Ewan McGregor: Trzeba mieć refleks

Wikimedia Commons, fot. flickr.com

Masz na koncie współpracę z najbardziej znanymi reżyserami, w kultowych filmach. Jednocześnie nie odmawiasz udziału w produkcjach całkowicie komercyjnych. Starasz się zachować jakąś równowagę między tym, co ambitne, a tym, co popularne?

To nie tak. Ja nie kalkuluję, jak dany film wpłynie na moją karierę, jakie nazwisko stoi za kamerą. Z doświadczenia wiem, że reżyserzy są kompletnie nieprzewidywalni. Byli i tacy, którzy mówili mi dokładnie, gdzie mam stanąć, jak spojrzeć, w jaki sposób wypowiadać swoje kwestie. Nie podobały
mi się takie metody, nawet jeśli miałem świadomość, że pracuję z niezwykłymi twórcami i wychodziło to filmowi na dobre. Poza tym z mojej perspektywy wygląda to tak, że nieważne, czy gram w produkcji wysoko- czy niskobudżetowej. Kosztuje mnie to tyle samo wysiłku, a i tak nigdy nie mam gwarancji, że film będzie udany i odniesie sukces.

Jak w takim razie dobierasz sobie role?

Kryterium numer jeden jest scenariusz, bo to na nim wszystko się opiera. Jeśli ten fundament jest do niczego, żaden talent nie pomoże. Czytając scenariusze, zawsze zdaję się na swój instynkt. Wybieram tylko to, co jest w stanie mnie zaskoczyć. Jeżeli w którymś momencie myślę: „zaraz, zaraz, już to gdzieś czytałem, tylko trochę w innej wersji”, rzucam kartki w kąt. To, że potrafię sobie wyobrazić siebie samego w jakiejś roli już w trakcie jej czytania, też jest jak najlepszym znakiem.

Masz zawodowe marzenia? Rolę życia albo reżysera, u którego chciałbyś koniecznie zagrać?

Teraz marzę głównie o tym, żeby samemu stanąć za kamerą. Mam już za sobą jedno takie doświadczenie, ale to był film krótkometrażowy. Teraz myślę o czymś większym. Praca nad tamtą produkcją trwała cztery dni i dała mi niesamowitego kopa. To uczucie, kiedy scena, którą do tej pory miałeś tylko w głowie, nagle rozgrywa się przed twoimi oczami! Fantastyczne! Naprawdę chciałbym przejść przez cały proces od początku do końca, opowiedzieć jakąś historię i zobaczyć, jak zadziała na widzów. Reżyserowanie wydaje mi się naturalnym przedłużeniem tego, co teraz robię.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »