fbpx

Ekomisja Julii Fiedorczuk

Ekomisja Julii Fiedorczuk
Julia Fiedroczuk (Fot. Albert Zawada/WL)

Aktywizm musi być przekonujący, radosny, piękny. Inaczej jest to tylko bezproduktywne czarnowidztwo − mówi Julia Fiedorczuk, i przekonuje, żeby potrzebny do działania zachwyt czerpać z poezji.

Pięć lat temu wspólnie z meksykańskim poetą i tłumaczem mieszkającym w Warszawie, Gerardem Beltránem napisaliśmy trójjęzyczny (po polsku, hiszpańsku i angielsku) esej pt. „Ekopoetyka. Ekologiczna obrona poezji”, w którym staraliśmy się przyjrzeć temu pojęciu od strony etymologicznej. Ma ono źródłosłów grecki, gdzie eko, czyli oikos oznacza dom, gospodarstwo domowe, społeczność, a poiesis − tworzenie, tak jak robi to rzemieślnik: z elementów. Zatem chodzi o głęboki namysł, ale i pewien rodzaj życiowych praktyk nakierowanych na budowanie świata jako wspólnego domu wszystkich istot, nie tylko ludzi, na Ziemi.

Zawsze ciekawiło mnie, jak życie ludzkie splecione jest z życiem innych istot i procesów, które zachodzą na Ziemi, i moje pisanie od początku jest zanurzone w tych tematach. Im bardziej się nimi interesowałam, tym bardziej docierała do mnie świadomość straty, jakiej dziś doświadczamy w związku z wielkim wymieraniem gatunków. Ta strata jest faktem, więc musimy przeżyć żałobę, żeby móc odzyskać pewien rodzaj sprawczości. A poezja jest przestrzenią, która pomaga przejść przez proces żałoby ekologicznej. Nie tylko jako źródło narzędzi, ale też miejsce do zbudowania pewnego rodzaju zachwytu, który da nam energię do działania. Poezja daje także silniejsze odczuwanie życia i świata, a to jest ważne, bo aktywizm musi być przekonujący, radosny, piękny. Inaczej jest to tylko bezproduktywne czarnowidztwo.

Niezbyt interesują mnie tzw. wiersze o przyrodzie, bo uważam, że są nieprzekonujące i nieadekwatne do współczesnego świata. Interesuje mnie za to poezja, która za pomocą swojej formy, metafory i głębokiej pracy z wyobraźnią, z dźwiękiem, głosem i oddechem – reaguje na to, jak nasza planeta zmieniła się w ciągu ostatnich 20 lat. Jako amerykanistka uważnie obserwuję, co dzieje się w poezji w tamtejszym obszarze językowym, i zauważam, że jest to coś w rodzaju laboratorium metafory, sposobów mówienia. Z moich zainteresowań literaturoznawszych wyrosła właśnie ekopoetyka.

Szkoła rzemiosła

Razem z Filipem Springerem otworzyliśmy Szkołę Ekopoetyki, w której chcemy przekuć koncepcję w praktykę. Rozszerzyliśmy ją do przestrzeni namysłu także nad tym, w jaki sposób nasze praktyki językowe wpływają na kształtowanie relacji z więcej niż ludzkimi istotami i w jaki sposób odnieść się do faktu, że kryzys planetarny jest w pierwszym rzędzie kryzysem wyobraźni. Zaprosiliśmy osoby, które pracują z wyobraźnią – pisarzy, dziennikarzy, artystów – i które są zainteresowane budowaniem tego domu w sposób adekwatny do tego, jak działa przyroda, i wyzwaniami, które stawia przed nami epoka antropocenu. Przez rok podczas dziewięciu zjazdów będziemy czytać teksty i wspólnie je analizować, ale będziemy też wędrować po Polsce, spotykać się z różnymi ludźmi, począwszy od artystów, kulturoznawców, poprzez specjalistów od klimatu, po przyrodników. Pojedziemy na przykład zobaczyć krajobraz zniszczony przez kopalnię odkrywkową, ale też zobaczymy piękne miejsca, niektknięte przez ludzką działalność; będziemy słuchać i milczeć.

Zależy nam na zbudowaniu wrażliwości i języka, który nie będzie powtarzał szkodliwych klisz, używanych czasami także przez ludzi szczerze zaangażowanych w przyrodę. Często używamy na przykład słowa „natura”, a co ono właściwie dla nas znaczy? Bardzo liczymy na to, że nasi słuchacze będą zaszczepiać ten rodzaj wrażliwości tam, gdzie funkcjonują.

Julia Fiedorczuk, pisarka, poetka, tłumaczka i krytyczka literacka, adiunkt w Zakładzie Literatury Amerykańskiej Instytutu Anglistyki UW, współtwórczyni pierwszej w Polsce rocznej Szkoły Ekopoetyki, której pierwsza edycja właśnie się rozpoczęła.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze