1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Serial „Sherlock”: na czym polega jego fenomen?

Serial „Sherlock”: na czym polega jego fenomen?

Kto z nas nie próbował sprawdzić się w roli detektywa? Rozgryźć wyjątkowo skomplikowaną zagadkę, przejrzeć drugiego człowieka na wylot? Na tej właśnie potrzebie bazuje serial „Sherlock”, opowieść o współczesnym Sherlocku Holmesie ze smart fonem.

Plakat do filmu/ materiały prasowe

Trzy sezony, ale tylko 9 odcinków, wprawdzie każdy trwa półtorej godziny, ale na kolejne serie trzeba czekać aż dwa lata. Skąd więc ta ogromna popularność i łatka „kultowy”? Lidia Rudzińska, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS, twierdzi, że to dlatego, że „Sherlock” stanowi doskonałą mieszankę tego, czego oczekujemy od współczesnego serialu. Po pierwsze, sensacyjna akcja, która sprawia, że w każdym odcinku drżymy o życie bohaterów i w każdym oddychamy z ulgą, że tym razem się udało. Po drugie, pomysł przeniesienia historii legendarnego detektywa do współczesności. – Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że Sherlock ma rozwiązywać zagadki w dzisiejszym Londynie, pomyślałam, że to fatalny pomysł – wyznaje Lidia Rudzińska. – Przecież Sherlock musi palić fajkę, jeździć dyliżansem i przebywać w cudownym świecie dżentelmenów. A tu ma korzystać z GPS-a i prowadzić bloga? Bardzo długo odwlekałam obejrzenie pierwszej serii, ale w końcu uległam. I wsiąkłam. Bo tu wszystko się zgadza i pasuje. Każdy czytelnik Conan Doyle’a wie, że Sherlock interesował się technologią i uwielbiał wszystko, co nowoczesne. Myślę, że gdyby żył w naszych czasach, posługiwałby się Twitterem.

Po trzecie, „Sherlock” to zbiór gagów dla miłośników brytyjskiego humoru. Po czwarte, Benedict Cumberbatch, odtwórca głównej roli. – Początkowo dziwił mnie jego fenomen. Nazwisko, którego trzeba uczyć się dwa miesiące, i ten jego wygląd kosmity… Obejrzałam pierwszy odcinek i Benedict stał się dla mnie najprzystojniejszym facetem na świecie (śmiech), ma charyzmę i to on jest osią całego filmu – dodaje Lidia Rudzińska.

Dla kogo?

„Sherlock” to serial dla aktywnych i dociekliwych widzów oraz, oczywiście, dla fanów genialnego detektywa. Nie ogląda się go tak jak telewizji, która jest raczej tłem do codziennej krzątaniny. Tu, żeby zrozumieć intrygę, trzeba się wciągnąć, całkowicie zaangażować. Ten serial wymaga też określonych kompetencji. Genialny detektyw wypowiada tysiąc słów na minutę, do tego mówi językiem trudnym, naszpikowanym fachową terminologią i lubi przeskakiwać z tematu na temat. „Zaraz, zaraz, chwileczkę” – mają ochotę zawołać widzowie. Ale twórcy serialu nie zamierzają nam niczego ułatwiać. – Tak jakby wcale nie interesowało ich, czy będziemy nadążać za tym szalonym tempem, jakby celowo chcieli nas pogubić – zauważa Lidia Rudzińska. Idealnym przykładem na ten okrutny proceder są sceny, w których Sherlock widzi nową osobę i momentalnie w jego głowie pojawia się milion informacji o niej, wyczytanych z jej wyglądu czy zachowania, typu: „kłamczucha”, „mieszka sama, ale dziś nie wróciła do domu na noc”, „jedynaczka, ze skłonnością do kontroli” – tyle tylko, że wszystkie one pojawiają się na ekranie w tym samym momencie i pogratulować sobie może ten, kto odczyta naraz choćby pięć. No, chyba że włączy stopklatkę lub przewinie i obejrzy scenę raz jeszcze.

To świetna propozycja dla domorosłych Sherlocków, czyli wszystkich, którzy uwielbiają kryminalne zagadki. Godzinami mogą analizować i rozkładać na czynniki pierwsze każdy odcinek. Oglądając przygody Sherlocka, w pewnym stopniu sami się nim stajemy – ten serial pobudza do myślenia. – Sądzę, że wstrzelił się w moment „choroby sierocej” po innym świetnym serialu „Dr House”, który co prawda toczył się w szpitalu, ale jego twórcy otwarcie przyznawali się do fascynacji postacią Holmesa – dodaje Lidia Rudzińska.

Czego uczy nas „Sherlock”? Władzę ma ten, kto ma informacje

Dlaczego ludzie nie myślą? – dziwi się Sherlock. Dedukcja to jego podstawowa broń i – jak stara się przekonać widza – najlepsza obrona w dzisiejszym świecie. Nie wyćwiczone mięśnie, nie bogactwo czy wielka armia – tylko częste i właściwe korzystanie z umysłu zapewni ci szczęście i spokój. W książkach detektyw zwykle rozwiązywał zagadki tajemniczych zbrodni, zahaczając o londyński półświatek. W serialu pojawia się bardziej nowoczesne zagrożenie – cyberterroryzm. Obecnie bowiem zło czai się nie w uzbrojonych po zęby podziemnych armiach, a w nowych technologiach. Władza to informacja. Dziś wygrywa ten, kto potrafi używać szarych komórek, ale też manipulować i blefować. Zresztą w serialu kłamią wszyscy, no może poza doktorem Watsonem. Kłamie Holmes, kłamie ich gospodyni, pani Hudson, kłamie też Moriarty, największy wróg Holmesa. Bo informacja jest kartą przetargową. – Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, dziś nie jest problemem dotarcie do informacji, ale ich właściwe przefiltrowywanie. To inteligencja naszych czasów – mówi Lidia Rudzińska. – Już nie musimy wkuwać na pamięć, jaka jest stolica danego kraju, bo to spokojnie można wygooglować, trzeba jednak wiedzieć, jak weryfikować wiedzę. Skąd wyciągnąć to, co na daną chwilę jest nam potrzebne, tak jak robi to Sherlock ze swoim „pałacem pamięci”, czyli wiedzą zmagazynowaną w jego głowie.

Emocje są słabością, ale nie da się bez nich żyć

Nie jestem psychopatą, tylko wysoko funkcjonującym socjopatą – wyznaje detektyw w jednym z odcinków. Nie po drodze mu z ludzkimi emocjami, nie jest zbyt biegły w nawiązywaniu i utrzymywaniu bliskich relacji, ale z Watsonem łączy go coś w rodzaju prawdziwej męskiej przyjaźni. – Przyjaźni, w której fani wciąż doszukują się podtekstów – dodaje Lidia Rudzińska. – Twórcy serialu zresztą chętnie i często robią zabawne i smaczne aluzje do tego, że obu bohaterów może łączyć coś więcej. Biedny Watson ciągle musi się tłumaczyć: „Nie jesteśmy parą”, Holmes z niczego się nie tłumaczy.

Seksualność Holmesa jest zagadkowa. W pierwszym odcinku mówi, że jest poślubiony swojej pracy, w odcinku z Irene Adler, kobietą szpiegiem, coś w nim się budzi, ale nie wiadomo, czy to pożądanie, czy tylko fascynacja. To prawda, serialowy Holmes jest tak upośledzony emocjonalnie, że związek z kimkolwiek stanowi dla niego problem. W miarę rozwoju akcji stopniowo przywiązuje się do ludzi, głównie do Watsona. O ile w książkach doktor był poczciwiną, trochę tępawym, ale sympatycznym, podobnie jak porucznik Lestrade, zawsze o pięć kroków za śledztwem, to w serialu obaj przedstawieni są inaczej. – Nie są głupi, a jeśli już, to słabi, w tym sensie, że słabością są ich emocje – twierdzi Lidia Rudzińska. – Taki socjopata jak Sherlock właśnie o emocjach może się wiele od nich nauczyć. Bo nie da się bez nich funkcjonować wśród ludzi.

Sherlock i Watson reprezentują dwa rodzaje inteligencji: logiczną i emocjonalną. – I dzięki temu są tak zgrani – twierdzi Lidia Rudzińska. – W kwestii dedukcji Watson nie wygra z Sherlockiem, ale w całym serialu najbardziej czeka się na momenty, w których Sherlock się odsłania i pokazuje, że nie tylko myśli, lecz też czuje.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze