1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wiosenne rośliny młodości

Wiosenne rośliny młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Nasze prababki stosowały je z pożytkiem, pokolenia babek i matek uwierzyły farmaceutom. My znowu sięgamy do źródeł.

Słonecznik i dynia na pamięć i sprawność mózgu

By pamięć nie szwankowała, potrzebny jest cynk – znajdziemy go w pestkach dyni i nasionach słonecznika. Okazuje się, że lansowany przez wiele lat miłorząb jako „odmładzający” mózg zupełnie nie ma tych właściwości – w badaniach wykazano, że lepsze skutki przynosi nawet placebo. Ale już pestki słonecznika i dyni z rozmachem możemy dorzucać do wiosennych sałatek – nie tylko wzmocnią smak, ale i dobrze odżywią mózg. Na jego sprawność wpływają także inne nasiona i ziarna – niełuskany ryż, kasze i fasole – to węglowodany złożone, które są świetną pożywką dla mózgu, bo oprócz glukozy zawierają także błonnik, witaminy i minerały.

Wiesiołek - eliksir młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie – regularnie stosowany usprawnia gospodarkę hormonalną, ale także wygładza „od środka” i na zewnątrz zmarszczki, wpływa na wygląd i zdrowie cery, sprawia, że mamy lepszy nastrój. To zasługa nienasyconych kwasów omega-3 i omega-6, witaminy A i witaminy E, które zbawiennie wpływają na sprężystość i nawilżenie ciała. Ponadto witamina A, czyli retinol, jest silnym antyoksydantem, chroni przed szybkim starzeniem. Olej z wiesiołka najlepiej kupować ekologiczny, w ciemnych buteleczkach.

Rozmaryn i aloes na włosy i cerę

Rozmaryn lekarski także bardzo sprzyja kobiecie – pomaga na bolesne miesiączkowanie, ale wyciąg z jego liści dodany do kąpieli ujędrnia ciało, dobrze wpływa na cerę, a także wzmacnia włosy i przeciwdziała ich wypadaniu. Także aloes ma dobroczynne działanie na skórę głowy i cebulki włosowe – odżywia je, przyspiesza krążenie krwi w naczyniach znajdujących się na skórze dzięki czemu dostarcza im całe bogactwo swoich witamin i minerałów.

Awokado - jak dobry krem

A jednak dużo tańszy… Warto na stałe wpisać go do diety, a czasem nawet zastosować bezpośrednio na skórę. Awokado wpływa na odnowę komórek, zwalcza wolne rodniki, a więc spowalnia starzenie i obniża poziom złego cholesterolu. Pomimo że jest bogaty w tłuszcz, obniża w organizmie poziom innych tłuszczów, tych odpowiedzialnych za powstawanie cukrzycy. Zamiast masła kładź na pełnoziarnisty chleb żytni właśnie awokado. Regeneruje skórę, więc rozgniecione widelcem i położone na kwadrans jako maseczka na twarz wspaniale ją „wyprasuje”, dostarczając witamin i cennych kwasów omega-3.

Wiosna, a więc kiełki!

Kiełki rzodkiewki czy fasoli mung to witaminowy zastrzyk młodości i energii – w kiełkach jest wszystko, co roślina potrzebuje do życia i do wzrostu, oprócz witamin mają też sporo białka, a białko buduje mięśnie, także mięsień serca. Kiełki dodawane codziennie do zup i sałatek podniosą odporność nieco nadwerężoną zimą.

Aby powyższe składniki mogły zadziałać, ważna jest dyscyplina – powinniśmy z bogactw natury korzystać regularnie, stale, najlepiej pamiętając, że to, co możemy zjeść, z reguły równie dobrze odżywi nas od zewnątrz. Unikajmy chemii, bo wcieranie jej czy konsumowanie dzień po dniu kumuluje się i odkłada w postaci toksyn, z którymi organizm sobie nie radzi. Niech już lepiej odkłada nam się tylko to, co naturalne, co nas karmi, odżywia, w efekcie dodaje urody i usuwa toksyny, by dłużej cieszyć się zdrowiem i młodym wyglądem

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Kleszcze - jak się przed nimi uchronić?

Kleszczy w Polsce przybywa, a winą za to obarcza się głównie ocieplenie klimatu, krótsze i lżejsze zimy, a także większą liczbę dzikich zwierząt, które są pierwotnymi nosicielami i żywicielami tych pajęczaków. (Fot. iStock)
Kleszczy w Polsce przybywa, a winą za to obarcza się głównie ocieplenie klimatu, krótsze i lżejsze zimy, a także większą liczbę dzikich zwierząt, które są pierwotnymi nosicielami i żywicielami tych pajęczaków. (Fot. iStock)
Lasy, parki, a nawet wysokie trawy jawią się nam jako siedlisko kleszczy, które przenoszą groźną chorobę – boreliozę. A przecież nie sposób żyć bez kontaktu z naturą, zwłaszcza kiedy pogoda sprzyja. Jak pokonać strach przed wyjściem w plener, a zarazem zmniejszyć ryzyko zachorowania?

Kiedy kilkanaście lat temu zaczęło być głośno o nowej bakteryjnej chorobie przenoszonej przez kleszcze, do naszego beztroskiego myślenia o wakacjach na łonie natury wkradł się niepokój. Borelioza może bowiem nieść za sobą bardzo poważne konsekwencje, nie ma na nią szczepionki, a jej nosicieli można spotkać nie tylko w lasach, ale też na łąkach, w parkach, a nawet w przydomowych ogródkach. Lęk podsyca fakt, że łatwo nie zauważyć momentu ugryzienia kleszcza, bo to nie boli, możemy nawet nie wiedzieć, że zachorowaliśmy, ponieważ objawy boreliozy bywają bardzo różnorodne i łatwo je złożyć na karb innych problemów zdrowotnych. Wygląda na to, że latem najlepiej zaszyć się w domu. Ale przecież nikt z własnej woli nie ma ochoty zrezygnować z dobrodziejstw płynących z kontaktu z naturą. Trzeba więc znaleźć złoty środek.

Kleszcze - instrukcja obsługi

Kleszczy w Polsce przybywa, a winą za to obarcza się głównie ocieplenie klimatu, krótsze i lżejsze zimy, a także większą liczbę dzikich zwierząt, które są pierwotnymi nosicielami i żywicielami tych pajęczaków.

– Szacuje się, że w Polsce ten problem dotyczy kilkunastu procent kleszczy. To wygląda różnie w różnych regionach, a nawet na różnych łąkach. Na jednej zarażonych kleszczy może być nawet 30 procent, na drugiej, 300 m dalej, już tylko kilka procent, ale na pewno nie jest tak, jak czasem słyszę, że co drugi osobnik jest zarażony – mówi Krzysztof Dudek, zoolog z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, który martwi się tym, że odczuwamy coraz większy strach przed przyrodą. – Zaczęliśmy myśleć, że jeśli wejdziemy do lasu, zaraz ugryzie nas kleszcz, ten kleszcz będzie zarażony boreliozą i po chwili my też będziemy zarażeni. Ale tak na szczęście nie jest. Nawet jeśli na naszym ciele znajdzie się taki zarażony osobnik, to nie od razu się wkłuwa, najpierw wędruje, szukając dla siebie odpowiedniego miejsca. A kiedy już ugryzie, to też nie od razu jest w stanie nas zakazić.

Na znalezienie go i wyciągnięcie mamy dwie doby. Do tego czasu krętki boreliozy nie zdążą przenieść się z jelit kleszcza, gdzie się znajdują, do naszego organizmu, i nie zostaniemy zarażeni. Niepożądanego gościa najlepiej usunąć, chwytając go pęsetą przy samej skórze, a potem lekko przekręcić i mocno pociągnąć.

Borelioza - wielka niewiadoma

Niektórzy chorzy na boreliozę nie przypominają sobie jednak żadnego kontaktu z kleszczem. I właśnie ta nieświadomość jest najgorsza, bo jeśli zostaliśmy zarażeni i o tym nie wiemy, choroba może się swobodnie rozwijać. Pół biedy, jeśli zobaczymy tzw. rumień wędrujący, czyli najbardziej znany i charakterystyczny objaw tej choroby. Pojawia się najwcześniej po tygodniu od ukąszenia przez kleszcza i przypomina jednolitą okrągłą plamę, która potem się rozszerza i blednie w środku. Ten objaw jest zwykle uznawany za wystarczający do podjęcia leczenia. W początkowym stadium choroba czasem przypomina grypę, później mogą dołączyć objawy skórne, zapalenie stawów i problemy neurologiczne. Bywa, że dochodzi do zapalenia mięśnia sercowego czy mózgu. Jednak możliwych objawów jest tak wiele, że czasem, jak to było w przypadku 40-letniej Marty, mijają miesiące, zanim lekarze trafią na właściwy trop.

– Najbardziej bałam się, że mam stwardnienie rozsiane, bo moje objawy wskazywały na tę chorobę – wspomina Marta. – Kierowano mnie do kolejnych specjalistów. Byłam u internistów, chirurga szczękowego, laryngologa, stomatologa i ginekologa. Zlecano mi badania, które nic nie wyjaśniały, albo traktowano mnie jak hipochondryczkę. Najgorszy był neurolog, który na mój widok w gabinecie machał ręką: „To znów pani z tym stwardnieniem”. Odwiedzałam go kilkakrotnie, bo specjaliści, do których mnie wysyłał, odsyłali mnie z powrotem. Także psychiatra. W końcu jeden z lekarzy zlecił testy w kierunku boreliozy.

Kleszcze i borelioza - strategia obrony

Na forach internetowych i stronie Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę można przeczytać historie podobne do tej opowiedzianej przez Martę. Pacjenci skarżą się na lekceważenie lekarzy oraz nieskuteczność tradycyjnego leczenia.

Warto wiedzieć, że zarówno jeśli chodzi o diagnozę, jak i leczenie, można spotkać się z dwoma podejściami: głównym nurtem, reprezentowanym m.in. przez WHO i większość towarzystw naukowych (w Polsce m.in. przez Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych) oraz dużo rzadszym, propagowanym przez lekarzy i pacjentów skupionych wokół ILADS, czyli Międzynarodowego Towarzystwa ds. Boreliozy i Chorób z Nią Powiązanych. Strony nie zgadzają się ze sobą co do tego, jakich testów powinno się używać, by stwierdzić, czy pacjent jest chory na boreliozę, i jak długo powinno się go leczyć. Terapia zgodna z głównym nurtem obejmuje stosowanie jednej lub dwóch serii 4-tygodniowych kuracji antybiotykowych, a terapia ILADS zaleca wielomiesięczne, a nawet wieloletnie leczenie, i to kilkoma preparatami. Zrozumienie różnic jest jednak na tyle skomplikowane, że przeciętny pacjent może czuć się zagubiony.

– Najpierw byłam leczona standardowo, ale nie czułam poprawy – wspomina Marta. – Kiedy wyczytałam, że lek, który dostaję, często jest nieskuteczny, zdecydowałam się na lekarkę związaną z ILADS. Niedługo minie rok od chwili, gdy zaczęłam brać antybiotyki. Mam nadzieję, że wkrótce przestanę, chociaż obawiam się, że to może nie być takie łatwe. Kiedy czytam wypowiedzi osób leczonych tą metodą, mam wrażenie, że potem każdy problem zdrowotny traktuje się już jako objaw boreliozy. Cieszę się, że czuję się lepiej, ale czy wybrałam najlepszą drogę leczenia… Nie wiem.

Obowiązkowy przegląd

Chyba tylko co do jednego wszyscy są zgodni – boreliozy nie można lekceważyć. Zwłaszcza że liczba zakażonych wzrasta.  – Wyjściem nie jest zamknięcie się w domu i unikanie kontaktu z przyrodą – przekonuje Krzysztof Dudek. Zwraca uwagę, że to nie byłoby korzystne dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Co więc robić? Przed wyjściem z domu można spryskać się specjalnymi środkami przeciwko kleszczom, do tego założyć długie spodnie (nogawki wpuścić w wysokie buty) i koszulę czy bluzkę z długim rękawem.

– Niestety, preparaty odstraszające nie zapewniają pełnej ochrony, a w ciepły dzień trudno wciąż spacerować w kaloszach. Dlatego najlepszym sposobem ochrony przed kleszczami jest dokładne oglądanie się po każdym pobycie na łonie natury (np. wieczorem podczas kąpieli) i staranne wytrzepywanie ubrania – mówi Krzysztof Dudek. Radzi sprawdzać dokładanie całe ciało, zwłaszcza pachwiny, bo to miejsce kleszcze szczególnie sobie upodobały. Lubią też zgięcia łokciowe, miejsca pod kolanami i za uszami.

Wieczorne oględziny warto potraktować jak mycie zębów i zrobić z nich codzienny prozdrowotny rytuał. Przynajmniej dopóki naukowcy nie opracują szczepionki.

  1. Zdrowie

Przejrzyjmy na oczy - posprzątajmy świat ze szkodliwych jednorazowych okularów

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Pod hasłem #SuperMocOkularów ruszyła kampania edukacyjna Czas Na Wzrok 2021. Jej celem jest zwrócenie uwagi na szkodliwość niewłaściwie dobranych okularów oraz wpływ „jednorazówek” na środowisko.

Każdego roku do naszego kraju trafia blisko 14 mln sztuk gotowych, jednorazowych okularów – zarówno korekcyjnych bezbarwnych, jak i tanich okularów przeciwsłonecznych. Mimo, że blisko 80 proc. Polaków ma świadomość zagrożeń wynikających z użytkowania ich bez konsultacji ze specjalistą, kupują je, szkodząc tym samym nie tylko wzrokowi, ale także środowisku. Ze zleconego przez Grupę Essilor i zrealizowanego przez SW Research w lutym br. badania wynika, że w 2020 roku aż 70 proc. Polaków nie zbadało swojego wzroku u okulisty lub optometrysty. Jednocześnie, 69 proc. respondentów przyznało, że w „pandemicznej rzeczywistości”, w wyniku zwiększonej ilości czasu spędzonego przed ekranem, ich wzrok uległ pogorszeniu. Ta szczególna sytuacja i związane z nią ograniczenia spowodowały, że wiele osób – zamiast skorzystać z usługi badania wzroku i profesjonalnego doboru okularów w salonie optycznym – wybrało szybszy, ale niekoniecznie lepszy sposób, ratując się jednorazowymi okularami z drogerii, apteki czy supermarketu.

Jako Grupa Essilor, od przeszło trzech lat staramy się podnosić w społeczeństwie świadomość potrzeby dbania o wzrok. Zatrważające statystyki dotyczące zaniechania badań wzroku wśród Polaków w ubiegłym roku, jak i sama liczba tzw. „gotowców”, które trafiają do Polski, uderzyły nas na tyle, że tegoroczną edycję edukacyjno-społecznej kampanii „Czas Na Wzrok” postanowiliśmy w pełni poświęcić właśnie kwestii okularów jednorazowych. Chcemy przypomnieć Polakom, że jest to rozwiązanie wyłącznie awaryjne i nie może być traktowane w kategorii regularnej korekcji. To niezwykle istotne, aby uświadamiać, jak ważna jest profesjonalna, indywidualnie dobrana korekcja okularowa. Stąd pomysł na tegoroczny temat kampanii. Chcemy przekonać Polaków do tego, że po okulary powinno się przychodzić wyłącznie do optyka. Przy okazji zadbamy o naszą planetę dla kolejnych pokoleń! – mówi Justyna Skrzypek, Country Marketing Director Grupy Essilor na Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Ukrainę.

Nadużywane jednorazówki

Okulary jednorazowe są powszechnie dostępne – w marketach, na bazarach, nawet w aptekach. Ich stosunkowo niska cena sprawia, że może sobie na nie pozwolić większość z nas. Jednak, jak zauważa okulistka Anna Ambroziak, kwestia popularności tzw. „gotowców” generuje istotny problem.

Wiele osób, pomimo wyraźnych, rygorystycznych wskazań producentów, z okularów jednorazowych korzysta niezgodnie z instrukcją. Chociaż jest to tanie i wygodne rozwiązanie w sytuacji, kiedy zapomnimy zabrać swoją parę z domu, lub kiedy oczekujemy na odbiór nowych okularów od optyka, to coraz częściej zauważam niepokojący trend – ludzie, zamiast traktować jednorazówki jako rozwiązanie doraźne i awaryjne, zaczynają nosić je na co dzień.  W ten sposób szkodzą swoim oczom. Głównie dlatego, że okulary jednorazowe posiadają jednakowy rodzaj szkieł. Oznacza to, że obie soczewki w takich okularach mają najczęściej tę samą moc. Tymczasem oczy potrzebują najczęściej innej w prawym, a innej w lewym oku. W konsekwencji tego, użytkując okulary jednorazowe na stałe, ryzykujemy nieprawidłową korekcją wzroku i pogorszeniem widzenia. Dlatego tak ważne jest, by okulary – zarówno korekcyjne, jak i przeciwsłoneczne – kupować u optyka. To jedyna gwarancja dopasowania ich indywidualnie do potrzeb każdego z nas – przestrzega okulistka.

Chodzenie w przeciwsłonecznych „jednorazówek” z ulicznego straganu również nie jest zdrowe dla naszym oczu. Niestety, okulary z niepewnego źródła zwykle nie mają ochrony przeciwsłonecznej nawet jeśli informacja o filtrach znajduje się na zausznikach. W okularach za 15 złotych najczęściej znajdują się po prostu przyciemniane szkiełka, przez które do naszych oczu dociera mniej światła, co powoduję, że źrenice naszych oczu rozszerzają się. W efekcie do oka wpada więcej szkodliwego promieniowania UV.

Dla zdrowia i planety!

Tegoroczna akcja #SuperMocOkularów ma nakłonić Polaków do dbania o wzrok oraz przyczynić się do ochrony środowiska. Essilor we współpracy z partnerskimi salonami optycznymi, organizuje zbiórkę jednorazowych, szkodliwych okularów. Do każdego salonu optycznego, oznakowanego specjalną „eko ikoną” można przynieść stare, nieużywane, zniszczone oraz przede wszystkim szkodliwe  dla zdrowia jednorazowe okulary i w zamian – otrzymać specjalną ofertę na kupno nowej, profesjonalnie wykonanej pary okularów wraz z badaniem wzroku w ich cenie (w tych salonach, w których prowadzone są badania wzroku). Zebrane z całej Polski jednorazowe okulary Grupa Essilor przekaże do przetworzenia na energię dla naszych domów.

Salony optyczne, biorące udział w akcji, można wyszukać w lokalizatorze na stronie internetowej kampanii www.czasnawzrok.pl.

Organizatorem kampanii Czas Na Wzrok jest Grupa Essilor (firmy Essilor Polonia, JZO i Jai Kudo) Organizatorem kampanii Czas Na Wzrok jest Grupa Essilor (firmy Essilor Polonia, JZO i Jai Kudo)

  1. Styl Życia

Chemiczne środki czystości trują planetę i nas. Jak dbać o porządek w zgodzie z naturą?

Każdy ma w swojej kuchni składniki czyszczące, którymi z powodzeniem posługiwały się nasze babcie. Są to między innymi ocet spirytusowy, soda oczyszczona, szare mydło oraz kwasek cytrynowy. (Fot. iStock)
Każdy ma w swojej kuchni składniki czyszczące, którymi z powodzeniem posługiwały się nasze babcie. Są to między innymi ocet spirytusowy, soda oczyszczona, szare mydło oraz kwasek cytrynowy. (Fot. iStock)
Bałaganiarze pewnie się ucieszą, a pedanci poczują przyspieszone bicie serca – otóż sprzątanie może wcale nie służyć naszemu zdrowiu. Spokojnie, nie nawołujemy do życia w brudzie, a jedynie do umiaru w stosowaniu chemicznych środków czystości i sięgania po stare metody utrzymania porządku. 

Niedawno świat obiegły wyniki pierwszych badań dotyczących długofalowego wpływu domowych środków czystości na zdrowie. Naukowcy z Uniwersytetu w Bergen przez 20 lat monitorowali zdrowie sześciu tysięcy osób z firm sprzątających, głównie kobiet. Jak wynika z badań, regularny kontakt z chemikaliami zawartymi w środkach czystości, a zwłaszcza ich oparami, szkodzi podobnie jak palenie 20 papierosów dziennie! Na tym nie koniec. Według naukowców z Municipal Institute of Medical Research w Barcelonie już sprzątanie domu raz na tydzień może wywołać astmę.

Niektóre substancje zawarte w detergentach podejrzewane są o właściwości rakotwórcze, zaburzające działanie hormonów, a także o wzrost występowania alergii, zwłaszcza u dzieci. To dlatego że układ immunologiczny rozwija się także poprzez kontakt z bakteriami i drobnoustrojami. Wbrew pozorom jałowe, maksymalnie wydezynfekowane środowisko nikomu z nas nie służy.

Czy to znaczy, że w trosce o własne zdrowie lepiej w ogóle nie sprzątać? Absolutnie nie, w końcu to właśnie poprawa higieny pozwoliła gatunkowi ludzkiemu na wyeliminowanie wielu chorób. Ważne, by mieć świadomość, co zawierają  środki czystości, i stosować je z umiarem.

Niebezpieczne związki

Już same opakowania niektórych domowych środków czystości powinny wzbudzić naszą czujność. Opatrzone ostrzeżeniami o niebezpiecznym wpływie na skórę, oczy czy środowisko naturalne, konieczności chowania ich przed dziećmi, łatwopalności… Jak taki produkt może nie mieć wpływu na nasze zdrowie? – Niestety, na ostrzeżeniach zazwyczaj się kończy, a jako konsumenci nie zawsze mamy szansę zweryfikować, jakie konkretnie substancje wchodzą w skład danego środka czystości – wyjaśnia coach zdrowia Magdalena Szymanowska. – Producenci tłumaczą to niechęcią do ujawniania chronionych patentami receptur. Skutek jest taki, że większość z nas nie ma świadomości, co kryje się w najpopularniejszych domowych środkach i jak szkodliwy wpływ mogą mieć one na nasze zdrowie i samopoczucie – dodaje.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że zazwyczaj nie stosujemy jednego uniwersalnego produktu do sprzątania, za to wiele wyspecjalizowanych. Nawet jeśli w każdym z nich toksyczne składniki nie przekraczają norm, to w kumulacji stają się dla nas niesłychanie szkodliwe. – W tradycyjnych detergentach możemy spotkać przede wszystkim takie substancje, jak amoniak, czwartorzędowe sole amoniowe (CSA) czy wodorotlenek sodu – tłumaczy technolog kosmetyczny Ewa Kusiak. – Opary amoniaku mogą podrażniać skórę, oczy, gardło oraz płuca, a sama substancja powodować uszkodzenia nerek i wątroby. Amoniak występuje w sposób naturalny w środowisku, ale stosowanie środków czyszczących zawierających tę substancję naraża nas na przekroczenie bezpiecznych dawek. Czwartorzędowe sole amoniowe podrażniają i uczulają, wywołują alergie skórne, a także mogą mieć niepożądany wpływ na funkcje rozrodcze i genetyczne organizmu. Są to substancje antybakteryjne i ich zastosowanie w środkach dezynfekujących i kosmetykach przyczynia się do mutowania bakterii odpornych na antybiotyki, co z kolei ogranicza możliwości leczenia infekcji mikrobowych. Wodorotlenek sodu, czyli popularna soda kaustyczna, to wysoce żrąca substancja, która może wypalić oczy, skórę i płuca oraz podrażnić cały układ oddechowy. Lista jest o wiele dłuższa – są na niej agresywne środki powierzchniowo czynne, barwniki, konserwanty, związki zapachowe. Nie da się im odmówić skuteczności w czyszczeniu i eliminowaniu zarazków, jednak nie są one obojętne ani dla naszego zdrowia, ani dla środowiska. Przecież ich resztki spływają do kanalizacji, a opary unoszą się w powietrzu – dodaje ekspertka.

Skóra na celowniku

Popularne środki czystości to też bardzo częsta przyczyna alergii skórnych, z którymi pacjenci zgłaszają się do dermatologów. – Wiele środków powoduje tzw. reakcję kontaktową. Zmiany – podrażniona, piekąca, czerwona skóra – dotyczą zwłaszcza grzbietów dłoni. Często przechodzą jednak na przedramiona nawet aż do łokci w charakterystycznej formie zacieków – tak jak spływał po skórze podrażniający środek. Alergia kontaktowa może pojawić się też na twarzy, najczęściej w okolicach oczu. Wszystkiemu winne są opary wydzielające się z produktów domowej chemii, które mają działanie silnie drażniące. Z kolei chlor powszechnie stosowany do dezynfekcji toalet może w konsekwencji spowodować pojawienie się alergii na udach, zwłaszcza jeśli nie spłuczemy go wystarczająco dokładnie – tłumaczy dermatolog dr Ewa Chlebus z kliniki Nova Derm.

Mnogość środków do czyszczenia sprawia, że niejeden z nas mógłby założyć domowe laboratorium. Dlatego często na początku nie jesteśmy w stanie zweryfikować, co nas konkretnie uczuliło i dopiero systematyczna eliminacja kolejnych preparatów połączona z uważną obserwacją pozwala znaleźć winowajcę. – Najgorsze są zdecydowanie dwa konserwanty: methylisothiazolinone (zwany też MI) oraz formaldehyd. Ten drugi ma właściwości rakotwórcze. Nawet pozornie nieszkodliwe produkty, choćby mydło w płynie, mogą mieć fatalny wpływ na zdrowie, zwłaszcza dzieci. Wszystko z powodu wysokiej zawartości wspomnianych już składników konserwujących oraz substancji zapachowych – ostrzega Ewa Daniél, toksykolożka i szefowa europejskiej organizacji Allergy Certified.

Umiar i babcine triki

Czy naprawdę potrzebujesz wszystkich tych wyspecjalizowanych środków czystości? Być może lepiej po nie sięgać rzadziej – i zawsze rozcieńczać wodą! A na co dzień po prostu zamiatać podłogę i ścierać kurze zwilżoną wodą ściereczką.

Ważna jest także profilaktyka. – By nie dopuścić do pojawienia się alergii, warto zakładać rękawiczki i maseczki ochronne. Podrażnienia wokół oczu będą miały mniejsze szanse się pojawić, jeśli będziesz sprzątać w okularach – podpowiada dr Chlebus.

Magdalena Szymanowska przypomina natomiast, żeby dobrze zmywać wodą czyszczone powierzchnie, a pranie dwukrotnie płukać. Pomoże to usunąć z ubrań resztki drażniących i alergizujących substancji, niebezpiecznych dla zdrowia ftalanów i fosforanów, które może zawierać proszek. Przy stosowaniu domowej chemii należy też bardzo dokładnie wietrzyć pomieszczenia.

Na szczęście na rynku jest coraz więcej naturalnych środków czystości, które skutecznie działają i są dla nas bezpieczne – dzięki wyeliminowaniu toksycznych składników. Jak je wybierać? Na przykład kierując się certyfikatami Unii Europejskiej: Eco Label – produkt spełniający wysokie standardy jakościowe i zdrowotne, przyjazny dla środowiska, a także Allergy Certified – środek pozbawiony substancji potencjalnie drażniących, kancerogennych, powodujących alergie czy wpływających na działanie hormonów.

Wreszcie, warto poszukać tradycyjnych, by nie powiedzieć starych, sposobów na domowe porządki. – Tak naprawdę każdy ma w swojej kuchni składniki czyszczące, którymi z powodzeniem posługiwały się nasze babcie. Są to między innymi ocet spirytusowy, soda oczyszczona, szare mydło oraz kwasek cytrynowy – podpowiada Ewa Kusiak.

„Najwięcej nieporządku robią ci, co robią porządek”– napisał George Bernard Shaw. I choć raczej nie miał na myśli szkodliwości współczesnego nadmiaru domowej chemii, to rzeczywiście do sprzątania – jak zresztą do wszystkiego w życiu – warto podchodzić z umiarem.

Zdrowe sposoby na czysty dom

  •  Oliwa plus sok z cytryny (w równych proporcjach) to świetna mieszanka do polerowania drewnianych mebli,
  • Ocet spirytusowy doskonale usuwa tłuszcz, a jego zapach szybko wietrzeje. Niezastąpiony w odkamienianiu czajnika, myciu luster i okien (bez smug!),
  • Soda oczyszczona zastąpi wybielacz do prania, usunie niechciane zapachy (nawet czosnku i cebuli), oczyści każdy kuchenny sprzęt – przypaloną patelnię i brudny zlew,
  • Szare mydło wywabi uporczywe plamy z ubrań. Wyszorujesz nim także podłogę,
  • Proszek do pieczenia nadaje się do czyszczenia fug,
  • Kwasek cytrynowy ma właściwości antybakteryjne, odplamiające i odtłuszczające. Usunie osad po herbacie, oczyści sitko zlewozmywaka, wzmocni działanie proszku do prania,
  • Fusy po kawie świetnie się sprawdzą w roli udrażniacza rur,
  • By pozbyć się śladów po wodzie z aluminiowych kranów, wypoleruj je ręcznikiem frotté.

  1. Zdrowie

Psychosomatyka a alergie. Czy stres może nasilić reakcje alergiczne?

Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. (Fot. iStock)
Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. (Fot. iStock)
Wysypka, zaczerwienienie, katar sienny, załzawione oczy – czy przypadłości dotykające coraz większą liczbę osób pojawiają się z winy alergenów, czy może ich przyczyna tkwi w ludzkim umyśle?

Karolina, mama dwuletniej Zuzanki, opada już z sił, bo wszystko w ich domu – sposób  życia, jedzenia, rytm dobowy – podporządkowane jest alergii małej. Jednak psycholog, do którego się udała, w zachowaniu kobiety dostrzegł wynikającą ze strachu przesadę. Powiedział Karolinie, że nie musi sprawdzać bez przerwy, czy Zuzia aby nie zjadła czegoś niedozwolonego, albo biegać po domu ze szmatką pięć razy dziennie i ścierać byle pyłek kurzu. Zwłaszcza że wszystkie te starania na nic się zdają, poprawy nie ma. „Czuję się beznadziejnie jako matka” – płacze Karolina. – „Nie umiem pomóc swojemu dziecku!”. Myślała, że wystarczy stosować się do zaleceń lekarzy, przestrzegać diety i alergia minie. Sytuacja ją przerasta, stała się nerwowa, nie dosypia, w domu jest coraz więcej napięć i krzyku.

Ania, która z alergią swojego syna walczyła kilkanaście lat, jest przekonana, że tym, co dziecko najszybciej leczy z alergii, jest... spokój. Wcześniej też miała obsesję prania, sprzątania, którym towarzyszyło wieczne napięcie i poczucie, że jest niewolnikiem choroby. Dziś jej syn pływa, uprawia sporty, jeździ na rowerze, ale – dziwnym trafem – gdy stresuje się egzaminem w szkole, znów pojawiają się ataki astmy i wykwity na skórze. Jednocześnie w piłkę może grać…

Przepracować alergię

Współcześni naukowcy i lekarze, zgłębiając temat alergii, coraz bardziej interesują się czynnikami psychospołecznymi i ich znaczeniem w występowaniu i przebiegu chorób alergicznych. – Wynika to z faktu naukowego potwierdzenia powiązania ze sobą układów: nerwowego, hormonalnego i immunologicznego – mówi psycholog i trener biznesu Dorota Kałużyńska. – Każde zakłócenie w jednym z nich powoduje reakcję w pozostałych. Współczesny styl życia obfituje w czynniki wywołujące stres – zalew bodźców, nerwowość, pośpiech, zła dieta, obciążenie obowiązkami – to tylko niektóre z nich. Długotrwałe przeżywanie stresu sprawia, że ludzki organizm znajduje się w ciągłej fizycznej gotowości do działania i w pobudzeniu emocjonalnym. Taka mobilizacja to duży wydatek energetyczny. Jeśli dołączymy do tego niezbyt higieniczny tryb życia współczesnego człowieka: niedojedzenie, niedospanie – częstą konsekwencją jest spadek odporności, którego możemy nie zauważyć, dopóki się nie rozchorujemy.

– Był taki czas w naszym życiu, że po zjedzeniu pewnych produktów czy substancji ciągle byliśmy chorzy – mój mąż, ja, dwójka naszych dzieci – mówi Dorota Biały, psychoterapeutka Psychologii Zorientowanej na Proces. – Chodziliśmy na odczulanie, ale pracowaliśmy też na planie psychicznym. Jesteśmy ze sobą powiązani – gdy choruje jedna osoba, wpływa to na cały system. Co odkryłam, odbywając terapię nad alergią rodzinną? Że powinniśmy skupić się na sobie. W moim procesie było, żeby się zająć rodziną i nie otwierać się w tamtym czasie na nowe znajomości, na ludzi, którzy nas odwiedzają. Odkąd to zmieniliśmy, zaczęliśmy funkcjonować normalnie, nie mamy alergii.

Ciało, umysł, dusza

Uznana za chorobę cywilizacyjną alergia (allos – inny, ergos – reakcja) była znana już w starożytności. Na przełomie wieków XVIII i XIX odnotowano, że katar sienny i astma występują głównie u ludzi zamożnych i jedynaków. Wiek XX został uznany za winowajcę rosnącej liczby zachorowań (mówi się, że alergikiem jest co drugi z nas). Przyczyn upatruje się w zmianie odżywiania, pospiesznym i stresującym stylu życia i... nadmiernym przywiązaniu do higieny. Alergia uważana jest też za chorobę dziedziczną. Ale np. w medycynie chińskiej, liczącej trzy tysiące lat, pojęcie alergii w ogóle nie funkcjonuje. Specjaliści od medycyny chińskiej i ajurwedyjskiej, którzy postrzegają człowieka holistycznie i zawsze skupiają się na przyczynach, widzą w objawach choroby jedynie manifestację źle funkcjonującego systemu, a nie tylko jakiejś jego części. Szczególną rolę odgrywają tu łączność i wzajemne oddziaływanie ciała, umysłu i duszy.

Dążenie, by dotrzeć do istoty przyczyny, każe szukać głębiej, dalej. Claude Diolosa, francuski lekarz tradycyjnej medycyny chińskiej, nauczyciel buddyzmu tybetańskiego tradycji Kagyu, autor wielu książek i wykładów na temat zdrowia i odżywiania, twierdzi, że przyczyną alergii nie jest uczulenie czy nadwrażliwość na jakąś substancję – kluczową rolę odgrywają tu zaburzenia energii życiowej, zwanej energią Qi (Czi).

Weźmy taką alergię pokarmową – z powodu złego, zbyt oczyszczonego pożywienia żołądek nie pracuje prawidłowo – im więcej wilgoci i gorąca jest w przewodzie pokarmowym, tym częściej pojawia się tzw. katar sienny. Diolosa w takich przypadkach zaleca nie używać: cukru, kawy, mleka (szczególnie w połączeniu z owocami i cukrem), owoców egzotycznych, w tym bananów (które wytwarzają wilgoć w jelicie grubym). Przestrzega też przed przyjmowaniem witaminy C dla wzmocnienia układu odpornościowego, bo w nadmiarze może na niego niekorzystnie wpływać i powodować dużą produkcję śluzu w płucach (ponieważ jest „zimna i ściągająca”).

Inni naukowcy, alergolodzy, Robert Wood z Johns Hopkins Children’s Center i Scott Sicherer z Mt. Sinai Hospital w Nowym Jorku, ogłosili, że używane w diagnostyce testy na alergię – skórne i krwi – mogą być niewiarygodne. Naukowcy przestrzegają lekarzy, by ostrożnie stawiali diagnozy bazujące jedynie na tych dwóch tradycyjnych metodach. Według Wooda i Sicherera nie można w oparciu o nie wiarygodnie określić, że pacjent będzie miał rzeczywistą reakcję alergiczną na dany alergen i jak ciężka może być ta reakcja. Testy powinny być wykorzystywane jedynie w celu potwierdzenia diagnozy postawionej na podstawie objawów i historii choroby. Ich wyniki same w sobie nie przesądzają bowiem o niczym i nie mogą być magiczną kulą, z której się wróży potencjalne alergie u bezobjawowego pacjenta.

Uczulenie bierze się ze strachu

„Choroba nie jest możliwa, gdy twoje ciało jest w doskonałej równowadze” – mówi chińskie powiedzenie. Podobnie myślą dr Thorwald Dethlefsen i lekarz i psycholog Ruediger Dahlke, autorzy wielu książek o wpływie naszych  doświadczeń i postawy życiowej na zdrowie (m.in. „Przez chorobę do samopoznania”, „Choroba twoim przyjacielem. Ulecz duszę, ulecz ciało”). Według nich ciało daje człowiekowi sygnały, że jakaś granica została przekroczona, wytwarza przeciwciała, by się bronić przed – często irracjonalnym i nieświadomym – lękiem.

Dethlefsen i Dahlke przekonują, że nadwrażliwość wielu alergików na czynniki uznawane przez nich za wrogie jest przesadna i że: „podobnie jak w sferze militarnej, spirala zbrojeń jest zawsze oznaką agresywności, tak i alergia jest symptomem silnej obrony i agresywności, której jednak najczęściej alergik u siebie nie zauważa, nie przyjmuje jej do świadomości”, obwiniając czynniki zewnętrzne, świat, który go otacza. Mówią, że w leczeniu każdej choroby należy równocześnie zająć się duszą.

Według Dethlefsena i Dahlke alergia bierze się ze strachu, a strach jest przeciwieństwem miłości. Gdy się boimy, to się zbroimy, miłość zaś zakłada postawę ufną, otwartą. Strach – nie dopuszcza, miłość – przyjmuje. „Każda obrona wzmacnia nasze ego, gdyż zaznacza istniejącą granicę. Podczas gdy wyrażenie zgody rozmywa tę granicę”. Autorzy „Przez chorobę do samopoznania” uważają, że alergicy zaprzęgają do walki swój układ immunologiczny z zupełnie niewinnymi obiektami, uznając je za wrogie: pyłkami roślin, sierścią kota lub psa, kurzem, truskawkami, środkami piorącymi… lista nie ma końca. Dla badaczy wszystkie te czynniki symbolizują jedynie to, czego alergik się boi, nawet na nieświadomym poziomie – sierść kota czy psa większości ludzi kojarzy się z przytulaniem, miękkością, a więc z miłością, bliskością; pyłki są symbolem seksu, zapłodnienia i rozmnażania. Seksualność, popęd i płodność, są, zdaniem autorów, sferami wywołującymi silny lęk, dlatego alergicy tak agresywnie je odpierają. Kurz z kolei symbolizuje strach przed wszystkim, co nieczyste, brudne i skażone.

Ponadto Dethlefsen i Dahlke uważają, że problemu nie rozwiąże zalecane przez wielu lekarzy unikanie alergenów, może jedynie zmniejszyć objawy. – Metoda odczulania sama w sobie jest dobra – mówią – jednak jeśli ma być naprawdę skuteczna, powinno się nią objąć nie ciało, lecz psychikę.

Zamknięte koło

Według badaczy alergik może się wyleczyć dopiero wtedy, gdy nauczy się świadomie stawiać czoło tym dziedzinom życia, których unika i przed którymi się broni, gdy uda mu się wpuścić je do swojej świadomości i zaakceptować. Alergeny oddziałują na alergika wyłącznie symbolicznie, konieczny jest udział świadomości. Bo jak wytłumaczyć, że np. pod narkozą alergie nie występują? Albo że wystarczy czasem sama fotografia kota czy psa, by u astmatyka pojawiły się objawy choroby?

– Coraz pewniej i częściej  mówi się o psychosomatycznym podłożu reakcji alergicznych – potwierdza psycholog Dorota Kałużyńska. – Z drugiej strony za powszechną przyczynę zaburzeń psychosomatycznych uważa się stres. I koło się zamyka. Długotrwały stres obniża odporność organizmu, a jej poziom ma duże znaczenie w przebiegu i występowaniu reakcji alergicznych. To błędne koło niestety dalej się kręci – osoba dotknięta alergią, z racji występujących objawów – przeżywa duży dyskomfort, a więc i stres, który negatywnie wpływa na kondycję psychiczną.

Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. Jeśli za większością alergii stoi nasz umysł, to także i on może doprowadzić do uzdrowienia.

Naukowcy o alergii

  • Z badań naukowców z Uniwersytetu McGill w Kanadzie wynika, że więcej przypadków alergii notuje się w rodzinach z wyższym poziomem wykształcenia i mniejszą liczbą dzieci – tu ryzyko jest dwukrotnie większe niż w domach z większą liczbą dzieci, których mieszkańcy są gorzej wyedukowani.
  • Jak dowodzą naukowcy z Harvard Medical School, na astmatyków działa placebo – chorzy czują się lepiej po otrzymaniu obojętnej substancji, nawet jeśli o tym wiedzą.
  • Jabłka chronią przed astmą – by jej uniknąć, trzeba zjeść co najmniej dwa jabłka tygodniowo (zmniejszają ryzyko zachorowania o 1/3), a dzieci kobiet, które w ciąży jadły jabłka, także są bardziej chronione – tak głosi magazyn „American Journal of Respiratory Clinical Care Medicine”.
  • Nawet niewielki stres czy niepokój może znacznie pogorszyć reakcje alergiczne – głosi Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, powołując się na badania State University Medical Center w Ohio.

  1. Moda i uroda

Zostań częścią modowej rewolucji

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
19 kwietnia rusza Tydzień Fashion Revolution, najważniejsze wydarzenie w rocznym kalendarzu międzynarodowej organizacji działającej na rzecz mody odpowiedzialnej. Kampania nagłaśniająca kluczowe modowe wyzwania, której towarzyszą spotkania z ekspertami, panele dyskusyjne oraz szereg innych działań skupionych wokół hasła #whomademyclothes, skierowana jest do wszystkich osób oczekujących realnych zmian w systemie przemysłu odzieżowego. 

Dwa dni przed rozpoczęciem tegorocznego Fashion Revolution Week (19-25.04.2021) odbędzie się wydarzenie eksperckie „Okrągły stół mody cyrkularnej”. Do dyskusji zaproszeni zostali specjaliści obserwujący zjawiska związane z gospodarką obiegu zamkniętego z wielu perspektyw. W tym roku Fashion Revolution Polska koncentruje się na przyszłości mody cyrkularnej, jako części gospodarki o obiegu zamkniętym. Celem wydarzenia jest rozpoznanie największych wyzwań związanych z modą cyrkularną w Polsce. Spotkanie ma stanowić twórczą wymianę poglądów, ale przede wszystkim praktycznych doświadczeń i pomysłów, które przyczynią się do wprowadzenia zmian - na wielu płaszczyznach - już w niedalekiej przyszłości.

„Zależy nam, by wśród zaproszonych gości budować sojusze i łączyć ze sobą potencjalnych partnerów, ale także by nie uciekać od wnikliwych pytań i dociekać odpowiedzi, również tych niewygodnych. Chcemy dążyć do realnych zmian i konkretnych rozwiązaniach rozwijających modę cyrkularną w Polsce. Wskazywać obszary do poprawy, ale także patrzeć z nadzieją w przyszłość” - podkreślają przedstawicielki Fashion Revolution Polska. 

Spotkanie poprowadzi Ola Bąkowska - autorka pierwszego w Polsce bloga o innowacjach i modzie zrównoważonej, obecnie pracująca w organizacji pozarządowej Circle Economy w Amsterdamie, która zajmuje się wcielaniem w życie gospodarki obiegu zamkniętego.

W dyskusji udział wezmą: Dorota Jankowska-Tomków - dyrektor zakupów i działu zrównoważonego rozwoju LPP S.A., Paweł Urbański, reprezentujący pralnię i farbiarnię KNK-KANAKA, mec. Magdalena Niewelt, pomysłodawczyni (wraz z mec. Olegiem Marcinkowskim) Kodeksu Etyki Branży Odzieżowej, Zofia Zochniak - współzałożycielka firmy zajmującej się zbiórką i recyklingiem tekstyliów Ubrania do Oddania, Aleksandra Kuta - pomysłodawczyni, projektantka, konstruktorka startupu Decloths, Agata Frankiewicz - założycielka upcyklingowej platformy Deko Eko, Miłosz Marchlewicz reprezentujący Forum Odpowiedzialnego Biznesu, dr Magdalena Płonka, związana z MSKPU ekspertka w dziedzinie edukacji oraz projektowania mody, wykładowczyni oraz przedsiębiorca, Dobrosława Gogłoza - założycielka All Hands Agency,  Joanna Burzec -badaczka i managerka w jednej z największych na świecie firm konsultingowych, kierownik projektu e-Pack dr Piotr Nowak, Agnieszka Oleksyn-Wajda – radca prawny, dyrektor Instytutu Zrównoważonego Rozwoju i na Uczelni Łazarskiego, pisarka i reporterka Karolina Sulej, ekonomista i przedstawiciel Fundacji Instrat Damian Iwanowski oraz Tomasz Morozgalski, prawnik, aktywista miejski i działacz społeczny.

Efektem spotkania będzie raport uzupełniony o najnowsze dane z Polski i ze świata oraz komentarze ekspertów. Zostanie przekazany politykom wszystkich opcji, instytucjom publicznym i organizacjom pozarządowym, a także udostępniony uczelniom, z którymi współpracuje stowarzyszenie. Wnioski i ustalenia będące efektem spotkania będą wykorzystywane w działaniach informacyjnych, promocyjnych i edukacyjnych Fashion Revolution Polska. Podsumowanie spotkania będzie udostępnione jako materiał filmowy jeszcze w trakcie Tygodnia Fashion Revolution w mediach społecznościowych polskiego oddziału.

#whomademyclothes: rozmowy o przyszłości mody cyrkularnej

Tydzień Fashion Revolution to także spotkania z ekspertami - prowadzone w formie rozmów na żywo za pośrednictwem kanałów w mediach społecznościowych i na platformie Zoom. O odpowiedzialnym podejściu do mody, szansach mody cyrkularnej, inspiracjach i czekających modę wyzwaniach opowiedzą: projektantka innowacyjnych materiałów Weronika Banaś, autorka bloga i podcastów, wykładowczyni, projektantka Katarzyna Zajączkowska, prawnik związany z Instytutem Prawa Mody Arkadiusz Szczudło oraz trendwatcherka Natalia Hatalska.

W ramach Tygodnia Szkolni Ambasadorzy Fashion Revolution przygotowują także cykl praktycznych warsztatów wcielających w życie założenia mody cyrkularnej.

Fashion Revolution Polska jest częścią międzynarodowej organizacji założonej w Wielkiej Brytanii po tragicznych wydarzeniach w kompleksie fabrycznym Rana Plaza w Bangladeszu, gdzie w kwietniu 2013 r. zginęło ponad 1100 pracowników fabryki odzieżowej, a kolejne 2500 odniosło obrażenia. W kwietniu każdego roku Fashion Revolution zachęca do aktywnego udziału w kampanii nagłaśniającej najważniejsze modowe wyzwania, łączącej pamięć o tragicznych wydarzeniach z 2013 r. z edukowaniem, wywieraniem nacisku na globalne marki i legislatorów oraz dążeniem do realnych zmian.

W trakcie Tygodnia Fashion Revolution każda i każdy z nas może stać się częścią modowej rewolucji. Masowo zadawane pytania o warunki produkcji naszych ubrań, obuwia i dodatków, pokazywanie metek danej marki i korzystanie z hasztagów #whomademyclothes i #whatsinmyclothes pozwalają wciągnąć przedstawicieli przemysłu odzieżowego i konsumentów w dyskusję dotyczącą mody odpowiedzialnej, transparentnej działalności oraz gospodarki obiegu zamkniętego.

Szczegółowy harmonogram tegorocznego Tygodnia Fashion Revolution można znaleźć na facebookowej stronie Fashion Revolution Poland oraz Instagramie (@fash_revpoland).

Sponsorem głównym Okrągłego stołu mody cyrkularnej jest LPP S.A.

Wydarzenie patronatem objęli: Kupuj Odpowiedzialnie, Deko Eko, MSKPU , Ubrania do Oddania, All hands, KNK-KANAKA, UP DIWU, Adwokat Magdalena Niewelt, Adwokat Oleg Marcinkowski, Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Fundacja Instrat, Instytut Zrównoważonego Rozwoju i Środowiska Uczelni Łazarskiego, Instytut na Rzecz Ekorozwoju, Forum Odpowiedzialnego Biznesu.