1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Sowy kojarzą się z mądrością, ale też budzą w nas lęk. Skąd takie przekonania?

Sowy wciąż kryją w sobie wiele tajemnic. (Fot. Krzysztof Baranowski/Getty Images)
Sowy wciąż kryją w sobie wiele tajemnic. (Fot. Krzysztof Baranowski/Getty Images)
Zobacz galerię 20 zdjęć
Kojarzymy je z mądrością, a zarazem – jako zwierzęta nocy – budzą w nas lęk. Skąd takie przekonania? Odpowiedzi przyrodnik Jacek Karczewski ze Stowarzyszenia „Jestem na pTAK!” szuka w życiu i zwyczajach sów, które wciąż kryją w sobie wiele tajemnic.

Chyba żadne ptaki ani w ogóle inne zwierzęta nie obrosły taką ilością mitów co sowy. Z jednej strony w większości kultur kojarzone z mądrością, z drugiej – od wieków są demonizowane. Ludzie byli i często nadal są skłonni przypisywać im tajemne moce, łączyć z zaświatami, magią, tajemnicą budzącą lęk. Skąd wzięła się ta symbolika?

– Sowy to ptaki w większości nocne. Pochodzą ze świata, którego jako ludzie zawsze się baliśmy, bo instynktownie boimy się ciemności. A te ptaki rzeczywiście widzą tam, gdzie ludzkie oko nie dosięga, i mają nad nami istotną przewagę, a to budzi lęk, tym bardziej że mrok kojarzymy ze światem złoczyńców, demonów, okrutnych czarnoksiężników i potępieńców – wyjaśnia przyrodnik Jacek Karczewski, autor książki „Noc sów. Opowieści z lasu”.

(Fot. Alan Tunnicliffe Photography/Getty Images) (Fot. Alan Tunnicliffe Photography/Getty Images)

Mądrej sowie...

Jednak wydawnictwa naukowe i edukacyjne oraz instytucje pedagogiczne chętnie umieszczają wizerunek sowy w swoich logotypach, w wyobraźni przeciętnego człowieka ten ptak to przede wszystkim znak mądrości.

Taką sowę znamy nie tylko dzięki starożytnym Grekom – gdzie była herbowym ptakiem Ateny i symbolizowała wiedzę, ale i m.in. z opowieści o Kubusiu Puchatku – jest wszak najmądrzejszym mieszkańcem Stumilowego Lasu.

– Przekonanie o mądrości sów ma umocowanie w ich wyjątkowo wyostrzonych zmysłach, ale też – i być może przede wszystkim – w ich „ludzkim” wyglądzie. Skoro człowiek sam siebie uważa za istotę doskonałą, za koronę stworzenia, to i każda istota przypominająca ludzi w kulturowej nieświadomości musi mieć coś z ich wielkości i mądrości. Sowa – ze swoimi ogromnymi oczami umieszczonymi nie po bokach głowy, jak u innych ptaków, a centralnie, z dziobem niczym nos, a także wystającymi kępkami piór przypominającymi uszy, bardzo kojarzy się z nami samymi. Oczywiście małpy są bardziej do nas podobne niż sowy, ale bądźmy szczerzy, podobieństwo do małp jest trochę bardziej kłopotliwe – mówi ze śmiechem Jacek Karczewski. Do tego wszystkiego, gdy mamy okazję przyjrzeć się sowie, to najczęściej znajduje się ona w pozycji siedzącej i robi wrażenie bardzo spokojnej i opanowanej – niczym mędrzec.

(Fot. Kudou/Getty Images) (Fot. Kudou/Getty Images)

Bardzo duża w stosunku do reszty ciała głowa sowy dodatkowo wzmacnia w nas przekonanie o jej niezwykłej inteligencji, bo wierzymy, że tak duża głowa musi mieścić w sobie wielki mózg. A ogromne oczy sowy jeszcze nas w tym utwierdzają.

– W końcu ktoś, kto ma wielkie oczy, musi w naszym odczuciu dużo widzieć, a skoro widzi, to również wie. Jakby tego było mało, to oczy są przecież zwierciadłem duszy. Nic dziwnego, że w towarzystwie sów zachowujemy się zupełnie inaczej niż jakiegokolwiek innego zwierzęcia. Jesteśmy onieśmieleni, w dużej mierze właśnie przez to hipnotyzujące spojrzenie. Patrząc na sowę, mamy wrażenie, że ona wie o nas to, co chcielibyśmy ukryć – opowiada przyrodnik.

Czyż więc sowa jako symbol wiedzy może jeszcze kogoś dziwić?!

Dookoła głowy

Sowie oczy to jednak nie tylko źródło symboliki, lecz także doskonale działający mechanizm. Oko sowy jest tak zbudowane, że umożliwia jej wydłużenie ogniskowej i w rezultacie działa jak teleobiektyw. Sowie oczy mają też nieporównywalnie więcej światłoczułych komórek, dzięki czemu wychwytują więcej światła, a to bardzo przydatne, gdy poluje się o zmroku. Puszczyk np. jest obdarzony aż 56 tys. światłoczułych pręcików na milimetr kwadratowy. Jasność widzenia wzmacnia specjalna błona umieszczona za siatkówką, która odbija światło wpadające do oka. Właśnie dlatego oczy tych ptaków świecą w ciemnościach niczym reflektory, co często napawa nas lękiem. Podobno sowa widzi w nocy tak jak człowiek w bardzo pochmurny dzień.

Oczy sów są tak czułe, że trudniej im jest skupiać się na bliskich przedmiotach. Z natury sowy są więc dalekowidzami. Żeby uchwycić ostrość, charakterystycznie poruszają głową. To poruszanie głową to także ekwilibrystyka, która zawsze wzbudza sensację, a u niektórych wręcz strach.

(Fot. LagunaticPhoto/Getty Images) (Fot. LagunaticPhoto/Getty Images)

– To kolejny powód, dla którego zaczęliśmy widzieć w sowach ptaki diabła. Przecież ludziom opętanym na różnych filmach i w różnych książkach zdarza się obracać głowę w ten właśnie sposób pod wpływem piekielnych mocy. Tymczasem sowy, bez pomocy sił nieczystych, kręcą głową i w jedną, i w drugą stronę z takim rozmachem, że gdyby chcieć określić ich zakres ruchu, byłoby to około 270° w jedną tylko stronę! – mówi Jacek Karczewski.

Oczywiście nie robią tego, by przerazić postronnych obserwatorów, a dlatego że ich oczy są nieruchome i wąsko osadzone. Obracają więc głową, by „wyostrzyć” wzrok i poszerzyć swoje pole widzenia. Gdyby jakiś bardzo uparty i odporny na ból człowiek spróbował wykonać podobną gimnastykę, najpewniej zablokowałby, a może nawet zerwał naczynia krwionośne, odciął dopływ krwi do mózgu i w konsekwencji stracił przytomność lub umarł. Sowom to jednak nie grozi, co dokładnie przebadał dr Philippe Gailloud z Johns Hopkins University School of Medicine.

(Fot. Mark Harder/Getty Images) (Fot. Mark Harder/Getty Images)

Naukowiec przeprowadził wiele sekcji martwych sów i odkrył, że te manewry umożliwia specyficzna budowa sowiej szyi, która liczy aż 14 kręgów, podczas gdy ssaki – nawet żyrafa – mają ich 7. Główny klucz do sukcesu to jednak szyjny system krwionośny sów, który jest właściwie jednym dużym przewodem. Znajduje się on przy kręgosłupie, a więc przy osi obrotu (u ludzi kilka przewodów położonych jest po bokach szyi). Dzięki temu tętnice dostarczają mózgowi tlen, gdy sowa kręci głową jak szalona, bystrymi oczami skanując przestrzeń. Jednak w całkowitej ciemności nawet sowy nie widzą. Gdy gasną światła – zaczynają „patrzeć uszami”.

Na nasłuchu

Sowy słyszą doskonale! To właśnie ten zmysł czyni z nich wyjątkowych nocnych łowców, a jest o tyle zaskakujący, że uszu nie widać. To, co często bierzemy za uszy, a więc dłuższe piórka u uszatki czy puchacza, nie służy do słuchania, a do wyrażania emocji i manifestowania nastroju innym osobnikom oraz być może do kamuflażu. Sowy ucha zewnętrznego nie mają wcale, wewnętrzne uszy zaś zlokalizowane są po bokach głowy i u niektórych gatunków – asymetrycznie. To ułatwia wyjątkowo precyzyjną lokalizację źródła dźwięków.

– Być może nikt nie słyszy tak doskonale jak, przynajmniej niektóre, sowy. Każdy dźwięk, jaki słyszy sowa, przekłada się w jej głowie na trójwymiarowy obraz i to dlatego mówimy o nich, że widzą uszami. Właśnie dzięki słuchowi choćby płomykówki mogłyby polować i poruszać się w absolutnych ciemnościach lub z zamkniętymi oczami, czyli nie widząc niczego. I kierując się wyłącznie dźwiękiem – bez trudu zaatakować i złowić mysz popiskującą pod śniegiem czy liśćmi choćby z odległości 60 metrów – podkreśla Jacek Karczewski.

(Fot. Paul Bruch Photography/Getty Images) (Fot. Paul Bruch Photography/Getty Images)

A sowy, żeby żyć, muszą polować. Tylko dwa spośród 248 znanych gatunków sów skuszą się czasem na jakąś jagódkę. Cała reszta to zdeklarowani mięsożercy. Polują na owady, ptaki, ryby, a przede wszystkim małe ssaki. A żeby polować skuteczniej – robią to w nocy. Zamiana dnia na noc, gdy sowy nie mają żadnej konkurencji, przynajmniej jeśli chodzi o ptaki, była ewolucyjnie bardzo mądrym posunięciem.

– Sowy zjadają wyłącznie upolowane przez siebie mięso i – z tego, co wiemy – nigdy nie żywią się padliną. Są przy tym niesamowicie przewidujące i zapobiegliwe. Robią sobie zapasy, czasami na wiele tygodni. Absolutną podstawą menu zdecydowanej większości sów są gryzonie. Pisklętom niektórych sów, które będą utrzymywane na diecie pozbawionej gryzoni, grożą poważne zaburzenia rozwojowe – wyjaśnia ekspert.

Życie rodzinne

Sowy nie budują gniazd. Wiele z nich osiedla się w dziuplach lub podobnych zakamarkach, inne zajmują odpowiednio duże gniazda opuszczone przez inne ptaki. Jeżeli jest bardzo „mysi” rok, a więc gdy jedzenia jest pod dostatkiem, bo mocno rozmnożyły się gryzonie, sowy składają więcej jaj i wychowują więcej piskląt. Jeśli jednak źle oceniły sytuację i zaczyna brakować jedzenia, przeżyją tylko najsilniejsi i najstarsi z rodzeństwa – czasami dzięki tym młodszym, które staną się ich pokarmem. Mimo to sowy są rodzicami niezwykle oddanymi.

– Podział obowiązków jest przeważnie bardzo wyraźny. Ona zajmuje się domem, czyli gniazdem, ona oczywiście składa, a potem wysiaduje jaja. Gniazdo to domena samic, m.in. dlatego że one są przeważnie dużo większe od swoich partnerów i w razie potrzeby lepiej sobie poradzą z wrogiem. Sowiej mamie przypada też opieka nad małymi jeszcze pisklętami. Tata w pierwszym okresie życia prawie nie widuje maluchów – mówi Jacek Karczewski. Sowie mamy zajmują się potomstwem z ogromnym poświęceniem: nawet gdy w okolicy brakuje jedzenia, mamy ćwiartują to, co uda się zdobyć, i podają pisklętom wprost do dzioba, nawet jeśli same przez wiele dni nic nie jadły. Po urodzeniu maluchy są naprawdę bardzo brzydkie i pokraczne, ale dobrze odkarmione pięknieją w oczach.

(Fot. Lavin Photography/Getty Images) (Fot. Lavin Photography/Getty Images)

– Imponująca jest sowia metamorfoza– jak z „Brzydkiego kaczątka”. Dorosłe sowy potrafią być bardzo piękne, pokryte niezwykle miękkimi, aksamitnymi piórami, które tworzą fantastyczne wzory – opisuje przyrodnik. Sowie upierzenie odgrywa rolę swoistego amortyzatora. Każde pióro gęstego, a niezwykle delikatnego w dotyku upierzenia, na górnej powierzchni chorągiewki pokryte jest aksamitnym puszkiem. Dzięki niemu pióra, ocierając się o siebie w czasie lotu na przykład, nie wydają dźwięków – sowa może więc lecieć zupełnie bezszelestnie i bezwietrznie, co oczywiście pomaga jej zaskakiwać niczego niespodziewające się ofiary, ale też może być kolejnym argumentem za ich demonicznością. Sowie mamy to prawdziwe walkirie. Stoją na straży gniazd i są w obronie potomstwa niezwykle zdeterminowane.

– Chyba tylko szaleniec odważyłby się na to, żeby zaatakować sowie gniazdo lub choćby się do niego zbliżyć. Oczywiście ptaki wysyłają sygnały ostrzegawcze „nie podchodź, bo nam się to nie podoba”, ale jeśli jakiś delikwent takiego ostrzeżenia nie uszanuje, raczej kończy marnie, bo, atakując, celują w głowę i kark, a nawet oczy. Znam historię człowieka, który stracił oko właśnie w taki sposób: zignorował wszystkie ostrzeżenia, które wysyłały puszczyki, i postanowił zajrzeć do gniazda – przestrzega autor „Nocy sów”.

(Fot. Stan Tekiela/Getty Images) (Fot. Stan Tekiela/Getty Images)

Kiedy sobie wilkiem, kiedy czułym kochankiem

Sowy to bardzo silne ptaki, dodatkowo terytorialne i zaborcze. Ich determinacja w obronie gniazda bywa legendarna, podobnie jak zuchwałość w zdobywaniu pożywienia. Wielki puchacz na swojej liście posiłków ma ponad 270 gatunków różnych zwierząt, w tym dużo jeszcze większych od siebie – potrafi upolować małego dzika, młodą sarnę czy kozicę. Tę ostatnią umie nawet strącić ze skały! Sowy polują też na siebie nawzajem.

– Nie po to, żeby się zjadać, a po to, by wyeliminować konkurencję. Żyjemy w czasach, gdy wiele gatunków zwierząt ma coraz mniej przestrzeni do życia, coraz mniej jedzenia w tej przestrzeni. Konkurencja wzrasta, sowy konkurują ze sobą nie tylko o pokarm, ale także o potencjalne miejsca lęgowe. By przetrwać, przepędzają inne sowy ze swoich terytoriów, często bardzo brutalnie – tłumaczy Jacek Karczewski.

Z jednej strony silne, bezwzględne i drapieżne, z drugiej czułe i… romantyczne. Gody u puszczyków na przykład zaczynają się późną jesienią i wczesną zimą i są bardzo głośne.

– Przyszli kochankowie – on i ona – często śpiewają w duetach. Te ich miłosne arie bywały zresztą opacznie interpretowane. W zamierzchłych czasach wraz z początkiem zimy ludziom dokuczały różne zarazy, a że za oknami krzyczały zakochane sowy, był to kolejny powód, żeby kojarzyć je ze śmiercią, zwłaszcza że tak chętnie osiedlały się w naszym sąsiedztwie, w tym na cmentarzach, gdzie miały wszystko, czego sowa potrzebuje do szczęścia – gryzonie, „grzędy”, na których można przysiąść, ciszę i spokój, które pozwalały skoncentrować się na polowaniu. A człowiek zinterpretował te zwyczaje po swojemu… – mówi Jacek Karczewski.

Donośne sowie gody kończą się zwykle zawarciem związku na lata. Większość sów, szczególnie tych większych, łączy się ze sobą w pary na całe życie.

(Fot. David Hobcote/Getty Images (Fot. David Hobcote/Getty Images

– To bardzo oddani sobie partnerzy, ale także kochankowie. Okazują sobie wiele czułości. Pan sowa obsypuje partnerkę podarkami – w dowód miłości znosi jej smakowite norniki. Sowy uprawiają miłość częściej niż inne gatunki, może dlatego wśród sów rzadko zdarzają się zdrady. Gdy przy sowiej parze zaczyna się kręcić ktoś trzeci, oboje solidarnie go przeganiają. To ptaki imponująco wierne i lojalne – mówi nasz ekspert, którego w sowach najbardziej fascynuje to, że są pełne sprzeczności. Nazywa je „ptakami wielkich kontrastów”.

– Z jednej strony krwawe drapieżniki, a z drugiej ptaki niezwykle czułe i oddane sobie nawzajem. Z wielką troską traktują swoje pisklęta, ale są przy okazji zaborcze i gotowe bezwzględnie atakować każdego, kto naruszy granice ich terytorium. Towarzyszyły najwspanialszym boginiom, największym bóstwom, a kiedy indziej symbolizowały śmierć, pożogę i całą paletę złych mocy. Nawet budowa ich ciała jest kontrastowa: wielkie, silne stopy, zwieńczone monstrualnymi pazurami wyglądają, jakby pochodziły od innego ptaka, bo na nich osadzony jest delikatny, kruchy korpus, pokryty aksamitnym upierzeniem. Ta ich dwojaka natura jest dla mnie największą zagadką, której człowiek pewnie nigdy nie rozwikła do końca...

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze