fbpx

Tomasz Jastrun: Kto w nas mieszka?

Tomasz Jastrun: Kto w nas mieszka?
materiały prasowe

Prawda bywa ważna tu i teraz. Po dniach traci wiele ze swej wagi.
„Każda epoka ma swój styl, nawet w drobiazgach i w innej epoce nie można pewnych rzeczy realizować. Mogłem w roku 1936 chędożyć Czesia Miłosza w mickiewiczowskiej celi Konrada u bazylianów w Wilnie. Była cudowna noc z księżycem i słowikiem”. Ta scena sprawiła, że znawcy literatury oniemieli: intymny, ale czy prawdziwy znak pamięci nakreślił w swych dziennikach Jarosław Iwaszkiewicz. „To tylko jego marzenie – twierdzą niektórzy – był przecież gejem, o czym pięknie i odważnie pisze w dziennikach. Ale Miłosz?! On słabość miał jedynie do kobiet”. Inni na to: „w przyrodzie seksu wszystko możliwe”. Zaś nasi „prawdziwi Polacy”, którzy Miłoszowi zarzucali brak polskości, triumfują: oto kolejny dowód na upadek moralny pisarza, mieliśmy rację, wołając, by nie chować go w krypcie zasłużonych w kościele Na Skałce.

Jakie to wszystko ma znaczenie wobec pięknych słów, wierszy i głębokich myśli. Rozumiem jednak, że dla badaczy biografii kwestia jest delikatna, a tu jeszcze tłem cela Konrada (od biegłych sądowych słyszałem, że zaskakująco wiele występków seksualnych zdarza się na ołtarzach i cmentarzach).

Tu nie będzie jednak sądowych dowodów. U bazylianów śpiewają już inne słowiki, nie żyją obaj zainteresowani. Na szczęście większość sytuacji w życiu nie wymaga prawdy bezwzględnej i sprawdzonej, no może z wyjątkiem spraw bankowych. Sama zaś prawda bywa ważna przede wszystkim tu i teraz. Po dniach nawet traci wiele ze swej wagi, a po stuleciach niemal wszystko. Straszna bywa potęga t e r a z – okrutna jest marność w c z o r a j…

Ściskałem raz dłoń Jarosława Iwaszkiewicza, czyniłbym to o wiele serdeczniej, znając jego piękne dzienniki. Byłem też raz w celi Konrada. Z Miłoszem nawet kiedyś rozmawiałem o Iwaszkiewiczu, ale to już inny temat.

Przyjaźnili się w młodości, Miłosz podziwiał starszego poetę. Po wojnie ich drogi dramatycznie się rozeszły. Iwaszkiewicz stał się wielkim pisarzem dworskim, niestety, był to dwór komunistyczny. Miłosz, ratując duszę przed stalinizmem, ucieka z kraju na wygnanie. Początki były trudne. Zosia Hertzowa z paryskiej „Kultury” opowiadała mi, jak Miłosz, mieszkając u nich pod Paryżem na początku swej tułaczki, gryzł ze stresu palce do krwi. Potem nad zatoką San Francisco było o wiele lepiej, co sam widziałem. W roku 85, spałem wtedy w jego garażu. Spokojnie… Garażowali tam tylko jego goście.

Iwaszkiewicz dostaje w PRL-u Nagrodę Leninowską, a jest to ciosem strasznym, gdyż grzebie jego szanse na Nagrodę Nobla. Dostaje ją Miłosz. Iwaszkiewicz na szczęście nie dożył tego roku. Nie zobaczył też cudu narodzin Solidarności, byłaby to klęska jego konformistycznej życiowej taktyki. Co mnie w tym fascynuje? Zagubienie i niepewność nawet tych genialnych. Miłosz pisał: „Moja niechęć do psychoanalizy była wymowna, to mogło świadczyć, że mam wiele do ukrycia. […] Zachowuję nieufność do psychiatrów i nigdy nie szukałem u nich pomocy.

Tych różnych zamieszkujących mnie osób nie znam, tego i owego najwyżej się domyślam”. Domyślanie się siebie to zawód pisarza, ale też bezwstydne korzystanie z różnych osób, które w nas zamieszkują. Miłosz męczył się ze sobą, jak większość z nas. Kilka jego małych pożarów sam miałem zaszczyt gasić, ale to już inna opowieść. O mękach codziennych Iwaszkiewicza mówią obficie jego dzienniki. Wielcy mają wszystkie problemy małych. Mali zaś przeżywają czasami problemy wielkich. W każdym z nas zamieszkuje wiele różnych osób.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>