1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Biennale w Berlinie: Artyści do roboty

Biennale w Berlinie: Artyści do roboty

materiały prasowe
materiały prasowe
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Czy sztuka może zmienić świat? To retoryczne pytanie, ale jest człowiek, który zadaje je na serio. Artur Żmijewski żąda od sztuki wymiernych i natychmiastowych skutków. Ten tekst powstawał w czasie kiedy artysta kończył przygotowania do tegorocznego Biennale w Berlinie, którego został kuratorem.

Gdybym miał wskazać najważniejszego polskiego artystę współczesnego, nie wahałbym się ani chwili. Jest nim Żmijewski. To stwierdzenie przychodzi mi z trudem, bo nie lubię jego twórczości. Jego okrucieństwa, bezwzględności i apodyktycznego tonu. Prac Żmijewskiego nie da się lubić, ale nie da się też ich zlekceważyć. Każdy jego projekt był jak kubeł benzyny dolany do ognia debaty o sztuce. Gdzie jest granica artystycznego eksperymentu? Jaką władzę oddajemy w ręce artysty? Żmijewski stawia te kwestie na ostrzu noża, ale naprawdę wyjątkowym czyni go fakt, że nie boi się udzielać odpowiedzi. Ten radykalizm zapewnił mu międzynarodowy rozgłos. To dzięki niemu prace Żmijewskiego są pokazywane w najważniejszych muzeach, z nowojorskim MoMA na czele. To dlatego oddano w jego ręce jedną z najpoważniejszych europejskich imprez artystycznych – Biennale w Berlinie. Na polu sztuki Żmijewski jest gwiazdą. Ironia polega na tym, że cały jego wysiłek skoncentrowany jest na wyrwaniu się z tego pola i wejściu w „prawdziwy” świat.

Drżące ciała

Na początku było ciało – tak można zacząć opowieść o twórczości Żmijewskiego. Studiował w pracowni prof. Grzegorza Kowalskiego na Wydziale Rzeźby warszawskiej ASP. Tę pracownię popularnie nazywa się Kowalnią, i rzeczywiście, zasłynęła jako kuźnia radykalnych postaw. Podejście do rzeźby było tu zawsze nieortodoksyjne; rzeźbiarze od Kowalskiego materią swojej sztuki czynili psychofizyczne doświadczenia i własne ciała, a także przestrzeń społeczną. Żmijewski należał do legendarnej grupy studentów z przełomu lat 80. i 90., wśród jego kolegów i koleżanek z pracowni byli między innymi Paweł Althamer, Katarzyna Kozyra, Katarzyna Górna. Ich studia przypadły na czas politycznego i społecznego przewrotu. Po upadku komunizmu sztukę w Polsce, jej rolę i język trzeba było definiować od nowa. Absolwenci Kowalni znaleźli najmocniejsze definicje.

„Oko za oko” to projekt Żmijewskiego, do którego zaprosił osoby o „niekompletnej” anatomii. Ludzi, którym amputowano ręce lub nogi. Nadzy modele pozowali do szczególnych aktów: człowiek bez rąk niósł na plecach człowieka bez nóg. W filmie „Na spacer” artysta filmował asystenta, który zabiera na przechadzkę sparaliżowanego mężczyznę, animując jego bezwładne ciało niczym ogromną ludzką marionetkę. W 2001 r. zaprosił grupę głuchoniemych do chóralnego wykonania „Kyrie” z „Mszy polskiej” Jana Maklakiewicza.

W centrum zainteresowania Żmijewskiego nieprzypadkowo znalazły się ciała niepełnosprawne. „Predyspozycje ciała, jego niedomogi, kalectwo czy upośledzenie lokują nas bardzo wyraźnie w społeczeństwie – powiada artysta – w zasadzie określą nasze życie: jak będzie wyglądało, czy będziemy częścią centrum, czy ledwie tolerowanym marginesem”.

Te projekty odbierane były jako szokujące, nawet okrutne. Zrywały zasłonę litości, taktu i wstydu, którą zakrywamy obraz inności, aby go nie zobaczyć. Bezwzględność artysty osiąga kulminację w kontrowersyjnym przedsięwzięciu „80064”. To film dokumentalny, w którym Żmijewski namawia Józefa Tarnawę, byłego więźnia Auschwitz, do odnowienia zatartego przez czas tatuażu z tytułowym numerem obozowym. Sędziwy mężczyzna opiera się, ale w końcu ulega presji i godzi się na zrobienie tatuażu jeszcze raz.

Strażnicy i więźniowie

W filmie „80064” Żmijewski pojawia się jako postać moralnie dwuznaczna. To ważny aspekt jego twórczości. Artysta chętnie porzuca „jedynie słuszne”, czyste etycznie pozycje, aby przejść na drugą, ciemną stronę mocy. Po co? Dla Żmijewskiego sztuka jest narzędziem, ścieżką poznania – czy można poznać zło, jeżeli z założenia jest się zawsze tylko tym „dobrym”? Odpowiedzią na to pytanie miało być „Powtórzenie”, projekt przygotowany do Pawilonu Polskiego na Biennale w Wenecji w 2005 roku. To powtórzenie słynnego eksperymentu Philipa Zimbardo. Amerykański psycholog przeprowadził go na Stanford University w 1971 roku. W doświadczeniu brała udział grupa studentów, którą Zimbardo podzielił na „więźniów” i „strażników”, a następnie umieścił w zaimprowizowanym więzieniu. Uczestnicy zaskakująco łatwo przyjęli przypisane im role, w doświadczalnym zakładzie karnym doszło szybko do eskalacji przemocy. Eksperyment trzeba było zakończyć przed czasem w trosce o bezpieczeństwo „królików doświadczalnych”. Żmijewski pragnął sprawdzić, czy taki scenariusz jest nieunikniony. Zbudował model więzienia, które zaludnił ochotnikami grającymi role „klawiszy” i „osadzonych”. Sam pozostawił dla siebie rolę naczelnika zakładu karnego i jednocześnie Wielkiego Brata. Przebieg eksperymentu był monitorowany przez gęsto rozmieszczone w „więzieniu” kamery. Zapisy wideo złożyły się na film, który pokazano w Wenecji.

Pobudka z artystowskiego snu

Czy film przedstawiający więzienny eksperyment jest dokumentem? Czy dokumentami są inne filmy Żmijewskiego? I czy są sztuką? Oczywiście, łatwo odpowiedzieć na to pytanie: Żmijewski jest celebrowany w świecie artystycznym, zdobywa nagrody, wystawia w muzeach. Jeżeli to, co robi, nie jest sztuką, to co nią jest?

Tu jednak kryje się paradoks, bo sam zainteresowany jest nieufnie, a nawet wrogo nastawiony do sztuki – w każdym razie do tego, co pod tym pojęciem potocznie rozumiemy, czyli do całego muzealno-galeryjnego przemysłu nastawionego na produkcję obrazów, rzeźb i innych wyjątkowych przedmiotów służących samym sobie. „Artysta to dla mnie bardzo podejrzana postać – powiada Żmijewski – uwikłana w produkowanie i podtrzymywanie nierówności społecznych”. Sztuka, o której marzy, nie ma nic wspólnego z ekstrawagancką i ekskluzywną dziedziną, jaką znamy z romantycznych artystowskich mitów. Żmijewski sformułował głośny manifest „Stosowane sztuki społeczne”, który opublikował w 2007 roku na łamach lewicowego magazynu „Krytyka Polityczna”. Postulował w nim wybudzenie sztuki z artystowskiego snu, domagał się bezpośredniego zaangażowania w życie społeczne, w politykę i żądał wymiernych skutków, najlepiej natychmiastowych. Tezy Żmijewskiego brzmiały niemal jak projekt nowego socrealizmu, plan redukcji sztuki do propagandy. Jednak nawet jeśli nie zgodzimy się z taką koncepcją, nie zmienia to faktu, że stawiane przez Żmijewskiego pytania są ważne: Czy artysta może zajmować wyraźne ideologicznie stanowisko w sztuce? Czy może reprezentować swoje polityczne poglądy?

Jaka piękna katastrofa

Żmijewski raz jest rzeźbiarzem, to znów teoretykiem, eseistą, wydawcą, kuratorem, a nawet, jeżeli trzeba, człowiekiem teatru. Pod koniec 2011 roku zainscenizował na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie „Mszę” – spektakl przedstawiający katolicką liturgię, widowisko nieróżniące się niczym od nabożeństwa w kościele – z wyjątkiem faktu, że księży zastąpili aktorzy, wiernych widzowie, zaś cała ceremonia została pozbawiona religijnego znaczenia i pokazana jako czysta forma życia społecznego.

Przede wszystkim jednak Żmijewski kręci filmy. W projekcie „Demokracje” pokazuje zamieszki, marsze protestacyjne, ceremonie religijne i państwowe w różnych zakątkach świata. W „Katastrofie” przedstawia publiczne manifestacje poglądów politycznych w Polsce po tragedii smoleńskiej. W „Onych” sam inscenizuje polityczną sytuację, organizując wspólne warsztaty plastyczne dla wrogich sobie ideologicznie grup: młodych żydowskich aktywistów, nacjonalistów z Młodzieży Wszechpolskiej, konserwatystów z Akcji Katolickiej oraz grupy skrajnie lewicowych anarchistów. Spotkanie zakończyło się eskalacją wzajemnej wrogości; na koniec uczestnicy podpalili prace, które stworzyli podczas warsztatów. Artysta ani myślał mediować między zwaśnionymi grupami. Przeciwnie, bardziej od kolejnego „porozumienia ponad podziałami” interesuje go wydobywanie i ujawnianie konfliktu. Powszechna zgoda, łagodzenie napięć oznacza według niego bezruch. Bez antagonizmów demokracja jest martwa, bez konfliktu niemożliwa jakakolwiek społeczna zmiana.

Laboratorium

Konflikt, antagonizm i przeciwstawne racje Żmijewski wybrał również jako siły napędowe berlińskiego Biennale. Do współtworzenia imprezy zaprosił radykalny moskiewski kolektyw o wszystko mówiącej nazwie Voina – grupę artystycznych aktywistów znanych z prowokacji wymierzonych w obecny polityczny porządek w Rosji, akcji przeprowadzonych na granicy i poza granicą prawa. Pod swoimi sztandarami Żmijewski gromadzi w Berlinie tych, dla których sztuka to „polityka uprawiana innymi metodami”. Biennale zmienia się w laboratorium, w którym testuje się skuteczność sztuki. A czy ona sama zniesie ten eksperyment? Jak dotąd była w stanie znieść wszystko, przerobić każdy bunt i prowokację na dzieło, towar, muzealny eksponat. Tylko że właśnie tego Artur Żmijewski najbardziej chciałby uniknąć. Jeden z najciekawszych artystów naszych czasów walczy jak lew, aby jego sztuka nie została pochłonięta przez sztukę.

7. Biennale w Berlinie potrwa do 1 lipca 2012 roku.

Wypowiedzi Artura Żmijewskiego zaczerpnąłem z wywiadów opublikowanych w książce „Żmijewski. Przewodnik Krytyki Politycznej”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Rodzinnie przed ekranem - filmowa majówka z Nowymi Horyzontami VOD

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Majówka z Nowymi Horyzontami VOD to nasza propozycja na nadchodzący długi weekend. Na każdy dzień platforma przygotowała filmowe atrakcje dla całej rodziny - zarówno dla młodszych, jak i starszych widzów. 

Małe, duże, nuklearne, wielopokoleniowe, patchworkowe. Każda rodzina znajdzie coś dla siebie w ofercie NH VOD. W ramach majówki zespoły festiwali Nowe Horyzonty i Kino Dzieci połączyły siły, wybierając zestawy tytułów, które zebrano w blokach tematycznych. Każdemu dniu majówki przyświeca specjalne hasło, a za nim idą znakomite filmy – jeden skierowany do młodego widza, drugi dla dorosłego. Przygotowując cały plan inspirowano się staropolskim zwyczajem oglądania filmów w układzie „najpierw wieczorynka, później propozycja dla dorosłych”. Oczywiście, wieczorynkę można oglądać o dowolnej porze.

Sobota, 1 maja: Międzypokoleniowe starcia

Starsi nie rozumieją młodszych, a młodsi nie chcą zrozumieć starszych – to punkt wyjścia. Więcej zrozumienia pomiędzy obiema stronami – to efekt, jaki można uzyskać po seansach filmów z propozycji na pierwszy dzień majówki.

"Sekrety morza", reż. Tomm Moore – nominowana do Oscara, ponadczasowa i ponadpokoleniowa baśń z Irlandii, która przypomina o potędze wyobraźni i jeszcze większej sile rodzinnej miłości. Sekrety morza to także powrót do tradycyjnej, ręcznej animacji, co zdecydowanie odróżnia film od wszechobecnej w dzisiejszym kinie ponurej, cyfrowej technologii 3D.

https://www.youtube.com/watch?v=7Lj-vqlmiAY

"Toni Erdmann", reż. Maren Ade – obsypana nagrodami, przewrotna, pełna niepoprawnego humoru historia relacji między śmiertelnie poważną trzydziestolatką a jej bujającym w obłokach ojcem. Dużo śmiechu, jeszcze więcej wzruszeń.

https://www.youtube.com/watch?v=VwinzcBGqYw

Niedziela, 2 maja: Zwierzęta mają głos

Dziś celebrujemy uczucia międzygatunkowe i przypominamy o tym, że nasi czworonożni, płetwiaści lub skrzydlaci przyjaciele są pełnoprawnymi członkami rodziny.

"Jakub, Mimmi i gadające psy", reż. Edmunds Jansons – tytułowi bohaterowie to para rezolutnych dzieciaków, która staje w obronie swojego ulubionego parku, będącego łakomym kąskiem dla bezwzględnego inwestora. W walce o zachowanie „zielonych płuc” miasta pomaga im gang gadających psów. Cała animacja została przepięknie wykonana za pomocą metody „cut-out”.

https://www.youtube.com/watch?v=ELO_pE0-VmQ

"Serce psa", reż. Laurie Anderson – zaskakujący, nowatorski hołd dla męża autorki, Lou Reeda, i ukochanej terierki Lolabelle. Mnóstwo świetnej muzyki, nowojorskich pejzaży oraz małych-wielkich przemyśleń o blaskach i cieniach naszego życia.

https://www.youtube.com/watch?v=0filyleqHGo

Poniedziałek, 3 maja: Girl Power

Dziewczyny u sterów! Dzień zaczynamy patriotycznie – wspólnie z Basią, jedną z najpopularniejszych bohaterek z polskiej animacji, a później zapraszamy na pokład legendarnego jachtu Maiden, dowodzonego przez załogę nieustraszonych kobiet.

"Basia", "Basia 2" i "Basia 3", reż. Marcin Wasilewski, Łukasz Kacprowicz – tytułowa Basia to wyjątkowo rezolutna pięciolatka, dobrze znana wielbicielom książek Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak. Każdy odcinek uczy dzieci czegoś o dorosłych, ale i dorosłych czegoś o dzieciach.

https://www.youtube.com/watch?v=fLS_0l5O9U4

"Maiden", reż. Alex Holmes – trzymająca w napięciu – niczym rasowy thriller – opowieść o grupie upartych, odważnych i niezależnych kobiet, które stworzyły pierwszą w historii żeńską załogę startującą w prestiżowych i ekstremalnie niebezpiecznych regatach Whitbread Round the World Race.

https://www.youtube.com/watch?v=I98hJiZRQyM

Aby wziąć udział w majówce z Nowymi Horyzontami, wystarczy założyć konto na nowehoryzonty.pl/vod i wykupić dostęp do filmów (pojedyncze dostępy zaczynają się już od 7,90 zł). Można też zakupić pakiet dostępów za jedyne 49 zł (w pakiecie mieści się aż 15 filmów oznaczonych promocją) – wówczas uzyskujemy dostęp do wszystkich majówkowych propozycji. Każdy z zaproponowanych filmów można oglądać o dowolnej porze dnia (i nocy).

  1. Kultura

O kobiecej duszy i poszukiwaniu nowego sensu – nowa książka Grażyny Jagielskiej

Zobacz galerię 4 Zdjęć
Kameralna, do bólu prawdziwa, pełna ironii i subtelnego humoru opowieść o poszukiwaniu wolności i sensu, która rozbiera na czynniki pierwsze kobiecą duszę. „Wszystkie moje domy” Grażyny Jagielskiej to świetnie napisana historia o budowaniu życia na nowo.

Kameralna, do bólu prawdziwa, pełna ironii i subtelnego humoru opowieść o poszukiwaniu wolności i sensu, która rozbiera na czynniki pierwsze kobiecą duszę. „Wszystkie moje domy” Grażyny Jagielskiej to świetnie napisana historia o budowaniu życia na nowo.

„Odchodząc z domu, zabrał, ile zdołał: świadectwo maturalne, płyty ojca i cały sok pomarańczowy z lodówki. Gitara już teraz obijała mu się̨ o nogi. Pomyślałam: od- prowadzam wzrokiem tego, który zwraca mi wolność́” — rozpoczyna swoją powieść Grażyna Jagielska. Koniec przychodzi często niepostrzeżenie i w mgnieniu oka kruszy fundamenty, na których oparliśmy naszą rzeczywistość. Tak też się dzieje w życiu głównej bohaterki „Wszystkich moich domów”, której dwójka synów opuszcza gniazdo rodzinne, a mąż przechodzi na emeryturę. W obliczu nadchodzących zmian ona sama postanawia sprzedać dom i pozbyć się większości starych przedmiotów. Zostawia dla siebie maszynę do pisania i mocne postanowienie, że znajdzie własny pokój, w którym będzie mogła wreszcie robić to, o czym zawsze marzyła: pisać.

Kolejne przeprowadzki i próby odnalezienia spokojnej przystani dla niej i dla męża spełzają na niczym, a pragnienie zalepienia pustki po starym życiu duchowością i kontaktem z naturą kończą się sromotną porażką. Jednakże ta podróż przez wszystkie nowe przestrzenie i domy staje się też formą terapii: możliwością skonfrontowania się z tym, co wyparte, przyjrzenia się sobie i relacji z mężem (opartej na tradycyjnym podziale ról, w której to ona poświęciła kiedyś wszystko dla swojej rodziny). Kiedy drzwi do przeszłości zostają zamknięte z hukiem, otwierają się nowe, które po wielu latach ciemności, oświetlają w końcu niewypowiedziane wcześniej pretensje, żale i tęsknoty. Lekarstwem staje się zakotwiczenie w codzienności, a także udomowienie nowej rzeczywistości za pomocą ciepła, czułości i poczucia humoru.

Grażyna Jagielska (fot. materiał partnera) Grażyna Jagielska (fot. materiał partnera)

Grażyna Jagielska, świetna pisarka, tłumaczka i autorka doskonale przyjętych przez krytyków i czytelników bestsellerów, w swojej nowej powieści eksploruje mikrokosmos kobiecych emocji, tęsknot i wspomnień. „Wszystkie moje domy” to z pozoru spokojna i pozbawiona fajerwerków powieść, która w subtelnościach i niedopowiedzeniach skrywa kobiecy wszechświat: gęsty, wielowarstwowy, pełen ciemności i blasku, co zbliża ją do niektórych książek włoskiej pisarki Eleny Ferrante. To opowieść o stracie, która jest wyzwoleniem i o domu, który każdy z nas nosi w sobie. „Wszystkie moje domy” jest pozycją obowiązkową dla każdej kobiety, zostawiającej za sobą trudną przeszłość i otwierającej się na nowe.

 

  1. Kultura

"Co jest wstydliwego w naszej seksualności?" O nowym polskim serialu dla Netflixa rozmawiamy z Małgorzatą Foremniak

Małgorzata Foremniak, fot. materiały prasowe Netflix
Małgorzata Foremniak, fot. materiały prasowe Netflix
Zobacz galerię 3 Zdjęć
"Sexify" to najnowsze dzieło polskich twórców - Kaliny Alabrudzińskiej i Piotra Domalewskiego. Opowiada historię trzech przyjaciółek, które wspólnymi siłami starają się stworzyć wyjątkową aplikację mającą pomóc zaspokoić i zrozumieć potrzeby seksualne rówieśników - przede wszystkim dziewcząt i kobiet. Każda z nich to inna historia, inne problemy i poszukiwanie odpowiedzi na to, co wiąże się z własną seksualnością. 

W tej drodze, którą dziewczyny podjęły pomaga im m.in. matka jednej z nich - Joanna, która stara się przekonać dziewczyny do tego, że odnajdowanie w sobie kobiecości, świadomości własnych potrzeb i upodobań to nie tylko klucz do udanego życia seksualnego, ale przede wszystkim zrozumienie siebie samej i akceptacja własnych pragnień i wyborów życiowych. W rolę Joanny wcieliła się znana polska aktorka - Małgorzata Foremniak, którą zapytaliśmy o to, o czym tak naprawdę opowiada "Sexify".

fot. materiały prasowe Netflix fot. materiały prasowe Netflix

„Sexify” to opowieść o trzech dziewczynach, które decydują się stworzyć innowacyjną aplikację pozwalającą odkrywać i zaspokajać seksualne potrzeby – zwłaszcza kobiet. Czy serial, który tak wiele mówi o odkrywaniu kobiecej siły oraz własnej seksualności jest potrzebny, zwłaszcza że tak wiele mówi się, że jest to nadal temat pomijany, na punkcie którym kobiety są dyskryminowane? MF:  Pomysł głównych bohaterek na aplikację  może stać się bardzo  pomocny w poszukiwaniu własnej seksualności. Joanna – postać, którą gram, uczy w swojej Akademii Uważności, aby kobiety odkrywały same siebie jak mapę. Nie tylko mapę ciała, ale także mapę emocji, potrzeb, wrażliwości, bo są to obszary dla wielu kobiet wciąż nieznane.

Kiedyś o sprawach tak intymnych, zwłaszcza w kontekście osiągania przyjemności seksualnej przez kobiety nie mówiło się wcale bądź w znikomym stopniu. Kobiety nie miały zbyt wielu możliwości poznania, zrozumienia tego, co dzieje się z ich ciałem, co daje im satysfakcję seksualną. Czy dalej jest to temat kontrowersyjny, czy miała Pani poczucie, że bierze udział w kontrowersyjnym serialu? MF: Nie miałam takiego poczucia. To dobrze, że taki serial powstał. Z jednej strony żyjemy w świecie przepełnionym technologią, przesiąkamy nią. Z drugiej, często ta technologia odcina nas od prawdziwych siebie. Zapominamy w tym pędzie o naszych potrzebach, o potrzebach naszego ciała, o naszych uczuciach. Przewrotne jest to, że aplikacja którą tworzą bohaterki może pomoc kobietom przybliżyć się do ich wewnętrznego świata poprzez odkrywanie swojej  prawdziwej natury.

Czy "Sexify" może wpłynąć np. na zmianę patrzenia na potrzebę edukacji seksualnej w Polsce? MF: Może nie tyle edukacji, co myślenia o seksualności. Wbrew pozorom serialowa rozrywka może być dobrym źródłem spojrzenia na ten temat z rożnej perspektywy. Mówienie o seksualności jest bardzo ważne dla każdego młodego człowieka, który wkracza w dorosłość. "Sexify" swoją formą w naturalny i życiowy sposób może otworzyć pole do rozmowy czy refleksji.

W serialu gra Pani Joannę, matkę Moniki, która przeżywa dość ciężki okres w życiu, pomimo młodego wieku. Co okazało się największym wyzwaniem podczas tworzenia postaci Joanny? MF: Wyzwaniem to za dużo powiedziane, ale pewną trudność stanowił dla mnie wątek kursu Akademii Uważności, którą prowadzi moja postać. Nie chciałam przekraczać pewnych granic. Zastanawialiśmy się wspólnie, jak to zrobić, żeby to było ciepłe, organiczne, przyjazne. Chciałam, żeby te sceny były lekkie, bo w lekkości więcej widzimy, więcej możemy. Mam nadzieje, że tak się stało.

fot. materiały prasowe Netflix fot. materiały prasowe Netflix

Serial "Sexify" będzie dostępny na platformie Netflix od 28 kwietnia 2021 r.

  1. Kultura

Anthony Hopkins w nowym filmie "Wirtuoz. Pojedynek zabójców" - zwiastun i data premiery

Dwukrotny laureat Oscara Anthony Hopkins jako tajemniczy szef płatnego zabójcy w filmie
Dwukrotny laureat Oscara Anthony Hopkins jako tajemniczy szef płatnego zabójcy w filmie "Wirtuoz. Pojedynek morderców". (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
W thrillerze noir „Wirtuoz. Pojedynek morderców” dwukrotny laureat Oscara Anthony Hopkins wciela się w postać tajemniczego szefa płatnego zabójcy granego przez Ansona Mounta. Nowy film Nicka Stagliano zadebiutuje na VOD już 5 maja.

W thrillerze noir „Wirtuoz. Pojedynek morderców” dwukrotny laureat Oscara Anthony Hopkins wciela się w postać tajemniczego szefa płatnego zabójcy granego przez Ansona Mounta. Nowy film Nicka Stagliano zadebiutuje na VOD już 5 maja.

Jest opanowany, skrupulatny i działa z morderczą precyzją. Wirtuoz to bezimienny zabójca na zlecenie, który od swojego mentora otrzymuje najtrudniejsze zadanie w dotychczasowej karierze. Musi wytropić i zabić zbuntowanego zabójcę, nie wie jednak, kto jest jego celem. Zna tylko czas i miejsce, gdzie będzie mógł spotkać swoją przyszłą ofiarę. Co zrobi, kiedy na jego drodze stanie piękna kobieta? Czy wytropi cel i idealnie wykona zadanie?

W rolach głównych występują: Anthony Hopkins („Milczenie owiec”), Anson Mount („Non-Stop”), Abbie Cornish („Jestem Bogiem”), Eddie Marsan („Dżentelmeni”). Za reżyserię odpowiada Nick Stagliano („Good Day For It”), który jest także współscenarzystą i producentem filmu.

https://www.youtube.com/watch?v=qWcW4vFHNfs&feature=youtu.be

- Mentor jest silną postacią. To co mi się najbardziej spodobało to prostota. Nick Stagliano w bardzo prosty sposób ułożył scenariusz. Nie przereżyserował go na papierze. Czasami trzeba przedzierać się przez scenariusze z ogromną liczbą wskazówek scenicznych. Ten z kolei był bardzo klarowny i napisany wprost – mówi Anthony Hopkins.

- Od zawsze fascynowało mnie, jaki wpływ na nas, ludzi, ma poczucie winy. Dlatego postanowiłem stworzyć  historię, w której główny bohater, będący w rzeczywistości złym człowiekiem, staje w obliczu poczucia winy, sumienia, współczucia i emocji, które zaczynają przejmować nad nim władzę – dodaje reżyser Nick Stagliano.

Film dostępny będzie od 5 maja na platformach VOD: ipla, vod.pl, Orange VOD, premiery Canal+, platforma CANAL+, Chili, PLAY NOW, Multimedia GO, mojeekino.pl, e-kinopodbaranami, TVP VOD, Vectra i UPC Polska.

  1. Kultura

Płyty miesiąca - nowości muzyczne

Relaks z dobrą muzyką to idealny pomysł na odpoczynek po pracy (Fot. iStock)
Relaks z dobrą muzyką to idealny pomysł na odpoczynek po pracy (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Dobrej muzyki nigdy za dużo. Wieczór z dobrą płytą to idealny sposób na relaks. W tym  miesiącu polecamy kilka nowości, które mogą wzbogacić waszą płytotekę.

Zaskoczenie

Pat Metheny „Road To The Sun”

Pat Metheny wydał już kilkadziesiąt płyt (za które dostał aż 20 nagród Grammy), ale takiej w swojej dyskografii jeszcze nie miał. Własne kompozycje powierzył bowiem pięciu innym gitarzystom: czterem weteranom z Los Angeles Guitar Quartet oraz gwiazdorowi filharmonicznych sal – Jasonowi Vieaux. Sam materiał to dwie kilkuczęściowe suity, którym zdecydowanie bliżej do muzyki kameralnej niż jazzu. Równie zaskakujący, co interesujący debiut Metheny’ego w nowej roli.

Pat Metheny „Road To The Sun”, Warner Pat Metheny „Road To The Sun”, Warner

Sprawdzona formuła

Mogwai „As The Love Continues”

Szkockie Mogwai od ćwierć wieku nagrywa na przemian nowe płyty studyjne i soundtracki (ostatnio do serialu „Zero Zero Zero”). Niespecjalnie zmienia się też jego muzyka. Wciąż może ona służyć za definicję post-rocka: cicho, głośniej, kulminacja, znów cicho, powtórz. Ale jak słusznie zauważają sami Szkoci, gdy ten gatunek podbijał muzyczny rynek, wielu obecnych słuchaczy jeszcze nie było na świecie. A starszym fanom ta formuła i tak nigdy się nie znudzi.

Mogwai „As The Love Continues”, Rock Action/PIAS Mogwai „As The Love Continues”, Rock Action/PIAS

Lekcja muzyki

Wau Wau Collectif „Yaral Sa Doom”

Trzy lata temu pewien szwedzki producent udał się do rybackiej wioski w Senegalu, by nagrać improwizacje tamtejszych muzyków. Później materiał szlifował z nimi zdalnie. Teraz możemy posłuchać efektów tej przygody w wykonaniu ponad 20 muzyków, dla których afrykański jazz, blues, dub i pieśni sufickie są jak „różne gatunki ryb pływające w tym samym oceanie”. Usłyszymy tu też chór dziecięcy, bo ta płyta to jedno wielkie wezwanie, żeby edukować i uwrażliwiać przez sztukę.

Wau Wau Collectif „Yaral Sa Doom”, Sahel Sounds Wau Wau Collectif „Yaral Sa Doom”, Sahel Sounds

Żywiołowo

Julia Stone „Sixty Summers”

Julia Stone tym razem bez brata, za to w innym doborowym towarzystwie. Australijska gwiazda folku nie przestaje muzykować z bratem pod szyldem Angus & Julia Stone, jednak po długiej przerwie od solowej kariery postanowiła przejrzeć dziesiątki swoich próbnych nagrań z ostatnich lat i wybrać tuzin najlepszych. Nie robiła tego sama, bo współproducentką nowej płyty jest mistrzyni pogmatwanych piosenek Annie Erin Clark, znana jako St. Vincent, a wśród gości pojawiają się Matt Berninger oraz Bryce Dessner z zespołu The National. Wspólnymi siłami pomogli Stone oderwać się od akustycznych łagodności – choć ich tu rzecz jasna nie brakuje – i popróbować syntezatorowego popu czy funku. Żywiołem Stone pozostaje jednak scena. Warto więc zajrzeć także na jej kanał YouTube, na którym opublikowała cały koncert z premierowym materiałem. Przy okazji zbierała fundusze dla poszkodowanych przez pandemię muzyków.

Julia Stone „Sixty Summers”, Warner Julia Stone „Sixty Summers”, Warner