fbpx

Fotografia na Planete+ Doc Film Festival

Czarna skrzynka
fot. materiały prasowe Planete+ Doc

Dziś rusza 10. edycja festiwalu filmów dokumentalnych PLANETE+ DOC. Jedną z sekcji jest ta poświęcona fotografii i fotografom. Przegląd filmów przygotowała Aga Kozak.
Czy filmy o fotografach mogą być ciekawe? Czy nie chodzi w ich pracy właśnie o to, żeby nie wiedzieć, co jest po drugiej stronie? Niekoniecznie. Bo autorzy „decydujących momentów” pokazywanych na PLANETE+ DOC udowadniają, że żeby uchwycić właśnie to „coś” – liczy się całe życie. Zaangażowania, poświęcenia, zamieszania…

Żyjący jakby w swojej „bańce”, składającej się z atakujących go spraw poważnych, obrazów i marzeń, Tomasz Tomaszewski, bohater podsumowującego jego karierę filmu „Czarna skrzynka” – podczas warsztatów nawet wypowiada takie zdanie – że jego zdaniem Bóg pomaga zrobić dobre zdjęcie tym, którzy są do tego przygotowani. Co to znaczy? U Tomaszewskiego to ciągła chęć bycia zaangażowanym, na swoich własnych – kosmicznych jak na PRL – warunkach. Dla zabawnych scen opisujących przygotowywanie brata Lecha Wałęsy i samego Lecha do zrobienia potajemnych zdjęć z internowania – kiedy Tomaszewski „opiekuje się” nieswoim zdjęciem, które jednak według niego może zmienić bieg historii – warto obejrzeć ten film. Czym zajmuje się teraz ten, który pozornie nie ma już o co walczyć? Stara się pokazać jak wygląda Polska i przekazać – tak po prostu piękno świata.

O ile można zżymać się na rozmarzonego Tomaszewskiego, maniackie wręcz zaangażowanie, które wykazują bohaterowie dwóch innych filmów (na festiwalu pokazywanych poza blokami fotograficznymi) „Zamrażając lód” (Chasing Ice) i „Duchy naszego systemu” (Ghosts in Our Machine) ociera się już o poświęcenie. James Balog – znany fotograf przyrody – postanawia oddać swój czas i uwagę sprawie globalnego ocieplenia fotografując znikające bryły lodu. Co więcej, jego obsesja sprawia, że zaraża swoją pasją innych: dokumentując znikające w pasę sekund połacie lodowych pustyni wielkości Manhattanu, walczą o informację na temat „niemodnego” już ekologicznego tematu. Podobnie jest w przypadku Jo-Anne McArthur, której życiową misją jest nagłaśnianie zbrodni dokonywanych na zwierzętach: nie tylko w rzeźniach, ale też na fermach czy laboratoriach. Dokumentująca zwierzęce cierpienie fotografka cierpi – jak choćby fotograf wojenny Krzysztof Miller – na zespół stresu bojowego, fotografując je bowiem nielegalnie, często w warunkach przypominających anarchistyczną czy szpiegowską misję – nie może ich uratować, ulżyć im doraźnie. Jednanym sposobem na pomoc jest fotografowanie, które nie daje ulgi.

Ulgę w fotografii znalazł w końcu bohater „Francuskiego dziennika” (Journal de France) – słynny fotograf, filmowiec i dokumentalista, fundator agencji Gamma Raymond Depardon. Po latach bycia w ogniu najgorętszych politycznych przewrotów – Algierii, Wietname, Czadzie czy Czechach, oraz kręcenia nastrojowych, zmysłowych impresji Depardon zwraca się ku kompletnie innemu rodzajowi rejestracji. Już jako starszy pan wsiada w ciężarówkę, do środka wkłada skrzynkowe aparaty i przenośną ciemnię i wyrusza w miejsca – gdzie jeszcze go nie było, paradoksalnie – najbliżej domu. Fotografuje Francję. Taką, która odchodzi w zapomnienie.

O upływającym czasie przypomni nam też zapewne czarny koń tego przeglądu – piękny dokument „Anton Corbijn. Na wylot” (Anton Corbijn. Inside Out). Bo nic się tak nie starzeje jak zdjęcia ulubionych zespołów. Corbijn, którego rozpoznawalny, surowy styl pomógł w wykreowaniu wizerunku wielu zespołom (otwarcie przyznają się do tego Depeche Mode) a towarzyszy np. od wielu lat U2 – podejście do fotografii, a jednocześnie czasu czy śmierci ukształtował pod wpływem, oraz w kontrze do ojca, surowego pastora. Jak rodziciel – i inni bohaterowie – całe swoje życie poświęcił swojej pasji. Z tym, ze w jego wypadku trudno orzec: czy to fotografia, czy muzyka.

Tekst ukazał się w magazynie „Exclusive”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze