1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro

Królowa Elżbieta II i księżniczka Małgorzata – siostry pełne sprzeczności

Królowa Elżbieta II i księżniczka Małgorzata w 1946 roku (Fot. Lisa Sheridan/Hulton Archive/Getty Images)
Jedna odpowiedzialna i obowiązkowa, druga pełna buntu i niezgody. W dzieciństwie były najlepszymi przyjaciółkami, ale gdy ich wuj Edward VIII postanowił abdykować, relacje między Elżbietą a Małgorzatą uległy drastycznej zmianie. Małgorzata już zawsze musiała dygać przed siostrą, którą nazywała dotąd „Lillibet”, i spełniać jej życzenia. Elżbieta patrzyła na wybryki młodszej siostry ze stoickim rozbawieniem, ale walka Małgorzaty o znalezienie sobie miejsca i pozycji w królewskim systemie – a także to, że niekiedy nie umiała sprostać jego oczekiwaniom – często były źródłem spięć. Publikujemy fragment książki Andrew Mortona, która bada życie oraz relacje sióstr na przestrzeni lat oraz opisuje wpływ, jaki wywarły na Koronę i rodzinę królewską.

Fragment książki „Elżbieta i Małgorzata” Andrew Mortona, Wydawnictwo Marginesy

Sprawy miały się teraz inaczej. Koniec z „Lilibet to, Lilibet tamto”, ze swobodnymi stosunkami dwóch sióstr zjednoczonych przeciwko światu. Pojawił się między nimi dystans, nieznaczny i ledwo zauważalny, ale jednak dystans. Zmniejszał się, gdy były tylko we dwie. Z kolei w otoczeniu służby i innych osób wyczuwało się formalność. Kiedy inni mówili: „Twoja siostra”, księżniczka Małgorzata odpowiadała wyniośle: „Masz na myśli królową”. Dawniej miały wspólną sypialnię, teraz dzielił ich zastęp stróżów od papierkowej roboty, którzy od chwili niedawnego wyniesienia księżniczki Elżbiety na tron odmierzali każdą minutę jej napiętego harmonogramu. Nie było już mowy o niezapowiedzianych odwiedzinach – Louis Mountbatten, bohater wojenny, doradca, intrygant i ogólnie człowiek wścibski, z trudem pozbył się tego nawyku.

Małgorzata dołożyła starań, by wybrać odpowiednią chwilę. W ten zimowy grudniowy dzień 1952 roku nowa królowa, która za chwilę miała udać się do Sandringham na Boże Narodzenie, świętowane co roku w rodzinnym gronie, zapoznawała się właśnie ze szczegółami ceremonii koronacyjnej. Księżniczkę poprowadził obok dzieł Canaletta i obrazu Diana i Akteon Gainsborough ubrany w czerwoną liberię służący i odpowiednio ją zapowiedział przed wejściem do okazałego Belgian Suite w pałacu Bucking ham. Przywitała się z siostrą słowami „Wasza Królewska Mość”, po czym nieśmiało się ukłoniła i pocałowała Lilibet w oba policzki. Potem, za namową królowej, usiadła na obitym złotym jedwabiem szezlongu w salonie. Już na pierwszy rzut oka było widać, że są siostrami – każda miała na sobie skromną dzienną sukienkę, sznur pereł i odpowiednio dopasowaną broszkę. W dzieciństwie ubierano je identycznie. Potem też czasem wyglądały tak samo.

Małgorzata musiała przyznać się do czegoś siostrze. Powiedziała jej, że zakochała się w oficerze Peterze Townsendzie, byłym koniuszym ich ojca, obecnie cieszącym się szlachetnym tytułem kontrolera dworu królowej matki, a więc drugim w kolejności zarządcą codziennych spraw administracyjnych niedawno owdowiałej monarchini. Wysoki, szczupły, z przeszywającymi szaroniebieskimi oczami i niewzruszonym spojrzeniem, w każdym calu był bożyszczem kobiet – a do tego prawdziwym bohaterem wojennym. Należał do tak zwanych Nielicznych, pilotów bitwy o Anglię, którzy ocalili naród przed nazistowskim podbojem, a jego niebieski mundur raf-u zdobiły medale świadczące o niezwykłej odwadze.

Od lutego tego roku, kiedy przedwcześnie zmarł król Jerzy VI, Małgorzata coraz częściej przyjmowała pomoc ze strony Townsenda i w ten sposób próbowała poradzić sobie z otaczającym ją mrokiem. Whisky, tabletki, leki uspokajające i papierosy niedostatecznie łagodziły ból. Wydawało się, że tylko Peter – kojący, spokojny, łagodny – potrafi poprawić jej nastrój.

Wpadli sobie w oko na długo przed śmiercią króla, która jeszcze ich do siebie zbliżyła. W tym pierwszym beztroskim okresie Małgorzata rozśmieszała Petera, on zaś dawał jej poczucie bezpieczeństwa i pewności. Zwierzali się sobie i wzajemnie się pocieszali, aż w końcu ich przyjaźń zamieniła się w coś więcej – znacznie, znacznie więcej.

Małgorzata spotkała się z siostrą bynajmniej nie dlatego, że Peter był od niej o szesnaście lat starszy i miał dwóch synów w wieku szkolnym. Nie, siedziała tu teraz ze złożonymi rękami, skromna, bez śladu swej zwyczajnej teatralności, bo chciała omówić następstwa jego zbliżającego się rozwodu z żoną Rosemary.

Odkąd w listopadzie poprzedniego roku złożył pozew o rozwód, po cichu, nieoficjalnie i bardzo nieśmiało rozmawiali o swoim związku w jakiejś odległej przyszłości. Choć Peter Townsend nie ponosił winy za rozpad małżeństwa, miał zostać nieuchronnie uznany za rozwodnika. Słowo na „R” zawisło między siostrami jak odbezpieczony granat i obie zdały sobie sprawę z jego strasznego znaczenia. Na ironię zakrawał fakt, że sprawa ta została po raz pierwszy poruszona właśnie w Belgian Suite, w którym mieszkał ich stryj Dawid, Edward viii, podczas swego krótkiego panowania, zanim abdykował z miłości do dwukrotnie rozwiedzionej Amerykanki, Wallis Warfield Simpson.

Zgodnie z Ustawą o małżeństwach królewskich z 1772 roku księżniczka Małgorzata, trzecia w kolejce do tronu za księciem Karolem i księżniczką Anną, na ślub z jakimkolwiek mężczyzną, nie mówiąc już o rozwodniku, musiała uzyskać zgodę królowej. Obie wiedziały, że ich Kościół potępia rozwody. Jako obrończyni wiary królowa miała zasady, od których nie mogła odstąpić. W istocie, gdyby chora wówczas królowa Maria została wtajemniczona w sprawę, jej werdykt byłby jednoznaczny. Wręcz słyszały teraz jej głos.

Ale czasy się zmieniały. Czy Lilibet pozwoli swojej młodszej siostrze na ślub z rozwodnikiem? Szczęście i życie Małgorzaty znajdowało się w jej miękkich różowych dłoniach. Starsza siostra przez całe życie osądzała Małgorzatę. A teraz, gdy została królową, stała się też władczynią jej życia. Ta niezmiernie ważna decyzja miała na zawsze określić i ukształtować życie i reputację obu kobiet.

***

Małgorzata przyglądała się uważnie siostrze, zdziwiona, że nie dostrzegła na jej twarzy wyrazu zaskoczenia. Myślała, że jej i Peterowi udało się utrzymać dyskrecję, ale najwyraźniej nie zachowali ostrożności i ludzie zaczęli plotkować. Skoro nawet siostra wiedziała, co się święci, inni tym bardziej opowiadali sobie różne barwne szczegóły. Królowa nie zdradzała co prawda swoich emocji, ale było oczywiste, że tego rodzaju wiadomości są niemile widziane przed planowaną na czerwiec koronacją. Absolutnie nic nie mogło odwrócić uwagi od tej chwili, postrzeganej przez wielu jako kluczowy moment rządów monarchy. Znała i lubiła Petera Townsenda i doceniała jego spokojne podejście do kłótliwego ojca. Niekiedy, w przypływie uczuć, król mówił o nim jak o synu, którego nigdy nie miał.

Królowa była rozdarta. W mrocznym okresie jej własnego życia, kiedy ojciec poprosił ją, by towarzyszyła mu w podróży do Południowej Afryki i zostawiła swojego ukochanego, księcia Filipa, właśnie Margo okazywała jej niezachwianą lojalność, zawsze stawała po jej stronie i chwaliła Filipa przed rodzicami. Ponadto przypadek Townsenda to przecież zupełnie inna sytuacja niż ze znienawidzoną przez rodzinę królewską Wallis Simpson; Peter był popularny w pałacu, podziwiano go i szanowano za wojenne osiągnięcia, spokojne usposobienie oraz zdolności organizacyjne.

Elżbieta miała się więc nad czym zastanawiać. Teraz nie była już tylko starszą siostrą Małgorzaty. Została królową, na której spoczywają konstytucyjne obowiązki i powinności. Margo nie prosiła o formalną zgodę na małżeństwo. Na razie. Miała nadzieję, że Townsend będzie częściej uczestniczył w spotkaniach rodzinnych, aby w ten sposób pozostali członkowie dworu przekonali się, że ona i Peter do siebie pasują. Oboje liczyli się z tym, że na wszystko potrzeba więcej czasu. Małgorzata dała siostrze do zrozumienia, że tymczasem zadowoli się tymi niewielkimi przywilejami, a nie całkowitym poparciem małżeństwa.

Elżbieta wyjrzała przez okno na pałacowy ogród. Małgorzata uśmiechnęła się w duchu, bo wiedziała, że siostra zwykle tak robi, zanim podejmie jakąkolwiek decyzję. Pozłacany zegar kominkowy głośno tykał. Nagle królowa powiedziała, że wpadła na pewien pomysł.

Polecamy książkę: „Elżbieta i Małgorzata” Andrew Mortona, Wydawnictwo Marginesy.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze