fbpx

Rozmowy z dzieckiem przed zaśnięciem

Rozmowy z dzieckiem przed zaśnięciem
fot.123rf

Emocje przepływają przez nas niczym rzeka. Trzeba je zobaczyć, posmakować ich, nazwać je i „obsłużyć”. Znakomicie pomaga w tym książka o Senku stworzona
przez artystyczną rodzinę Kotów: Agę, psycholożkę, fotografkę, jej męża Tomasza, aktora, który użyczył głosu na audiobooka, ich siedmioletnią córkę Blankę oraz przyjaciół. Synek Leon (cztery lata) jest równolatkiem pomysłu.

Umiejętność radzenia sobie z emocjami okazuje się fundamentalna, gdy zostajemy rodzicami.

To prawda. Pojawiają się wtedy problemy z ujawniającymi się emocjami. Kiedyś można było je ukryć, teraz już się nie da. Przychodzi trudny moment, kiedy nie można udawać, że czegoś nie ma, bo dziecko pokazuje, że to jest.

I co wtedy?

Mamy dwie drogi: albo skonfrontujemy się z trudnymi emocjami, albo wpuszczamy dziecko w tę samą historię, którą przeszliśmy jako dzieci. Czyli tłumienia emocji, udawania, bycia grzecznym, nieujawniania tego, co się czuje, przyjmowania, że dorośli mają rację. Jest cały wachlarz możliwości, których można użyć, żeby ukryć emocje.

Uczono nas, że są dobre emocje, i te należy wyrażać, oraz złe, nad którymi trzeba zapanować.

Tymczasem wszystkie emocje, także złość, lęk, zazdrość, frustracja, są nieodłączną częścią naszego życia i domagają się ekspresji. Przepływają przez nas niczym rzeka. I często dopiero pojawienie się dzieci niektóre z nich ujawnia. Bo ich przyjście na świat powoduje, że rzeczywistość zmienia się o 180 stopni, że wiele spraw trzeba zostawić, odpuścić.

Dziecko reaguje tak, jak my reagujemy.

Uświadomienie sobie tej prawdy jest kluczem do wychowania. Widzę to na swoim przykładzie – wychowuję tylko przez to, co robię, a nie przez to, co mówię. Natomiast książka opowiada o tym, jak patrzeć na emocje, jak ich nie oceniać, nie klasyfikować jako dobrych i złych, tylko zobaczyć ich źródło. Już samo zdystansowane nieoceniające spojrzenie, choć trudne, to jednak daje możliwość prześledzenia, skąd się biorą emocje, jak to się stało, że dziecko zachowuje się w taki, a nie inny sposób.

Jedna z bohaterek książki, Rozalka, okłada misia. Na ogół rodzice reagują na takie zachowanie uwagą: „Nie rób tego, jesteś niegrzeczna”.

A może okazać się, że to nie chodzi o misia, tylko o chłopca, który dokuczał jej w przedszkolu. Czasem takie zachowanie dziecka mówi nam więcej o jego doświadczeniach i uczuciach niż niejedna rozmowa. Jeżeli zabronimy mu wyrażać złość, może przestać niszczyć zabawki, ale zacznie niszczyć w jakiś sposób siebie.

Na przykład obgryzać paznokcie.

Tak, bo emocje są powiązane z ciałem, nie jesteśmy w stanie ich oddzielić.

Tłamszenie uczuć może spowodować odroczony wybuch, nieadekwatny do sytuacji, która go wywołała.

Ale adekwatny do sytuacji, w której od dawna tkwi dziecko. Znoszenie napięcia spowodowanego tłamszeniem emocji bywa ponad jego siły. Nie lubię określeń: „grzeczne – niegrzeczne”, bo zwracają uwagę tylko na to, co dziecko robi, a nie pokazują przyczyny, no i są oceniające. Uważam, że jedynym sposobem na to, żeby zrozumieć zachowanie dziecka, jest zobaczyć, co się za nim kryje. U dzieci może to być o tyle proste, że ich świat nie jest tak skomplikowany jak świat dorosłych.

Mama, zamiast oceniać, powinna wziąć głębszy oddech?

Oddech wydaje się czymś prozaicznym, przecież oddychamy cały czas. Tymczasem to istotna część spojrzenia na emocje z dystansu, trochę innej perspektywy, niż się zwykle patrzy, oceniając. To szczególnie trudne w sytuacji, kiedy na przykład dziecko wyraża złość. Ale żeby o złości z nim porozmawiać, nie trzeba czekać, aż się pojawi, można to zrobić na przykład wtedy, kiedy pomagamy dzieciom zasnąć. I nasza książka ma inspirować właśnie do takich rozmów przed zaśnięciem, kiedy rzeczy się domykają, kiedy opowiadamy sobie dzień.

Jak uczyć dziecko rozpoznawać emocje?

Można sięgnąć po „Senka”, w którym pokazujemy sposoby – zadajemy pomocne pytania, na przykład: Jak wyobrażasz sobie to, co czujesz? Jaki to ma kształt? Smak? Emocje nie są częścią nas, tylko przez nas przepływają, możemy się im przyjrzeć. Dziecko też możemy nauczyć „wyjąć” emocje na zewnątrz i je zobaczyć. Szczególnie ważne dla mnie jest to, żeby rozmawiać o emocjach z dziewczynkami.

Tak zwane złe zachowanie dziewczynki oceniane jest jako podwójnie niewłaściwe.

Bo dziewczynki mają być grzeczne, chłopcom wybacza się zdecydowanie więcej. Kiedy rozmawiałyśmy z Blanką o tej książce, to najpierw bohaterem, którego zachowanie jest trudne dla otoczenia, miał być chłopiec, ale potem pomyślałyśmy – dlaczego ma być chłopakiem, skoro to historia Blanki.

Dlaczego tak ważna jest nauka wyrażania uczuć?

Bo one są częścią naszego życia, pomagają w zadbaniu o nasze potrzeby. A my albo pozwalamy im sobą sterować, rządzić, albo je tłumimy, negujemy, wypieramy. A to niczemu dobremu nie służy. Na ogół końcowym efektem tłamszenia emocji są nerwice, bóle w ciele, choroby, które nie wiemy, skąd się wzięły. Wydaje mi się, że zgoda na przeżywanie emocji może dać nam poczucie szczęścia. I to takiego, które nie pochodzi od materii, tylko z naszego ducha, wewnętrznego świata.

Tworzyła pani tę książkę razem z córką i mężem?

Ta historia powstawała w kilku etapach. Zaczęło się od tego, że Blanka miała problemy z zasypianiem, więc po czytaniu na dobranoc zaczęłyśmy wymyślać historię o Senku, który pomaga dzieciom zasnąć. I ta historia zaczęła się rozwijać. No a potem spisaliśmy ją razem z moim przyjacielem Michałem Wierzbickim, który wpuścił do opowieści poezję. Tomek czyta książkę na dołączonym do niej audiobooku, to dla mnie ważne, bo wprowadził nastrój, na jakim mi zależało. Autorem ,,sennej” muzyki na audiobooka jest Łukasz Rostkowski. Ale to nie jest tak, że od tej pory czuję się pisarką – ta książka powstała z potrzeby serca, jest połączeniem dwóch moich zawodowych pasji: fotografii i psychologii, którą zresztą zostawiłam dla fotografii.

Oniryczno-filmowy klimat tej książki to nie przypadek.

Poruszam się w świecie filmowym, skończyłam operatorkę, a kolaż fotograficzny, oprócz techniki kolodionowej, to mój ulubiony środek wyrazu. Myślę, że tak wygląda świat, tak go przynajmniej lubię opisywać. Książka ma w sobie dużo szczegółów i jak oglądają ją dzieci, to za każdym razem dostrzegają w niej coś nowego i te historie mogą się pleść w różne strony. Bywa, że Senek wędruje do snów czytających, staje się takim agentem Morfeo, który, mam nadzieję, pomaga nie tylko Rozalce i Blance.

A małemu Leonowi?

Uświadomiłam sobie ostatnio, że Leon ma tyle lat, ile Senek, więc jest trochę takim moim synkiem Senkiem. Już zaczyna mówić o emocjach – że się złości, że coś go smuci. Zamiast coś zniszczyć lub uderzyć, choć czasem i to robi, mówi, co czuje, i już samo mówienie powoduje, że te emocje się u niego rozpuszczają. Zaskakuje mnie, że już to potrafi. Ważne dla mnie jest to, że mogę zobaczyć, co się z nim dzieje, i starać się mu pomóc.

W jaki sposób?

To zależy od sytuacji. Wydaje mi się, że istotne jest to, żeby będąc w bliskości, nie iść za jego złością. Ja zaczynam od mówienia, że widzę jego emocje i je akceptuję.

A jeżeli w tej złości przekracza granice?

Uważam, że najtrudniejsze w rodzicielstwie jest właśnie stawianie granic. Jasno mówię Leonowi, że nie zgadzam się z przemocą fizyczną, natomiast nie zostawiam go w trudnych emocjach. Myślę, że jeśli źródło złości leży gdzie indziej, nie mogę karać go za to, że mu nie pomogłam w wyrażeniu emocji z szacunkiem dla innych. Wychodzę z założenia, że dzieci nie biją innych z przyjemności, tylko dlatego, że wydarzyło się coś takiego, z czym nie umiały sobie poradzić. Kara jest wtedy formą agresji. Uważam, że nie mam prawa oceniać zachowania dziecka tylko na podstawie ostatniego etapu całego ciągu zdarzeń, które do tego etapu doprowadziły.

Dziecko kładzie się w sklepie i krzykiem czegoś się domaga. Co wtedy?

Nie lubię nikomu radzić. Ja nie mocowałabym się z dzieckiem, tylko nad nim pochyliła i zaczęła od pomocy w opisaniu tego, co czuje. Kiedy myślę o tym, jak porozumiewać się z dzieckiem w trudnych sytuacjach, to przychodzi mi na myśl, co ja bym wtedy chciała usłyszeć.

Dzieci będą umiały radzić sobie z emocjami, jeśli potrafią to rodzice.

Świat dziecka i nasz świat to naczynia połączone. Nie da się ich odseparować. Najskuteczniejsze są te nauki, których dostarczamy dzieciom na swoim przykładzie. I to od pierwszych dni jego życia. Bo jak dziecko stanie się nastolatkiem, to proces wychowawczy jest już dawno zakończony.

Stosuje pani narzędzia zawarte w książce?

Oczywiście, że tak! Mimo że skończyłam psychologię i teoretycznie powinnam sobie radzić z emocjami, to czasami też po nie sięgam. Bardzo mi pomagają, są taką ściągawką do zastosowania tu i teraz. I co najważniejsze – działają. Może dlatego, że pochodzą z życia, a nie z teorii psychologicznych. Chciałam, żeby ta książka nie była tylko dla dzieci, żeby rodzice też mogli z niej korzystać. Ale to nie jest tak, że się już raz na zawsze wie, jak obsługiwać emocje, i można nic nie robić. Cały czas tę wiedzę odświeżam. Życie jest procesem, dlatego książka jest przyczynkiem do pracy, a nie jej zakończeniem.

Ma jakichś swoich patronów?

senekMożna powiedzieć, że Senek wywodzi się z dwóch źródeł: wychowania bez przemocy Marshalla Rosenberga i filozofii Eckharta Tolle. Tolle pokazuje piękne drogi życia, ale nie znam nikogo, kto by przełożył je na wychowanie dzieci. Podjęłam więc taką próbę.


Agnieszka Kot:
z wykształcenia psycholożka, operatorka filmowa i fotografka. Autorka zdjęć do filmów krótkometrażowych, teledysków i wizualizacji teatralnych. Współautorka wraz z Michałem Wierzbickim książki dla dzieci (i nie tylko) pt. „Senek” o radzeniu sobie z trudnymi emocjami. Mama Blanki (siedem lat) i Leona (cztery lata). Żona aktora Tomasza Kota.

Tekst z numeru 12/ 2014

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>