gdzie się pójdą rozerwać? Dopiero gdy mam niezbędne szczegóły, konieczne rekwizyty, mogę zacząć opowiadać historię i tu jest prościej, bo ludzkie namiętności, obawy czy pragnienia są takie same, niezależnie od epoki i dekoracji.

W książce pojawia się cała plejada postaci, w tym kobiet, wykraczających poza przeciętność lub wyrzuconych na margines z powodu ułomności czy sposobu życia. Co Panią inspirowało?
Każdą postać lepię z kawałków, np. zaczynam od znaków szczególnych - tembru głosu czy dziwactw i nigdy nie jest to ktoś, kogo osobiście znam. Pracując nad bohaterem, nawet tym z trzeciego planu, dużo o nim myślę, a gdy już umiem długo o nim opowiadać, osadzam w wybranym kontekście, gotowych dekoracjach i zestawiam z innymi. Obserwuję, jakie interakcje zachodzą. To prawda, że nikt nie jest do końca dobry ani skończenie zły, ponieważ wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się znajdzie, i jakiej naturze pozwoli wówczas dojść do głosu.

Czym dla Pani jest pisanie?
Pisanie jest moim sekretnym sposobem na podróże w czasie. Jest także życiową potrzebą, ponieważ ktoś kiedyś stwierdził, że zawsze pojawi coś do opisania, jakaś opowieść do podzielenia się. Jako opowiadacz historii mam w sobie potrzebę eksponowania tematów, które są niepopularne albo przykurzone. Stąd wielka wojna i początki lotnictwa w „Uskrzydlonych” i stąd na przykład Lwów, o którym mogłabym mówić bez końca. A że stale odkrywam takie arcyciekawe miejsca i zapomniane historie, to mam ochotę dalej pisać.

Jeszcze w tym roku ukaże się Pani kolejna książka. Uchyli pani rąbka tajemnicy?
Z przyjemnością. Nakładem Wydawnictwa Szara Godzina ukaże się historia żydowskiej baletnicy, tancerki prestiżowej berlińskiej szkoły w przededniu piekła nazizmu. Tę historię dawno temu usłyszałam od mojej przedwojennej cioci i miałam takie postanowienie, aby kiedyś opowiedzieć o Malce Freiman.

Joanna Parasiewicz absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistka prawa międzynarodowego. Frankofilka i wielbicielka kultury żydowskiej. Na co dzień zajmuje się działaniami promocyjno-marketingowymi jednej ze spółek technologicznych. Teksty jej autorstwa publikowane są w mediach biznesowych i branżowych. „Mistyfikator” to kolejna książka w jej dorobku po „Uskrzydlonych”, powieści historycznej o pierwszych lotnikach i czasach Belle Époque. 

„Mistyfikator” Joanny Parasiewicz ukaże się nakładem Wydawnictwa Szara Godzina 15 lutego 2021 r. Powieść będzie dostępna w internetowych i stacjonarnych księgarniach w całej Polsce. Poniżej fragment książki.

Joanna Parasiewicz, 'Mistyfikator', Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe) Joanna Parasiewicz, "Mistyfikator", Wydawnictwo Szara Godzina. (Fot. materiały prasowe)

O czym marzysz, Wiktorze? Siny kłąb dymu leniwie rozpuszczał się w powietrzu i pokój wypełniał słodkawy zapach. – Ja wiem o czym – odpowiedziała, nie czekając na odpowiedź. – Marzysz o lepszym życiu, prawda? Jak każdy, ale nie każdy potrafi o to tak uparcie walczyć. – Posłała mu uśmiech kota z Cheshire. – Uwierz mi, znam wielu mężczyzn, ale rzadko spotykam takich, którzy naprawdę wiedzą, czego chcą od życia.

Wracając, chciał zajrzeć do madame Passerman, ale w pracowni gorsetów, podobnie jak w antykwarni Icka Szrajera, zakładzie jubilerskim Zimmermana i kaszarni Zalcmana, wszystkie drzwi i okna straszyły zabite na głucho nieheblowanymi deskami. Ktoś coś na nich obelżywego napisał, ktoś coś obelżywego wymalował. Wtedy Wiktor po raz pierwszy pomyślał, że to miasto przestało być jego i że zaczynało brakować mu powietrza. Na placach czuwały opancerzone pojazdy, których nikt tu wcześniej nie widział, wciąż przybywało mundurów ukraińskich i mundurów polskich. Przeklinano po ukraińsku i bluzgano po polsku, śpiewano Szcze ne wmerła Ukrajiny ni sława, ni wola, gdzie indziej grzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Na słupach i latarniach plakaty wzywały do obrony polskiego miasta, a obok po ukraińsku do odbicia spod jarzma Poljaków jedynej ojczyzny. Trwała próba sił.

To miasto było inne. Po wielkiej wojnie Berlin kipiał werwą niczym młody kleryk, który drapnął z klasztoru przed ceremonią obłóczyn. Nagle wolny, pełen buzujących pragnień, z szalonym apetytem po nużącym poście. Berlin chwytał życie łapczywie i bliżej mu było do żywiołowej natury Fanny niż ostrożnej melancholii Loli. Powietrze nasycała tu elektryczność spieszących tramwajów i pulsujących reklam. Hałasowały piętrowe autobusy i setki automobili, a granat nocy rozpalały jaskrawe neony. W nocy zresztą mało kto spał, ponieważ zdawała się niespokojna, migotliwa, wciąż było za głośno i zbyt intensywnie. Radośnie.

  1. Kultura

Najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych, które warto przeczytać

Polecamy najlepsze powieści obyczajowe  - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Polecamy najlepsze powieści obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wielowątkowe historie, wzbudzające cały wachlarz emocji oraz ciekawi bohaterowie i ich przeżycia, które mogłyby się przytrafić każdemu z nas. Powieści obyczajowe pokocha każdy, kto chce oderwać się od swojej szarej codzienności w inną, mniej lub bardziej, szarą codzienność. Polecamy dobre książki obyczajowe - 5 nowości wydawniczych. 

"Zjadacz czerni 8" Katarzyna Grochola

Katarzyna Grochola, 'Zjadacz czerni 8', Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe) Katarzyna Grochola, "Zjadacz czerni 8", Wydawnictwo Literackie. (Fot. materiały prasowe)

Najlepsze książki obyczajowe - jaki autor jako pierwszy przychodzi na myśl? Z pewnością Katarzyna Grochola! Jej najnowsza powieść "Zjadacz czerni 8", która swoją premierę będzie miała 10 lutego, to historia oczywiście o miłości. Misterna mozaika postaci, miejsc i zdarzeń. Zaskakujący splot ludzkich losów, których tylko z pozoru nic nie łączy. I ON – zjadacz czerni. I tajemnicze 8. Historie bohaterów łączą się we wzór, który dla nich pozostaje nierozpoznany, a mimo to ma sens, jak wiele sytuacji, miejsc i zdarzeń w naszym życiu. Miłość nie jest jednowymiarowa, określona i zamknięta w ramie. Nie sprowadza się tylko do tęskniących za czułym dotykiem kochanków. Jest szansą na człowieczeństwo, mimo wszystko i na przekór. I jeśli podejmiemy próbę zrozumienia drugiego człowieka, może zdarzyć się cud. I o tym jest ta poruszająca powieść obyczajowa. O tęsknocie, nadziei i głębokim sensie przypadków, za które nie zawsze jesteśmy wdzięczni losowi.

"Droga, którą przeszłam" Agata Przybyłek

Agata Przybyłek, 'Droga, którą przeszłam', Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe) Agata Przybyłek, "Droga, którą przeszłam", Wydawnictwo Czwarta Strona. (Fot. materiały prasowe)

"Zamruczę ci" Agata Bieńko

Agata Bieńko, 'Zamruczę ci', Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe) Agata Bieńko, "Zamruczę ci", Wydawnictwo Kobiece. (Fot. materiały prasowe)

Pod kołami samochodu Pauli ginie czarny kot, któremu niechcący odebrała ostatnie – siódme – życie. Właścicielka kota, stara cyganka, rzuca na dziewczynę klątwę. Z początku ta nic sobie z niej nie robi, jednak po roku ma za sobą trzy nieudane związki, niezliczone kłótnie, a do tego jej młodsza siostra właśnie planuje ślub! Nawet jej najlepsza przyjaciółka i współlokatorka Zosia, która „zna się na takich rzeczach”, niewiele może zdziałać. Grzegorz jest cenionym i zabójczo przystojnym ginekologiem mającym wokół siebie wianuszek kobiet także po pracy. To typowy gracz, który nie potrafi i nie chce zaangażować się w poważny związek. Dla Pauli miał być przygodą na jedną noc pozwalającą chociaż na chwilę odpędzić jej ponure myśli. Los jednak sprawia, że ciągle na siebie wpadają, mimo tego, że kompletnie nie potrafią się dogadać. Grzegorz nie zamierza stracić z oczu pięknej Pauli, a ta planuje wykorzystać go w nieustającej wojnie z matką, która nie chce dać jej spokoju. "Zamruczę ci" to powieść obyczajowa z przymrużeniem oka i nutką erotyzmu.

"Rozmowy z przyjaciółmi" Sally Rooney

Sally Rooney, 'Rozmowy z przyjaciółmi', Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe) Sally Rooney, "Rozmowy z przyjaciółmi", Wydawnictwo W.A.B. (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza powieść Sally Rooney, irlandzkiej pisarki, której międzynarodową sławę przyniosła książka "Normalni ludzie", na podstawie której powstał serial dostępny na platformie HBO. "Rozmowy z przyjaciółmi" to pozycja na pograniczu powieści obyczajowej i literatury pięknej. Mieszkająca w Dublinie Frances ma dwadzieścia jeden lat i chłodny umysł obserwatorki. Jest studentką i początkującą pisarką; ze swoją najlepszą przyjaciółką i byłą dziewczyną Bobbi występuje na slamach poetyckich. Przypadkowa znajomość z Melissą, popularną dziennikarką, której mąż Nick jest aktorem, otwiera im drzwi do świata pięknych domów, hałaśliwych przyjęć i wakacji w Bretanii. Gdy Frances i Nick niespodziewanie zbliżają się do siebie, błyskotliwa i stroniąca od uczuć Frances musi po raz pierwszy zmierzyć się ze swoimi słabościami. Premiera książki odbędzie się 24 lutego.

"Powrót" Nicholas Sparks

Nicholas Sparks, 'Powrót', Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe) Nicholas Sparks, "Powrót", Wydawnictwo Albatros. (Fot. materiały prasowe)

Nicholas Sparks - mistrz romantycznych historii oraz autor, którego praktycznie każda pozycja reprezentuje najlepsze książki obyczajowe. Jego najnowsza powieść "Powrót" utrzymana jest w duchu "I wciąż ją kocham" i "Pamiętnika". Ukrywający się przed światem lekarz i dwie kobiety, których sekrety zmienią jego życie… Trevor Benson nie zamierzał wracać do miasteczka New Bern w Karolinie Północnej. Głównie dlatego, że nie przewidywał, że podczas misji wojskowej, gdzie był lekarzem, dojdzie do tak strasznego wypadku jak ten, w którym został ranny. A wtedy stara, odziedziczona po dziadku chata, wydała mu się idealnym schronieniem. Trevor zdecydowanie nie przewidywał też, że w New Bern znajdzie kogoś, kto poruszy jego serce. Kiedy jednak spotyka Natalie, zastępczynię miejscowego szeryfa, nie może przejść obok niej obojętnie. Ale nawet gdy wydaje się, że Natalie odwzajemnia jego uczucia, nadal pozostaje zadziwiająco odległa… A Trevor zastanawia się, co kobieta ukrywa. Jego pobyt w New Bern dodatkowo komplikuje obecność ponurej nastolatki, Callie, która mieszka w przyczepie kempingowej przy drodze. Trevor ma nadzieję, że Callie wie coś o tajemniczej śmierci jego dziadka i za wszelką cenę próbuje wyciągnąć od niej wskazówki, które mogłyby rzucić na nią nowe światło. Nieustępliwa chęć poznania prawdy pozwoli Trevorowi zrozumieć prawdziwe znaczenie miłości i przebaczenia. I da mu ważną lekcję – o tym, że w życiu, aby iść naprzód, często musimy wrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.

  1. Kultura

Autor kryminałów Bernard Minier o swoich książkach i procesie twórczym

Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Francuski pisarz kryminałów Bernard Minier zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu. (Fot. Joel Saget/AFP/East News)
Bernard Minier, autor serii kryminałów o komendancie Martinie Servazie w roli głównej, kładzie duży nacisk na prawdopodobieństwo wydarzeń. Każdą powieść dokładnie dokumentuje, a szczegóły śledztwa omawia z policjantami. Pytamy go o wydaną ostatnio „Dolinę” oraz o to, jak jego bohater i cała Francja zmieniły się przez dekadę, która upłynęła od premiery pierwszej części cyklu.

„Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe) „Dolina” to siódma część cyklu kryminałów Bernarda Miniera z komendantem Martinem Servazem w roli głównej (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). (Fot. materiały prasowe)

W pańskich książkach mamy całą plejadę złożonych charakterów i temperamentów. Począwszy od głównego bohatera – komendanta Martina Servaza. Czytelnicy musieli czekać prawie osiem lat, żeby poznać jego historię. Czy pan od początku wiedział, jaki dokładnie będzie, czy także ewoluował on w pańskiej wyobraźni?
Jeśli dobrze pamiętam, bo seria ma już 10 lat, przeszłość Servaza została przywołana już w pierwszej książce z cyklu, „Bielszy odcień śmierci”. Dowiadujemy się tam, że jego rodzice już nie żyją, zresztą matka zmarła w dość przerażających okolicznościach. To stało się bez wątpienia traumą towarzyszącą bohaterowi przez całe życie, bo nigdy tak do końca nie wyrastamy z dzieciństwa, zwłaszcza po takich doświadczeniach. Oczywiście Servaz ewoluuje w miarę rozwoju fabuły, nie przygotowałem dla niego ścieżki rozwoju, bo nie planuję dokładnie, co będzie w kolejnych książkach. To zależy także w dużej mierze od osób, które spotyka na swojej drodze, jak w ostatnio wydanej „Dolinie”, gdzie wreszcie u jego boku pojawia się kobieta, Léa. To tak jak w życiu, nie wiemy, co przydarzy się nam jutro, kogo poznamy, w którą stronę skręcimy. I staram się zachować taką spontaniczność i pewną niewiadomą także w powieściach. Wracając do naszego bohatera, to od czasów „Kręgu” wiemy także, jak skończył jego ojciec, który nigdy nie doszedł do siebie po śmierci żony. Wpadł w alkoholizm i popełnił samobójstwo. To syn znalazł jego ciało. Czyli historię Servaza znamy tak naprawdę dość dobrze od dawna.

Tak, ale dopiero w „Siostrach” poznajemy początki jego kariery.
Owszem, w pierwszej części powieści jesteśmy świadkami pierwszego śledztwa, w którym uczestniczy Servaz. Zresztą jego zawodowym mentorem jest dość niepoprawny policjant, cierpiący na pewną odmianę borderline. Servaz – co zawsze podkreślam – to ktoś zwyczajny, normalny, kto zostaje skonfrontowany z nadzwyczajnymi okolicznościami. Chciałem w ten sposób uniknąć, mówiąc w dużym uproszczeniu, stereotypowego bohatera kryminału, czyli detektywa pijaka, przemocowego, który ciągle balansuje na krawędzi. Nie, Servaz jest kimś, kogo moglibyśmy mieć w rodzinie czy wśród przyjaciół. Czytelnik mógłby powiedzieć, że zna kogoś takiego. Mimo to oczywiście jest stawiany w sytuacjach, które same z siebie popychają go do ostateczności. Praca w policji, zwłaszcza w wydziałach kryminalnych, pozwala poznać najbardziej brutalną i mroczną część natury ludzkiej, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na osobowość. Nie można się nie zmienić, pozostać nienaruszonym, pracując przez lata w takich warunkach.

Jednak pański bohater zachowuje dużo wrażliwości. Kobieta, z którą spotyka się w „Dolinie”, jest lekarką, pracuje na oddziale dziecięcym, gdzie spotyka się z wszelkimi odmianami cierpienia. Martin zastanawia się, jak Léa jest w stanie to znieść, choć przecież jako policjant wiele widział.
Mimo że sami możemy unieść pewne rzeczy, zastanawiamy się, jak inni to robią. Martin kocha tę kobietę, a kiedy kogoś kochamy, bardziej niepokoimy się o niego niż o siebie samych. Léa jest silna, stanowi dla Martina opokę, punkt zaczepienia. Ma wreszcie kogoś, na kim może się oprzeć. I dlatego myśli: „ja dam radę, ale jak ona może znieść takie rzeczy?!”. Nie uważam się za kogoś nadwrażliwego, jednak, myśląc o lekarzach w szpitalach dziecięcych, zastanawiam się, jak oni są w stanie być świadkami takiego cierpienia, dzień po dniu. To wymaga bardzo silnej konstrukcji psychicznej.

W otoczeniu Servaza jest wiele innych silnych kobiet.
To nie było zamierzone, w trakcie pisania zorientowałem się, że w książce jest sporo silnych postaci kobiecych, które pojawiły się spontanicznie. W „Dolinie” mężczyźni są słabsi od kobiet, to one nadają kierunek wydarzeniom. Mamy Irène z żandarmerii, którą znamy z „Bielszego odcienia śmierci”, jest pani mer miasteczka, która o nie walczy,  jest Léa, która wspiera Servaza. Sam znam wiele silnych kobiet, jednak nie chcę w żaden sposób generalizować, bo literatura opiera się na jednostkach, ich życiu społecznym, prywatnym, intymnym. A jednostki to przeciwieństwo ogółu. To one zwyciężają w powieściach.

Jednostka żyje w społeczeństwie, w określonym środowisku. Życie bohaterów „Doliny” też jest zanurzone w rzeczywistości. Porusza pan aktualne problemy społeczne we Francji, jak agresja wobec policji, dewastowanie kościołów.
Chciałem przedstawić, co zresztą znajdzie się także w kolejnej części cyklu, którą właśnie piszę, obraz dzisiejszej Francji. Nie zapominajmy, że pod koniec 2018 roku i w 2019 roku przeżyliśmy bardzo poważny kryzys społeczny, nazywany ruchem żółtych kamizelek. Demonstracje w całym kraju obywały się w weekendy przez całe miesiące. W Paryżu doszło do zamieszek, zniszczono Łuk Triumfalny, Pola Elizejskie. Manifestacja mieszkańców zamkniętej doliny, którzy zaczynają się burzyć, to odbicie tych wydarzeń.

Zależy panu, żeby fikcja była silnie osadzona w rzeczywistości, a czy także z punktu widzenia geografii? Dorastał pan w Pirenejach, czy dobrze zna pan okolice, o których pisze, czy to raczej wytwór wyobraźni?
Bardzo dobrze znam Pireneje, u ich podnóży spędziłem pierwsze 18 lat życia. Studiowałem w Tuluzie, często tam wracam, znam tamtejszą komendę, regularnie spotykam się z miejscowymi policjantami. Często wymyślam miejsca, które nie istnieją, ale są podobne do prawdziwych, ponieważ te nigdy do końca nie odpowiadają moim potrzebom. Puszczam wodze wyobraźni, ale zawsze na bazie tego, co istnieje w naturze. Na przykład elektrownia wysoko w górach, która pojawiła się w „Bielszym odcieniu śmierci” funkcjonuje naprawdę, jednak gdzie indziej. Generalnie bardzo inspiruję się rzeczywistością, tyle że potem robię syntezę.

Zanim zaczął pan pisać, pracował pan w urzędzie celnym. Czy tamte doświadczenia przydają się jakoś w pisaniu?
Nie, w żaden sposób się do nich nie odnoszę. Przede wszystkim dlatego, że to zupełnie inny rodzaj pracy, inne uprawnienia. A poza tym działanie policji bardzo zmieniło się od tego czasu. To część administracji, która przeszła największą transformację. Widać to bardzo dobrze w „Siostrach”, które toczą się w dwóch epokach. Pierwsza część to lata 90., kiedy śledztwa były bardziej tradycyjne – są przesłuchania, przyznanie do winy. Natomiast w drugiej, rozgrywającej się obecnie, liczą się przede wszystkim ślady DNA, nagrania z kamer czy analiza połączeń komórkowych.

Pracuję w ten sposób, że zbieram informacje, robię dokumentację, rozmawiam z aktywnymi policjantami, pytam ich o szczegóły, które planuję, a oni mi mówią, czy to jest możliwe, czy nie. A jeśli jest możliwe, to jak to przeprowadzić. W „Dolinie” na przykład opisuję przesłuchanie przed komisją dyscyplinarną w policji. I w rzeczywistości wygląda ono tak jak w książce, rozmawiałem z policjantami, którzy mają za sobą takie przesłuchania, i opowiadali mi szczegółowo, jak wygląda procedura i jak silnej przemocy psychicznej byli poddawani. Panuje atmosfera strachu. Odniesienie do faktów jest dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza jeśli chodzi o śledztwo.

A na czym polega relacja policji i żandarmerii? W Polsce nie mamy takiego rozróżnienia, a w pańskich powieściach pojawia się rodzaj napięcia między nimi.
W uproszczeniu policja działa w miastach, żandarmeria – na wsiach, choć są od tego wyjątki. I jeszcze do niedawna jedni podlegali pod ministerstwo spraw wewnętrznych, drudzy – pod ministerstwo obrony. Zdarzają się wspólnie prowadzone śledztwa, ale w zasadzie obie służby bardzo ze sobą rywalizują i wzajemnie opowiadają kawały o sobie. Żandarmi to wojskowi, są postrzegani jako bardziej zdyscyplinowani, dwa najbardziej znane dziś laboratoria są w strukturach żandarmerii, nie policji. Jeśli w powieściach − co podkreślam − policja jest postrzegana lepiej, to dlatego, że żandarmeria mimo wszystko zachowuje image z czasów Louisa de Funèsa i żandarmów z Saint-Tropez sprzed 50 lat. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale pokutuje.

Wracając do „Doliny”, to mam wrażenie, jakby Servaz odnalazł wreszcie trochę spokoju, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi powieściami, gdzie cały czas się o niego bałam, z pewnością nie jako jedyna. Bo co jeszcze mu się przydarzy...
Oczywiście musi przejść swoje, ale zaczyna żyć spokojniej. Ma koło siebie synka Gustava, więc zajmuje się chłopcem, co składa na niego nową odpowiedzialność, poza tym jest Léa. Tak, mniej się boi, jest mniej samotny. Wcześniej był jak pies czy kot bez właściciela, sam postrzegał siebie jak bezdomne zwierzę. Chciałem dać mu towarzyszkę, dom, trochę życia rodzinnego. Dlatego też, że nie mam ochoty pisać ciągle tego samego, ale i − jak powiedziałem – w życiu wszystko się zmienia i tak musi być też w książkach.

Rzeczywiście, od kiedy się pojawił, minęła dekada.
I nie można zapominać, jak bardzo zmieniła się przez te lata Francja. To już nie ten sam kraj, co w „Bielszym odcieniu śmierci”. Tytułowa „Dolina” to swoisty mikrokosmos, w którym są i piekarnia, i księżna de Guermantes. Odzwierciedla podzieloną Francję, w której społeczeństwo jest rozrywane z każdej strony. Mnożą się podziały społeczne, religijne, polityczne, to zresztą nie tylko problem Francji.

Zawsze zazdrościłam Francuzom umiejętności spokojnego dyskutowania mimo dzielących ich różnic.
To się skończyło. Widać to na przykładzie coraz bardziej agresywnych manifestacji czy w Internecie. W mediach społecznościowych pojawiają się tylko przeciwstawne wizje świata, kiedy ktoś wyraża jakąś opinię, jest dosłownie rozszarpywany przez tych, którzy myślą inaczej. Nie ma mowy o dialogu, od razu pojawiają się groźby, obelgi. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce...

Podobnie, co oczywiście nie jest żadnym pocieszeniem. Powiedział pan, że pisze kolejną książkę. Czy będzie się odnosić do czasów pandemii?
Tak, toczy się obecnie, podczas drugiej fali lockdownu we Francji. Wszyscy noszą maseczki, zatem i policjanci. Oczywiście nie bez przerwy, ale często, i podczas pisania uświadomiłem sobie, jakie to rodzi trudności. Wcześniej pisałem na przykład, że ktoś się uśmiechnął, a dziś nie mogę, bo przecież ukrywa to pod maską. Pozostaje tylko kontakt wzrokowy.

I kiedy ta powieść się ukaże?
Wiosną 2021 roku, kiedy będziemy już po drugiej fali.

„Dolina” także miała się ukazać wczesną wiosną, ale premiera została przesunięta.
Tak, ale miałem dużo szczęścia, bo sezon był bardzo krótki. Książka wyszła w maju jako pierwszy tytuł autora bestsellerów, zaraz po zakończeniu izolacji. Nie wiem, jak w Polsce, bo na przykład w Hiszpanii było inaczej, ale we Francji ludzie się wprost rzucili do księgarń. Pewnie już ich zmęczyło oglądanie seriali, więc sprzedaż książek była bardzo dobra. I to trwało przez całe lato, ale jesień znów przyniosła zamknięcie księgarń, więc premiery wrześniowe nie miały tyle szczęścia. A książka ma bardzo krótki żywot, nie da się już tego nadrobić.

Bernard Minier, francuski pisarz kryminałów. Zadebiutował w 2011 roku bestsellerową powieścią „Bielszy odcień śmierci”, w której powołał do życia komendanta Martina Servaza. „Dolina” to siódma część cyklu (wszystkie ukazały się nadkładem wyd. Rebis). W 2019 roku Minier został laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

  1. Kultura

Paszporty Polityki 2020. Oto najciekawsze osobowości minionego roku

Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Dziś wieczorem po raz 28. wręczono Paszporty Polityki, jedne z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród w świecie kultury. Kogo wyróżniono w tym roku? Prezentujemy pełną listę laureatów. 

Paszporty Polityki to prestiżowa nagroda przyznawana przez tygodnik "Polityka" od 1993 roku. Wymyślił ją wieloletni szef działu kultury Zdzisław Pietrasik. Od 28 lat wręczana jest każdego roku młodym twórcom za wybitne osiągnięcia artystyczne. Artyści nagradzani są w następujących kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna oraz, od 2016 roku, kultura cyfrowa. Od 2002 roku przyznawana jest także nagroda specjalna dla Kreatora Kultury. To wyróżnienie otrzymują osoby lub instytucje, które w sposób szczególny i niestandardowy przyczyniają się do krzewienia kultury polskiej w kraju i na świecie. W tym roku ogłoszono również wyjątkową Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna 2020. Wszystkich laureatów wyłania specjalna kapituła składająca się z dziennikarzy tygodnika "Polityka".

Tegoroczna edycja Paszportów Polityki z pewnością przejdzie do historii. Większość zaplanowanych na 2020 rok wydarzeń kulturalnych odwołano, przesunięto, a w najlepszym razie przeniesiono do sieci. Ucierpieli zatem wszyscy zatrudnieni w tej branży ludzie. Najbardziej – ci najmniej widoczni. Wśród artystów szczególnie mocno dotknięci zostali debiutanci wchodzący do rywalizacji o uwagę w potrzaskanym sezonie oraz ci, którzy są w najlepszym momencie swojej kariery, a ich najwybitniejsze osiągnięcia trafiają do zamrażarki albo prezentowane są na sali z ograniczoną widownią. Widząc, w jak dramatycznej sytuacji są twórcy kultury, tygodnik "Polityka" postanowił zatem  podwyższyć finansowy wymiar nagrody i po raz pierwszy w historii przyznać w tym roku paszportowe „diety” nie tylko nagrodzonym, ale również nominowanym we wszystkich kategoriach.

Wśród nominowanych do Paszportów Polityki w 2020 roku znaleźli się:
  • film: Jan Holoubek, Maciej Cuske, Piotr Domalewski;
  • teatr: Maciej Pesta, Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima, Teatr 21;
  • literatura: Igor Jarek, Mira Marcinów, Patrycja Sikora;
  • sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas, Karol Palczak, Joanna Piotrowska;
  • muzyka poważna: Ania Karpowicz, Krystian Lada, Martyna Pastuszka;
  • muzyka popularna: 1988 (Przemysław Jankowiak), Marek Pędziwiatr, duet Siksa;
  • kultura cyfrowa: Different Tales, One More Level, Ovid Works.

Nazwiska zwycięzców ogłoszono 26 stycznia 2021 roku, podczas gali transmitowanej na żywo przez telewizję TVN. Wręczenie nagród ze względów bezpieczeństwa odbyło się bez udziału publiczności i mediów.

Paszporty Polityki 2020. Najciekawsze osobowości minionego roku według tygodnika "Polityka"

Film: Piotr Domalewski

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, aktor (rocznik 1983). Pochodzi z Łomży. Ukończył z wyróżnieniem Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie oraz reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zaczynał jako aktor Teatru Wybrzeże, grając m.in. w spektaklach Anny Augustynowicz. Występował na deskach Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu oraz w warszawskim Teatrze Roma. W 2017 roku jego pełnometrażowy debiut reżyserski „Cicha noc” (na podstawie własnego scenariusza) zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, 10 Orłów i był nominowany do Paszportu Polityki. „Jak najdalej stąd” potwierdza jego autorską oryginalność, wyrażając zbiorowe odczucia Polaków AD 2020.

Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Teatr: Justyna Sobczyk (Teatr 21)

Aktorami Teatru 21 są osoby z zespołem Downa i autyzmem. Bazując na własnych doświadczeniach, poddają krytycznej analizie status prawny i społeczny osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Unikatowym treściom towarzyszy równie oryginalna forma, co razem uczyniło z Teatru 21 jedną z najbardziej cenionych grup teatralnych w kraju. Powstała w 2005 roku, ma na koncie kilkanaście różnorodnych, nierzadko brawurowych i dowcipnych spektakli, wyreżyserowanych przez swoją założycielkę Justynę Sobczyk i zrealizowanych z różnymi instytucjami i artystami. Od 2020 roku Teatr 21 prowadzi Centrum Sztuki Włączającej – społeczną instytucję kultury poświęconą twórczości artystów z niepełnosprawnościami i włączaniu w pole sztuki, kultury i nauki różnorodnych grup społecznych.

Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Literatura: Mira Marcinów

Filozofka i doktor psychologii. Urodziła się w 1985 roku w Szczecinku. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W 2017 roku ukazał się tom 1. jej „Historii polskiego szaleństwa”. Wcześniej opublikowała „Na krawędzi wolności: szaleństwo jako wybór w filozofii Henryka Struvego” i – wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim – „Niezabliźnioną ranę Narcyza: dyptyk o nieświadomości i początkach polskiej psychoanalizy”. Rok temu została finalistką Nagrody Naukowej Polityki, a w tym roku otrzymała nominację za swój debiut prozatorski „Bezmatek” (wyd. Czarne), napisaną wyjątkowym, zarazem dzikim i precyzyjnym językiem opowieść o relacji córki i matki.

Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas

Mówi o sobie, że ma trzy tożsamości: artystki, Polki i Romki. I ta ostatnia, konsekwentnie znajdująca wyraz w jej sztuce, ujmuje widzów swą autentycznością. Urodziła się w 1978 roku, ukończyła ASP w Krakowie i po studiach powróciła w rodzinne strony; mieszka w Czarnej Górze, na granicy Spisza i Podhala. Z czasem wypracowała własny, charakterystyczny styl malarski charakteryzujący się bogactwem wyrazistych kolorów, mnogością ornamentów, dekoracyjnością, czerpiącą z etnograficznego dorobku wspólnoty. A równocześnie są to prace niezwykle narracyjne, niemal reporterskie sceny rodzajowe z życia rodziny, sąsiadów, romskich społeczności.

Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka poważna: Ania Karpowicz

Flecistka i organizatorka. Urodzona w 1983 roku w Warszawie, studiowała w Łodzi i Detmold. W latach 1999–2015 nagradzana na ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach. W latach 2006–2008 członkini European Union Youth Orchestra. W 2013 roku założyła kooperatywę muzyczną Hashtag Ensemble; zespół występuje na większości festiwali nowej muzyki w Polsce. Inicjowała szereg koncertów i festiwali, w tym WarszeMuzik, w ramach którego na podwórkach kamienic–ostańców getta warszawskiego grane są utwory kameralne kompozytorów – Żydów polskich. Jako solistka w swoim repertuarze kładzie szczególny nacisk na muzykę XX i XXI w. Angażuje się też w promocję twórczości kobiet.

Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka popularna: Siksa

Duet określany często jako punkowo–performerski, utworzony w 2014 roku przez wokalistkę, aktorkę i poetkę Alex Freiheit oraz basistę Buriego. Grupę założyli w Toruniu, mieszkają w Gnieźnie, a zagrali wspólnie ponad 250 koncertów w całej Polsce i za granicą. Ich występy to monologi Alex na tle przesterowanej gitary basowej. W interakcji z publicznością nabierają oryginalnych walorów dramatycznych. Nominację przyniósł im najnowszy album „Zemsta na wroga”, jak poprzednie podejmujący tematy seksistowskiej opresji. W proroczo gorącym, prowokującym, niestroniącym od wulgaryzmów stylu konfrontuje perspektywę feministyczną z postawami prawicowego radykalizmu.

Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Kultura cyfrowa: Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales)

W deklaracji, jaką niesie nazwa studia Different Tales, nie ma cienia przesady. To są rzeczywiście Inne Opowieści. Odmienne formą, jak i intencją, od tradycyjnych gier wideo – to interaktywna proza, ilustrowana statycznymi głównie obrazami, z dźwiękowym pejzażem w tle. Jak znakomite rezultaty można osiągnąć, podążając tą ścieżką, dowodził już debiut studia: „Wanderlust: Travel Stories”, który zaowocował nominacją do Paszportów w roku ubiegłym. Tym razem o nominacji przesądziła opowieść „Werewolf: The Apocalypse – Heart of the Forest”, historia studentki z USA, która przybywa do Puszczy Białowieskiej w poszukiwaniu swoich korzeni.

Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna otrzymał Artur Liebhart, dyrektor Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, natomiast tytuł Kreatora kultury przyznano Bożenie i Lechowi Janerkom. 

  1. Kultura

Książki, na które czekamy w 2021 roku

10 książek, na które czekamy w 2021 roku. (Fot. materiały prasowe)
10 książek, na które czekamy w 2021 roku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Literatura pomaga przetrwać nawet najtrudniejsze czasy. Bieżący rok będzie obfitował w nowości wydawnicze, na które warto zwrócić uwagę już teraz. Przedstawiamy nasz wybór 10 książek, na które czekamy w 2021 roku. Od fascynujących biografii, poprzez powieści i opowiadania, aż po ważne książki o tematyce ekologicznej i feministycznej. 

"Ziemia obiecana" Barack Obama, Wydawnictwo Agora

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

To bezapelacyjnie jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Książka, która w Stanach Zjednoczonych tydzień po premierze sprzedała się w 1,7 mln egzemplarzy. "Ziemia Obiecana" to autobiograficzna książka Baracka Obamy, pierwszego czarnoskórego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Barack Obama jest człowiekiem bardzo otwartym. To polityk dojrzały, którego ukształtowały różne sytuacje, z którymi przyszło mu zmierzyć się podczas piastowania najwyższego stanowiska w Białym Domu. Jako prezydent Stanów Zjednoczonych przeszedł ogromną przemianę. Z młodego, poszukującego własnego miejsca na arenie politycznej człowieka zmienił się w przywódcę światowej potęgi. To autobiograficzna, refleksyjna, a miejscami bardzo osobista historia – wycinek z życia Baracka Obamy. Polskie wydanie książki ukaże się 17 marca nakładem Wydawnictwa Agora.

Sigrid Nunez, "Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag", Wydawnictwo Pauza

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

"Mój rok relaksu i odpoczynku" Otessy Moshfegh był jedną z najpopularniejszych książek w okresie pandemii. Tym razem Wydawnictwo Pauza wyda zbiór jej opowiadań. „Tęsknota za innym światem” ukaże się najprawdopodobniej w maju. To trzecia książka amerykańskiej pisarki, która ukaże się w polskim tłumaczeniu. W 2015 roku pisarka znalazła się w finale Nagrody Bookera za powieść „Byłam Eileen”.

"Dzienniki 1956-1958" Agnieszka Osiecka, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Na każde wydanie "Dzienników" Agnieszki Osieckiej czekam równie niecierpliwie. "Dzienniki 1956-1958" to ostatni tom jej młodzieńczych zapisków autobiograficznych. To świadectwo pokolenia ogołoconego przez okupację i stalinizm z dziecięcej beztroski, to wypowiedź dziewczyny, która straciwszy najlepsze lata na zebraniach ZMP-owskich, bardzo nie chciała, a w końcu też nie umiała dorosnąć. "Jestem młodą kobietą, a koło mnie tylu jest zmarłych, jakby przetoczyło się przez moje łóżko powstanie listopadowe" - pisała Osiecka. W zapiskach autobiograficznych z lat 1956–1958 i z 1970 roku Agnieszka Osiecka dokonuje bezlitosnej autoanalizy i psychoanalizy własnego pokolenia. Rozlicza się ze światem, stawia sobie niewygodne pytania, nie unika gorzkich diagnoz, wreszcie też – pisze testament. I nie są to gesty jednokrotne, tylko "typowe" dla niej sposoby rozładowywania napięcia i radzenia sobie z bólem i smutkiem. Lata 1957 i 1970 to dla autorki "Okularników" czasy szczególnie trudne - szósty tom dzienników i zapisków zbiera życiowe doświadczenie Agnieszki Osieckiej w opowieść zaskakującą: pełną nieoczekiwanych kontrapunktów i jeszcze bardziej niespodziewanych puent.

"Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy", Lisa Appignanesi, Wydawnictwo Marginesy

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Historia narzucanych kobietom norm, podwójnych standardów i kategorii zbyt ciasnych, by pomieścić ludzkie życie. W XIX wieku zaburzenia psychiczne kobiet wzbudzały w lekarzach (mężczyznach) niepokój, który często przeradzał się w lekceważenie. Jeszcze nie tak dawno dręczone przez własne umysły pacjentki mogły liczyć co najwyżej na zakucie w kaftan, kąpiele lecznicze albo wizytę egzorcysty. Lisa Appignanesi w samym centrum tej wstrząsającej opowieści umieszcza kobiety, których życie i emocje coraz częściej stawały się przedmiotem badań lekarzy, jak choćby Freuda, Junga i Lacana, którzy opracowali dla nich nowe terapie. Pojawiają się one zarówno jako pacjentki – Mary Lamb, która w napadzie załamania nerwowego rzuciła się na matkę z nożem, Sylvia Plath i Virginia Woolf, latami dręczone przez nawracającą depresję, czy Zelda Fitzgerald i Marilyn Monroe, stopniowo pokonywane przez własne uzależnienia i kompleksy – jak i terapeutki, z Anną Freud oraz Melanie Klein na czele. To także opowieść o tym, jak przez lata objawy i diagnozy dopasowywały się do modnych diagnoz, oraz o tym, jak terapie przynosiły sukcesy lub zawodziły. Wszystko to pozwala szerzej spojrzeć nie tylko na delikatne zagadnienie zdrowia psychicznego na przestrzeni wieków, ale także – a może przede wszystkim – na rolę i miejsce kobiet w całym tym szaleństwie.

"Przewóz" Andrzej Stasiuk, Wydawnictwo Czarne

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy, w 2021 wydamy dla Was dużo świetnej polskiej prozy. M.in. Olgi Hund, Ziemowita...

Opublikowany przez Wydawnictwo Czarne Czwartek, 31 grudnia 2020

"Przewóz" to najnowsza, a zarazem pierwsza od siedmiu lat, powieść Andrzeja Stasiuka, która zostanie wydana przez Wydawnictwo Czarne w marcu. Jak podaje portal onet.pl, powieść "zabierze czytelników nad wieś nad Bugiem w środku upalnego czerwca 1941 r. Z jednej strony rzeki stoją Niemcy, z drugiej Rosjanie, pośrodku zaś wiejski przewoźnik z jednego brzegu na drugi przewozi nocą wszystkich, którzy mają pieniądze. Żydowskie rodzeństwo chowa się w lesie tuż obok chłopaków z partyzantki, plutonowy Siwy każe liczyć nadciągające niemieckie czołgi, a oczy pewnego małego chłopca zapamiętują to wszystko do późnej starości".

Rebecca Solnit, "Matka wszystkich pytań", Wydawnictwo Karakter

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Rebecca Solnit to jedna z najwybitniejszych amerykańskich eseistek, historyczek i feministek. W najnowszej książce analizuje rozmaite formy opresji, jakiej poddawane są kobiety – od pomijania, onieśmielania, dyscyplinowania po przemoc psychiczną i fizyczną. Szczególne miejsce poświęca mechanizmowi uciszania. „Przemoc wobec kobiet to często przemoc wobec naszych historii i głosów" – pisze Solnit. W książce upomina się o prawo kobiet do samostanowienia, wolności wyboru, pełni praw reprodukcyjnych, a także o stworzenie nowego kanonu literackiego, który nie będzie mizoginiczny. Wyjątkowo mocno wybrzmiewa tekst na temat aborcji: „W obecnej skrajnie antyaborcyjnej atmosferze (…) kobieta w porównaniu z płodem w jej macicy nie ma żadnej wartości, mimo że ponad połowa tych płodów wyrośnie na kobiety, które także kiedyś zostaną uznane za bezwartościowe w porównaniu z kolejnym pokoleniem potencjalnych płodów”. Premiera 17 lutego.

"Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna" Filip Zawada, Wydawnictwo Znak

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza powieść finalisty Nagrody Literackiej Nike 2020. Samolubny i zgryźliwy, szowinista starej daty i samozwańczy mentor. Dziadek Szczepan. Dnie spędza na starej kanapie z ukraińskiego burdelu, a nocami terroryzuje sąsiadów rykiem saksofonu. Tymczasem jego wnuk, bohater tej historii, dopiero wchodzi w świat dorosłych ludzi. Wkrótce się przekona, że spadki mogą być niezwykle kosztowne dla spadkobierców. Filip Zawada, autor "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek", niebanalnie, przejmująco dosadnie i bezczelnie szczerze pokazuje, jak niebezpiecznie jest zgrywać bohatera, w szczególności przed samym sobą. Opowiadając o miłości i przemocy, mistrzowsko balansuje na granicy tragedii i komedii. Udowadnia, że jego głos jest absolutnie niepodrabialny i wyjątkowy w polskiej literaturze.

"Shuggie Bain" Douglas Stuart

Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe) Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe)

"Shuggie Bain” to debiutancka powieść Douglasa Stuarta, szkocko-amerykańskiego pisarza oraz projektanta mody, za którą w ubiegłym roku zdobył Nagrodę Bookera. Historia oparta jest na wydarzeniach z dzieciństwa autora. Opowiada o młodym chłopcu, dorastającym w Glasgow w latach 80., którego wychowuje matka alkoholiczka. Mimo choroby matki chłopiec za wszelką cenę walczy o normalne życie. Debiut pisarza zachwycił krytyków na całym świecie, a książkę porównuje się do "Małego życia" czy "Historii przemocy", opowiadających o losach miłości w czasach ogromnej próby.

"Jak uniknąć katastrofy klimatycznej" Bill Gates, Wydawnictwo Agora

Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe) Okładka wydania oryginalnego. (Fot. materiały prasowe)

Bill Gates, jeden z największych światowych wizjonerów i filantropów, z pomocą ekspertów z dziedziny fizyki, chemii, biologii, inżynierii, nauk politycznych i finansów opracował plan działań, które należy podjąć, aby powstrzymać katastrofę klimatyczną. Wnioski zamknął w książce "Jak uniknąć katastrofy klimatycznej", której światowa premiera będzie miała miejsce 16 lutego. Tego samego dnia książka ukaże się również po polsku w Wydawnictwie Agora. Bill Gates wyjaśnia, dlaczego musimy pracować nad zerową emisją gazów cieplarnianych. Szczegółowo opisuje również, co musimy zrobić, aby ten niezwykle ważny cel osiągnąć. Opisuje innowacje i technologie, które już pomagają w redukcji. Wskazuje też co możemy zrobić aby funkcjonowały one skuteczniej. Przybliża nowe przełomowe technologie oraz kto i jak nad nimi pracuje. Wreszcie, przedstawia konkretny, praktyczny plan osiągnięcia celu, jakim jest osiągnięcie zerowej emisji. Nie tylko politykę, którą powinny przyjąć rządy, ale także to, co my jako jednostki możemy zrobić, aby wesprzeć nasze rządy, pracodawców i siebie nawzajem w tym kluczowym zadaniu.