1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Spokój i kolory - inspirujące wnętrze Barbary Stępień, wydawczyni Paula Coelha

Spokój i kolory - inspirujące wnętrze Barbary Stępień, wydawczyni Paula Coelha

 Barbara Stępień. Lubi książki, podróże i kolory. (Fot. Jakub Pajewski)
Barbara Stępień. Lubi książki, podróże i kolory. (Fot. Jakub Pajewski)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Światło, żywe barwy, spokój i ogród. To one nadają wyjątkowy charakter domowi Barbary Stępień, wydawczyni, właścicielce Drzewa Babel. Egzotyczne tkaniny, liczne lampy i drzewa za oknem sprawiają, że miejsce, w którym mieszka jest azylem doskonałym.

Ten dom jest piękny. I jest w Warszawie. Ale to akurat drugorzędna kwestia, bo tak naprawdę ten dom mieści się na Saskiej Kępie. To dzielnica Warszawy, na prawym brzegu Wisły, o szczególnej atmosferze. Stare drzewa i domy, ludzie, mieszkający tu często od pokoleń, znają się, chodzą utartymi szlakami. Ci nowi nigdy nie trafiają tu przypadkowo i od razu, gdy się sprowadzą, mówią „jadę do miasta”, kiedy przejeżdżają na drugi brzeg rzeki. To dom Barbary Stępień, założycielki wydawnictwa Drzewo Babel.

Barbara Stępień. Lubi książki, podróże i kolory. (Fot. Jakub Pajewski) Barbara Stępień. Lubi książki, podróże i kolory. (Fot. Jakub Pajewski)

I choć mieszka tu dopiero od dziesięciu lat, ma poczucie, że czekali na siebie nawzajem. Dom i ona. Wydawczyni pięknych i dobrych książek oraz trzypiętrowa kamieniczka, która stała się domem dla jej rodziców, jej samej i córki. Każdy miał swoją oddzielną przestrzeń. Ale wszyscy mieli ogród. W nim dwie stare morele, jabłoń rodzącą śmietankowe antonówki, śliwę stanlejkę, no i orzech. Orzech jest ogromny, obsypany owocami, z gałęziami zwieszającymi się nad tarasem na piętrze. Właściwie nie wiadomo, kto tu jest ważniejszy: orzech czy dom… Dziś funkcjonują w doskonałej symbiozie.

„Długo mieszkałam w Paryżu, ciągle zmieniałam miejsca zamieszkania, dużo podróżowałam. A potem wróciłam do Warszawy, założyłam wydawnictwo, wydałam »Alchemika« i moje życie się zmieniło – mówi Barbara Stępień.

– Kiedy kupowałam dom, nie myślałam o tym, żeby się do niego wprowadzić. Podjęłam decyzję namówiona przez koleżankę i było to coś w pół drogi między inwestycją a sposobem na ratowanie domu przed deweloperem. Mieszkali tu lokatorzy, byli starzy, czas płynął. Aż w końcu, kiedy odeszli, postanowiłam zamieszkać. Remont, choć skomplikowany i długi, poszedł łatwo. Tak łatwo, że zaczęłam myśleć, że to nie przypadek, że dom i ja byliśmy sobie pisani”.

Wnętrza stały się przestronne i jasne. Kaflowe piece przeistoczyły się w kominki. Przedwojenne wielobarwne lastryko odzyskało świetność. Pokoje wypełniły się intensywnymi kolorami, ale nigdy nie agresywnymi.

Książki i obrazy są w tym mieszkaniu wszędzie. Tu obraz Tadeusza Brudzyńskiego. (fot. Jakub Pajewski) Książki i obrazy są w tym mieszkaniu wszędzie. Tu obraz Tadeusza Brudzyńskiego. (fot. Jakub Pajewski)

Ściany ozdobiły obrazy, pieczołowicie wybrane, dzieła znajomych, bliskich artystów. Na parterze powstała przeszklona weranda, a na pierwszym piętrze taras, kontynuacja pokoju będącego i salonem, i jadalnią, i kuchnią.

W pokoju gościnnym hafty ze stanu Oaxaca spotykają różnorodne suzani i kilimy z Azji Środkowej. (Fot. Jakub Pajewski) W pokoju gościnnym hafty ze stanu Oaxaca spotykają różnorodne suzani i kilimy z Azji Środkowej. (Fot. Jakub Pajewski)

Wiele tu lamp i tkanin. Azjatyckie, haftowane suzani zyskały nowe role: poduszek, kap, a nawet drzwi chroniących półki z kolekcją kieliszków. Są przedmioty przywrócone do życia, a znalezione na targach, jak te wygięte w łuk drzwi pokryte czeczotką, w kreatywny sposób przemienione w szafkę na pamiątki z podróży.

Półka na figurki i pamiątkowe drobiazgi z podróży to przetworzone drzwi czeczotkowej szafy. (Fot. Jakub Pajewski) Półka na figurki i pamiątkowe drobiazgi z podróży to przetworzone drzwi czeczotkowej szafy. (Fot. Jakub Pajewski)

Dom stał się oazą. Oddzielony od centrum, osłonięty od ruchu i hałasu ulic. Jest pełen kolorów, życia, światła i spokoju. Tu Barbara Stępień czyta, redaguje, pracuje. Także nad nową, wychodzącą we wrześniu książką Paula Coelha „Hipis”. Stąd wyjeżdża na ukochaną grecką wyspę, gdzie życie toczy się jeszcze bardziej spokojnie i tak po prostu. Ale zawsze wraca. Bo, jak mówi, po latach ruchu i podróży teraz już wie, że jest właśnie stąd.

Obraz Magdaleny Gotowskiej towarzyszy Barbarze Stępień we wszystkich mieszkaniach od 30 lat. (Fot. Jakub Pajewski) Obraz Magdaleny Gotowskiej towarzyszy Barbarze Stępień we wszystkich mieszkaniach od 30 lat. (Fot. Jakub Pajewski)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Cabin Porn - chata na końcu świata

 Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com.
Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com.
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Posiadanie własnej kryjówki, azylu ukrytego gdzieś wśród dzikiej natury wydaje ci się nieosiągalnym marzeniem? Każde z tych przytulnych miejsc na zdjęciach stworzyli ludzie tacy jak ty. Wymagało to czasu, entuzjazmu i dobrych przyjaciół do pomocy, ale okazało się możliwe.

Rzucić wszystko i uciec, najlepiej na łono przyrody – okazuje się uniwersalną potrzebą ludzi na każdym kontynencie. Tylko jak to zrobić, gdy nie dysponuje się odpowiednim budżetem na budowę domu? Zbudować chatkę, samodzielnie, z łatwo dostępnego drewna lub z materiałów z odzysku.

Zach Klein po sześciu latach spędzonych w Nowym Jorku i intensywnej pracy nad kreowaniem wirtualnych społeczności zapragnął zmiany. „Chodziło mi o to, by spędzać czas w gronie znajomych, dalej od pracy zawodowej, bliżej natury i ludzi, a jednocześnie uczyć się czegoś nowego. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia w budowaniu, a jednak oczami wyobraźni widziałem las, w którym przycupnęły chatki postawione przez nas samych” – pisze w książce „Cabin Porn. Wnętrza”.

Marzenie długo dojrzewało. Zach przez ponad rok szukał ziemi w przystępnej cenie, zataczając coraz większe kręgi wokół Nowego Jorku. W końcu znalazł 20 hektarów lasu na zboczu potoku Delaware. Strome kamieniste zbocze, brak prądu i kanalizacji odstraszały innych chętnych. Niedługo po zakupie ziemi Zach stworzył stronę internetową Cabinporn.com, aby wraz ze znajomymi kolekcjonować zdjęcia miejsc, które będą inspiracją do budowy ich własnych domów. Stronę od 2010 do 2017 roku odwiedziło 10 milionów osób, a 24 tysiące przysłało zdjęcia własnych chatek.

Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com. Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com.

„Nie dziwi mnie, że Cabinporn.com zdobyła tak wielką popularność” – wyznaje. „Im głębiej bowiem wciąga nas świat technologii, tym bardziej uskrzydla nas natura. Owe fotografie konsekwentnie przypominają nam, że każdy z nas nosi w sobie dom gotowy do zbudowania, jeśli tylko zechcemy spróbować. Otuchą napełnia myśl, że prosta konstrukcja może zapewnić nam schronienie i pozwala serdecznie ugościć innych. Narzędzia nigdy nie były tańsze, a know-how – nigdy bardziej dostępny. Grupy społecznościowe, zarówno online, jaki i offline, pomagają nawiązać kontakty z ludźmi, którzy służą swoim doświadczeniem i pokazują, jak wiele możemy sami dla siebie zrobić”.

Wpisane w krajobraz

Drewniane chatki jak z dziecięcych rysunków, domki na drzewie czy letniskowe, ziemianki, lepianki, mieszkalne tratwy – wszystkie one mają pewne cechy wspólne. Czas. Choć chatę z drewna może postawić kilka osób w kilka dni, jeśli tylko budowniczowie mają odpowiednie narzędzia, to zwykle cały projekt zajmuje więcej czasu.

„Ptasia budka”, dom do obserwacji ptaków, zbudowany przez Damiana Maynarda w Hadelandzie w Norwegii. „Ptasia budka”, dom do obserwacji ptaków, zbudowany przez Damiana Maynarda w Hadelandzie w Norwegii.

Budowa schroniska Böseckhütte na wysokogórskim szlaku w austriackich Alpach trwała 20 lat. Ale to wyjątkowy przypadek. Najpierw jednak trzeba poznać miejsce, w którym stawiamy dom. Zobaczyć, którędy wędruje tu słońce, skąd wieje wiatr i idealnie dopasować budynek do panujących w danym miejscu warunków.

Schronisko Böseckhütte w austriackich Alpach. W środku spartańskie warunki:nie ma piecyka ani wody. Schronisko Böseckhütte w austriackich Alpach. W środku spartańskie warunki:
nie ma piecyka ani wody.

Prosta konstrukcja i materiały z odzysku. To druga wspólna cecha domków DIY, „zrób to sam”. Ben Sargent kupił dwustuletnią stajnię w stanie Nowy Jork, rozłożył ją, a następnie złożył ponownie w Górach Zielonych w stanie Vermont. Pracował dwa lata, zanim wszystkie deski trafiły na swoje miejsce. Sercem domu jest zabytkowy piecyk z płytą, która wciąż nadaje się do gotowania. Większość wyposażenia została zaadaptowana lub uratowana przed zniszczeniem, jak podłogi pochodzące z pobliskiej szkoły.

Bent Apple Farm – dom zainspirowany domkiem dla lalek, powstał z dwustuletniej stajni. Wnętrze jest celowo proste i surowe. Bent Apple Farm – dom zainspirowany domkiem dla lalek, powstał z dwustuletniej stajni. Wnętrze jest celowo proste i surowe.

W podobnym stylu swój domek, w typie Brda, czyli trójkątnego domku letniskowego, zbudowali w Anglii Siobhan i Peter. Szyby zdobyli od firmy zajmującej się podwójnym szkleniem, drewno to pozostałości z renowacji innych domów, a konstrukcję zbudowali z walijskiego modrzewia od lokalnego dostawcy.

Reclaimed A-Frame, w budowę tej chatki właściciele zainwestowali jedynie 2600 dolarów. Pembrokeshire, Anglia. Reclaimed A-Frame, w budowę tej chatki właściciele zainwestowali jedynie 2600 dolarów. Pembrokeshire, Anglia.

Chata to styl życia

Życie w zbudowanej przez siebie od podstaw lub odnowionej chacie – niezależnie od tego, czy są to amerykańskie i kanadyjskie cabins, niemieckie Hutten, angielskie cottages, rosyjskie dacze i chyżyny, czy skandynawskie hytter – oparte jest na zespoleniu z naturą i pogodą. Na minimalizacji potrzeb i rzeczy.

Bianca Apostol i Daniel Vernooij w swoim domu na czterech kołach. Gandawa, Belgia. Bianca Apostol i Daniel Vernooij w swoim domu na czterech kołach. Gandawa, Belgia.

Jeden z bohaterów książki „Cabin Porn. Wnętrza” mówi, że „czynność tak prosta, jak zaparzenie kubka porannej kawy, urasta tu do rangi misternego rytuału: trzeba porąbać drewno, powoli podgrzać wodę i doglądać zmielonych ziaren, jakby pełniło się duchową posługę”.

Domek „kukułcze gniazdo”, usytuowany wśród wierzchołków drzew, sześć metrów nad ziemią. Gjerstad, południowa Norwegia. Domek „kukułcze gniazdo”, usytuowany wśród wierzchołków drzew, sześć metrów nad ziemią. Gjerstad, południowa Norwegia.

Nahiro Nakumara, który porzucił Tokio na rzecz życia na wyspie Hokkaido, najdzikszym rejonie Japonii, podkreśla konieczność większej samodzielności i samowystarczalności. „Kiedy mieszkałem w Tokio, wszystko rozwiązywałem za pomocą pieniędzy” – mówi. „Jeśli w domu pojawił się jakiś problem, wzywałem fachowca. Teraz, kiedy coś trzeba zrobić, najpierw próbuję to zrobić sam”. A w niedogodnościach wiejskiego życia – takich jak praca w polu latem czy odśnieżanie zimą – Nahiro widzi nie ograniczenia, lecz możliwości: „Tutaj nie trzeba chodzić na siłownię”.

The Undercroft, okrągły dom inspirowany projektami ziemianek. Berllan Dawel, Walia. The Undercroft, okrągły dom inspirowany projektami ziemianek. Berllan Dawel, Walia.

Zdjęcia pochodzą z książki "Cabin Porn. Wnętrza", Wydawnictwo Smak Słowa.

Cabin Porn. Wnętrza oprac. Zach Klein, wyd. Smak Słowa Druga część albumu „Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata” Zacha Kleina. Tym razem możemy zajrzeć do środka niesamowitych domków. Cabin Porn. Wnętrza oprac. Zach Klein, wyd. Smak Słowa Druga część albumu „Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata” Zacha Kleina. Tym razem możemy zajrzeć do środka niesamowitych domków.

  1. Styl Życia

Dom Beaty Sadowskiej - opowieści ognia i gór

 (Fot. Celestyna Król)
(Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
U podnóży Alp, z kominkiem, krowimi dzwonkami i widokiem na Mont Blanc. W tym klimatycznym górskim wnętrzu Beata Sadowska znajduje schronienie i spokój, nie tylko w czasie pandemii.

Dom jest położony na wysokości 1250 metrów nad poziomem morza, nie jest więc typowo górskim domem. To stara, prawie 300-letnia stodoła, przerobiona na mieszkania. Jak to się mówi, dom z duszą. Idealnie wkomponowany w otoczenie, zrobiony z kamienia i drewna. Kiedy pierwszy raz przyjechałam go obejrzeć, Paweł, mój partner, bał się, że mi się nie spodoba. Było wtedy strasznie zimno, a do tego lało. Pomyślałam sobie: „Boże, gdzie ja jestem?!”. Ale kiedy weszłam do środka i zobaczyłam ogień w kominku, poczułam, że tu jest właśnie moje miejsce. Od razu skradł mi serce.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

Ciepłolubna

Lubię przestrzenie, które są prawdziwe, nie z katalogu, nie wygładzone i nieskazitelne, ale które pokazują historię ludzi w nich mieszkających. Lubię też inteligentną architekturę, która się wpisuje w krajobraz. A ten dom tak właśnie ma. Salon połączony z kuchnią, z wielkim oknem i widokiem na Mont Blanc, jest jednocześnie kuchnią, jadalnią, pokojem dzieci, biurem moim, Pawła i jeszcze legowiskiem naszej suczki Mimi. Jest stale bijącym sercem domu. Paweł się czasem denerwuje, że szybko robi się tu bajzel, ale mu tłumaczę, że jak dom żyje, to musi być to widać.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

Nie lubię, jak dom jest muzeum, i nie lubię, jak jest katalogiem sztuki współczesnej. Żadna z tych historii nie jest moja. Wolę łączyć te dwa światy. Mamy tu mnóstwo starych sprzętów, ale takich naprawdę starych, jak drewniane narty, stare łyżki, zdjęcia i obrazy na ścianach. A do tego bardzo wygodne łóżko z porządnym materacem, zupełnie współczesne lampy, przy których mogę prowadzić warsztaty czy nagrywać wykłady, i sprzęt grający, bo oboje bardzo lubimy muzykę.

Wygodne łóżko to podstawa. (Fot. Celestyna Król) Wygodne łóżko to podstawa. (Fot. Celestyna Król)

Mamy też kominek. Jestem z natury ciepłolubna, a w ogień mogę się gapić godzinami. Uważam, że ma w sobie niesamowitą magię. Uwielbiam taki obrazek: dzieci siadają przed nim wieczorem na wielkich pufach i zasypiają kołysane rytmem naszych głosów, a my je tylko przenosimy potem do łóżeczek.

Nowoczesność miesza się tu z tradycją. (Fot. Celestyna Król) Nowoczesność miesza się tu z tradycją. (Fot. Celestyna Król)

Dom ma dwa tarasy, na jednym jest słońce rano, na drugim – po południu. Latem podążamy za nim, przenosząc się tam, gdzie akurat świeci. No i ta natura wokół... Wchodzi oknami, drzwiami i każdą wolną przestrzenią. Góry to kolejny żywioł, który mogłabym podziwiać bez przerwy. Z jednej strony piękne, z drugiej – budzące szacunek i uczące pokory. Oczywiście każdego, kto jest rozsądny. Nasi goście po dwóch dniach pobytu mówią, że tak odpoczęli, jakby byli tu co najmniej tydzień. Nie ma nic bardziej kojącego, a jednocześnie dodającego energii niż te dwa widoki: ogień i góry.

Drewniane drzwi w łazience prowadzą do prysznica i sauny, idealnego zakończenia górskich wycieczek. (Fot. Celestyna Król) Drewniane drzwi w łazience prowadzą do prysznica i sauny, idealnego zakończenia górskich wycieczek. (Fot. Celestyna Król)

Wspólnie z Pawłem postanowiliśmy, że odkąd pojawiły się dzieci, nie będę ekstremalnie chodzić po górach. Praca Pawła – a jest przewodnikiem wysokogórskim – jest już wystarczająco wymagająca i niebezpieczna, żebyśmy oboje się narażali. Ale nadal spaceruję i biegam po górach. To nie są żadne sporty wyczynowe, robię to wyłącznie dla siebie i odpoczynku, dla większej przestrzeni i ciszy w głowie.

'Ten obraz, podobnie jak cały dom,skradł mi serce. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale napełnia mnie radością' - mówi Beata Sadowska. (Fot. Celestyna Król) \"Ten obraz, podobnie jak cały dom,skradł mi serce. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale napełnia mnie radością\" - mówi Beata Sadowska. (Fot. Celestyna Król)

Podarowany czas

Pandemia zastała nas właśnie tutaj. Na początku, zgodnie z rozporządzeniami, mogliśmy wychodzić dwa kilometry od domu, potem na godzinę w ciągu dnia. Cieszyliśmy się zatem każdą chwilą na łonie natury. Dla wielu osób ten czas był okazją do zatrzymania się, skupienia na sobie i swoich potrzebach. Wyobrażam sobie, że tam, gdzie są patologia i przemoc, zamknięcie w domu mogło być wielkim dramatem. Z pewnością trudno było też ludziom, którzy nie lubią i nie potrafią być razem albo są przestymulowani do tego stopnia, że cisza, bezruch i spokój ich męczą. Dla mnie to był czas podarowany.

Oryginalne krowie dzwonki nad łóżkiem. Alpejskie krowy, pasąc się na pastwiskach, przemieszczając się, bez przerwy nimi dzwonią. Latem Beata uwielbia zasypiać przy tym dźwięku. (Fot. Celestyna Król) Oryginalne krowie dzwonki nad łóżkiem. Alpejskie krowy, pasąc się na pastwiskach, przemieszczając się, bez przerwy nimi dzwonią. Latem Beata uwielbia zasypiać przy tym dźwięku. (Fot. Celestyna Król)

Na co dzień kursuję zwykle między Warszawą a Chamonix, Paweł ma pracę w górach, więc często jest w terenie. Dawno się więc nie zdarzyło, żebyśmy spędzili jako rodzina tyle czasu razem. W dodatku razem z przyjaciółką właśnie na ten moment zaplanowałyśmy start naszego wspólnego dzieła – platformy poświęconej rozwojowi osobistemu Mentalist.pl. Nie przypuszczałyśmy, że tak idealnie wstrzelimy się w moment i w potrzeby ludzi. Bo nagle wszyscy zaczęli bardzo dużo czasu spędzać przed ekranami komputerów i smartfonów. Ale też zagłębiać się w siebie, stawiać sobie podstawowe, jakże ważne pytania: Kim jestem? Gdzie jestem? Z kim jestem? Chciałabym, żeby Mentalist.pl stał się przestrzenią, która będzie inspirowała do znajdywania na nie właściwych odpowiedzi. Nasi eksperci i wykładowcy mówią dużo o zarządzaniu stresem i budowaniu odporności, ale też o intuicji, szukaniu swojej drogi, zmianie. Sama w tym czasie nagrywałam dużo live’ów z psychologami i socjologami, ale też z moimi ćwiczeniami oddechowymi i rytuałami tybetańskimi. Nadal to robię.

Idealnie wkomponowany w otoczenie, surowy i prosty, a jednocześnie ciepły i przytulny – taki właśnie jest ten dom. (Fot. Celestyna Król) Idealnie wkomponowany w otoczenie, surowy i prosty, a jednocześnie ciepły i przytulny – taki właśnie jest ten dom. (Fot. Celestyna Król)

To nie tak, że nagle doceniłam ciepło domowego ogniska, bo ja je doceniam od dawna. I tak jak kocham podróże, tak uwielbiam z nich wracać. Zawsze uwielbiałam. Dom był i jest moją oazą. Ja z niego nigdy nie uciekam i wciąż z wielką przyjemnością do niego wracam. I to się nie zmieniło. 

  1. Styl Życia

W bieli i zieleni

 Pracownia, która stale ewoluuje – czasem pojawia się w niej na przykład kanapa. W tle regał vintage upolowany na starociach. Funkcję stolika pełni stary wózek transportowy. Na poduszce odpoczywa Tosia. (Fot. Margot Hupert)
Pracownia, która stale ewoluuje – czasem pojawia się w niej na przykład kanapa. W tle regał vintage upolowany na starociach. Funkcję stolika pełni stary wózek transportowy. Na poduszce odpoczywa Tosia. (Fot. Margot Hupert)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Tu mieszka i tu pracuje Margo Hupert. Malarka. Artystka, która w swojej pracy pełnymi garściami czerpie z natury. To widać, bo jej dom – jak sama mówi – musi być spójny z tym, jak czuje, myśli i tworzy.

Mieszkanie jest w Gliwicach. W starej kamienicy w centrum miasta. W takiej Margo Hupert się wychowała, w takiej dobrze się czuje, takiego miejsca szukała. Mieszkanie urządziła sama, ale, jak mówi, jest to projekt otwarty. Bo Margo lubi zmiany. – Nic nie jest u mnie na zawsze – mówi. Dlatego ciągle szuka rozwiązań, które będą nie tylko najwygodniejsze, ale i najpiękniejsze. Muszą być piękne – Margo jest artystką, estetyka wnętrz to dla niej sprawa ważna i oczywista.

Pracownia, która stale ewoluuje – czasem pojawia się w niej na przykład kanapa. W tle regał vintage upolowany na starociach. Funkcję stolika pełni stary wózek transportowy. Na poduszce odpoczywa Tosia. (Fot. Margot Hupert) Pracownia, która stale ewoluuje – czasem pojawia się w niej na przykład kanapa. W tle regał vintage upolowany na starociach. Funkcję stolika pełni stary wózek transportowy. Na poduszce odpoczywa Tosia. (Fot. Margot Hupert)

Dominuje biel. Mieszkanie jest wręcz świetliste. A biel jest nie bez powodu. Okna wychodzą na północ i na zachód, więc wnętrza nie są w naturalny sposób doświetlone. Remont zaczęli od… podłogi. Margo postanowiła dotrzeć do desek, które kiedyś zostały tu położone, a potem przykryte różnymi warstwami układanymi przez kolejnych mieszkańców. Odkryła je, pomalowała na biało, teraz pięknie odbijają światło, rozjaśniając dodatkowo całą przestrzeń.

Fotele: ten biały został znaleziony w Internecie, wiklinowy ociepla wnętrze. Na ścianach prace Margo. (Fot. Margot Hupert) Fotele: ten biały został znaleziony w Internecie, wiklinowy ociepla wnętrze. Na ścianach prace Margo. (Fot. Margot Hupert)

Białe są też ściany, choć nie do końca. Jedna jest delikatnie pomalowana trzema kolorami, robi to wrażenie przecierki. Na innej, też malowanej przez Margo, widać wydobyty spod warstw farb stary tynk. – Zawsze były mi bliskie skandynawskie klimaty, prostota, minimalizm, jasne kolory. Biel jest idealną bazą, ładnie eksponuje przedmioty, rozjaśnia wnętrza – mówi Margo.

W bieli i zieleni W bieli i zieleni

Lubi też łączenie starego z nowym. Szuka ciekawych przedmiotów i mebli vintage, chętnie zagląda na targi staroci, ale nie przywiązuje się do rzeczy, więc często coś oddaje, potem kupuje nowe.

Mała kolekcja rzeźb – część kupiona w sieci, część odziedziczona po babci. (Fot. Margot Hupert) Mała kolekcja rzeźb – część kupiona w sieci, część odziedziczona po babci. (Fot. Margot Hupert)

Mieszkańców jest w tej chwili piątka: Margo, jej mąż i syn, a także Tosia, suczka rasy charcik, i kotka Grey. Kiedy córka się wyprowadziła, Margo zrobiła z jej pokoju swoją pracownię, połączoną z kuchnią i salonem. Sama pracownia to też sprawa otwarta. Artystka ciągle szuka ustawienia idealnego. Jedna ze ścian – ta, gdzie zostało wykute przejście – praktycznie odpada, ale i tak takie rozwiązanie ma więcej zalet niż wad. Margo pracuje w domu, więc chce, żeby pracownia i kuchnia były ze sobą połączone. To jej dwie strefy, tu spędza najwięcej czasu.

Znów pracownia. W niej ulubiona witryna (zdjęcie poniżej), obrazy, dodatki – wszystko tu tworzy sprzyjający pracy klimat. (Fot. Margot Hupert) Znów pracownia. W niej ulubiona witryna (zdjęcie poniżej), obrazy, dodatki – wszystko tu tworzy sprzyjający pracy klimat. (Fot. Margot Hupert)

– Uwielbiam naturę, rośliny, kwiaty i zwierzęta, dlatego towarzyszą mi zawsze. Botaniczny świat jest fascynujący, pełen pięknych faktur, form, kolorów, dlatego inspiruje mnie do tworzenia i kreowania na różnych płaszczyznach pracy – mówi Margo. I to widać także w mieszkaniu. Stara się, żeby jej otoczenie było spójne z tym, jak myśli i jak tworzy.

W bieli i zieleni W bieli i zieleni

We wnętrzu jest więc – poza bielą – dużo zieleni. – Muszę być otoczona roślinami, miłość do nich wyniosłam z domu rodzinnego, to dla mnie naturalne, że są blisko, że się o nie dba, że się przygląda, jak wzrastają. Interesuję się też nowymi gatunkami, cieszę się każdym nowym listkiem. Dzielę się też roślinami, czasem idą „do ludzi”, czasem sama coś przygarniam. Mam kilka takich, które zbyt pewnie się rozrosły, ale na razie trudno mi się z nimi rozstać – mówi.

Muszelki to modele, które Margot wykorzystuje w printach. (Fot. Margot Hupert) Muszelki to modele, które Margot wykorzystuje w printach. (Fot. Margot Hupert)

Kiedyś Margo projektowała i szyła biżuterię z filcu, zresztą z sukcesami, jej naszyjnik jest dziś eksponowany na stałej wystawie w warszawskim Państwowym Muzeum Etnograficznym. Wystawiała swoje prace w Szanghaju na wystawie Expo Design w 2010 roku. – Ale pewnego dnia zamknęłam ten temat i wróciłam do malarstwa. Bo malowałam od dziecka. Chcę, żeby to, co robię, było dostępne dla każdego, stąd pomysł na printy. Nie jest to dzieło sztuki, które kosztuje majątek, możesz powiesić na ścianie, za miesiąc wymienić na coś innego. Zwłaszcza jeśli ktoś tak jak ja lubi zmiany.

W kuchni białe kafle kontrastują z ciemną, grafitową ścianą. (Fot. Margot Hupert) W kuchni białe kafle kontrastują z ciemną, grafitową ścianą. (Fot. Margot Hupert)

Co będzie dalej? – Nie wiem – mówi Margo – ale na pewno będę malować. Urządzamy teraz domek w lesie, kiełkuje w nas myśl, żeby kiedyś rozstać się z miastem i zamieszkać tam na stałe. Wtedy będę musiała zmienić charakter pracy, nie da się z lasu organizować wysyłek czy jeździć do drukarni. Może wrócę do malarstwa na płótnie? Zobaczymy. Zmiany są przecież dobre. Zwłaszcza takie, na które sami mamy wpływ.

  1. Styl Życia

Chaos oswojony

 Domy przysłupowe na Dolnym Śląsku często nie mają fundamentów, wspierają się na wielkich kamieniach. A od północnego zachodu nie budowano w nich w ogóle okien. (Fot. Łukasz Gawroński)
Domy przysłupowe na Dolnym Śląsku często nie mają fundamentów, wspierają się na wielkich kamieniach. A od północnego zachodu nie budowano w nich w ogóle okien. (Fot. Łukasz Gawroński)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Kiedy wyobrażamy sobie miejsce, w którym mieszka i pracuje artystka, spodziewamy się twórczego bałaganu, nieoczekiwanych rozwiązań i odrobiny magii. I taki jest dom malarki i ilustratorki Marianny Sztymy.

Żyję na uboczu, wśród przyrody – zawsze wydawało mi się to trochę niewspółczesne, zwłaszcza dziś, gdy wszystkich ciągnie do miasta i świateł. Jestem więc chyba trochę taką old lady. Choć pracuję na komputerze, to wolę rysować na papierze kredkami i ołówkiem czy malować akrylami albo tuszem.

Na ścianach w całym domu wisi dużo dzieł zaprzyjaźnionych artystek. Na przykład Magdy Wolnej i Anny Pol, z którymi Marianna razem robi wystawy. Są tu też obrazy jej taty, znajomych i koleżanek z warsztatów malarskich. (Fot. Łukasz Gawroński) Na ścianach w całym domu wisi dużo dzieł zaprzyjaźnionych artystek. Na przykład Magdy Wolnej i Anny Pol, z którymi Marianna razem robi wystawy. Są tu też obrazy jej taty, znajomych i koleżanek z warsztatów malarskich. (Fot. Łukasz Gawroński)

Raz się żyje

Dom był bardzo stary i zniszczony, dlatego pewnie tani. Ze sporym kawałkiem ziemi, na którym wszystko rośnie jak chce. Lubię dawać wolność pomidorom i wszelkim roślinom, na przykład prawie całą szklarnię zajął wielki jak baoab rozmaryn – prawdziwy wybuch fotosyntezy.

Domy przysłupowe na Dolnym Śląsku często nie mają fundamentów, wspierają się na wielkich kamieniach. A od północnego zachodu nie budowano w nich w ogóle okien. (Fot. Łukasz Gawroński) Domy przysłupowe na Dolnym Śląsku często nie mają fundamentów, wspierają się na wielkich kamieniach. A od północnego zachodu nie budowano w nich w ogóle okien. (Fot. Łukasz Gawroński)

Mamy ponad hektar, którego jeszcze nie zagospodarowaliśmy. W przeważającej części jest on po prostu łąką, z dużą ilością polnych kwiatów oraz chwastów. Teraz kwitnie moja ulubiona nawłoć, a w maju dziki łubin. Przeprowadziliśmy się na Dolny Śląsk z Poznania. Zaczęło się od tego, że w okolicy zamieszkali nasi znajomi, zaczęliśmy ich odwiedzać, jeździć po okolicy, bardzo nam się spodobało. Mieliśmy wtedy siedem kotów i dwa psy, myśleliśmy o nowym miejscu dla nich i dla nas. Powiedzieliśmy sobie: „Raz się żyje”. Mieszkamy tu już od ośmiu lat.

Niewielka kuchnia w zupełności zaspokaja potrzeby domowników. Na piętrze oprócz niej mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński) Niewielka kuchnia w zupełności zaspokaja potrzeby domowników. Na piętrze oprócz niej mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński)

Część ścian zburzyliśmy, zmieniliśmy też funkcje, jakie kiedyś pełniły określone pomieszczenia. Na przykład moja pracownia jest na dole, w miejscu, gdzie było serce domu, czyli kuchnia. Stał tu duży piec, który ogrzewał całe pomieszczenie. Wyburzyliśmy go i postawiliśmy niewielką kozę, która też daje ciepło.

Biurko artystki – w tym chaosie jest metoda. (Fot. Łukasz Gawroński) Biurko artystki – w tym chaosie jest metoda. (Fot. Łukasz Gawroński)

Pracownia sąsiaduje z piwnicą, więc z kolei latem panuje tu ożywczy chłód. W miejscu, gdzie kiedyś były pomieszczenia dla zwierząt, mamy teraz kotłowniopralnię. Z kolei na górze, tam, gdzie dziś są kuchnia i łazienka, dawno temu składowano siano, którego resztki znaleźliśmy na piętrze, kiedy kupowaliśmy dom.

Wanna, kupiona z drugiej ręki z domu zdrojowego, jest niewielka, ale głęboka. (Fot. Łukasz Gawroński) Wanna, kupiona z drugiej ręki z domu zdrojowego, jest niewielka, ale głęboka. (Fot. Łukasz Gawroński)

Podoba mi się, że domy na Śląsku są właśnie takie hybrydowe – mają w sobie coś starego i coś nowego, coś zostawionego i coś dobudowanego. Coś po każdych właścicielach. Nasz też się rozrasta, w tym roku planujemy na przykład zrobienie przed domem ogrodu zimowego.

Szklarnia, a w niej wyjątkowy okaz krzaku rozmarynu. (Fot. Łukasz Gawroński) Szklarnia, a w niej wyjątkowy okaz krzaku rozmarynu. (Fot. Łukasz Gawroński)

Jeślibym miała nazwać styl, w jakim urządziliśmy wnętrze, powiedziałabym chyba: miszmasz lub trochę ładniej – eklektyzm. Królują tu chaos i przypadek. Uwielbiam giełdę staroci w Cieplicach, która odbywa się w każdą niedzielę. Tam jest wszystko, więc my też mamy wszystko. Jak nam się coś spodoba – kupujemy, pewnie dlatego w domu jest tak wiele krzeseł. Są meble z lat 60., starocie, jest też trochę Ikei. Najwięcej mamy jednak używanych rzeczy, które pozornie do siebie nie pasują.

12-letnia Józia wygodnie umościła się w fotelu. (Fot. Łukasz Gawroński) 12-letnia Józia wygodnie umościła się w fotelu. (Fot. Łukasz Gawroński)

Urządzaliśmy się intuicyjnie i impulsywnie. Na przykład plakat z filmu „Happiness” Piotr kupił w poznańskim kinie Malta (już nieistniejącym). Wędrował on z nami z mieszkania do mieszkania, aż w końcu postanowiliśmy go przykleić na klej do tapet. To, że dziś zdobi jedną ze ścian, jest zwykłym przypadkiem. Jak wszystko w naszym domu. Na ścianach mamy też dużo obrazów, zdjęć, ceramiki. Najczęściej są to prace przyjaciół, lubię się nimi inspirować. Nasi goście często u nas malują. Zwłaszcza dzieciaki przyjaciół i kuzynostwa, po których zawsze coś u nas zostaje.

Na piętrze oprócz kuchni mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński) Na piętrze oprócz kuchni mieszczą się jeszcze salon, łazienka i pokoiki. (Fot. Łukasz Gawroński)

Stan domowników na dziś: ja, Piotr (mój mąż), trzy starsze kundelki, kanapowce, 13 kotów w różnych podgrupach, bo część adopcyjnych, część schorowanych, a część wziętych od starszych pań, które nie mogły się nimi zajmować. Mamy jeszcze osobny drewniany domek z dużym wybiegiem dla psów uratowanych z łańcucha. Myślę, że po to właśnie mamy ten dom – dla zwierzaków.

Plakat do filmu „Happiness” pełni funkcję tapety. Marianna mówi, że to ateistyczny ołtarzyk, bo na środku wisi zdjęcie Jane Goodall z szympansem, na którym wygląda jak Matka Boska. (Fot. Łukasz Gawroński) Plakat do filmu „Happiness” pełni funkcję tapety. Marianna mówi, że to ateistyczny ołtarzyk, bo na środku wisi zdjęcie Jane Goodall z szympansem, na którym wygląda jak Matka Boska. (Fot. Łukasz Gawroński)

Można powiedzieć, że się nim zaopiekowaliśmy. I dzięki nam żyje. Ze smutkiem obserwuję, jak w naszej wsi opuszczone, ale nadal piękne domy zarastają krzakami i nikną w oczach. Choć zdarza nam się narzekać, że fajniej by było zamieszkać w zupełnie nowym budynku, z mniejszą liczba usterek do naprawiania i dostosowanym do naszego wzrostu (oboje jesteśmy wysocy) – to jednak wiem, że kocham ten dom. Czuję wzruszenie za każdym razem, kiedy wchodzę po schodach, lubię światło, które w nim panuje, po prostu lubię tu być.

  1. Styl Życia

Dom, w którym dobrze się tworzy

 Dom od frontu – pierwowzorem był dworek na Litwie, należący do rodziny Pawła. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)
Dom od frontu – pierwowzorem był dworek na Litwie, należący do rodziny Pawła. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Na zewnątrz klasyczny polski dworek. W środku przenikają się różne style. Dużo tu kolorów i… barwnych ludzi. Rodzina Olbrychów znalazła w Bukszy idealne miejsce do realizowania swoich pasji. 

Na początku był pomysł na zmianę radykalną. Paweł zaproponował: przenieśmy się w Bieszczady. Reszta rodziny nie była jednak gotowa na taką rewolucję, stanęło więc na tym, że trzeba znaleźć coś w pobliżu Warszawy. Wiadomo było, że teren musi być duży. Bo ma na nim stanąć nie tylko dom, ale i stajnie. Znaleźli takie miejsce – 40 km od Warszawy, w otoczeniu pięknych łąk.

Dom od frontu – pierwowzorem był dworek na Litwie, należący do rodziny Pawła. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Dom od frontu – pierwowzorem był dworek na Litwie, należący do rodziny Pawła. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Dom z zewnątrz wzorowany jest na dworku na Litwie, należącym kiedyś do rodziny Pawła. Ale tylko z zewnątrz. W środku całkiem inny. Taki, w którym przenikają się różne style, są widoczne wpływy licznych podróży mieszkańców. I taki, w którym wszyscy znaleźli miejsce do realizacji swoich pasji. A tych jest sporo.

Widok na salon z kominkiem. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Widok na salon z kominkiem. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Najpierw to, z czego Buksza słynie – klub polo. Pierwszy w Polsce. A było tak. Paweł, kiedy wybierał się do Anglii, dostał od znajomej kontakt do trenera polo Alana Kenta. Spotkał się z nim, ale zanim jeszcze wsiadł na konia, Kent wręczył mu książkę z dedykacją: „Twoje życie zmieni się na zawsze”. I właśnie tak się stało. Maciek, syn Pawła, uważa, że nic w tym dziwnego. „Polo ma wszystkie elementy, które ludzie kochają w sporcie – tłumaczy. – Bo kochają prędkość. Piłkę. Sporty drużynowe. Sporty walki. Wszystko to polo w sobie łączy”.

Tak się gra w polo: Maja Olbrych (siostra Maćka) w pięknym full swingu uderza piłkę. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Tak się gra w polo: Maja Olbrych (siostra Maćka) w pięknym full swingu uderza piłkę. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Polo wpłynęło też na charakter domu Olbrychów. Bo nie jest to miejsce tylko dla rodziny, ale i dla wielu innych osób. Teraz, latem, jest tu masa dzieciaków. Na obozach polo, na kursach jazdy konnej. Gdyby nie koronawirus, pewnie byliby tu też goście z Argentyny, kraju polo. Przyjeżdżają co roku na kilka tygodni, przywożą swoje dziewczyny, żony, czasem zjawiają się całymi rodzinami. Uczą, prowadzą kursy razem z gospodarzami, wspólnie z nimi grają.

Siodlarnia, w niej kije do polo. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Siodlarnia, w niej kije do polo. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Najlepsze miejsce do tworzenia

„Kłopot ze mną jest taki – mówi Maciek – że mam konflikt dwóch równorzędnych pasji. Polo i muzyka. Może rozsądniej byłoby poświęcić się tylko jednej z nich, ale nie potrafię i nie chcę.

Hol ze starą indyjską huśtawką. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Hol ze starą indyjską huśtawką. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Konie i polo to moja pasja i codzienność od 20 lat. Z drugiej strony –zawsze grała we mnie muzyka. Mam zespół – Popkultura. Właśnie nagraliśmy płytę „Miłość Zdrada”, z której jestem dumny. Teoretycznie moje pasje trudno pogodzić. Bo jak się wstanie rano i przejeździ siedem koników, to już się nie chce wieczorem grać na gitarze. I odwrotnie – jeśli zasiedzę się do późna w studiu, nie ma rano energii, żeby wstać do koników.

Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio

Jednocześnie jednak to połączenie sprawia, że mogę na obie moje pasje spojrzeć z dystansem. To też zasługa tego domu. To miejsce daje mi odpoczynek, dystans, inspirację. Tu mam studio nagraniowe. Cały zespół może przyjechać, przenocować, nie pracujemy pod presją czasu. Między sesjami możemy skoczyć do stawu, pojechać na przejażdżkę. To cementuje relacje. Nasza nowa płyta w całości powstała właśnie tu, nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do tworzenia. Nasz dom to dom artystyczny. Ja mam muzykę, mama projektuje ubrania, tata właśnie skończył pisać książkę o koniach. Siedzimy razem przy stole, gadamy, oddziałujemy na siebie nawzajem”.

Jadalnia, na ścianie tapeta Designers Guild. Dla Grażyny wzory i kolory są niezbędne do życia. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Jadalnia, na ścianie tapeta Designers Guild. Dla Grażyny wzory i kolory są niezbędne do życia. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Bo ważny jest dotyk

Grażyna była przez lata związana z rynkiem wydawniczym, pracowała między innymi jako redaktor naczelna magazynu „Glamour”. „To tytuł modowy. Moda jest dla mnie ważna, z tego wyrosłam”. I kiedy zdecydowała, że czas pracy w redakcji w jej życiu już się skończył, z mody nie zrezygnowała. Znalazła ją… w Indiach. Ale najpierw spotkała wspólniczkę. „Rebeka dostała stypendium Fulbrighta i w południowo-wschodniej Azji uczyła się stemplowania tkanin. Wylądowała w Dżajpurze, robiła tkaniny, które mają nowoczesny, bauhausowy sznyt. Zaczęłyśmy razem szyć z tego ubrania. Lekka bawełna z jedwabiem. Coś nas pognało do środkowych Indii, do wsi Maheshwar. Jest tam fundacja, gdzie kobiety – najbiedniejsze z biednych – tkają cudowne materiały”.

Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio

Fundację założyła Sally Holkar, Amerykanka, żona lokalnego maharadży. Przyjechała tam na początku lat 70. – to był czas, kiedy ręczne tkactwo było wypierane przez maszynowe. Stwierdziła, że to dziedzictwo kulturowe, trzeba je ratować. I jednocześnie wesprzeć kobiety. Grażyna zobaczyła, dotknęła tych tkanin – i przepadła. „Wiedziałam, że muszę coś z tego zrobić. Tak powstała nasza firma – Touch. Bo dla mnie dotyk, faktura, splot są niezwykle ważne.

Budda przywieziony ze Sri Lanki na tle antycznych tkanin z Dżajpuru. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Budda przywieziony ze Sri Lanki na tle antycznych tkanin z Dżajpuru. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Myślę o tym jako o projekcie życia, nie o biznesie, który ma mi się za rok zwrócić. Chcę pokazać, że ubrania mogą być po coś, że ważne są włożone w nie praca, materiał, ludzie, którzy go robią. Uważam, że można zmieniać świat, zaczynając od siebie”, opowiada Grażyna.

Ona sama do Indii ma stosunek szczególny. Bo to tam, w Bombaju, spędziła ważne lata swojego życia. Przyjechała z rodzicami jako 12-letnia dziewczynka, wyjechała jako 17-latka. „Dużo z tego kraju jest we mnie. Tęsknię za Indiami jak za człowiekiem. Jestem szczęśliwa, że mogę wracać tu zawodowo”.

Pracownia Grażyny – ubrania Touch na tle tapety Designers Guild. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Pracownia Grażyny – ubrania Touch na tle tapety Designers Guild. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Fragment z blizną

Ale na co dzień wszystko dzieje się w Bukszy. Tu mieszczą się pracownia Grażyny, studio Maćka, tu książki pisze Paweł, tu działa klub polo. „To dom naprawdę otwarty. Codziennie przy obiedzie przy stole siedzi co najmniej dziesięć osób. A jak dom jest otwarty na innych, to dzieją się w nim rzeczy magiczne” – mówi Maciek.

Stara balijska szafa na bieliznę doskonale się sprawdza jako barek. Pod drzwiami leży 14-letni Benek. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Stara balijska szafa na bieliznę doskonale się sprawdza jako barek. Pod drzwiami leży 14-letni Benek. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Jak wtedy, 11 lat temu. Choć zaczęło się od traumy. Wiosna 2009 roku była sucha. W stajni coś się zapaliło i kula ognia przeszła na dach. A że dach był kryty gontem, spłonęło wszystko. „Co się nie spaliło, to zostało zalane – opowiada Grażyna. – To ciężkie, ale też istotne doświadczenie. Okazuje się wtedy, co jest ważne. Mieliśmy w domu masę drobiazgów, pamiątek – i nagle zobaczyliśmy, że można bez nich żyć. Bo rzeczy w życiu nie są ważne. Ale ważne jest mieć dom. Wszystko, co się dało, odnowiliśmy, meble, ściany. Zostawiliśmy tylko na schodach osmalony fragment – taka blizna. Kawałek pamięci. Bo dom to dla nas coś żywego”. Właśnie wtedy zaczęły się dziać rzeczy magiczne. Jak ta z konsolą Grzegorza Ciechowskiego. Telefon od Małgosi Potockiej: „Słuchaj, wszystko ci się spaliło, a ja mam tu studio po Grzegorzu, przyjeżdżaj, weź!”. „Kilka miesięcy poświęciłem, żeby sprzęt wyczyścić, naprawić, żeby działało jak należy.

Studio Maćka, w nim kultowy sprzęt Grzegorza Ciechowskiego. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Studio Maćka, w nim kultowy sprzęt Grzegorza Ciechowskiego. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

I jest teraz u mnie studio, na którym nagrywała Republika. A Republika zawsze była mi bliska, to słychać w mojej muzyce. Sprzęt ma kilkadziesiąt lat, można by pracować na lepszym, ale ten ma dla mnie takie emocjonalne znaczenie, że nie mogę się zdecydować, żeby się z nim rozstać”, opowiada Maciek.

W holu: stare okno balijskie zamieniono w lustro, skórzana ławka z Singapuru. Na ścianie tapeta od projektanta Williama Morrisa. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) W holu: stare okno balijskie zamieniono w lustro, skórzana ławka z Singapuru. Na ścianie tapeta od projektanta Williama Morrisa. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Takie to zwykłe-niezwykłe rzeczy dzieją się w tym domu. Gościnnym, ciepłym. Otwartym na ludzi, na pomysły.