1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony

Do poduszki: Pogotowie jedzie na sygnale

Tomasz Jastrun (Fot. Krzysztof Opaliński)
Tomasz Jastrun (Fot. Krzysztof Opaliński)
„Pogo” to tytuł książki Jakuba Sieczki, krótki i ona sama cieniutka, waży jednak sporo.

Pogo to skrót od „pogotowie ratunkowe”. Autor przez sześć lat jeździł karetką. Książka zdaje się pisana na jednym oddechu. Jest to opowieść o granicy życia i śmierci, niezwykłej, na której kiedyś wszyscy się znajdziemy. Ta relacja ma chwilami coś z litanii, słowa i obrazy sypią się jak ziarenka piasku. To doświadczenie ośmiu tysięcy przepracowanych godzin, spotkań z ludźmi w ostatecznych sytuacjach. Zawsze wydawało mi się, że praca w pogotowiu to dobry temat dla literatury, bo tematy ostateczne są atrakcyjne. Tę książkę mam ochotę ciągle cytować, najlepiej w całości. Przypadki medyczne są tak opisane, że stają się przypowieścią o ludzkim losie. Wszyscy bohaterowie tej książki to ludzka nieszczęsna rodzina, zaszczuta przez własny organizm, który się psuje. „Jak to jest uratować człowieka?” – pyta autor i odpowiada: „Fajnie jest. Świat jest wtedy przyjemny, praca sensowna…”. Dowiadujemy się, że najczęściej potrzebują pomocy starcy, przewlekle chorzy, jest cały świat narkomanów i alkoholików, ale też są dzieci. Z dziećmi bywa najtrudniej, bo jak powiedzieć matce, że jej dziecko nie żyje. Utrapieniem są kloszardzi: „Puchną im twarze, a z otwartych ran głowy sączy się ropa. Dostają wpierdol nie wiadomo za co i nie wiadomo od kogo. Gniją im odleżyny. Śpią w kałużach moczu. Mają świerzb i wszędzie się drapią. Zamarzają zimową nocą na Wale Miedzeszyńskim (…). Jest w Warszawie równoległy świat, wstydliwie podziemny, ukrywany przed tymi, którzy z torów życia nie wypadli. Czasami ten buzujący świat kogoś wypluje…”.

Ludzie, których odwiedza pogotowie, jeśli są przytomni, wiele mówią. „W mieście drzemią tysiące opowieści – prawdziwych, prawdziwie zmyślonych, estakady z dziesiątek lat poupychane w starych głowach”. Jak poradzić sobie z taką ilością ludzkiego cierpienia? Sieczko pisze: „Już doświadczony, jeszcze nie cyniczny – to najlepszy moment, by pracować w pogotowiu. Cynizmem bronimy się przed ludzkim nieszczęściem, które nas zatruwa. Niestety często jest tak, że trzeba po prostu zabrać sprzęt i wyjść. Zamykamy drzwi do mieszkania ze śmiercią w środku (…), na co dzień jednak to jest monotonia. Jeden raz przygoda, sto razy rutyna (…). Przede wszystkim nuda, powtarzalność, ci sami ludzie, te same trasy, narzekanie na to samo. Te same leki na zaostrzenia tych samych przewlekłych chorób”.

Poetyckie wyliczenia, talent literacki to siła tej opowieści: „Widziałem matkę płaczącą nad swoim dwudziestoletnim martwym synem i strzykawkę po heroinie w jego dłoni. Widziałem potrąconego przez pociąg szesnastolatka. Widziałem zdezorientowanego dwulatka i jego kompletnie pijanych rodziców” – wylicza autor na dwóch stronach książki. Przejmująca ostateczna litania. Już po pracy, gdy przechadza się po Warszawie, ma wrażenie, że wszystko mu kłamie. Ta książka o ciemnych stronach naszego losu ma w sobie wiele ciepła, jakie dają empatia, współczucie, talent. A mnie przypomina się podobna książka wydana w 1996 – „Zapiski z nocnych dyżurów” Jacka Baczaka (została teraz wznowiona). To opis Domu Pomocy Społecznej i odchodzenia jego mieszkańców. Przed laty, gdy prowadziłem telewizyjnego „Pegaza”, zrobiłem o niej i o jej autorze program. Jacek Baczak nie napisał już potem nic więcej. Czy podobnie będzie z Jakubem Sieczką? Bywają autorzy jednego niezwykłego tytułu. Jakby po zdobyciu tego szczytu nie mieli już sił na następny. Byłoby szkoda.

Tomasz Jastrun, poeta, prozaik, krytyk literacki, czuły obserwator świata. Zawsze z książką obok poduszki.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze