1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Świnie pachną słońcem, ziemią, wiatrem. Rozmawiamy z właścicielką azylu dla świń „Chrumkowo”

Ra-dzik trafił do „Chrumkowa”, gdy miał dwa miesiące. Jest miły, ufny, ale trochę nieśmiały wobec nieznajomych. (Fot. proksaphotography.com)
Ra-dzik trafił do „Chrumkowa”, gdy miał dwa miesiące. Jest miły, ufny, ale trochę nieśmiały wobec nieznajomych. (Fot. proksaphotography.com)
Gdy w weekend do „Chrumkowa” przyjeżdżają goście, świnie z niecierpliwością czekają przy bramie. Ten azyl to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie świnie uratowane z rzeźni mogą dożyć starości. Jego założycielka Katarzyna Trotzek nieustannie, bez dnia przerwy, dba o swoich podopiecznych.

Jak dziś wyglądał twój dzień?
Dzień jak co dzień. Poranne wstawanie. Przygotowanie wiader dla wszystkich dużych świnek, bo każda je oddzielnie i ma osobne wiaderko. Małe świnki mają miski. Szykujemy jedzenie w domu, więc później trzeba je wynieść i poroznosić po zagrodach. Po karmieniu trzeba pozbierać wiaderka i miseczki, żeby je umyć. Potem, żeby świniakom zrobić frajdę, rozrzucamy po całym terenie ziarna kukurydzy lub pszenicy. Świnki uwielbiają same wyszukiwać pokarm. To daje im ogromną satysfakcję. A na terenie azylu nie ma już ani korzonka, istna pustynia.

Po jedzeniu trzeba sprzątnąć kupy. I zanim zdążymy się obejrzeć, trzeba szykować kolejny posiłek. Mam 56 lat i czasem myślę, że chciałabym być po prostu młodsza, bo opieka nad świniami to ciężka fizyczna praca. Od sześciu lat nie miałam ani jednego dnia wolnego. Gdy świnie idą spać, mogłabym zająć się czymś innym, ja jednak wolę oglądać filmiki z innych azyli. Cały czas żyję świniami.

W „Chrumkowie” pod Toruniem żyje obecnie 85 świń. To miejsce jest otwarte dla zwiedzających w weekendy. Można przyjechać i poznać bliżej te zwierzęta, a nawet zostać wirtualnym rodzicem. (Fot. proksaphotography.com) W „Chrumkowie” pod Toruniem żyje obecnie 85 świń. To miejsce jest otwarte dla zwiedzających w weekendy. Można przyjechać i poznać bliżej te zwierzęta, a nawet zostać wirtualnym rodzicem. (Fot. proksaphotography.com)



Dlaczego założyłaś azyl właśnie dla świń? Dlaczego nie psy, konie, koty?
Kiedyś trafiła do mnie mikroświnka i zakochałam się w tych zwierzętach. Ta historia nie skończyła się dobrze, bo niewiele wtedy wiedziałam o tych zwierzętach. Po jednej ze szczepionek moja świnka Hania dostała ataku padaczki i się udusiła. Teraz już wiem, że świń nie trzeba szczepić praktycznie na nic, jeśli żyją w takich warunkach jak nasze w „Chrumkowie”. Potem pojawiła się kolejna świnka i kolejna, i tak powoli doszło do liczby 85.

85 podopiecznych to naprawdę dużo. Jak świnie do was trafiają?
Głównie z interwencji. Organizacje, które jadą na przykład na interwencję związaną ze złymi warunkami bytowania psów, przy okazji znajdują świnkę. Tak było z Agusiem. Został znaleziony w domku na terenie ogródków działkowych. Leżał na betonie przy minus 20 stopniach. Udało się go uratować, bo był niezarejestrowany, ale i tak musieliśmy poruszyć niebo i ziemię, bo gmina, pod której opiekę trafił, chciała go wysłać do rzeźni. Był w odpowiednim wieku, miał pół roku. Natomiast mikroświnki, czyli te świneczki mniejszych gabarytów, często są po prostu porzucane. Ludzie kupują je na portalach internetowych za 100 zł. Hodowcy oszukują ludzi. Pokazują mamę i ojca takich prosiaczków, które sprzedają, i mówią, że prosiaczek nie będzie większy – bo to są mama i tata, więc siłą rzeczy dziecko nie będzie większe od rodziców. Problem jest taki, że mama i tata mogą mieć po pół roku, bo świnki już w wieku kilku miesięcy są zdolne do prokreacji, a rosną do czwartego roku życia. Po roku słodka mała świnka ma już 60 kg i okazuje się, że nie ma dla niej miejsca w domu. Już pomijając to, że świnia nie chce się podporządkować człowiekowi tak jak pies. Nie będzie służyć, robić maślanych oczu i się łasić. Nie traktuje człowieka jak pana, tylko jak partnera. „Psie” zachowanie jest dla świni wręcz poniżające. Jeśli człowiek nie umie z nią właściwie postępować, może nawet stać się wobec niego agresywna. Wtedy ląduje na ulicy albo w lesie i trafia do nas.

Świnie lubią porządnie wytaplać się w błocie, ale nie dlatego, że są brudasami. W ten sposób się chłodzą. (Fot. proksaphotography.com) Świnie lubią porządnie wytaplać się w błocie, ale nie dlatego, że są brudasami. W ten sposób się chłodzą. (Fot. proksaphotography.com)

Co w takim razie ujęło cię w świniach? Te, które mieszkają w azylu, nie przypominają małych różowych prosiaczków, które łamią serce od pierwszego spojrzenia.
To prawda, największy waży około 400 kg. Gdy Hania do mnie trafiła, miała kilka dni. Musiałam karmić ją butelką i pewnie dlatego traktowała mnie jak mamę. Spała wtulona w moją szyję. Nie byłam w stanie nic zrobić w domu, bo jak tylko ruszyłam się z kanapy, a ona leżała obok mnie, natychmiast był wrzask. Mogłam pracować tylko, jak nosiłam ją w chuście, jak niemowlę. Wtedy poznałam niesamowitą inteligencję świń. Hania swoje imię załapała dosłownie po kilku powtórzeniach. Świnie mają też niesamowitą emocjonalność, patrzą człowiekowi prosto w oczy. No i są mistrzami komunikacji. Wydają masę dźwięków i kiedy człowiek je pozna, porozumiewanie się jest bardzo proste. Teraz już wiem, że taka dzidzia jak Hania oczywiście jest przesłodka, ale świnie są najfajniejsze, gdy są już dorosłe, w wieku trzech, czterech lat. Kiedy osiągają swoje docelowe wymiary i dojrzałość. Lubię siadać w azylu, a one podchodzą i się przytulają. Kładą mi głowę na kolanach, patrzą w oczy. Uwielbiają być głaskane, dotykane, drapane po brzuchach.

Przybiegają bardzo szybko na zawołanie, ale nie do każdego. A jeśli mają coś innego do załatwienia, to przyjdą za pięć minut, bo pamiętają, że były wołane. Witają się w specyficzny sposób – otwierają buzię i chuchają. Jeżeli takie stworzenie ważące 300-400 kg podchodzi do ciebie, zagląda w oczy i chucha na powitanie, to serce się topi. Do tego dochodzi to, jak one są traktowane przez ludzi i ile wycierpiały. Wtedy chce się po prostu dać im najlepsze życie z możliwych.

Dla świń rodzina jest niezwykle ważna. Lubią spędzać ze sobą czas. Bardzo troskliwie opiekują się potomstwem. Śpiewają nawet swoim dzieciom do snu. (Fot. proksaphotography.com) Dla świń rodzina jest niezwykle ważna. Lubią spędzać ze sobą czas. Bardzo troskliwie opiekują się potomstwem. Śpiewają nawet swoim dzieciom do snu. (Fot. proksaphotography.com)

Mówi się „brudny jak świnia”, „poci się jak świnia”, skąd te negatywne stereotypy?
Zadaję to pytanie gościom, bo w sobotę i niedzielę jesteśmy otwarci dla zwiedzających, zależy nam na tym, żeby ludzie te zwierzęta poznali. Te wszystkie stereotypy stworzone wokół świń wynikają z tego, że są one trzymane w strasznych warunkach. Świnie bardzo dbają o higienę. Tak jak koty. Psy przy nich to brudasy i śmierdziele. Świnie wręcz pachną, bo nie mają gruczołów potowych. Te, które przebywają na powietrzu, pachną słońcem, ziemią, wiatrem. Jak ludzie przyjeżdżają, to wtulają się w nie twarzami, bo to jest taki cudowny zapach. Jednak te trzymane w zamknięciu muszą załatwiać swoje potrzeby tam, gdzie żyją. Są umieszczane zwykle po kilka w kojcu, mieszkają w ścisku, a mają bardzo szybką przemianę materii. Mocz wymieszany z kałem to jest po prostu ohydny odór. A one naprawdę nie lubią brudu. Nawet malutkie świnki, trzy-, czterotygodniowe wiedzą, że w miejscu, w którym się mieszka, śpi – nie można się załatwić. Kiedy rozrzucamy im kukurydzę i ona leży w okolicy kupy, to jej nie zjedzą. Proszę sobie wyobrazić, jak muszą cierpieć, śpiąc we własnych odchodach.

Gdy przyjeżdżają do nas świnie z hodowli, to rzeczywiście śmierdzą, bo są brudne. Nawet ich odchody mają ohydny zapach, bo są karmione wyłącznie paszą. Po dwóch tygodniach pobytu u nas, kiedy dieta jest zmieniona i są czyste, zaczynają pachnieć. Jedni mówią, że to neutralny zapach, inni, że to zapach ziemi, świeżego powietrza.

Wyglądają na bardzo towarzyskie i kontaktowe.
Świnie tworzą społeczności właściwie na całe życie. Do tego stopnia, że kiedy odchodzi bliski przyjaciel, brat czy siostra, to wpadają w depresję. Ostatnia taka sytuacja była w zeszłym roku latem. Przyjechała do nas para – brat z siostrą. Właścicielka musiała im znaleźć dom, bo nie była w stanie spłacać kredytu za swoją nieruchomość. Chłopiec, Rampuś, leżał sobie w błotku w zagrodzie i po prostu odszedł. I Szymka, jego siostra, przestała jeść, bardzo się o nią baliśmy. Wbrew temu, co ludzie myślą, świnie nie są obżartuchami, a gdy są bardzo smutne, potrafią się zagłodzić. Wtedy wpadliśmy na pomysł, żeby kogoś jej dokwaterować. Tak się złożyło, że jeden dorosły chłopiec potrzebował domku. Potem trafiły do nas jeszcze dwie dwumiesięczne dziewczynki. Tak powstała patchworkowa rodzina. Szymka doszła do siebie, bo traktuje dziewczynki jak swoje córki. Jeśli przyjeżdża do nas rodzina świń, to zawsze są razem. Razem śpią, opalają się na zewnątrz blisko siebie. Mówimy, że tworzą gang, bo jak przychodzi co do czego i trzeba się bić, to biją się też po jednej stronie. Jeżeli świniak przyjeżdża sam, to zbiera sobie przyjaciół, z którymi trzyma się razem.

Katarzyna Trotzek z jedną ze świnek. „Świnie błyskawicznie uczą się swoich imion i przychodzą, gdy są wołane. Na powitanie chuchają człowiekowi w twarz i patrzą prosto w oczy”. (Fot. proksaphotography.com) Katarzyna Trotzek z jedną ze świnek. „Świnie błyskawicznie uczą się swoich imion i przychodzą, gdy są wołane. Na powitanie chuchają człowiekowi w twarz i patrzą prosto w oczy”. (Fot. proksaphotography.com)

Ile lat żyją świnie?
Nie ma na ten temat literatury. Z innych azyli w Stanach czy w Anglii, które funkcjonują już kilkadziesiąt lat, wiemy, że duża świnia, pełnowymiarowa, może swobodnie dożyć 15, a nawet 18 lat. Można powiedzieć, że świnia hodowlana to zwierzę stworzone przez człowieka. Jej ciało nie jest przystosowane do długiego życia. Mieliśmy taką sytuację, że dziesięcioletniej śwince tylne nogi odmówiły posłuszeństwa. Nie mogła nawet siedzieć. Trzeba było ją podtrzymywać, żeby mogła zjeść. Cały czas spędzała, leżąc na boku, na drugi trzeba ją było przewrócić. Widać było w jej oczach cierpienie. Wtedy zdecydowaliśmy się na eutanazję, bo rzeczywiście widać było, jak cierpi.
Małe świnki mogą żyć dłużej, nawet do 20 lat. Zwykle ważą 60 kg, chociaż mogą nawet 120, ale w stosunku do tych dużych świń to są jednak mikrusy.

Ra-dzik trafił do „Chrumkowa”, gdy miał dwa miesiące. Jest miły, ufny, ale trochę nieśmiały wobec nieznajomych. (Fot. proksaphotography.com) Ra-dzik trafił do „Chrumkowa”, gdy miał dwa miesiące. Jest miły, ufny, ale trochę nieśmiały wobec nieznajomych. (Fot. proksaphotography.com)

Eksperymentujesz z dietą czy suplementacją, skoro nie ma literatury o tych zwierzętach?
O tak, cały czas eksperymentujemy, bo tak naprawdę nie ma nawet leczenia świń, nie mówiąc o suplementach. Chora świnia trafia do rzeźni. Leczy się tylko choroby, które mogą zagrozić kwestiom ekonomicznym gospodarstwa, czyli choroby zakaźne. Wtedy się decyduje, czy będzie taniej wyleczyć te świnie, czy pozwolić im umrzeć i kupić nowe prosiaki. Weterynarze nie mają zielonego pojęcia o chorobach świń i nie chcą się dokształcać. Nasza wiedza tak naprawdę jest z azyli z Anglii, Irlandii. Dzięki wymianie informacji czasem udaje się dobrze pokierować leczeniem i uratować zwierzę.

Mela, mama Ra-dzika, odpoczywa w swoim domku. (Fot. proksaphotography.com) Mela, mama Ra-dzika, odpoczywa w swoim domku. (Fot. proksaphotography.com)

Zadam może oczywiste pytanie: jesteś wegetarianką?
Dokładnie od 36 lat jestem wegetarianką, od ośmiu weganką.

Chciałabyś, żeby po wizycie w azylu ludzie przechodzili na wegetarianizm?
Chciałabym, żeby świat stał się kompletnie wegański (bo zwierzęta mleczne cierpią bardziej, dłużej niż rzeźne), ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie zmienić wszystkich. Wychowałam córkę, która nigdy w życiu nie jadła mięsa. Ma w tej chwili 22 lata, już urodziła dziecko. Jedzenie mięsa nie ma żadnego uzasadnienia poza chęcią dogodzenia podniebieniu.

Ja chciałabym, żeby chociaż zniknęły masowe hodowle.
To jest błędne myślenie. Byłam w setkach wiejskich chlewów. Nie wiem, czy chociaż jeden spełniał podstawowe normy. Świnia to zwierzę, które ma potrzebę rycia, eksplorowania przestrzeni, a całe swoje życie jest więziona. Nie widzi słońca, nie czuje wiatru. Rolnicy wymyślają sobie różne teorie na własne potrzeby. Nie chce im się sprzątać, więc twierdzą, ża świnie uwielbiają mokro, że jak leżą we własnych odchodach, to jest im cieplej. Potrafią trzymać świnie w kojcu, w którym te nie mogą się nawet obrócić. Ponieważ znam świnie i dobrze wiem, jaką ogromną mają wrażliwość, jest to dla mnie horror. To cud, że jeszcze nie zwariowałam, gdy o tym myślę.

(Fot. proksaphotography.com) (Fot. proksaphotography.com)

Czy twoja córka zaraziła się miłością do świń?
Kompletnie nie. Moja córka bardzo szybko wyprowadziła się z domu, poszła w zupełnie inną stronę. Pewnie dlatego, że ja byłam skupiona bardziej na świniach niż na innych sprawach. Rozwiodłam się nawet z powodu świń. One są celem mojego życia. Dopiero teraz czuję, że się spełniam. Nie zamieniłabym tego na nic innego na świecie.

Nr konta „Chrumkowa”: 11 1020 5011 0000 9902 0341 2798

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze