1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Wybieramy szkołę

Wybieramy szkołę

123rf.com
Dobra szkoła nie nastawia się tylko na wyniki, ale również na wychowanie, na pokazywanie świata poza jej murami, na spotkania i dyskusje – mówi Joanna Białobrzeska, współwłaścicielka firmy Didasko, twórczyni gimnazjum i liceum. – Każde dziecko ma jakieś zdolności i pasje. Szkole powinno zależeć na tym, żeby odkryło swoje powołanie. I nie musi to być zarządzanie i marketing.

Z moich obserwacji wynika, że są dwie strategie wyboru szkoły: wyszukiwanie tej z najciekawszą ofertą, co czasem wiąże się z dowożeniem dziecka do odległych dzielnic, albo posyłanie go do tej najbliższej. Która jest dobra?

Generalnie dobre jest to, że u rodziców rozwija się tak zwana świadomość edukacyjna. Małymi krokami, ale w dobrym kierunku. Można zaobserwować, że coraz mniej jest im obojętne, do jakiej szkoły pójdzie ich dziecko. Chcą o niej wiedzieć jak najwięcej: czy prezentuje wysoki poziom nauczania, czy realizuje tylko podstawę programową. Interesuje ich liczba godzin języków obcych i zajęcia na basenie. Coraz więcej rodziców poszukuje dobrej szkoły, ponieważ wie, że w dużej mierze to od jakości edukacji zależy przyszłość ich dzieci. I ta świadomość jest pozytywna.

Najbardziej wymagający są rodzice szkół prywatnych?

Podzieliłabym ich na trzy grupy. Pierwsi wnikliwie przyglądają się ofercie programowej szkoły, są aktywni, robią wszystko, żeby ich dzieci otrzymały porządną edukację. Drugiej grupie zależy na tym, aby dzieci uczyły się w małych klasach, w spokojnej, mniej stresującej i przyjaźniejszej atmosferze. Oni nie interesują się tak bardzo poziomem szkoły. Trzecia grupa kieruje się prestiżem szkoły, snobizmem: skoro chodzi tu syn mojej szefowej, to dlaczego nie może chodzić mój. Ci rodzice mają na ogół bardzo niską świadomość tego, co w tej szkole się robi. Często są to bardzo drogie szkoły, które tak naprawdę niewiele w zamian oferują. Zastanawiam się, dlaczego rodzice posyłają do nich dzieci, bo przecież mało ich obchodzi, co tam się dzieje.

Czym kierować się przy wyborze?

Nie uważam, żeby najważniejsze były wyniki testów. Nie stawiam tego na pierwszym miejscu, a nawet powiedziałabym, że na końcowym. Tymczasem rodzice pierwsze co robią, to sprawdzają wyniki testów.

Testy nie oddają prawdy o szkole?

W mojej szkole często bywa tak, że jedno dziecko z różnych przyczyn zaniża średnią z testów. Miałam na przykład chłopca, którego rodzice wrócili do Polski z długiego pobytu za granicą. Żadna szkoła nie chciała go przyjąć do szóstej klasy. Był miłym, mądrym dzieckiem, miał tylko problem z językiem polskim. Przyjęłam go z pełną świadomością, że zaniży wyniki. I zaniżył. Ale bardzo dużo się przez te pół roku nauczył. I to było dla mnie najważniejsze, miałam z tego satysfakcję. Czasem zdolni uczniowie, czytający mnóstwo książek spoza szkolnego programu, choć są przygotowywani do testów, piszą je nie najlepiej, bo albo nie wpasowali się w tak zwany klucz, albo są zestresowani. Wyniki testów nie mogą być więc jedynym kryterium oceny szkoły.

Co zatem powinno się liczyć?

Warto zwracać uwagę na to, co dzieje się w niej poza programem. Dyrektor i nauczyciele powinni wiedzieć, jaki cel im przyświeca. Bo jeżeli taki, że muszą zrealizować program, to tego typu szkół nie polecam. Program nie przygotowuje do życia, a priorytetem szkoły moim zdaniem powinno być właśnie przygotowanie do życia. Owszem, program trzeba zrealizować, ale najważniejsze jest to, co szkoła oferuje poza nim, jakie są jej działania, na co stawia, czy na to, żeby rozwijać zdolności i pasje uczniów. W mojej szkole pochylamy się nad każdym dzieckiem. Słabe z matematyki może mieć uzdolnienia filologiczne, artystyczne lub sportowe. Dajemy mu wtedy dodatkowe lekcje z tych przedmiotów. Chodzi nam o to, żeby wykorzystało swój potencjał. To, że ma jakieś deficyty, nie oznacza, że nie może osiągnąć sukcesu. Oczywiście, musi zrealizować podstawę programową ze wszystkich przedmiotów. Ale gdybyśmy ucznia słabego z matematyki gnębili zadaniami, tylko by się dołował, nauka nie przynosiłaby mu radości. A tak rozwija się w tym kierunku, w jakim jest uzdolniony. Szkoła powinna być podmiotowa. Powinno się liczyć to, z jakimi talentami dziecko do niej przychodzi i jak je rozwijać.

Na co jeszcze zwracać uwagę?

Czy szkoła organizuje spotkania z ciekawymi ludźmi różnych profesji, którzy przybliżają uczniom wiedzę na temat danego zawodu, a tym samym inspirują ich, poszerzają ich horyzonty. Czy oferuje projekty, które uczniowie realizują przez cały rok, czy organizuje akcje charytatywne. Najważniejsze jest jednak to, czy daje możliwość rozwijania pasji. W mojej szkole na radach pedagogicznych nie wyrywamy sobie włosów z głowy, gdy spada średnia. Zastanawiamy się, z czego to wynika (może na przykład rodzice się rozwodzą). Traktujemy dzieci indywidualnie.

Na czym to polega?

Na przykład na tym, że jeśli dziecko ma dysfunkcję, która przeszkadza mu w uczeniu się przedmiotów ścisłych, to nie powinno się zadawać mu tyle samo zadań co temu uzdolnionemu matematycznie, tylko niezbędne minimum. Obowiązkiem nauczyciela jest zastanowić się, z jakiego przedmiotu owo dziecko jest dobre, i właśnie z tego zadawać mu dwa razy więcej. Polska szkoła hołduje tradycyjnemu sposobowi przekazywania wiedzy. Widzę to nawet u swoich nauczycieli – strasznie trudno im odejść od schematów. Wydaje im się, że inaczej nie da się uczyć. Namawiam ich do łączenia, na przykład polskiego, historii, angielskiego, ale większość boi się tego jak ognia.

Dlaczego?

Bo boją się, że nie zrealizują programu. A program można realizować niestandardowo. W moim gimnazjum zorganizowałam warsztaty gotowania. Pierwsze poświęcone były kuchni włoskiej. Rozmawialiśmy o Włoszech, o kulturze tego kraju, klimacie i wynikającym z niego trybie życia mieszkańców. Opowiadałam im historię włoskich potraw: pizzy, pasty, o tym, jak się kiedyś wyrabiało makaron, jakich przypraw się tam używa. A potem dzieci przyrządziły włoskie potrawy i wspólnie zasiadły do stołu. Mówiliśmy jeszcze o zasadach savoir-vivre’u. One naprawdę bardzo dużo się tego dnia nauczyły, choć w zupełnie niekonwencjonalny sposób.

Ale takie uczenie wymaga dużo więcej zaangażowania od nauczyciela.

Oczywiście, łatwiej przyjść na lekcję, otworzyć książkę i przez 45 minut z nią pracować. Szkoła jednak musi uczyć radzenia sobie w życiu. Co z tego, że dziecko zrobi zadanie z matematyki, jak nie będzie umiało zachować się w różnych sytuacjach, nie rozwiąże konfliktu, bo nikt go tego nie nauczył. W większości szkół konflikty za dzieci rozwiązują rodzice – dzwonią do rodziców „oprawcy” i sami wszystko załatwiają. Warto więc zwracać uwagę, czy w szkole jest zatrudniony psycholog i na czym polegają zajęcia z nim. U nas na przykład dzieci na takich lekcjach uczą się reagowania w sytuacji, gdy ktoś oferuje narkotyki, uczą się mówić „nie”.

Pokutuje opinia, że prywatne szkoły to ochronki zapewniające dzieciom cieplarniane warunki.

Szkoły prywatne są różne. W mojej uczymy dyskutowania, słuchania innych, wrażliwości społecznej. Dzieci wyposażone w takie umiejętności potrafią potem bronić swojego zdania, pomagać słabszym. Gdy znajdą się w innej szkole, wybierają grupę rówieśniczą podobną do tej, w której kiedyś byli. A u nas nie jest obciachem się uczyć. Nasi uczniowie znają pozytywne normy, więc nie odpowiadają im te negatywne.

Rodzice powinni szukać szkół bezkonfliktowych? Takich szkół nie ma. Konflikty są w każdej klasie. Rzecz polega tylko na tym, żeby szybko na nie reagować. Ale to nie znaczy, że trzeba stanąć i krzyknąć, tylko rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. W naszym gimnazjum ktoś pomazał nową tapetę. Nie prowadziłam dochodzenia, kto to zrobił. Powiedziałam: „Przykro mi, bo osobiście kupowałam tę tapetę. Chciałam, żebyście czuli się jak u siebie. To wasz drugi dom. A w domu tego przecież nie robicie”. Widziałam, że to do nich dotarło. To ważne, żeby dzieci naprawdę poczuły, że szkoła jest ich. Wtedy zdecydowanie łatwiej się dogadać.

Na drzwiach Didasko widnieje napis: „Szkoła nie jest miejscem wyjątkowym. To Ty jesteś wyjątkowy!”. Budowanie poczucia wartości dziecka w szkole jest ważne?

Bardzo ważne. Każdej dobrej szkole powinno zależeć na dobrej samoocenie ucznia. Taki uczeń nie musi dopasowywać się do destrukcyjnych grup, wie, czego chce. Dobra szkoła nie nastawia się tylko na wyniki, ale również na wychowanie, na pokazywanie świata poza murami szkoły, na spotkania i dyskusje. W Didasko prowadziliśmy różne akcje społeczne, na przykład „Pięknie żyć”, której celem jest nauka tolerancji, współpracy. Nagradzamy nie tylko za oceny, ale za postawę, pomaganie innym. Zależy nam na tym, żeby każde dziecko czuło się wyjątkowe. Każde ma przecież jakieś zdolności i pasje, każde chce robić coś dobrze. Musi więc wiedzieć, że jak jest z czegoś słabe, to na pewno z czegoś innego może być najlepsze. Dobrej szkole zależy na tym, żeby dzieci odkryły swoje powołanie. I nie musi to być zarządzanie i marketing, ale na przykład gotowanie.

Jak można zbierać informacje o szkole?

Najpierw rodzice powinni zadać pytania sobie samym: Czego chcemy od szkoły? Co jest dla nas istotne? Jeżeli najważniejsze są stopnie, to nie będą zadowoleni ze szkoły, która realizuje inne zadania. Gdy chcą dowiedzieć się jak najwięcej o konkretnej placówce, powinni porozmawiać z dyrektorem, nauczycielami, uczniami. Można wejść na portale społecznościowe, gdzie uczniowie wymieniają się opiniami. Koniecznie powinni pójść na spotkanie w czasie tak zwanych dni otwartych. Wtedy od razu widać, jaka to szkoła – czy spotkanie jest dobrze zorganizowane, czy panuje chaos, co nauczyciele mają do powiedzenia. Wszystkie te czynniki trzeba zebrać, dopiero na koniec dołożyć wyniki z testu i na tej podstawie dokonać wyboru. Może się wtedy okazać, że najlepsza szkoła znajduje się blisko domu. Bo wcale nie jest tak, że te najdroższe są najlepsze.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze