1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Szop – czuły drapieżca. Z wizytą w azylu Szopowisko

Szopy są wszędobylskie i bardzo sprawne. Otworzą każdy zamek, ukradną telefon, zerwą łańcuszek. A odpinanie guzików to dla nich świetna zabawa. (Fot. iStock)
Szopy są wszędobylskie i bardzo sprawne. Otworzą każdy zamek, ukradną telefon, zerwą łańcuszek. A odpinanie guzików to dla nich świetna zabawa. (Fot. iStock)
Kto by pomyślał, że szkodnik może mieć tyle uroku? Szopy są gatunkiem inwazyjnym – to fakt. Tyle tylko, że – jak zwykle – inwazja tych zwierząt w Polsce to sprawka człowieka. Grzegorz Dziwak, lekarz weterynarii, który prowadzi azyl „Szopowisko”, opowiada nam o ich sprycie, zręczności, niezwykłych umiejętnościach i wspaniałym charakterze.

Ojczyzną szopa jest niemal cała Ameryka Północna. Można go spotkać od Panamy po Rzekę Świętego Wawrzyńca i Zatokę Hudsona, łącznie z Karaibami i Bahamami. Do Europy sprowadzili go Niemcy w 1934 roku, pod pozorem wzbogacenia przyrody Brandenburgii, ale tak naprawdę chodziło głównie o futra. Nie przewidziano jednak, że zwierzęta szybko wydostaną się z ferm i doskonale poradzą sobie w lokalnych warunkach klimatycznych. Wkrótce zaczęły rozmnażać się na wolności. Patrząc zatem, jak dziś załamujemy ręce nad szkodami, które przynosi jego aktywność, szop mógłby spokojnie powiedzieć: „Ja się tutaj nie pchałem”.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Sprytny akrobata

Uroku szopowi odmówić nie sposób. Jego szpiczasty pyszczek wyróżnia się czarno-białym umaszczeniem i przypomina nieco naprawdę udane skrzyżowanie pandy z borsukiem. Ten „mały Zorro” – bo i takie skojarzenia może budzić szop – waży od 4 do 9 kg. Długość szopiego ciała wynosi 50–70 cm, ale do tego doliczyć trzeba 20– 40 cm puszystego, prążkowanego ogona, który rzuca się w oczy z daleka.

Mało które zwierzę tej wielkości dorównuje szopowi możliwościami ruchowymi. – One potrafią się wspinać, pływać, robić podkopy, a także wciskać się w zaskakująco drobne szczeliny. Wystarczy, że szop wciśnie gdzieś głowę – wtedy całą resztę tak powygina, tak pomanipuluje ciałem, że da radę przepełznąć do celu niczym dżdżownica. Ma prawie akrobatyczne umiejętności, w związku z czym jest niemal wszędobylski – mówi Grzegorz Dziwak.

Natura wyposażyła szopy tak, że ta wszędobylskość wcale nie jest zbyt trudna. Mają bardzo sprawne dłonie i stopy. Te ostatnie mogą obrócić o 180 stopni, więc bez problemu schodzą po drzewie czy po siatce głową w dół, tak jak wiewiórki. Co ciekawe, ich dłonie są chwytne, chociaż nie mają przeciwstawnego kciuka.

– W azylu mieliśmy okazję wielokrotnie przekonać się, co z tej ich manualnej sprawności może wyniknąć. Na samym początku działania „Szopowiska” przez dłuższy czas zastanawialiśmy się, dlaczego mamy przerwy w dostawach wody. Raz była, a po chwili z kranu nie leciało już nic. Dość szybko okazało się, że to nasze szopy otwierały sobie bez kłopotu szafkę pod zlewem i zręcznymi łapkami zakręcały motylki z wodą, a potem odkręcały i tak w kółko – śmieje się lekarz weterynarii. – Właśnie dlatego, że są takie kreatywne i potrafią się wspinać po wszelkich szafkach jak po drabinkach, w azylu przebywają w domu tylko młode szopy, do czasu, w którym nauczą się sprawnie poruszać i zrzucać z szafek, co się da. To moment, kiedy muszą przeprowadzić się do woliery – dodaje.

Ale i w wolierach szopy potrafią swoim sprytem i zręcznością zaskoczyć. Są po prostu złodziejaszkami! – Szop ma tak niesamowicie sprawne ręce, że nie ma dla niego przeszkody nie do pokonania. To inteligentne, mimo niedużych rozmiarów silne i uparte zwierzaki. Jeśli szop sobie wymyśli, że chce coś mieć, to znajdzie sposób, by to zdobyć. Gdy ktoś pierwszy raz chce wejść ze mną do woliery szopów, zawsze lojalnie uprzedzam: nie odpowiadam za rzeczy, które masz w kieszeniach – śmieje się Grzegorz Dziwak. – Ludzie oczywiście zapewniają wtedy, że spokojnie, bo kieszenie są na zamek albo na guziki. Tyle że to dla szopa żaden kłopot! One potrafią otworzyć każdy zamek, ukraść telefon, zapalniczkę, zerwać łańcuszek, a odpinanie guzików to dla nich świetna zabawa – wyjaśnia, podkreślając jednak, że to wcale nie złośliwość czy inna podła cecha charakteru – szopy są po prostu niezwykle ciekawskie, uwielbiają się bawić, a człowiek nosi przy sobie całe mnóstwo potencjalnych zabawek!

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Skąd ten „pracz”?

Na łapkach szopa jest coś, co dodatkowo zwiększa jego manualną sprawność. To wibrysy. Palce na przednich łapach są porośnięte rzadkimi, wystającymi poza długie pazury włoskami czuciowymi. Dzięki nim zmysł dotyku szopa jest doskonale rozwinięty – potrafi on rozpoznać przedmiot, nawet go nie dotykając. Jako zwierzęta w warunkach naturalnych głównie nocne, szopy mają lepiej rozwinięty słuch i węch niż wzrok. Ale stanowczo najlepiej jest u nich rozwinięty zmysł dotyku.

– W naturze szopy wykorzystują go, szukając skorupiaków pod kamieniami w płytkiej wodzie. Właśnie ze zmysłu dotyku wziął się zresztą „szop pracz”. Niczego wprawdzie nie pierze, ale bardzo starannie przebiera w rękach każdą rzecz, jaka w nie wpadnie, a ponieważ najczęściej robi to, stojąc na tylnych łapkach w wodzie, przepłukuje i znów maca, wygląda jakby faktycznie prał – uśmiecha się nasz ekspert. A że woda dodatkowo zmiękcza skórę, ich zmysł dotyku staje się jeszcze bardziej wrażliwy.

Hipotez na temat tego, dlaczego szopy „piorą”, było całkiem sporo. Uważano, że robią to, by zmiękczyć pokarm, gdyż nie wytwarzają samodzielnie dość śliny. Inna teoria głosiła, że szopy są wyjątkowymi czyściochami i dokładnie opłukują każdy pokarm przed zjedzeniem. Na żadną z tych teorii nie ma jednak zbyt wielu dowodów. Podobnie jak na tę, która głosi, że szopy „piorą” tylko w niewoli, w hodowlach czy ogrodach zoologicznych, bo w ten sposób odtwarzają pozyskiwanie pokarmu spod wody typowe dla nich w warunkach naturalnych. Tak naprawdę trudno powiedzieć, jaka jest ich motywacja. Faktem jest jednak, że tę mozolną czynność wykonują pieczołowicie i z niezwykłą gracją.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Samotnicze tylko z pozoru

Szopy mają opinię zwierząt samotniczych, ale nasz ekspert nie do końca w to wierzy. – Szopy są trochę jak koty. Teoretycznie też są samotnicze, a jednak z reguły lepiej, gdy w domu są dwa czy trzy koty, bo mogą się ze sobą bawić. Tak samo jest z szopami. W naszym azylu mieszka po kilkadziesiąt szopów w jednej wolierze. Gdy wprowadzam nowo przybyłego szopa, nigdy się nie zdarzyło, żeby go atakowały czy gryzły. Owszem, czasem się kłócą – warczą na siebie, straszą się, wydają rozmaite dźwięki, których jest całe mnóstwo, ale jeszcze nigdy nie doszło do tego, żeby szop był pogryziony przez drugiego szopa. Faktycznie mają takie troszkę kreskówkowe zachowania – stają na tylnych łapach, przednie rozpościerają na bok i straszą, ale tylko w sytuacji, gdy są mocno zatrwożone. Nie ma w nich agresji – raczej odstraszają niż atakują – opowiada założyciel azylu.

Szopie mamy troskliwie zajmują się potomstwem, bo mają mocno rozwinięty instynkt macierzyński. Tacierzyńskiego za to brak.

– Ciężar opieki nad młodymi spoczywa na samicach. Tatusiowie się nie udzielają. W azylu wszystkie zwierzęta są kastrowane, więc nie obserwujemy tego zjawiska, bo nie dopuszczamy do rozmnażania. Ale w naturze szopie mamy opiekują się swoim potomstwem naprawdę dobrze – czyszczą maluchy, karmią je, pilnują i prowadzają za sobą na wyprawy. Pomagają młodym pokonywać przeszkody, przenoszą przez murki, pomagają wspinać się na drzewa. Samce żyjące na wolności potrafią czasem zaatakować młode szopy, ale matki skutecznie bronią maluchów – opisuje lekarz weterynarii.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Cały świat strefą komfortu

W „Szopowisku” mieszkają w większości szopy oswojone. Człowieka traktują jak swojego, więc i właściwie nic dziwnego w tym, że kontakt z nim bardzo lubią.

– Gdy podchodzę do woliery, one od razu wiszą na siatce, chcą się natychmiast bawić. Lubią być noszone, głaskane – bywa, że zasypiają mi na kolanach. Zachowują się zupełnie jak domowe pupile. To zwierzaki, w których ciężko się nie zakochać, gdy się je bliżej pozna – przyznaje Grzegorz Dziwak. Ich pech polega jednak na tym, że jest ich zwyczajnie za dużo...

Szopy są wszystkożerne. – Szop – tak jak człowiek – zje dosłownie wszystko! – śmieje się ekspert.

– Szopy pałaszują rośliny, bezkręgowce, kręgowce, jaja. Dzięki temu właśnie poradzą sobie w każdym klimacie – potrafią wszędzie wejść i wszystko zjeść. Mają niezwykłe zdolności aklimatyzacyjne. Nasz klimat jest zbliżony do klimatu Ameryki Północnej, więc szopy czują się tu doskonale. Są w Polsce gatunkiem inwazyjnym, nie są rodzime dla naszego ekosystemu, i to powoduje sporo kłopotów. Po pierwsze, szopy są dość duże, nie mają u nas naturalnych wrogów – nikt na nie nie poluje, nie podlegają więc naturalnej eliminacji. Wilki i rysie występują obecnie w naszym kraju w stopniu prawie żadnym. Na młode szopy polują czasami puchacze czy nawet kruki, które podrostka potrafią zabić. Natomiast dorosłe szopy nie są niczyim wrogiem, więc stale ich przybywa – tłumaczy.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Wielka inwazja

Czy ten sympatyczny futrzak faktycznie zagraża człowiekowi? Stety czy raczej niestety – szopy są towarzyskie i nie stronią od człowieka, co nie zawsze wychodzi im na dobre.

– To gatunek synantropijny – mówi Grzegorz Dziwak. – A więc taki, który przystosował się do życia w środowisku przekształconym przez człowieka, związanym z miejscem bytowania ludzi i z ich działalnością. Szopy w pobliżu człowieka czują się doskonale, bo człowiek śmieci, a one uwielbiają resztkowe jedzenie – bo w ogóle kochają jeść. Nazywa się je zresztą trash pandas, czyli pandami śmieciarzami. Uwielbiają grzebać w koszach w poszukiwaniu jedzenia.

– Owszem, są gatunkiem inwazyjnym, ale nie demonizowałbym ich przesadnie. Myślę, że tę ich inwazyjność widzimy wyraźniej dlatego, że one się nie boją człowieka, wręcz do niego lgną, więc po prostu je widzimy. Małe szopy, jeżeli zostaną osierocone, idą za innym zwierzęciem albo człowiekiem, najpewniej w poszukiwaniu pomocy i pożywienia. Bardzo często ludzie zgłaszają nam takie sytuacje, że szli po lesie i nagle zaczął za nimi iść mały szop, albo ich pies przyprowadził szopa ze spaceru. To cecha dość nietypowa wśród zwierząt. Zwykle zwierzęta boją się innych gatunków, szczególnie ludzi. Małe szopy odwrotnie. Tymczasem nie są jedynym inwazyjnym gatunkiem. W Polsce występują też jenoty, które również są gatunkiem inwazyjnym już od kilkudziesięciu lat. Dotyczą ich te same przepisy i działania co szopa, ale nikt tyle o tym nie mówi, a przecież a na pewno jest ich więcej. Tyle że jenoty są bardzo skryte. Boją się człowieka, chowają się, a szopy potrafią osiedlić się na strychach, w piwnicach, w sadach blisko domu – tłumaczy założyciel azylu.

Status szopa w Polsce jest niewesoły. Ze względu na zakwalifikowanie go jako zwierzęcia szkodliwego dla innych gatunków zwierząt w Polsce, myśliwi mogą do niego strzelać przez cały rok. Nie obowiązuje ich zakaz strzałów nawet podczas okresu rozrodczego. Najlepszym sposobem, nie tak okrutnym, wydaje się więc odławianie ich i umieszczanie w azylach, w których są kastrowane i żyją w wolierach, gdzie są bezpieczne i nie zagrażają człowiekowi.

– Szopy faktycznie są problemem i tego nie ukrywam, choć jestem ich miłośnikiem. Jest ich po prostu bardzo dużo – przyznaje Grzegorz Dziwak. – Natomiast zawsze powtarzam, że nie pozostaje nam nic innego, niż się z tym pogodzić, bo po prostu nie da się wytępić szopów, nawet gdyby ktoś bardzo tego chciał. Opcją, którą warto wziąć pod uwagę, byłoby odławiać je, kastrować i wypuszczać – podkreśla.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

W dzikiej naturze

Często straszy się ludzi także chorobami przenoszonymi przez szopy. Rzeczywiście, są one nosicielami niebezpiecznej glisty Baylisascaris procyonis. Według statystyk te nicienie stwierdza się u ponad 60 proc. szopów w Stanach Zjednoczonych i u nawet 70 proc. szopów w Niemczech. Jednak jakie dzikie zwierzęta nie przenoszą chorób? Nie ma takich.

Lisy są nosicielami tasiemca bąblowcowego, który potrafi narobić niemniejszych szkód niż glista przenoszona przez szopy. Człowiekowi zagraża przenoszona przez koty toksoplazmoza, jesteśmy też narażeni na wściekliznę, która jest chorobą śmiertelną. Zamiast się tych wszystkich chorób panicznie bać, najlepiej po prostu zachować ostrożność i kierować się zdrowym rozsądkiem. Ani szopa, ani żadnego innego dzikiego osobnika nie należy dotykać gołymi rękami. Jeżeli znajdziemy jakieś ranne, chore zwierzę i chcemy mu pomóc, w pierwszej kolejności myślmy o sobie i o swoim zdrowiu. Nawet jeśli ktoś, kto jest wyjątkowo wrażliwy na potrzeby i krzywdę zwierząt, zechce się poświęcić pod hasłem: „trudno, najwyżej mnie ugryzie”, to takiemu rannemu przyniesie to więcej szkody niż pożytku. Jeżeli osobę ratującą ugryzie szop czy lis, potem takiemu zwierzakowi my nie możemy pomóc. Z automatu jest podejrzewany o wściekliznę i poddawany obserwacji, a wówczas ma zakaz jakiegokolwiek leczenia. To po prostu niedźwiedzia przysługa – podkreśla Grzegorz Dziwak.

Lepiej pozostać przy takim zwierzęciu w potrzebie, przypilnować go i zadzwonić po odpowiednie służby.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze