Felieton Hanny Samson: wyjść poza standardy

Felieton Hanny Samson: wyjść poza standardy
fot.123rf

Większość z nas ma problemy z poczuciem własnej wartości. Gdyby nie to, mogłybyśmy góry przenosić! Co wy na to, by ruszyć górę we własnej głowie i docenić swoją kobiecość? Zacznijmy od macicy.
Niedawno dowiedziałam się z sieci, że w polskiej edycji „Harper’s Bazaar” ocenzurowano wywiad z aktorką Jennifer Lawrence. Wywołało to wiele komentarzy, bo sprawa wbrew pozorom nie jest błaha. Ale najpierw zobaczmy, o co chodzi. Opisała to świetnie Anna Gacek w felietonie gościnnym na foch.pl. W jej tekście możemy przeczytać, co powiedziała Jennifer Lawrence na temat sukienki, którą miała na gali Złotych Globów: „Ta sukienka to był mój plan B. Plan A nie wypalił, bo sezon wręczania nagród od lat jest zsynchronizowany z moim cyklem menstruacyjnym. Wygrała czerwona sukienka, bo nie była tak opinająca z przodu. Nie musiałam spędzić gali z wciągniętym brzuchem. Ta druga sukienka była naprawdę, naprawdę obcisła, a ja nie zamierzam zaciskać mojej macicy, nie muszę się tak poświęcać”.

Jennifer miała miesiączkę, w czasie miesiączki macica się powiększa, i to zdecydowało o wyborze sukienki. Co z tego wynika? Że nawet gwiazda miewa miesiączkę, która wpływa na jej zwykle idealną figurę. I że jej chęć zadbania o swój komfort w tym czasie może decydować o wyborze sukienki. Nic wielkiego, ale i tak jej słowa zostały zauważone i docenione w licznych komentarzach na świecie. Bo niby oczywiste, że gwiazdy nie są idealne i miewają miesiączkę jak zwykłe kobiety, ale o tym się przecież nie mówi. W polskiej edycji „Harper’s Bazaar” słowa Lawrence brzmią następująco:

„To była moja druga opcja, w pierwszą nie mogłam się ubrać, bo okazała się zbyt opięta, a ja nie mam zamiaru wciągać brzucha i udawać szczuplejszej, niż jestem”.

Wszystko jasne! My tu nie używamy takich gorszących słów jak cykl menstruacyjny czy macica i potrafimy te wstydliwe sprawy omijać. Niech sobie Lawrence wychodzi poza schemat wypowiedzi gwiazd, ale nasza czytelniczka nie musi o tym wiedzieć. My tu sobie po swojemu celebrujemy kobiecość, w której nie ma miejsca na gorsze dni. Kobieta ma być idealna, a miesiączka do tego nie pasuje.

W poprzednim felietonie pisałam o tym, że ciało to dla kobiet sfera wstydliwa. Patrzymy na nie z zewnątrz, oceniającym okiem. W gruncie rzeczy jest to oko męskie, które udało nam się pięknie uwewnętrznić. Dzięki temu wygląd jest dla nas ważniejszy niż to, jak doświadczamy ciała. Tak na nas działają wszechobecne standardy kobiecości, które Lawrence próbowała przekroczyć, ale polska redakcja była czujna. Nie mówmy o macicy i miesiączce! A właściwie dlaczego mamy nie mówić?

Amerykańska położna Ina May Gaskin powiedziała kiedyś, że gdyby to mężczyźni mieli tak niesamowitą część ciała jak macica, nie przestawaliby się tym chwalić. Przeczytałam to w książce Lucy H. Pearce „W rytmie księżyca. Kiedy dziewczynka staje się kobietą”, która właśnie ukazała się w Polsce. Bo co to jest macica? Lucy H. Pearce opowiada o niej dziewczynkom:

„Wewnątrz ciała, za pochwą, mamy magiczną jaskinię – macicę. Ukryte miejsce, z którego ty też pochodzisz, w którym rosłaś. Nigdy go nie zobaczysz, tak naprawdę nie możesz go nawet poczuć, ale to, co się tam dzieje, jest niezwykłe. Zwykle macica ma rozmiar gruszki, podczas menstruacji rozmiar grejpfruta, a kiedy jest się w ciąży – dużego arbuza”.

Czy nasze córki wiedzą o tym, jak są niezwykłe? Czy my same na pewno o tym wiemy? Informacja o powiększonej podczas menstruacji macicy Jennifer Lawrence nie przedarła się na strony luksusowego magazynu. Wiele kolorowych pism podobno afirmuje kobiecość, ale robią to raczej jednostronnie. Billboardy, teledyski, reklamy – z tysiąca źródeł dowiadujemy się, że kobiecość to atrakcyjność seksualna.

Jakiś czas temu wstrząsnęła mną książka „Żywe lalki” Natashy Walter, w której autorka analizuje sytuację dziewcząt i kobiet w Wielkiej Brytanii, ale i nas to dotyczy coraz bardziej. „Gdy dziewczynka idzie do szkoły, niemal na wszystkim, co tam ze sobą bierze, ma wizerunek Barbie albo Bratz – od majtek, przez spinki do włosów, aż po szkolny plecak. (…) Sprytne strategie marketingowe tych marek sprawiają, że lalka i prawdziwa dziewczynka zlewają się w jedno w stopniu niewyobrażalnym zaledwie pokolenie wstecz” – pisze Walter. Feministki w latach 70. ubiegłego wieku krytykowały Barbie. Nie podobała im się jej zbyt wąska talia, duży biust, za długie nogi i idealna twarz, ale to nic nie zmieniło. Barbie przetrwała do dziś, choć ostatnio podobno zdetronizowała ją Bratz. Lalki Bratz mają świetne ciuchy – minispódniczki, krótkie topy, kabaretki – i świetny makijaż. Chyba żaden ze strojów Bratz nie świadczy o tym, że Bratz ma jakiś zawód. Barbie bywała stewardessą czy dentystką, Bratz jest piękna, i to jej wystarcza. Oto oferta dla małych dziewczynek. Nasza kultura wmawia już nie tylko kobietom, ale i dziewczynkom, że najważniejsza jest atrakcyjność seksualna. Jeśli dziewczynki jakimś cudem jeszcze tego nie wiedzą, to wkrótce się dowiedzą, co to znaczy. Gdy staną się dziewczynami, ich energia zostanie skierowana na upiększanie siebie.

„W rytmie księżyca. Kiedy dziewczynka staje się kobietą” to książka dla dziewczynek. Przygotowuje je do pierwszej miesiączki jako ważnego wydarzenia w życiu. Wprowadza do wspólnoty kobiet. Uczy dumy z tego, kim jesteśmy. Wskazuje na potrzebę celebracji: „W naszej kulturze obchodzi się uroczyście różne ważne wydarzenia – urodziny, Boże Narodzenie, śluby i pogrzeby. Jednak bardzo wielu przełomowym momentom w życiu nie poświęcamy ani odrobiny uwagi. Żeby na nowo ożywić kulturę kobiet, trzeba przywrócić znaczenie tym rytuałom przejścia i znaleźć sposób, żeby upamiętniać chwile, które są dla nas ważne” – pisze Lucy H. Pearce i podsuwa dziewczynkom pomysły na ceremonię pierwszej miesiączki. Ale tak naprawdę to my, dorosłe kobiety, powinnyśmy pomyśleć, jak wprowadzić nasze córki w świat kobiet. A może najpierw warto wprowadzić tam siebie? Wyjść poza standardy kultury i docenić własną kobiecość? Dla nas samych i dla małych dziewczynek.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze