fbpx

Marina Abramović – artystka obecna

Kadr z filmu Artystka Obecna
Nowe Horyzonty Kadr z filmu Artystka Obecna

Marina Abramović, od czterdziestu lat wzbudzająca kontrowersje performerka, używa swojego ciała do manifestacji bardzo trudnych zarówno społecznie, jak i osobiście tematów. Ze względu na teatralny rozmach jej projektów i nieustanne przesuwanie granic „niemożliwego” w sztuce, jej postać stała się bardzo popularna, a zarazem obrosła legendą.

Festiwal Nowe Horyzonty/więcej w galerii

„Artystka obecna” to dzieło Matthew Akersa, który z jednej strony dokumentuje przygotowania do retrospektywy Abramović w Museum of Modern Arts w Nowym Jorku, z drugiej zaś – próbuje nakreślić jej bardzo osobisty portret. Odruchowo i naiwnie odtworzyłam tę opozycję „sztuka-życie”, a w przypadku tej postaci taki podział jest chyba bezzasadny. Zarzucenie go podpowiada pierwszy monolog w filmie: „to, na co patrzysz, to różne Mariny”. Artystka twierdzi, że najbardziej utożsamia się z tą warstwą swojej osobowości, która godzi wszystkie pozostałe – zarówno jej wcielenia sceniczne, jak i to, co może stanowić przedmiotem opisu dla biografisty. Akers przeplata więc rozmowy o sztuce (zarówno te konkretne, jak i abstrakcyjne) wspomnieniami Abramović, dotyczącymi jej trudnej, ale chętnie przywoływanej przeszłości. Pojawiają się tu także liczne głosy jej współpracowników, przyjaciół, kochanków, uczniów i fanów, których różnią może opinie, ale łączy poczucie obcowania z geniuszem. Zdaje się, że podobne wrażenie wywiera ten film na widzach: możemy się różnić co do oceny jej dokonań artystycznych, ale nikt chyba nie odmówi jej charyzmy, determinacji, siły i… uroku.

Retrospektywa w MoMA obejmuje stare performance Abramović, odtworzone przez jej uczniów, oraz jedną nową pracę – „Artist is present”. Przez kilka miesięcy, na czas otwarcia wystawy, Marina zasiadała na krześle przy stole, drugie krzesło zostawiając dla widza. Zasady są proste: można zająć krzesło na tak długo, jak się chce, pod warunkiem, że nie wykonuje się żadnych ruchów, nie wypowiada żadnych słów, jedynie patrzy artystce w oczy. Początkowo nieśmiało, z biegiem tygodni coraz bardziej obsesyjnie nowojorska publiczność wykorzystuje tę niebywałą możliwość. Drzwi galerii otwierają się, do środka wpada tłum wyznawców, koczujących przed wejściem od godzin zamknięcia galerii poprzedniego dnia. W powietrzu unosi się aura mistycyzmu. Choć Marina bardzo logicznie tłumaczy, na czym polega potęga tego wydarzenia, Akres tłumaczy ten performance jako doświadczenie bardziej duchowe i emocjonalne, także jako zwieńczenie wszystkich przemian duchowych i artystycznych, które przechodziła dotąd Abramović. Kamera pokazuje wiele portretów ludzi – w części po prostu fanów, w części wyznawców, ale też przypadkowych osób, dzieci, dziwaków. Są to w większości osoby, które Marina spotyka po raz pierwszy, ale zdarzają się także jej dobrzy znajomi. Na widok wieloletniego kochanka i partnera w działalności artystycznej, Ulaya, Marina jak gdyby uchyla maskę, ale jej ani na chwilę nie zdejmuje. Albo spektakl jest na tyle życiem, że nie może zostać przerwany, albo życie jest na tyle spektaklem, że zdjęcie maski jest równoznaczne z poddaniem się.

Wątek Ulaya jest w filmie zarysowany równie silnie, jak silna była niegdyś więź łącząca go z Mariną. Gdy dziś po latach opowiadają o tym związku, różnią się nie tylko wersją wydarzeń (kto kogo zdradził pierwszy), ale też tonem głosu – ilością emocji, która razem z tymi wspomnieniami wypływa na powierzchnię. Nie mogę przestać zadawać pytania: kto wyszedł z tej bitwy wygrany? Ona, która po rozstaniu z Ulayem straciła szczerość w sztuce – postanowiła zmienić swoje ciało, które wcześniej było dla niej tylko medium, w teatralny kostium? Czy raczej on, który nigdy już potem nie dogonił Mariny i jako artysta na zawsze pozostał w jej cieniu, choć zdaje się w tej swojej małości autentyczniejszy?

„Artystka obecna” to film tak wielowątkowy, że obdzieliłby tematami niejeden festiwal. Wśród propozycji programowych „Nowych Horyzontów” zdaje się jakimś tajemnym kluczem, który otwiera wszystkie sekcje i podszeptuje, jak interpretować poszczególne filmy.

Od czasu projekcji dzieła Akresa mniej więcej raz na seans zadaję sobie pytanie: „czy jestem obecna tu i teraz?”, co oczywiście wytrąca mnie z bycia tu i teraz i przenosi na jakieś abstrakcyjne, niewygodne wyżyny. Powinnam teraz wziąć tydzień urlopu i myśleć tylko o nim, może wtedy by mnie opuścił, albo od razu przeniósł w nirvanę.

Tekst powstał podczas festiwalu Nowe Horyzonty