Miłość i randkowanie według Jane Austen. Rozmowa z Katarzyną Miller

Czy przepis na udane randkowanie oraz szczęście w miłości możemy znaleźć u XIX-wiecznej pisarki? (portret Jane Austen, fot. BEW)

Cóż mogła wiedzieć o związkach stara panna z angielskiej prowincji, w dodatku żyjąca 200 lat temu? Otóż całkiem sporo. Jane Austen, bo to o niej mowa, była znakomitą pisarką i prawdziwą znawczynią dusz, i to nie tylko kobiecych.

Udane randkowanie

Lauren Henderson, autorka książki „Randkowanie według Jane Austen“ (wyd. Burda) twierdzi, że zdrowy rozsądek angielskiej pisarki i rady dla kobiet poszukujących miłości, jakie przemyca w swoich książkach, są dzisiaj jeszcze bardziej aktualne niż kiedyś. Ujęła je w dziesięciu punktach:

1. Jeśli mężczyzna ci się podoba, jasno daj mu to do zrozumienia.

2. Nie afiszuj się ze swoimi uczuciami, jeśli nie są w pełni odwzajemnione.

3. Nie stosuj gierek i nie manipuluj ludźmi.

4. Ufaj własnej intuicji.

5. Nie zakochuj się w powierzchownych zaletach.

6. Wybieraj mężczyzn, którzy wydobywają z ciebie to, co najlepsze.

7. Nie bierz ślubu dla pieniędzy, z wygody albo samotności.

8. Bądź błyskotliwa, ale nie cyniczna, niedyskretna czy okrutna.

9. Cierpliwie czekaj na odpowiedniego mężczyznę.

10. Jeśli twój ukochany zasłużył na reprymendę, udziel mu jej.

„Duma i uprzedzenie”, „Rozważna i romantyczna” czy „Emma” to nie tylko kultowe powieści dla kobiet, ale też antidotum na miłosne potyczki. (Portret Jane Austen, Fot. Getty Images/ Gallo Images)

Jane Austen: miłość według pisarki

Jej książki nadal są czytane, ale czy rozumiane? Jaką prawdę o miłości starała się nam przekazać – terapeutkę Katarzynę Miller pyta Joanna Olekszyk.

2017 był rokiem Jane Austen, nazywanej pionierką powieści psychologicznej. Kilkanaście lat temu w rankingu na najbardziej ukochane książki Brytyjczyków jej „Duma i uprzedzenie” zajęła drugie miejsce, zaraz po „Władcy Pierścieni“. Ale Austen jest bardzo lubiana także w Polsce. Należysz do jej fanek?
Absolutnie tak. Naczytałam się jej mnóstwo. Bardzo ją szanuję, cenię i lubię. Uważam jednocześnie za wybitną i uroczą. Ponieważ pisała o sprawach, które obchodzą kobiety, jest uważana za autorkę tzw. literatury kobiecej, ale jest to literatura także historyczna, obyczajowa, społeczna i psychologiczna. Dla mnie osobiście też troszkę gadżetowa – w takim znaczeniu, że są tam opisy wnętrz, strojów i przedmiotów, a ja bardzo lubię o tym czytać. Lubię też oglądać świat z kobiecego punktu widzenia, a u Jane Austen nawet jeśli pojawiają się mężczyźni, to są oni widziani przez kobiety. I strasznie są im potrzebni. Cóż, w tamtym czasach jak się nie złapało męża i nie było zbyt majętną, to tylko współczuć…

W tamtych czasach zdobycie męża było nie tylko koniecznością, ale też jedyną szansą na życiową niezależność.
Ja bym powiedziała, że nie tyle niezależność, co w ogóle istnienie kobiety jako osoby, członka społeczeństwa. Co prawda mówiło się o nich wtedy nazwiskiem męża, czyli nie „pani Mary Collins” tylko „pani Stefanowa Collinsowa”, ale zamężna kobieta była kimś. Szanowało się ją, poważało i zauważało. Ale czy to była niezależność…

W znaczeniu prawa do posiadania pieniędzy i własnego zdania…
To się zgadza, natomiast pozostawała zależność od męża. No, chyba że kobieta była bogata z domu, ale zarówno w prawdziwym życiu, jak i w powieściowym świecie Jane Austen to raczej rzadko się zdarzało. Przeważnie jeśli kobieta nie wydała się za mąż, to zostawała guwernantką albo rezydentką, i niekoniecznie była za to szanowana.

W powieściach Austen można często trafić na postacie starych panien, którym wypadało współczuć i je wspomagać. A one mogły być za to jedynie wdzięczne. Ewentualnie pocieszne, jak panna Bates z „Emmy”…
…dla której wszyscy byli tak dobrzy. Tak dobrzy, bo jej nie wykopali ze swoich bogatych salonów. Na szczęście w ostatniej książce Austen – „Perswazjach” – pojawia się kilka bardziej nowoczesnych postaci kobiecych, niezależnych finansowo i światopoglądowo.

Sama pisarka świadomie wybrała życie starej panny, najpierw nie mogąc poślubić tego, którego kochała, bo był zbyt ubogi, a potem odrzucając zaręczyny mężczyzny, który jej nie odpowiadał.
Austen była kwintesencją niezależności tamtych czasów. Poza tym była artystką najwyższej klasy i widocznie jej duch był silny dzięki temu. Z pieniędzy za książki utrzymywała siebie i swoją matkę, co było wtedy ewenementem.

Mimo to tylko jedyna bohaterka Austen – Emma – nie uważa, by małżeństwo było jej do szczęścia potrzebne.
Ale Emma jest pokazana jako bohaterka, która nie za bardzo siebie zna. W związku z tym do jej deklaracji na temat zbędności małżeństwa nie trzeba przykładać zbyt wielkiej wagi. Ostatecznie wyszła za mąż, z miłości.

Spłycając dokonania Jane Austen, jej książki można uznać za świetnie napisane poradniki, jak dobrze wyjść za mąż. Typowe romansidła…
Romansidła? Skąd! Gdy wspominam moją pierwszą lekturę książek Austen, to mam przed oczyma ogromny fresk. Nie widzę jednej Marianny, która wzdycha do Willoughby‘ego, ale całe hordy postaci… Proboszczów z żonkami, bezczelnych i nadętych dziedziców, mamusiek hołubiących swoje córki, co chwila poprawiających im a to koronkę, a to loczek, żeby jak najładniej się zaprezentowały. Słyszę stukot dorożek i powozów jadących do Bath na karnawał, widzę sale balowe oświetlone świecami… To nie jest romansidło, ale zmysłowy i szczegółowy opis prawdziwego życia. Nic dziwnego, że całą Austen sfilmowano. Przecież to są gotowe scenariusze: gęste, zabawne, pełne genialnie uchwyconych typów ludzkich. Tak, pisała o tym, jak dobrze wyjść za mąż, ale pisała też, jak w tym małżeństwie wytrzymać.

Literaturoznawczyni prof. Ewa Krasowska w wywiadzie dla „Newsweeka” powiedziała: „Austen pokazuje wchodzenie młodych dziewczyn w związki małżeńskie, ale też pokazuje ich rodziców. I to już nie są związki, które pasują do wyidealizowanego wzorca z romansów. Austen ostrzega: kochacie się, to piękne, ale przyjrzyjcie się, jak to wygląda później”.
Dokładnie tak! Przyjrzyjcie się, bo z wami może być tak samo jak z waszymi rodzicami, czyli mądry tata i głupia matka, jak było na przykład w małżeństwie rodziców Lizzy z „Dumy i uprzedzenia”, gdzie ojciec wybrał matkę dlatego, że była ładna. Tak jak mój tatuś wybrał moją mamusię. A potem się okazało, że mój tatuś to mądry facet, a mamusia inteligentna, ale durna. U Austen jest sporo takich małżeństw i sporo głupich i wrednych kobiet, jak księżna Catherine de Bourgh, Lucy Steele czy panna Bingley.

Ja też optuję za tym, że to nie są romansidła. Austen wychwala nie romantyzm, a rozsądek.
Te książki są rozkosznie napisane, a romansidła zwykle są toporne. Dzielą się na takie, gdzie dziewica spotyka mężczyznę marzeń, który odbiera jej dziewictwo w sposób szlachetny, albo takie, gdzie ona ma płomienny romans z mężczyzną, którego nie zna lub nie cierpi, ale ciało włada jej rozumem. Poza tym w romansidle towarzyszysz cały czas parze, a tu masz mnogość bohaterów, do tego niejednowymiarowych, tylko ukazanych zarówno od dobrych, jak i złych stron – nawet te największe jędze przynajmniej kochają dzieci lub szanują mężów. Zanim pojawiła się psychologia, to psychologami byli pisarze, a Austen była jednym z najlepszych.

Filmy romantyczne na podstawie powieści Jane Austen odnosiły zawsze ogromne sukcesy. (Jane Austen Festival, Fot. iStock)

Na czym polega jej fenomen? Na jej wiedzy na temat ludzi i zmyśle obserwacji?
To jest prawdziwe psychologicznie i społecznie. Bo tzw. towarzyskim życiem zawsze rządzi to samo: pieniądze, układy, ważność, czyli prestiż i umiejętność dostania się tam, dokąd chcemy się dostać. Chodzi o to, by nawiązać relacje, które chcemy mieć, utrzymać je i wykorzystać, a jednocześnie aby to nie było tylko koniunkturalne. Czyli liczy się inteligencja społeczna i emocjonalna – i ona rozgryzła to już 200 lat temu. Poza tym pisała o problemach nadal aktualnych: braku pozycji, majątku, pieniędzy. Dziś też ludzie się zastanawiają, czy jeśli nie uda im się spłacić kredytu, to komornik ich wyrzuci – tak jak panny Dashwood bały się, że brat pozbawi je domu, bo jako kobiety nie mogły dziedziczyć majątku.

Książki Austen są mocno dydaktyczne. Czego nas uczą w kwestii życia i związków?
„Rozważna i romantyczna” uczy, że trzeba powściągać uczucia, a najlepiej wypośrodkować między ich okazywaniem a skrywaniem. Eleonora, ta „rozważna”, w pewnym momencie wybucha, bo nie może dłużej tłumić tego, co w niej siedzi. Z drugiej strony jawnie okazywać mężczyźnie zainteresowanie – jak jej siostra Marianna – też nie warto, bo jeśli on ciebie odrzuci, staniesz się pośmiewiskiem. „Duma i uprzedzenie” uczy z kolei tego, że nie należy osądzać po pozorach.

„Duma i uprzedzenie” jest zaprzeczeniem romantycznego mitu o miłości od pierwszego wejrzenia.
Ta książka pokazuje, że oceniamy po pozorach, a prawdziwe uczucie potrzebuje czasu. I to też prawda nadal aktualna. Hit ostatnich lat, „Dziennik Bridget Jones”, jest niczym innym jak nową „Dumą i uprzedzeniem”, co więcej, mogłaby powstać jeszcze bardziej współczesna wersja tej ksiażki – z bohaterami ery Facebooka i Twittera. Bo przecież my nadal tak robimy, oceniamy się po zdjęciu profilowym, opisie. Kiedyś panny siedziały na zadupiu i czekały, aż pan Darcy podjedzie pod okno na koniu, dziś mamy w dłoni smartfona i możemy w sekundę skontaktować się z kimś na drugim końcu świata, a i tak w pewnym sensie musimy poczekać, aż on zajedzie pod nasze okno.

A co z seksem, pożądaniem? U Austen nikt się nie całuje ani nawet nie trzyma za ręce. My jesteśmy chyba bardziej rozerotyzowani?
Ja myślę, że jest wręcz przeciwnie. Że to są książki przepojone seksem. Lizzy i Eleonora są bardzo sensualne, choć to jest ukryte pod ich opanowaną powierzchownością. Natomiast Marianna to już kwintesencja sensualności. Według mnie Willoughby jej zabrał cnotę i dlatego zerwanie było dla niej tak straszne. I dlatego doprowadziło nieomal do jej zniesławienia. To, że to nie jest napisane wprost, nie znaczy, że tego tam nie ma. Ja to w każdym razie czułam.

Sądzisz, że życie seksualne bohaterów Austen było o wiele bardziej sensualne niż nam dziś się wydaje?
Oczywiście. Nie powiem, że było bardziej sensualne niż nasze, ale na pewno nie było mniej. Nie na darmo co chwila ktoś tam kogoś uprowadza i uwodzi.

A czego nas uczy Jane Austen w sprawie dobierania się w pary? Co doradza kobietom?
Ona mówi tak: „Bądź żywa, bądź głęboka, ale się kontroluj”, „obserwuj, co się dzieje z tobą i z drugim człowiekiem, by wiedzieć, kim on jest, a jednocześnie czuj“. Czyli z jednej strony: „przeżywaj“, a z drugiej: „zachowaj rozsądek“.

Która postać z książek Austen jest twoją ulubioną?
Eleonora, choć przyznję, że trochę mi się myli z Lizzy z „Dumy i uprzedzenia“, nie bez kozery zresztą, Austen sportretowała w obydwu postaciach samą siebie. Lubię Eleonorę – zwłaszcza w wykonaniu Emmy Thompson – nie za jej rozsądek, ale za jej głębię, współczuję jej natomiast samotności, której doświadcza w rodzinie z racji właśnie tej swojej głębi uczuć i stanów wewnętrznych. Ma też niesamowitą elegancję i poczucie humoru.

A mężczyzna?
Bardzo lubię pułkownika Brandona z „Rozważnej i romantycznej“, cudownie oddanego w ekranizacji przez Alana Rickmana. Jest poważny, męski i spokojny. Poczekał, przeczekał, wytrzymał, pomógł, nie wygrywał, nie kwitował: „a nie mówiłem“ – po prostu facet z ogromną klasą. To jest naprawdę wielka postać.

A pan Darcy?
No cóż, jak wszystkie neurotyczne dziewczynki mam do niego słabość…

Neurotyczne?
Takie, co to facet im na nerwy działa, a jednocześnie je pociąga. Na szczęście już mi to przeszło, ale pozostało wspomnienie, jak to przyjemnie jest nie wiedzieć, czy on cię chce, czy jednak nie; czy zadzwoni, czy nie. Taki wewnętrzny szelest ptasich piór, gdy coś cię jednocześnie głaszcze i drapie. Zdecydowanie jednak wolę Brandona.

Choć wszystkie książki Jane Austen kończą się dobrze dla wszystkich bohaterów, pewnym smutkiem przepełnia mnie jeden związek: Charlotty, przyjaciółki Lizzy, z pastorem Collinsem.
Charlotta wyszła za pastora, bo strasznie się bała, że zostanie sama. Inteligentna dziewczyna, która decyduje się żyć z idiotą – dziś też zdarzają się takie wybory. Choć single mówią: „Nie będę z idiotą, wolę być sam lub sama“, to nadal wiele osób zrobi wszystko, by nie było tej samotności w pojedynkę. I dostaje samotność we dwoje.

A gdybyś miała podać przepis na idealny związek według Jane Austen…?
Porządne i wieloletnie sprawdzenie się, zgodność charakterów i wyznawanie tych samych wartości.

À propos wartości… Psycholog Jon A. Johnson z Pennsylvania State University i literaturoznawcy z amerykańskich uniwersytetów zbadali ponad 500 osób, by przekonać się, na czym polega fenomen popularności Austen. Okazało się, że „system wartości moralnych pisarki nadal jest aktualny. To, co piętnowała – egocentryzm, snobizm, głupotę i karierowiczostwo – dziś też jest krytykowane, natomiast akceptacja ukochanego, mimo jego niższego pochodzenia lub braku środków finansowych, równowaga między romantyzmem a rozwagą, mądrość w podejmowaniu życiowych decyzji – wciąż są w cenie”.
O właśnie, mądrość! To mądrość jest najważniejsza w miłości.