Pustynny Sułtanat Omanu

fot. iStock

Plaże są tu piaszczyste i puste, wysokie góry poprzecinane spektakularnymi kanionami i szerokimi dolinami. Gościnni mieszkańcy witają przybyszy kawą z kardamonem i płatkami róż. Bo Oman to kraj wyjątkowy, nie tylko spośród tych na Półwyspie Arabskim.

Skaliste złote zbocza opadające na dno kanionu są spękane i suche. Jest gorąco i nie czuć bryzy jak nad błękitnym morzem, które zostawiłam za plecami. Wadi Szab zachwyca urodą, a wyprawa w górę tego kanionu jest o tyle łatwa, że po drodze można się schłodzić. Gdy tylko trafię na jeziorko wypełnione większą ilością wody, wskakuję do niego tak, jak stoję, zdejmuję tylko buty. Niektórzy z wędrujących tu turystów rozbierają się do kostiumów, ale jakoś nie w smak mi świecenie golizną przed piknikującymi w cieniu palm rodzinami Omańczyków. Mężczyźni ubrani są w sięgające do kostek i zakrywające ręce aż do nadgarstków białe szaty, kobiety chowają ciało pod czarnymi abajami, a włosy zakrywają chustami. Tylko dzieciaki biegają ubrane w T-shirty. Wskakuję więc do wody w szarawarach do kostek i w bluzce z rękawami do łokcia, a wszystko i tak wyschnie w upale, zanim dojdę do kolejnego jeziorka. Najpiękniejsze jest to na końcu doliny, którym można dopłynąć aż do wodospadu ukrytego w skalnej grocie.

W cieniu kadzidłowca

Im wyżej się wspinam, tym skały bardziej poszarpane, a woda coraz częściej ujarzmiona przez kanały irygacyjne, które w Omanie doprowadzają ją wszędzie tam, gdzie cokolwiek się zieleni. Systemy nawadniające nazywają się tu falaj (z arabskiego „rozdzielać”) i gdyby nie one, Oman nie mógłby istnieć, nie dałoby się tu ani żyć, ani nic uprawiać. 80 procent powierzchni tego kraju to przecież pustynia – częściowo kamienista i płaska, częściowo pełna bajecznych piaskowych wydm.

Niektóre rośliny, tak jak palmy daktylowe, nazywane roślinami wielbłądami, umieją rosnąć, cierpliwie czekając na swoją porcję wody. Może dlatego to jedne z najdłużej towarzyszących człowiekowi drzew owocowych na świecie – uprawiano je tu już około 4000 p.n.e. Za to niemal bez wody, pojone tylko wilgocią znad morza, potrafią rosnąć kadzidłowce, te same, których żywicę razem z mirrą i złotem złożyli w darze w Betlejem trzej królowie ze Wschodu. Dzięki wytrwałości tych niesamowitych drzew Oman od wieków był ważnym miejscem na szlaku kadzidła, zwanego olibanum.

Gdyby nie zmyślny system irygacyjny, nie powstałby potężny fort w Nizwie, dawnej stolicy Omanu. Nie byłoby też Maskatu, obecnej stolicy, która leży w miejscu zupełnie pozbawionym słodkiej wody. Słonej jest aż w nadmiarze, bo Maskat rozłożył się nad Zatoką Omańską. Za plecami i po bokach ma pozbawione roślinności brązowe góry wyglądające trochę jak Alpy oprószone piaskowym pyłem. Maskat jest inny niż sąsiednie stolice, daleko mu do Dubaju czy Abu Zabi. Nie ma tu zbyt wiele szkła, metalu ani wieżowców, nie ma sztucznych wysp w kształcie palm czy najwyższych na świecie budynków. Ale to wcale nie znaczy, że Maskat nie ma charakteru. Wręcz przeciwnie, ma go chyba nawet więcej niż sąsiednie aglomeracje, bo widać w nim ciągłość. To nie oaza wybudowana na pustyni od zera, ale miasto tworzące swoją tkankę od wieków. Niemal całe w bieli, ostentacyjnie niskie wśród pnących się w górę stolic Półwyspu Arabskiego, pełne zarówno tradycyjnych bazarów ze stosami daktyli i przypraw, jak i nowoczesnych centrów handlowych. Idealnie pasuje do Omanu, który nieco w cieniu bogatszych sąsiadów zbudował tożsamość na tradycji, otwartości i potędze wywodzącej się z czasów, gdy kontrolował większość szlaków handlowych wiodących przez Ocean Indyjski.

Dziś Oman jest najbardziej tolerancyjnym spośród krajów Półwyspu Arabskiego. Wielkością przypomina Polskę, ale mieszkają w nim zaledwie cztery miliony ludzi! Na jeden kilometr kwadratowy przypada tu tylko 12 osób. Dla porównania – w Polsce są to 123 osoby. Rodowici Omańczycy stanowią połowę mieszkańców. Reszta to pracownicy z Europy, Indii, Pakistanu, Bangladeszu, którzy Oman karmią, budują go i sprzątają.

Historia i nowoczesność

W Maskacie symbolem nowoczesności jest Opera Królewska otwarta w 2011 roku przez kochającego muzykę sułtana Kabusa ibn Sa’ida. I jeszcze – również wzniesiony przez niego – otoczony pomarańczowymi drzewkami – Wielki Meczet z pięcioma strzelistymi minaretami, w tym najwyższym, aż 90-metrowym. Budowla zachwyca proporcjami, ostrymi łukami bram, krągłością kopuł i ciepłym odcieniem sprowadzonego z Indii beżowego piaskowca.

Sam sułtan mieszka w Al-Alam, czyli „pałacu flagi”, który jest jednym z niewielu kolorowych budynków w tym białym mieście. Warto zaznaczyć, że bez sułtana Kabusa Oman nie byłby tak nowoczesnym krajem. To on otworzył go na świat i zjednoczył zwaśnione klany. Tylko władzę przejął mało chlubnie – przeprowadzając zamach stanu. Odsunął od władzy własnego ojca, sułtana, który trzymał kraj w biedzie i zacofaniu. Gdy Kabus zaczynał rządy w 1970 roku, w całym kraju było zaledwie dziesięć kilometrów asfaltowych dróg. Dziś ten długi niczym banan kraj spięty jest siecią autostrad – ta najdłuższa, z Maskatu do Salali na południu, liczy aż tysiąc kilometrów. Równiutkie drogi prowadzą wzdłuż całego wybrzeża o pięknych piaszczystych plażach, tak spokojnych, że żółwie morskie przypływają na nie składać jaja. Gładkim asfaltem dojedziemy też pod szczyt Dżabal Szams, liczącą 3004 metrów Górę Słońca, najwyższą w Omanie i na całym Półwyspie Arabskim.

Tuż obok prężą się Zielone Góry (Dżebel Achdar), których kamieniste zbocza są upstrzone piegami drzew oliwnych, jałowców i krzaków tymianku, oregano oraz rozmarynu. Trafiam tu do niesamowitego hotelu położonego na pustkowiu, na skraju przepaści. Alila Jabal Akhdar przyklejony jest do urwiska, a zlewające się z szarobrązowymi skałami kamienne bungalowy rozrzucone są niczym kostki do gry. Zewsząd roztacza się spektakularny widok na kanion, który wygląda, jakby ktoś ostrym nożem przeciął nagie skały. W powietrzu czuć zapach kadziła, które w Omanie rozpala się z okazji przybycia gości. Na wędrowców czekają też kawa z kardamonem i płatkami róż, nalewana z wypolerowanych dzbanków z ostrym dzióbkiem, oraz pożywne, mięsiste daktyle.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »