1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Grzegorz Bral - Teatr i zupa dla bezdomnych

Grzegorz Bral - Teatr i zupa dla bezdomnych

„Jestem strasznie zajętym gościem” – uprzedza Grzegorz Bral, laureat Kryształowych Zwierciadeł 2011, i proponuje spotkanie za półtora miesiąca. W strasznie zajętym życiu reżysera jest praca wrocławska, czyli teatr Pieśń Kozła, i warszawska, czyli teatr Studio. Plus cały świat, który dostarcza mu inspiracji i czeka na jego pomoc.

Warszawa, teatr Pieśń Kozła odwiedza teatr Studio. Przyjechał z pieśniami przygotowywanymi do spektaklu „King Lear”. Właśnie tak, po angielsku, bo Bral upodobał sobie Szekspira w oryginale – ze względu na niezwykłą muzyczność, „dźwięk emocji”, „dźwięk wrażliwości”. A świat dźwięku jest Bralowi szczególnie bliski. Swój zespół nazywa orkiestrą. Kiedy aktorzy wibrują dźwiękiem, widz-słuchacz odczuwa rezonans w ciele. Zostaje zagarnięty przez emocje... Grzegorz Bral siedzi z boku: kiwa się rytmicznie, porusza ustami, rękoma, podrywa się, precyzyjnie reguluje głośność swoich instrumentów. Zapowiada kolejny utwór: – Poszukamy w tej pieśni dźwięku aniołów, który nie istnieje, ale który da się czasami usłyszeć – mówi. Z krtani aktorów wydobywają się wibracje przypominające gruchanie gołębi. Coś pierwotnego, organicznego, a jednocześnie podniosłego. Każda nuta jest ważna, każda chwila, każdy oddech może przynieść objawienie. Każdy daje, co ma najlepszego, jakby składał na ołtarzu. Jakby sięgał po każdy dźwięk do trzewi i przenosił go do serca...

Jest w tym coś z misterium, obrzędowości, z rytuału szamańskiego. Nic dziwnego, że krytycy piszą o „świętym dreszczu”, „nastroju sakralnego zgromadzenia”, „echach dionizyjskich korowodów”... Nazywają Pieśń Kozła teatrem zmysłowym i duchowym, ekspresyjnym i ekstatycznym, dzikim i wyrafinowanym. Jednym z najciekawszych zjawisk światowej awangardy scenicznej... Jak się tworzy takie zjawisko? W opowieści Grzegorza Brala powracają trzy czasowniki: doświadczać, wybierać, dawać.

DOŚWIADCZAĆ: nuda i skok na główkę

W szkołach obserwował, jak „produkuje się ludzi, którzy mają papier, wiedzę w znaczeniu informacji, a kompletnie nie wiedzą, jak żyć”. Z podstawówki pamięta opresję, bicie linijkami... I to wkuwanie na pamięć. Mechaniczność. Brak inspiracji. Nuda. Sztampa. Niepotrzebność tego wszystkiego. Zahaczył o pięć uniwersytetów, po drodze były różne „studiumy”, kolejne mieszkania, adresy. Tak przez osiem lat. – Nie czułem, żebym potrzebował tych studiów, zresztą umiejętnie ich nie skończyłem. Tego, czego szukałem, tam nie było – mówi. Dziś, prowadząc z kolegami z zespołu warsztaty aktorskie czy szkołę teatralną przy uniwersytecie w Manchesterze, odkłada na bok wiedzę książkową. Z ulgą, że nikogo nie będzie odpytywać z lektury obowiązkowej.

Pierwszą szkołę życia odebrał w Drewnicy, w szpitalu psychiatrycznym. Miał 20 lat, pracował jako pielęgniarz. Służba zastępcza. Mógł wybrać sobie inne zastępstwo, ale interesowały go tamte klimaty. – Byłem wtedy na fali kulturowych odmieńców – mówi. – Verlaine, Rimbaud, Goethe, Norwid... Pewnie stąd pomysł, by zmierzyć się z brutalną i nieoczywistą rzeczywistością szpitala psychiatrycznego lat 80., uznałem, że to może być ekscytujące, inspirujące doświadczenie. Dużo pisałem...

Ale było coś jeszcze: pragnienie przekroczenia strachu przed życiem. Wyrósł na wrażliwego młodego człowieka – pełnego pytań i lęków, niepewności i ciekawości świata. Więc ten szpital był trochę na zasadzie: boisz się zimnej wody – skacz! Wskoczył między narkomanów na odwyku, chorych na schizofrenię i przestępców symulantów. Raz przysnął, obudził się związany... Fakt, miał skłonność do wchodzenia w ekstremalne sytuacje, w „te różne obszary”. Zastępowały mu używki, służyły jako paliwo do twórczego myślenia. No i takie teatralne były!

DOŚWIADCZAĆ: magia i pustka

Najczystszą formę teatru znalazł w Gardzienicach, w słynnej grupie teatralnej Włodzimierza Staniewskiego, którego nazwisko wymienia jednym tchem obok Grotowskiego i Kantora. Jak nazwać taki alternatywny teatr? Eksperymentalny? Laboratoryjny? Antropologiczny? Prostota, zgrzebność, coś autentycznego. Zagrał w „Żywocie protopopa Awwakuma”, w „Carmina Burana”. Poznał „teatralność utkaną z ducha muzyki, z ducha ludyczności”. Poznał trening, taki do bólu, wyczerpania. – Po raz pierwszy poczułem: o, jestem w prawdziwej szkole! Dostaję w dupę, zmagam się z moimi wewnętrznymi mocami czy niemocami, próbuję coś z tego wykrzesać... Zobaczyłem, jak to jest, kiedy życie i zawód stają się jednym. Wyświetliło mi się jasno: nie chcę być konsumentem informacji, interesuje mnie doświadczenie. Gardzienickie doświadczenie było poetyckie, magiczne, symboliczne... Gigantyczne. A potem, na koniec, dramatyczne. Bo odszedł nie sam. Zabrał ze sobą jedną z najważniejszych aktorek Gardzienic Annę Zubrzycką. – Nie chcę tego banalnie nazywać, ale było to związane z naruszeniem sytuacji życiowej naszego kolegi z zespołu, wówczas męża Anny. To są najtrudniejsze emocje: poczucie zdrady, krzywdy, ofiara, sprawca... Nie dało się tego pomieścić w jednym zespole, trzeba się było rozstać.

Więc odszedł, w pustkę. – Myślałem: „to koniec, nigdy nie przebiję się przez to doświadczenie”. Miałem poczucie, że drzwi do teatru zatrzasnęły się przede mną na zawsze. Życie zaczęło się od nowa, a właściwie skończyło się... W tym sensie to doświadczenie było też dla mnie destrukcyjne – wyznaje. Założył firmę, od sprzątania. Mycie okien w sklepach, urzędach („Miałem ustawiony jeden duży bank i byłem szczęśliwy – raz do roku myłem tam okna”). Może musiał coś przez te okna zobaczyć.

 

DAWAĆ: ekonomia i idea

„Załóż jadłodajnię dla bezdomnych” – powiedział mu wtedy tybetański lama. – Byłem pokiereszowany, poturbowany a on coś we mnie poruszył, przywołał jakąś odległą pamięć. Natychmiast poczułem, że to ten kierunek – wspomina. Później otworzyli z Anną jadłodajnię w Lublinie. Za Cukrownią to się nazywało. – Anna dała mi zielone światło, powiedziała: „OK, to ja się zajmę ekonomią, ty zajmij się ideą”. Utrzymywała mnie przez dwa, trzy lata. Dzięki niej wszystko ponownie stało się możliwe, zawsze była prawdziwym światłem w moim życiu. Kiedy było jej już naprawdę ciężko, obiecywałem: „Zwrócę ci to kiedyś. Pewnie nie w sensie finansowym, ale tak, żebyś miała poczucie, że to nie był stracony czas”.

Chciałby otworzyć tysiące jadłodajni, na świecie. Bo ma taką potrzebę. Marzenie. Nie wyobraża sobie inaczej. – Jeżeli znajduję w swoim życiu pewien nadmiar, na przykład mam w kieszeni więcej, niż potrzebuję, albo pojawia się jakaś nadwyżka czasowa, to chciałbym to spożytkować z korzyścią dla innych. Mam głębokie przeczucie, że na takiej właśnie zasadzie zbudowany jest kosmos – na nieustannej, harmonijnej cyrkulacji między jego elementami. Jeśli pomagam, dołączam do gigantycznego planu, zyskuję sens obecności tutaj.

WYBIERAĆ: żywioł i efekty uboczne

Teatr wybrał mu się sam, w 16. roku życia. Gdy zobaczył Apocalypsis cum figuris Grotowskiego. – Chodziło o to, co działo się podczas spektaklu z Ryszardem Cieślakiem grającym Ciemnego. Był w niezwykle pięknym stanie uniesienia, otwarty na wszystko, co może się w człowieku zadziać. Pozwolił, żeby coś go zagarnęło, nie krępował się. To było żywiołowe, ogniste... Zobaczyłem, że jest ujście dla bezbrzeżnej wrażliwości. Chyba to mnie tak zafascynowało – że jest ujście. Kiedy po latach prowadził warsztaty teatralne, nic nie wskazywało na to, że doprowadzi go to do Pieśni Kozła. Prezentowali techniki wokalne i ruchowe, sięgali do archaicznych kultur, języków. Przyciągali utalentowanych aktorów – ze Skandynawii, Anglii, Francji... Aż nagle okazało się, że są teatrem. Wszystkie te laury, które przyszły... Nie szukali tego, nie planowali, to tylko efekty uboczne. Bo „na każdy natychmiastowy sukces pracuje się przynajmniej 15 lat”. Ale faktem jest, że za każdym z nich stoją konkretne wybory: tego chcę, a to mnie nie interesuje. – Nagrody, porażki – to nie jest realne. Realne są wybory.

DOŚWIADCZAĆ: świat i dziennik

Niezwykłe spotkania, podróże – to jego uniwersytety. Jeździ tam, gdzie spotyka ludzi, którzy go głęboko dotykają. Gdzie może wejść, poczuć. Jak wtedy, kiedy trafił w Singapurze do miejsca z szyldem „sklep buddyjski”. 15–20 półek zapełnionych fallicznymi rzeźbami – z kości słoniowej, drewna, z muszli oceanicznej, ze złota... Zachwyciła go drewniana figurka modlącej się kobiety – też w kształcie fallicznym, z wymalowanymi modlitwami i mantrami. Zdziwił się, że kosztuje 2 tysiące dolarów... Na co sprzedawca mnich: „to, co widzisz, nie jest tym, co widzisz”. Podniósł koszulę – miał przy pasku ze 30 takich fallusów różnej wielkości. Po czym odwinął rękaw koszuli, wyjął spod stołu tasak i zaczął nim rąbać sobie rękę. Nie pociekła nawet strużka krwi, ani śladu zadrapania! – Jaki rodzaj literatury mogę do tego znaleźć? To się wydarzyło na moich oczach. Reszta mnie nie interesuje. Ma też dużą potrzebę podróżowania w głąb siebie. Dziennik. Można coś sobie wyklarować, nazwać, oswoić. Nie oswoił śmierci. Poznał ją już w dniu urodzin – zagrożony uduszeniem pępowiną w brzuchu matki, otarł się o śmierć kliniczną. – Obcowanie z tamtą możliwością, która wcześniej czy później powróci, to dla mnie niezwykle ważna sfera. Kultura przesycona jest lękiem przed śmiercią – najlepsze, co można zrobić, to z nią obcować. To pozwala brać czynny udział w spektaklu życia. Paradoksalnie rodzić się na nowo.

WYBIERAĆ: alienacja i równowaga

„Masz wybór, nieustannie masz wybór” – dostał to w dzieciństwie od rodziców. Dar. Wtedy go nie docenił – czuł się wyalienowany, kiedy inne dzieci szły do pierwszej komunii, na lekcję religii. Ale ojciec powiedział: „nie chcę ci niczego narzucać, wybierzesz świadomie jak dorośniesz”. – Ilu z nas żyje i wie, że ma nieustannie wybór? Większość daje się zamknąć w klatkach własnych emocji, w wyobrażeniach, oczekiwaniach, obsesjach – zachowują się, jakby gniew czy zazdrość przychodziły z zewnątrz. A tak naprawdę w każdą sytuację wmontowany jest wybór – tylko od nas zależy, czy z tego skorzystamy.

Po latach świadomie wybrał buddyzm. Z pełnym szacunkiem dla innych religii. – To bzdura, czego uczyli mnie w szkole – o jednej religii przewyższającej pozostałe... I nazywa religie medycyną świata: każda leczy inny organ Ziemi, inną jej część. – Człowiek na różne sposoby szuka równowagi z wszechświatem...

DAWAĆ, WYBIERAĆ, DOŚWIADCZAĆ

Stworzył Brave Festival – zaprasza artystów pragnących ocalić swoje kulturowe i duchowe dziedzictwo przed agresywną cywilizacją, kulturą masową, komercją... Dochód przekazuje na finansowanie projektów organizacji charytatywnej ROKPA ze Szwajcarii. Uważa, że działalność charytatywna i artystyczna są sobie bardzo bliskie poprzez dawanie. Że teatr jest jak zupa dla bezdomnych – też odżywia, wzbogaca. Chciałby dać innym poezję, świętość – rzeczy, które zatracamy w powszedniości. Ludzie za mało dają, zapominają o tym, że prawdziwa satysfakcja pochodzi z dawania. A teatr to misja. Dlatego warto pojechać na Syberię po archaiczne pieśni lamentacyjne (do „Mackbetha”). Warto wyprawić się do Australii, nie zważając na monstrualne pająki, by usłyszeć po spektaklu od wiekowego Aborygena, że właśnie obejrzał opowieść o swoim życiu.

Żeby dać widzowi „coś przenikającego”, zbudować dobrą rolę, trzeba najpierw pozdejmować z siebie mnóstwo masek. To boli, ale też uszczęśliwia. Oczyszcza. – Podczas procesu teatralnego odkrywamy rzeczy, których nigdy nie dowiedzielibyśmy się o sobie w codziennym mlaskaniu jęzorem. I tym jest dla mnie teatr. Nie zrobiłem uniwersytetów, bo nie było tam możliwości poznania ani siebie, ani drugiego człowieka. Bo brakowało doświadczenia, a człowieka można poznać tylko w doświadczeniu.

Pracując nad przedstawieniem, szuka zestrojenia – z innymi osobami, z postacią, z różnymi częściami siebie... Aż wszystko zacznie się przenikać: ruch, pieśń, słowo, wyobraźnia, emocja, czasem całe życie. – W moim teatrze otwieramy się na przepływ między wszystkim, co istnieje, dzięki czemu również widz może się otworzyć. To działa na zasadzie rezonansu. Magii. Potrzebne jest ugruntowanie, bycie tu i teraz. Wtedy można wybierać: być twórcą kolejnego momentu, użyć dowolnego narzędzia, poruszyć się w dowolną stronę. Grzegorz Bral ur. w 1961 roku w Gdańsku. Reżyser, aktor, pedagog. Założyciel (wraz z Anną Zubrzycką) wysoko cenionego na świecie alternatywnego teatru Pieśń Kozła. Jego spektakl „Kroniki – obyczaj lamentacyjny” zdobył w 2004 r. trzy główne nagrody na słynnym Festival Fringe w Edynburgu. Założyciel i dyrektor artystyczny Brave Festival – przeciw Wypędzeniom z Kultury (organizowanego corocznie we Wrocławiu od 2005 r.). Od stycznia ubiegłego roku dyrektor artystyczny warszawskiego teatru Studio. Uczy technik aktorskich w Polsce i za granicą, m.in. na Wydziale Dramatycznym Manchester Metropolitan University.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” – nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” - to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość będzie można podziwiać niebawem na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość była prezentowana na najważniejszych europejskich wystawach i doceniania przez krytyków sztuki z wielu krajów. Także dziś obrazy i fascynujące losy malarki wzbudzają duże zainteresowanie publiczności, a wiele dzieł Bilińskiej trafiło do kanonu polskiej sztuki. Jednak całokształt twórczości i biografia artystki wciąż czekają na opracowanie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)

Celem wystawy jest prezentacja możliwie najszerszego wyboru prac malarskich i rysunkowych Bilińskiej (w tym dzieł do tej pory nieznanych), pochodzących z polskich i zagranicznych muzeów oraz kolekcji prywatnych. Głównym wątkiem wystawy będzie artystyczna kariera Bilińskiej, wiodąca od pierwszych prób malarskich w Warszawie poprzez naukę w paryskiej Académie Julian ku udziałowi w międzynarodowych wystawach sztuki.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)

Prezentacja będzie poruszać zagadnienia natury artystycznej, takie jak akademizm w twórczości Bilińskiej, portret jako preferowany przez nią temat malarski czy technika pastelu, w której wypowiadała się równie często jak w malarstwie olejnym. Inne kwestie, które zamierzamy podjąć, to samoświadomość artystki i jej widzenie pozycji twórcy w świecie, wyrażające się m.in. w kreowaniu własnego wizerunku w autoportretach.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Niezwykle interesujące są również wątki biograficzne: pokonywanie przez malarkę materialnych i osobistych trudności na drodze do zawodowego sukcesu czy jej relacje towarzyskie i uczuciowe. Twórczości Bilińskiej nie sposób przedstawić bez zarysowania ograniczeń, jakich w XIX wieku doświadczały kobiety w ramach instytucji sztuki i kształcenia artystycznego oraz ze względu na normy i oczekiwania społeczne.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Ta znakomita malarka i jednocześnie silna kobieta może być interesującą postacią. Kobieta, która zmagała się z przeciwnościami losu (w niedługich odstępach czasu zmarł ojciec artystki, jej przyjaciółka i narzeczony), poważna choroba serca i w rezultacie przedwczesna śmierć uniemożliwiła realizację jej marzenia – planowała otworzyć w Warszawie szkołę malarstwa dla kobiet, wzorowaną na uczelniach paryskich. Bilińska obsypana za życia nagrodami, zapomniana po śmierci, ostatnio cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W dobie coraz intensywniejszych badań nad twórczością kobiet artystek końca XIX wieku malarka jawi się jako jedna z najlepszych reprezentantek pokolenia artystek wychodzących z zapomnienia.

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 25 czerwca – 10 października 2021

  1. Kultura

Serial "Cień i kość" powróci z drugim sezonem

Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu
Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu "Cień i kość". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Gratka dla miłośników fantasy, których tej wiosny zachwycił nowy serial Netflixa "Cień i kość". Produkcja, oparta na bestsellerowych powieściach Leigh Bardugo o uniwersum Griszów, doczeka się drugiego sezonu.

Pierwsza część opowieści o uniwersum Griszów w ciągu 28 dni od premiery została obejrzana w ponad 55 milionach gospodarstw domowych. Serial znalazł się w zestawieniu TOP 10 w 93 krajach na całym świecie i zajął pierwsze miejsce w 79 krajach, w tym w Australii, Brazylii, Niemczech, Rosji, Hiszpanii, RPA i USA. Po jego premierze trylogia "Cień i kość" oraz składająca się z dwóch części powieść "Szóstka wron" powróciły na listy bestsellerów na całym świecie i przez ponad miesiąc utrzymywały się na pierwszym miejscu listy bestsellerów "New York Timesa". Niewątpliwy sukces wróżył kontynuację serialu - teraz jest to już oficjalne. „Cień i kość” doczeka się drugiego sezonu, a poinformowali o tym członkowie jego obsady.

- Piszę o uniwersum Griszów już od prawie dziesięciu lat, więc jestem zachwycona, że będziemy mogli kontynuować tę przygodę. Jest tak wiele miejsc, które ledwo zdążyliśmy odwiedzić i nie mogę się doczekać, aby przedstawić widzom więcej świętych, żołnierzy, bandytów, złodziei, książąt i szeregowców, którzy sprawiają, że ten świat jest tak zabawny do odkrywania. To będzie prawdziwa magia widzieć, jak nasza genialna, utalentowana obsada się powiększa - mówi autorka książek i producentka wykonawcza serialu Leigh Bardugo.

Drugi sezon serialu „Cień i kość” ma składać się z ośmiu godzinnych odcinków. Jessie Mei Li (Alina Starkov), Archie Renaux (Malyen Oretsev), Freddy Carter (Kaz Brekker), Amita Suman (Inej), Kit Young (Jesper Fahey), Ben Barnes (Generał Kirigan), Danielle Galligan (Nina Zenik) i Calahan Skogman (Matthias Helvar) ponownie wcielą się w swoje role. Dodatkowe szczegóły dotyczące castingu zostaną podane w późniejszym terminie.

"Cień i kość" miał swoją premierę na platformie Netflix w kwietniu tego roku. Serial jest osadzony w rozdartym wojną świecie, a jego główną bohaterką jest osierocona w dzieciństwie Alina Starkov, szeregowa żołnierka, która odkrywa w sobie nadzwyczajną moc mogącą być kluczem do wyzwolenia jej kraju. Ogromne zagrożenie ze strony Fałdy Cienia wisi nad krajem, a Alina zostaje odcięta od wszystkiego, co znała do tej pory, aby odbyć szkolenie wojskowe jako żołnierka elitarnej armii władających magią Griszów. Opanowanie nowych zdolności przychodzi jej z trudem i stopniowo zdaje sobie sprawę, że sojusznicy i wrogowie są dwiema stronami tej samej monety i nic nie jest tym, na co wygląda w tym niezwykłym świecie. Toczy się konflikt między niebezpiecznymi przeciwnikami, wśród których znajduje się także szajka charyzmatycznych przestępców. Przetrwanie będzie wymagało czegoś więcej niż tylko magii.

  1. Kultura

Festiwal Młodzi i Film – przegląd filmów, które warto zobaczyć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)
Młodzi i Film to najstarszy w Polsce festiwal, podczas którego można zobaczyć tylko debiuty. Debiutowali na nim m.in. Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Xawery Żuławski, Łukasz Palkowski, Katarzyna Rosłaniec, Maria Sadowska, czy Jan P. Matuszyński.

Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych Młodzi i Film na stałe wpisał się już na mapę filmowych festiwali Polski, i jako jedyny w takim zakresie skupia się na najnowszych dokonaniach debiutujących reżyserów. Impreza obejmuje dwa konkursy: Pełnometrażowych i Krótkometrażowych Debiutów Filmowych, a także pokazy pozakonkursowe w sekcjach: Debiut zagraniczny, Na dłuższą metę (Debiut dokumentalny), Retrospektywy, czy pokazy filmów jurorów oraz pokazy specjalne, ale też spotkania Szczerość za szczerość z ekipami filmów konkursowych, spotkania branżowe dla uczestników festiwalu, czy klub festiwalowy, w którym odbywają się koncerty oraz autorskie spotkania Macieja Buchwalda pod hasłem "Zawód: aktor”. Wstęp na wszystkie wydarzenia otwarte festiwalu jest bezpłatny.

Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.

Każdego roku liczba zgłoszonych filmów do dwóch konkursów wzrasta - w tym to około 200 tytułów. Festiwal stał się też miejscem spotkań młodych twórców filmowych oraz aktorów. Gośćmi w ostatnich latach byli m.in.: Agata Buzek, Sylwia Chutnik, Jacek Borcuch, Zofia Wichłacz, Karolina Czarnecka, Bartosz Gelner, Marcin Kowalczyk, Bartosz Bielenia, Eliza Rycembel, Dorota Masłowska, Agnieszka Grochowska, Ewa Kasprzyk, Andrzej Grabowski, Katarzyna Herman, ale też Wojciech Pszoniak, Jerzy Bończak i Anna Dymna.

W tym roku szczególnej uwadze polecamy sekcję Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne, która powraca po rocznej przerwie. W jej ramach zobaczymy aż siedem pełnometrażowych filmów dokumentalnych:

„Furia”, reż. Krzysztof Kasior

Ola ma 25 lat, pracuje w call center w małym miasteczku. Nie dogaduje się z rodzicami, a w pobliżu nie ma nikogo naprawdę bliskiego. Kiedy problemy przybierają na sile, dostaje skierowanie na terapię. Jednak zamiast na kozetkę, zaczyna chodzić na treningi MMA, brutalne walki w klatce... Dokumentalna opowieść o Aleksandrze Roli, wyjątkowej i bezkompromisowej zawodniczce MMA, która ku zdumieniu całego środowiska, w ciągu roku pokonała wszystkie przeciwniczki w Polsce, mimo że trenować zaczęła niewiele wcześniej. Opowieść o marzeniach i spełnianiu wyznaczonych celów oraz cenie, jaką za to płacimy.

Kadr z filmu 'Furia'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Furia". (Fot. materiały prasowe)

„Krafftówna w krainie czarów”, reż. Maciej Kowalewski, Piotr Konstantinow

Po seansie spotkanie z twórcami i Barbarą Krafftówną

„W tej chwili nie wiem kim jestem. Wiedziałam kim byłam rano” – to zdanie zostaje w sercu na zawsze. Jak i spojrzenie, łagodnych zielonych oczu Barbary Krafftówny. Niech was to nie zmyli – w zaskakującym portrecie bohaterka bez wieku opowiada o sobie i świecie wyobraźni, który był dla niej ratunkiem (w trudnych chwilach) i inspiracją (na scenie). Jej świadectwo wzrusza: mądrej, czułej, na wskroś nowoczesnej i bystrej obserwatorki. Ale też osoby samotnej, która w zmieniającej się rzeczywistości co chwilę musiała definiować własną niezależność, aktorstwo, kobiecość. Krafftówna opowiadając o sobie przekracza granice realizmu, jest najmłodsza z nas wszystkich.

Kadr z filmu 'Krafftówna w krainie czarów'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Krafftówna w krainie czarów". (Fot. materiały prasowe)

„Między nami”, reż. Dorota Proba

Program Pierwszy Dokument

Intymny portret trzech związków. Trzy bardzo różne pary decydują się podjąć szczerą rozmowę, zainicjowaną zestawem pozornie prostych pytań. Powoli tworzy się przestrzeń dla wymiany skrywanych emocji i wyznań, nieoczywistych pragnień. Nie ma przepisu na udany związek, podobnie jest z filmem – coś co mogłoby wypaść jak zestaw truizmów, tutaj staje się prostolinijnym, dowcipnym, ale nade wszystko zaskakującym zapisem kilku wariantów tej samej historii o miłości. Cóż z tego, że opowiadamy cały czas to samo, pytanie jak to robimy. W życiu podobnie jak w kinie – warto się zaskakiwać.

Kadr z filmu 'Między nami'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Między nami". (Fot. materiały prasowe)

„Pollywood”, reż. Paweł Ferdek

Podróż do źródeł kina. Czym jest film? Skąd się wzięło to marzenie, by snuć opowieść na ekranie, by mamić innych swoimi wizjami? Czy kino to iluzja, czy prawda? Co nam daje, a co rekompensuje samym twórcom? I co tak naprawdę oznacza w tym środowisku sukces, jak go osiągnąć, a jednocześnie pozostać wiernym sobie? Autotematyczny film drogi, podczas której reżyser z Polski stara się odpowiedzieć na te najważniejsze z punktu widzenia filmowca pytania. Bo niezależnie od tego skąd pochodzisz, jeśli czujesz magię kina, to stajesz się częścią pewnej społeczności – ludzi światłoczułych.

Kadr z filmu 'Pollywood'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)

„Po złoto. Historia Władysława Kozakiewicza”, reż. Ksawery Szczepaniak

Po seansie spotkanie z twórcami i Władysławem Kozakiewiczem

Władysław Kozakiewicz podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku nie dość że zdobył złoto i pobił rekord świata, to jeszcze, pod wpływem emocji i presji, wyprowadzony z równowagi przez sowiecką publiczność, pokazał jej tzw. wała. Niesportowy gest miał swoje symboliczne i polityczne znaczenie. Film w dynamiczny i dowcipny sposób opowiada o drodze jaką przebył słynny tyczkarz, stawia pytania o kryzys formy „Kozaka”, o emigrację, ale też o istotę sportu. Narratorem jest sam Władysław Kozakiewicz, a twórcom udało się wzbogacić jego wypowiedzi o unikatowe materiały archiwalne. Świetny montaż to kolejny atut tej produkcji.

Kadr z filmu 'Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza". (Fot. materiały prasowe)

„Toomanykicks”, reż. Dawid Wawrzyszyn

Pierwszy polski dokument o kolekcjonerach butów sportowych. Wnikliwa analiza pasji jedenastu bohaterów oraz przemian kulturowo-społeczno-gospodarczych, jakie zaszły w Polsce od 1989 roku. Pytanie o to, ile par to już za dużo, w świecie prawdziwych sneakerheadów nie istnieje. Dzięki nim poznajemy historię rozkwitu polskiego designu w ostatnich trzech dekadach wolności, ale dowiadujemy się też wiele o znaczeniu sportu i muzyki w ich życiu. Wielu bohaterów filmu osiągnęło sukces nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej.

Kadr z filmu 'Toomanykicks'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Toomanykicks". (Fot. materiały prasowe)

„Xabo, Ksiądz Boniecki”, reż. Aleksandra Potoczek

To nie jest hołd, pomnik, laurka na cześć. To intymny dziennik, który wyraża naszą wspólną, wielką tęsknotę – za pięknym i mądrym przewodnikiem, za doradcą, za człowiekiem, który wie więcej i zachowuje spokój mimo wszystko. Ksiądz Boniecki, który jest solą w oku instytucji kościoła i ma zakaz publicznych wypowiedzi do prasy – poza „Tygodnikiem Powszechnym” – cały czas jeździ na spotkania, rozmawia, pyta, słucha, daje odczyty, przynosi nadzieję. Podczas trzyletniej wędrówki wraz z księdzem Bonieckim ekipa przemierzyła 50 tys. kilometrów.

Kadr z filmu 'Xabo. Ksiądz Boniecki'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Xabo. Ksiądz Boniecki". (Fot. materiały prasowe)

Blok Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne będzie miał osobne otwarcie: w poniedziałek 14.06 o godzinie 16.30 tuż przed galowym otwarciem całego festiwalu. Sekcję dokumentalną zainauguruje w tym roku film „Krafftówna w krainie czarów” – piękny, kreacyjny filmowy portret dokumentalny w reżyserii Macieja Kowalewskiego i Piotra Konstantinowa. Barbara Krafftówna będzie Gościem honorowym wieczoru i wraz z twórcami po seansie spotka się z publicznością. Po rozmowie autorzy i Bohaterka filmu będą obecni na Gali otwarcia Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film 2021.

  1. Kultura

Niewidzialna rzeźba włoskiego artysty została sprzedana za 15 tys. euro

Salvatore Garau. (Fot. Instagram @salvatore_garau)
Salvatore Garau. (Fot. Instagram @salvatore_garau)
Dzieło sztuki, które istnieje tylko w wyobraźni włoskiego artysty. Niematerialna i niewidzialna rzeźba stworzona przez Salvatore Garau została sprzedana na aukcji za 15 tys. euro.

"Io sono" (po włosku „Jestem”) – tak Salvatore Garau nazwał swoje wyjątkowe dzieło. Wyjątkowe, bo... niewidzialne. Rzeźba to tak naprawdę próżnia, która według włoskiego artysty jest „niczym innym jak przestrzenią pełną energii”. „Nawet jeśli ją opróżnimy i nic nie zostanie, to zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga, nic nie ma wagi. Dlatego ma energię, która jest skondensowana i przekształcona w cząsteczki, czyli w nas" – tłumaczył Garau hiszpańskiemu serwisowi informacyjnemu Diario AS.

(Screen: art-rite.it)(Screen: art-rite.it)

Rzeźba została wystawiona na sprzedaż w maju we włoskim domu aukcyjnym Art-Rite. Szacowano, że osiągnie cenę pomiędzy 6-9 tys. euro. Ostatecznie rzeźba „Io sono” została sprzedana za 15 tys. euro, a szczęśliwy nabywca jako fizyczny dowód otrzymał jedynie certyfikat autentyczności, podpisany przez samego Garau, oraz wytyczne, według których dzieło musi zostać wystawione w prywatnym domu, na wolnej przestrzeni o wymiarach około pięć na pięć stóp (1,5 x 1,5 metra).

Nie jest to pierwsze tego typu dzieło w dorobku Garau. W lutym tego roku na Piazza Della Scala w Mediolanie artysta wystawił „Budda im contemplation”, podobnie niewidoczną rzeźbę, której granice wyznaczał kwadrat taśmy na brukowanym chodniku. Z kolei przed nowojorską giełdą zainstalował „Afrodite cries”, o którym świadczył pusty biały okrąg - projekt wsparł Włoski Instytut Kultury.

  1. Kultura

„Wszyscy wszystko zjedli” – film o sile kobiet i dzieleniu się dobrem

"Wszyscy wszystko zjedli" opowiada historię Madiny, doświadczonej przemocą domową Czeczenki, która uciekła wraz z rodziną do Polski, aby zbudować nowe życie na nieswojej ziemi. (Fot. materiały prasowe)
"Wszyscy wszystko zjedli" to historia przyjaźni, tolerancji, dokument o udzielaniu i dawaniu pomocy. A przede wszystkim opowieść o sile kobiet i o dzieleniu się dobrem.

Film „Wszyscy wszystko zjedli” opowiada historię dziewczynki, która przeżyła dwie krwawe wojny. Dziewczyny, którą wydano za mąż, wbrew jej woli, bez miłości. Matki, która całą swoją miłość oddaje dzieciom. Dlaczego zabawki wożono jej aż z Kazachstanu? Dlaczego ukończyła tylko trzy klasy podstawówki? Jak przetrwała domowy terror? Skąd znalazła się w Polsce? No, i jak jej mieszka się u rodziny Stuhrów? Dwuosobowa ekipa filmowa (reżyser, operator i dźwiękowiec Kamil Witkowski oraz pomocnik reżysera Marina Hulia) zaprasza do mlaskania, wąchania, dumania.

Madina, doświadczona przemocą domową Czeczenka, uciekła wraz z rodziną do Polski, aby zbudować nowe życie na nieswojej ziemi. Tutaj przygarnęła ją rodzina Stuhrów. Kobieta, wraz z innymi czeczeńskimi matkami, gotuje – nie tylko dla rodziny i przyjaciół; gotuje dla warszawskich bezdomnych oraz dla samotnych staruszek w podwarszawskiej Radości. Miesza w dużym garze smaki i zapachy, losy i opowieści.

– Nareszcie! Jednak marzenia się spełniają! Po wielu latach starań w końcu udało mi się zagrać w filmie u boku samej Madiny Mazalievej! Bo to Dobra Kobieta jest Maciej Stuhr.

– Na całym świecie kobiety walczą o swoje człowieczeństwo, a nie status „samicy gatunku homo sapiens”. Trudno to robić nie mając domu. Nie mając nic. Kobiety takie, jak Madina, zwyciężają ludzką obojętność. Jak to robią? Czym to robią? Talerzem zupy rozdają miłość. Dziękujemy Ci, Madino, że ratujesz świat. Dzięki Tobie ma czym się „najeść” do syta Dorota Sumińska.

Wszyscy wszystko zjedli. Do cna. Bo Madina jest geniuszem gotowania. Będzie kroiła, wałkowała, lepiła, doprawiała. Z ekranu popłynie do Was zapach ziół i przypraw kuchni Madiny. O jedzeniu będzie, o mlaskaniu. O głodzie będzie. O matczynej miłości i o tym, jak Europa wyzwoliła Madinę.

Premiera filmu „Wszyscy wszystko zjedli” 10 czerwca o godzinie 18:00 w warszawskim Kinie Muranów.