1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Depilacja – nowy konflikt pokoleń?

Dla wielu młodych kobiet nieogolone pachy są symbolem wolności od nierealnych standardów piękna. (Fot. iStock)
Golić albo nie golić? Oto jest pytanie. Matki i córki coraz częściej toczą pokoleniowy spór o depilację. To, co jest standardem estetycznym dla jednych, tym drugim wydaje się symbolem dyktatury piękna. O komentarz poprosiłam psycholożkę i psychoterapeutkę Katarzynę Kucewicz.

Gdy dorastałam na początku lat 90., depilacja wcale nie była oczywistym zabiegiem pielęgnacyjnym dla wielu kobiet. Dla mnie miała wymiar także emancypacyjny. Przy imieninowym stole moi wujowie (ojcowie córek!) toczyli dyskusje o tym, jak niewłaściwe jest golenie nóg czy pach przez kobiety. Ja dziękowałam mamie, że pozwoliła mi używać golarki – jako brunetka, w krótkich spodenkach na lekcjach w-fu nie miałam łatwo. Dziś to niegolenie nóg uznawane jest za symbol samostanowienia. Jak to tłumaczysz?
Jesteśmy w fazie bardzo gwałtownej zmiany definicji kobiecości. Kobiety z pokolenia Zet oraz młodsze definiują kobiecość inaczej niż ich mamy. Nie identyfikują jej z seksapilem, powabem, uwodzeniem mężczyzn czy dziewczęcością, a wręcz dziecięcością (bo jednak idealnie gładkie ciało budzi skojarzenia z dzieckiem). Jeszcze dziesięć lat temu pozbawiona włosów skóra była synonimem dbania o siebie. Dzisiaj definicja kobiecości zmierza w stronę braku seksualizacji ciała. Młode kobiety patrzą na nie bardziej użytkowo, pragną czuć się w nim swobodnie, komfortowo, bezpiecznie – takie samopoczucie daje wolność i poczucie spełnienia, takie ciało dzisiaj można nazwać seksownym. Ciało nie ma być bezwolnym obiektem męskiego podziwu czy pożądania, które jest męczone np. bolesną depilacją byle tylko „zasługiwało” na podziw.

Z czego wynika ten konflikt pokoleniowy?
Myślę, że kwestia golenia się wciąż wzbudza wiele skrajnych emocji. Dla jednych kobiet niegolenie owłosienia to kwintesencja wolności i swobody, dla innych zaś golenie się to manifest troszczenia się o siebie i opiekowania sobą.

I kto ma rację?
Jestem zwolenniczką takiego myślenia, żeby robić to, co każdej z nas z osobna daje poczucie zadowolenia i z czym każda kobieta czuje się dobrze. Choć niegolenie się jest powiązane z piękną ideą akceptacji naturalności, to jednak jeśli komuś, kto się nie goli, towarzyszy retoryka deprecjonowania osób golących się, to już zakrawa to o bodyshaming. Ortodoksyjne podejście do golenia/nie golenia się rodzi niebezpieczeństwo przymusu. Nawet jeśli ten przymus dotyczy powrotu do natury, to nadal jest opresją, choć ujęta z innej strony.

Bliska jest mi idea, by każdy mógł robić ze swoim ciałem to, co chce, dowolnie kształtować jego estetykę. To jest zdrowe podejście. Narzucanie innym, co jest lepsze, a co gorsze, czy depilacja jest koniecznością, czy wprost przeciwnie, to po prostu opresja.

A jak się o tym rozmawia w gabinecie psychoterapeutki?
Przychodzą do mnie czasem pacjentki, z którymi poruszam tematy opresyjności norm z zakresu estetyki ciała. Słyszę jak mówią: „Córka namawia mnie, bym odpuściła i przestała golić nogi. Tymczasem ja z gładkimi nogami czuję się lepiej. Czuję się zadbana, silna. Czuję się bezpiecznie.” Oczywiście, ja zawsze wtedy drążę wątek, zastanawiając się, na ile jesteśmy w stanie przystosować się do opresyjności, by stała się naszą drugą naturą, bez której nie wyobrażamy sobie życia. Na ile rzeczywiście depilacja sprawia, że czujemy się lepiej, a na ile uwierzyłyśmy, że dzięki niej czujemy się lepiej.

Problem jest również w odwiecznym dylemacie – jak komunikować się ze swoim dzieckiem o wyglądzie. Jak krytykować, jak wyrażać swoje zdanie, i czy w ogóle to robić. Mam wrażenie, że rodzice potrafią bardzo ranić swoje dzieci przytykami dotyczącymi urody. Często nie zdają sobie sprawy, że ich nic nie znaczące docinki mogą wyryć się w psychice dziecka i stać się jego osobistym głosem wewnętrznym. Jeśli jednak matka z córką umieją się zdrowo komunikować to błaha sprzeczka związana z goleniem nie musi urastać do rangi problemu.

Jak więc taka komunikacja powinna wyglądać?
Z poszanowaniem granic własnych i cudzych. Jeśli jest w niej krytyka, to powiedziana w sposób kulturalny i w duchu wyrażenia własnego zdania, a nie narzucania komuś czegoś. To komunikat bez przemocy, oparty na uważności na drugą osobę, bez dawania złotych rad, zwłaszcza gdy nikt o takie rady nie prosi.

Niestety, często głębszy problem jest taki, że na linii matka-córka pojawia się dużo komentarzy dotyczących wyglądu, które są naznaczone przemocą. Matki miewają tendencję do wbijania szpil, które potem zostają w człowieku na całe życie. Zdania typu „masz nogi owłosione jak goryl” zostają w młodej kobiecie na wiele lat. Później jeden odrastający włosek na nodze urasta do rangi dramatu. Bywa, że taki komentarz rzutuje na przykład na życie seksualne kobiety, która w łóżku zamiast skupiać się na spotkaniu z partnerem, wciąż myśli, czy jej ciało jest wystarczająco gładkie.

Mnóstwo kobiet ma poważnie nadszarpniętą samoocenę z powodu paru niewybrednych tekstów swoich matek, to fakt. Ale nie zapominajmy, że ojcowie też potrafią być równie okrutni w swoich komentarzach.

Czasem oprawcą jest też dziecko. Mam dojrzałe pacjentki, które skarżą się na naznaczone ageizmem komentarze nastoletnich córek. „Mamo, teraz się nie goli pach. Mamo, dlaczego ulegasz dyktatowi piękna. Mamo, weź coś zrób ze sobą”. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku uczę ludzi asertywnej komunikacji i tego aby pomimo niewybrednych komentarzy ich samoocena pozostawała stabilna, niezmącona.

Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Współtwórczyni ośrodka Inner Garden. Jest autorką poradników psychologicznych, w tym bestsellerowej „Kobiety, które czują za bardzo”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze