1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Konkurs Chopinowski przełożony - słuchajmy Chopina online

Konkurs Chopinowski przełożony - słuchajmy Chopina online

Pomnik Fryderyka Chopina w Łazienkach Królewskich w Warszawie (Fot. BEW)
Pomnik Fryderyka Chopina w Łazienkach Królewskich w Warszawie (Fot. BEW)

18. edycja Konkursu Chopinowskiego, która miała się odbyć w październiku została przełożona z powodu koronawirusa. Nic dziwnego, że melomani są zawiedzeni. Czekają na to wydarzenie 5 lat.

Konkurs Chopinowski, międzynarodowe święto muzyki, odbywa się od 1927 roku co pięć lat. W tym roku czekaliśmy na 18 edycję konkursu, jednak z powodu pandemii koronawirusa została ona przesunięta na 2021 rok. Z edycji na edycję zainteresowanie konkursem jest coraz większe - bilety na tegoroczne przesłuchania i koncerty do Filharmonii rozeszły się w zaledwie 3 godziny.

Eliminacje i kolejne etapy konkursu obserwują nie tylko melomani w Filharmonii, ale również miliony słuchaczy na całym świecie, dzięki relacjom online. Poprzednia, 17. edycja Konkursu Chopinowskiego, zasięgiem i atrakcyjnością pobiła rekordy popularności. Filmy z Konkursu Chopinowskiego (głównie sesje przesłuchań) wyświetlono ponad 9 milionów razy. Największą widownię przyciągnął koncert zwycięzcy Konkursu pochodzącego z Korei Południowej Seong-Jin Cho – obejrzało go ponad 2 miliony osób.

W tym roku nie pozostaje nam nic innego niż iść za ich przykładem: koncertów z poprzednich edycji Konkursu Chopinowskiego można słuchać na stronie internetowej w ramach witryny Instytutu Chopina oraz na kanale

Poniżej przypominamy nagranie laureatów poprzednich edycji: Seong-Jin Cho z 2015 roku i Rafała Blechacza z 2005.

Rafał Blechacz jest laureatem 1 nagrody XV edycja konkursu, która była wyjątkowa- zgłosiła się do niego rekordowa liczba uczestników. Do eliminacji XV edycji przystąpiło aż 323 pianistów, spośród których do ścisłego finału przeszło 12.

Nie w plenerze tylko online

Fani muzyki Fryderyka Chopina od lat słuchają jej również na Niedzielnych Recitalach Chopinowskich w Żelazowej Woli, które odbywają się cyklicznie od maja do września. W tym roku i one zmieniły swój charakter. Zamiast w Domu Urodzenia Fryderyka Chopina muzyki najsłynniejszego polskiego kompozytora będzie można słuchać, siedząc na własnej kanapie  - koncerty będą transmitowane w każdą niedzielę o godzinie 15. - na kanale YouTube Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina oraz na Facebookowym profilu Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.

Pierwszy recital online odbył się 3 maja, poniżej program kolejnych koncertów: 10 maja – Paweł Wakarecy 17 maja – Szczepan Kończal 24 maja – Wojciech Świtała 31 maja – Janusz Olejniczak 7 czerwca – Magdalena Lisak 14 czerwca – Aleksandra Świgut 21 czerwca – Michał Szymanowski 28 czerwca – Szymon Nehring

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Malta Festival Poznań powraca. "Będzie kolorowo i nostalgicznie"

W ramach tegorocznej edycji Festiwalu Malta Poznań na plenerowej scenie wystąpi m.in. Karolina Czarnecka z dziewczęcym chórem Skowronki. (Fot. Dawid Grzelak/materiały prasowe)
W ramach tegorocznej edycji Festiwalu Malta Poznań na plenerowej scenie wystąpi m.in. Karolina Czarnecka z dziewczęcym chórem Skowronki. (Fot. Dawid Grzelak/materiały prasowe)
Festiwal Malta wraca do korzeni. W tym roku między 18 a 29 czerwca Poznań ponownie zmieni się w plenerową scenę zasilaną energią widzów i zaproszonych artystów i artystek – cyrkowców, tancerzy, performerek, muzyków. Tegoroczne hasło brzmi „Powrót na ziemię / Back to the Ground”.

Festiwal Malta zaprasza w czerwcu do parku Wieniawskiego w Poznaniu. 31. edycja odbędzie się w terminie 18-29.06.2021 pod hasłem „Powrót na ziemię / Back to the Ground”. Powraca teatr plenerowy i Generator Malta, który przygląda się społecznym kontekstom ziemi. Nowym nurtem programowym jest „Portret”, który w tym roku będzie poświęcony szwajcarskiemu reżyserowi Milo Rau. W programie m.in. konferencja o wizji teatru jako przestrzeni oporu wobec kapitalizmu, jako praktyki solidarnościowej i emancypacyjnej, spotkania publicystyczno-literackie „Ruchy oporu” oraz przegląd spektakli wyprodukowanych przez Komunę Warszawa.

31. edycja Festiwalu Malta Poznań odbędzie się w terminie 18-29.06.2021 pod hasłem „Powrót na ziemię / Back to the Ground”.31. edycja Festiwalu Malta Poznań odbędzie się w terminie 18-29.06.2021 pod hasłem „Powrót na ziemię / Back to the Ground”.

Festiwal Malta powstał w 1991 roku, gdy po dekadach komunizmu wolność odżywała i nabierała nowych znaczeń. Sztuka stawała się przestrzenią wolnej ekspresji i wspólnego świętowania. Maltańskie projekty, pokazywane najpierw nad Jeziorem Maltańskim, a później na ulicach, placach i skwerach całego miasta, były dostępne dla każdego widza.

Pandemia na nowo wyzwoliła potrzebę wspólnego świętowania i celebrowania bycia razem. Z wirtualnych przestrzeni powróćmy na ziemię, odzyskajmy grunt pod nogami. Będzie kolorowo i nostalgicznie - na Maltę powrócą siedzenie na trawie, piknikowanie, a także żonglerka, pantomima, klaunada i akrobacje. Szaleństwo znów przejmie kontrolę nad miastem. Zaplanowano też poranny rozruch na trawie, aby zadbać o ciała, o których istnieniu zapomnieliśmy w czasie pandemii. W ramach rozgrzewek cyrkowych będzie można nauczyć się podstaw akrobatyki, operowania frisbee czy hula-hoop. Taneczne rozgrzewki poprowadzą uznani artyści i artystki tańca współczesnego - będzie to ostatnia odsłona działań ekipy Starego Browaru Nowego Tańca na Malcie.

Na plenerowej scenie będzie można zobaczyć wyprodukowane przez Komunę Warszawa spektakle w reż. Agnieszki Smoczyńskiej, Cezarego Tomaszewskiego, Agnieszki Jakimiak i Anny Smolar oraz „Morderstwo (w) Utopii” Grzegorza Laszuka w Teatrze Polskim. W programie muzycznym prezentacja trzech europejskich scen: Berlina (Laura Lee & the Jettes), Poznania (Izzy and the Black Trees, Shyness!), Kijowa (Gurt O, Ofliyan), koncert Karoliny Czarneckiej z dziewczęcym chórem Skowronki, występ Meli Koteluk i Bartka Wąsika z poezją K. K. Baczyńskiego oraz finałowy koncert odwołujący się do tradycji polskich orkiestr jazzowych międzywojnia Jazz Band Młynarski-Masecki.

Mela Koteluk i Bartek Wąsik zaprezentują poezję K. K. Baczyńskiego. (Fot. Ksawery Zamoyski/materiały prasowe)Mela Koteluk i Bartek Wąsik zaprezentują poezję K. K. Baczyńskiego. (Fot. Ksawery Zamoyski/materiały prasowe)

Na scenie muzycznej zagrają przedstawiciele trzech europejskich scen. Poznań reprezentować będą zespoły Izzy and the Black Trees (na zdjęciu) oraz Shyness!. (Fot. materiały prasowe)Na scenie muzycznej zagrają przedstawiciele trzech europejskich scen. Poznań reprezentować będą zespoły Izzy and the Black Trees (na zdjęciu) oraz Shyness!. (Fot. materiały prasowe)

„Portret” to nowy, międzynarodowy nurt kuratorski Malty, w tym roku wokół twórczości szwajcarskiego reżysera Milo Rau, który jest dyrektorem teatru w Gandawie, NT Gent. Krytycy nazywają go „najambitniejszym” artystą naszych czasów. Teatr Milo Raua jest jednocześnie teatrem wspólnotowym, solidarnościowym, działającym na rzecz dobra wspólnego i symbolicznego Innego, a także teatrem kontrowersji, emocji i artystycznego ryzyka. W spektaklach przywołuje przede wszystkim historyczne i współczesne konflikty, zbrodnie, niesprawiedliwości, rozprawia się ze współczesnymi tabu. Reżyser wykorzystuje materiały archiwalne, stara się poznać jak najwięcej punktów widzenia: powołuje świadków, oddaje głos ofiarom albo ich bliskim, a także ekspertom. Aktorzy i aktorki (profesjonalni i nieprofesjonalni, pochodzący z różnych środowisk i kultur, mówiący różnymi językami) uczestniczą w poszukiwaniach, zbierają informacje, są zawsze współtwórcami scenariusza spektaklu. Na Malcie zaprezentowany będzie głośny spektakl o pierwszym w Belgii morderstwie na tle homofobicznym.

Wyjątkowym wydarzeniem będzie premiera koncertu Projekt Krynicki, który tworzy trzech wybitnych i uznanych kompozytorów – Paweł Mykietyn, Alek Nowak i Paweł Szymański. Każdy z nich przygotowuje muzykę do wierszy Ryszarda Krynickiego – prawykonanie utworów usłyszymy 24 czerwca na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Jedną z kompozycji wykona Sinfonia Varsovia pod batutą Bassema Akiki.

Festiwal ogłosił również dwa konkursy dla środowisk artystycznych – Chodźmy w plener / Let’s hit the outdoors na działania plenerowe – od krótkich form teatralnych i muzycznych po formy nowocyrkowe oraz nabór Zaklepane / Ground Rules na projekty artystyczne do Generatora Malta skupione wokół społecznych kontekstów ziemi. Jury wyłoniło łącznie 17 projektów, które zobaczymy na festiwalu.

Malta zaprezentuje twórców, zespoły teatralne i instytucje kultury z Poznania i Polski. W programie premiera widowiska Teatru Biuro Podróży „Eurydyka”, spektaklu o Grzegorzu Ciechowskim „Kombinat” Teatru Muzycznego, spektaklu Polskiego Teatru Tańca z Moniką Błaszczak i performansu „Cienie. Eurydyka mówi” w wykonaniu Kamili Baar wyprodukowanego przez Fundację Teatru Śląskiego.

W programie m.in. premiera performansu „Cienie. Eurydyka mówi” w wykonaniu Kamili Baar wyprodukowanego przez Fundację Teatru Śląskiego. (Fot. Fundacja Teatru Śląskiego)W programie m.in. premiera performansu „Cienie. Eurydyka mówi” w wykonaniu Kamili Baar wyprodukowanego przez Fundację Teatru Śląskiego. (Fot. Fundacja Teatru Śląskiego)

Widzowie obejrzą również spektakl „Morderstwo (w) Utopii” w reżyserii Grzegorza Laszuka. (Fot. Pat Mic/materiały prasowe)Widzowie obejrzą również spektakl „Morderstwo (w) Utopii” w reżyserii Grzegorza Laszuka. (Fot. Pat Mic/materiały prasowe)

To dopiero początek ogłoszeń – całość programu zostanie opublikowana na konferencji prasowej pod koniec maja. W programie m.in. teatr w przestrzeni publicznej, teatr krytyczny i teatr familijny, koncerty na świeżym powietrzu, działania dla dzieci, joga na trawie, taneczne rozgrzewki, premiery sztuki zaangażowanej, koncert finałowy, instalacje i interwencje artystyczne, warsztaty, spotkania i debaty. „Wciąż jesteśmy w sytuacji pandemii. Wierzymy, że odpowiedni dystans, przestrzeganie reżimu sanitarnego pozwolą nam oglądać sztukę na żywo. Zapiszcie daty w kalendarzu 18-29.06.2021 – do zobaczenia na Malcie!” - informują organizatorzy Festiwalu.

  1. Zdrowie

Szczepienia – przekonujmy nieprzekonanych

Niestety, jako społeczeństwo myślimy egoistycznie, każdy o sobie, nie mamy w polu widzenia odpowiedzialności zbiorowej. A odporność zbiorowiskowa to nasza wspólna sprawa. I może być osiągnięta dzięki każdemu z nas. Nie myślimy o tym, że powinniśmy też z siebie coś dać. (Fot. iStock)
Niestety, jako społeczeństwo myślimy egoistycznie, każdy o sobie, nie mamy w polu widzenia odpowiedzialności zbiorowej. A odporność zbiorowiskowa to nasza wspólna sprawa. I może być osiągnięta dzięki każdemu z nas. Nie myślimy o tym, że powinniśmy też z siebie coś dać. (Fot. iStock)
"Naukowcy i lekarze, którzy stali nad umierającymi dziećmi, pragnęli zrobić „coś”, by ten koszmar i nieszczęście się nie powtarzało. Żeby przyszłe pokolenia nie doznały cierpienia, aby żyło nam się lepiej. Zrobili to, wynaleźli szczepionki. A my to teraz kwestionujemy”. Z dr Joanną Pietroń, lekarką, specjalistką medycyny rodzinnej z Centrum Medycznego Damiana rozmawiamy o szczepieniach – także tych na COVID-19.

Poziom zaszczepienia dzieci na odrę spadł w Polsce do poziomu poniżej 93 proc. To oznacza, że straciliśmy odporność zbiorową na tę chorobę – donosi UNICEF Polska. Nie chcemy się szczepić. Dlaczego?
Od początku XXI wieku nie tylko w Polsce, ale i na świecie widać masowe zwiększanie się występowania chorób zakaźnych. W 1930 roku w USA było wiele przypadków błonicy, w roku 2000 nie było ich w ogóle, a teraz choroba zaczyna wracać. Wraca krztusiec, wraca odra. Widzę tu dwa powody. Jeden dzieje się to często w miejscach, gdzie są konflikty zbrojne. Na to nie mamy wpływu. Drugi – odmowy szczepień. Zdarza się to w ortodoksyjnych mniejszościach religijnych, ale nie tylko. Mamy coraz mocniejsze ruchy antyszczepionkowe i ludzi, którzy są podatni na różne pseudonaukowe teorie i pseudowiedzę.

No właśnie, te ruchy rosną w siłę. Dlaczego?
Bo jest Internet. Informacje okrążają kulę ziemską w sekundę. Rozprzestrzeniają się i tam, gdzie padają na podatny grunt, dają owoce. Chore owoce. Kiedy wprowadzono powszechne szczepienia ochronne, choroby zakaźne były powszechne. Każdy widział chorych po polio, na własne oczy mógł zobaczyć, jak straszne są następstwa tej choroby – o ile oczywiście pacjent ją przeżył. Słyszało się o tragediach, o zgonach, ludzie znali rodziny dotknięte tragedią. Teraz osiągnęliśmy odporność zbiorowiskową na takim poziomie, że tacy ludzie, takie dzieci zniknęły. Więc choroby zaczęły być abstrakcją, nie konkretem. Zachorowania stały się nieliczne i dotyczą albo osób niezaszczepionych albo zaszczepionych jedną dawką, np. w niepełnym schemacie szczepień przeciwko śwince, odrze lub różyczce. Rzadko zdarza się, żeby chorowała osoba zaszczepiona w pełni, a jeśli już, to choruje łagodnie.

I trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie: twierdzenie, że choroby zakaźne to łagodne choroby wieku dziecięcego, jest nieprawdziwe. One są łagodne, ale po szczepieniu. Na przykład odra. Łagodna choroba? Bzdura. Może wywołać zapalenie ucha, płuc, mózgu. Może na długo obniżyć odporność. Może nawet doprowadzić do śmierci. Nie znamy naturalnego przebiegu tych chorób, bo od lat nie mamy z nimi kontaktu. A bywają po ich przechorowaniu poważnie powikłania, szpital, czasem śmierć. Naukowcy i lekarze, którzy stali nad umierającymi dziećmi, pragnęli zrobić „coś”, by ten koszmar i nieszczęście się nie powtarzało. Żeby przyszłe pokolenia nie doznały cierpienia, aby żyło nam się lepiej. Zrobili to, wynaleźli szczepionki. A my to teraz kwestionujemy. Myślimy: mnie to nie spotka, po co narażać dziecko na kłucie, ból, może gorączkę. A ruchy antyszczepionkowe nagłaśniają każdą sytuację niepożądanych odczynów poszczepiennych – na takich właśnie emocjach bazują. Ta przesadna troska o bezpieczeństwo szczepień niestety często podważa ich istotę.

Nie chcemy wierzyć nauce?
Świat stał się skomplikowany, dużo w nim niepewności, nauka nie daje odpowiedzi na pewno i na zawsze, takie odpowiedzi za to dają ruchy pseudonaukowe, promujące, powiedzmy to sobie, mity. Nauka opiera się na specjalizacji, na zaufaniu, które jest wpisane w system instytucji kontrolnych. Szczepimy i jednocześnie zwiększamy wymagania co do samych szczepionek. Do jakości preparatu. Obecnie szczepionka powinna zapewniać niemal stuprocentową ochronę, ma stymulować mechanizmy odporności swoistej i nieswoistej, ma wywołać długotrwałą odpowiedź poszczepienną, ma być bezpieczna, bez działań niepożądanych, stabilna, łatwa w stosowaniu, najlepiej jednodawkowa, powszechnie dostępna i z przystępną ceną. Tych wymagań, jak widać, jest dużo. Producenci szczepionek reagują też na głosy opinii publicznej. Tiomersal, substancję konserwującą w szczepionkach, praktycznie wycofano (choć szkodliwości jej działania nie dowiedziono), bo ruchy antyszczepionkowe oskarżały ją o „wywoływanie” autyzmu. I co? Z jednej strony liczba autystyków w społeczeństwie wcale się nie zmniejszyła, z drugiej – rezygnacja z tiomersalu została, paradoksalnie, źle przyjęta: wycofują, aha, znaczy, że coś było nie tak. Truli nas.

Wierzymy w spiski?
Bywa, że ludzie nie odróżniają nauki od pseudonauki. Nauka dąży do poznania mechanizmów, do dania odpowiedzi na pytania, co i dlaczego. Pseudonauka głosi tezę i albo w nią wierzysz, albo nie. Poziom wiedzy dotyczącej biologii nie jest u nas wysoki, często niełatwo zrozumieć procesy zachodzące w organizmie czy mechanizmy działania pewnych substancji. Pseudonauka nie każe rozumieć, każe wierzyć. I to jest dla wielu osób prostsze. Nauka stara się zrozumieć szerokie konsekwencje głoszonych tez, pseudonauka nie uwzględnia choćby społecznych konsekwencji. Nie zaszczepię się i już. Nie zastanawiam się nad dalszymi kosztami takiej decyzji. Nie myślę o osobach z obniżoną odpornością, które szczepić się nie mogą, a które jako pierwsze poniosą konsekwencje powrotu chorób zakaźnych.

Dane mówią, że w roku 2019, kiedy w Polsce zanotowano rekordową liczbę zachorowań na odrę, bo aż 1500, najwięcej przypadków dotyczyło ludzi między 35. a 40. rokiem życia. Skąd to się bierze? Przecież oni w dzieciństwie byli szczepieni?
Ale produkcja czy raczej receptura szczepionek kiedyś wyglądała inaczej. Miały one bardzo wysoką immunogenność, zawierały dużo antygenów, które wywoływały mocną odpowiedź immunologiczną. Czyli na przykład szczepionka na krztusiec zawierała 3200 silnie immunogennych białek. Teraz we wszystkich szczepionkach podawanych dzieciom w ciągu pierwszego roku życia liczba tych białek nie przekracza 50. Im większy jest ładunek substancji, która ma wywołać odporność, tym mocniejsza jest odpowiedź. Ale żeby zmniejszyć ilość NOP, czyli niepożądanych odczynów poszczepiennych, zmniejszano ilość immunogenów.

Czyli u 35-latków odporność mogła wygasnąć, bo szczepionki przeciw odrze, które im podano, były „słabsze”?
Mogło tak być. Może ci ludzie mają własne dzieci, może ich nie szczepili albo miały one w przedszkolu kontakt z odrą – a to wyjątkowo zakaźna choroba, jedna osoba może zakazić 17 – a ich odporność wygasła czy była już słaba, stąd zachorowanie. To samo z krztuścem czy błonicą. Moi pacjenci mają dzieci w przedszkolu, a nie podaje się informacji, że błonicą, tężcem i krztuścem warto doszczepiać się co 10 lat. Odporność wygasa.

A gdyby dzieci były szczepione i mielibyśmy odporność zbiorowiskową, nie trzeba byłoby doszczepiać?
Wtedy chorują jedynie osoby podatne, te, którym wygasła odporność albo te, które nie byłyby szczepione. Ale też rzadziej, bo mniejsze byłyby szanse na kontakt z patogenem. Zresztą to nigdy nie jest tak, że szczepionka zabezpiecza w stu procentach przed zachorowaniem. Zawsze jest grupa osób, które nazywamy „non-responders”, które właśnie „nie odpowiadają” na szczepienie. Poza tym celem szczepionki jest zapobiec ciężkiemu przebiegowi choroby, który grozi poważnymi powikłaniami, z hospitalizacją i śmiercią włącznie.

No właśnie, to podkreślają też wirusolodzy i lekarze zachęcający do szczepienia się przeciw COVID-19. Ale znam osoby, które mówią: nie będę się szczepić, Iksiński się zaszczepił i zachorował.
Powiem jeszcze raz: żadna szczepionka nie zapobiega zachorowaniu w stu procentach. Chodzi o to, żeby było jak najmniej ciężkich przebiegów. I śmierci. I żeby osiągnąć odporność zbiorowiskową. Żebyśmy wszyscy mogli normalnie żyć.

Czy spotyka pani na co dzień w gabinecie ludzi, którzy nie chcą się szczepić?
Spotykam. Jest grupa, która zdecydowanie nie chce. Jest grupa niezdecydowanych. I grupa osób, które mówią: trudno powiedzieć. Ale to się zmienia. Chęć szczepienia jest większa, jeśli ktoś w rodzinie czy wśród bliskich znajomych widział tragedię związaną z COVID-19. Znał kogoś, kto zmarł albo u kogo choroba wywołała spustoszenie. Doświadczenie to najlepsza, niestety, droga do przekonania nieprzekonanych. Dotyczy to zarówno COVID, jak i chorób wieku dziecięcego – kiedy te wrócą i znajome dziecko wyląduje w szpitalu, nasze nastawienie się pewnie zmieni.

Tylko musimy znów zatoczyć to koło, z którego, wydawało się jeszcze niedawno, udało nam się wyjść…
Tak to wygląda. Kiedy zagrożenie znika nam z oczu, przestajemy się bać. To w gruncie rzeczy cena sukcesu programu szczepień.


Kto szczepi się najchętniej?
Mężczyźni z dużych miast, ci, którzy są zmęczeni pandemią, a mają odpowiedzialność za innych. Tak mówią badania i potwierdza mi się to w gabinecie. Najmniej chętni są ludzie z małych miejscowości, mniej przekonane są też kobiety.

Boimy się konsekwencji zdrowotnych szczepienia, nagłaśniane są przypadki powikłań, zatorowości – jak w przypadku Astra Zeneca i Johnson&Johnson – ale to są sprawy jednostkowe. Zwłaszcza jeśli zestawić je z zagrożeniem, jakie niesie sama choroba. Boimy się, że szczepionka jest nowa, że tak szybko powstała, że nie wiadomo, czy będzie skuteczna, czy nie trzeba jej będzie co rok powtarzać. A jednocześnie ci sami ludzie zamykają się na informacje dotyczące epidemii, nie śledzą doniesień, nie widzą realnych niebezpieczeństw. To przypomina mi sytuację, kiedy jest wojna, ogłaszają alarm, a ja wyłączam radio, które jest moim źródłem informacji o zagrożeniu. Tak bym to określiła. To chyba kwestia i zmęczenia przedłużającą się pandemią, i lęku, który wiadomości podsycają.

Jakie jest wyjście? Na razie chyba szczepienia to jedyna droga?
Nie mamy na COVID-19 póki co dostępnych skutecznych i przebadanych leków przeciwwirusowych. To zresztą dotyczy wielu chorób zakaźnych, choćby odry, świnki czy różyczki. Mam nadzieję, że jednak osoby niezdecydowane przy stałym przekazie medialnym i dostępności szczepień będą się szczepić. Naprawdę jedna rozmowa z osobą, która przeszła hospitalizację przez COVID-19, a teraz nie może wejść po schodach, może tu być argumentem decydującym.

Mówiła pani o naszych brakach w wykształceniu. Ale wszyscy znamy osoby po studiach, które deklarują, że się szczepić nie będą.
To nie jest łatwe. Myślę, że mechanizm działania szczepionek nie jest zrozumiały nawet dla części lekarzy. Szczepionki mRNA to nowy krok, choć ta technologia była już wykorzystywana w badaniach nad nowotworami, epidemia spowodowała jedynie przyspieszenie prac. Także procedur rejestracyjnych – to, co kiedyś trwało i trwało, teraz zostało załatwione w szybszym tempie. Strach przed epidemią zmobilizował rzesze urzędników i naukowców do działania dla dobra ludzkości. Motywacja była i jest silna.
Poza tym dziś, kiedy trwają szczepienia, wszystkie instytucje otwarte są na przyjmowanie każdego zgłoszenia dotyczącego NOP.
Może zadziałałoby też, gdyby rzeczywiście wprowadzono realne przywileje dla zaszczepionych. Tak jak dzieje się to w krajach, w których proces szczepień idzie szybciej niż u nas – jak Izrael czy Wielka Brytania. Sądzę, że u nas młodzi ludzie, którzy chcą wyjeżdżać na wakacje czy nie mieć już ograniczeń w życiu codziennym, zdecydują się na szczepienie, nawet jeśli jeszcze parę miesięcy temu nie byli przekonani. Niedobrze natomiast, że my, lekarze, nie mamy tu jednolitego stanowiska.

Zdarza się podobno, że w szpitalach w mniejszych miejscowościach zaszczepione są pojedyncze osoby z personelu medycznego, zarówno wśród lekarzy, jak i pielęgniarek.
Tak, znam takie sytuacje. Cały czas słyszę: ja mam dobrą odporność, na pewno nie zachoruję, a nawet jeśli, przejdę to lekko. Tylko niestety absolutnie nie ma tu gwarancji.

Co pani wtedy odpowiada?
No właśnie: że nie ma gwarancji. Że jest pandemia i warunkiem powrotu do normalności jest wyszczepienie pewnego procenta populacji. I to dotyczy każdego z nas. A szczególnie tych, którzy mają codziennie kontakt z wieloma ludźmi, pracują w handlu, prowadzą restauracje, uczą w szkole, są lekarzami. Został napompowany lęk przed powikłaniami po szczepieniu. Ja mam wśród pacjentów dużą grupę zaszczepionych i nie wiedziałam jeszcze naprawdę poważnych powikłań poza bólem ręki czy gorączką, która po dniu czy dwóch mija. I jest na dobrą sprawę efektem pożądanym, bo to znak, że szczepionka zaczyna działać. Antyszczepionkowców się nie przekona, tylko straci się dużo energii, a efekt żaden. Powinniśmy walczyć o grupę niezdecydowanych.

Czyli rozmawiać, przekonywać?
Trzeba to robić. Wczoraj rozmawiałam z kuzynką, która nie chce się szczepić. Zrobiłam coś, czego pewnie nie powinnam – zapisałam ją na szczepienie. Ona się obraziła, bo jak ja tak mogłam. Powiedziałam jej, że ma telefon, może odwołać. Ale uważam, że ryzykuje. A ja chcę się jeszcze przez wiele lat móc z nią widywać i nią cieszyć. Wykształcona dziewczyna, a jest w niej ogromny lęk przed następstwami szczepionki, nie ma za to lęku przed następstwami choroby. Cały czas to samo przekonanie: że szczepionka jest gorsza niż choroba. Niemożliwe i nieprawdziwe. Mamy dziś tak wysokie wymagania stawiane szczepionkom, także tym na COVID-19, one też przeszły absolutnie wszystkie obowiązkowe badania i etapy. I cały czas są monitorowane. A mimo to cały czas jest też strach. A strach to silna i trudna emocja, nie jest łatwo z nią walczyć.

Można mieć nadzieję, że jednak powoli będzie się to zmieniać.
Jeszcze rok temu ja sama nie znałam nikogo, kto ciężko przechodził COVID-19 czy zmarł w wyniku tej choroby. Teraz codziennie rozmawiam z pacjentami, z których większość już kogoś straciła. Sąsiadkę, przyjaciółkę, ojca. To już nie jest abstrakcja. Ale może ten przedłużający się stres sprawia, że ludzie to wypierają. I wyłączają się. Nie słuchają o nalocie bombowym. Tak im wygodniej, w ten sposób czują się bardziej komfortowo. Jak znikły czerwone paski w telewizjach informacyjnych, to jakby choroby nie było. No nie, ona jest. I sieje spustoszenie. Liczba zmarłych straszna, a ciągle nie ma w społeczeństwie głębszej refleksji. Choć też w gabinecie widzę zmiany na lepsze. Ludzie, którzy jeszcze niedawno deklarowali, że nie będą się szczepić, dziś martwią się i narzekają, że muszą czekać na termin szczepienia. I jadą do Białegostoku czy Przasnysza, bo tam może być szybciej. Co, z drugiej strony, znaczy, że w Białymstoku czy Przasnyszu zbyt wielu chętnych na szczepienie nie ma…

Ludzie mówią, że kiedyś szczepionki były lepsze, bezpieczniejsze…
Jest dokładnie odwrotnie. Nie były tak dobrze oczyszczone, nie stawiano im tak wysokich wymagań jak dziś. Ja ze szczepionkami przecież pracuję na co dzień i wiem – jeśli jakaś partia jest podejrzana, natychmiast się ją wycofuje. Jeśli w przychodni jest awaria prądu i rozmrozi się lodówka, to cała zawartość tej lodówki idzie do utylizacji. Niestety, ludzie nie wierzą, że tak się dzieje.

Ktoś powiedział mi, że na COVID-19 się nie szczepi, bo szczepionka nieprzebadana. Nie to, co ta na polio.
Pierwsza szczepionka na polio, żywa, doustna, chroniła, ale było co do niej wiele zastrzeżeń. A mimo to była podawana. I zrobiła swoje. Myślę, że dziś trudno byłoby ją zarejestrować, o ile w ogóle by się to udało.
Mogę tylko apelować. Nawet jeśli jesteśmy zdrowi, odporni i zakładamy, że kiedy zachorujemy, nic poważnego się nie stanie, ale na przykład mamy w domu, sąsiedztwie, pracy chorego na nowotwór, w immunosupresji, albo osobę starszą, z osłabioną odpornością i przywleczemy jej COVID, to konsekwencje mogą być tragiczne.

Niestety, jako społeczeństwo myślimy egoistycznie, każdy o sobie, nie mamy w polu widzenia odpowiedzialności zbiorowej. A odporność zbiorowiskowa to nasza wspólna sprawa. I może być osiągnięta dzięki każdemu z nas. Nie myślimy o tym, że powinniśmy też z siebie coś dać.
Zadbajmy też o seniorów. Moim zdaniem wielu z nich nie zgłosiło się na szczepienia, bo nie mieli nikogo, kto im pomoże. Zapisze ich, zawiezie. Cyfryzacja idzie błyskawicznie do przodu, system szczepień jest na tym oparty, starsi ludzie często sobie z tym nie radzą, nie wiedzą, jak, nie potrafią „ogarnąć”, dzieci daleko, czasem za granicą. W ich przychodni nie ma punktu szczepień i czują się często bezradni. Warto im pomóc. Zapytać, zawieźć. Cały czas możemy to zrobić. Bardzo do tego zachęcam.

  1. Kultura

Nowości muzyczne – płyty, których warto posłuchać

Fot. iStock
Fot. iStock
Nasza płytoteka powiększyła się o kilka pozycji. Sprawdźcie, co polecamy w tym miesiącu.

Na równych prawach

Ta bardzo przyjemna płyta dowodzi, że żywiołem Stinga są duety. „Nie spotkaliśmy się, pracowaliśmy na odległość, śpiewając w różnych studiach, więc to była taka pandemiczna relacja aż do czasu kręcenia teledysku” – tak Sting opowiada o nagrywaniu wspólnie z Melody Gardot singla „Little Something”. To akurat nowość na „Duets”, które zasadniczo jest płytą wspominkową.

Jeden z utworów na płycie Duets Sting nagrał z Zucchero. (Fot. materiały prasowe)Jeden z utworów na płycie Duets Sting nagrał z Zucchero. (Fot. materiały prasowe)

69-letni muzyk zebrał tu swoje ulubione duety z ostatnich dwóch dekad. Pojawiają się więc i Mary J. Blige, i Annie Lennox, Herbie Hancock i Eric Clapton, Julio Iglesias i Charles Aznavour, Zucchero, Shaggy… To zarazem festiwal różnych oblicz Stinga: jazzowego, soulowego i popowego, w stylu reggae, włoskim i latynoskim. No i algierskim w „Desert Rose”, które nagrał z pieśniarzem Chebem Mamim. Wszystkie te duety pokazują też, że Sting nie ma w zwyczaju w nich dominować, pozostawiając odpowiednią przestrzeń swoim drugim połówkom.

Sting, 'Duets' (Fot. materiały prasowe)Sting, "Duets" (Fot. materiały prasowe)

Niemal debiutanci

Gitara, fortepian, głos i blues. Pola Chobot i Adam Baran znają się już z grupy Jabłonka, ale dwa lata temu zadebiutowali w parze, a innych muzyków dopraszają w miarę potrzeb. Na minialbumie „Trzeba mi” snują tajemnicze, senne opowieści, a prowadzi nas przez nie niebywale nastrojowy wokal Chobot. Wciąż są na tym etapie, gdy cieszą się każdą nową słuchaczką i każdym nowym słuchaczem, serdecznie więc zachęcam, żeby dołączać do tego grona.

Pola Chobot&Adam Baran 'Trzeba mi'. (Fot. materiały prasowe)Pola Chobot&Adam Baran "Trzeba mi". (Fot. materiały prasowe)

Wreszcie

Premierę opóźniła najpierw pandemia, potem był problem, żeby zdążyć z wytłoczeniem wersji winylowej. Ale wreszcie poznaliśmy siódmy już album dopiero 35-letniej Amerykanki, która nigdy nie lubiła opuszczać studia na zbyt długo. Nie lubi też podwójnych standardów w show-biznesie, porusza tu więc podobne kwestie co Brytyjka z recenzji po prawej. A muzycznie? Trwa przy nienachalnym popie z folkową podszewką, to ostatnie akcentując na koniec coverem „For Free” Joni Mitchell.

Lana Del Ray 'Chemtrails over the country club'. (Fot. materiały prasowe)Lana Del Ray "Chemtrails over the country club". (Fot. materiały prasowe)

Przejąć kontrolę

„To płyta o zyskiwaniu kontroli nad własnym życiem” – deklaruje jasno wokalistka London Grammar Hannah Reid. Bo gdy inni gratulują ci sukcesów, ty wciąż sama siebie pytasz: kto tym wszystkim kieruje? I zastanawiasz się, jak przetrwać w kranie mizoginii, jaką jest pop. O tym, jak się z tym czuje, postanowiła powiedzieć światu z pomocą kolegów z zespołu – i tak trzecią płytę angielskie trio potraktowało jako swego rodzaju terapię. Co nie kłóci się z tym, że ten album to zestaw solidnych przebojów.

London Grammar 'Californian Soil'. (Fot. materiały prasowe)London Grammar "Californian Soil". (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

62. sezon Koncertów Chopinowskich w Łazienkach Królewskich po raz drugi online

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Niebywały sukces Koncertów Chopinowskich w wersji online z ubiegłego roku oraz trwające ograniczenia dotyczące organizacji imprez skłoniły organizatorów wydarzenia do kontynuowania recitali w formie online.

Koncert inauguracyjny odbędzie się w niedzielę 16. maja, tradycyjnie o godz. 12:00. Transmisja będzie dostępna na www.facebook.com/koncertychopinowskie, a także na Youtube i stronach internetowych www.koncerty-chopinowskie.pl i www.estrada.com.pl. Spacerujący w Łazienkach Królewskich będą mogli wysłuchać muzyki Chopina z głośników rozstawionych w głównych miejscach królewskiego parku w każdą niedzielę w południe.

W koncercie inauguracyjnym wystąpi amerykański pianista Kevin Kenner, uznawany za jednego z najwybitniejszych wykonawców muzyki Chopina. Zdobył najwyższą nagrodę na XII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Jest również laureatem Międzynarodowego Konkursu im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie i wielu innych.

Kevin Kenner (Fot. materiały prasowe)Kevin Kenner (Fot. materiały prasowe)

Ten pochodzący z Kalifornii pianista wcześnie miał okazję zapoznać się z polskimi tradycjami muzyki klasycznej – w wieku kilkunastu lat studiował pod kierunkiem wybitnego polskiego profesora Ludwika Stefańskiego w Krakowie. Kenner jest również wybitnym pianistą studyjnym – czasopismo „Grammophone” określiło wszystkie jego interpretacje utworów Paderewskiego i Chopina mianem nagrań miesiąca. Inne jego nagrania zostały wyróżnione przez „Diapason”, „Fanfare” i Polskie Radio. Przez ponad dziesięć lat Kevin Kenner był zatrudniony na stanowisku profesora w Royal College of Music w Londynie. Obecnie pracuje na wydziale muzycznym Uniwersytetu Miami (Frost School of Music), gdzie przygotowuje młodych, utalentowanych pianistów do występów na scenach świata. Zasiadał w jury wielu międzynarodowych konkursów pianistycznych, w tym Konkursu im. Ferruccio Busoniego we włoskim Bolzano i Konkursu im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

Sala Balowa w Pałacu na Wyspie, Łazienki Królewskie (Fot. materiały prasowe)Sala Balowa w Pałacu na Wyspie, Łazienki Królewskie (Fot. materiały prasowe)

Plenerowe koncerty muzyki Chopina zorganizowano po raz pierwszy w 1959 r., po zrekonstruowaniu pomnika kompozytora. Z biegiem czasu wielokrotnie zmieniały swoją formułę. W tym roku, po raz kolejny pianiści nie zagrają pod pomnikiem Chopina, lecz wystąpią dla słuchaczy online. Recitale zarejestrowane zostały w wyjątkowym wnętrzu Sali Balowej w Pałacu na Wyspie, zbudowanej pod koniec XVIII wieku, z dekoracyjnymi marmurowymi kominkami z rzeźbą Herkulesa i Apolla Belwederskiego. Koncerty w tej formule będą kontynuowane w każdą niedzielę o godz. 12:00, a jeżeli sytuacja na to pozwoli Stołeczna Estrada powróci do organizacji koncertów w tradycyjnej formie – na żywo.

Kalendarz najbliższych koncertów:

MAJ

16 maja – koncert inauguracyjny, godz. 12.00 - Kevin Kenner (USA)

23 maja – Łukasz Byrdy

30 maja – Aleksandra Hortensja Dąbek

CZERWIEC

6 czerwca – Mateusz Tomica

13 czerwca – Viet Trung Nguyen (Wietnam/Polska)

20 czerwca – Maciej Wota

27 czerwca – Edward Wolanin

LIPIEC

4 lipca – Mateusz Krzyżowski

Wszystkie koncerty dostępne będą bezpłatnie.

Cykl koncertowy finansowany jest ze środków Miasta st. Warszawy.

koncerty-chopinowskie.pl

  1. Kultura

Mistrzowskie skrzypce

Mistrzowskie skrzypce
Mistrzowskie skrzypce
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Już jutro 8 maja rozpoczyna się Międzynarodowy Konkurs Lutniczy im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu.

Najlepsi lutnicy z 14 krajów na całym świecie, m.in. z Włoch, Francji, Belgii, Korei Południowej, Chin, Japonii oraz Polski, zgłosili do konkursu 88 instrumentów. To nieco mniej niż zwykle – ze względu na pandemię, część ze zgłoszonych wcześniej skrzypiec nie dojechała. Poznański konkurs lutniczy odbywa się co 5 lat od 1957 r., jest najstarszym na świecie i jednym z najważniejszych obok Cremony, Mittenwaldu i Pekinu.

Międzynarodowe jury w skład którego wchodzą zarówno lutnicy, jak i muzycy, już niedługo rozpocznie oględziny instrumentów. Oceniane będą zarówno walory lutnicze instrumentów, jak i barwa dźwięków, które wydają. W finale instrumenty zagrają podczas przesłuchań kameralnych i orkiestrowych. To dla nich najsurowszy sprawdzian. Siła (głośność), barwa i nośność dźwięku robią różnicę. Najlepsze zostaną docenione. Na finalną punktację przypada ocena lutnicza - 50 proc, i drugie 50 proc. na ocenę dźwiękową. Dlatego w jury obok lutników zasiadają muzycy, m.in. Laura Hamilton – koncertmistrzyni Metropolitan Opera w Nowym Jorku i pedagog NY University oraz Bartosz Bryła, jeden z wybitnych współczesnych polskich wiolinistów i wykładowców.

(Fot. Piotr Waniorek /materiały prasowe MKL w Poznaniu)(Fot. Piotr Waniorek /materiały prasowe MKL w Poznaniu)

(Fot. materiały prasowe MKL w Poznaniu)(Fot. materiały prasowe MKL w Poznaniu)

Jan Spidlen, juror poprzednich edycji konkursu. (Fot. materiały prasowe MKL w Poznaniu)Jan Spidlen, juror poprzednich edycji konkursu. (Fot. materiały prasowe MKL w Poznaniu)

Główną nagrodą w tegorocznym Międzynarodowym Konkursie Lutniczym jest 16 tysięcy euro. To nagroda fundowana przez Ministerstwo Kultury. Zwycięskie instrumenty zasilają Narodową Kolekcję Instrumentów Lutniczych, której zasoby są wypożyczane najzdolniejszym krajowym muzykom. Kolekcja istnieje od lat. Pomogła zbudować światową karierę m.in. Wandy Wiłkomirskiej, Piotra Janowskiego czy Bartłomieja Nizioła.

W tegorocznym składzie jury zasiada Marcin Krupa, lutnik wielokrotnie nagradzany na międzynarodowych konkursach lutniczych, m.in. w Cremonie, Moskwie, Londynie, Baltimore i Poznaniu, ze znanej lutniczej poznańskiej rodziny. Również jego brat - Krzysztof wybrał ten zawód. Synów wykształcił ojciec, Antoni Krupa, który założył pracownię lutniczą w Poznaniu wiele lat temu. To jedno z tych miejsc, w których czas się zatrzymał i dziś możemy odczuć tam prawdziwą atmosferę ręcznej pracy w drewnie.

„Tradycje rodzinne w tym zawodzie nie są rzadkością. W Polsce, podobnie jak w innych krajach, zawód lutnika często  przechodzi z pokolenia na pokolenie. Wychowałem się w pracowni ojca, od małego złapałem bakcyla – lubiłem mu pomagać, przebywać tam i nasiąkałem wiedzą na temat sztuki budowania instrumentów. Ojciec ułatwił mi wejście w lutniczy świat. To dzięki niemu znam tajniki tego zawodu, był moim mistrzem. Każdy lutnik stara się na początku znaleźć takiego mistrza na początku swej drogi, który wskaże mu swoje sposoby na uzyskanie wyjątkowego dźwięku budowanego instrumentu. Tato przekazał mi wiele ze swoich głęboko skrywanych tajemnic. Dzięki temu miałem łatwiejszy start, choć oczywiście musiałem odebrać gruntowne wykształcenie”. - mówi Marcin Krupa.

(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)

(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)

Lutnik to fach z tradycją, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Rzemieślnik-artysta, który, w dobie automatyzacji i superszybkich maszyn, wciąż wykonuje swoją mozolną pracę ręcznie i to czyni ją wyjątkową. Lutnik to zawód, który może wykonywać osoba mająca wiele talentów: muzykalność, zdolności manualne, umiejętności plastyczno-rzeźbiarskie, cierpliwość, ale i zmysł techniczny, niezbędny do zbudowania misternej konstrukcji. Bez wątpienia ci, których instrumenty znajdą się w finale poznańskiego konkursu – to artyści tworzący arcydzieła. Takie skrzypce to skarb dla muzyka.

„Kiedyś lutnik nie zawsze był muzykiem, jednak gdy umie się grać – ułatwia to pracę nad instrumentem. Zna się lepiej oczekiwania wiolinisty, jego perspektywę, bo przecież instrument wykonujemy dla skrzypka.” – wyjaśnia Marcin Krupa.

Współczesne kształcenie lutnicze to średnia szkoła muzyczna z kierunkiem lutniczym (Poznań lub Zakopane), a później studia na wydziale lutniczym Akademii Muzycznej w Poznaniu – to jedyna uczelnia w Polsce, która kształci lutników. Właśnie tutaj Marcin Krupa został wykładowcą lutnictwa. Kolejnym krokiem jest praktyka u mistrza i udział w konkursach lutniczych. One pozwalają na międzynarodowy start, wysokie miejsca w rankingach konkursowych przyciągają klientów z całego świata. Kolejne zbudowane instrumenty i zadowoleni skrzypkowie uruchamiają następne zlecenia, w ten sposób buduje się swoje nazwisko i opinię w tym świecie, jednak swój warsztat trzeba cały czas doskonalić, co wymaga cierpliwości i czasu.

„Dla mnie ważny jest bieżący kontakt z muzykami. Wiele od nich się uczę, słucham ich uwag. Pomaga w tym lokalizacja mojej pracowni w Poznaniu – blisko opery i filharmonii” – mówi Marcin Krupa.

Do budowy skrzypiec wykorzystuje się tylko klon jawor oraz świerk. Drewno musi być lekkie i elastyczne. Poszukiwanie odpowiedniego kawałka drewna to temat na oddzielną opowieść. Specjalizują się w tym firmy, drewno sprzedawane jest na specjalistycznych targach, a nawet bywa nagrodą na konkursach lutniczych. Wielu lutników m.in. dlatego wybiera życie blisko natury, lasów, gór. Tak jest  w przypadku Joanny Plęs, która wraz z mężem Tomaszem Linką prowadzi pracownię w Ustrzykach Dolnych. Tu łatwiej o ciszę, spokój, koncentrację na pracy z dala od zgiełku wielkiego miasta. Blisko są Bieszczady, lasy, łatwiej nawiązać bezpośrednią relację z dostawcami drewna, a klienci i tak przyjadą do renomowanego lutnika. Instrumenty z pracowni Joanny Plęs doceniono m.in. na konkursach w Moskwie, Mittenwaldzie i Poznaniu - wiele lat temu jej skrzypce ze względu na wybitne walory dźwiękowe zostały zakupione przez Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu, organizatora Międzynarodowych Konkursów Lutniczych.

(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)

(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)(Fot. Ji Hwan Park, lutnik, zwycięzca poprzedniego MKL w Poznaniu)

„Zawód lutnika wymaga zdobycia wszechstronnych umiejętności w zakresie rysunku, rzeźby, ogólnego wyczucia proporcji. Bardzo ważne jest duże doświadczenie oraz wykształcenie muzyczne, które pomaga sprostać wysokim wymaganiom muzyków. - mówi  Joanna Plęs. Lutnik stara się nadać wszystkim instrumentom piętno swej indywidualności dlatego każdy instrument jest niepowtarzalny. Drewno (jawor i świerk) musi sezonować się przez długie lata, a lakier składający się z wyselekcjonowanych naturalnych żywic każdy mistrz sporządza sam według tylko sobie znanej receptury, by nałożyć go później na swe dzieło w kilku, a nawet kilkudziesięciu cieniutkich, transparentnych warstwach” – przekonuje Joanna Plęs.

Więcej na  lutniczy.wieniawski.pl

Planowane są transmisje online przesłuchań instrumentów. Po MKL najlepsze instrumenty będą dostępne dla publiczności na wystawie w Muzeum Narodowym w Poznaniu przez 2 tygodnie.