1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Prezentacja nowej linii Liftactiv Specialist w Polsce

Prezentacja nowej linii Liftactiv Specialist w Polsce

Zobacz galerię 4 Zdjęcia
23 stycznia 2019 r. odbyła się premiera innowacyjnej linii Vichy – Liftactiv Specialist. Prezentacja miała miejsce w apartamencie prezydenckim w nowo otwartym, pięciogwiazdkowym Hotelu Warszawa. Spotkanie zgromadziło ponad 50 dziennikarzy reprezentujących czasopisma kobiece i lifestylowe takie jak ELLE czy Uroda Życia oraz 20 influencerów, między innymi Anię Nowak z Cooka.pl czy Ciocię Liestyle.

Przedstawiciele mediów mieli okazję posłuchać wystąpienia specjalisty – lekarza dermatologa, dr Jowity Dajewskiej, która zapoznała uczestników z faktami dotyczącymi roli kolagenu. Goście mogli skorzystać z interaktywnego ekranu, na którym wyświetlony został materiał obrazujący ‚Ścieżkę Kolagenową’. Pozwolił on zwizualizować rolę jaką pełni kolagen w budowie i strukturze skóry twarzy oraz przedstawił jego właściwości i drogocenne działanie na naszą skórę.

Następnie przedstawiciele marki Vichy zaprezentowali gamę Liftactiv Specialist, w której skład weszły:

Liftactiv Collagen Specialist krem na dzień

Liftactiv Hyalu Mask krem – maska na noc

Płatki hialuronowe pod oczy na noc

Punktem kulminacyjnym było specjalnie przygotowana strefa, w której uczestnicy spotkania mogli poddać się profesjonalnemu badaniu określającemu kondycję ich skóry. Na podstawie wyników uzyskanych podczas analizy, dermokonsultantka wraz z pacjentem mogli zaplanować najkorzystniejszy dla niej rytuał pielęgnacyjny w oparciu o produkty Liftactiv Specialist.

Niezwykłym punktem spotkania był taras, z którego rozprzestrzeniał się niespotykany widok na całą Warszawę. Miejsce to zrobiło ogromne wrażenie na obecnych osobach, generując dużą ilość zdjęć z panoramą stolicy.

Gościem specjalnym wydarzenia była Magdalena Mielcarz, polska wokalistka mieszkająca w Los Angeles, występująca obecnie pod pseudonimem artystycznym LVMA BLACK. Na premierze obecne były także Katarzyna Stankiewicz, Beata Sadowska, Odeta Moro i Barbara Pasek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Ciasto marchewkowe z ananasem na powitanie jesieni

Fot. Getty Images
Fot. Getty Images
Pamiętam jak przed laty myśl o tym, że miałabym zjeść kawałek ciasta z marchewki, wywoływała u mnie szczere obrzydzenie. Dziś się z tego śmieję, bo nie wyobrażam sobie początku jesieni bez upieczenia choćby jednego carrot cake.

Z ciastem marchewkowym bywa rozmaicie. Czasem zdarzają się zakalce. Dzisiejszy przepis śmiem nazwać idealnym. Ciacho wspaniale wyrasta, perfekcyjnie się dopieka, a przy tym zachowuje dużą wilgotność. Dodatek ananasa wzbogaca smak, ale bez wątpienia dominuje nuta piernikowo-cynamonowa. Zamiast ananasów można dodać szklankę tartego jabłka lub... pozostać przy samej marchwi, nieznacznie zwiększając jej ilość. Jeśli nie macie jeszcze swojej ulubionej wersji ciasta marchewkowego, szczerze polecam wypróbowanie tej receptury.

Ciasto marchewkowe z ananasem i kremem śmietankowym

Składniki na tortownicę o śr. 22 cm
  • starta marchew (na średnich oczkach) 2 szklanki
  • ananas z puszki 5-6 plastrów, pokrojonych na małe kawałeczki
  • mąka 2 szklanki
  • cukier 3/4 szklanki
  • olej 1 niepełna szklanka
  • jaja 3 szt.
  • proszek do pieczenia 2 łyżeczki
  • soda oczyszczona 1 łyżeczka
  • mielony cynamon 1 łyżeczka
  • serek homogenizowany naturalny 300-400g
  • gęsta śmietana 150ml
  • cukier puder 3-4 łyżki 
Ciasto: Olej miksujemy z cukrem. Kolejno wybijamy jaja. Wsypujemy mąkę przesianą wraz z proszkiem do pieczenia i sodą oraz cynamon. Wyłączamy mikser. Dodajemy marchew i ananasa, całość dokładnie mieszając łyżką. Gotowe ciasto przekładamy do wysmarowanej masłem i oprószonej bułką tartą formy. Wstawiamy do zimnego piekarnika, włączamy go i ustawiamy temperaturę 175 stopni. Pieczemy ca 50 min, do suchego patyczka. Studzimy.

Krem: Serek krótko ucieramy ze śmietaną, w trakcie wsypując cukier puder. Krem wykładamy równomiernie na zimne ciasto. Całość wkładamy na godzinę do lodówki i dekorujemy wedle uznania.

  1. Materiał partnera

Skuteczna pielęgnacja cery tłustej

Nadmiar wydzielanego przez skórę sebum jest problemem, który dotyczy nie tylko nastolatków przeżywających okres dojrzewania. To także kwestia genów, zaburzeń hormonalnych, nadmiernego stresu, nieprawidłowej diety, zażywanych leków... Czynniki te, pojedynczo bądź na raz, mogą być przyczyną błyszczenia się nosa, czoła, policzków i podbródka, które trudno jest zignorować.

Skórę tłustą należy pielęgnować, przede wszystkim stosując dobry krem matujący do codziennej pielęgnacji. Nie wolno również zaniedbywać podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych ani swojej diety.

Spotscan - zdiagnozuj swój trądzikowy problem!

La Roche-Posay wychodzi naprzeciw wszystkim osobom, które mają wątpliwości dotyczące tego, jakie produkty do pielęgnacji cery stosować na co dzień. Spotscan to innowacyjna aplikacja oparta na sztucznej inteligencji. Spotscan jest wynalazkiem na miarę naszych czasów, opracowanym we współpracy z dermatologami, którzy przeanalizowali tysiące zdjęć wszystkich fototypów skóry, aby aplikacja mogła działać jak najbardziej trafnie. Aby z niej skorzystać, wystarczy zrobić sobie trzy selfie i w ciągu kilku sekund otrzymać wyniki diagnozy swojej skóry oraz dedykowany program pielęgnacji. Dla Twojej wygody aplikacja zanotuje pierwszy i kolejne pomiary, aby móc przetestować skuteczność kuracji przeciwtrądzikowej i ocenić jej efekty widoczne gołym okiem. Zrób selfie, zapisz wynik diagnozy, a następnie zacznij stosować kosmetyki z gamy Effaclar, aby pozbyć się wszelkich niedoskonałości skóry trądzikowej lub tłustej, a jednocześnie wrażliwej!

Wesprzyj skórę prawidłowymi technikami pielęgnacji

Choć skóra może produkować nadmierne ilości sebum, w pielęgnacji bardzo istotne jest, aby nie próbować jej wysuszać. Nie powinno się stosować produktów na bazie alkoholu i mydła, które mocno oczyszczają z nadmiaru łoju, ale mogą powodować późniejszy wzmożony łojotok. Podstawę stanowi dokładne oczyszczanie dwa razy dziennie, za pomocą specjalnego żelu do mycia twarzy. Po codziennym dokładnym oczyszczeniu skóry wmasuj w nią dobry krem matujący o właściwościach nawilżających.

Dodatkowo, przyda się też cotygodniowy peeling do usunięcia martwego naskórka i uniknięcia zatykania się porów.

Wyrobienie nawyku mycia twarzy, osuszania jej i wklepywania dobrego kremu matującego stanie się czystą przyjemnością, gdy wybierze się dobry krem o właściwościach matująco-nawilżających. Bo nawilżanie zawsze jest ważne, niezależnie od tego, ile ma się lat i z jakim problemem skórnym się walczy!

Wybór odpowiedniego kremu do codziennej pielęgnacji

Oprócz przeznaczenia kremu, przy wyborze tego produktu, należy kierować się przede wszystkim potrzebami skóry. Warto zwracać uwagę również na indywidualne kryteria kremu jakimi są: zapach lub jego brak, a także preferowana konsystencja. Nie zapominajmy o sprawdzeniu składników aktywnych zawartych w produkcie oraz ich działaniu na skórę. Krem, który ma być stosowany na co dzień, musi też zostać przebadany i zapewniać bezpieczeństwo pod kątem alergii. Wybierając dobry krem matujący uwzględniając takie czynniki, zyskuje się pewność, że systematyczne używanie go przyniesie realne, widoczne gołym okiem skutki.

Działanie kremu matującego

Dobry krem matujący powinien cieszyć naszą skórę swoim wszechstronnym działaniem. Redukcja błyszczenia się skóry w jej newralgicznych partiach jest podstawą do wykonania lekkiego, ale efektownego makijażu. Dlatego też krem matujący powinien być dedykowany jako baza pod makijaż. Dzięki zmatowieniu możliwe staje się użycie mniejszej ilości kosmetyków do makijażu, a także zwiększa się jego trwałość. Jeśli na skórze widoczne są rozszerzone pory, dobrze dobrany krem jest w stanie zmniejszyć ich widoczność, a tym samym wygładzić cerę.

Codzienne nawyki wspomagające pielęgnację cery tłustej

Codzienne nawilżanie cery tłustej lub mieszanej dobrym kosmetykiem powinno gwarantować efekt pożądanego jej zmatowienia. Jednak trzeba pamiętać o tym, że tłusta cera posiada przede wszystkim podłoże wewnętrzne. Dlatego absolutną podstawą w walce z przetłuszczającą się cerą jest dobra dieta, bogata w warzywa i owoce. Unikać należy natomiast słodyczy, potraw tłustych i wysokoprzetworzonych, a także alkoholu i papierosów. Istotne staje się również ograniczenie sytuacji stresowych w życiu, a także regularne wysypianie się.

  1. Moda i uroda

Dermodietetyka - jak pielęgnować cerę?

W dzień chronimy skórę antyoksydantami i kremem z filtrem. W nocy jest czas na ukierunkowaną terapię skóry. (Fot. iStock)
W dzień chronimy skórę antyoksydantami i kremem z filtrem. W nocy jest czas na ukierunkowaną terapię skóry. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Pamiętasz piramidę żywieniową? U jej podstawy jest to, czego najbardziej potrzebujemy, u góry dodatki. W podobny graficzny sposób można rozrysować idealny plan pielęgnacyjny.

Widząc w lustrze zanieczyszczoną skórę, drobne krostki, zmarszczki czy przebarwienia, chcemy się ich szybko pozbyć. Inwestujemy w zabiegi lub serum. Czasem jest to dobra decyzja, ale zwykle efekty takich kuracji są mało spektakularne. W naszej łazience zbierają się kolejne nietrafione produkty. Skóra pod wpływem eksperymentów staje się wrażliwa i nadreaktywna. Dlatego warto przyjrzeć się jeszcze raz naszej codziennej rutynie pielęgnacyjnej.

Paulina Śmiech-Mełgałw, kosmetolożka, a teraz również dyrektorka założonej przez siebie marki Dermomedica, pod wpływem wieloletnich obserwacji chaotycznych decyzji pielęgnacyjnych swoich klientek postanowiła opracować prosty sposób porządkowania pielęgnacji. Wymyślony przez siebie schemat pielęgnacyjny nazwała dermodietetyką i rozrysowała go w formie piramidy. „To jest mój autorski projekt. Zauważyłam, że klientki z przebarwieniami w pierwszej kolejności decydują się na zabieg i kupują krem rozjaśniający. Podobnie jest w przypadku cery naczynkowej. Panie idą na laserowe zamykanie naczynek, kupują uszczelniający je preparat, a po jakimś czasie problem wraca. Należy zacząć od codziennej pielęgnacji. To, co dostarczamy skórze na co dzień, jest najważniejsze. Indywidualną piramidę pielęgnacyjną można skonstruować pod każdy problem skóry, trądzik młodzieńczy, różowaty, starzenie się cery, skórę atopową i przebarwienia”, mówi Paulina Śmiech-Mełgałw.

Piramida wbrew nazwie nie wymaga zebrania stosu kosmetyków. Składa się jedynie z trzech pięter – balansowania, korygowania i wzmacniania.

Pierwszy etap, czyli balansowanie, pozostaje taki sam dla każdej cery. Jego podstawa to właściwe oczyszczanie skóry i ochrona przed promieniowaniem UV, najlepiej filtrami mineralnymi z tlenkiem cynku SPF 30 lub SPF 50 każdego dnia.

Podstawa pielęgnacji

„Zanim zajmiemy się zabiegami czy odmładzaniem skóry, musimy spełnić pewne podstawowe wymagania. Taką bazą jest właściwe oczyszczanie skóry i codzienne stosowanie kremu ochronnego z filtrami mineralnymi. Dlatego w pierwszej kolejności należy się zaopatrzyć w dobry środek myjący, który nie podrażni ani nie uszkodzi bariery hydrolipidowej skóry – mówi ekspertka. – Prawidłowe oczyszczanie skóry jest podstawą homeostazy i równowagi pielęgnacyjnej. Musi być perfekcyjnie wykonywane, ale pamiętajmy, że perfekcyjnie nie znaczy inwazyjnie. Często konsultuję osoby, które nie przywiązują do tego większej wagi, co gorsza, sądzą, że wykonując demakijaż płynem lub żelem micelarnym, wystarczająco oczyszczają cerę, i od razu przystępują do nakładania preparatów pielęgnacyjnych czy terapeutycznych”. Tymczasem prawidłowe oczyszczanie powinno składać się z dwóch etapów. Demakijaż płynem micelarnym lub olejkiem myjącym to etap pierwszy, potem powinno się zastosować żel myjący do twarzy. Jeśli nie zawiera on w swoim składzie kwasów, dobrze jest jeszcze użyć toniku, żeby przywrócić skórze właściwe pH (optymalne pH skóry to 5,5).

„Jeśli miałybyśmy kupić tylko jeden krem, niech to będzie krem ochronny z filtrem przeciwsłonecznym – radzi Paulina Śmiech-Mełgałw. – Promieniowanie UV najbardziej destrukcyjnie wpływa na naszą skórę. Promieniowanie UVA, na które jesteśmy narażone cały rok, w styczniu jest takie samo jak w sierpniu. To ono odpowiada za naczynka, rumień i przyspieszone starzenie się cery. Osiem na dziesięć zmarszczek, które widzimy na skórze, i osiem na dziesięć teleangiektazji, czyli poszerzonych naczynek, jest spowodowanych promieniowaniem UV”. Przy skórze problematycznej, trądzikowej lub ze skłonnością do przebarwień lepiej wybrać krem z filtrami mineralnymi. „Filtry chemiczne same w sobie nie są niebezpieczne, ale mogą indukować stan zapalny, a przez to nasilać stany trądzikowe, powstawanie przebarwień czy pękanie naczynek”, mówi kosmetolożka. Jednym z ważnych składników kremów mineralnych z SPF jest tlenek cynku. Chroni przed słońcem, a jednocześnie ogranicza rozwój bakterii i wpływa pozytywnie na produkcję enzymów odpowiedzialnych za regenerację naskórka.

„Ten podstawowy etap balansowania skóry ma bardzo duże znaczenie. Mogę to wytłumaczyć na przykładzie. Wielu klientów zaczyna od tego, że kupuje serum z witaminą C. Jeśli nałożymy witaminę C, nawet bardzo dobrą, 20-proc., ale skóra nie będzie dobrze oczyszczona, to serum nie będzie miało szansy przeniknąć do skóry. Nie ma też sensu stosować witaminy C, jeśli na nią nie nałożymy kremu z filtrem, bo ona bardzo szybko się utleni. Krem będzie chronił nie tylko naszą skórę przed działaniem promieniowania UV, lecz także preparaty, które zostały wcześniej na nią zaaplikowane. Kiedyś mówiło się, że witamina C działa fotouczulająco. To nieprawda, ona jest tak delikatna, że pod wpływem działania promieniowania UV po prostu się rozpada i nie zobaczymy efektów jej działania”.

Od lewej: Probiotyczny żel do mycia twarzy Holy Harmony Alkemie 250 ml/59 zł. 9. Detoksykujący żel myjący z olejkiem eterycznym z trawy cytrynowej Garnier bio 150 ml/22,9 zł. 10. Łagodzący olejek oczyszczający Nivea 150 ml/29,99 zł. 11. Łagodny żel oczyszczający Gentle Cleanser ZO Skin Health 200 ml/220 zł. 12. Krem ochronny z filtrami mineralnymi Resveratrol Mineral Cream SPF 30 Dermomedica 60 ml/164 zł. 13. Krem na Przebarwienia Solecrin Lucidin SPF 50+ Iwostin 50 ml/52 zł. Od lewej: Probiotyczny żel do mycia twarzy Holy Harmony Alkemie 250 ml/59 zł. 9. Detoksykujący żel myjący z olejkiem eterycznym z trawy cytrynowej Garnier bio 150 ml/22,9 zł. 10. Łagodzący olejek oczyszczający Nivea 150 ml/29,99 zł. 11. Łagodny żel oczyszczający Gentle Cleanser ZO Skin Health 200 ml/220 zł. 12. Krem ochronny z filtrami mineralnymi Resveratrol Mineral Cream SPF 30 Dermomedica 60 ml/164 zł. 13. Krem na Przebarwienia Solecrin Lucidin SPF 50+ Iwostin 50 ml/52 zł.

Etap drugi to korygowanie

Gdy już prawidłowo oczyszczamy skórę i mamy krem ochronny z SPF, możemy przejść do bardziej zaawansowanej pielęgnacji. I zacząć stosować na dzień antyoksydanty.

„Antyoksydanty przyjmowane w diecie w pierwszej kolejności są wykorzystywane przez inne organy naszego ciała, więc do skóry docierają na samym końcu. A to właśnie ona pozostaje najbardziej narażona na atak wolnych rodników. Dlatego niezbędne jest miejscowe stosowanie antyoksydantów w postaci silnie skoncentrowanego serum – mówi Paulina Śmiech-Mełgałw. – Najczęściej polecam stosowanie witaminy C. To rewelacyjna substancja. Stosując ją, chronimy skórę przed rumieniem, przebarwieniami, zmniejszamy stan zapalny, przyspieszamy gojenie się ran. A jeśli wybierzemy formę, która przenika przez naskórek, to witamina C będzie działała również zagęszczająco. Drugim najczęściej rekomendowanym przeze mnie antyoksydantem do stosowania na dzień jest niacynamid. Nie można go jednak stosować w połączeniu z kwasem L-askorbinowym (witaminą C w postaci kwasu), ponieważ może dojść do wytworzenia nadtlenku wodoru, czyli substancji prooksydacyjnej”, tłumaczy ekspertka.

W dzień chronimy skórę antyoksydantami i kremem z filtrem. W nocy jest czas na ukierunkowaną terapię skóry. Osoby z przebarwieniami powinny stosować kremy z inhibitorami tyrozynazy, czyli substancjami rozjaśniającymi, hamującymi produkcję melaniny w skórze. W działaniu przeciwstarzeniowym (jak również w leczeniu trądziku różowatego i pospolitego) najlepiej sprawdzą się nisko stężone kwasy.

Od lewej: Antyoksydacyjne serum Phloretin C, z witaminą C, kwasem ferulowym i floretyną, Dermomedica 30 ml/336 zł (dermomedica.pl); Kuracja Esteticus, serum z wit. C, E oraz kwasem ferulowym Basiclab 15 ml/ok. 39 zł; Krem na noc do skóry z przebarwieniami Whitening & Regenerating z gamy Lumissima Dr Irena Eris 50 ml/195 zł; Serum niwelujące przebarwienia i wyrównujące koloryt Even Better Clinical Radical Dark Spot Corrector + Interrupter clinique 30 ml/305 zł. Od lewej: Antyoksydacyjne serum Phloretin C, z witaminą C, kwasem ferulowym i floretyną, Dermomedica 30 ml/336 zł (dermomedica.pl); Kuracja Esteticus, serum z wit. C, E oraz kwasem ferulowym Basiclab 15 ml/ok. 39 zł; Krem na noc do skóry z przebarwieniami Whitening & Regenerating z gamy Lumissima Dr Irena Eris 50 ml/195 zł; Serum niwelujące przebarwienia i wyrównujące koloryt Even Better Clinical Radical Dark Spot Corrector + Interrupter clinique 30 ml/305 zł.

Na koniec – wzmacnianie

Trzecie piętro piramidy dotyczy pielęgnacji nocnej i skupia się na dostarczeniu skórze emolientów, które wzmacniają jej barierę hydrolipidową. Emolienty to substancje wygładzające, mogą być lipofilowe, jak ceramidy, oleje roślinne czy gliceryna, lub hydrofilowe, m.in. kwas hialuronowy, kwas mlekowy, aminokwasy. Tych substancji warto szukać w kremach na noc. Do tego kilka razy w tygodniu dobrze jest sięgnąć po retinol. „Najlepiej zacząć od stężenia 0,2–0,5 proc. Jeśli skóra zareaguje zaczerwienieniem, nie trzeba się zniechęcać, tylko stosować produkt rzadziej. Witamina A ma udowodnione działanie anti-aging, pomaga w przypadkach trądziku i rozjaśnia przebarwienia. Warto się z nią zaprzyjaźnić”, podsumowuje ekspertka.

Od lewej: Retinoid Sleep Serum 0,5% Oskia 30 ml/359 zł (pell.pl). 2. Odmładzający krem nawilżający na noc Age Away Night Cream Lavido 50 ml/239 zł (lavido.pl). 3. Krem o bogatej konsystencji Face Cream Rich Dr. Barbara Sturm 50 ml/710 zł (galilu.pl) Od lewej: Retinoid Sleep Serum 0,5% Oskia 30 ml/359 zł (pell.pl). 2. Odmładzający krem nawilżający na noc Age Away Night Cream Lavido 50 ml/239 zł (lavido.pl). 3. Krem o bogatej konsystencji Face Cream Rich Dr. Barbara Sturm 50 ml/710 zł (galilu.pl)

Więcej informacji o właściwej pielęgnacji znajdziesz na stronie www.dermodietetyka.pl.

  1. Moda i uroda

Sama sprawdziłam - 11 polskich kosmetyków, które warto poznać

materiały prasowe
materiały prasowe
Zobacz galerię 17 Zdjęć
Dobry kosmetyk powinien nie tylko działać, czyli nawilżać, odżywiać, rozjaśniać, wygładzać, ale także przyjemnie pachnieć, dobrze się rozprowadzać i pięknie wyglądać. A ponieważ jesteśmy różne, dla każdej z nas znaczy to nieco co innego.

Te kosmetyki sprawdziłam na własnej skórze. Każdy z nich w jakiś sposób mnie zachwycił - a to konsystencją, a to zapachem, a to pięknym opakowaniem (nie ukrywam, że zdarza mi się kupować kosmetyk z powodu pięknego słoiczka czy flakonika).

Oczywiście najważniejsza jest skuteczność kosmetyków, ale ocenić możemy ją tylko przy dłuższym stosowaniu. Mając na półce krem o pięknym zapachu, balsam, który idealnie się rozprowadza czy serum pod oczy nadające im blask, trudniej zapomnieć o porannej pielęgnacji, relaksującym masażu czy wieczornym demakijażu.

Używam prawie wyłącznie polskich kosmetyków. Cieszy mnie, że małe polskie marki kosmetyczne tak pięknie się ostatnio rozwinęły. Oby obecny kryzys tylko im nie zaszkodził, bo czym się będę w przyszłości zachwycać?

Oto kosmetyki i marki kosmetyczne, które warto poznać. Kolejność jest nieprzypadkowa, zależy od intensywności zachwytu.

1. Brzask, Krem Pierwszy

To była miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej od pierwszej aplikacji. Cudowny orzeźwiający zapach i uczucie porannej morskiej bryzy na twarzy. Lekka konsystencja, idealne wchłanianie, no i ten kolor...

Stosuję Krem Pierwszy to cery suchej i naczynkowej. Jest to krem o działaniu przeciwstarzeniowym z ekstraktem z owoców rokitnika i nasion granatu. Zawiera również mnóstwo innych cennych składników organicznych: hydrolat róży damasceńskiej, ekologiczny olej z czarnuszki, ekologiczny olej z wiesiołka, kwas hialuronowy, skwalan, ester witaminy E, naturalną aktywną witaminę C oraz olejki rozmarynowy i cytrynowy.

Cena: 120 zł

materiały prasowe materiały prasowe

2. Lushbotanicals, Crème de la Crème

Ten krem kupiłam zimą. Służył mi jako ratunek dla spierzchniętych rąk, choć przeznaczony jest tak naprawdę nie tylko do ciała, ale również do twarzy. Nie zamierzam jednak z niego rezygnować latem, gdy potraktuje mnie mocniej słońce czy wiatr.

Jest naprawdę wyjątkowo skuteczny. Do tego fantastycznie pachnie dzięki kompozycji zapachu różowego lotosu, frangipani oraz cytrusów. I ma maślaną, treściwą konsystencję - idealną dla mojej dojrzałej skóry.

Crème de la crème zawiera oleje z pestek kiwi, winogron, czarnej porzeczki i moreli oraz masła z pestek mango, shea, cupuacu, murumuru i awokado; ekstrakty: z guarany, z owoców truskawki, pomarańczy,  i z zielonej kawy oraz witaminy C i E.

Według zaleceń twórczyni marki, produkty Lushbotanicals należy przechowywać w lodówce. Ja jednak zimą wolałam używać ciepłego masełka - trzymanie poza lodówką nic a nic mu nie zaszkodziło.

Cena: 165 zł

materiały prasowe materiały prasowe

3. Ministerstwo Dobrego Mydła, Hydrolat różany

Ubóstwiam! Ta różana mgiełka skutecznie rozbudza mnie rano, dodaje animuszu w ciągu dnia, łagodzi podrażnioną skórę wieczorową porą. Rozpylam ją również na twarz przed nałożeniem olejków i przed masażem. Przyznaję, jestem od niej uzależniona. Tak naprawdę ta mgiełka to ekologiczny hydrolat z róży damasceńskiej - powstały podczas destylacji roślin parą wodną, zawierający najcenniejsze substancje aktywne roślin.

Cena: 26 zł

materiały prasowe materiały prasowe

4. D'Alchemy, Age‑Delay Eye Concentrate

Krem pod oczy to jeden z ważniejszych, jeśli nie najważniejszy kosmetyk w pewnym wieku. Ja mam wyjątkową cienką skórę pod oczami, więc potrzebuję solidnej dawki preparatu pielęgnacyjnego, żeby mi się za szybko nie pomarszczyła. Ten krem o bogatym składzie (zawiera hydrolaty: z róży damasceńskiej i oczaru, wyciąg z mikro-algi z krwawnika, nagietka, kasztanowca, oczaru, dziurawca, malwy, rumianku, mięty i lipy, oleje: z róży rdzawej, arganowy i lniany, masła roślinne: shea i shorea i olejki eteryczne: z róży damasceńskiej i lawendy) i równie bogatej konsystencji naprawdę na nią działa: nawilża i odżywia i rzeczywiście - jak obiecuje producent - daje efekt „wypoczętego oka”.

Dodatkowym kremu jest opakowanie - czarny szklany słoiczek nie tylko ładnie wygląda, ale jest również "zdrowszy" dla planety, niż plastikowe opakowanie.

Cena: 160 zł

materiały prasowe materiały prasowe

5. Bless me, Ujędrniające Serum Pod Oczy Golden Eye

To moje nowe odkrycie, zupełna świeżynka wśród moich kosmetyków, a także najnowsze dziecko Anety Kolendo-Borawskiej, charakteryzatorki i makijażystki, która stworzyła markę Bless me. W maleńkiej buteleczce znajduje się mieniący się złotymi drobinkami miki olejek, nie bez powodu nazwany eliksirem. Znajduje się w nim aż 17 składników o zbawiennym działaniu dla skóry, prym wśród nich wiodą ogórecznik, marula, kocanka i witamina C.

Olejek jest wyjątkowo wydajny - wystarczy jedna kropelka, aby odżywić i rozświetlić skórę wokół oczu. Ja stosuję go również do masażu okolicy oczu - wówczas nakładam go nieco więcej, a potem dokładnie wklepuję.

Cena: 137 zł

materiały prasowe materiały prasowe

6. My Magic Essence, Hydration Base i Vitamin Bomb

"Skóra chce pić!" Zapewne znacie nie tylko to powiedzenie, ale również to uczucie ściągniętej, napiętej, piekącej skóry. Długo szukałam produktu, który potrafi ukoić odwodnioną skórę i skutecznie ją napoić. I znalazłam! Hydration Base marki My Magic Essence, czyli baza nawilżająca, zawierająca kwas hialuronowy, sok z aloesu, zieloną herbatę, wyciąg z miłorzębu japońskiego i pomarańczy oraz prowitaminę B5, to dla mojej skóry jak szklanka źródlanej wody w upalny dzień. Stosuję ją rano, aplikując na oczyszczoną i zroszoną hydrolatem skórę, a potem -  zanim baza wyschnie - nakładam pod krem lub olejek witaminowy, również od My Magic Essence. Olejek nosi nazwę Vitamin Bomb i jest rzeczywiście bombowy - zawiera 7 % witaminy C, witaminę E, olejek jojoba, skwalan, olejki z malin, przeciwstarzeniowej dzikiej róży oraz śliwki oraz wyciąg z granatów i dzikiej róży. Ma bardzo miły zapach i kolor, który nadaje ładny odcień skórze.

Ceny: Hydaration base 90 zł; Vitamin Bomb 120 zł

materiały prasowe materiały prasowe

7. Mokosh, Brązujący balsam do ciała i twarzy Pomarańcza z cynamonem

To jedyny produkt do ciała, którego używam, nie tylko ze względu na obietnicę złocistej skóry. Znów uwiódł mnie zapach -pomarańczy z cynamonem - który czaruje nie tylko w okolicy Bożego Narodzenia, ale przez okrągły rok. Balsam ma też idealną konsystencję do stosowania przez cały rok, nie jest za ciężki, ale nie jest też zbyt wodnisty. Zawiera naturalne oleje: z baobabu, słonecznika i z marchewki.

Cena: 79 zł

materiały prasowe materiały prasowe

8. Kiré Skin, Serum z Fermentowanym Korzeniem Czerwonego Żeń-szenia i Nasion Papai

Ten zakup był podyktowany zachwytem nad pięknym opakowaniem - od razu przyznaję. Spójna oszczędna japońska stylistyka charakteryzuje całą markę, która nie ukrywa fascynacji kulturą azjatycką. Skusił mnie również opis preparatu, który w swoim składzie zawiera rzadko spotykane sfermentowane składniki. A fermentowane produkty są dobre nie tylko dla naszych jelit. Powstałe w procesie fermentacji składniki przyczyniają się do wytwarzania dobroczynnych bakterii, które wpływają na regenerację skóry. W skład serum wchodzą również oleje z nasion papai, słonecznikowy, jojoba, ze słodkich migdałów, olejek różany, i  lawendowy oraz wyciąg z algi Laminaria. Serum jest oleiste, bogate, oryginalnie pachnie - wyśmienite do stosowania na noc.

Cena: 95 zł

materiały prasowe materiały prasowe

9. Creamy, Moringa For You, olejek do mycia i demakijażu

Dzięki temu olejkowi do demakijażu wieczorna pielęgnacja stała się dla mnie przyjemnością. Nie lubię żeli ani mleczek, chusteczki do demakijażu nie dają mi wystarczającego poczucia czystości. Ten olejek doskonale radzi sobie i z makijażem i z miejskim zanieczyszczeniem.

Do zakupu skusił mnie egzotyczny składnik, który stanowi bazę olejku - olej moringa tłoczony na zimno z nasion "drzewa życia" sprowadzany przez właścicielkę marki z jej rodzinnego Haiti. Poza nim w składzie jest olej migdałowy i substancja myjąca pozyskana między innymi z orzechów drzewa kokosowego.

Moją uwagę przykuł również piękny czarny flakonik z pipetką, która ułatwia dozowanie produktu. Na pewno po zużyciu olejku wykorzystam go ponownie.

Cena: 79 zł

materiały prasowe materiały prasowe

10. Resibo, Instant Beauty Mask

Nigdy nie zapałałam miłością do modnych maseczek w płachtach. Wolę te klasyczne, najchętniej cięższe, mocno kremowe. Taka właśnie jest maska Resibo. Skutecznie i co więcej na długo nawilża, napina i wygładza skórę. Ma aksamitną konsystencję, miły zapach i cudowny kolor - za który odpowiada olej rokitnikowy, do którego mam wyraźną słabość.  W składzie maski jest olej z kiełków pszenicy, witamina C i E oraz wspomniany olej rokitnikowy.

Cena: ok 100 zł

materiały prasowe materiały prasowe

11. Purepura, mydełko do mycia twarzy

Marka kosmetyków przeznaczonych do oczyszczania twarzy, która dba nie tylko o nas, ale również o planetę. Wszystkie produkty używane do produkcji kosmetyków są w 100% wegańskie, a składniki - naturalne i ekologiczne, co jest potwierdzone odpowiednimi certyfikatami. Proponowane dla różnych rodzajów cery zestawy składają się z olejku do mycia twarzy, mydła, toniku i peelingu enzymatycznego. Mnie najbardziej urzekło mydełko, które świetnie zmywa warstwę olejową po pierwszym etapie oczyszczania.

Cena mydełka: 26 zł

materiały prasowe materiały prasowe

  1. Kultura

Isadora Weiss – płynąć pod prąd

Isadora Weiss:
Isadora Weiss: "Nigdy nie straciłam świeżości i naiwności, że wszystko jest możliwe, że coś potrafię, nie mylę się. Wiem, czego chcę. Tylko tak można zrobić coś naprawdę ważnego". (Fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta)
W swoich spektaklach Izadora Weiss staje po stronie słabszych i odrzuconych. Jest jedyną Polką, która znalazła się w tegorocznym prestiżowym przewodniku prezentującym 50 najważniejszych choreografów świata „Fifty Contemporary Choreographers”.

Nie brakuje pani tańca, wejścia w rolę?
Nie. Od wielu lat jestem choreo­grafem. Decydując się na to, zrezygnowałam z bycia tancerką. Moje choreografie są wielo­warstwowe, to nie tylko kroki, które można powtórzyć i wykonać na scenie, to teatr tańca. Kocham teatr i chcę, aby mnie wyrażał. Jestem w nim szczera. Moja choreografia to zawsze opowieść. Staram się ją opowiadać perfekcyjnie, z szacunkiem dla odbiorcy. Zależy mi, żeby ją rozumiał.

W „Darkness” opowiadała pani o przemocy i o tym, jak na nią reaguje środowisko. Podjęła pani temat, zanim wybuchła fala #MeToo.
Staję zawsze po stronie słabszych. Nie chodzi o moralizowanie, raczej o pokazanie, gdzie jest zło, a gdzie dobro. Życie nie jest czarno-białe, ma wiele odcieni, ale są takie tematy jak przemoc wobec kobiet, której granica jest wyraźna. Miałam potrzebę ponownie wypowiedzieć się na ten temat, podobnie jak w mojej interpretacji „Święta wiosny” Strawińskiego. Myślałam wówczas o eskalacji przemocy, jaka odbywa się, kiedy kobieta mówi: „nie”. Nasza niezgoda często wywołuje agresję i przemoc. Pokazywaliśmy „Święto wiosny” na wielu festiwalach i zawsze była długa cisza po ostatnim, straszliwym dźwięku. W Bangkoku kobiety kuliły się na widowni, były przerażone, zapewne przeżywając coś, co widziały albo czego doświadczyły. Podobnie w Niemczech i w Polsce. Ten spektakl nigdy nie zostawiał ludzi obojętnymi.

Margaret Atwood mówiła, że w „Opowieści podręcznej” nie ma ani jednej zmyślonej sceny. Zrobiła research o agresji wobec kobiet w różnych sektach, miejscach wypaczonych ideologiami, aby nikt nie powiedział: „To fikcja”. Jej książka odgrywa ważną rolę protestu społecznego. Dla pani teatr jest czymś więcej niż spotkaniem z widzem?
Tak było ze „Świętem wiosny” – czytałam o morderstwach i zaginięciach kobiet w meksykańskim Juárez, przymusowych obrzezaniach dziewczynek, samobójstwach dziewczyn blisko mnie, na przykład w Gdańsku. Teraz tabu się przełamało, więcej kobiet zaczyna mówić, walczyć o swoje prawa, bezpieczeństwo, poczucie sprawiedliwości. Ale przemoc się nie kończy. W „Darkness” dotyczyła osób płynących pod prąd powszechnych norm i zachowań. Teatr powinien pozostawiać emocje na dłużej niż tylko na czas spektaklu. Wierzę, że widzowie potrzebują duchowej przemiany.

„Darkness”, autorski projekt Izadory Weiss, na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie (Fot. materiały prasowe)„Darkness”, autorski projekt Izadory Weiss, na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie (Fot. materiały prasowe)

Coraz głośniej o przemocy w szkołach artystycznych. Jak było w szkole baletowej?
Do szkoły przychodzą dzieci szczęśliwe, pełne pasji, ale często ona zostaje w nich stłamszona. Zaczęłam naukę w szkole baletowej, mając dziesięć lat, i do matury mieszkałam w internacie. W pierwszej klasie w sali 12-osobowej. A byłam właściwie jedynaczką, bo moja siostra dopiero się urodziła. Od razu pobiłam się z jedną dziewczynką, bo zabrała mi ulubioną maskotkę. Nie mogłam tego wytrzymać i walczyłam o swoje, o moje terytorium. To mi zostało do dziś. Pamiętam wspaniałych nauczycieli, ale są też tacy, których chciałabym zapomnieć. Sama miałam taką sytuację: ćwiczyłam lekcję dyplomową na korytarzu, bo pani profesor wyrzuciła mnie z sali za pytania, które zadawałam. Nie wolno było pytać. Tak więc szkoła i internat to podwójna trauma. Zahartowały mnie na zawsze. Nic już nie jest w stanie mnie zniszczyć, zatrzymać ani mi zaszkodzić.

Przemocowi nauczyciele używają takich argumentów jako usprawiedliwienia.
Sama na takiego pedagoga trafiłam, więc nie mogę zaprzeczyć, że problem nie istnieje. Może mają poczucie, że kogoś utwardzają? Ale czasem przeciąga się strunę i robi coś, co niszczy wrażliwego człowieka, bo jest nieukształtowany, nie umie się obronić, łatwo się blokuje.

Pani się buntowała?
Byłam grzeczną, sumienną uczennicą. Lekcje baletu zaczynały się o ósmej, ja przychodziłam często o szóstej, żeby się przygotować. Chciałam być doskonała. Jako dziecko z internatu nagle byłam najlepsza. To dawało mi siłę, chciałam wytrwać, skończyć szkołę, tańczyć. Dorastaliśmy bez Internetu, mogliśmy rozwijać wyobraźnię. Moje najpiękniejsze spotkanie w szkole było z Kaliną Schubert. Nauczyła mnie teatru, mówiła, że to nie tylko kroki, że muszę stworzyć postać. Nie było YouTube’a, nie można było zerknąć, jak to robią inni. Mój styl jest niepowtarzalny, bo sama wszystko wymyśliłam. Tak, chyba szkoła dała mi pewność, że jestem niezniszczalna, co pozwoliło mi przejść tak długą i ciężką drogę od debiutu w Teatrze Wielkim w Poznaniu do miejsca, w którym jestem dzisiaj. Jiří Kylián po obejrzeniu „Święta wiosny” powiedział: „Skoro zrobiłaś taki spektakl, musisz być bardzo silną osobą”.

Kylián, jeden z największych choreografów świata, pani mistrz, nauczyciel.
Posłałam mu nagranie spektaklu „I Koncert skrzypcowy” Pendereckiego. Do dzisiaj mam od niego kartkę z białą kalią. Odpisał, że nie zaprasza choreografów, ale dla mnie zrobi wyjątek, bo zobaczył niezwykłą wrażliwość i muzykalność. Czytałam to parę razy. Pojechałam na kilka tygodni do Nederlands Dans Theater, którego był dyrektorem. Miałam zaszczyt jako jedyna spoza NDT być na próbach mistrza, ćwiczyć z jego tancerzami – najlepszymi na świecie. Tworzyli teatr w przekonaniu, że tańcem wszystko można wyrazić. I ja też zdobyłam tę pewność. Z tym wróciłam do Polski. Potem wielokrotnie jeździłam na ich próby i spektakle, ostatnio ze swoją małą córeczką Weroniką, która wyrosła na wspaniałą skrzypaczkę. Drobnymi krokami dochodziłam do swojego teatru, budowałam swój język choreograficzny.

Kiedy mówi pani o Kyliánie, cała pani twarz się uśmiecha.
Bo jestem szczęśliwa, że dane mi było spotkać go na swojej artystycznej drodze. Po zobaczeniu „Święta wiosny” i „Czekając na…” zgodził się przekazać dwie swoje choreografie i połączyć z moim spektaklem „Windows”, do którego muzykę skomponował Leszek Możdżer. Po tym sukcesie przekazał kolejne choreografie, łącząc je tym razem z moim „Body Master” na jego cześć. Spotkania z nim na pewno mnie ukształtowały. Nauczyłam się od niego szlachetności wypowiedzi. Umiłowałam opowieść i precyzję, dbałość o ludzi, ich relacje i wiarę w to, że mówimy coś ważnego.

Bo to pozwala uratować piękno?
Szkodliwe jest równanie piękna z kiczem. Mówi się: to takie ładne, takie kiczowate. Dzisiaj łatwo wyśmiać piękno. Nie promuje się go w mediach. Ale ja zawsze będę piękna bronić na scenie. Dzisiaj deprecjonuje się zawodowców, artystów, którzy dbają o precyzję i jakość. Panuje zasada, żeby wszystko było brzydkie, destrukcyjne i pozbawione sensu.

Piękno jest wstydliwe?
Każdy pragnie miłości, chce kogoś kochać i być kochanym. A to właśnie jest wstydliwe piękno. Deprecjonowanie tego powoduje, że na scenie mówi się o tym wulgarnie i cynicznie, co daje fałszywe wrażenie, że tylko tak jest między ludźmi.

Pani nie wstydziła się miłości, nawet kiedy plotkowano?
Nie. Mój mąż [Marek Weiss, reżyser – przyp. red.] jest drugim obok Kyliána człowiekiem, który nauczył mnie teatru, wiele mu zawdzięczam. Plotkowano o nas w złej wierze, również z powodu znaczącej różnicy wieku. Ludzie lubią oceniać, nie wiedząc, jak jest naprawdę. A my się zakochaliśmy i musieliśmy być razem. Naprawdę, w czasach, kiedy umierają kultura, szacunek, wartości, powinniśmy zostawić innych ludzi w spokoju. Cudze życie to ciemny las, bo nic o nim nie wiemy.

Pani tańczyła u męża po raz pierwszy, mając 15 lat.
Do szkoły baletowej przyszedł reżyser wybrać dziewczynkę, która zatańczy w „Traviacie”. Stałam przy drążku i w ogóle nie patrzyłam. Reżyser powiedział, że ta, i mnie wybrał. A ja wcale nie chciałam być wybrana. Zatańczyłam w tym spektaklu. Moi rodzice byli na premierze. Bardzo im się podobało. A potem chodziłam do szkoły, skończyłam ją, poszłam do pracy w Teatrze Wielkim [w Warszawie]. Tutaj spotkaliśmy się po raz drugi, już jako ludzie dorośli. Tańczyłam w jego „Salome” z choreografią Emila Wesołowskiego. To w czasie tej realizacji nagle przyszła miłość.

Dlaczego wtedy nie chciała pani być wybrana?
Nigdy nie chciałam być wybrana. Byłam chorobliwie nieśmiała od dziecka.

Tak mówią wszyscy artyści.
Wiem, ale w moim przypadku to autentyk. Zawsze byłam osobna, miałam swój świat, w którym czułam się bezpiecznie, i nie podlegałam żadnym wpływom i trendom.

Spektakl Eurydyka w wykonaniu Białego Teatru Tańca. (Fot. materiały prasowe)Spektakl Eurydyka w wykonaniu Białego Teatru Tańca. (Fot. materiały prasowe)

Franz Kafka mówił, że w imieniu zapisany jest cały los człowieka…
Ludzie podejrzewają, że to pseudonim. Kiedy się urodziłam, tata podał w urzędzie imię Izadora, a urzędnik bez zastanowienia zapisał, chociaż takiego imienia nie było w kalendarzu. Teraz się śmieję, że musiałam pójść drogą Isadory Duncan, niezależnej outsiderki, promotorki tańca.

Artysta ma powinności?
Ja tak uważam. Odpowiedzialnością zawodowców jest potraktowanie widza poważnie, uczciwa z nim rozmowa. Tymczasem często jest kalkulacja – a teraz coś z krwią, a teraz ktoś przejdzie na golasa, dla szybkich emocji, tak pod publiczkę. Staram się za wszelką cenę unikać takich pokus i bronić światła prawdy.

Prospero w pani „Burzy” jest czystym światłem.
Tak, jest parafrazą dzisiejszego artysty, który musi dokonywać wyborów i w pewnym momencie zostaje sam. To konsekwencja jego bezkompromisowości. Rzeczywistość zmusza nas do coraz większych kompromisów, co jest niebezpieczne dla sztuki, dla jakości. Holoubek powtarzał, że gdzieś tam, w ciemności widowni, jest nasz brat, który rozumie, i to wystarczy. Ważne, aby być szczerym w swojej pracy i wierzyć, że jest nas więcej. Jeżeli próbuje się odgadywać, czego chce większość, to już jest się zgubionym, to koniec.

Potwierdzenie światowego uznania dla pani pracy, choćby miejsce w rankingu najważniejszych choreografów, przychodzi w chwili, kiedy nie ma pani już swojego zespołu. Z Bałtyckim Teatrem Tańca żegnała się pani w 2016 roku „Tristanem i Izoldą”. Jacek Marczyński pisał, że to „poruszający spektakl zespołu, który stał się tak dobry, że postanowiono go zlikwidować”. Stworzyła pani Biały Teatr Tańca, musiała go pani zawiesić na początku 2019 roku. Prospero to pani?
Do Opery Bałtyckiej przyszedł nowy dyrektor i powiedział, że chce mieć balet klasyczny. Odpowiedziałam, że się nie zgodzę na klasykę. Bałtycki Teatr Tańca miał konkretny profil, nad którym wiele lat pracowałam i nadal zamierzałam pracować. Całe swoje życie poświęciłam, żeby zbudować zespół, który liczył się na świecie. Pamiętam, jak przyjechała Natalia Metelitsa z International Festival of Arts „Diaghilev. P.S.” z Sankt Petersburga i zobaczyła „Burzę” i „Fedrę”. Od razu nas zaprosiła, mówiąc, że zrzuci z programu inny zespół, bo tak jej zależy na naszym udziale. Dowiedziała się o nas od recenzentów ze świata. Kiedy radziła się, kogo zaprosić, usłyszała, że musi zobaczyć Bałtycki Teatr Tańca.

Myśli pani, że zdecydował styl, a nie fakt, że nowy dyrektor zastąpił na tym stanowisku pani męża?
To typowe w Polsce, że kiedy obejmuje się stanowisko, wszystko, co było wcześniej, uznaje się za złe. Nie chodziło o mojego męża.

Mogła pani na kogoś liczyć?
Planując „Tristana i Izoldę”, wiedziałam, że chcę to zrobić do muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Przyjechał z Elżbietą na próby, był zachwycony. Mówił: „Jak tyś to dobrała, przecież to fantastyczne! Ja to napisałem?!”. Potem przyjechał na premierę. Kłanialiśmy się z nim na scenie, nigdy tego nie zapomnę. Po odejściu z Opery Bałtyckiej Pendereccy przygarnęli nas do Lusławic. Myśmy w tej świątyni sztuki przez dwa miesiące ćwiczyli, spali, jedli. Musieliśmy przygotować spektakle na wyjazd do Petersburga. Udało nam się przygotować również „Fedrę” i „Śmierć i dziewczynę”. Tymczasem zadzwoniła Metelitsa, że ściąga do Ermitażu obraz Vermeera „Mleczarka”, o którym wcześniej zrobiłam spektakl, prosiła, żeby go przywieźć. Niezwykłe było pokazanie „Light” na scenie Ermitażu, w takim odrealnionym miejscu. Pozostałe trzy spektakle pokazaliśmy w Teatrze Aleksandryjskim, był również Krzysztof Penderecki. Kwiaty sypały się z nieba w czasie stojącej owacji, ale po tym sukcesie zespół się rozjechał.

Jednak wskrzeszała go pani.
Udało się to przy okazji spektaklu „Eros Thanatos” inspirowanego obrazami Jacka Malczewskiego. Pomógł nam Andrzej Seweryn, goszcząc w Teatrze Polskim. Znowu się rozjechaliśmy. Odwiedziłam chyba wszystkie warszawskie teatry, błagając o jakąś możliwość. Jedyne miejsce, które mogło nas przyjąć, to Teatr Komedia. Tyleż samo nam pomógł, co zaszkodził. Nie da się pogodzić „Śmierci i dziewczyny” z hasłem teatru: „Śmiej się z nami”. Ale przetrwaliśmy dzięki miastu Warszawa dziewięciomiesięczny kontrakt, pokazaliśmy wiele spektakli Białego Teatru Tańca. Byłam technicznym, nosiłam buty, kostiumy, bo wszystko było w mojej piwnicy, robiłam światła, próby, rozgrzewki, byłam inspicjentem i prowadziłam każdy spektakl. Byłam wieloma osobami po to, aby dziesięciu tancerzy miało jak najlepszą pracę i możliwość pokazania się na scenie. Pod koniec roku dyrektor Komedii powiedział, że jednak jest konflikt, bo mamy różne wizje teatru. Zderzyliśmy się ze ścianą biurokracji. W konkursie na dotację zabrakło nam półtora punktu. Nasz dorobek ani uznanie świata się nie liczyły. Byliśmy w środku sezonu, robiliśmy próby, wierząc, że dostaniemy szansę. Tancerze, którzy byli z różnych części świata, mieli powynajmowane mieszkania w Warszawie. Rozmawiałam z władzami. Nic. Musiałam zawiesić działalność zespołu. Zapłaciłam za to zdrowiem.

Jak pani myśli, za co pani zapłaciła?
Zapłaciłam za bycie sobą, za silną osobowość, dążenie do doskonałości, brak kompromisu. Ale mam poczucie, że otacza mnie miłość. Nigdy nie straciłam świeżości i naiwności, że wszystko jest możliwe, że coś potrafię, nie mylę się. Wiem, czego chcę. Tylko tak można zrobić coś naprawdę ważnego. Nie mam poczucia osamotnienia, bo artysta jest sam ze swoją twórczością. Pamiętam rozmowę z Borisem Eifmanem (założyciel i szef St. Petersburg Eifman Ballet). Kiedy wyznałam, że planujemy przenosiny do Warszawy, odpowiedział: „Za dobra jesteś, nie wpuszczą cię”. Kiedy mówiłam, że stanę do konkursu, tylko pokręcił głową, uśmiechnął się, przytulił mnie i tak się rozstaliśmy. Wiedział, co mówi, bo przeszedł taką drogę w Petersburgu. Był zwalczany, ale kiedy osiągnął sukces za granicą i wrócił, to się zmieniło. Zastanawiam się, dlaczego warszawska publiczność nie może mieć takiego teatru tańca jak BTT.

Niedługo zrealizuje pani w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej spektakl „Bieguni – Harnasie”. O czym tym razem pani opowie?
Dyrektor Polskiego Baletu Narodowego Krzysztof Pastor zaproponował mi realizację kolejnego spektaklu autorskiego. Uwielbiam Olgę Tokarczuk, więc nie mogłam nie sięgnąć do jej twórczości. Wybrałam książkę „Bieguni”. Połączyłam ją z „Harnasiami” Szymanowskiego. Bieguni to ludzie, którzy tańcem, ruchem oswajają zło. Czy może być piękniejsza metafora ludzi tańca?

Izadora Weiss, tancerka, choreografka. Zrealizowała choreografie wielu spektakli operowych i blisko 30 spektakli autorskich. Stworzyła i prowadziła Bałtycki Teatr Tańca i Biały Teatr Tańca, sięgając po muzykę między innymi: Bacha, Mozarta, Mahlera, Szymanowskiego, Pendereckiego, Glassa, Hendrixa, Bregovicia, Kennedy’ego.