fbpx

Kieszonkowe – ile i na co?

Kieszkonkowe
123rf.com

Każdy rodzic, niezależnie od tego, czy zarabia dużo czy mało musi się zmierzyć z problemem kieszonkowego. Polacy w przeważającej większości uważają, że dzieciom należy dawać pieniądze, a 75 proc. pytanych przyznało, że dało pociechom do dyspozycji konkretne kwoty na drobne wydatki w ostatnich kilku miesiącach.
Dane sprzed dwóch lat pokazują, że dwie trzecie rodziców dzieci w wieku od 4 do 18 lat daje im pieniądze przynajmniej od czasu do czasu. Prawie jedna trzecia rodziców (29%) regularnie wypłaca kieszonkowe swoim dzieciom. W zdecydowanej większości w formie gotówki, chociaż popularyzują się także bony z kwotą do wykorzystania oraz karty płatnicze z limitem. Większość rodziców (68,6 proc.) uzależnia wysokość kieszonkowego od swoich możliwości finansowych.

Historia zaobserwowana w zaprzyjaźnionej rodzinie: synek prosi tatę o pieniądze na zabawkę. – Nie mam pieniędzy – opowiada tata. Na to dziecko – Jak nie masz, to wyjmij z bankomatu.

Tu nastąpił długi wywód lekko już zdenerwowanego ojca o tym, że zanim pieniądze znajdą się na rachunku w banku, to tatuś je musi zarobić. Rozmowa doprowadziła nieuchronnie do pytania, co się stało z kieszonkowym, które synek dostał. I tu nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji, bo okazało się, że pieniądze z kieszonkowego dzieci pożyczyły tacie, kiedy ostatnio zamawiał pizzę… Najprostszą konkluzją byłoby stwierdzenie, że trzeba pamiętać, kiedy pożyczamy pieniądze od dzieci i szybko te długi zwracać. Ale znacznie poważniejszym problemem jest to, jak mądrze oswajać dziecko z finansami. Zwłaszcza, że w miarę komercjalizacji wszystkich sfer życia dziecko coraz wcześniej znajduje się pod silną presją ze strony reklamodawców i sprzedawców.

Przede wszystkim należy więc nauczyć pociechę, że pieniądze są środkiem do realizacji celów, które same sobie mogą wyznaczyć. Jeśli nie da się tego zrobić od razu – bo wymarzona gitara albo play station kosztuje więcej niż dziecko ma w skarbonce – to musi zaczekać, aż uzbiera odpowiednią kwotę. Dobrym pomysłem jest poinformowanie dziadków, krewnych i znajomych, że dziecko zbiera na konkretny cel, bo wtedy każdy z nich przed urodzinami czy imieninami zamiast w panice szukać odpowiedniego prezentu, chętnie się dołoży.

Ważnym elementem ustaleń w sprawie kieszonkowego jest to, żeby obie strony dotrzymywały warunków – terminu i sposobu wydawania pieniędzy (np. zakaz kupowania papierosów albo dopalaczy przez nastolatków). Kieszonkowe nie może jednak być także nagrodą za dobre wyniki w szkole, czy jakieś wykonane prace. – Mój pasierb ciągle narzeka, że nie ma kasy, więc mu zaproponowałem, żeby mi mył samochód i w ten sposób zarabiał – opowiada Maciej z Gdańska – nauczy się, że trzeba zarabiać – uzasadnia swoje postępowanie. Niestety efekt może być inny od oczekiwań. Pasierb nauczy się owszem, że dla pieniędzy można zrobić wszystko i tylko dla nich. Zatem, kiedy dajmy na to za kilkadziesiąt lat Maciej będzie się gorzej czuł, to pasierb za pomoc mu każe sobie zapłacić.

Tylko dysponując pieniędzmi dziecko, ma szansę nauczyć się podejmowania świadomych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Psychologowie i pedagodzy twierdzą, że lepsze rezultaty w edukacji finansowej osiągniemy, gdy będziemy raz w tygodniu albo co dwa tygodnie, albo miesięcznie dawać kieszonkowe. Panujący w niektórych rodzinach zwyczaj, że najmłodsi dostają na konkretne cele, gdy poproszą, nie skłania dziecka do oszczędzania.

Większość pedagogów i psychologów jest zdania, że praca na rzecz rodziny wykonana przez dziecko nie powinna być opłacana. Dla właściwego procesu rozwoju i wychowania ważne jest, aby dziecko w domu miało swoje stałe obowiązki, z których wypełnienia będzie rozliczane, bez wypłacania pieniężnej należności.

A co zrobić, gdy domowy budżet świeci pustkami i cała rodzina musi zacisnąć pasa? Przede wszystkim nie ukrywać tej sytuacji. Zwłaszcza starsze dzieci wtajemniczone w sytuację poczują się pełnoprawnymi członkami wspólnoty rodzinnej i być może nawet same zaproponują formę oszczędności.