1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Krąg Snów – ceremonia, która pomaga zrozumieć, że sen może być darem

Sny mogą mieć charakter terapeutyczny, filozoficzny, przynosić rozwiązania problemów, a nawet możemy w nich wyśnić przyszłość. Najczęściej śnimy obrazami, raz symbolicznie, innym razem dosłownie. (Fot. iStock)
Podobno Mendelejew wyśnił swoją tablicę pierwiastków, Einstein miał sen o energii, który naprowadził go na słynne równanie, a Paul McCartney stworzył melodię uwielbianego utworu „Yesterday” na podstawie dźwięków, które mu się przyśniły. Zrozumieć, jakim darem może być sen, pomaga ceremonia nazywana Kręgiem Snów.

Codziennie wieczorem, po dniu pełnym aktywności, przychodzi taki moment, w którym potrzebujemy odpocząć. Ciało się rozluźnia, oddech i tętno zwalniają, mózg paraliżuje mięśnie i odpływamy w krainę śnienia, pełną przedziwnych obrazów, kolorów i postaci – niekiedy przyjaznych i zabawnych, a czasem przerażających i mrocznych. Śnimy codziennie, i to wiele razy, bo sen składa się z cyklów powtarzających się od czterech do pięciu razy w ciągu nocy. Badania pokazały, że każdy taki cykl zbudowany jest z czterech faz: najpierw jesteśmy w fazie czuwania, potem zapadamy w płytki sen po to, żeby przejść do fazy snu głębokiego, a z niego do słynnej fazy REM (Rapid Eye Movement), w której występują szybkie ruchy gałek ocznych, a mózg jest niemal tak samo aktywny jak w ciągu dnia. To wtedy właśnie pojawiają się marzenia senne. Im bliżej poranka, tym ta faza marzeń jest dłuższa, więc jeżeli nie dosypiamy, to skracamy sobie fazę marzenia sennego i dopiero gdy nie nastawimy budzika, na przykład w weekend, możemy dośnić fragment snu, który urwał nam się w tygodniu.

Chociaż nocny wypoczynek w dużej mierze odpowiada za nasze dobre samopoczucie i zdrowie, często uważamy, że spanie to strata czasu. Tymczasem zarywając noce, pozbawiamy się bardzo cennych umiejętności i doświadczeń. Doktor Matthew Walker, założyciel Instytutu Badań nad Snem i autor słynnej książki „Dlaczego śpimy?”, udowadnia, że sen ma nie tylko ogromny wpływ na zdolność uczenia się, zapamiętywania i podejmowania decyzji, lecz także reguluje emocje, łagodzi bolesne wspomnienia i pobudza kreatywność. Badania pokazują też, że osoby, które nie doświadczają fazy REM, gorzej sobie radzą ze złożonymi emocjami w ciągu dnia. A zatem nie tylko potrzebujemy snu, ale potrzebujemy śnić, żeby się uzdrawiać.

Tropem jaszczurki

Zjawisko śnienia, niezależnie od badań naukowców, zgłębiała przez lata Connie Kaplan, zwana nauczycielką śniących. Pewnego dnia 36-letnia Connie, spełniona producentka telewizyjna, żona i matka, zapadła na tajemniczą chorobę, podczas której spała nawet 20 godzin na dobę. W snach przychodzili do niej nauczyciele przekazujący jej wiedzę o śnieniu. Kiedy odebrała wszystkie nauki, choroba skończyła się równie zaskakująco, jak przyszła. Connie nie wróciła już do pracy – zaczęła studiować psychologię, uczyć się od rdzennych szamanów i prowadzić ceremonię Kręgu Snów, którą wyśniła. Napisała też książkę „Śnienie jako praktyka duchowa”, która trafiła do polskich czytelników za sprawą antropolożki Natalii Miłuńskiej.

– Sny zawsze były dla mnie ważne – opowiada Natalia. – Dawały mi wskazówki w codziennym życiu, które z czasem nauczyłam się odczytywać. Potem szukałam wiedzy na temat snów i poznałam wiele różnych psychologicznych podejść, ale z czasem doszłam do wniosku, że chodzi o wiele więcej. Zauważyłam, że oprócz snów psychologicznych mam ewidentnie inne sny, ale nikt o nich nie pisze i tego nie tłumaczy.

Pewnego dnia Natalia pojechała odwiedzić przyjaciółkę w północno-zachodniej części Stanów Zjednoczonych i tam natrafiła na książkę, która na okładce miała spiralę i fazy Księżyca. Jej autorką była wspomniana Connie Kaplan. Dowiedziała się z niej, że sny są twórczą praktyką i dzięki nim możemy wyśnić sobie przyszłość.

– Zaciekawiło mnie, bo mówiło coś innego niż to, co do tej pory znałam. Przeczytałam książkę, napisałam do Connie i zaczęłam się od niej uczyć, jak prowadzić Krąg Snów. Potem miałam sen, że rodzę dziecko zamieniające się w piękną, turkusową jaszczurkę, która natychmiast chce biegać i jeść… sny – wspomina z uśmiechem Natalia. – U różnych rdzennych ludów jaszczurka jest symbolem śnienia, więc doszłam do wniosku, że jestem gotowa i przez pięć lat prowadziłam w Warszawie pierwszy Krąg Snów w Polsce.

Natalia założyła Szkołę Śnienia i w ciągu kilku lat wysłuchała około 1200 snów. Wypracowała własną holistyczną metodę pracy – pokazuje, jak podążać za snem, jak analizować jego obrazy, kolory i strukturę, a także jak włączać w to uczucia. Rozwinęła też różne rodzaje medytacji, dzięki którym możemy spotkać się z postacią ze snu, której się boimy, aby ten sen przetransformować. Swoim kursantom pokazuje też, jak wyśnioną historię przemienić na jawie tak, żeby dokończyć sen i poznać jego przekaz. – Pewnej uczestniczce na początku zajęć w Szkole Śnienia przyśniło się zamrożone dziecko w rzece, którego nie mogła wyciągnąć – podaje przykład Natalia. – Po kilku miesiącach pracy z tym snem, pod sam koniec kursu, przyśniło jej się, że razem z tym samym dzieckiem rozpalają na brzegu rozmrożonej rzeki ognisko.

Oswoić lwicę

Chociaż praca ze snem jest częstym elementem praktyki terapeutycznej, Krąg Snów nie jest formą terapii. To ceremonia, w której uczestnicy opowiadają swoje sny, a każdy z nich traktuje się jak dar. Krąg nie służy do interpretowania snu i jego znaczenia. Uczestnicy szukają powiązań między swoimi marzeniami sennymi, wyłapują synchroniczności, dzielą się informacjami. Uczą się mówić o snach pozytywnie i odkrywają, że wszyscy śnimy podobnie.

– Śnimy kolektywnie, bo mierzymy się z podobnymi problemami, ale skąd mamy o tym wiedzieć, jeśli najczęściej zachowujemy te nocne przekazy dla siebie? – tłumaczy Natalia. – Ludzie z rdzennych kultur mówią, że wprawdzie żyjemy na lądzie, ale pływamy w oceanie snu. Lubię wyobrażać sobie Krąg Snów jak wyspę na oceanie. Możemy wyławiać z niego pojedyncze ryby albo wypłynąć razem w fascynującą podróż.

Według Natalii Miłuńskiej pracując ze snem, możemy nawet wyśnić nowe wzory zachowania. Twierdzi, że ludzie, którzy przez wiele lat nie zwracają uwagi na swoje sny, mają tendencję do tego, by śnić te same nudne lub przerażające obrazy, bo jest w nich ten sam nieprzepracowany lęk. Jeśli ciekawią nas sny, to znaczy, że interesujemy się sobą, swoimi uczuciami i swoim wewnętrznym procesem – i w ten sposób się rozwijamy. Przykład? Powiedzmy, że mamy powtarzający się sen: goni nas lwica, której się boimy. Za każdym razem budzimy się zlani potem, gdy dochodzi do konfrontacji lub gdy w obronie własnej zabijamy zwierzę. Przynosimy więc sen do kręgu. Pozostali uczestnicy mówią o swoich skojarzeniach: ktoś czytał książkę o lwicach i dowiedział się z niej, że lwice są wspaniałymi matkami i pomagają sobie w wychowywaniu potomstwa; ktoś inny mówi, że lwica to dla niego słoneczny aspekt kobiecości. Zaczynamy oswajać się z inną perspektywą. Może nie musimy się tej lwicy bać? Może warto się dowiedzieć, dlaczego nas goni? Gdy sen powraca, przestajemy uciekać i pozwalamy zwierzęciu podejść bliżej. Dochodzi do interakcji. Okazuje się, że lwica jest miękka i silna, pełna mocy i energii. Na kolejnym kręgu uczestnicy zadają sobie pytanie, jak by to było być taką lwicą – mieć miękkie ciało, ale czuć siłę, być kobietą słońcem, która się nie ukrywa, jest rozluźniona, ale ekspansywna. I nagle lwica przestaje być niezrozumiałym obrazem – staje się konkretną postacią, oswojoną. W następnym śnie możemy stać się lwicą, poczuć swoją moc i bijące od nas piękno. Taki sen zostaje z nami przez lata, zapisuje się w ciele i psychice, można się do niego odwołać w trudnych życiowych momentach.

W Kręgu Snów uczestnicy dzielą się skojarzeniami i tkają sieć znaczeń. To karmiąca przestrzeń, w której warto dać szansę nawet najtrudniejszym snom i nauczyć się, jak być ze sobą, dowiedzieć, kim jesteśmy i co chcemy robić.

Kolory i fraktale

Gdy Marta Tyszko, doktor filozofii i psychoterapeutka, poznała Natalię Miłuńską, nie wiedziała jeszcze, że ta pracuje ze snami. Niedługo później przyśniło jej się, że opowiada Natalii bardzo ważny sen. Po trzech latach dowiedziała się, że Natalia prowadzi Szkołę Śnienia i mogła swój sen urzeczywistnić na jawie. Zapisała się do niej na kurs i teraz sama prowadzi Kręgi Snów.

– Prowadzenie kręgów koreluje z moim zawodem psychoterapeutki – mówi Marta. – Niestety w naszej kulturze wciąż dominują szkodliwe przekonania na temat tego, że sny są nielogiczne czy wręcz pochodzą od szatana. Często słyszę od uczestniczek, że wstydzą się powiedzieć najbliższym osobom, że pracują ze snami. Spotykają się z osądami, podważaniem ich potrzeb i negowaniem tego, co czują. W kręgu otrzymują wsparcie, bliskość i szacunek, są wysłuchane, uczą się rozmawiać w nowy sposób i mogą przenieść tę umiejętność do swojego świata.

– Talent do śnienia jest nie tylko darem, ale również umiejętnością, którą można ćwiczyć i rozwijać – przekonuje Klaudyna Bronowska, z wykształcenia archeolożka, prowadząca Kręgi Snów w Poznaniu. – W bezpiecznej przestrzeni kręgu próbujemy współodczuwać, reagujemy i komentujemy nawzajem swoje sny.

Wszystkie prowadzące Kręgi Snów zgodnie podkreślają, że żadne senniki nie wytłumaczą nam naszego osobistego języka symboli – żeby zrozumieć mowę snów, musimy zacząć z nimi pracować.

– To nie jest tak, że coś mi się śni i po przebudzeniu od razu wiem, co to mogło znaczyć – mówi Olga Szkolnicka, która prowadzi Kręgi Snów w Opolu. – Sens snu odsłania się stopniowo, ale opowiedzenie go w kręgu znacznie przyspiesza ten proces. Często jest tak, że pierwszy sen opowiedziany w kręgu mówi o jakiejś trudnej sytuacji, a kolejne sny podpowiadają rozwiązania.

Oldze zdarzają się też sny telepatyczne albo synchroniczne z tym, co dzieje się u innych osób, niekoniecznie jej bliskich. – Jeden taki sen połączył mnie z kobietą, którą ledwo znałam z warsztatów śpiewu. Mieszka w innym mieście, więc nie miałyśmy ze sobą kontaktu, ale pewnego dnia mi się przyśniła i napisałam jej o tym. Okazało się, że sytuacja w moim śnie była dokładnym odbiciem tego, co ona przeżywała wtedy na jawie. Po kilku miesiącach znów spotkałyśmy się na warsztatach i od tamtego czasu się przyjaźnimy. Gdyby nie ten sen, raczej nie miałybyśmy na to szans.

– Sny mogą mieć charakter terapeutyczny, filozoficzny, przynosić rozwiązania problemów, a nawet możemy w nich wyśnić przyszłość – wyjaśnia Mona Cichoń, właścicielka MonaMoon – Atelier Kobiecego Rozwoju, która od wielu lat prowadzi Kręgi Kobiet i Kręgi Snów. – Najczęściej śnimy obrazami, raz symbolicznie, innym razem dosłownie. Każdy człowiek ma swój indywidualny styl śnienia. Jednym śnią się historie ze skomplikowaną fabułą, a innym kolory, fraktale, kształty i emocje.

Szczególnie te łagodniejsze sny mogą ulatywać z pamięci, dlatego Mona zachęca do zapisywania lub nagrywania sennych obrazów, żeby można było do nich później wrócić. Niekiedy wystarczy zapisać kilka haseł i sen ponownie wyświetli się w naszej głowie. – Często wracam do snów, które miałam dawno temu i jestem zdziwiona, że coś takiego mi się śniło – opowiada Mona. – Sny to taki cichy głos, ale w nocy, kiedy umysł jest uśpiony i nic go nie rozprasza, staje się bardziej słyszalny.

Wspólny wymiar śnienia

Jedna z reguł ceremonii mówi o tym, że kiedy uczestnicy Kręgu Snów komentują sen drugiej osoby lub opowiadają o tym, co ich zdaniem zadziało się z bohaterem sennego marzenia, zamiast imion używają określenia „Śniąca” lub „Śniący”. To buduje poczucie wspólnoty i pozwala zobaczyć sen z szerszej perspektywy. Zostawia też więcej przestrzeni na to, żeby sens snu wyłonił się sam z mozaiki rozmaitych uczuć, znaczeń i skojarzeń.

– Ktoś powiedział mi kiedyś, że to jest tak, jakbyśmy na środku powiesili oszlifowany okrągły diament, a wokół niego posadzili ludzi – wyjaśnia Mona. – Każdy patrzy z jednej strony i widzi tylko jego fragment. Dopiero kiedy wszyscy opowiedzą o tym, co widzą, powstaje obraz całości.

Odkąd Mona pracuje ze snami, nieustannie zaskakuje ją to, jak łączą się one ze sobą. Kilka lat temu na przykład śniła o wilkach. Początkowo słyszała je w oddali, w kolejnych snach spotykała je, ale unikała z nimi kontaktu, w końcu przyśniło jej się, że wilki przyszły do niej do domu. Za każdym razem, kiedy opowiadała o tym w kręgu, inne Śniące dzieliły się z nią podobnym snem. Chociaż znaczenie postaci we śnie jest bardzo indywidualne, Śniące rozumiały je w podobny sposób: jako szukanie swojej dzikiej natury, podążanie za swoją intuicją. Ten kolektywny sen stał się też inspiracją do rozmowy na temat wewnętrznej wolności i dzikości oraz zachęcał do poszukiwania swojego „zwierzęcia mocy”, nieokiełznanej części ich samych.

– Im dłużej zajmuję się snami, tym bardziej obserwuję, jak moje śnienie się zmienia – opowiada Lena Wierzchoń, która prowadzi Kręgi Snów w Kotlinie Jeleniogórskiej. – Kiedy zaczęłam dostrzegać szersze znaczenie sennych symboli, oprócz śnienia osobistych, codziennych historii, zaczęły przychodzić do mnie sny z niesamowitymi przekazami. Ile takich przekazów dostajemy i ile z nich ignorujemy? Po rozmowach z przewodniczkami po Krainie Śnienia zdałam sobie sprawę, że dbam o rozwój na jawie, ale nigdy nie rozwijałam się jako Śniąca. Wzięłam udział w kameralnym Kręgu Snów Mony Cichoń. Po tym doświadczeniu zrozumiałam, że wszyscy jesteśmy połączeni i przeżywamy podobne emocje, tylko każdy z nas przetwarza to na inne obrazy i inną narrację. Pozornie niezrozumiały i ponury sen, o którym opowiedziałam, stał się wielowymiarowym doświadczeniem, a ja zaczęłam pracować z głosem, który od dawna próbuje mi coś powiedzieć. Teraz codziennie wieczorem, zamiast oglądać kolejny odcinek serialu lub scrollować posty na telefonie, staram się wyciszyć i zadaję samej sobie pytanie na temat, który mnie nurtuje. I codziennie dostaję w odpowiedzi bardzo wyraziste sny i przekazy. Od tej pory powiedzenie „prześpij się z tym” nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia.

Lista prowadzących Kręgi Snów metodą Connie Kaplan znajduje się na: https://szkolasnienia.pl/kregi-snow/

Zeszyt do samodzielnej pracy ze snami: „Mapy snów”, Natalia Miłuńska, Julia Gmosińska, wyd. Szkoła Śnienia

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze