1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. W dobrym guście: Jak poprawić swoje poczucie estetyki?

W dobrym guście: Jak poprawić swoje poczucie estetyki?

fot. iStock
fot. iStock
W większości mamy gust pospolity. Możemy się pocieszać, że do pewnego stopnia mają na to wpływ elementy od nas niezależne. Ale nie powinniśmy się zniechęcać. Dobry gust to efekt procesu. 

Teoretycznie o guście się nie dyskutuje, ale tym razem zróbmy wyjątek. Choć na pytanie, co uważamy za wysmakowane i ładne, nie ma jednej odpowiedzi. Nie ma też jednej stylistyki preferowanej przez wszystkich. Nie sprzyjają temu nie tylko nieustanne zmiany w popkulturze, ale także nasza natura – postrzeganie tego, co piękne i atrakcyjne, jest subiektywne.

Gust indywidualny to osobiste i subiektywne doświadczenie. Często myślimy też o własnym guście jako niepowtarzalnym i dziwimy się, że komuś podoba się to, co nam. Socjologowie są bardziej okrutni. Gust jest dla nich konstrukcją społeczną czy kulturową. Nie rodzimy się z nim. Jesteśmy do niego wychowywani lub uczymy się go sami. To zestaw kategorii estetycznych, według których dokonujemy przeróżnych wyborów – od ubrania, poprzez wystrój wnętrza, aż po osobę, którą wybierzemy na przystanku, żeby zapytać o godzinę. W tym sensie gust jest sposobem znalezienia swojego miejsca w strukturze społecznej. Tak odnajdujemy „naszych” – mówi socjolożka i badaczka kultury Agata Nowotny.

Do tego nasz gust się zmienia. Z wiekiem, dzięki doświadczeniu. Kształtuje go obcowanie z literaturą, sztuką, muzyką czy wysmakowanymi przedmiotami.  W Encyklopedii francuskiej znaczenie słowa „gust” jest porównane do zmysłu smaku. Po polsku też mówimy o artystycznym smaku. Zgodnie z tą metaforą, kiedy próbujemy nowego dania, często je odrzucamy. Nie ma go w naszej bibliotece doznań. Ale kiedy próbujemy po raz kolejny, rozsmakowujemy się, zaczyna nam odpowiadać. Tak uczymy się rozpoznawać nowe smaki i nabywamy wiedzę – mówi Janusz Noniewicz, kierownik Katedry Mody Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Jaki jest nasz polski gust? – Natychmiast myślę o tym, co powiedział Gombrowicz: Jak nic do niczego nie pasuje, to na pewno Polak. Brutalnie widać to w architekturze. Horror. I, niestety, ma to długofalowe skutki. Za to w dziedzinie ubioru brak gustu powoduje niesamowite zupełnie eksperymenty i ekstrawagancje – mówi stylistka Maryla Musidłowska.

Mało optymistyczne zdanie ma także Oskar Zięta, wykładowca w School of Form i właściciel biura projektowego Zieta Prozessdesign: – Estetyka jest naszym ogromnym problemem. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu świetnie nam idzie w 2D. Grafika czy plakat to nasze specjalności. Za to w 3D, które wymaga rozumienia materiału, proporcji, przestrzeni, jesteśmy kompletnie ułomni.

Czym właściwie jest dobry gust? – Identyfikuję go z pewną lekkością, brakiem wymuszenia. Kiedy coś jest skończone, a jednak nie do końca. Problemem Polaków nadal jest konieczność udowodnienia czegoś, pokazania, wypełnienia. Nieustannie wydaje im się, że we wszystkim musi być „coś ciekawego”, co czasem daje koszmarne efekty. I widać to zarówno w ubiorze, aranżacji wnętrz, jak i w przestrzeni publicznej – zauważa stylistka Anna Tyślerowicz. Ale dodaje, że daje się zauważyć, że wielu Polaków, także dzięki kontaktom ze światem i Internetowi, dostrzega, jaką wartość w estetyce ma odpuszczenie, nienapinanie się, bycie sobą. Podobnego zdania jest Piotr Zachara, dziennikarz i wykładowca w poznańskiej School of Form: – Polski gust jest dziwny, ale przez to ciekawy. W końcu startujemy z tak złej pozycji, że możemy się tylko rozwijać. I to się dzieje, choć zmiana wymaga czasu – przyznaje.

Bo jednak smakowanie kultury, doświadczanie jej i budowanie dzięki niej swojego gustu nie jest procesem łatwym. Współczesna kultura charakteryzuje się nadmiarem i pewnym trudnym do opanowania chaosem. Dlatego każdy, kto chce się orientować choćby w jednej z jej dziedzin, musi włożyć w to sporo wysiłku. – Mimo to każdy może rozwijać swój gust tak jak wiedzę. W tym na szczęście jesteśmy równi – przekonuje Janusz Noniewicz. Przyjrzyjmy się więc, co i jak wybierają Polacy?

Czytam, więc jestem

Ostatnim dziełem, jakie wypadało znać wszystkim, było bodajże „Imię róży” Umberto Eco. Potem wszystko się poplątało – twierdzi krytyk i badacz literacki Dariusz Nowacki. Ale chaos i nadmiar to niejedyna przyczyna, dla której oczytanie Polaków jest słabe. Najnowsze badania zrealizowane dla Biblioteki Narodowej są miażdżące – 63 proc. Polaków twierdzi, że nie czyta w ogóle. A 37 proc. zadeklarowało przeczytanie jednej książki w ciągu roku. Oznacza to, że kompletnie nie mamy pojęcia, co we współczesnej literaturze jest interesujące. Ale też nie wiemy, o czym dyskutuje się na świecie, jakie problemy we współczesnej literaturze się odbijają i w jaki sposób.

Oczywiście, nie wszyscy. To, czy sięgamy po książki, jest silnie związane z wykształceniem. Im wyższe, tym więcej czytelników. I częściej niż mężczyźni po lekturę sięgają kobiety. Nasza skłonność do czytania chodzi parami: jeśli czytujemy gazety i magazyny, wtedy częściej też sięgamy po książki. I zgodnie z zasadą społecznościowej akcji „Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”, czytelnicy najchętniej spędzają czas z innymi czytelnikami. Ci, którzy sami czytają, najczęściej też wychowują sięgające po książki dzieci.

Nasze wybory nie zmieniają się już od lat – najchętniej wybieramy powieści, zwłaszcza romanse, sensację i fantastykę. A najczęściej wymienianym przez badanych autorem był w 2015 roku – podobnie jak w poprzednich latach – Henryk Sienkiewicz. – Uważam, że to odpowiedź wynikająca z paniki – mówi Anna Król, pisarka i organizatorka festiwalu literackiego Big Book. – W takiej sytuacji pytany zastanawia się, czy na pewno poda nazwisko wystarczająco ważne i dobre.

Z zestawienia przygotowanego przez sieć Empik wynika, że w zeszłym roku najchętniej czytaną polską autorką była nazywana królową polskiego kryminału Katarzyna Bonda. W kategorii: literatura obca, zwyciężyła debiutantka rekomendowana przez Stephena Kinga – Paula Hawkins. Jej książka „Dziewczyna z pociągu” wygrała m.in. z głośną „Uległością” Michela Houellebecqa. Co taka lista mówi o naszym guście literackim? – Niewiele. To po prostu wynik sprzedaży w Empiku. Mogę za to powiedzieć coś o gustach i oczekiwaniach uczestników naszego festiwalu. W trakcie jego trwania najchętniej kupowanymi książkami były „Biała Rika” Magdaleny Parys, „Głód” Martína Caparrósa i „Oby cię matka urodziła” Vedrany Rudan. Książki zróżnicowane i wcale nie lekkie – mówi Anna Król.

Specjaliści zastanawiający się nad przyczynami braku zainteresowania większości Polaków czytaniem wskazują nie tylko na zmiany kulturowe wynikające z używania Internetu. W grę wchodzi także sytuacja ekonomiczna Polaków – w pogoni za stabilnością finansową bardzo dużo pracujemy i nie znajdujemy miejsca na wymagającą czasu lekturę. Podczas niedawnej debaty na temat roli książki w świecie mobilnego Internetu, zorganizowanej przez portal Audioteka.pl i kawiarnię Green Caffè Nero, wydawcy i dziennikarze zastanawiali się, jak przeciwdziałać spadkowi czytelnictwa w Polsce. Najważniejszy wniosek: czytelnictwo w Polsce wymaga wsparcia ze strony państwa i realnej polityki proczytelniczej. Ale Izabela Sadowska, szefowa portalu Lubimyczytać.pl, deklarowała, że kilkumilionowa rzesza jego użytkowników może dowodzić, że wyniki badań nie muszą być do końca wiarygodne. Podobne zdanie ma pisarka Katarzyna Bonda: – Obserwuję, że książki mają kilka żyć. Zwłaszcza e-booki. Jeden czyta czasem całe osiedle. Moim zdaniem ludzie czytają. Choć nie za dużo kupują. I pewnie byłoby lepiej, gdyby, jak w większości krajów Unii Europejskiej, zakup książek można było sobie odliczyć od podatku.

Wszyscy zgadzają się jednak w jednej sprawie: nie do końca ma znaczenie, jaką literaturę aktualnie wybierają Polacy. Ważny jest sam proces czytania. Potwierdza to Anna Król: – Sama przeszłam długą i krętą drogę dotyczącą mojego gustu literackiego. W młodości przeczytałam ogromną liczbę książek, które dzisiaj uznałabym za szkodliwe, a na pewno niezbyt mądre. Pamiętam jednak, jak je przeżywałam. I to przeżycie sprawiało, że sięgałam po następne.

Mój strój to ja

Polacy interesują się modą. W badaniu „Polska strojna. Zainteresowanie modą i zakupy modowe Polaków 2015” aż 68 proc. osób zadeklarowało takie zainteresowanie. To wysoki wynik na tle Europy, gdzie średnio interesuje się nią połowa badanych. Polki zajmują się modą bardziej niż Polacy i dwa razy częściej ją śledzą. Ale młodzi mężczyźni w wieku 15–19 lat dorównują poziomem zainteresowania modą swoim rówieśniczkom. Najważniejszym źródłem inspiracji są ciekawie ubrane osoby podpatrywane na ulicy, pisma modowe i Internet.

Młode pokolenie już w niczym nie różni się od swoich rówieśników w Europie. Jeszcze nie mamy stylu, jesteśmy w fazie chaosu, naśladujemy, podpatrujemy, ale to dobrze – mówi Piotr Zachara.

Dobrze jest naśladować, podążać za modą. Nie powinniśmy się tego bać. Moda obecnie jest tak bogata i różnorodna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Znaczące jest, że dzisiaj nie ma dyktatorów mody. Są projektanci, którzy coś proponują. Wybór należy do nas. Tu może być problem. Wydaje mi się, że Polacy mają podejrzliwy stosunek do mody. Modny to ulotny, nietrwały, a nam się wydaje, że lepsze jest to, co stabilne, trwałe – tłumaczy Janusz Noniewicz.

Do naszego wyglądu podchodzimy bardzo serio. Niezależnie od poziomu dochodu, a także płci chcemy wyglądać dobrze. Codzienny wygląd nie jest ważny tylko dla 2 proc. Polaków. Większość z nas nie tylko zwraca baczną uwagę na to, jak się ubiera, ale też jesteśmy przekonani, że znajomi dobrze oceniają nasz styl. I my dobrze oceniamy styl innych. Pozytywnie o wyglądzie Polek i Polaków wypowiada się ponad 60 proc. badanych. A co według nas oznacza, że ktoś dobrze wygląda? Na jakie elementy stroju zwracamy uwagę? Okazuje się, że przede wszystkim na buty, potem na torebkę oraz sukienkę i biżuterię. 23 proc. osób twierdzi, że zwraca uwagę na ogólny wygląd.

Niestety, na razie zachowawczo podchodzimy do mody i wyznajemy dość sztywne zasady. A mężczyznom częściej niż kobietom nie podobają się współczesne stylizacje. – Żeby łamać zasady, trzeba nie tylko je znać, ale przede wszystkim czuć. Chciałabym, żebyśmy potrafili w naturalny sposób korzystać z zasad i wszelkich dress code’ów. Odważne stylizacje czy formy trzeba umieć unieść. A to już sprawa nie tylko wyglądu, lecz także psychologii. Pewność siebie, uśmiech czy naturalność – z tym mamy ciągle kłopot. Ubranie jest istotną, ale jednak częścią tego, co prezentujemy światu – zauważa projektantka mody Joanna Klimas.

Wszystko przez to, że nie czujemy się pewnie – dodaje Janusz Noniewicz.– Boimy się błędu. Źródłem tego lęku są nasze kompleksy i poczucie marginalizacji. Dzięki Internetowi to się zmienia.

Jednak ponad 60 proc. osób twierdzi, że chce mieć swój indywidualny styl, dlatego coraz częściej gustuje w markach lokalnych lub niszowych. A 74 proc. zgadza się, że ubiór jest sposobem na wyrażanie siebie. – Polki robią to świetnie. I te, które mają gust, wtedy wyglądają pięknie. I te, które go nie mają – wtedy ich kreacja wydaje mi się takim anarchicznym wyrazem wolności – śmieje się Maryla Musidłowska.

Czy leci z nami architekt?

„Jaka architektura podoba się Polakom? Najkrótsza odpowiedź na to pytanie brzmi: ładna” – pisze Błażej Prośniewski, który w książce „Gust nasz pospolity” badał stosunek naszych rodaków do architektury i przestrzeni publicznej. Taka odpowiedź, niestety, nie wróży nic dobrego. I rzeczywiście, zdaniem autora po latach centralnego planowana i własności wspólnej, z którą się nie utożsamiano, Polacy nie byli „estetycznie” oraz mentalnie przygotowani do tego, co przyniósł kapitalizm. Z jednej strony odreagowywano czasy smutnego i szarego PRL-u, z drugiej – nie mając etosu ładu przestrzennego, budowano, jak chciano. W badaniach CBOS-u sprzed kilku lat aż 62 proc. pytanych uważało, że „każdy powinien móc budować taki dom, jaki mu się podoba”. Do tego niechęć do regulacji postrzeganych jako ograniczenie wolności sprawia, że Polacy nie doceniają dobra wspólnego, jakim jest spójne kształtowanie przestrzeni. Mimo to większość badanych przez Prośniewskiego uznaje estetyczne otoczenie za ważną wartość. Pokazuje to raport CBOS-u z 2010 roku: ponad 80 proc. Polaków deklaruje, że interesuje się estetyką przestrzeni publicznej. I uzasadniają to tym, że ładna i dobrze zaprojektowana przestrzeń pozytywnie wpływa na samopoczucie (98 proc.) oraz komfort mieszkania (94 proc.).

Dlaczego zatem jest brzydko? – pyta Prośniewski i wymienia trzy główne przyczyny. Pierwszą jest przedkładanie nad estetykę ekonomii i funkcji. Drugą – wciąż silny mit wolności szlacheckiej i nieufności do władzy, co powoduje, że nie ceni się dobra wspólnego. Wreszcie trzeci powód – brakuje odpowiedniej edukacji. W sumie więc gust architektoniczny Polaków to gust niewyćwiczony, oparty na wiedzy nie wiadomo skąd i intuicji, co jest ładne, a co brzydkie.

– W naszym myśleniu estetyka nie zajmuje ważnego miejsca – potwierdza socjolożka Agata Nowotny. – Podam przykład. Poczta. Kiedy zostaje odremontowana, wygląda ładnie. Prostota, minimalizm, czerwone elementy. Ale szybko puste przestrzenie zaczyna wypełniać oferta pocztowa: kartki, pocztówki, zabawki. Jest coraz gorzej i gorzej, aż wreszcie to miejsce nie przypomina poczty po remoncie. Moglibyśmy powiedzieć: okropność i chaos. Ale to efekt innej strategii. Osoba, która zdecydowała o wyeksponowaniu tych przedmiotów, chce je sprzedać. Estetyka nie jest jej priorytetem. W tym też tkwi logika.

Mimo to większość z nas narzeka na brak estetycznej spójności w przestrzeni publicznej. Bo już na pierwszy rzut oka widać, że panuje w niej całkowita wolna amerykanka. – Za chaos estetyczny odpowiada w dużej mierze PRL, chociaż nie lubię go o wszystko oskarżać – twierdzi Agata Nowotny. – Nie mamy szacunku dla profesji, kiedy ktoś potrzebuje szyldu, wystarczy, że zrobi go kolega, zamiast profesjonalisty, który się na tym zna. Nie myślimy o detalach. Dzisiaj są już osoby zajmujące się estetyką miasta, ale mają funkcje doradcze, a nie decyzyjne. A potrzeba tu precyzyjnego weryfikowania walorów estetycznych.

Czasy PRL-u można też obarczyć odpowiedzialnością za nasze kompletne zagubienie w świecie wystroju wnętrz. Brak wiedzy o estetyce panującej na świecie, dramatyczny stan zarówno wyglądu, jak i jakości polskich mebli spowodował trudne do wymazania doświadczenie życia w brzydocie: meble na wysoki połysk, kryształy, okropne wersalki i niezgrabne fotele. Nie mówiąc już o rodzinnych zdjęciach na tle słomianej maty przypiętej do ściany. Ratunkiem może być dynamicznie rozwijający się polski design, coraz lepiej znany i doceniany na świecie. – W „New York Timesie” jakiś czas temu bardzo chwalono polskich designerów. Właśnie za to, że nie próbują robić tego samego co Włosi, Holendrzy czy Szwedzi, ale kreatywnie interpretują własną historię, np. proponują ciekawe rozwiązania z lat 50. – mówi Piotr Zachara. Mimo to prace polskich projektantów ciągle w niewielkim stopniu trafiają do naszych domów. – Ludzie kupują to, co znają, i to, o czym wiedzą, że istnieje. Dopóki polskie firmy nie będą dostarczały rozwiązań w przystępnych cenach, niewiele się zmieni. Bo mamy ograniczone siły nabywcze. Uważam, że w tym kierunku powinno iść kształcenie. Mamy nadal przemysł meblarski i włókienniczy. Mamy rzemieślników. Projektanci powinni wykorzystywać nasze możliwości i polskie materiały – mówi Agata Nowotny.

Bo przecież kiedy ludziom udaje się żyć lepiej, pojawia się potrzeba, żeby żyć ładniej. Badania pokazują, że Polacy nie są zadowoleni z aranżacji wnętrz swoich mieszkań i chcieliby je zmieniać. Większość pytanych (68 proc.) podczas badania TNS dla Agata Meble uznała, że ich meble powinny być wymienione.

Niestety, nie mamy tradycji pięknych wnętrz. Czasy PRL-u to koszmar. Meblościanki, kuchnie, meble w ogóle mieliśmy okropne – niefunkcjonalne, rozpadające się, brzydkie, pozbawione pięknych detali. Nie rozumiemy starzenia się pięknych rzeczy z naturalnych materiałów, takich jak drewno, bo nie żyjemy w towarzystwie takich przedmiotów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Kupujemy nowe, często praktyczniejsze, ale brzydsze – mówi Oskar Zięta. I dodaje, że jego zdaniem ważny jest kontakt z ładnymi przedmiotami już od najmłodszych lat. – Przeprowadzam eksperyment na własnych dzieciach – staram się, żeby miały piękne, proste, drewniane zabawki, które każą więcej myśleć i wyobrażać sobie, nie podają wszystkiego na tacy. Za parę lat będzie można stwierdzić, czy w ten sposób ich wyczucie estetyki się rozwinęło – mówi.

Jaka czeka nas estetyczna przyszłość? – Wszystko zależy od przemyślanych, ale długofalowych, niezwiązanych z doraźną polityką działań. Tak jak w innych krajach na świecie potrzebujemy estetyki w polityce informacyjnej – ogłoszeniach, szyldach, reklamach, publicznych informacjach, właściwej edukacji estetycznej w szkołach, porządku w przestrzeni publicznej – choćby ograniczenia liczby reklam. To mogłoby nam pomóc rozwijać poczucie estetyki – mówi Oskar Zięta.

Pojechałam kiedyś do Szwecji z wykładem na temat polskiego designu – mówi Agata Nowotny. – Pokazywałam Szwedom polską pomysłowość i zaradność. To, jak z niewielkiej ilości materiałów umiemy coś zrobić. Jak Polacy pokonują ograniczenia i są w tym kreatywni. I Szwedzi byli zachwyceni. Dziwiłam się: „Jak to, przecież to u was jest fajnie, tyle pięknych przedmiotów i zaprojektowanych przestrzeni”. A oni na to: „To właśnie problem. U nas już wszystko jest zaprojektowane. Wy to macie fajnie, jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia."

Gust to także nasze opinie i poglądy. Aby je mieć, potrzeba wiedzy. To ona kształtuje gust. Dzięki niej uczymy się bardziej świadomie widzieć to, co wokół nas. Lepiej rozumieć. I świadomie wybierać. Nie tylko buty, książkę czy stolik. Od ukształtowanego gustu już tylko krok do własnego stylu. A ten „oznacza świadomość tego, kim się jest i co ma się do powiedzenia, bez dbałości o resztę”, jak mawiała Coco Chanel.
 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

W sercu miasta

(Fot. Celestyna Król)
(Fot. Celestyna Król)
Choć to ścisłe centrum, wokół jest dużo zieleni, a samo mieszkanie jasne, pełne słońca. Agnieszka i Marek znaleźli tu swoje miejsce. Ale, jak mówią, kochają zmiany. Nie wykluczają więc kiedyś przeprowadzki… na Azory.

Zależało nam na tym, żeby przestrzeń dzienna była jak największa. Tu spędzamy większość czasu. Zwłaszcza teraz, kiedy praca przeniosła się z biur do domu – mówią Agnieszka i Marek.

Szukali tego mieszkania długo. Bo, jak mówią, poprzeczkę mają zawieszoną wysoko. Musiało być w konkretnym miejscu. Ścisłe centrum Warszawy, dokładnie kwadrat ulic Hoża, Poznańska, Wilcza. W końcu znaleźli. W kamienicy z 1934 roku. Agnieszka i Marek są pasjonatami starych kamienic. W okolicy pojawiają się luksusowe plomby z apartamentami, podziemnym garażem, wielkim holem i konsjerżem, oni wolą jednak inny klimat. Mieszkają tu już cztery lata.

Agnieszka i Marek przy wielofunkcyjnym stole w salonie.(Fot. Celestyna Król)Agnieszka i Marek przy wielofunkcyjnym stole w salonie.(Fot. Celestyna Król)

– Miejsce jest idealne. Bo z jednej strony – tłumaczy Marek – samo centrum, restauracje, kluby, życie miejskie, co sobie wysoko cenimy, a jednocześnie cisza, nie ma sąsiadów zaglądających nam w okna, co cenimy sobie jeszcze bardziej.
Sąsiedzi nie zaglądają, za to zagląda słońce. Mieszkanie jest jasne, wręcz świetliste. To trzecie piętro, ekspozycja południowa. Widać wschód słońca z jednej strony, a jak się dobrze wychylić, to i zachód z drugiej. I wspaniała perspektywa, zieleń.

Fotel „z odzysku” z nową tapicerką w ulubionym kolorze Agnieszki plus stolik do gier z ukrytą tajemniczą skrytką.(Fot. Celestyna Król)Fotel „z odzysku” z nową tapicerką w ulubionym kolorze Agnieszki plus stolik do gier z ukrytą tajemniczą skrytką.(Fot. Celestyna Król)


Marek: – Wychodzę z założenia, że wewnątrz mieszkania można zmienić właściwie wszystko, łącznie z układem pomieszczeń, ale nic nie zrobimy z tym, co za oknem. A my za oknem mamy przestrzeń. W takim miejscu to unikatowe.
Mieszkania to teren Markowi dobrze znany, tym zajmuje się zawodowo. – Nie jest to praca zgodna z moim wykształceniem, to efekt przypadku, pasji i zakrętu życiowego. Zacząłem robić to, co lubię, innym się spodobało, i tak to już trwa od dziesięciu lat. Czyli kupuję w śródmieściu Warszawy mieszkania do remontu, remontuję i sprzedaję. Pierwsze kupiłem dla siebie – żeby zacząć nowe życie. Sam je odnawiałem, remontowałem, urządzałem. Kiedy skończyłem, przyszedł do mnie przyjaciel ze swoją znajomą. I jej się to mieszkanie tak spodobało, że namówiła mnie, żebym jej je sprzedał. Musiałem więc szukać nowego dla siebie, tak się to zaczęło. Zawsze mam uczuciowy związek z każdym mieszkaniem, którym się zajmuję. Nie chodzi mi o to, żeby jak najszybciej zarobić jak najwięcej.

Otwarta przestrzeń od samego wejścia do mieszkania, lampa z targu na Kole, z odnowionym abażurem. Wszechobecne książki i albumy są nieodłączną częścią życia mieszkańców.(Fot. Celestyna Król)Otwarta przestrzeń od samego wejścia do mieszkania, lampa z targu na Kole, z odnowionym abażurem. Wszechobecne książki i albumy są nieodłączną częścią życia mieszkańców.(Fot. Celestyna Król)

W swoim mieszkaniu Agnieszka i Marek dużo nie zmieniali. Nie było to konieczne. – Zachowaliśmy to wszystko, co się dało zachować – opowiada Marek. – Pewnie dziewięć osób na dziesięć zerwałoby starą skrzypiącą podłogę i położyło nowy parkiet, ale dla nas ta podłoga to walor. Choć był dylemat – przekładać czy ma skrzypieć? Ja byłem orędownikiem skrzypiącej. Teraz, kiedy skrzypi, Agnieszka się budzi, ale coś za coś.

– Za to można śmiało chodzić po deskach w szpilkach i nie przejmować się, jeśli się wyleje wino – dodaje Agnieszka. – Tylko na bosaka się nie da, bo drzazgi wchodzą w stopy.
Zostawili też stare okna i kaflowe piece, które robią olbrzymie wrażenie. Tak naprawdę cały zakres remontu to była łazienka i kuchnia.
Pomieszczenia są trzy. Duży salon z rozkładanymi drzwiami do sypialni i jeszcze jedna dodatkowa sypialnia. Agnieszka: – Zawsze zależy nam na tym, żeby przestrzeń dzienna była jak największa. Do sypialni można wejść z dwóch stron – z salonu i z holu.

Sypialnia – tu też, jak w całym mieszkaniu, miks starego z nowym. Stare meble Agnieszka i Marek często zdobywają na targach, targowiskach, aukcjach, niektóre pochodzą z remontowanych przez Marka mieszkań. Zdjęcie nad łóżkiem to praca własna, żartobliwie nazywana „Niebo za euro” – z jednej z licznych podróży Agnieszki i Marka.(Fot. Celestyna Król)Sypialnia – tu też, jak w całym mieszkaniu, miks starego z nowym. Stare meble Agnieszka i Marek często zdobywają na targach, targowiskach, aukcjach, niektóre pochodzą z remontowanych przez Marka mieszkań. Zdjęcie nad łóżkiem to praca własna, żartobliwie nazywana „Niebo za euro” – z jednej z licznych podróży Agnieszki i Marka.(Fot. Celestyna Król)

Zasada, którą się kierują przy urządzaniu, to: „mieszamy stare z nowoczesnym”. – Lubimy rzeczy, które gdzieś u kogoś stały, mają za sobą jakąś historię – opowiada Marek. – A ponieważ często kupujemy mieszkania urządzone, zdarza się, że coś z mebli nam zostaje. W garażu mojego ojca zamiast samochodu stoją tacy „ocaleńcy” i czekają na swój moment. Oczywiście wiadomo, że współczesne meble też są i ładne, i często bardziej funkcjonalne, więc mieszamy.

Stare meble często kupują na starociach – nawet jak rzecz jest zaniedbana, wystarczy sobie wyobrazić, jak może wyglądać po renowacji. Zresztą hasło „stare” nie oznacza tylko międzywojnia czy secesji. To także późnogomułkowska szafka z Czechosłowacji pod sprzęt RTV w salonie. – Podobają się nam różne rzeczy z różnych epok – mówią zgodnie.

Kolejny fotel „z odzysku”, w tle jedna z ulubionych prac właścicieli pod znamiennym tytułem „Rekultywacja” Janusza Orzechowskiego. Głównym bohaterem wnętrza jest jednak zabytkowy kaflowy piec.(Fot. Celestyna Król)Kolejny fotel „z odzysku”, w tle jedna z ulubionych prac właścicieli pod znamiennym tytułem „Rekultywacja” Janusza Orzechowskiego. Głównym bohaterem wnętrza jest jednak zabytkowy kaflowy piec.(Fot. Celestyna Król)

Wspólna pasja to sztuka. Zwłaszcza młoda sztuka. – Kupujemy na aukcjach, ale też w kameralnych galeriach, dużo jest takich miejsc na mapie Warszawy – mówi Agnieszka. – Lubimy adrenalinę. Ale jeśli się nie uda zdobyć wymarzonej rzeczy na aukcji, dzięki galeriom kontaktujemy się z artystami i kupujemy bezpośrednio od nich. Lubiliśmy bardzo Targowiska Sztuki, które odbywały się w Arkadach Kubickiego. Tam wystawiali się studenci ASP. Tęsknimy za tymi imprezami, oby szybko wróciły!

Kuchnia – serce mieszkania. To jedyne pomieszczenie, którego okna wychodzą na dziedziniec, gdzie pory roku wyznacza ogromny stary kasztanowiec w centrum podwórka.(Fot. Celestyna Król)Kuchnia – serce mieszkania. To jedyne pomieszczenie, którego okna wychodzą na dziedziniec, gdzie pory roku wyznacza ogromny stary kasztanowiec w centrum podwórka.(Fot. Celestyna Król)

Teraz, w czasie pandemii, mieszkanie to także miejsce pracy. – Na szczęście mamy w salonie wielofunkcyjny stół. To nasz wspólny gabinet – śmieją się. – Myśleliśmy, żeby jedno z nas przeniosło się z robotą do drugiej sypialni, ale jednak lepiej nam tu, razem. Cieplej i milej.
Mieszkanie jest wspaniałe, ale czy to oznacza, że jest „na zawsze”? – Lubimy zmiany. Gdzieś w marzeniach była kiedyś przeprowadzka na Azory – mała kamienica z kilkoma pokojami na wynajem, dla turystów. Pandemia takie pomysły zatrzymała, ale kto wie, co będzie. Jeśli coś ciekawego pojawi się na horyzoncie, będziemy myśleć – zapewniają. 

  1. Moda i uroda

Spełnione marzenia w kolekcji limitowanej answear.LAB x Paulina Krupińska

Fot. materiały partnera
Fot. materiały partnera
Co powstrzymuje Cię przed spełnianiem własnych celów? Nie stój w miejscu, podążaj za tym, czego najbardziej pragniesz i nie bój się łamać schematów. W limitowanej kolekcji powstałej we współpracy z Pauliną Krupińską, answear.LAB zachęca Cię do pielęgnowania marzeń i działania. Nastał dobry czas. Dare to dream!

answear.LAB x Paulina Krupińska – kolekcja, która inspiruje

Kolekcja ta jest żywym dowodem na to, że marzenia się spełniają. Młodej marce answear.LAB wyśniła się kapsuła, którą mogłaby zrealizować przy udziale Pauliny Krupińskiej a Paulinie wymarzyło się stworzenia nowego projektu, który będzie w namacalny sposób blisko kobiet, gotowych na kolejny mały i duży krok. Dlatego w nowej kolekcji limitowanej answear.LAB x Paulina Krupińska marka pragnie Ci dodać odwagi i zainspirować: do zmian, wzięcia życia we własne ręce i realizacji marzeń. Kobieta, jej cele i pragnienia leżą powiem u podstaw powstania answear.LAB. Nową kolekcją brand kreśli kolejną kobiecą historię, choć już zapowiada, że w niedalekiej przyszłości pojawi się ich jeszcze więcej. Paulina Krupińska wierząc, że marzenia się spełnia, jest idealną reprezentantką kobiet answear.LAB. Jak sama podkreśla: „Pracując tyle lat w branży modowej marzyłam o czymś, co będzie bardzo spójne ze mną i pod czym będę mogła się podpisać w 100 %. Taka właśnie jest kolekcja answear.LAB: totalnie synergiczna z moim charakterem i wartościami. Wygodne ubrania, które są eleganckie, komfortowe i jednocześnie zmysłowe -takie połączenie sprzeczności jest we mnie i zapewne w każdej kobiecie.” Na zdjęciach promujących kolekcję, wykonanych przez znaną fotografkę kobiecych dusz Martę Wojtal, widzimy Paulinę będącą symbolem każdej z nas, która oszałamia śmiechem, i dziecinną radością, choć z drugiej strony nie boi się emanować zmysłowością i sex-appealem.

Fot. materiały partneraFot. materiały partnera

Komfort i zmysłowość w jednej kolekcji

Aktualne trendy skupiają się przede wszystkim na komforcie i swobodzie, stąd spore ilości ubrań oversize, dzianin, a nawet dresów, jakie możemy zaobserwować w modzie ulicznej. Jednak, czy w pragnieniu komfortu całkowicie zapomnieliśmy o zmysłowych, podkreślających sylwetkę, maksymalnie kobiecych fasonach? Te dwie pozorne sprzeczności postanowiła połączyć marka answear.LAB, która wierzy, że ubrania mają ogromną moc. To, co nosimy, powinno wydobywać nasze największe atuty, sprawiać, że czujemy się pewnie, a jednocześnie nie krępować ruchów i umożliwiać codzienną aktywność i działanie. Propozycje zawarte w limitowanej kolekcji answear.LAB x Paulina Krupińska są minimalistyczne, pełne zmysłowości, a jednocześnie wygodne, idealne, by spełniać w nich swoje marzenia. Marka stawia na proste sukienki na ramiączkach przypominające kultowe slip dress z lat 90., nie brakuje też koszul oversize, szerokich spodni, zwiewnych topów i kopertowych spódnic wykonanych z lejącej się wiskozy, modalu i bawełny. Kontrastem dla ubrań z lekkich tkanin o satynowej strukturze są skórzane komplety: marynarki, kurtki, spódnice i szorty. „W nowej kolekcji stawiamy na jakość materiałów i szycia. Chcemy, aby ubrania w niej zawarte zostały z naszymi klientkami na dłużej w ich szafach– by przez wiele sezonów mogły dodawać każdej noszącej je kobiecie siły, odwagi, a nawet otuchy.” – mówi Agnieszka Korsak, brand director answear.LAB.

Sięgnij po sygnowane przez Paulinę Krupińską ubrania i akcesoria na Answear.com i pamiętaj, że kolekcja dostępna jest w ograniczonych ilościach!

Fot. materiały partneraFot. materiały partnera

  1. Psychologia

Mówię „tak”, myślę „nie” – dlaczego robimy dobrą minę do złej gry?

Pozór dobrej miny do złej gry to polityka zabójcza dla naszego zdrowia i spokoju wewnętrznego. (Fot. iStock)
Pozór dobrej miny do złej gry to polityka zabójcza dla naszego zdrowia i spokoju wewnętrznego. (Fot. iStock)
Dlaczego wiele kobiet, mówiąc np. „Wszystko w porządku”, „Jasne, możesz iść do pubu”, nie zawsze właśnie to ma na myśli? Dlaczego nie mówi prawdy?
  • Nie mówi wprost, gdyż w młodości nikt ich nie uczył, że może bezpiecznie pokazywać swoje emocje – te negatywne również.
  • Dziewczynki są wychowywane na to, żeby były grzeczne i żeby wczuwały się w emocje innych.
  • Kobieta nie chce wprowadzić negatywnych emocji, więc ukrywa je.
  • Z drugiej strony bardzo się męczy, więc „po fakcie” robi awanturę lub wybucha, czasem żałując tego i winiąc się.
  • Kobieta może odczuwać niepokój związany z tym, że mężczyzna wychodzi, podoba mu się ktoś inny itp. To są normalne emocje, ale nie dla kobiety, która czuje się bezsilna.
  • Poczucie bezsilności wynika z tego, że nikt nie liczył się z nią jak była mała, nie było ważne, czy chce czy nie chce, żeby mama wyszła czy została. Nie miała wpływu na to, czego chciała lub czego nie chciała.
  • Bezsilność też ma dużo wspólnego z poczuciem wartości. Kobieta cały czas może bać się o swojego mężczyznę, o to, że coś go porwie i już do niej nie wróci. Chce, żeby on się domyślił, czego ona naprawdę chcą. Już sama taka propozycja, że on chce iść gdzieś sam czy np. do klubu, obraża ją. Bo przecież ona zawsze z nim! Co ona mówi naprawdę? „Nie idź! Nie chciej iść, zostań ze mną lub weź mnie ze sobą”. Kobieta mówi też „A ja?”, „A ja co mam ze sobą zrobić?”, „Jak ty wybierasz inne rzeczy, to ja nie mam wartości”.
  • Globalnie kobiet nie zachęca się do rozwoju i samodzielności, więc w takich sytuacjach czują się niechciane.Dlatego tak ważne są dla kobiet warsztaty i szkolenia, które mają je wyciągnąć ze stereotypów.
  • Kobiety myślą, że są po coś, dla niego, muszą mieć wartość serwisową, więc jak facet ma swoje plany, to czują się niepotrzebne.
  • Kobieta pracująca nad sobą ucieszy się, że facet wychodzi i ma czas dla siebie... ma przecież tyle do zrobienia.
  • Jeżeli facet za często mówi o innej kobiecie i jest nią zachwycony, to zdrowa kobieta powie: „Słuchaj, mówisz o tej Ewce, że ona taka fajna, a mnie się przykro robi. To ja jestem twoją kobitką, pamiętasz? - oczywiście szczerym i miłym tonem.

Długo miałam kłopot z takim przekazem i przykładem, jaki płynął od mojej mamy pt. trzeba robić dobrą minę do złej gry. Znaczy – kobieto, nie pokazuj prawdy o sobie, bo znajdziesz się na straconej pozycji. Wobec kogo? Ano oczywiście, przede wszystkim wobec faceta, ale też właściwie wobec wszystkich. Bo wyjdziesz na tę głupią co to się przejmuje, odsłania się, słowem – nie radzi sobie.

Długie lata pokutowało i ciągle w wielu kręgach pokutuje przekonanie, że radzić sobie to albo nie czuć przykrych uczuć, albo ich nie pokazywać. Jestem przekonana, że ludzie w to głęboko wierzyli i niektórzy wciąż wierzą, że tak jest dla nich lepiej. Myślę, że moja mama też. Już jej darowałam i ogromnie się cieszę, że sama mogę żyć inaczej. Że żyję w czasach, w których o człowieku dowiadujemy się coraz więcej. Że sama też się mogę ludźmi i sobą w taki nowy, autentyczniejszy sposób zajmować.

Dwie nowożytne wojny światowe, a szczególnie ta druga, przeorały świat. W owym słynnym czasie „przed wojną” świat szczycił się uporządkowaniem, postępem, rozwojem. Ludzie mieli dość wyraźnie przypisane sobie miejsca w hierarchii społecznej i dość jasne role do odegrania. Jeśli sprawdzali się w rolach i akceptowali swoje miejsce, mieli poczucie sensu życia. Mogli się oczywiście przemieszczać między poziomami społecznymi, to nawet mogło być „coś”. Przemieszczanie do góry związane było z uznaniem, do dołu z politowaniem. Ale było dość rzadkie, wyraziste, wybijające się z tła.

Tło obowiązywało. I było jasne, gdzie góra, gdzie dół. Po wojnie już nic nigdy nie było takie samo.

Może się wam wydaje, że uderzyłam w zbyt wysoki ton, no bo gdzie damski fałsz do wojny. Zawsze „się wiedziało”, że kobitki umieją prowadzić grę. Tak, i ta gra była częścią tego porządku przedwojennego. Te flirty, minki, uwodzenia to był program do odegrania przed ślubem lub romansem. Panowie byli od zdobywania, panie od ulegania, po uprzednim wykonaniu odpowiednich kroków.

Wojna pokazała ludzkie masowe okrucieństwo, zło i obojętność na taką skalę i tak w środku naszego uporządkowanego świata, że ten porządek stałości społecznej runął.

Okazało się, że na nic nie ma gwarancji. Nastąpił chaos. Ale ludzie zaczęli powoli odbudowywać poczucie bezpieczeństwa, przenosząc je coraz bardziej do środka. Do swego wnętrza. Człowiek zaczął także sensu życia szukać bardziej w sobie niż na zewnątrz. Przywróciliśmy wartość jednostce. Skoro państwa, przywódcy, idee nas nie ratują – musimy ratować się sami. Wydaje mi się, że to pomogło kobietom wzmóc falę równouprawnienia. Kobieta jest jednostką ludzką, człowiekiem, osobowością, obywatelką, twórczynią. Jednak tam gdzie fala się wznosi – inna opada. Kiedy coś tak bardzo się zmienia, następuje też opór starego. Kobiety patriarchalne chcą zachować stary porządek. Miały w nim może poślednią rolę, ale miały zapewnienie bytu przez mężczyzn. Nie musiały być za siebie odpowiedzialne. Poza tym ktoś inny wtedy jest winien jeśli coś z życiem, ze światem się psuje. Nie one.

Żyjemy w naszych czasach, wpływa na nas cała sytuacja ogólnoświatowa, krajowa, regionalna, a rodzinna i osobista jest tego wszystkiego wypadkową. Część kobiet walczy o prawa do odpowiedzialności za siebie, widzą w tym ogromną wartość dla swego prawdziwego ludzkiego wzrostu, a nie dla odgrywania ról, część się od tego uchyla, bo niesie to ze sobą ryzyko osobiste i lęk.

Pojawiła się też po wojnie psychoterapia. Niegdyś nie przyszłoby ludziom do głowy chodzić do obcych świeckich po wysłuchanie, pomoc, poradę. Chodziło się ewentualnie do księdza. Teraz rośnie wiedza o ważności dzieciństwa, wychowania, traum życiowych, molestowania seksualnego, ale także o siłach człowieka, jego wspaniałym wyposażeniu i narzędziach, dzięki którym może sobie radzić z bólem i cierpieniem. I teraz już wiemy, że pozór dobrej miny do złej gry to polityka zabójcza dla naszego zdrowia i spokoju wewnętrznego. Uczymy się, choć powoli (ale to dobrze, że powoli) tego jak być sobą, tego co to znaczy, tego aby dbać o swoje prawa, szanując też prawa innego. Kobiety są w niezwykłej, wspaniałej i jednocześnie bardzo trudnej sytuacji, budzą się do nowego stylu życia i bycia z radością i naturalnie, ale i z obawą i świadomością, że patriarchat nie chce ustąpić. Wewnątrz jednostek też odbywa się podobny proces. Znamy najlepiej to, co już było. Stare i zasiedziałe, co broni się przed zmianą, podczas gdy zmiana już otworzyła nowe drzwi. W sprzyjających warunkach łatwiej być sobą, w trudnych wracamy do starych sposobów. Pojawia się fałsz, uniki; wewnętrzna obrona, żeby za bardzo nie kosztowało lub nie bolało.

Jeśli chcemy prawdy, sami ją stosujmy, pamiętając o asertywności: dbam o swoje prawa, nie przestając pamiętać i o twoich. Jeśli obie strony to egzekwują – budujemy porozumienie oparte o solidne podstawy. Solidne, bo prawdziwe.

  1. Moda i uroda

Jeanne Damas – świat w odcieniu Rouje

Jeanne Damas, modelka, influencerka, paryska it-girl, założycielka marki Rouje. (Fot. BEW)
Jeanne Damas, modelka, influencerka, paryska it-girl, założycielka marki Rouje. (Fot. BEW)
Nie znosi przestylizowania, stroni od mocnego makijażu – Jeanne Damas od chwilowych trendów woli ponadczasowy, zatopiony w estetyce vintage styl, który przetłumaczyła na własną markę.

Ciepłe promienie południowego słońca, głęboki lazur morza, zgrzytający pod stopami gorący piasek, soczyste odcienie kwiatów i dojrzałych owoców – Riwiera Francuska to nie tło nowej kolekcji Rouje „La Villa”, ale jej dopełnienie, integralna część. Zresztą tak właśnie swoją autorską markę buduje Jeanne Damas – modelka, paryska it-girl, kreatywna dusza.

Już jako nastolatka zaczęła dzielić się swoją estetyką i wrażliwością w Internecie. W świecie zachłyśniętym cyfrowymi rozwiązaniami Jeanne wyróżniały analogowe, klimatyczne fotografie, które udostępniała na platformie Tumblr. Stopklatki z życia – poranki przy stolikach uroczych paryskich kawiarni, przydymione (przez trzymane między palcami papierosy) ujęcia z wieczorów z przyjaciółmi. Reszta potoczyła się lawinowo – kontrakty z międzynarodowymi agencjami modelek, współpraca z projektantami (między innymi Gucci, Roger Vivier czy Isabel Marant), między­narodowymi markami (Mango, Zalando, a także polskim Reserved), role w filmach i bijący licznik obserwatorów na Instagramie – dzisiaj jest ich 1,4 miliona.

Jeanne Damas to ucieleśnienie francuskiego stylu. (Fot Nina Koltchiskaia)Jeanne Damas to ucieleśnienie francuskiego stylu. (Fot Nina Koltchiskaia)

Modeling plus styl życia i osobowość

„Nie było do końca jasne, czym właściwie się zajmuję. Teraz może powiedzielibyśmy, że byłam influencerką, ale wtedy nie był to żaden konkretny zawód. Płacono mi za podróżowanie i robienie zdjęć. Trochę jak modeling, ale poszerzony o styl życia i osobowość. Po pewnym czasie poczułam, że muszę mieć coś namacalnego. Media społecznościowe nie są stabilne, nigdy nie wiadomo, kiedy ten system się załamie. Chciałam więc stworzyć coś konkretnego, swój własny świat”, mówiła w jednym z wywiadów, tłumacząc powody, dla których w 2016 roku zainaugurowała, ku uciesze jej obserwatorek, markę Rouje.

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

W założeniu miała być lustrzanym odbiciem jej prywatnego stylu. Ponadczasowego, na wskroś francuskiego, mocno zanurzonego w estetyce vintage. Znajdziemy więc w niej grubo plecione, niekiedy haftowane kardigany, świetnie skrojone dżinsy, wzorzyste bluzki, sukienki, mięsiste płaszcze, ale i akcesoria – buty i torebki, zarówno te skórzane, jak i charakterystyczne dla Jeanne, plecione z rafii koszyki.

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Odcień doskonały

Dopełnieniem stworzonego przez Jeanne świata Rouje jest linia kosmetyków. Jej głównym punktem – szminka. To ona de facto tworzy look Damas. „Najchętniej nie maluję oczu w ogóle, podkręcam jedynie zalotką rzęsy. Za to nie wyjdę z domu bez koloru na ustach” – deklaruje.

Zwykle, by uzyskać wymarzony odcień, miesza różne. Nie nakłada ich jednak bezpośrednio na usta, ale wklepuje palcami. „Wtedy kolor wydaje się bardziej naturalny – tłumaczy. W efekcie stworzyła słynną La palette – paletkę, która w złotym opakowaniu kryje cztery odcienie (można je stosować na usta, policzki i oczy). Pierwsza, o nazwie Signature, w dniu premiery wyprzedała się w mgnieniu oka. Każda kolejna dostawa rozchodziła się w ciągu paru dni. Oprócz słynnych paletek Jeanne w linii beauté proponuje też klasyczne szminki (także te matowe w płynie), tusz do rzęs, zalotkę i eyeliner.

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Wszystkie zmysły

Jane Birkin, Brigitte Bardot, Romy Schneider – fotografie inspirujących Jeanne kobiet wiszą w butiku Rouje na paryskiej rue Bachaumont. Po sąsiedzku restauracja „Chez Jeanne” – kolejne dopełnienie świata Damas. To ukłon w kierunku rodziców, byłych właścicieli paryskich restauracji, w których, jak twierdzi Jeanne, dorastała.

„Kiedy sprzedali swoją ostatnią, poczułam się w pewien sposób osierocona. Pomyślałam, że własna restauracja da nowe życie Rouje. Z założenia ma to być przytulne bistro. Idealne na spotkania ze znajomymi przy dobrej muzyce. Serwujemy zdrowe, sezonowe francuskie potrawy i naturalne wina” – mówi.

Po zakupach w Rouje można więc odpocząć przy stoliku, delektując się deską wyśmienitych lokalnych serów.

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Ubrania jako część historii

Świat Rouje jest dokładnie zaprojektowany. Aby go przedstawić, Jeanne wciąż szuka nowych i ciekawych rozwiązań. W filmach inspirowanych francuską Nową Falą i promujących kolejne kolekcje raz wciela się w rolę samej Birkin, innym razem ukazuje burzliwą historię miłosną. Ubrania i kosmetyki Rouje służą tu jako część pięknej powieści. Odwrotność znanych z telewizji reklam. Jeanne inspirację czerpie z francuskiej kinematografii, literatury i sztuki, ale też z innych kultur. Kolekcję hiszpańską w zabawnym filmiku promowała ikona kina, Rossy de Palma. Najnowsza propozycja na sezon wiosna–lato 2021 „La Villa” to hołd dla filmu „Basen” z 1969 roku, w którym główne role zagrały Romy Schneider i Jane Birkin. Klimatyczne ujęcia ukazują spokojne, leniwe wakacyjne popołudnia przy basenie czy koszyk z zakupami czekający na kuchennym stole, aż wybije godzina obiadu. Aż czuje się na skórze promienie słońca, zapach dojrzewających w ogrodzie cytryn i rozgrzaną ziemię. To piękny świat, którego chce się być częścią. Najlepiej od stóp do głów ubraną w Rouje.

  1. Styl Życia

Najlepsze polskie wzornictwo – plebiscyt Must have 2021 rozstrzygnięty

W plebiscycie must have organizowanym przez Łódź Design Festival nagrodzono ponad 70 projektów. Jednym z nich jest projekt Aleksandry Kujawskiej - Zabawki, seria rzeźb wykonanych ręcznie, techniką hutniczą. Przyciski do myśli.(Fot. materiały Prasowe ŁDF)
W plebiscycie must have organizowanym przez Łódź Design Festival nagrodzono ponad 70 projektów. Jednym z nich jest projekt Aleksandry Kujawskiej - Zabawki, seria rzeźb wykonanych ręcznie, techniką hutniczą. Przyciski do myśli.(Fot. materiały Prasowe ŁDF)
Must have to plebiscyt w ramach Łódź Design Festival, wyróżniający najlepsze projekty polskich projektantów i producentów. Organizowany jest już po raz jedenasty. W tym roku spośród ponad 300 zgłoszeń nagrodzono 75 projektów. Zobaczcie te, które nam spodobały się najbardziej.