1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Nobel 2012: Mo Yan czyli „Nie Mów”

Nobel 2012: Mo Yan czyli „Nie Mów”

FotoChannels
- W literaturze od zawsze brakowało subtelności. Dlatego cenzura może być pomocna w pisaniu, bo zmusza do pracy w pewnej estetyce, do zakopywania myśli głęboko w tekście – mówi zdobywca literackiego Nobla 2012, Mo Yan.

Urodzony w 1955 roku Chińczyk był jednym z faworytów bukmacherów, mimo że Komitet Noblowski nie publikuje przecież nawet listy nominowanych kandydatów. Poza tym od kilku dni w jego ojczyźnie oczekiwania były – jak określiło to „China Daily" - „większe niż ruch w dni świąteczne”. Spory wpływ na to miała informacja chińskiej narodowej telewizji, której włodarze zostali zaskoczeni pierwszym w swojej historii zaproszeniem do Szwecji, na ogłoszenie wyników i  przeprowadzenie wywiadu ze zwycięzcą. Ot, taka subtelna sugestia, że może to będzie ich rok.

Kompleksy

W Chinach od lat mówi się zresztą o „kompleksie noblowskim”, bo kraj z największą liczbą ludności na świecie nigdy jeszcze nie sięgnął po Nobla w tej kategorii. W pewnym sensie udało się to co prawda 12 lat temu, gdy nagroda powędrowała do Gao Xingjiana, ale ten był wtedy już kilka lat po przyjęciu francuskiego obywatelstwa. Mo Yana możemy więc uznawać za pierwszego, co dla jego rodaków będzie oznaczało pewien przełom. - Ludzie chcą tutaj, żeby nasza literatura, podobnie jak ekonomia, była jedną z najsilniejszych na świecie. Nobel będzie oznaczał dla nich też akceptację ze strony społeczeństw Zachodu mówił kilka dni temu krytyk Bai Ye.

„Społeczeństwa Zachodu”, obok literackich wytworów Mo Yana, nie przemilczą zapewne jego niejasnych sympatii politycznych. Na liście jego małych grzechów znajduje się m.in. wzięcie udziału (obok 99 innych pisarzy) w pokazowym przepisywaniu fragmentów długiego przemówienia Mao Zedonga do pamiątkowej księgi. Poza tym, mimo że książki Yana były kilkukrotnie zakazywane przez rząd, to jest on też laureatem najważniejszych, przyznawanych przez autorytarne władze odznaczeń w dziedzinie literatury. - Nobel na pewno nie powędruje do kogoś zachwalającego autorytaryzm twierdził w zeszłym tygodniu chiński pisarz, Yefu. Jak widać, był w błędzie.

Pełne biodra

„Mo Yan za pomocą onirycznego realizmu łączy opowieści ludowe, historię i to, co współczesne” - uzasadniało swój wybór szwedzkie jury. W przeciwieństwie do opinii cytowanego wyżej pisarza, Mo Yan jest znany raczej z ukrywania w swoich dziełach krytyki społecznej (głównie wydarzeń ostatniego stulecia) niż pochwał dla systemu. To pierwsze robi często, opisując małą grupę społeczną, na przykład wioskę, z której pochodzi. Wnioski w makroskali czytelnik wyciąga już sam. Łatwo jednak nie jest, bo to proza ukryta w mgle podobnej gęstości jak u Kafki, na dodatek z elementami magicznego realizmu Gabriela Garcii Marqueza. - To teksty pełne wyobraźni i głębi; wyjątkowa metafora naszej historii i rzeczywistościocenia świeżo upieczonego noblistę chińska poetka, Zhao Lihua.

Człowiek, którego pseudonim artystyczny oznacza „nie mów” (przyjął go rzekomo, żeby przypominał mu o konieczności nie bycia aż tak rozgadanym i szczerym w pewnych kręgach), w swoich powieściach nie boi się tematów kontrowersyjnych. Jego książka Obfite piersi, pełne biodra, została skrytykowana przez Partię Komunistyczną jako niewłaściwie ukazującą problemy klasowe i potępiona za sposób opisania scen seksualnych (Yan lubi bardzo dosłowne, czasem nawet drastyczne obrazy). Pisarz został za nią zmuszony do napisania samokrytyki, a powieść została wycofana z obiegu. Od tego momentu zaczął zapewne do Kafki i Marqueza dodawać jeszcze inspiracje Faulknerem, z czym tamtejsza krytyka już sobie nie poradziła.

Zacisze pokoju

Wziąwszy to pod uwagę, w nieco innym świetle powraca pytanie o sympatie polityczne chińskiego noblisty, trochę jak w przypadku niektórych polskich pisarzy, chcących - dla dobra własnej twórczości - żyć dobrze z władzami Peerelu. - Niektórzy wychodzą krzyczeć na ulice, ale tolerujmy też tych, którzy wolą zacisze swojego pokoju i literacki głos do wyrażania swoich poglądówsugerował nam odpowiedź w jednym z przemówień Mo Yan, dodając dla lepszego zobrazowania pewną historyjkę: Usłyszałem dawno temu anegdotę o tym jak Goethe i Beethoven podczas wspólnego spaceru spotkali władcę i jego świtę. Goethe zszedł z drogi, ściągnął z głowy kapelusz i się ukłonił, a Beethoven po prostu przeszedł obok nich bez słowa dalej. Kiedy byłem młody, uważałem, że to co zrobił ten drugi było świetne. Z wiekiem dotarło do mnie jednak, że może wybrał łatwiejsze rozwiązanie. Może więcej odwagi wymagało zrobienie tego, co wtedy Goethe? - pyta nas, jakby mrugając okiem, Mo Yan...

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze