fbpx

Kinosaki – harmonia, która koi duszę

Kinosaki - harmonia, która koi duszę
Wewnętrzny ogród w najstarszym w Kinosaki, ponad 150-letnim, zajeździe Nishimuraya jest zielony nawet w środku zimy. Zaprojektowano go tak, by cieszył oczy gości, sprzyjał kontemplacji i relaksowi, idealnie uzupełniając kąpiele w gorących termalnych źródłach. (Fot. Anna Janowska)

Spokój, harmonia i siedem gorących termalnych źródeł, w których rozgrzewa się ciało. Kinosaki to uzdrowisko niedaleko Kioto. Wszystko tu służy odpoczynkowi w tradycyjnym japońskim stylu.

W uzdrowisku Kinosaki jest siedem kąpielisk publicznych z wodą termalną oraz wiele tych prywatnych. poukrywanych w hotelach i tradycyjnych zajazdach, zwanych ryokan – jak tu, w najstarszym i najbardziej luksusowym Nishimuraya Honkan. (Fot. materiały prasowe Nishimuraya Honkan)
W uzdrowisku Kinosaki jest siedem kąpielisk publicznych z wodą termalną oraz wiele tych prywatnych. poukrywanych w hotelach i tradycyjnych zajazdach, zwanych ryokan – jak tu, w najstarszym i najbardziej luksusowym Nishimuraya Honkan. (Fot. materiały prasowe Nishimuraya Honkan)

Na drzwiach pokoju wisi karteczka ze starannie wykaligrafowanym imieniem, zamienionym w dwa znaki. Dalej niewielki przedsionek, w którym należy zdjąć buty i boso albo w skarpetkach wejść do pokoju wyłożonego tatami. Na środku niski stół o błyszczącym blacie, wokół fotele bez nóg i z jednym tylko podłokietnikiem. Na ścianie kaligrafia, pod nią pojedynczy kwiat w wazonie. I tyle. Łóżko, a raczej puchaty materac, czyli futon, kryje się w szafie i dopiero pod wieczór pojawi się razem z lekką kołdrą i poduszką wypełnioną ziarnami gryki. Choć nie, to nie wszystko. Jest jeszcze taras, z którego widać wewnętrzny ogród, zielony, mimo że to środek zimy. Wrażliwsze na chłód rośliny otulają chochoły słomy, a wokół drzew formowanych niczym bonsai rozpostarto oryginalne „parasole” ze sznurków, mające podtrzymywać gałęzie i chronić je przed połamaniem pod śniegiem. Na środku sadzawka, w której pływają, ciesząc oko, kolorowe karpie koi. Budynek zaprojektowano tak, by wszyscy goście mogli podziwiać ogród, nie widząc się jednocześnie. Tak właśnie buduje się tradycyjne ryokany, czyli zajazdy, jakich wiele powstało w Japonii w epoce Edo (XVII-XIX w.), kiedy to rządzący krajem szogunowie przenieśli stolicę z Kioto, siedziby cesarza, do Edo, czyli dzisiejszego Tokio. Do dziś ryokany, nawet te współczesne, to miejsca, gdzie można zaznać tradycyjnej japońskiej gościnności we wnętrzach o równie klasycznym wystroju.

Wiosną Japończycy lubią kontemplować opadające płatki wiśni, zimą – spadające z nieba płatki śniegu. (Fot. Anna Janowska)
W sintoistycznej świątyni można sobie również powróżyć. Jeżeli wróżba – omikuji – jest pomyślna, zabiera się ją ze sobą. Jeżeli nie, przywiązuje się ją do sznurka w świątyni, zostawiając w sposób symbolicznie zły los za sobą. (Fot. Anna Janowska)
Kapliczka sintoistyczna schowana w ogrodzie. (Fot. Anna Janowska)

Ryokan Nishimuraya jest najstarszym, bo liczącym ponad 150 lat, zajazdem w Kinosaki, mieście uzdrowisku leżącym u ujścia rzeki Maruyama do Morza Japońskiego. Z Kioto dojeżdża się tu pociągiem w niecałe dwie godziny. Od lat Japończycy przyjeżdżają tu relaksować się w naturalnych, bogatych w minerały i lecznicze pierwiastki termalnych źródłach, czyli onsenach. W Kinosaki siedem z nich jest obudowanych ogólnodostępnymi łaźniami, a dodatkowo niektóre hotele, jak chociażby Nishimuraya, mają jeszcze źródła prywatne.

Zielone cały rok sosny na tle niosącej śnieg chmury – tak ceniący poetyckie nazwy Japończycy mogliby podpisać to zdjęcie. (Fot. Anna Janowska)

Każdy z gości dostaje specjalne bawełniane kimono zwane yukata, oraz geta – japonki na drewnianej podwyższonej podeszwie – i stukając nimi o bruk, z mapką w ręku, pielgrzymuje od jednego źródła do drugiego. Łaźnie mają osobne części dla kobiet i mężczyzn, bo kąpiel należy odbyć nago. Wizyta w onsenie to rytuał, warto więc podpatrywać, co robią obeznane z nim Japonki. Na początek obowiązkowy prysznic, który bierze się tu, siedząc na niskim drewnianym stołeczku, połączony z dokładnym szorowaniem całego ciała. Dopiero później można się zanurzyć w basenie termalnym. Często do wyboru jest jeden wewnętrzny oraz ten drugi, zewnętrzny, otoczony kamieniami i miniaturowym ogrodem, który zimą w kłębach pary staje się zadziwiająco tajemniczy. W onsenach się nie pływa, ale pławi, woda w niektórych z nich jest tak gorąca, że da się wytrzymać zaledwie chwilkę. Kiedy robi się zbyt ciepło, to znak, że czas założyć na rozgrzane ciało yukatę i przenieść się do kolejnego źródła.

Geta, japonki na drewnianej podwyższanej podeszwie, do chodzenia po dworze. (Fot. Anna Janowska)

Każda z siedmiu łaźni urządzona jest w innym stylu, a kąpiel w niej ma odmienne właściwości. Drewnianą Goshono-yu, zwaną „wodą piękności”, wzniesiono w stylu pałacu cesarskiego w Kioto, a zanurzenie się tu przynosi szczęście w miłości. Z kolei pławienie się w wodach Ichino-yu, czyli „kąpieliska numer jeden”, inspirowanego teatrem kabuki, pozwala się nie tylko zrelaksować, ale również… przynosi szczęście w podróży.

Wielokolorowe karpie koi uważane są za ryby inteligentne. Potrafią po krokach poznać właściciela, czasem nawet dają się pogłaskać. (Fot. Anna Janowska)

Kąpiele dobrze też robią na apetyt, więc w Kinosaki nie brakuje miejsc, w których można pysznie zjeść. Zimą smakoszy przyciąga tu sezon na śnieżnego kraba matsuba, słynącego z niezwykle delikatnego, lekko słodkawego mięsa. Najbardziej niezwykłym sposobem na spróbowanie go jest tradycyjna kolacja kaiseki składająca się z pięknych minidań. Kucharz przygotowuje ją z najlepszych składników, jego mistrzostwo polega na podkreśleniu ich naturalnego smaku. Jak zawsze w Japonii ważny jest też wygląd dań, podanych w wyszukany sposób na przepięknych maleńkich talerzykach i miseczkach, oraz kolejność – tak by tekstury oraz smaki raz ze sobą kontrastowały, raz się równoważyły. Kraba spróbujemy więc kolejno na surowo, gotowanego w zupie, smażonego, grillowanego, pieczonego…

Tradycyjna kolacja kaiseki składa się z wielu pięknie podanych minidań. (Fot. Anna Janowska)
Zimowa kuchnia w Kinosaki to nie tylko śmieszny krab matsuba, ale i inne smakołyki prosto z morza. (Fot. Anna Janowska)

Taka kolacja, szczególnie po wizycie w siedmiu źródłach, to nie lada przeżycie. Przygotowuje do niego termalna kąpiel, która – jak wierzą Japończycy – oczyszcza ciało i umysł. Godzi bowiem dwa żywioły: ogień i wodę. A następujące po kapielach kaiseki w piękny sposób karmi zmysły, odżywiając jednocześnie ciało.

Termalny basen na tle ośnieżonego ogrodu w nowoczesnym hotelu Nishimuraya Shogetsutei. (Fot. materiały prasowe)