1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Szwajcaria – kraj z zasadami

Szwajcaria – kraj z zasadami

Słynny elektryczny pociąg turystyczny. Wyjeżdża ze stacji Jungfraujoch do Kleine Scheidegg, Oberland Berneński. (Fot. iStock)
Ich punktualność, zamiłowanie do tradycji, niechęć do zmian oraz neutralność są już legendarne. Ale – jak się okazuje – ma to swój sens i logikę. I bardzo ułatwia życie społeczne. Nic dziwnego, że Szwajcarzy od lat są uznawani za jedną z najszczęśliwszych nacji.

Według tegorocznego raportu ONZ Szwajcarzy są trzecią – po Finlandii i Danii – najszczęśliwszą nacją świata. Na podium znaleźli się po raz drugi z rzędu. Co sprawia, że mieszkańcy przeszło ośmiomilionowego górzystego państwa czują się tak bardzo zadowoleni z życia? Kiedy rozmawiam ze znajomymi żyjącymi w Szwajcarii, odnoszę wrażenie, że po prostu lubią swój kraj – bez względu na to, czy się w nim urodzili, czy też wybrali na swój dom już jako osoby dorosłe. To, co cenią w nim najbardziej, powtarza się w kolejnych wypowiedziach. Ten sam stan rzeczy pokazuje także ankieta Credit Suisse, cytowana przez Agnieszkę Kamińską, autorkę reportażu „Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony”. Wśród najważniejszych symboli kraju respondenci wymieniali przede wszystkim bezpieczeństwo, krajobraz – a więc przyrodę – oraz demokrację. Każdy z nich ma niebagatelny wpływ na samopoczucie obywateli.

Ustalony od lat porządek

Szwajcaria uważana jest za jeden z najbezpieczniejszych krajów na świecie; blisko 100 proc. ankietowanych mieszkańców przyznaje, że czuje się tam po prostu pewnie. Wynika to oczywiście z zaufania do policji, sądów i armii oraz przekonania do szwajcarskiej polityki neutralności. Jednak bezpieczeństwo to nie tylko brak aktów przemocy, niskie podatki i bezrobocie. Nie tylko wysoka jakość opieki zdrowotnej i fakt, że rower można zostawić pod sklepem bez przypinania, a za zakupy zapłacić, wrzucając rolnikowi pieniądze do puszki. Równie istotna jest tradycja. – Przeszłość daje poczucie bezpieczeństwa – tłumaczy mieszkająca w kantonie niemieckojęzycznym Agnieszka Kamińska, podkreślając, że przywiązanie do ustalonego od lat porządku to jedna z najważniejszych cech Szwajcarów ze wszystkich części kraju. – Nie ma tu miejsca na rewolucje. Zmiany następują w żółwim tempie, po trwających niekiedy latami dyskusjach.

Doskonale widać to w polityce. „Kiedy w parlamencie w Bernie nic się nie dzieje, nazywamy to sprawami bieżącymi. Kiedy prawie nic się nie dzieje, mówimy o reformie” – podsumował żartobliwie Alain Berset, prezydent Szwajcarii w 2018 roku (prezydent jest wybierany raz na 12 miesięcy spośród członków pełniącej funkcję rządu Rady Federalnej). Wyborcy są za to politykom bardzo wdzięczni.

Główna uliczka w średniowiecznym miasteczku Gruyeres, ojczyźnie jednego z najbardziej znanych szwajcarskich serów. (Fot. iStock)

Na poczucie bezpieczeństwa z pewnością ogromny wpływ wywiera stabilna sytuacja finansowa, o którą pieczołowicie dbają wszyscy mieszkańcy. Szwajcarska oszczędność jest już legendarna; przybysza z mniej zamożnego kraju zaskoczyć może tutejsze upodobanie do wszelkich promocji i obniżek oraz kupowanie z drugiej ręki. W każdej miejscowości funkcjonuje tzw. Brockenhaus, czyli magazyn z przedmiotami na wymianę, gdzie zaopatrują się zarówno ubożsi emigranci, jak i majętne elegantki. Z psychologicznego punktu widzenia ważne jest też podkreślenie poczucia sprawczości, jakie daje tutejszy system podatkowy. – Kwota, jaką należy oddać państwu, nie jest potrącana bezpośrednio z wynagrodzenia, ale co roku pobierana jednorazowo – tłumaczy Kamińska. – W praktyce oznacza to, że przy przeciętnych zarobkach trzeba mieć zachomikowaną równowartość minimum jednej miesięcznej pensji. Daje to poczucie kontroli nad zarobionymi pieniędzmi – to my dajemy je państwu, a nie ono je nam zabiera.

Na poczucie bezpieczeństwa wpływają także przychylność sąsiadów i szacunek, jaki okazuje się tutaj drugiej osobie. Ten ostatni przybiera rozmaite formy – od pozdrawiania obcych ludzi na ulicy, przez brak aprobaty dla niezapowiedzianych wizyt (zawsze należy wcześniej zatelefonować do gospodarzy), po punktualność, która zwykle każe stawiać się na spotkania przed czasem. Do tej zasady stosują się nawet pociągi – akceptowalne opóźnienie kolei to jedynie 3 minuty. – Zasady, których należy w Szwajcarii przestrzegać, bywają zaskakujące, ale człowiek szybko uczy się, że, zamiast okazywać bunt, lepiej się do nich przyzwyczaić i... podziwiać, jak to wszystko świetnie działa – mówi mi Zuzanna Stojkowicz, absolwentka Uniwersytetu Genewskiego. – Mnie na przykład początkowo dziwiła zasada „każdy sobie”. Kiedy organizujesz grilla dla znajomych, poszczególni goście przynoszą jedzenie dla siebie; w restauracji nie dzieli się rachunku na równe części, tylko każdy płaci za to, co zjadł i wypił. Z początku wydawało mi się to egoistycznym podejściem, później zrozumiałam, że mam do czynienia z wyrazem szacunku – ludzie starają się nie narażać innych na dodatkowe wydatki przy słynnych wysokich szwajcarskich cenach.

Las, góry i cisza

Obok wspomnianych cen jednym ze skojarzeń, jakie często nasuwają się na myśl o Szwajcarii, jest historia Heidi – dziewczynki, którą opiekuje się mieszkający w Alpach dziadek. Nieodłącznym tłem uroczej opowieści, która wyszła spod pióra Johanny Spyri, zdają się góry i zachwycająca szwajcarska przyroda. Rzeczywiście, jest ona dla Szwajcarów niezwykle ważna, a Alpy, jak przekonuje Agnieszka Kamińska, mają dla nich wartość większą niż złoto. – Kiedy Szwajcar tęskni za ojczyzną, często jest to właśnie uczucie nostalgii za górami – tłumaczy. Nic dziwnego – są one nie tylko niezwykle urodziwe, ale także oferują niezliczone możliwości aktywnego spędzania wolnego czasu. Szwajcarzy uwielbiają jazdę na nartach, piesze wycieczki, wspinaczkę, jazdę na rowerze i pływanie w górskich jeziorach; ruch poprawia ich samopoczucie, a bliskość natury ułatwia utrzymanie psychicznej równowagi. – Choć od czasów „Heidi” minęło niemal półtora stulecia, to ideał życia w bezpośredniej bliskości natury wciąż kształtuje tutejsze podejście do świata – twierdzi Kamińska. Wtóruje jej Magda Stawska, która dla Szwajcarii dwa lata temu zostawiła Warszawę. – Mieszkam w samym sercu Zurychu, gdzie latem w czasie przerwy na lunch wszyscy biegną nad jezioro. Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy koleżanka z biura po raz pierwszy spytała mnie, czy idę pływać w czasie pauzy obiadowej! Zachwyca mnie też, że każdy skrawek ziemi wykorzystuje się tu do produkcji zdrowej żywności. Pod moimi oknami pasą się owce; czasami budzą mnie ich dzwonki i beczenie. Oprócz owiec i baranów widuję także kozy, lamy, kury, a nawet świnki hodowane w centrum miasta.

Agnieszka Kamińska dodaje, że w szkołach organizowane są tak zwane Waldtag – regularne wyjścia w teren, podczas których najmłodsi uczą się, jak zachowywać się w lesie i przygotować do aktywności na świeżym powietrzu, między innymi odpowiednio dobierając ubranie. – Dobre skutki tej nauki widać na alpejskich szlakach, bardzo rzadko zaśmieconych czy dudniących głośną muzyką z telefonów. Jeśli istnieje coś takiego jak kultura chodzenia po górach, to w Szwajcarii jest to kultura wysoka. Kwestia ciszy, która stanowi dla mieszkańców wartość samą w sobie, nie została tu zresztą wspomniana przez przypadek. W kwietniu obchodzi się Dzień Przeciwko Hałasowi, a specjalnie powołani urzędnicy czuwają nad zachowaniem odpowiedniego poziomu decybeli w życiu publicznym. Istnieje również szereg regulacji określających, jakie hałaśliwe czynności można wykonywać o danych porach dnia, tak aby jak najmniej uprzykrzyć życie sąsiadom.

Neutralność i demokracja

Sąsiedzi zaś to ważna szwajcarska instytucja – zarówno w ujęciu lokalnym, jak i ogólnokrajowym. Nie wtrącają się w nie swoje sprawy, zachowują dyskrecję i odpowiedni dystans, ale także nadzwyczajną czujność. Nie bez kozery mówi się nawet o Swiss stare, czyli szwajcarskim spojrzeniu – taksującym bliźnich na ulicy czy w pociągu. Według antropologów świdrujące oczy, wnikliwie oceniające nasze zachowanie, mają swoje korzenie w tym, co jest Szwajcarom najdroższe: neutralności i demokracji. – Mały kraj, otoczony potężnymi państwami ościennymi, przez stulecia musiał bronić swoich granic, polegając wyłącznie na obronie cywilnej. Podobnie działa społeczna samokontrola. Aby upewnić się, że sprawy mają się dobrze, trzeba mieć oko na wszystko. Poza tym w kraju, w którym decyzje podejmuje się kolektywnie – podstawą tutejszej demokracji są referenda – każdy chce wiedzieć, z kim dzieli swoją życiową przestrzeń. Wzajemne lustrowanie nie jest czymś niegrzecznym; to wyraz otwartości i szczerości – uspokaja Agnieszka Kamińska. Siłą Szwajcarów są społeczna umowa i kultura konsensusu, nieustanne poszukiwanie złotego środka i umiłowanie kompromisu, który stanowi niezawodny sposób na funkcjonowanie w rodzinie, życiu zawodowym, a także, oczywiście, w polityce. – Szwajcarzy mają duży wpływ na tworzenie i zmianę obowiązujących zasad poprzez system demokracji bezpośredniej – przypomina Magda Stawska. – Ogromną rolę odgrywają tutaj lokalne samorządy, a w ramach kantonów zachowane są liczne mikro- i makrowspólnoty. Jeśli ich członkom coś się nie podoba, od razu mogą reagować i wprowadzać zmiany.

Mieszkańcy Zurychu na nieśpiesznej kawie i prasówce. (Fot. iStock)

Opinię najczęściej wyraża się podczas wspomnianych już referendów. Co ciekawe, jak wykazał ekonomista Bruno Frey, w krajach, w których odbywa się ich najwięcej, ludzie są najszczęśliwsi. Jednak dobry humor Szwajcarów można chyba tłumaczyć czymś więcej niż tylko poczuciem wpływu na ważne społeczne kwestie. Liczy się dla nich świadomość wolności wyboru, z której korzystają, decydując o współistnieniu ze swymi krajanami. – Mieszkałam w dwóch różnych częściach Szwajcarii: sześć lat w Genewie i dwa lata w Bernie – wspomina Zuzanna Stojkowicz. – To dwa zupełnie różne światy! Ciężko mówić o jednej Szwajcarii.

Administracyjnie kraj podzielony jest na 26 części, a każdy z kantonów ma swoje własne: konstytucję, parlament i prawo, nie mówiąc o zwyczajach. Spoiwem nie jest tu ani język (tych urzędowych są przecież cztery), ani kultura. Moje rozmówczynie śmieją się, że Szwajcaria przypomina jedną z najpopularniejszych miejscowych potraw, fondue, gdzie w tym samym bulgoczącym garnku stapiają się i mieszają rozmaite smaki i aromaty sera z dodatkiem białego wina. Jak zauważył urodzony w Lucernie pisarz Peter Bichsel: Szwajcarii mogłoby nie być, ale jest. Dzieje się tak, bo istnieje wola, by żyć razem.

Polecamy książkę: „Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony” Agnieszki Kamińskiej, Wydawnictwo Poznańskie (2021)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze