1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Miss sportu: pielęgnacja dla fanki fitness

Miss sportu: pielęgnacja dla fanki fitness

11507953 - portrait of sporty young woman with towel against a wooden wall
11507953 - portrait of sporty young woman with towel against a wooden wall
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Coraz więcej z nas regularnie ćwiczy: taniec, fitness, cross fit, czy bieganie. I choć nasze ciała stają się smuklejsze i piękniejsze, mamy mniej czasu na zabiegi upiększające. Podpowiadamy, które kosmetyki zapewnią nam nieskazitelny wygląd przed, w trakcie i po treningu. Te produkty warto spakować do swojej treningowej torby!

Trening na pobudkę! Ćwiczysz rano? To dobrze. Wtedy nasz organizm jest wypoczęty i ma największe możliwości. By dodać sobie więcej energii rozpocznij dzień od szybkiego prysznica i pobudzającego peelingu. Wybierz taki o orzeźwiającym zapachu, np. mięty – BodyBoom lub głęboko nawilżający Le Petit Marseillais. Poranny peeling usprawni krążenie, a nasza skóra będzie jędrna i gładka.

Kosmetyczna klimatyzacja Po wyczerpującym wysiłku fizycznym, doskonale sprawdzą się kosmetyki chłodzące. Jakie produkty nie tylko upiększą naszą skórę, ale zadziałają niczym morska bryza? Żele, maski i spraye! Żel Seasource Detox & SPA Arbonne daje przyjemne uczucie odświeżenia po wyczerpującym treningu, a jednocześnie nawilża i regeneruje skórę. Właściwości chłodzące, a także modelujące sylwetkę ma Ice Gel Excess marki Clarena, który działa wyszczuplająco, poprzez ograniczenie gromadzenia się tłuszczu w newralgicznych partiach ciała – pośladki, brzuch i uda - oraz zmniejsza widoczność cellulitu. W trakcie treningu (i tuż po) doskonale sprawdzi się dezodorant do stóp i obuwia w sprayu Balnea Foot Barwa z chłodzącym mentolem.

Ugaś pragnienie skóry Po treningu pamiętaj też o nawilżeniu skóry twarzy. Zwłaszcza, gdy ćwiczysz w klimatyzowanym pomieszczeniu. Ulgę zmęczonej skórze przyniesie woda termalna, np. Eau Thermale Avène, która przyjemnie chłodzi, koi i delikatnie nawilża. Możesz nią spryskiwać twarz także w trakcie ćwiczeń! Po ćwiczeniach umyj dokładnie twarz i zaaplikuj krem nawilżający, np. Hydrate Obagi czy Cellular Time Release Moisturizer La Prairie.

Perfekcyjna fryzura Najwygodniej ćwiczyć w spiętych włosach. Warkocz, kłos czy wysoki kucyk to jest to! Po treningu, gdy nie masz czasu na umycie głowy, sięgnij po produkt, który przywróci fryzurze świeżość, jak np. spray ułatwiający rozczesywanie z mentolem i miętą Naturia Rene Furterer czy perfumy do włosów Balmain. Przydatny będzie też suchy szampon (np. Macadamia Oil, Biolelixire), który pochłonie nadmiar sebum, a jednocześnie może być stosowany jako kosmetyk nadający włosom objętość.

Zawsze pod ręką Podczas ćwiczeń pamiętaj o regularnym nawadnianiu. Podczas treningu tracimy jej naprawdę dużo. Staraj się pić w regularnych odstępach czasu ok. 150-350 ml co 15-20 minut. Wygodnym rozwiązaniem będzie zabranie na siłownię butelki filtrującej Dafi. Nie musisz już dźwigać ciężkiej butelki z wodą. Butelkę filtrującą możesz napełnić zwykłą kranówką tuż przed rozpoczęciem ćwiczeń. To wygodne i bardzo ekonomiczne rozwiązanie. Pod ręką miej też zawsze jakąś zdrową przekąskę, np. batonik z minerałami i witaminami, który możesz zjeść przed lub po treningu.

S.O.S na urazy Każdy rodzaj aktywności fizycznej obarczony jest ryzykiem urazów bądź kontuzji w obrębie układu ruchu. W równym stopniu narażone są mięśnie, ścięgna, więzadła, stawy oraz kości. W przypadku drobnych urazów – nadwyrężeń, lekkich skręceń czy stłuczeń możemy poradzić sobie sami. „Pierwsza pomoc przy kontuzji, propagowana przez fizjoterapeutów, opiera się na wdrożeniu czynności zalecanych zgodnie z zasadą R.I.C.E. Skrót ten pochodzi od angielskich słów: Rest – odpoczynek, Ice – schłodzenie, Compression – ucisk, Elevation – uniesienie. To pierwsze kroki, które trzeba wykonać zaraz po wystąpieniu urazu i w tej właśnie kolejności należy postępować. Czynności te pozwalają zmniejszyć ból, ograniczyć opuchliznę i przyspieszyć regenerację uszkodzonych tkanek”- mówi Ewa Napiórkowska, farmaceutka z Apteki Medicover w Warszawie. „Uszkodzone miejsce należy schłodzić. Najprościej zrobić to domowym sposobem za pomocą okładów z lodu. Można też użyć plastrów, sprayów i żeli chłodzących z mentolem. W aptekach dostępne są specjalne kompresy żelowe, które doskonale spełnią to zadanie” – dodaje ekspertka.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Co nas boli, kiedy bolą plecy? – wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Co mówią o nas, o naszych problemach plecy? (fot. iStock)
Co mówią o nas, o naszych problemach plecy? (fot. iStock)
Plecy tego, kto doświadcza długotrwałego stresu, przypominają tarczę wojownika. Plecy żyjącego w wiecznym rygorze są proste jak deska. Słowa: „Wyprostuj się” lub „coś ty taki sztywny”, nic nie pomogą. By uleczyć plecy, potrzeba wglądu w siebie i zmiany przekonań na temat tego, kim jestem i kim mam prawo być, a nie tylko gimnastyki i zmiany nawyków ruchowych – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Kręgosłup i plecy mają w naszej kulturze i języku ważne znaczenie symboliczne, wskazujące na stan umysłu i uczuć danego człowieka. Tak. To ważne, pojemne symbole i metafory. Na przykład, gdy mówimy, że ktoś ma zdrowy kręgosłup, to znaczy, że nie niesie ciężaru wyrzutów sumienia. Idzie przez życie z podniesioną głową, patrzy światu w oczy. Posiadanie kręgosłupa moralnego oznacza zdolność do przestrzegania zasad, bycia uczciwym, nieulegania chciwości i negatywnym emocjom. Silny kręgosłup znamionuje odporność na wyzwania, przeciwności i ciężary, które czasami trzeba unieść. Można mieć też złamany albo miękki kręgosłup, co oznacza brak siły woli, odwagi i autonomii, a także syndrom ofiary.

Kiedy myślę o swoich plecach, przypominają mi się trzy sytuacje. Pierwsza: mam dziesięć lat i lekarz mówi, że konieczna jest rehabilitacja. Matka jest wściekła, nie ma czasu prowadzać mnie na korekcyjną gimnastykę. Druga: matka biega za mną po domu z kijem, bo... mam się sama wyprostować. Jestem dorosła, ortopeda stwierdza: „Za późno, by uzdrowić ten kręgosłup...”. Człowiek jest zintegrowanym systemem. Wszystko od wszystkiego zależy i każde zaniedbanie czy wada, które pojawiają się w jednym miejscu, z pewnością odbiją się w innym. To podstawowa teza, którą w tym cyklu propagujemy. A kręgosłup stanowi oś i zarazem nośny, integrujący filar całej górnej połowy naszego ciała. Tej połowy, w której znajdują się niezbędne do życia organy. Na samym jego szczycie umocowane jest najcenniejsze nasze wyposażenie, czyli głowa. Zdrowy, naturalny kręgosłup – gdy patrzymy na niego z boku – przypomina kształtem spłaszczone S. W osi symetrii tego S winna znajdować się oś grawitacji. Dzięki temu kręgosłup dobrze spisuje się jako elastyczny, sprężynujący słup wspierający tułów i głowę, a tułów i głowa nie doświadczają zbędnych napięć. Kręgosłup to jeden wielki staw – kręgi są jak nanizane na sznurek paciorki. A taka struktura nie nadaje się do tego, by przenosić długotrwałe i stałe jednokierunkowe obciążenia. Wręcz przeciwnie, jest stworzona do ruchu i w ruchu ma się najlepiej. I tak wiele niesie, ale woli nieść w ruchu niż w bezruchu. Obciążony jest głową, obojczykami, łopatkami, rękoma, żebrami i mostkiem, dźwiga płuca, serce, żołądek i przeponę, mięśnie klatki piersiowej, pleców i brzucha. Jeśli często może powracać do kształtu wyciągniętego S, to zapewnia wszystkim tym organom optymalną pracę i oszczędza im zbędnych napięć. Na subtelnym poziomie spełnia także funkcję anteny, bo współpracując z nogami i stopami, nieustannie uziemia pozytywne statyczne ładunki zbierające się w górze naszego ciała. Jednocześnie jest wielką skrzynką rozdzielczą, przekazującą zasilanie i polecenia do wszystkich narządów zmysłów, narządów ruchu i układów organizmu. Jeśli kręgosłup jest krzywy lub zgarbiony, to wszystkie jego funkcje się zaburzają, a to znaczy, że gorzej działa cały organizm. Trudniej ma serce i krążenie, trudniej mają płuca i organy jamy brzusznej, pogarsza się nasza wrażliwość i czujność, tracimy grację, lekkość ruchów, ale także odwagę, wolę działania i siłę. Nawykowe garbienie się uzewnętrznia, a zarazem kształtuje i utrwala niskie poczucie wartości, brak szacunku dla siebie, zwane też brakiem poczucia własnej godności.

Ponieważ okrągłe plecy uniemożliwiają nie tylko poruszanie się z gracją, lecz również noszenie głowy wysoko i godnie, więc inni odczytują taką postawę jako wyraz słabości, lęku, poddaństwa i adekwatnie do tego nas traktują. Przez co kulimy się jeszcze bardziej i jesteśmy jeszcze gorzej traktowani. Dlatego nigdy nie dość rodzicielskiej troski o kręgosłupy dzieci. Niestety, jest to znacznie bardziej skomplikowane niż ciągłe przypominanie: „Wyprostuj się!”. Większość rodziców wie, że dziecko musi trzymać się prosto. Ale nie wie, że często z ważnych, acz niewidocznych powodów ich dziecko trzymać się prosto nie jest w stanie. Dziecięce plecy są bardzo często świadectwem tego, w jaki sposób traktujemy nasze latorośle.

Wstrząsające było dla mnie to, co napisałeś w „Ciałku”, że zgarbione plecy to ślad po tym, że w dzieciństwie nie czuliśmy się bezpieczni i kochani, że byliśmy atakowani, że z nas drwiono, pogardzano nami albo wykorzystywano do swoich celów, czyli ktoś symbolicznie chciał nam wskoczyć na plecy... Bo plecy w takich sytuacjach spełniają rolę tarczy. Odruchowo używamy ich jako osłony, odwracając się do agresora tyłem, kulimy się, by osłonić serce i brzuch. Dla zachowania ciała pozostaje bez znaczenia, czy atak ma charakter fizyczny, czy psychologiczny. Jeśli dziecko czuje się permanentnie zagrożone, odrzucone, zawstydzane, pogardzane, to później w życiu będzie mu bardzo trudno wyprostować plecy bez wykonania jakiejś pracy psychologicznej. Nie pomogą ani gimnastyka korekcyjna, ani hatha-joga, póki umysł nie pozbędzie się traumy i nie zmieni nastawienia do świata.

Dzieci nie stają się więc krzywe, bo za szybko rosną? Nikły procent dzieci rodzi się z wrodzonymi wadami kręgosłupa czy kośćca. Ale nawet wtedy, jeśli się nimi wcześnie zajmiemy, wiele da się naprawić. Tak więc to na skutek oddziaływania środowiska plecy najczęściej zaczynają się krzywić, kurczyć albo nadmiernie prostować i usztywniać – co też jest formą obrony przed psychicznym dyskomfortem. Krótko mówiąc, zgarbione plecy na ogół bronią zranionego serca. Widać to też u dorosłych przeżywających zawód miłosny czy łamiącą serce nielojalność partnera. Chowamy wtedy serce pod bezpieczną tarczą pleców, żeby mniej bolało i by je chronić przed kolejnymi ciosami. Chcemy też przestać czuć miłość do naszych wrogów i oprawców, bo krzywda ze strony kochanych ludzi najbardziej boli. Lecz gdy uda nam się w końcu zatrzasnąć i odczuć ulgę, to jednocześnie sprawiamy sobie kłopot na resztę życia. Bo wraz z zatrzaśnięciem serca powstaje w nas przekonanie: „Ja się nie nadaję do tego, żeby mnie kochać”. Albo: „Ludzie nie potrafią kochać i prędzej czy później mnie zranią”. Więc nie otwieramy naszego serca nawet wówczas, gdy ktoś obdarowuje nas najprawdziwszą miłością. Natomiast zachwycają nas i fascynują niedostępni, którzy nas odrzucają i/lub wykorzystują. Jeśli serce zatrzasnęło się przed światem i innymi ludźmi, to trzeba długotrwałego, bardzo delikatnego procesu psychoterapii, by odważyć się kochać i pozwolić się kochać innym.

Na moich rysunkach z dzieciństwa wszędzie są ciężary... Może więc to nie mama i tata, ale geny, i już urodziłam się z takim bagażem, który krzywił mi plecy? Myślę, że na strukturę ciała decydujący wpływ mają jednak doświadczenia pourodzeniowe. Wprawdzie ciało może być kształtowane również przez traumy i doświadczenia transpokoleniowe, czyli przez niepozałatwiane sprawy rodziców, dziadków itd., ale wpływ ten jest egzekwowany poprzez ich zachowanie, słowa, gesty oraz sylwetkę ciała, których dziecko doświadcza, a nie przez geny. Ciało ukształtowane przez geny w życiu płodowym przechodzi dalsze etapy kształtowania i transformacji odpowiednio do treści przekonań, doświadczeń i emocji tworzonych oraz przechowywanych przez umysł. Te umysłowe programy nazywa się czasami trwałymi nastawieniami. W tym znaczeniu zdanie: Ciało podąża za umysłem, trafnie opisuje relację ciało – umysł. Jeśli więc w umyśle dziecka powstanie np. przekonanie: Jestem tylko niepotrzebnym kłopotem dla moich rodziców, to przejawi się ono na poziomie ciała w postaci zahamowania, ograniczenia jego rozwojowego potencjału: wzrostu, rozwoju drugorzędnych cech płciowych, siły i chęci życia. Podobnie kulenie się, obejmowanie samego siebie ramionami, kołysanie się, obsesyjna masturbacja wskazują na tzw. chorobę sierocą. Niekoniecznie wiąże się ona z faktycznym sieroctwem. Jeśli osierocone dziecko znajdzie dobrą rodzinę zastępczą lub adopcyjną, to nie rozwinie takich objawów. Sieroctwo to nie stan cywilny, lecz opuszczenie emocjonalne.

A co o tym mówi nowa gałąź genetyki, czyli epigenetyka? Epigenetyka odkryła m.in., że jeśli matka w okresie ciąży żyła w poczuciu zagrożenia, to jej stan umysłu wpłynie na rozwój płodu, rozbudowując jego tyłomózgowie. Urodzi się ktoś przygotowany do walki. Natomiast matka doświadczająca w trakcie ciąży spokoju i bezpieczeństwa urodzi dziecko z rozbudowanym przodomózgowiem, czyli szybciej uczące się, skłonne do refleksji i wyższych uczuć. Zbadano to w kontrolowanych eksperymentach na myszach. Dwie bliźniacze matki surogatki zapłodniono in vitro dwoma identycznymi zygotami, a potem jedną straszono i frustrowano, a drugiej zapewniono optymalne warunki. Jednak pourodzeniowe środowisko i doświadczenia też mogą decydować o tym, które geny rezerwowe zostaną odpalone, i dostosowywać nasze predyspozycje i zachowanie do sytuacji, w jakiej żyjemy. Tak więc ukształtowany epigenetycznie wojownik, jeśli trafi w środowisko bezpieczne i przyjazne, prawdopodobnie wygasi skłonność do przemocy i walki, bo nie będzie to do niczego potrzebne.

Są ludzie, którzy mają kłopot z plecami, gdyż są one za proste. Jeśli ktoś żył w środowisku bardzo represyjnym, wymagającym, kontrolującym, to od tego plecy musiały mu zesztywnieć, musiał się bowiem cały czas trzymać. Nie było miejsca w jego życiu na radość, zabawę, przyjemność. Plecy mogą też zesztywnieć od doświadczeń przeciwstawnych, czyli nadmiaru chaosu emocjonalnego, poznawczego i moralnego w otoczeniu. W takich okolicznościach też musimy się trzymać i brać na plecy nadmiar odpowiedzialności za swoje otoczenie. W każdym razie sztywny kręgosłup znamionuje sztywność umysłu i charakteru, skłonność do kontroli, nietolerancję na zmiany i różnorodność. W takiej sytuacji uelastycznienie pleców musi się powiązać ze zmianą wielu przekonań i poglądów, by w końcu otworzyć się na świat, na nowe idee i perspektywy, a także na zabawę i miłość. Jak widać, dużo pracy nad swoim umysłem i sercem czeka kogoś takiego.

Często sposobem ludzi na bóle i dyskomfort kręgosłupa jest joga. Gdy ofiarnie i regularnie poćwiczymy jakiś czas, a plecy nadal będą się nawykowo garbić, to znaczy, że trzeba się zabrać do treningu umysłu. W praktyce oznacza to systematyczne ćwiczenie się w koncentracji na wybranym fragmencie realnego zmysłowego doświadczenia (tj. oddech, ciało, dźwięk, zapach, fragment pola widzenia) tak długo, aż negatywne myśli i przekonania – o sobie, o ludziach, o świecie – stracą moc przyciągania naszej uwagi. Jeśli naprawdę się przyłożymy, to stracą również moc decydowania o naszych zachowaniach i o sposobie noszenia ciała – a więc i pleców. Abyśmy wyprostowali plecy i zaczęli iść przez życie z podniesioną głową, musi się w nas odbyć przemiana psychiczna i duchowa, która przywróci nam poczucie godności oraz prawo i wizję godnego życia. Samo wzmacnianie pleców niewiele pomoże.

Albo wprawdzie plecy się nam wyprostują, ale zamiast stać się elastyczne i pełne gracji, staną się proste, twarde i sztywne, a nasz umysł dogmatycznie uwikła się w jakąś nową ideologię.

Ciężar związany z historiami rodzinnymi stał się ważnym fragmentem mojej tożsamości. Nie jesteś bardzo zgarbiona, więc musiałaś sobie z tym jakoś poradzić zarówno na poziomie przekonań, jak i ciała. Zapewne twoje otoczenie nadawało sprzeczne komunikaty. Z jednej strony: „Broń się i dźwigaj!”, z drugiej – „Wyprostuj się!”. Nie mogłaś się wyprostować, bo byłoby to odsłonięciem się. Wyprostowałaś się, gdy niebezpieczeństwo minęło.

Pewnie są czytelnicy, którzy pomyślą: „Banialuki! Prawdziwa przyczyna okrągłych pleców to nieergonomiczny warsztat pracy i siedzenie przy ekranie po naście godzin dziennie. Prawdą jest, że 30 proc. ludzi już około 30. roku życia zaczyna mieć poważne kłopoty z kręgosłupem. Ale powody są różne. Szkodliwy styl życia, intensywna i długotrwała praca na siedząco, brak ruchu odgrywają, oczywiście, swoją negatywną rolę. Ale ten, kto w dzieciństwie chodził z podniesioną głową, nie pozwoli sobie złamać, a nawet skrzywić kręgosłupa nawet w pracoholicznej korporacji. Najwyżej z niej odejdzie i znajdzie sobie inną pracę. Łatwość, z jaką presja codzienności ugina nam i łamie kręgosłupy, musi mieć swoje ukryte powody gdzieś wcześniej. Ktoś poruszający się z gracją i podniesioną głową będzie też tak siedział przy biurku, bo to jest jego naturalna postawa i potrzeba zarazem. Tak się po prostu lepiej żyje.

Jak dbać o ten bezcenny słup naszego ciała? Kręgosłup bardzo lubi ruch, nordic walking, pływanie, gimnastykę, jogę itp. Ale też warto odwiedzić od czasu do czasu specjalistę (ortopedę, osteopatę, specjalistę od terapii manualnej albo od integracji strukturalnej – rolfingu). Warta uwagi jest też japońska terapia manualna yumeiho, która poprzez korygowanie położenia kości miednicy, prawidłowe ustawienie kręgosłupa uruchamia samoleczący potencjał organizmu i usuwa strukturalne przyczyny wielu schorzeń. Uzdrowienie kręgosłupa może m.in. pomóc na otyłość, bóle menstruacyjne, migreny itd. Bioenergetyka Alexandra Lowena, czyli metoda pracy nad wypartymi traumami i emocjami poprzez odblokowywanie ekspresji ruchowej ciała, też może pomóc w wyprostowaniu pleców, a przy okazji otworzyć nas na miłość i czerpanie radości z życia. Jakość naszego życia w ogromnej mierze zależy od jakości kręgosłupa.

  1. Psychologia

Wakacje w domu? Zrób listę przyjemności!

Decydując się na urlop w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemności, czyli odprężających czynności, którym będziemy się oddawać. (Fot. 123rf)
Decydując się na urlop w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemności, czyli odprężających czynności, którym będziemy się oddawać. (Fot. 123rf)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Gdy decydujemy się zostać w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemnych, radosnych, odprężających czynności, którym będziemy się oddawać na naszych wakacjach. Jak chciałabym spędzić ten czas? Czego na pewno nie będę robić? Na czym mi zależy? Co mnie odpręża – radzi psycholożka Magdalena Mazurkiewicz.

Dominique Loreau w „Sztuce planowania” proponuje, aby tworzyć listy. Wszystkiego. Na każdą okazję. Nie tylko listy rzeczy do zrobienia, ale także listy naszych pragnień, upodobań, ukrytych w głębi nas skarbów, zdolności, wspomnień, porzuconych marzeń. Bardzo ciekawe. Listy pomagają lepiej siebie poznać, lepiej żyć. Może więc przed latem dobrze byłoby stworzyć listę „Wakacje”. Załóżmy, że chcemy je spędzić w domu, w mieście. Wtedy taka lista jest niezbędna. Urlop w domu ma wiele plusów, nie musimy stresować się pakowaniem i wyjazdem, jednak dom przypomina o niezałatwionych sprawach, a umysł pogania: „Siedzisz w domu i nic nie robisz?”. Bardzo łatwo zamiast odpoczywać, wziąć się do roboty: nastawić pranie, załatwić zaległe sprawy, wybrać się wreszcie do dentysty, zacząć mały remont. Rozpędzony umysł planuje, martwi się, rozpamiętuje, wspomina, tym bardziej kuszące staje się sprawdzenie mejli, wykonanie kilku telefonów. Wyjazd, zmiana otoczenia pomagają wybić się z rutynowego myślenia i działania. Odświeżamy się wśród nowych krajobrazów, widoków i zapachów. Z drugiej strony – obce miejsca bywają męczące szczególnie, gdy chcemy wszystko zobaczyć i wywieramy na siebie presję. Gdy decydujemy się zostać w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemnych, radosnych, odprężających czynności, którym będziemy się oddawać na naszych wakacjach. Jak chciałabym spędzić ten czas? Na czym mi zależy? Co mnie odpręża? Czego na pewno nie będę robić? Nigdzie nie wyjeżdżamy, to prawda, ale w pewnym sensie potrzebujemy „wyjechać” na te wakacje, czyli zajmować się sprawami, którymi nie zajmujemy się na co dzień czy w każdy weekend. To ma być specjalny czas i potrzebujemy wiedzieć, w jaki sposób chcemy go spędzić. Na pewno warto wyłączyć telefon, uprzedzić ludzi: „Nie ma mnie, jestem na urlopie”.

Na naszej wakacyjnej liście, jak sądzę, znajdzie się: „głęboki relaks umysłu i ciała”. Umysł i ciało są ze sobą połączone. Rozszalały umysł rozdrażnia ciało. Zmęczone, znużone ciało sprawia, że umysł jest otępiały. Pracujący umysł trudno zatrzymać: „Mam wakacje, koniec, kropka!”. Umysł uspokaja się powoli. Jeśli pierwszy dzień urlopu zaczniemy od medytacji, to może się okazać, że mamy w głowie autostradę i medytacja okaże się męczarnią. Lepiej zacząć od ciała. Co przyjemnego mogę zrobić dla ciała, żeby się trochę uspokoiło? Ukojone ciało kojąco wpłynie na umysł. To są proste rzeczy – masaż, ćwiczenia jogi, przyjemny spacer w parku. Oczywiście, mówimy tu o osobach aktywnych zawodowo, które w czasie urlopu potrzebują zwolnić tempo, złapać równowagę.

Lista: „Zwalniam tempo”… ...czyli na przykład powolne śniadanie, takie jakie lubię, kawa sporządzona na swój jedyny sposób, spacer w ogrodzie botanicznym, kolacja wydana z okazji urlopu, aromatyczna kąpiel. Kluczem jest tu przyjemność. Rozsmakowanie się w tych czynnościach, powolność, świadomość. Przyjemność podnosi nastrój, umysł się uspokaja. To dlatego tak wspaniale działa na nas masaż, szczególnie gdy jest połączony z zapachami, muzyką. Wpływa na zmysły, które na co dzień na ogół zaniedbujemy. Zmysłowe doświadczanie sprawia, że odciągamy uwagę od myśli, pozwalamy odpocząć umysłowi. Robimy zakupy, bo przecież na urlopie też trzeba coś jeść, ale robimy je z przyjemnością: wybrane sklepy, wybrane produkty. Jeśli nie mamy ochoty gotować, pójdźmy do przyjemnej restauracji, po której wiemy, czego się spodziewać. Wakacje to świetny czas na rozwijanie wrażliwości zmysłowej. Zwykły spacer w parku może być głęboko odprężającym, zmysłowym doświadczeniem. Dobrze przywołać tu wewnętrzny aspekt zaciekawionego, niewinnego obserwatora – dziecka, które przygląda się światu, odkrywa go. Odkrywa dźwięki, zapachy, smaki, kolory, kształty, te bez ruchu i te poruszające się; przepływające chmury, wirujące liście. Przenosimy uwagę na ciało, sprawdzamy, czy jest odprężone, sprawdzamy, jak się czujemy, jakie emocje się pojawiają. I wreszcie: o czym myślimy? Obserwujemy myśli. W praktyce uważności o to właśnie chodzi, żeby myśli traktować jak jeden z bodźców, zdarzeń, które pojawiają się i przepływają. Nie jesteśmy naszymi myślami. Spokojnie zauważamy, że myśli się pojawiają, i spokojnie wracamy do tu i teraz. Do przyjemności. Cały dzień bardzo spokojnie robimy coś przyjemnego.

Kłopot z tymi listami jest taki, że niedobrze nam się kojarzą – z planowaniem, sztywnością, brakiem spontaniczności, luzu. Wiem, że najbardziej odpoczywam, gdy decyduję z chwili na chwilę, co chcę robić, co jest dla mnie przyjemne. Lista przyjemności to tylko punkt odniesienia, inspiracja. Ogólny plan jest po to, by go zmieniać, traktować płynnie i elastycznie, dostosować do rytmu życia, które właśnie się toczy. Najważniejsze, aby być dla siebie łagodnym, kochającym, czułym, nie karać siebie za to, że coś mi nie wychodzi. Wracać do tu i teraz i pytać siebie: „Na co przyjemnego w tym momencie mam ochotę?”. W dużych miastach w lecie dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy: jazz na Starówce, wystawy malarstwa, koncerty, joga, lepienie z gliny, tańce. W wakacje w mieście jest mniej ludzi, bo wyjechali na urlopy, co także sprzyja swobodnym wędrówkom. Są parki, interesujące miejsca związane z kulturą, nowe kawiarnie, restauracje. Zdarza się, że nie znamy miasta, w którym mieszkamy od dzieciństwa. Jestem warszawianką i nie znam mojego miasta. Chciałabym mieć tydzień, aby powolnie odkrywać i smakować Warszawę, która ma swoje niezwykłe zakątki, malutkie galerie, Wilanów, ogród botaniczny. Zajrzałabym do zoo, gdzie – jak się dowiedziałam – mieszka pantera śnieżna. Pojechałabym do pobliskiego Konstancina-Jeziornej do tężni.

Lista ulubionych dań? Wakacje to wymarzony czas, aby zwrócić uwagę na to, co jemy, co nam naprawdę smakuje, co służy zdrowiu. Świadomie przygotowane popołudnie, gdy gotując, odkrywamy zapachy, smaki, kolory warzyw, owoców, ziół, może być radosne i odprężające.

Lista osób, z którymi spędzimy ten czas? No tak, to ważne. W wakacje spotykajmy się tylko z ludźmi, z którymi dobrze się czujemy; życzliwymi, pogodnymi, z poczuciem humoru. Jest jeszcze szczególna wartość wakacji w mieście, w domu – odtąd miasto, dom będą nam się kojarzyć z latem, z przyjemnością, z odprężeniem. Zauważyłam, że gdy jestem zmęczona po pracy, „wyjeżdżam” na Starówkę, spaceruję Krakowskim Przedmieściem; szybko wracam do siebie.

Magdalena Mazurkiewicz, psycholożka, psychoterapeutka, trenerka uważności, coach, prezeska Polskiego Towarzystwa Mindfulness. Pracuje w szpitalu MSW w oddziale zaburzeń nerwicowych oraz współtworzy ośrodek rozwoju Kokreacje.

  1. Psychologia

O terapeutycznej roli kucania

Kucaniem to nie tylko modny trend, ale ewolucyjny impuls. Po latach bujania w obłokach, następuje nieuchronny powrót do życia blisko ziemi. (Fot. iStock)
Kucaniem to nie tylko modny trend, ale ewolucyjny impuls. Po latach bujania w obłokach, następuje nieuchronny powrót do życia blisko ziemi. (Fot. iStock)
Pewien guru powiedział, że problem z ludźmi Zachodu polega na tym, że nie kucają. Tymczasem zapomniana sztuka kucania jest cudownym wsparciem dla ciał osłabionych przez ciągłe siedzenie.

W większości krajów cywilizowanych odpoczynek jest synonimem siedzenia. Siedzisz na krześle w biurze; jesz, siedząc na krześle; dojeżdżasz do pracy samochodem lub miejskim środkiem transportu, również siedząc; a potem wracasz do domu i zasiadasz przed telewizorem lub komputerem. Z krótkimi przerwami na spacery z jednego krzesła na drugie lub krótkimi przerwami na wykonanie ćwiczeń, spędzasz dni głównie w pozycji siedzącej.

Kucanie dla ciała i umysłu

Siedzący tryb życia to nie tylko wyzwalacz problemów ze zdrowiem fizycznym (bóle kolan, kręgosłupa, nadwaga, zaparcia itd.), ale także przyczyna problemów emocjonalnych, w tym lęku, podatności na stres czy obniżenia nastroju. W świecie, w którym życie w dużej mierze toczy się w naszej wyobraźni, czy w rzeczywistości wirtualnej, brak odpowiedniego uziemienia – kontaktu z podłożem, wyzwala syndrom „przegrzanej głowy”. Efektem jest nadruchliwość układu nerwowego przy jednoczesnej nieruchliwości ciała, czyli to, czym daje o sobie znać współczesny stres.

Jednak duży procent populacji na naszej planecie nadal codziennie spędza czas w pozycji kucznej: żeby odpocząć, żeby się pomodlić, żeby coś ugotować na ognisku, czy żeby skorzystać z toalety. Kucanie jest również pozycją związaną z najbardziej podstawową częścią życia: narodzinami.

Całe zło zaczęło się od toalet

Coraz częściej i w coraz młodszym wieku narzekamy na problemy z aparatem ruchu. Kiedy ból, sztywność czy ograniczony zakres ruchu w stawach na serio zaczynają uprzykrzać nam życie, odwiedzamy fizjoterapeutę albo ortopedę z prośbą o magiczną tabletkę. A tymczasem warto zacząć od… powrotu do ruchów, o których zapomnieliśmy. Kiedy ostatni raz turlałeś się po podłodze, albo przemieszczałeś się na czworaka? Czy zdarzyło ci się w ostatnim czasie napierać na coś głową, zwisać się do góry nogami? Nie kucasz, nie skaczesz ani nie podrygujesz, nie zwijasz się w kłębek, nie kołyszesz, nie wspinasz, niczego nie ciągniesz ani nie popychasz. Całą pracę wykonują za ciebie windy i samochody. Napięcie z powodu nicnierobienia zamraża, unieruchamia twoje ciało, coraz bardziej brakuje ci energii i przede wszystkim ,,strzyka, boli i drętwieje”. I to nie tylko w kręgosłupie, napięcie czuć również w  brzuchu.

Bo całe zło zaczęło się od… toalet. W XVIII w., wraz z pojawieniem się kanalizacji wewnętrznej toalety ,,na siedząco” stały się symbolem postępu i zamożności. I choć już wtedy pojawiło się wiele głosów krytycznych głoszących, że to pozycja kucana jest pierwotną i najbardziej fizjologiczną dla człowieka pozycją wypróżniania, a pozycja zajmowana na nowoczesnym ,,tronie” powoduje, że jelita nie otwierają się w całości, co może prowadzić do licznych problemów – świat poszedł za modą. Za to dziś powrót do natury, czyli kucanie, zwłaszcza w powyższej kwestii, wraca do łask. Obecnie coraz częściej lekarze ,,od brzucha” uczą prawidłowej pozycji podczas robienia kupy a na rynku pojawia się coraz więcej firm produkujących podnóżki toaletowe, dzięki którym można przyjąć pozycję kuczną. Kiedy siedzisz na typowym sedesie, mięsień łonowo-odbytniczy, który bierze udział w kontrolowaniu jelit, nie jest w pełni rozluźniony. Efekt? Zaparcia, żylaki odbytu, i choroby jelit np. zespół jelita drażliwego. Dlatego im większe zgięcie bioder podczas kucania, tym prostszy stanie się kąt odbytowo-odbytniczy i odpowiednio mniejszy wysiłek potrzebny będzie do wypróżnienia.

Kucanie korzystnie wpływa także na nasze stawy, a dokładnie na płyn maziowy, czyli pewnego rodzaju olej, który zapewnia dobre funkcjonowanie chrząstek stawowych. Do wytworzenia owego płynu potrzebny jest ruch i kompresja. Chodzi o ruch w pełnym zakresie, również taki, w którym układ bioder i kolan przekracza 90 stopni, co możliwe jest w pozycji kucznej.

Kucanie poprawia nasze zdrowie i elastyczność stawów. Nauczyciele jogi twierdzą, że zainteresowanie tą dyscypliną na całym świecie wynika między innymi z przekonania, że bycie blisko ziemi pomaga się fizycznie uziemić i być bardziej w kontakcie z własnym ciałem. I z czuciem czyli coś, czego w dużej mierze brakuje w naszym zdominowanym przez ekrany świecie. Powrót czy zainteresowanie się kucaniem to nie jedynie modny trend, ale ewolucyjny impuls. Czy tego chcemy czy nie, po latach bujania w obłokach następuje nieuchronny powrót do życia blisko ziemi.

Kucaj każdego dnia

Ludziom nienawykłym do przyjmowania tej pozycji wydaje się ono niewygodne. Trudno nam zaakceptować fakt, że głęboki przykuc jako forma aktywnego odpoczynku jest wbudowany zarówno w naszą ewolucyjną, jak i rozwojową przeszłość: to nie jest tak, że nie potrafisz wygodnie usiąść w głębokim przysiadzie... jedynie zapomniałeś, jak to się robi .

Mocne stanie na nogach umożliwia wykorzystanie siły płynącej z oparcia o ziemię i pozwala pozostać w kontakcie ze swoją dorosłą częścią. Bycie blisko ziemi pomaga uziemić się fizycznie i emocjonalnie oraz być bardziej w/przy sobie. I nie jest to trend, ale ewolucyjny impuls. Nowoczesne ruchy odnowy biologicznej zaczynają uznawać, że życie na podłodze jest kluczowe. W pewnym sensie to właśnie z tej pozycji wszyscy wyszliśmy, więc powinniśmy wracać do niej jak najczęściej.

Ewa Klepacka-Gryz – psycholog, terapeutka. Prowadzi warsztaty dla osób cierpiących na choroby psychosomatyczne, kobiet w trudnych sytuacjach życiowych oraz par w kryzysach. W jej najnowszej książce „Kiedy Twoja wrażliwość staje się zaletą” znajdziesz wiele porad, jak radzić sobie ze stresem. 

  1. Styl Życia

Wiosną wsłuchaj się w swoje ciało

Ciało manifestuje nie tylko naszą urodę i kondycję, ale i stan zdrowia. (Fot. iStock)
Ciało manifestuje nie tylko naszą urodę i kondycję, ale i stan zdrowia. (Fot. iStock)
Psychologowie przekonują, że po jego wyglądzie można poznać, co o sobie myślimy i kim dla siebie jesteśmy. Wiosną przyjrzyj się swojemu pięknemu ciału i sprawdź, co możesz zrobić, by obudzić je po długiej zimie. I rób to powoli, z umiarem.

Pisałam już o tym nieraz, szerząc ideę, że człowiek to CUD – Ciało, Umysł i Dusza, jedność, w której te trzy elementy wzajemnie na siebie wpływają. Wiele z nas popełnia ten błąd, że na wiosnę chce zmienić w swoim życiu wszystko, pozbyć się starej, zimowej garderoby, wprowadzić nowe barwy i smaki, powziąć nowe postanowienia. I to najlepiej błyskawicznie. Tymczasem to ciało jest najczulszym barometrem, który wskazuje nam, jakie tempo jest dla nas najlepsze. Jeśli będziemy chciały zdziałać zbyt wiele – odpowie bólem, chorobą, zmęczeniem. Bo ciało musi iść w równym rzędzie z umysłem i duszą. Dopiero kiedy dokarmisz te dwa komponenty, czyli dotrzesz do istoty swojej kobiecości i zaczniesz spełniać marzenia o bardziej twórczym, kreatywnym życiu – możesz wprowadzić program naprawczy i pobudzający w sferze cielesnej.

Wsłuchaj się w sygnały

Ciało manifestuje nie tylko naszą urodę i kondycję, ale i stan zdrowia. By to, co widzimy w lustrze, nie było jedynie zadbaną fasadą, warto wiedzieć, czy wszystko jest w porządku. Dobrze jest słuchać symptomów z ciała, ale dla pewności warto zrobić podstawowe badania: Czy nie brakuje ci minerałów? Czy ciśnienie masz w normie? Czy cytologia prawidłowa? Co z sercem? Hormonami? Uspokojona możesz skupić się na profilaktyce, a jeśli coś jest nie tak, lepiej wiedzieć zawczasu i naprawić. Każdego dnia warto też zrobić „skan ciała” – to proste ćwiczenie, zajmie ci pięć minut. Służy temu, by odczuć symptomy płynące z ciała (skurcze, bóle, mrowienie), ale także jest doskonałą lekcją uważności, medytacją. Wygląda tak: siadasz wygodnie lub się kładziesz, zamykasz oczy i rozluźniasz mięśnie, oddychasz spokojnie. Sprawdzasz, począwszy od stóp, poprzez całe ciało, a także szyję i głowę, gdzie masz najbardziej napięte mięśnie. Rozluźniasz je, oddychasz.

Nakarm się

Nie licz kalorii, ale sprawdzaj składniki. Patrz, czy to, co jesz, jest wartościowe i odżywcze, ma witaminy i minerały, a nie tylko likwiduje głód. I nie przez miesiąc czy dwa, ale do końca życia. To prawdziwa troska o siebie, a nie o rozmiar swojej garderoby. Organizmy tak odżywiane w naturalny sposób dochodzą do swojej optymalnej wagi.

Od czego zacząć? – Na początek zamieńmy mocną kawę na zieloną herbatę lub szklankę ciepłej wody z sokiem cytrynowym. Wprowadźmy ziarna do śniadania, jogurt, otręby. To w naturalny sposób oczyści złogi, które zgromadziły się w tkance podskórnej i w jelitach w czasie zimy – mówi dr n. med. i pisarka Ałbena Grabowska.  – Stopniowo do diety wprowadzajmy nabiał, sery, jogurty, do których sami wkrajamy owoce (unikajmy gotowych jogurtów owocowych, ponieważ mają zbyt dużo cukru). W kwietniu w naszym menu powinny znaleźć się warzywa, przede wszystkim zielone i czerwone. Unikajmy nowalijek oraz owoców egzotycznych. Te pierwsze pochodzą ze wspomaganych chemicznie hodowli, drugie mają za sobą długą drogę i mnóstwo konserwantów. Jedzmy owoce i warzywa mrożone z mieszanek naturalnych (nieprzyprawianych, bez soli). Najlepsze są oczywiście własne mrożonki, przygotowywane na jesieni i przechowywane we własnej zamrażarce – dodaje. Obowiązuje zasada pięciu posiłków. Śniadanie, obiad i kolacja oraz dwa małe bogate w witaminy posiłki w międzyczasie.

Pielęgnuj zmysły

Wiosną chcemy wyglądać ładniej, zrzucić ciepłe swetry i płaszcze, zadbać o cerę i włosy – same dla siebie mamy ochotę ładnie wyglądać, siłą rzeczy stajemy się też atrakcyjne dla innych. Obdarzajmy się troską, uczuciem i opieką w prosty, bardzo przyjemny sposób. Jak? Na przykład codziennie używając odżywczych, najlepiej naturalnych balsamów do ciała (na bazie masła albo oleju kokosowego, z ziołami), nosząc miękkie, przyjemne tkaniny, śpiąc w satynowej pościeli (zaufaj mi, ten wydatek się opłaci, bo dotyk jedwabiu działa jak balsam). Bądź zadbana bez szczególnego powodu. Nawet gdy jesteś w domu sama. To ty decydujesz, jak się czujesz ze sobą.

Zadbaj też o to, by przebywać w ładnym otoczeniu, wśród poprawiających nastrój kolorów, ale także cieszących oczy i zmysł węchu kwiatów: kupuj tulipany i żonkile, a nade wszystko intensywnie pachnące hiacynty, one pierwsze, już w lutym, obok szafirków i pierwiosnków obwieszczają, że cała natura wraca do życia, że życiowa energia zdolna jest skruszyć najbardziej zmarznięte struktury, także te w naszym ciele, by dać pierwszeństwo temu, co chce rozkwitnąć.

We własnym rytmie

Bez ruchu nie ma życia – zima jest na to najlepszym dowodem. Wszystko skute lodem zamiera. Śpi. To też przyrodzie jest potrzebne – ale by życie się odrodziło, energia musi być wprawiona w ruch. To nie muszą być działania ekstremalne, bo nie ma nic gorszego niż wprost z kanapy rzucić się w aktywne uprawianie sportów. – Nie ma potrzeby zakładać, że z chwilą nadejścia wiosny powinniśmy zacząć biegać albo uprawiać jakiś sport. To przejście powinno być naturalne – radzi Ałbena Grabowska.

Nie zapominaj, że wiosna to nie tylko wybuch energii – zwłaszcza na początku, to wciąż walka dwóch ścierających się porządków, lodu i chłodu z budzącym się wbrew temu życiu i światu. Gwałtowne zmiany temperatur, wahania i skoki ciśnienia, ekstremalne różnice w natężeniu słońca i opadach, choć naturalne, nie są obojętne dla naszych organizmów i samopoczucia. Zwłaszcza że po zimie odporność jest słabsza. Dlatego rozkwitaj powoli, z umiarem, małymi krokami i na wielu poziomach.

  1. Moda i uroda

Na czym polega zrównoważona moda?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Idea zrównoważonej mody łączy w sobie ochronę środowiska, odpowiedzialność społeczną, a także ekorozwój w branży odzieżowej. To jednak kwestia dotycząca nie tylko projektantów i producentów kolekcji. Każda z nas może podejść do swojej garderoby w odpowiedzialny sposób. Jakie pytania warto sobie zadać w tym celu?

Czego potrzebuję?

Niektórym odpowiedzialne podejście do ubioru kojarzy się z zupełną rezygnacją z zakupów lub wyrzutami sumienia związanymi z każdą nową rzeczą. Nic bardziej mylnego! Nie pozwól na to, żeby uwrażliwienie na dobro naszej planety odebrało ci radość z komponowania stylizacji, które są pewną formą naszej ekspresji. W zrównoważonej modzie nie chodzi o to, żeby całkowicie zapomnieć o zakupach, a raczej podejść do nich w rozsądny sposób. Na początek – jeszcze przed odwiedzeniem sklepu (również tego internetowego) – warto więc przejrzeć rzeczy, które już masz w szafie i zastanowić się, czego rzeczywiście potrzebujesz.

Czy to dobre dla mnie i środowiska?

Niektórzy styliści proponują, aby myśląc o nowym elemencie garderoby od razu zadać sobie pytanie, czy będzie on współgrał z tym, co mamy już w szafie. Jeśli nie, istnie duże prawdopodobieństwo, że ostatecznie możesz rzadko korzystać z tej rzeczy, bo uznasz, że do niczego nie pasuje. Warto w takiej sytuacji dobrze przemyśleć taki zakup. A może lepiej zdecydować się na nieco inny wybór, który w zestawieniu z twoimi rzeczami otworzy ci drzwi do zupełnie nowych stylizacji?

Kiedy już wiesz, o co chciałabyś uzupełnić swoją garderobę – czyli co będzie korzystne dla ciebie, zadaj sobie pytanie, czy będzie to dobre również dla środowiska. Polskie firmy odzieżowe coraz częściej proponują kolekcje bardziej ekologiczne. Wśród propozycji marek należących do polskiej firmy odzieżowej LPP, czyli Reserved, Mohito, House, Sinsay i Cropp już od 2019 roku dostępna jest i sukcesywnie powiększana linia Eco Aware. Znajdziesz w niej pełen przekrój odzieży – w różnych fasonach, wzorach i kolorach powstałych z dbałością o wykorzystanie bardziej przyjaznych środowisku materiałów, a także minimalizowanie zużycia wody czy energii w procesie produkcji. Znajdują się w niej rzeczy m.in. z tkanin organicznych – bawełny i lnu czy powstałych na bazie odnawialnego surowca – celulozy drzewnej. Zrównoważona moda to kierunek, w którym LPP zmierza sukcesywnie w trosce o środowisko i przyszłe pokolenia, czego przykładem jest wspomniana linia Eco Aware.

Co dalej?

Rozsądne uzupełnienie garderoby to jedna kwestia. Jeśli jednak zależy ci na równowadze w twojej szafie, warto też dbać o swoje ubrania, żeby służyły ci jak najdłużej, a także pomyśleć o rzeczach, z których już nie korzystasz. Może przydadzą się komuś innemu? Koleżanka lubi kolor, w którym kiedyś kupiłaś bluzkę, ale nie czujesz się w niej swobodnie? A może siostra szuka spódnicy, a twoja od lat kurzy się na wieszaku? Sposobów na wykorzystanie rzeczy, które nie są ci już potrzebne, jest wiele. Niektóre polskie firmy odzieżowe, jak np. wspomniane marki LPP, mają w swoich salonach specjalne pojemniki, w których można (niezależnie od metki) pozostawić niepotrzebne rzeczy. Są one następnie przekazywane potrzebującym.

Zrównoważona moda to kwestia, o której warto myśleć w różnych kontekstach i na różnych etapach tworzenia swojej garderoby. Począwszy od dokładnego poznania tego, co już mamy, poprzez planowanie i uzupełnianie jej zawartości oraz dbanie o swoje rzeczy, a skończywszy na znajdowaniu nowego zastosowania lub nowych właścicielek dla ubrań, które nie są nam już potrzebne.