1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Zupa krem z łososia i ryb słodkowodnych

Zupa krem z łososia i ryb słodkowodnych

Składniki na 4 porcje: 0,5 kg filetów z łososia, 4 plastry wędzonego łososia, 200 g filetów z siei lub pstrąga, 1,5 l bulionu jarzynowego, 2 duże ziemniaki, łyżka posiekanych liści bazylii, 4 gałązki świeżego koperku, szklanka śmietany 36-proc., kieliszek białego półsłodkiego wina, 2 łyżki mąki, 1/4 łyżeczki soli, 1/4 łyżeczki pieprzu, sok z 1 cytryny, 3 łyżki masła. Czas przygotowania: 50 mi

Umyte ryby osuszyć papierowym ręcznikiem, pokroić w kostkę. Rozgrzać masło na patelni i przesmażyć ryby. Podlać białym winem i dusić chwilę, a następnie dolać bulion jarzynowy. Dodać pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotować około 20 min. Zmiksować. Śmietanę wymieszać z mąką, tak aby nie było grudek, dodać do zupy, wymieszać i zagotować. Doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Wlać zupę do miseczek, udekorować plastrem łososia, koperkiem i bazylią.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Zodiakalne Ryby - wolne jak ptaki

Ryby. Często trafiają na mielizny, ale są mistrzyniami odpuszczania, więc to, czego potrzebują, przypływa do nich samo. (Ilustracja: iStock)
Ryby. Często trafiają na mielizny, ale są mistrzyniami odpuszczania, więc to, czego potrzebują, przypływa do nich samo. (Ilustracja: iStock)
Ostatnim miesiącem zimy rządzą zodiakalne Ryby. Często trafiają na mielizny, ale są mistrzyniami odpuszczania, więc to, czego potrzebują, przypływa do nich samo. Dziennikarka Aleksandra Nowakowska wspierana przez astrologa Piotra Gibaszewskiego kreśli ich portret i rokowania na najbliższy rok.

Znakiem Ryb włada Neptun, specjalista od transcendencji, król mórz i oceanów. Jego symbol przywodzi na myśl człowieka wznoszącego ręce ku górze, może też kojarzyć się z aniołem. To dobre skojarzenie – Ryby nie pragną ziemskich uciech, wolą myśleć o niebie i sprawach ducha. Można powiedzieć, że nie należą do tego świata. Rzeczywiście: urodzeni w tym okresie nie są zainteresowani płaceniem rachunków, osiąganiem pozycji społecznej, gromadzeniem dóbr materialnych.

Archetypy i metafory

Carl Gustav Jung pisał, że ryba jako symbol alchemiczny pojawiła się w XI wieku. Przedstawia ona substancję arcanum, czyli tajemną, a na skutek jej przemiany powstaje lapis philosophorum – kamień filozoficzny.

Starogreckie słowo ichthys, oznaczające rybę, jest rozwijane jako: Iesous Christos Theou Hyios Soter – Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel. Piotr Gibaszewski przypomina, że wśród astrologów od wieków trwa dyskusja na temat horoskopu Chrystusa, który prawdopodobnie nie urodził się 25 grudnia, tylko w marcu, w znaku Ryb. Dla pierwszych chrześcijan, którzy spotykali się potajemnie w rzymskich katakumbach, ryby były znakiem rozpoznawczym. Rysowali na piasku symbol składający się z dwóch półksiężyców.

Jeśli popatrzymy na koło zodiaku jak na metaforę rozwoju człowieka, Ryby są jego ostatnim etapem. Reprezentują wolność od rzeczy, ograniczeń tkwiących w umyśle. Znoszą to, co widzialne – gęstość materii i złudzenie czasu. Życie tu na ziemi to dla osób urodzonych w tym znaku film, iluzja. Są świadome tego, że ludzka egzystencja jest jak żywioł, do którego należą, czyli woda: zmienna, niepodlegająca limitom, bezkształtna. A skoro tak, to nie ma się do czego przywiązywać.

Archetyp Ryb mieści w sobie płynność, absorpcyjność, przyzwalanie. Ma dar rozpuszczania, rozpływania się. Nie honoruje racjonalnych argumentów, logiki, nie wie, co to zapobiegliwość, koncentracja, nie stawia kropki nad „i”. Ryby nie odwołują się do rozumu, są nadwrażliwe, a nawet słabe, ufne w siłę większą niż one same, wsłuchane w podszepty intuicji. Śnią na jawie, lubią być otoczone tajemnicą, magnetyzują subtelnością, są na wskroś romantyczne.

– Osoby, które mają w horoskopie urodzeniowym silny wpływ Ryb, zawsze ciągnie do czegoś więcej, przepełnia je nieodgadniona tęsknota. Może dlatego często bywają melancholijne, a ich spojrzenie jest zamglone – mówi Piotr Gibaszewski. – Tak działa wpływ Neptuna, planety, która nie zajmuje się doczesnością, tylko pyta, po co przyszliśmy na ten świat. Zodiakalnym Rybom bliski jest pogląd ludzi Wschodu, którzy naszą rzeczywistość nazywają „mają”, czyli czymś, czego nie ma, ułudą. A zatem po co się nią przejmować? Tylko to, co w duszy, jest prawdziwe.

Według Junga ryba symbolizuje życie psychiczne. Reprezentuje coś bardzo małego, co jest zanurzone w olbrzymim morzu, przedstawia ludzką jaźń jako treść nieświadomą. To znak, który z całego zodiaku ma najsłabsze ego rozumiane jako świadomość tego, kim się jest i czego się chce. Skąd ma to wiedzieć, skoro mało go to zajmuje? Ryby są w pewnym sensie niewidzialne, jak mgła, wymykają się życiu, robią uniki tak jak ich władca Neptun. A to planeta, którą odkryto nie podczas obserwacji nieba, tylko na skutek matematycznej analizy orbity! – Obliczono, że prawdopodobnie istnieje jakieś ciało niebieskie, które zakłóca orbitę Urana, ale nikt go nie zobaczył. Wpadli na to niezależnie dwaj naukowcy i do końca nie jest wiadomo, kto zrobił to pierwszy – wyjaśnia astrolog.

Ciężar dualizmu

Ryby, podobnie jak Bliźnięta, Waga i Wodnik, należą do znaków podwójnych.

Piotr Gibaszewski podkreśla, że żyjemy w świecie dualnym, taki jest też nasz umysł, jednak u Ryb ten dualizm jest rozwinięty w skrajny sposób. I dodaje, że archetypem literackim Ryb jest rozbity i pełen dylematów Hamlet, a słynne „Być albo nie być” dobrze obrazuje ich rozdarcie wewnętrzne.

Symbolem znaku są dwie ryby, które płyną w dwóch różnych kierunkach. Jedna jest martwa i unosi się z nurtem, druga walczy, płynąc pod prąd. – Osoby spod znaku Ryb żyją, jakby jedną nogą były w niebie, a drugą w piekle. Ich życie wygląda jak amplituda – od uniesień, kontaktu z absolutem po cierpienie, odczuwanie bezsensu życia, depresję – mówi ekspert. – Często błądzą jak wracający z wojny trojańskiej do Itaki Odyseusz, który pływał po morzach przez 10 lat zwodzony przez Posejdona, greckiego boga mórz, odpowiednika rzymskiego Neptuna.

Skuteczne osiąganie celu nie jest atutem Ryb. Ich działania charakteryzuje utrata kontaktu z rzeczywistością, Neptun często prowadzi je na manowce. Namawia do ucieczki od rzeczywistości. Ich zodiakalny archetyp ma silne tendencje do popadania w nałogi. A także psychozy, stany lękowe, nerwice. Zdaniem astrologa pijackie powiedzenie „Rybka lubi pływać” jest w tym kontekście na miejscu.

Ryby nie boją się już niczego, bo przejrzały iluzję mai i przekroczyły ograniczenia umysłu, albo boją się wszystkiego, desperacko pragnąc wyzwolić się z więzienia materii. Nie radzą sobie z życiem, wymykają się w fantazje, narkotyczny trans, artystyczne wizje. Mają tendencje do eskapizmu, a ich wycieczki mogą dążyć do rozwiązania ostatecznego – takiego, które wybrał bohater książki „Cierpienia młodego Wertera” Goethego, najbardziej znanego przedstawiciela niemieckiego romantyzmu. Samobójstwo jest dla nich ulgą. Mają problemy z obrazem siebie, z tożsamością. Dlatego łatwo wtargnąć w ich granice. Potrafią dostosować się, spełnić czyjś sen, niepostrzeżenie dopasowują się do cudzych życzeń. Brakuje im dystansu, umiejętności stanowczego powiedzenia „nie”.

Na marginesie

Zodiakalne ryby reprezentują jakość zmienną w skrajnej postaci, więc w ich życiu rządzi niestałość. Ich wewnętrzny kompas wariuje. (Teorię względności zresztą opracował Einstein, który był zodiakalnymi Rybami). Nie prowadzą usystematyzowanego, higienicznego życia. Potrafią żyć swoją wyśnioną wizją, która istnieje tylko w ich wyobraźni; do czasu, kiedy różowe okulary w końcu się rozbiją.

Często słyszą, że powinny „wziąć się w garść” i wreszcie „się ogarnąć”. Trudno im to zrobić z jednego powodu – im nie zależy, wystarczy im dmuchany materac i miska ryżu, żeby przeżyć dzień. Co będzie jutro? Nad tym się nie zastanawiają. Skąd mają brać motywację do tego, żeby się wysilać? Są wyczerpane samym faktem, że tu są i oddychają.

– Ryby z założenia to wolne ptaki – mówi Piotr Gibaszewski. – Nie pasują do rzeczywistości ludzi produktywnych, dlatego czują się samotne i odcięte od świata. Chętnie się izolują, dobrze im z dala od zgiełku, w komunach, wspólnotach, melinach. Szukają oparcia w wierze, w drugim człowieku, w altruizmie...

Przynależny Rybom 12. dom astrologiczny wskazywał kiedyś na więzienia, klasztory, przytułki dla trędowatych – miejsca położone z dala od miast, zamknięte i wyłączone z nurtu życia. Osoby urodzone pod ich zodiakalym wpłwem często czują się wykluczone, wybierają margines i peryferie, a nie centrum. Szukają ciszy i spokoju, żeby ukoić znękaną duszę.

– Kontestują, ale nie tak jak Wodnik, ich poprzednik w zodiaku, który chce zmieniać rzeczywistość, by wprowadzać nowy porządek – wyjaśnia Piotr Gibaszewski. – On przeciwstawia się zasadom, Ryby w ogóle się nimi nie zajmują. Chrystus nie chciał dokonywać rewolucji, nie interesował się polityką, zalecał oddawać cesarzowi co cesarskie; głosił, że jego królestwo nie jest z tego świata. Ryby pochodzą z alternatywnej rzeczywistości i samym swoim jestestwem negują tę powszechnie panującą.

Ubogie w duchu

Ryby mogłyby nauczyć się obrony swoich granic, przestać tylko dawać, a zacząć brać, popracować nad miłością własną, nauczyć się wyrównywać rachunki, zejść na ziemię. To osoby, które żyją w poczuciu krzywdy, zranienia, bywa, że wchodzą w rolę ofiary, manipulują, kłamią, żeby przetrwać, bo życie je tak przytłacza. Są nim niewypowiedzianie rozczarowane. Kombinują na skróty, kochają bez granic, zatracają się w fuzyjnych relacjach, czują się na tej ziemi żebrakami. Nie grozi im za to perfekcjonizm ani nadmierna kontrola. Nie zauważają szczegółów, więc nie są małostkowe, za to hojne. Są mistrzyniami sztuki odpuszczania. Właśnie Ryby uosabiają najwyższą formę miłości – miłość bezwarunkową.

Chrystus mówił, żeby przebaczać nie 7, ale 77 razy – tłumaczy astrolog Piotr Gibaszewski. – Ryby są świadome, że nie ma sensu się obrażać, bo przyszliśmy na ziemię, żeby odegrać pewien teatr. Wchodzimy w określone role, których nie warto traktować poważnie. Ryby – tak jak nie są przywiązane do przedmiotów, koncepcji, przekonań – tak również do krzywd i do zranień. Wiedzą, że tylko pustkę można czymś zapełnić. Ubogi w buddyzmie to ten, który jest jak czysta kartka. I ten właśnie dozna oświecenia.

Ryby reprezentują ideę urzeczywistniania się, stawania się człowiekiem, istotą czującą siebie i innych. Dlatego właśnie Ryby kończą zodiak rozumiany jako cykl rozwoju. Przed odkryciem Neptuna patronował im Jowisz – planeta bogactwa i obfitości, dlatego twierdzą, że przydarzają się im cuda. Czasem spada manna z nieba, ponieważ niczego nie pragną. Cechująca je prostota i lekkość to recepta na odmianę losu.

– Baśnie i przypowieści pełne są opowieści o głupim Jasiu, który zdobył królestwo i pojął księżniczkę za żonę. Kto pokonał komunę w Polsce? Mędrzec, filozof? Nie, elektryk. W rozwoju osobistym musimy pozbyć się nawyków i schematów, żeby pójść do przodu – puentuje astrolog.

I Ryby to właśnie świetnie potrafią – pozwalają, żeby wiele od nich odchodziło, co przynosi nieoczekiwany efekt uboczny: bezwysiłkowe przyciąganie tego, czego potrzebują. Zgodnie z taoistyczną maksymą wuwei – działaj, nie działając.

Archetypowym Rybom raczej nie powierzylibyśmy funkcji prezesa banku centralnego ani zarządzania infrastrukturą drogową czy przemysłem o dużym znaczeniu strategicznym. Nie znajdziemy wśród nich również wielu polityków czy mężów stanu, one mają inne zadania, na przykład bycie artystą jak Witkacy, nazywany „wariatem z Krupówek”.

Ale Rybom wybaczamy różne dziwactwa, bo dzięki nim choć na chwilę możemy oderwać się od rzeczywistości.

Ryby (20 lutego – 20 marca)

  • żywioł: woda
  • jakość: zmienna
  • rodzaj: żeński
  • prajakość: zimna i wilgotna
  • pora roku: czas postu
  • archetyp: wizjoner, samarytanin
  • cień: nałogowiec, oszust
  • pułapka: mylenie spirytualizmu ze spirytualiami
  • ideał: przewodnicy duchowi, artyści
  • dewiza: przeczuwam, kocham
  • korespondencje w organizmie: stopy
Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej.

  1. Kuchnia

Bezy francuskie z kremem kawowym i karmelem

Połączenie słodkiej bezy z kawą i słonym karmelem to uczta dla zmysłów. (fot. iStock)
Połączenie słodkiej bezy z kawą i słonym karmelem to uczta dla zmysłów. (fot. iStock)
Kto się boi bezy? Ten będzie musiał swój strach okiełznać. Kruchutkie, białe piękności budzą zachwyt i pożądanie, ale nierzadko też mnóstwo obaw, szczególnie u tych, którzy pragną zmierzyć się z nimi po raz pierwszy.

Tymczasem, nie taki diabeł straszny. Odrobina serca wystarczy, by odwdzięczyły się pięknym wyglądem oraz idealną kruchością. W przypływie słodkiej fantazji, wymyśliłam sobie bezy orzechowe z kremem o smaku kawy oraz słodko-słonym sosem karmelowym. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy to aby nie za dużo szczęścia na raz. Ostatecznie więc, zamiast orzechowych, zrobiłam klasyczne bezy francuskie. Reszta pozostała bez zmian. Efekt przerósł moje oczekiwania. Beziki wyszły naprawdę fantastyczne.

Składniki

Bezy:
  • 4 białka (w temperaturze pokojowej)
  • 125 g cukru
  • 125g cukru pudru
  • szczypta soli
Krem:
  • 250ml śmietany kremówki
  • 250g mascarpone
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 4-5 łyżeczek bardzo drobno zmielonej kawy lub 2-3 łyżeczki kawy instant (rozpuszczonej w 1 łyżce gorącej wody)
Słony karmel:
  • 200g cukru
  • 2 łyżeczki wody
  • 120ml śmietany min. 12% 
  • 1/2 łyżeczki soli
Białka z dodatkiem soli zaczynamy ubijać na najniższych obrotach miksera, w miarę ubijania zwiększając prędkość. Gdy staną się białe, zaczynamy stopniowo, po łyżce, wsypywać cukier.

Kiedy piana będzie już sztywna i błyszcząca, wyłączamy mikser i delikatnie łączymy ją z cukrem pudrem.

Na papierze do pieczenia rysujemy kółka - ich wielkość uzależniamy od rozmiaru bezików, który chcemy finalnie uzyskać. Papier kładziemy na blasze. Kółka przy pomocy szprycy lub łyżki wypełniamy ubitą pianą. Połowie bezików nadajemy bardziej płaską formę, gdyż będą one stanowiły spody.

Blachę wkładamy do nagrzanego do 120 st. C piekarnika. Pieczemy około 1,5 godziny. Wyłączamy piekarnik, pozostawiając w nim bezy na co najmniej kilka godzin.

Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem. Następnie łączymy ją z mascarpone. Dodajemy kawę mieloną lub wlewamy ostudzony kawowy napar. Całość mieszamy.

Do garnuszka wsypujemy cukier. Zalewamy wodą. Mieszanie surowo wzbronione! Całość podgrzewamy, aż cukier się roztopi i lekko zbrązowieje (skarmelizuje). Wówczas wlewamy śmietanę (zawartość garnuszka mocno się wówczas wzburzy) i energicznie mieszamy. Na końcu wsypujemy sól. Sos zdejmujemy z ognia i zostawiamy do wystygnięcia.

Na bezach przeznaczonych na spody kładziemy grubą warstwę kremu. Przykrywamy je bezowymi wierzchami i polewamy sosem karmelowym.

  1. Zdrowie

Jedzenie dla szczęścia

Komponujmy naszą dietę w taki sposób, żeby zadbać o wszystkie składniki potrzebne do optymalnego działania ciała. (Fot. iStock)
Komponujmy naszą dietę w taki sposób, żeby zadbać o wszystkie składniki potrzebne do optymalnego działania ciała. (Fot. iStock)
Czy to jest możliwe? Owszem! I już niemal słyszę ślinianki pracujące na myśl o chipsach, lodach i tortach bezowych. Tyle że ja wcale nie takie jedzenie mam na myśli…

Wszystko, co jemy, buduje nasze ciała i wchodzi w skład neuroprzekaźników, neurotransmiterów i różnych substancji, które odpowiadają za nasze zachowanie i samopoczucie. A te substancje, mają – na przykład – dać sygnał naszym nogom, żeby wskoczyły na drzewo, kiedy spotkamy dzika. Jeżeli nie dostarczymy jedzeniem komponentów do ich prawidłowej budowy, to może zastygniemy ze zdziwioną miną i wątpliwością, co zrobić. Albo… będziemy żyć w ciągłym strachu, z oczami dookoła głowy i na każdy szelest zareagujemy ucieczką. Ani jedno z tych rozwiązań nie jest dobre.

Skomponujmy zatem naszą dietę w taki sposób, żeby zadbać o wszystkie składniki potrzebne do optymalnego działania ciała. Tylko urozmaicone jedzenie to nam zapewni. Każdy owoc, każde ziarenko, każdy gatunek warzyw ma inne składniki. Wybierając różnorodną dietę, dostarczymy sobie najlepsze odżywienie z możliwych. I to jest jedno z zadań. Dla wsparcia układu nerwowego i mózgu. Jak to zrobić?

Zapisuj na karteczce każdy produkt, który jesz. Gdy sięgasz po niego w danym tygodniu, postaw przy nim kreskę, potem kolejną i następną. Jak więzień odliczający dni odsiadki.
I może się okazać, że ciągle jesz to samo. Wtedy warto pomyśleć o urozmaiceniu w obrębie tej samej grupy produktów, na przykład zamiast ciągle jeść płatki owsiane na śniadanie, kup jaglane albo orkiszowe – eksperymentuj.

W ten sposób, porównując to z kalendarzem sezonowości, zobaczysz też, czego brakuje w twojej diecie. Może jarmużu, kiełków, kiszonek, buraczków lub boczniaków? Dopisuj jak najwięcej produktów do swojej listy. Jeżeli chodzi o stały punkt programu, to pamiętaj o kwasach omega-3 i witaminie D3 – mają ogromne znaczenie dla naszego dobrego samopoczucia, więc akurat one niech z listy nie znikają.

Mówi się o tym, że mamy również drugi mózg. W brzuchu. Są nim jelita oraz bakterie, które w nich żyją. One też lubią różnorodność w diecie. Ale najpierw o tym, dlaczego piszę w ogóle o drugim mózgu.

Jelita oplata między innymi nerw błędny, który działa głównie w jednym kierunku – do mózgu. Przekazuje on sygnały z jelit wpływające na nasze samopoczucie. Ścisła wymiana informacji odbywa się także przez krew, która opłukuje jelita i odbiera substancje chemiczne, które następnie trafiają choćby do mózgu. Te sygnały to, ściślej rzecz ujmując, substancje chemiczne: hormony, chemokiny, cytokiny oraz produkty metabolizmu komórek bakteryjnych. Na to, jakie bakterie są w naszym przewodzie pokarmowym, mamy ogromny wpływ. To one później będą produkowały te miłe lub niemiłe odczucia. I nie (przepraszam) o wzdęciach i gazach teraz piszę, lecz o poczuciu spokoju i szczęścia albo nieznośnej ciężkości bytu.

Dobre bakterie bierzemy nie tylko z apteki. Przede wszystkim z otoczenia i z tego, co zjadamy. Z niedomytej marchewki wyrwanej z ziemi, ze zsiadłego mleka, kiszonek, pieczywa na zakwasie. Wdychamy je podczas spaceru w lesie. Potem powinniśmy o nie zadbać, karmiąc je warzywami, roślinami strączkowymi, razowym pieczywem, kaszami, ciemnym ryżem czy pełnoziarnistym makaronem. Warto podlać je dużą ilością wody i wzmocnić ruchem! Pamiętaj także, że służą im spokój i regularny sen. Należy o nie dbać, bo według badań zmiana mikrobioty w jelitach ma efekty zbliżone do farmakoterapii. Sprawmy sobie sami takie leki. Smaczne i niedrogie.

  1. Kuchnia

Rozgrzewające potrawy na jesień i zimę - przepisy Nigela Slatera

(Fot. Jonathan Lovekin)
(Fot. Jonathan Lovekin)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Nigel Slater już jako dziecko wiedział, że chce szukać nowych smaków. I o tych smakach opowiadać. Dzieli się nimi w książce "Zielona uczta: jesień, zima", wydaną właśnie przez wydawnictwo Filo. Oto kilka przepisów z tej książki.

Jabłka, cynamon, ciasto francuskie

Rozgrzewające przyprawy. Chrupiące ciasto.

na 12 porcji: 750 g kwaśnych jabłek, 2 łyżeczki przyprawy do szarlotki, 1 łyżeczka mielonego cynamonu, 250 g marcepanu, 325 g ciasta francuskiego, trochę rozkłóconego jajka, syrop imbirowy lub miód.

(Fot. Jonathan Lovekin) (Fot. Jonathan Lovekin)

Piekarnik rozgrzej do 220°C. Wyłóż blachę papierem do pieczenia. Jabłka obierz, usuń gniazda nasienne, połowę pokrój na kawałki i umieść w głębokim rondlu z małą ilością wody. Zagotuj, zmniejsz płomień i duś, aż będą miękkie i da się je rozgnieść widelcem. Zdejmij rondel z ognia. Pozostałe jabłka pokrój w drobną kostkę, wmieszaj do duszonych jabłek i dodaj przyprawy. Dzięki temu konsystencja nadzienia będzie niejednorodna. Ciasto francuskie rozwałkuj na prostokąt o wymiarach 36 × 23 cm i połóż dłuższym brzegiem ku sobie. Pokrój marcepan w drobną kostkę. Rozprowadź jabłka na cieście, zostawiając z lewej i prawej strony po 3 cm pustego marginesu, a następnie posyp jabłka marcepanem. Odsłonięte fragmenty ciasta posmaruj niewielką ilością rozkłóconego jajka. Zwiń roladę z ciasta od prawej do lewej strony i dociskając, sklej posmarowane jajkiem brzegi. Tak powstały rulon pokrój na dwanaście równych plastrów. Ułóż plastry płasko na wyłożonej papierem blasze. Piecz piętnaście minut, następnie wyjmij blachę z pieca i posmaruj ciastka syropem imbirowym lub miodem.

Kalafior, cebula, wawrzyn

Goździki, dymki i laur. Smaki dla ukojenia. na 4 porcje: kalafior (około 1 kg), 6 łyżek oliwy, 2 duże białe cebule, 75 g masła, 500 ml mleka, 3 liście laurowe, 3 goździki, 8 ziaren czarnego pieprzu, 4 dymki ze szczypiorem.

(Fot. Jonathan Lovekin) (Fot. Jonathan Lovekin)

Piekarnik rozgrzej do 200°C. Kalafior przytnij, usuwając uszkodzone lub twarde liście, a zostawiając młode i nieduże. Połóż go na blasze głąbem do dołu, polej pięcioma łyżkami oliwy i dopraw solą morską oraz mielonym czarnym pieprzem. Piecz pięćdziesiąt minut do godziny, aż różyczki kalafiora mocno się zrumienią. Sprawdź metalowym szpikulcem, czy jest miękki – szpikulec powinien dać się swobodnie wbić w najgrubszym miejscu. W czasie, gdy kalafior się piecze, przygotuj sos. Cebule obierz i grubo posiekaj. Na głębokiej patelni na małym ogniu rozgrzej pozostałą oliwę z masłem. Dodaj cebulę i smaż pod przykryciem, aż będzie miękka i szklista. To potrwa dobre dwadzieścia pięć minut, więc cierpliwie i często mieszaj, by cebula się nie przypaliła. Zalej cebulę mlekiem, dodaj liście laurowe, goździki oraz ziarna pieprzu i zagotuj. Zdejmij patelnię z ognia, przykryj i odstaw na czterdzieści minut, by mleko przeszło aromatem przypraw. Usuń liście laurowe, ziarna pieprzu oraz goździki i zmiksuj ręcznym blenderem na gładki, kremowy sos (albo jeszcze lepiej – przelej mleko z cebulą do blendera kielichowego). Dopraw z rozwagą i drobno posiekaj dymki. Przelej sos z powrotem na patelnię i dodaj dymki. Podgrzej na średnim ogniu, mieszając prawie bez przerwy, aż będzie gorący. Kalafior przełóż na półmisek, polej sosem cebulowym i podaj.

Dynia, kuskus, syrop daktylowy

Słodki, ciągnący miąższ. Cierpki, orzeźwiający dressing. na 4 porcje: dynia (1 kg – waga ze skórą), 60 ml oliwy, 1 łyżka za’ataru, 1 łyżeczka suszonych płatków chili, 65 g kuskusu, 20 g natki kolendry, 10 g liści natki pietruszki. Dressing: 1 ząbek czosnku, 4 łyżeczki syropu daktylowego, 5 łyżek oliwy, sok z połowy cytryny, 1 łyżeczka ziarnistej musztardy.

(Fot. Jonathan Lovekin) (Fot. Jonathan Lovekin)

Piekarnik rozgrzej do 200°C. Dynię obierz, wyrzuć włókna oraz pestki, a miąższ pokrój na plastry grubości 2 cm. Rozłóż je na blasze do pieczenia. Wymieszaj 60 ml oliwy z za’atarem oraz płatkami chili i polej dynię. Piecz trzydzieści pięć do czterdziestu minut, aż dynia będzie miękka i szklista. Zagotuj wodę w czajniku. Kuskus wsyp do żaroodpornej miski, zalej taką ilością wrzątku, by przykryć kuskus, odstaw miskę na bok. Zrób dressing: zmiażdżony ząbek czosnku wymieszaj z syropem daktylowym, oliwą, sokiem z cytryny oraz musztardą. Posiekaj kolendrę i natkę pietruszki. Gdy kuskus wchłonie wodę, porozdzielaj ziarna widelcem. Następnie wmieszaj natkę i kolendrę, dopraw solą i pieprzem. Kuskus nałóż na półmisek, rozłóż na nim kawałki dyni i dopraw dressingiem.

Zamiast dyni jesiennej można użyć dyni piżmowej, która jest dostępna przez okrągły rok. Krócej się piecze, bo ma mniej zbity miąższ. Należy ją piec do chwili, aż złocista dynia zrobi się szklista i łatwo ją rozgnieść wypukłą stroną łyżki.

  1. Zdrowie

Słuchaj ciała, nie zachcianek

Karmmy się, dbajmy o siebie i o to, co jemy. (Fot. iStock)
Karmmy się, dbajmy o siebie i o to, co jemy. (Fot. iStock)
Pomysłów na to, jak zadbać o siebie, jest wiele. Kosmetyki redukujące to, czego za dużo, powiększające to, czego za mało. Ubrania wyszczuplające, bezszwowe i bezmateriałowe, które rozmasują ciało i ukryją niedoskonałości. siłownie z cudownym sprzętem… Można tak bez końca. Natomiast ja, skromna dietetyczka, powiem inaczej. Zadbaj o siebie dietą. Nie o partnera, nie o dzieci, nie o babcię. O siebie.

Pomysłów na to, jak zadbać o siebie, jest wiele. Kosmetyki redukujące to, czego za dużo, powiększające to, czego za mało. Ubrania wyszczuplające, bezszwowe i bezmateriałowe, które rozmasują ciało i ukryją niedoskonałości. siłownie z cudownym sprzętem…

Można tak bez końca. Natomiast ja, skromna dietetyczka, powiem inaczej. Zadbaj o siebie dietą. Nie o partnera, nie o dzieci, nie o babcię. O siebie. Ciało różne rzeczy nam komunikuje, o różne prosi. Być może uciszane latami szepce teraz nieśmiało, ale, zachęcone, otworzy się i chętniej coś wskaże. Na początku warto filtrować te zachcianki przez sito wiedzy. Jeżeli po każdym spacerze jest szczęśliwe, ale leżąc do południa w weekend, mówi ci: „Aaaj, takie jestem zmęczone, nie ma co wychodzić na pluchę” – a ty wiesz, że zawsze tak kokietuje, a potem dziękuje ci za wyjście i aktywność – nałóż na to sito. Gdy jednak mówi: „Wiem, że seler jest zdrowy, ale zawsze po nim swędzi mnie gardło, niedobrze mi na samą myśl” – to uwierz w to, bo nie ma czego tu negocjować.

Często również wiemy, co jest dla nas dobre, czego nam trzeba, ale domownicy tego nie jadają. Trudno. Zadbaj o siebie. Wiem, że dla większości to ogromne wyzwanie i coś, co budzi poczucie winy, ale ja będę nad twoim uchem szeptać: „Zrób to”. Jeżeli nikt w twoim domu nie lubi zup, a ty je uwielbiasz, to pozwól sobie na ten wstrętny egoizm i ugotuj ją, a następnie jedz z uśmiechem a nawet delikatnym mlaśnięciem. Kto wie, może z czasem ktoś jeszcze przekona się do tej porcji warzyw na ciepło? Ileż to razy pacjentka pytana o to, jakie pieczywo jada, odpowiadała, że dzieci tylko białe, pszenne. A pani? Ja dojadam po nich. Jedzenie ma moc, ono nas buduje, leczy, ale i truje… Karmmy się, dbajmy o siebie i o to, co jemy. Wskazówką jest dla nas piramida żywienia: warzywa, warzywa, warzywa, owoce, pełne ziarna zbóż, rośliny strączkowe, trochę nabiału, ryby, odrobina mięsa, oleje i orzechy. Proszę o przygotowanie wielu karteczek – samoprzylepnych, kolorowych, notesików i kajetów. Nie dlatego, że zarzuciłam ideały ekologiczne lub pracuję dla firmy papierniczej. Uważam, że zapisanie pomaga. Zapisz więc sobie, że codziennie powinnaś wypić 6–8 szklanek wody. Może być gazowana, niegazowana, z cytryną, z imbirem, z miętą albo przegotowana z ziołami. I odhaczaj, gdy wypijesz. Lub zrywaj karteczkę ze ściany z każdą wypitą porcją. Miej karteczki przypominające o konieczności picia przyklejone na lustrze w łazience, na monitorze i w każdym miejscu, w którym bywasz częściej. W podobny sposób zaznaczaj zjedzone porcje warzyw. Ale by je mieć, trzeba się w nie zaopatrzyć. Znajdź więc kilka interesujących przepisów, wynotuj wszystkie składniki i idź z tą listą na targ. Zaplanuj warzywne posiłki, bo gdy dopadnie cię głód, możesz zapomnieć o tym, co dla ciebie dobre, i wybrać to, co najłatwiejsze lub do czego jesteś przyzwyczajona. Pij koktajle i wyciskaj soki – to świetny sposób na dodanie warzyw do jadłospisu. Pamiętaj też o dwóch porcjach owoców. Może do owsianki? Albo do koktajlu? Twarde jabłko w aucie, które poratuje w chwili głodu? Wersja dowolna. To nie tak, że owoce są tylko dla dzieci. Wybieraj pełnoziarniste pieczywo, pytaj w piekarni o skład chleba. Miej w domu kasze, brązowy ryż, pełnoziarnisty makaron, orzechy, pestki, kiszonki, mrożonki warzywne – wzbogacaj nimi dietę. A jeżeli nadal uważasz, że twoje ciało nie zasługuje wystarczająco na taką troskę, zrób to dla bliskich – silniejsza ty lepiej ich będziesz wspierać.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.