1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. W drodze na Colours of Ostrava

W drodze na Colours of Ostrava

123rf.com
123rf.com
Gdy wyjeżdżałam z Wrocławia, gruziński chór Casletila pielęgnujący tradycję śpiewów Swanetii przygotowywał się już do wieczornej prezentacji osiągnięć warsztatów. Stałam na przystanku, a oni w sąsiedniej restauracji śpiewali coraz piękniej, dołączały się kolejne głosy, w śmietniku hałasów miasta tworząc enklawę harmonii i spokoju. Przez chwilę czułam, że przepadnę za tymi syrenami jak Argonauci, ale w kluczowym momencie tramwaj zamiast Orfeusza ogłuszył mnie jazgotem i wywiózł na dworzec autobusowy.

Przyjechałam na kilka dni do Warszawy, by złapać trochę świeżego stołecznego powietrza, i z tej perspektywy myślę o Wrocławiu jeszcze nostalgiczniej. Bo ten ostatni koncert Casletili nie był jedynym przejawem wyjścia festiwalu w miasto. Przemykając pomiędzy pokazami filmowymi a warsztatami, słyszałam raz po raz spontanicznie koncertujących w knajpach w oczekiwaniu na posiłek artystów, a przed wieczornymi występami w kuluarach toczyły się rozmowy dumnych wrocławian o tym, jak mieszkańcy innych miast zazdroszczą im oferty kulturalnej zaplanowanej na czas wakacji. Już za tydzień nad Odrą ruszają Nowe Horyzonty, które ożywią nie tylko kino Helios, lecz także Rynek i knajpy, w których będą odbywać się nocne koncerty.

Zostaję więc z tą tęsknotą za Wrocławiem na krótki czas, może pozwoli o tym zapomnieć na chwilę Colours of Ostrawa - festiwal muzyczny skierowany głównie do młodych odbiorców, gotowych zdać się na łaskę lub niełaskę warunków pogodowych i niewygody życia pod namiotami. Organizatorzy festiwalu myślą o międzynarodowej społeczności, która przyjedzie tu korzystać z uroków koncertów pod chmurką - przygotowano różne wersje językowe informatorów i programu, z których pozwolę sobie zaczerpnąć cytat na potrzeby śródtytułu:

Mnóstwo innych ciekawości

W Krakowie złapię za rękę moich serdecznych przyjaciół, którzy zapewniają, że nie ma się czym martwić i naprawdę dojedziemy na czas - najpierw autobusem do Cieszyna, a stamtąd - no właśnie, stamtąd, jak twierdzą, martwić się będą oni. Więc ja się nie martwię. Nie martwię się. Na stronie festiwalu piszą, że podróż pociągiem z Cieszyna do Ostrawy zajmuje ledwie 50 minut. W zasięgu ręki, prawda?

W czwartek musimy zdążyć wystać w kolejce przed bramą po bilet na pole namiotowe, rozbić się, ogarnąć i popędzić na koncert Mogwai, którymi zachwyciłam się w zeszłym roku na OFF Festiwalu w Katowicach, zagrają też Infected Mushroom, Rufus Wainwright i Kronos Quartet z projektem Uniko - kwartet smyczkowy, który od 1973 roku grywa nie tylko muzykę klasyczną, lecz także bardzo ciekawe aranżacje utworów jazzowych czy rockowych, a miłośnikom kina znany jest przede wszystkim ze współpracy z Darrenem Arnofskym. Ich muzyka filmowa ma tę rzadką właściwość, że jest rozpoznawalna także w oderwaniu od dzieła filmowego, któremu towarzyszyła - świetnie rozpoznajemy motywy z „Requiem dla snu”, a muzyka do „Pi” często „używana” jest przez melomanów do testowania sprzętu podczas warszawskiego AudioShow. Na marginesie, w tym roku na AudioShow przywiozę debiutancką płytę Enchanted Hunters. Ciekawe, który sprzęt odtworzy ją najlepiej. Ale nie o tym.

Na Ostrawie będziemy słuchać muzyki w warunkach - łagodnie mówiąc - odbiegających od audiofilskich. W piątek rano zdam sprawę z tego, czy prawdą są legendy o tym, że czeskie festiwale muzyczne biją na głowę polskie pod względem organizacji przestrzeni, dbałości o wygodę oraz... kubki smakowe uczestników. Moi przyjaciele zza południowej granicy zawsze mawiają, że jeśli ktoś nigdy nie spróbował , tak naprawdę nie pił piwa wcale.

Z największych hitów, których wypatruję już teraz: w piątek zagra mój ukochany Bobby McFerrin, którego improwizowane w dużej mierze koncerty są gatunkiem samym w sobie, The Flaming Lips i Antony and the Johnsons. Najważniejsza będzie jednak sobota, kiedy to zagra moja idolka nastolęctwa - Alanis Morrisette. Tak, katowałam się „Supposed Former Infatuation Junkie” jeszcze w podstawówce i nawet teraz, w tak zwanym dorosłym życiu, nic tak nie wyciąga mnie z doła jak jej neurotyczne zawodzenia w „Ironic” z wcześniejszej „Jagged Little Pill”. Chociaż, oczywiście teraz słucham „Ironic” ironicznie, bo gdzież by tam metafory o poszukiwaniach noża wśród łyżek miały mnie poruszać... Bogini gniewu i żalu, nadchodzę!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze