1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Stres: jak szybko dojść do siebie?

Stres: jak szybko dojść do siebie?

fot.123rf
fot.123rf
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Chcesz ochłonąć? Zadaj sobie trzy pytania:

Jak nabrać dystansu do sytuacji?

Popatrz na wydarzenie przez pryzmat 3 soczewek:

  1. Soczewka „odwrotna”: „Co powiedziałaby w tej sytuacji osoba, którą cenię? W czym mogę się z nią zgodzić i co może być z tego pomocne?”
  2. Soczewka „długa”: „Jakie ta sytuacja będzie mieć dla mnie znaczenie za 10 lat, miesięcy, tygodni?”
  3. Soczewka „szeroka”: „Pomijając konsekwencje tej sytuacji, jak mogę się dzięki niej rozwinąć? Co dobrego wynika z tego doświadczenia?”
W jaki sposób postrzegać sytuację stresującą bardziej racjonalnie?

Zidentyfikuj swoje schematy przekonań i przemień je na bardziej konstruktywne, np.: zamiast „Będę wartościowa, jak nie będę popełniać błędów” na „Akceptuję siebie bez względu na to, ile udało mi się osiągnąć, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w czymś lepszy ode mnie”. Zamiast „Jestem głupia” – „Mogę robić głupie rzeczy, nie uważając się za głupią osobę”.

Jaka wiedza o mnie pomoże stworzyć moją własną strategię na stres?

Wiesz, co na ciebie działa, a co nie? Na bazie tej wiedzy rozwiń i praktykuj własne rytuały dbania o siebie. Stwórz taką listę, np.: oddychanie przeponowe, śpiew, taniec, medytacja, modlitwa. Przypomnij sobie o tej liście w trudnych, stresujących sytuacjach i ją stosuj!

Magdalena Matwiejczuk life & executive coach, trener, psycholog i terapeutka, www.ateliercoachingu.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak opanować nerwy? Sposoby na uspokojenie myśli

W dostrojeniu chodzi o to, by sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości. Wystarczy dotknąć ubrania, wsłuchać się w szum ulicy. Tu jesteś naprawdę – reszta to wymogi i  oczekiwania. (Fot. iStock)
W dostrojeniu chodzi o to, by sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości. Wystarczy dotknąć ubrania, wsłuchać się w szum ulicy. Tu jesteś naprawdę – reszta to wymogi i oczekiwania. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Stres i lęk wpychają nas w otchłań świata myśli, a te często działają destrukcyjnie. Wróć na ziemię! Jak? Za pomocą dostrojenia. Przedstawiamy kilka metod, które w trudnych sytuacjach pomogą sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości.  

Stres i lęk wpychają nas w otchłań świata myśli, a te często działają destrukcyjnie. Wróć na ziemię! Jak opanować stres i nerwy? Za pomocą dostrojenia. Przedstawiamy kilka metod na to, jak być mniej nerwowym, które w trudnych sytuacjach pomogą sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości.  

Dzień wolny. Siedzę sobie pod drzewami, wśród zieleni. Zadowolona z wolnego czasu i wewnętrznie szczęśliwa? Skąd! Martwię się, czy wiatr nie oznacza burzy i zmiany pogody, a ból głowy dziecka jakiejś choroby. Burza! Brak prądu! Może grad? Nie słyszę już dźwięków ogrodu: ptaków, wiatru, nie czuję ciepła słońca – bo wewnętrzne piekiełko lęków odcina mnie od zmysłów.

Według twórców metody Mind-Body Bridging, która formułuje sposoby na uspokojenie myśli, powinnam uciec od nich do świata, dotknąć drzewa, rozgryźć igiełkę świerku i poczuć jej mocny smak – dokonać dostrojenia ciała i umysłu. Nie spowoduje ono, że burzy nie będzie, ale zatrzyma wybuch szkodliwych piorunów złości w mojej głowie. Teoria Mind-Body Bridging jest łatwa w zastosowaniu, gdy zmagamy się z tym, jak uspokoić nerwy. Zakłada, że nasze codzienne męczarnie (stresy, nerwy, złość) wywołują nie tyle zdarzenia płynące z zewnątrz, co wewnętrzne wyobrażenia i wymogi. O co chodzi? Jak być mniej nerwowym dzięki wykorzystaniu tej teorii?

PO PIERWSZE: Za każdą irytacją stoi TWÓJ WYMÓG. Nieważne, czy słuszny, czy mniej – nie trzeba go oceniać, wystarczy go sobie uświadomić, by wiedzieć, jak opanować nerwy. Wkurza mnie brak prądu? Zamiast mnożyć w głowie scenariusze koszmarnych konsekwencji, pytam: „Jaki mój wymóg za tym stoi?”. Oto on: Aby wszystko zawsze działało sprawnie, bo należy mi się spokój i wygoda. Czy nie? Tak, ale oczekiwanie, że nigdy nic się nie popsuje, jest nieco absurdalne.

PO DRUGIE: UKŁAD TOŻSAMOŚCI. Tak twórcy metody nazwali nasz podświadomy autoportret. Innymi słowy: pomysł na siebie. Jestem lub mam być taka czy inna. Idealna matka, świetna nauczycielka, najbardziej lubiana sąsiadka – to ja. Układ produkuje wspomniane wyżej wymogi. Bo jeśli jestem doskonałą matką, jak mogę dopuścić do bólu głowy dziecka? Same układy tożsamości nie są złe – ale kiedy masz poczucie ich uszkodzenia, odcinają cię od zmysłów, od chwili obecnej, wpychają w otchłań czarnych myśli, stresu, bezsenności.

PO TRZECIE: Sięgnij po zmysły i wróć do teraźniejszości. To DOSTROJENIE. Jak opanować stres i nerwy w ten sposób? Wystarczy dotknąć ubrania, wsłuchać się w szum ulicy. Tu jesteś naprawdę – reszta to wymogi, oczekiwania, rozpamiętywanie. Chodzi o to, by powrócić do ciała, bo opuszczasz je, kiedy oddajesz się myślom. Twórcy metody piszą: „Od rana dotknąłeś: poduszki, ręcznika, wody... A czy pamiętasz którykolwiek z tych momentów?”.

Mind-Body Bridging oznacza opanowanie sposobów na ukojenie myśli za pomocą trzech umiejętności: 1. Rozpoznajesz sygnały ciała, takie jak stres, napięcie, lęk, zdenerwowanie. Gdzie, w którym miejscu ciała się lokalizują i jak je odczuwasz.

2. Uświadamiasz sobie, że to działanie układu tożsamości, który stawia żądania, oddalając cię od zmysłów. Wracasz na ziemię, używasz zmysłów: dotykasz, wąchasz, smakujesz.

3. Nazywasz swoje myśli, po to, by nie przekształcały się w wymogi. Zamiast myśleć: „On mnie lekceważy”, mówisz sobie: „Mam taką myśl, że on mnie lekceważy. Ale to tylko myśl”.

Jak opanować nerwy i furię podczas kłótni?

SYTUACJA: Osoba, z którą się nie zgadzasz, doprowadziła cię do pasji. Mąż po raz kolejny zignorował prośbę, matka skrytykowała twój wygląd. Masz ochotę wykrzyczeć, co o nich myślisz.

CO SIĘ DZIEJE: Jeden z twoich wymogów nie został spełniony, w rezultacie układ tożsamości daje ci poczucie niedoskonałości, przez które nie wiesz, jak opanować nerwy.

CO ROBIĆ: Połącz znaną metodę „przerwy w kłótni” z powrotem do zmysłów. Czyli po prostu wyjdź – na balkon, do pokoju obok, i dotknij: poręczy, ściany, zasłony. Skup się na tym doznaniu. Przed chwilą w gniewie w ogóle nie zwracałaś uwagi na to, jak gładka jest ściana, miękka zasłona. Teraz dotyk pozwoli ci uspokoić nerwy. Głupie wydaje się głaskanie ściany, gdy mąż zapomniał, że się z tobą umówił? Pomyśl: „Mój wymóg bycia szanowaną, kochaną nie został spełniony, dlatego tak się irytuję. Ale jestem tutaj i teraz, czuję chłód i gładkość”.

ĆWICZENIE Z GRAWITACJĄ: Siłę grawitacji znamy, ale nie myślimy o niej, dopóki... nie zostanie zachwiana. Wtedy może być nieprzyjemnie. Na przykład zbyt mocne przechylenie się do tyłu powoduje lęk przed upadkiem. Powrót do pionu, czyli harmonia z siłą grawitacji – przynosi ulgę. W ramach sposobów na uspokojenie myśli i nerwów (na przykład przed prezentacją, rozmową, egzaminem) wykonaj kilka ćwiczeń z grawitacją. Wychyl się na bok, tak mocno, jak dasz radę, by się nie przewrócić, do tyłu, do przodu… Spróbuj utrzymać równowagę na jednej nodze. Skup się na odczuwaniu tej siły. Pomyśl – to że nią dysponujemy, to dopiero potęga!

Co zrobić, gdy „nie ogarniasz wszystkiego”? Jak być mniej nerwowym w takiej sytuacji?

SYTUACJA: Ilość obowiązków, konieczność spełnienia się w wielu rolach czasem powoduje, że denerwujesz się, ogarniają cię stres i lęk. Wciąż powtarzasz: „nie wyrabiam się, za dużo tego”. Czujesz dławienie w gardle na myśl, że nie zdążysz podać rodzinie obiadu, nie pomożesz dziecku w lekcjach.

CO SIĘ DZIEJE: Dałaś się opanować wymogom i mechanizmowi, który twórcy Mind-Body Bridging nazywają fikserem, czyli wewnętrznym „muszę to zrobić” – po to, by być zorganizowaną kobietą, świetną pracowniczką, dobrą matką. A to wymóg, który – niespełniony – daje poczucie niezadowolenia i powoduje stres. Za chwilę pomyślisz: „Jestem do niczego, znów nie udało mi się ogarnąć wszystkich spraw”.

CO ROBIĆ: Technika dostrojenia nie zredukuje ilości obowiązków, ale poprawi ci samopoczucie. Po pierwsze, uświadom sobie wymóg. Po drugie, praktykuj metodę nazywania myśli. Jeśli czujesz: „nie dam rady przygotować… (danych na zebranie, ubrań, posiłku)”, powiedz sobie: „Tak, mam taką myśl, że nie zdążę. To tylko myśl, nie fakt”. Zastosuj dostrojenie: połącz się ze swoimi zmysłami. Wsłuchaj się w dźwięki otoczenia, dotknij miejsca w ciele, w którym czujesz napięcie, poczuj materiał ubrania. Nieprzyjemne uczucie maleje, aż w końcu znika.

ĆWICZENIE Z MAPĄ „RZECZY DO ZROBIENIA”: Na środku czystej kartki rysujesz koło, w nim piszesz „rzeczy do zrobienia”. Potem wypisujesz czynności, które masz dziś zrobić. Nie w kolejności wykonania ani wagi. Ot tak, porozrzucane po kartce, która pierwsza przyjdzie ci do głowy: posprzątać szafę, zrobić obiad, umówić wizytę u lekarza, wyjść na spacer z psem. Teraz zaznacz, które z zadań wywołuje w tobie lęk, niechęć, zniecierpliwienie. Gdzie umiejscawia się to uczucie? „Zadzwonić do lekarza” – powoduje ucisk w żołądku. Dlaczego? Wymóg „nie chorować” jest zagrożony. Nazwij myśl: „Boję się, że mogę być chora. To tylko myśl”. Aby dostroić się do zmysłów, wypij ciepłą herbatę i poczuj, jak ciepło przenika do żołądka.

Jak zapanować nad czasem i jak uspokoić nerwy, gdy czas nas goni?

SYTUACJA: Cokolwiek robię – mogłam coś lepszego. Kiedy sprzątam, martwię się, że nie odpoczywam. Kiedy spaceruję, mnożę w głowie obowiązki do wykonania. Jak być mniej nerwowym, żyjąc w takim natłoku obowiązków?

CO SIĘ DZIEJE: Działa układ tożsamości, wysyłając ci oznaki uszkodzenia. Za tymi myślami stoi bardzo silny system wymogów: „powinnam perfekcyjnie wykorzystać czas, ani chwili nie zmarnować”. A jeśli nie? No to: „jestem źle zorganizowana, nieidealna, uszkodzona, nie jest dobrze”.

CO ROBIĆ: Zwróć uwagę na to, jak podobne uczucia odrywają cię od zmysłów, od odczuwania rzeczywistości. Jeśli sprzątasz, zauważ miękkość gąbki, kolor i gładkość podłogi, popatrz na kształt szczotki, dotknij dłonią piany. Zatrzymaj się nad tym chwilę, odejdź od myśli o sobie, by znaleźć sposób na to, jak uspokoić nerwy. Powiedz: „Mam myśl, że źle wykorzystuję czas. To tylko myśl”. Prawdą jest dotyk, zapach.

ĆWICZENIE Z MAPĄ CZASU: Na kartce narysuj koło, napisz w nim: „czas”. Zapisuj dookoła swoje myśli na temat czasu, nie dłużej niż kilka minut. Jakie są? Czy: „brak mi czasu”, „marnuję czas”, „moja doba jest za krótka”? Zobacz, czy wyrażają niepokój, jakie budzą w tobie uczucia. Jeśli nieprzyjemne, to znaczy, że jesteś oddzielona od czasu. Próbujesz dosięgnąć jakiegoś wyobrażenia. Zamknij oczy, wsłuchaj się w szum wody z kranu, słuchaj kilka minut. To twoja chwila obecna.

Jak opanować nerwy, gdy „wszystko idzie nie tak”?

SYTUACJA: Samochód nie chciał rano zapalić, uruchomienie trwało długo. Po drodze do pracy korek, zawsze, jak się później wyjedzie, robi się korek. Dziecko ma gorączkę – no to już po wizycie u przyjaciół zaplanowanej na popołudnie! Czemu akurat mi to wszystko musi się przytrafiać? Gdybym wczoraj sprawdziła auto i cieplej ubrała dziecko...

CO SIĘ DZIEJE: Popadasz we władanie układu tożsamości, który żąda, aby wszystko układało się jak po maśle. Nie odróżniasz dwóch rodzajów zdarzeń: pierwszego, który zależy tylko od okoliczności zewnętrznych (korek, zepsute auto, choroby), od interpretacji, które powstają w twojej głowie.

CO ROBIĆ: Uświadomić sobie, że na zjawiska zewnętrzne masz bardzo mały lub żaden wpływ. Że to wszystko zdarza się cały czas i wszystkim – korki, awarie, choroby. Ocenianie siebie nic nie pomoże, wizyta u lekarza z dzieckiem – tak. Zamiast myśleć: „jak mogłam nie sprawdzić auta?!” (czyli: „jestem niedbała, nieprzewidująca”) – pomyśl: „Będę zawsze sprawdzać auto”. Jako sposób na ukojenie myśli powróć do zmysłów: w korku dotknij tapicerki i poczuj jej fakturę.

ĆWICZENIE NA USPOKOJENIE UMYSŁU: Pokaże ci, jakie wymogi sobie stawiasz, a sama świadomość tego pozwoli działać skuteczniej. Na środku kartki napisz „spokój umysłu”. Dookoła wypisuj, co dałoby ci spokój. Bezpieczeństwo dzieci? Stabilizacja finansowa? Szacunek otoczenia? Zdrowie? Dopisz szczegóły: dobre jedzenie, częste badania, inny tryb życia, szczepienia... Przeczytaj każde z założeń i obserwuj reakcję ciała. Czy doznajesz skurczu, odczuwasz lęk, żal? Gdzie to umiejscawia się w ciele: w gardle, koło serca, w brzuchu? Uświadom sobie, że ta mapa to mapa wymogów. Nie są niesłuszne, ale sprawdź, czy nie odcinają cię od zmysłów. Martwisz się o finanse, spłatę kredytów? Na myśl o stracie pracy nie wiesz, jak opanować stres i nerwy, które ściskają ci żołądek? Wypij ciepły płyn, pomasuj brzuch, posłuchaj tykania zegara, uświadom sobie, czy pijesz płyn słodki, czy kwaśny.

To jest prawda o tej chwili. W sprawie finansów możesz działać w sposób naturalny: by wiedzieć, jak uspokoić nerwy, spróbuj pomyśleć o oszczędnościach, ewentualnych awaryjnych scenariuszach. Przypomnij sobie słowa modlitwy, która przydać się może nie tylko wierzącym: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym umiał te dwie rzeczy odróżnić”.

  1. Psychologia

Dobra, lepsza, najlepsza - po co porównujemy się z innymi

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
– Osoby z wysokim poczuciem własnej wartości też to robią! Wszyscy to robią. Dzięki temu przetrwaliśmy – zapewnia psycholog i psychoterapeuta Jacek Załuski, członek założyciel Polskiego Towarzystwa Psychologii Pozytywnej. – Od tysięcy lat porównujemy się z innymi po to, by stwierdzić, czy mamy przed sobą „swego”, któremu możemy pomóc, czy „obcego”, przed którym lepiej mieć się na baczności.

Próbujesz przestać porównywać się z innymi? Szkoda wysiłku. Twój mózg i tak będzie to robił. Lepiej obróć to na swoją korzyść.

114 studentów siada przed ekranami, na których obrazki zmieniają się tak szybko, że nie można dostrzec, co przedstawiają. Osoby biorące udział w eksperymencie nie wiedzą więc, że połowie z nich wyświetla się niemowlak, a połowie starsza pani. Później wszyscy zostają poproszeni o umieszczenie siebie na siedmiostopniowej skali „młody – stary”. Okazuje się, że ci, którzy oglądali małe dziecko, czują się starzej niż ci, którym pokazywano kobietę w podeszłym wieku. Ten eksperyment dr. Diederika Stapela z Uniwersytetu w Groningen i dr. Harta Blantona z Uniwersytetu Karoliny Północnej w Chapel Hill nie tylko potwierdził wcześniejsze badania, z których wynikało, że oceniamy siebie na drodze porównań z innymi, lecz także pokazał, że dochodzi do tego automatycznie. Nie musimy nawet wiedzieć, z kim nasz mózg nas zestawił. Dlatego właśnie mówienie sobie czy innym: „Przestań się porównywać”, nie ma większego sensu. To tak, jakbyśmy żądali: „Nie poć się!”. Pogląd, że porównują się z innymi tylko osoby, które mają kompleksy, też jest mitem.

Porównywanie się do innych pozwalało też podjąć decyzję: walczyć czy uciekać; oszacować, czy mamy szanse wygrać z przeciwnikiem. Od tego, czy dokonaliśmy prawidłowej oceny, zależało nasze życie. Próby nieporównywania się z innymi są więc skazane na porażkę. Ale na szczęście na to, co dalej zrobimy z informacjami: „Jola jest szczuplejsza ode mnie” czy „Ela zrobiła doktorat, a ja nie”, mamy wpływ.

Porównywanie się z innymi - wyjdź poza kadr

Bill Gates stworzył Microsoft w wieku 19 lat i szybko uczynił z tej firmy jedno z najbardziej dochodowych i znanych przedsiębiorstw. Pewnie większość z nas bez problemu uzna to za dowód rzadko spotykanej inteligencji. Tym samym, jak przekonuje Richard E. Nisbett w swojej książce „Mindware. Narzędzia skutecznego myślenia” popełnimy tzw. podstawowy błąd atrybucji, czyli przecenimy wpływ osobowości lub indywidualnych predyspozycji na sytuację, w której znalazła się dana osoba, nie doceniając czynników zewnętrznych. Okazuje się bowiem, że dzięki wielu sprzyjającym okolicznościom nastoletni Gates przez sześć lat miał rzadką w tamtych latach możliwość nauki programowania i poznania komputera o dużej mocy. „Prawdopodobnie na całym świecie nie było innego nastolatka, który miałby równie dobry dostęp do komputerów” – pisze Nisbett. Oczywiście, gdyby Gates nie był inteligentny, pracowity i odważny, nie byłoby wielkiego Microsoftu. Ale nie byłoby go też pewnie, gdyby Gates nie dostał prezentu od losu.

Porównując się z innymi, warto więc nie tylko pamiętać, że znamy zaledwie część prawdy, ale wręcz poszukać pozostałych fragmentów układanki. Zwłaszcza jeśli oślepieni cudzym blaskiem zaczynamy przyklejać sobie krzywdzące etykietki, np. „nieudacznik” czy „oferma”. Wtedy dobrze jest rozebrać na czynniki pierwsze czyjś sukces, który sprawił, że przestaliśmy się sobie podobać. Dowiedzieć się, czy rzeczywiście sąsiad, który „w przeciwieństwie do nas ma talent do interesów”, zbudował swoją firmę sam, czy może przejął ją od ojca, a koleżanka, która „lepiej godzi pracę z prowadzeniem domu”, nie ma do pomocy niani, pani do sprzątania i swoich rodziców. A jeśli mózg próbuje nam wmówić, że gdzieś obok ktoś wiedzie idealne życie bez porażek, smutku i trudu, przypomnijmy mu, że takie nie istnieje.

– W środku lata siedzę w dusznym biurze, męczę się z szefem i stosem papierów, a na Facebooku widzę zdjęcia uśmiechniętych znajomych na słonecznej plaży i stwierdzam, że moje życie jest do kitu? Warto, bym wyszedł na chwilę poza kadr. Złapał dystans, np. wyobraził sobie tych znajomych, jak 24 godziny jadą samochodem do tej Chorwacji. Nie ma nic złego w uświadamianiu sobie, że inni też mają czasem źle. To tylko urealnienie obrazu sytuacji – mówi Jacek Załuski.

Doceń własne życie

Zabiegi polegające na odarciu znajomych i ich życia z warstwy sztucznego złota nie mają służyć deprecjonowaniu innych, tylko uzyskaniu prawdziwego obrazu. Jeśli bowiem marzy nam się cudze życie, to warto byłoby wiedzieć, jak ono naprawdę wygląda. To pozwoli nam zdecydować, czy jesteśmy gotowi także na wyrzeczenia, jakie trzeba ponieść, by dojść do celu. Łatwiej też będzie opracować realny, a nie hurraoptymistyczny plan działania. Dlatego jeśli chciałabyś zdobyć to co twój kolega czy krewny, nie wahaj się pytać ich o szczegóły.

– Znajomy, który szczerze opowie, w jaki sposób osiągnął sukces, może nas zainspirować i sprawić, że pójdziemy w jego ślady. Żeby tak się jednak stało, muszą być spełnione dwa warunki: poprzeczka nie może być zawieszona zbyt wysoko, a my musimy wierzyć, że mamy odpowiednie kompetencje, by ją przeskoczyć – mówi Jacek Załuski.

W to, że porównywanie się z tymi, którzy mają lepiej, może być dla nas dobre, wierzy także psychoterapeutka Małgorzata Liszyk-Kozłowska: – Często, prowadząc terapię, proszę osobę, która czuje się np. samotna, by poszukała w swoim otoczeniu związku, w którym chciałaby być. Zastanowiła się, dlaczego jest on dla niej tak atrakcyjny i co sprawia, że dwóm osobom udało się nawiązać taką relację. Ta analiza prowadzi czasem do zaskakujących refleksji, choćby okazuje się, że zazdrościmy komuś małżeństwa, ale sami nie bylibyśmy w stanie w nim żyć, bo mamy przekonania, które na to nie pozwalają. To może być bodziec do pracy z naszymi przekonaniami albo do zrewidowania oczekiwań.

Czasem stawiająca na karierę singielka czuje się marnie, porównując siebie z przyjaciółką, która ma czwórkę dzieci, ale jeśli pozna życie tej matki od podszewki, może stwierdzić, że nie byłaby gotowa na takie poświęcenie dla rodziny. Dojście do takiego wniosku bywa bolesne, bo jest pożegnaniem z pewnymi złudzeniami, ale jednocześnie sprawia, że przestajemy się szarpać i zaczynamy bardziej doceniać własne życie.

Według Jacka Załuskiego nauczymy się też patrzeć na nie łaskawiej, zapisując codziennie wieczorem to, co miłego i dobrego przeżyliśmy w ciągu dnia. Dzięki temu łatwiej dostrzeżemy, co nam sprawia przyjemność, i odnajdziemy radość w codziennych czynnościach. Natomiast raz na tydzień warto spisywać to wszystko, za co jesteśmy wdzięczni – to, co dostaliśmy lub na co sami zapracowaliśmy, nasze możliwości, predyspozycje i sprzyjające okoliczności. Jeśli będziemy to robić regularnie, nasze poczucie życiowego bogactwa wzrośnie.

Zatrzymaj lawinę toksycznych myśli

Co jednak robić, gdy porównania z innymi nie motywują nas do działania, tylko wywołują lawinę toksycznych myśli? Kiedy spostrzeżenie: „Koleżanka świętowała rocznicę ślubu w Paryżu, a mój mąż o naszym święcie zapomniał”, jest jak śniegowa kuleczka, którą oblepiamy myślami – „Nie jestem wystarczająco atrakcyjna”; „Nie udało mi się małżeństwo”; „Nikt mnie nie kocha” – zmieniając ją w kulę o miażdżącej sile? Wtedy, według Jacka Załuskiego, mogą pomóc ćwiczenia z terapii akceptacji i zaangażowania (ACT), która uczy m.in., jak dystansować się do wytworów naszego umysłu, a w szczególności do wspomnień, skojarzeń, myśli i emocji. – Chodzi o to, by nie stawać z nimi do walki, jakbyśmy byli na boisku piłkarskim zawodnikiem przeciwnej drużyny, tylko przesiąść się na trybuny i stamtąd obserwować to, co pojawia się w naszej głowie. Jednym z ćwiczeń, które mogą w tym pomóc, jest dodawanie do myśli odpowiedniego początku, np. „Przyszła do mnie myśl…”. Łatwo dostrzec, że zdania: „Nikt mnie nie kocha” i „Przyszła do mnie myśl, że nikt mnie nie kocha”, chociaż podobne, mają zupełnie inny wydźwięk. Drugie przypomina, że to, co rodzi się w naszej głowie, nie musi być prawdą.

Przed toksycznymi myślami chroni nas też stabilna, adekwatna i dość wysoka samoocena. Wprawdzie poczucie własnej wartości w dużym stopniu kształtuje się w dzieciństwie, ale Małgorzata Liszyk-Kozłowska pociesza, że nawet jeśli w dorosłość nie weszliśmy z przekonaniem, że jesteśmy wystarczająco dobrzy, nie wszystko stracone. – Trzeba szukać w swoim otoczeniu mądrych ludzi, którzy pomagają nam dostrzec, w czym jesteśmy wyjątkowi – radzi psychoterapeutka. – Dobre, zdrowe relacje pozwalają odbudować poczucie własnej wartości także osobom, które w dzieciństwie nie słyszały budujących zdań na swój temat i dziś są niedowartościowane.

Kontakt z takimi wspierającymi ludźmi jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie możemy zrobić w chwilach, kiedy wydaje nam się, że trawa w naszym ogródku nie tyle jest mniej zielona niż gdzie indziej, ile wręcz nie ma jej wcale. Oni poradzą sobie z naszym działającym wybiórczo mózgiem i wypunktują jego pomyłki. Przypomną, że oprócz porażek odnieśliśmy też wiele sukcesów, a nasze wady są mikroskopijne w porównaniu z naszymi zaletami. Dzięki nim to, że wypadliśmy blado w jakimś porównaniu, po prostu przestanie mieć znaczenie.

  1. Psychologia

Dla kogo jest psychoterapia online?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
We współczesnym świecie wiele osób przejawia różne zaburzenia psychologiczne, odczuwa symptomy depresyjne lub lękowe, a także przejawia fobie, smutek lub uzależnienia. W sytuacji, gdy w życiu pojawiają się poważne problemy, warto zgłosić się na psychoterapię. Obecnie jedną z popularniejszych form jest terapia online, która zapewnia wygodę, komfort i bezpieczeństwo.

Kim jest psychoterapeuta i czym różni się od psychologa?

Osoby poszukujące skutecznej terapii i rozwiązania swoich problemów, czasami zastanawiają się nad tym, czy udać się do psychologa, czy też do psychoterapeuty. Okazuje się, że zawody te mimo pewnych podobieństw, nie są ze sobą tożsame. Innymi słowy psycholog może, ale nie musi, być psychoterapeutą, natomiast psychoterapeuta niekoniecznie jest psychologiem. W praktyce psycholog to osoba, która ukończyła pięcioletnie jednolite studia magisterskie i może działać w zakresie różnych specjalizacji (na przykład psychologii klinicznej, biznesu, rozwojowej). Z kolei psychoterapeuta to osoba, która spełniła następujące warunki:
  • ukończyła studia wyższe, na przykład psychologię, psychiatrię, czy też pedagogikę,
  • ukończyła 4-letni kurs psychoterapii z dowolnego nurtu (na przykład humanistyczny, psychoanalityczny, poznawczo-behawioralny),
  • przeszła przez własną psychoterapię, aby uporać się z różnymi życiowymi doświadczeniami,
  • jest pod kontrolą superwizora, czyli osoby nadzorującej jej działania,
  • odbywa praktykę zawodową i zdobywa doświadczenie.
Psychoterapeuta po zakończeniu 4-letniego kursu otrzymuje specjalny certyfikat od Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Osoby, które cierpią na zaburzenia lękowe, depresję, zaburzenia osobowości, odżywiania lub inne tego typu, powinny zgłosić się do psychoterapeuty, a nie psychologa. To właśnie psychoterapeuta jest specjalistą zajmującym się terapią, natomiast psycholog może udzielić konsultacji.

Dla kogo jest psychoterapia?

Na psychoterapię może zgłosić się każda osoba, która czuje, że jej funkcjonowanie psychiczne pogorszyło się w ostatnim czasie lub po prostu już od dawna czuje się źle pod względem psychologicznym. Czasami obecne trudności wynikają z doświadczeń sprzed lat, na przykład z okresu adolescencji lub dzieciństwa, a czasami pewne zaburzenia spowodowane są niedawnymi wydarzeniami, nieprzyjemnymi doświadczeniami, a nawet traumami lub kryzysami. W praktyce więc psychoterapia jest odpowiednia dla wszystkich osób.

Czym charakteryzuje się psychoterapia online?

W ostatnich latach psychoterapia online staje się coraz popularniejsza. Jest to związane z jednej strony z pandemią, a z drugiej z szybkim rozwojem technologicznym. Taka forma psychoterapii różni się od tej stacjonarnej właściwie tylko miejscem odbywania - z psychoterapeutą można rozmawiać z własnego mieszkania, w bardzo komfortowych warunkach. Psychoterapeuci i psycholodzy online starają się pomóc klientowi w rozwiązaniu jego problemu lub zaburzenia. Taka forma oddziaływania jest tak samo efektywna jak pomoc stacjonarna. Psychoterapia online ma jednak dodatkowe zalety. Przede wszystkim klient nie musi tracić czasu, ani pieniędzy na dojazd, co doceniają przede wszystkim osoby z małych miejscowości, osoby niepełnosprawne. Dodatkowo jest to świetne rozwiązanie dla klientów, którzy mieszkają za granicą lub po prostu są zabiegani i nie mają na nic czasu. Psychoterapia online świetnie sprawdza się także w przypadku osób obłożnie chorych lub na kwarantannie, a także tych, które cierpią na różnego rodzaju fobie, uniemożliwiające wyjście z domu. Oczywiście pacjent zgłaszający się na psychoterapię w formie zdalnej musi mieć zapewniony stały dostęp do Internetu oraz wygodne miejsce, w którym jest w stanie rozmawiać swobodnie. Psychoterapia online jest bezpiecznym, komfortowym i świetnym rozwiązaniem i doskonale się sprawdza w wielu sytuacjach.

Kiedy warto zgłosić się do specjalisty na psychoterapię?

Na psychoterapię, także w formie online, warto się zgłosić w sytuacji, gdy pojawiają się następujące trudności:
  • smutek, obniżenie nastroju, stany depresyjne, brak motywacji do życia,
  • obniżona samoocena, poczucie niezadowolenie z samego siebie,
  • lęk, strach, napady lękowe,
  • fobie, urazy psychiczne,
  • traumy, kryzysy życiowe,
  • problemy w związku partnerskim, rodzicielskim,
  • zaburzenia odżywiania,
  • uzależnienia,
  • poczucie zagubienia w życiu.
Dodatkowo na psychoterapię może zostać skierowanym przez psychologa, psychiatrę, seksuologa, a także lekarzy różnych specjalności. Warto dodać, że przed pierwszą wizytą u psychoterapeuty, warto zdecydować się na bezpłatną konsultację, aby dobrać dla siebie odpowiedniego specjalistę, a także konkretny nurt psychoterapii.

  1. Psychologia

10 strategii dla wypalonych rodziców

Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Bycie wypalonym rodzicem nie jest ani niczym rzadkim ani wstydliwym. Zdarza się i co najważniejsze można sobie z nim poradzić.

 

Źródło: Studio Psychologiczne Joanna Węglarz w ramach kampanii „Szkoła-od-nowa”

Roczna izolacja społeczna odbiła się na stanie psychicznym wszystkich. Ta trudna sytuacja szczególnie dotyka rodziców, którzy łącząc zdalną pracę zawodową z całodzienną opieką nad dziećmi i edukacją online - czują się wypaleni, przemęczeni i zrezygnowani. Jak temu zaradzić?

Nie ma jednego uniwersalnego schematu działania przy wypaleniu rodzicielskim, Bo co działa na jedną osobę, wcale nie musi być skuteczne dla drugiej. Czasem potrzeba zwrócić się o profesjonalną pomoc psychoterapeuty w innych sytuacjach wystarczy zadbać o siebie i zmienić destrukcyjne nawyki na nowe bardziej konstruktywne. Najważniejsze by w tym wypalaniu nie być samemu i by szukać wsparcia u innych ludzi.

  1. Zaakceptuj swoje uczucia i przestań się ich wstydzić - pamiętaj że masz prawo zarówno do radości jak i do złości, smutku, irytacji czy lęku. Możesz również mieć dość i marzyć o bezludnej wyspie. Wszystko co czujesz jest całkowicie naturalne i normalne.
  2. Zadbaj o swoje poczucie bezpieczeństwa i nie bój się prosić o pomoc – czasem potrzeba tu profesjonalnego wsparcia terapeuty, bywa również, że możesz zwrócić się do swoich bliskich lub wprost przeciwnie poszukać takich aktywności, wykonywanych w samotności, które pomogą Ci odzyskać spokój.
  3. Dbaj o zdrowy balans pomiędzy pracą i życiem rodzinnym – nie jest prawdą to w co wierzą niektórzy pracoholicy, że jeśli lubi się pracę to można skupiać się na niej przez większość czasu. Przesada raczej zawsze bywa zgubna, dlatego istotne jest by we wszystkim co robimy szukać umiaru.
  4. Naucz się odpuszczać - wybierz 1 dzień w tygodniu w którym pozwolisz na urlop od niektórych obowiązków. Warto czasem zjeść kanapki, mrożone pierogi czy zamówioną na wynos pizzę i spędzić miło dzień, niekiedy można odpuścić sprzątanie i poczytać książkę. Pamiętajmy, że to właśnie potrzeba perfekcjonizmu i krytyczne ocenianie samego siebie powoduje, że nie będziemy się wypalać.
  5. Pamiętaj o zdrowym egoizmie - zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
  6. Śmiej się i szukaj tego co daje ci radość - tego akurat najlepiej się uczyć od dzieci, które potrafią cieszyć się i śmiać z drobiazgów. Czy wiesz, że przedszkolak potrafi śmiać się nawet 300 razy na dzień? Może warto się tym zainspirować.
  7. Praktykuj wdzięczność - postaraj się każdego dnia znaleźć choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczna/y. Warto uczyć takiego rytuału swoją rodzinę, szukać wspólnie tego dobrego co każdy z domowników doświadczył. Pamiętaj, że gdy zaczniesz skupiać się na pozytywach, Twój mózg zacznie je wychwytywać i zauważać.
  8. Stosuj metody relaksacyjne - warto zacząć od pogłębionego oddychania, pamiętając o tym by wdech i wydech robić nosem oraz starać się aktywizować przeponę. Drugą grupą technik, która może dać nam doskonałe efekty jest mindfulness czyli uważność – to pełna obecność czyli skupienie się na doświadczaniu chwili obecnej. Należy jednak pamiętać, że stosowanie metod relaksacyjnych to rodzaj nawyku, który warto pielęgnować bo to by uczyć swój organizm stanu odprężenia.
  9. Pielęgnuj swoje hobby – niestety wiele osób dorosłych nie ma hobby ponieważ praca i obowiązki domowe wypełniają ich kalendarz po brzegi. Ważne jest jednak aby mieć sposoby na relaks i spędzanie czasu wolnego. Idealnie jeśli uda się coś zrobić całą rodziną oraz by znaleźć coś co będzie przyjemne dla wszystkich domowników. Czasem dobrym pomysłem będzie rodzinny seans filmowy z popcornem, kiedy indziej wspólne gotowanie czy pieczenie, można również urządzić sobie szalone tańce do muzyki lub wybrać się do lasu na wyprawę w poszukiwaniu oznak wiosny.
  10. Pamiętaj, że nie musisz być idealnym rodzicem – dziecko potrzebuje nie rodzica, który nigdy się nie myli i jest niedoścignionym wzorem, ale opiekuna z krwi i kości, który popełnia błędy, bywa zmęczony i nie zawsze radzi sobie z emocjami, ale jest sobą dzięki czemu pokazuje jak akceptować siebie samego. Pamiętaj, że superbohaterowie najlepiej sprawdzają się w filmach czy w komiksach, w życiu lepiej radzą sobie niedoskonali i zwyczajni ludzie.

Czym jest wypalenie rodzicielskie?

Wypalenie zawodowe to termin dość powszechnie znany, nie wszyscy jednak wiedzą, że zjawisko wypalenia rodzicielskiego będzie miało analogiczny mechanizm oraz skutki. Wypalenie jest ściśle powiązane z przewlekłym stresem oraz sytuacją gdy sił i zasobów jest mniej niż potrzeb. Szczególnie to widać podczas pandemii, gdyż rodzice, pozbawieni pomocy dziadków, niań i szkoły, sami muszą dźwigać ciężar opieki nad dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze własna praca zdalna, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i zdrowotnego, utrata lub ograniczenie możliwości rozwoju osobistego, a także izolacja społeczna.

Objawy wypalenia rodzicielskiego

Wypalenie rodzicielskie będzie odnosiło się do trzech obszarów

Sfery fizycznej – wypalenie i związany z nim przewlekły stres skutkować będą przemęczeniem i wyczerpaniem psychofizycznym. Sytuację pogarsza fakt, że w takiej sytuacji bardzo trudno się zregenerować i wypocząć. Powoduje to przewlekły stan braku energii i przytłoczenia obowiązkami. Z czasem, jeśli sytuacja się utrzymuje mogą pojawiać się kolejne objawy takie jak zaburzenia snu czy problem z apetytem, może pogorszyć się stan zdrowia w związku z obniżoną odpornością.

Sfery myślenia – pojawia się poczucie nieefektywności, braku bycia skutecznym i efektywnym rodzicem, uruchamiają się destrukcyjne skrypty poznawcze, które sprawiają, że rodzic zaczyna coraz negatywnie myśleć o sobie i o swoich kompetencjach rodzicielskich. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia, rodzic ma coraz mniej zaufania do siebie i coraz krytyczniej myśli o sobie.

Sfery emocji – często rozpoczyna się od wzmożonej drażliwości i pobudliwości, którą odczuwamy z błahych powodów oraz sytuacjach, które wcześniej nie rodziły takich uczuć. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia może pojawić się dystans emocjonalny w stosunku do dziecka, partnera a czasem i innych osób. Może pojawiać się silna potrzeba by zamknąć się w sobie i odizolować emocjonalne od bliskich. Niestety z tym wiąże się również błędne koło poczucia winy. Wypalony rodzic, u którego pojawiają się trudne emocje, czuje się winny ponieważ uważa, że pewnych rzeczy nie powinien czuć. To z kolei znów nasila wypalenie i koło się zamyka.

Skąd bierze się wypalenie rodzicielskie?

W marcu 2020 zakończono ponad dwuletni projekt badawczy, w którym zebrano dane od ponad 17 tysięcy rodziców (głownie mam). Wyniki były jednoznaczne: kraje zachowanie oraz rodziny mające mało dzieci są najsilniej dotknięte problemem wypalenia rodzicielskiego. Niestety kultura indywidualizmu i perfekcjonizmu oraz osłabienie więzi społecznych może nasilać to zjawisko. Niestety badania pokazały, że Polska i Stany Zjednoczone to kraje, w których odsetek wypalonych rodziców jest najwyższy i oszacowano go na 8%. Pandemia i związany z nią stres bez wątpienia zwielokrotniły te dane.

Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.

  1. Psychologia

Nadszarpnięta więź z ojcem - jaki może mieć wpływ na córkę?

Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Zuzanna albo żyła na przekór ojcu, albo próbowała go naśladować. W ten sposób wyparła się siebie. Kryzys psychiczny skłonił ją do podjęcia terapii. Jej przypadek komentuje psychoterapeuta Jarosław Józefowicz. 

Zapadł już zmrok, na pewno. Pamięta las i stromą, ośnieżoną górkę. Miała kilka lat i zjeżdżała na sankach. Ojciec siedział za nią i śmiał się głośno. Przestawała oddychać, bo myślała, że się rozbiją, kiedy mijali drzewa. „Chyba się nie boisz” – pytał beztrosko, szykując się do następnego zjazdu. Zuzanna bała się, i to bardzo. Podobnie jak na karuzeli łańcuchowej, kiedy jej krzesełko szybowało wysoko w niebo, a on okręcał ją i podrzucał. Pamięta, że okulary ojca roztrzaskały się o ziemię i jego dobry humor prysł, a ona miała mdłości…

Kadry filmu pod tytułem „Dzieciństwo” przesuwały się w jej wyobraźni. „To dlatego za każdym razem, kiedy widzę wesołe miasteczko, robi mi się niedobrze” – myślała. „Już wiem, dlaczego nigdy nie zjechałam z synkiem z górki na sankach”.

Życie Zuzanny właśnie się zatrzymało. Przestała pracować, gotować, sprzątać, śmiać się, mówić, prawie nie jadła. Martwy punkt, kiedy brak siły, by zrobić jakikolwiek krok. Nie miała zresztą pojęcia, w którą stronę miałaby iść. Żadne działanie nie było możliwe, zresztą było jej wszystko jedno. Wszechogarniająca bezsilność nie pozwoliła jej opuszczać pokoju i kontaktować się z ludźmi. Przestała nawet czytać książki, co było do niej zupełnie niepodobne. Kryzys psychiczny przyszedł, kiedy nie miała pracy, pieniędzy, była po trzydziestce i po rozwodzie.

Komentarz psychoterapeuty: Czy na kryzys można patrzeć z nadzieją? Zazwyczaj tego rodzaju przeżycia i uczucia są kojarzone negatywnie, jako coś destrukcyjnego i co za tym idzie, budzącego niepokój, lęk. Jednak postrzegane ze zrozumieniem mogą stać się etapem na drodze głębokiej przemiany psychicznej, umożliwiającej rozwój człowieka. Źródłem kryzysu Zuzanny była „uszkodzona” więź z ojcem. Kiedy doświadczamy bólu, siłą rzeczy kierujemy się do wewnątrz. U Zuzanny pojawiła się potrzeba dotknięcia rany z przeszłości – uświadomienia jej i zrozumienia.

Bała się go i tęskniła

Ojciec Zuzanny był dość znanym artystą. Malował, rzeźbił, projektował meble, miał wystawy w Brukseli, Tokio, Berlinie. Podziwiała go. Z daleka. Z bliska ją przerażał. Lęk skrywała pod maską krnąbrności. Nie miała jednak wiele okazji do buntowania się, bo ojciec zwykle był pochłonięty pracą i swoimi sprawami, często wyjeżdżał. Gdy dłużej przebywał w domu, ogarniało go rozdrażnienie, miewał wybuchy złości. Zuzanna pamięta szybującą ponad trawnikiem szarlotkę, którą wyrzucił przez balkon, zdarzyło się też, że rozbił o ścianę talerz z zupą pomidorową. Kiedyś wpadł do niej do pokoju i zrzucił wszystko z biurka i półek. Nie zrozumiała dlaczego, może nie posprzątała. Wyjątkowo nerwowo było podczas świąt, ubieranie choinki zawsze kończyło się awanturą. Zresztą i tak atmosfera w domu zazwyczaj stawała się napięta, gdy ojciec wracał z pracowni. Każdego dnia bała się tego momentu.

Bywał zainteresowany jedynaczką, mówił że żaden facet nie jest jej wart, bo jest atrakcyjna i inteligentna, ma taką delikatną, niewinną urodę. I że na pewno ze wszystkim sobie w życiu poradzi. Obejmował ją ramieniem podczas wernisaży, mówił „Zuzanko”, przedstawiał z dumą: „To moja piękna córka”. Wtedy czuła się jak lalka. Czasem siadał w swoim czarnym, skórzanym fotelu i brał ją na kolana, głaskał po policzku. Chciała dłużej z nim porozmawiać, ale szybko tracił uwagę, nie miał czasu.

Matka też jej nie słuchała. Była zajęta zabiegami, by mąż wrócił do niej od kolejnej kochanki, by był w zasięgu jej wzroku, pod kontrolą. By pozwolił pocałować się w policzek i by poszli potem do restauracji.

Teraz to wszystko wróciło. Poczuła się jak w klatce. Zaczęła się bać, potwornie bać. Ale nie wiedziała czego. Drżała, płacząc. A potem przyszła złość. Ogromna. Na niego. Zaczęła pisać list, potem mówić, krzyczeć coraz głośniej, w końcu wrzeszczeć na ojca. Wyrzucała mu: „Dziecko to odpowiedzialność, dziecko jest delikatne jak szkło, jak mogłeś tak mnie straszyć, jak mogłeś odtrącać, zawstydzać, traktować przedmiotowo?! Wcale nie chcę cię ciągle rozumieć, usprawiedliwiać. Co z tego że miałeś urok i pieniądze?! To przez ciebie! To przez ciebie nie udało mi się życie!”. Potem długo płakała, a list spaliła.

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Nauka przychodziła jej bez problemów. Po ojcu odziedziczyła błyskotliwość i talent do rysunku. Sztuka pociągała ją i odpychała jednocześnie. Tak jak on. Wybrała grafikę na Akademii Sztuk Pięknych, potem trafiła do agencji reklamowej, pierwszej, drugiej, trzeciej… Często zmieniała firmy, choć w każdej po pewnym czasie proponowano jej awans. Jednak odmawiała. Jeśli już zgłębiła jakiś temat, poznała ludzi – bezpowrotnie traciła nimi zainteresowanie. Wyrzucała sobie, że jest mało ambitna i nie potrafi się zaangażować. Męczyły ją struktury, nudziły relacje. Tłumaczyła sobie, że przecież ma rodzinę i ona, nie kariera, jest najważniejsza. Obiecała sobie, że stworzy spokojny dom. Krzysztof był ciepłym mężczyzną, dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Cudowny ojciec, bardzo skoncentrowany na dziecku. Pracował w wydawnictwie książkowym, był kibicem skoków narciarskich i tradycjonalistą. Zuzannie było z nim dobrze. Czerpała nawet przyjemność z wydawania przyjęć rodzinnych, zaskakując gości niecodziennymi potrawami. Uwielbiała przygotowania do świąt. Czasem tylko wybuchała niekontrolowaną złością bez istotnego powodu. Potem wstydziła się tego. Wychodziła na balkon i głęboko oddychała. „Duszę się” – przychodziła myśl, otrząsała się jednak z niej z nieokreślonym lękiem. Na wszystko znajdowała czas: dziecko, praca, spotkania z przyjaciółmi. „Tak świetnie sobie ze wszystkim radzisz” – chwalił mąż. Dlatego poczuła niemiłe zdziwienie, gdy po kilku latach małżeństwa uświadomiła sobie, że nie widzi w nim już mężczyzny. Że jej nie pociąga, nie czeka na niego. „Nie ma tu ciebie” – mówił jej w łóżku, jesteś jak manekin, lalka. I tak się czuła. Znowu.

Tacy podobni

Śmiertelna choroba ojca przebiegła szybko. Umarł, gdy mógł jeszcze tworzyć, podróżować, grać w piłkę z wnukiem, wyremontować dom nad morzem. „No i znowu mnie zostawiłeś” – powiedziała do niego w myślach. Zaczęła rozpamiętywać przeszłość, chciała ocalić dobre chwile. Jak tamten pobyt w Rzymie. Siedzieli w ciepłe noce w trattoriach, zaśmiewając się przy spaghetti i dobrym winie, a od rana włóczyli się po wąskich uliczkach, zwiedzali starożytne ruiny i fontanny. Z żadnym mężczyzną nie tańczyło jej się tak radośnie, z żadnym nie dyskutowało tak twórczo o sztuce… Dlaczego więc po jego śmierci poczuła coś na kształt ulgi?

To uczucie pojawiło się również, gdy podjęła decyzję o rozwodzie. Nie było łatwo pożegnać swoje wyobrażenia o idealnej rodzinie, wysłuchiwać oskarżeń męża, że jest egoistką i oszustką, i że pożałuje kiedyś tej decyzji. Zuzanną kierowała jednak nieodgadniona, większa od niej siła, która pchała ją, jak się jej zdawało, ku wolności. Nie musiała już udawać, żyć na przekór ojcu i sobie. Odkrywała, jak bardzo jest do niego podobna. Tak jak on pije kilka kaw dziennie, je niewiele mięsa, jest mało uprzejma dla nieznajomych, lubi koty, tęskni za intensywnością doznań, niezależnością. Kolejna praca w agencji reklamowej przyniosła jej jedynie znaną już frustrację, więc zwolniła się i postanowiła wrócić do rysowania. Ale jakoś jej nie szło. Z romansowaniem – przeciwnie.

Bez zobowiązań

Odnowiła znajomości ze studiów. Tak, z artystami zawsze potrafiła znaleźć wspólny język. Podobali jej się mroczni faceci z fantazją i niebezpiecznym błyskiem w oku. Takich przyciągała, ale z żadnym z nich nie zdecydowała się na związek. Zaczęła sobie uświadamiać, że w ogóle relacje nie są jej specjalnością. Unikała wprawdzie konfliktów, ale i zbytniej bliskości. Niczym nie ryzykowała, w każdej chwili mogła odejść, co też robiła, z dręczącym poczuciem winy. Do tej pory. Teraz postanowiła nie wiązać się na dłużej, a jedynie bawić się i cieszyć niezobowiązującym seksem. „Należy mi się” – myślała, wreszcie czuła, że żyje.

Michał. Z nim było jak na szalonej kolejce górskiej. Kłótnie, jakie między nimi wybuchały, ekscytowały ją bardziej niż okresy spokoju. Gdy wariacko prowadził samochód, była niemal pewna, że się rozbiją, a kiedy rzucał ją na łóżko, czuła się jak na karuzeli.

Któregoś wieczoru, gdy pili wino na kanapie, powiedział: „chodź do mnie” i klepnął się w kolano, pokazując, gdzie ma usiąść. „Ładna jesteś, masz w sobie coś z dziecka”, mówił rozpinając jej dżinsy. Zabolało, bo potraktował jak przedmiot. Nie potrafiła jednak przeciwstawić się jego sile. Przegrała, jak zawsze.

A potem pojawiła się ta niemoc. Nie umiała już płakać. Nawet ze złości na ojca. Chciała odciąć się od tego, co było, zacząć od nowa, może iść do innej agencji reklamowej. Nie była jednak w stanie podjąć żadnego działania. Dawna Zuzanna, sprytna i radząca sobie w życiu zawodowym, wydawała się nierzeczywistą postacią ze snu. Umarła. Nowa Zuzanna była jak szmaciana pacynka, bez żadnego wpływu na swoje życie. I nie miała pojęcia, co dalej.

Komentarz psychoterapeuty: Na początku przemiany na ogół musi nastąpić rozpad dotychczasowych dysfunkcyjnych struktur psychicznych i emocjonalnych, które zrodziły się w przeszłości, w relacjach pełnych niespełnienia, nacechowanych brakiem. To punkt, w którym człowiek mierzy się ze swoimi mechanizmami obronnymi, światem wyobrażeń i iluzji, życiem w jednostronnym, okrojonym wymiarze. Następuje rozpoznanie i uświadomienie sobie deficytów. W przypadku Zuzanny były to: niedostępność emocjonalna, funkcjonowanie od zadania do zadania, nieadekwatne poczucie odrzucenia, brak granic osobistych, niemożność określenia własnych uczuć i potrzeb oraz nadmierna podatność na wpływy zewnętrzne. Na tym etapie kryzysu przeżywane konflikty wewnętrzne są silne, a doznania trudne. Frustracja, gniew, lęk i zagubienie potrafią całkowicie wypełnić świat, nie pozostawiając miejsca na normalne funkcjonowanie. 

Ukojenie przyszło samo

Zaniepokojona sytuacją przyjaciółka zaprowadziła ją do psychoterapeutki. Zuzanna usłyszała: „Bez uświadomienia sobie uczuć z przeszłości, bez ich uwolnienia, nie pójdzie pani dalej. Nie zdawała sobie pani sprawy z  niemocy, lęku, samotności i smutku, które przeżyła jako dziecko. Ze strony ojca zabrakło uczuć, wzajemności. Nie zauważył pani wrażliwości, nie uszanował, nie dał poczucia bezpieczeństwa. Dobrze, że odważyła się pani na wyrażenie złości do niego. Dawny ból domaga się ujawnienia, przeżycia, wyrównania rachunków. Trudna relacja z ojcem spowodowała, że jakaś część pani została zamrożona, odłączona. To okalecza, osłabia, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Żyła pani tym brakiem, odcięta od siebie, od uczuć. W takim stanie obojętne jest, co się robi i z kim żyje. Gdy to miejsce zostanie uzdrowione, pojawi się przestrzeń na autentyczne uczucia. Pani dotychczasowa odwaga i pasje nie pochodziły z wnętrza. Czas przestać być raz przekorną a raz grzeczną córką, czas odkryć swoją autentyczną moc. I pójść wreszcie własną drogą”.

Terapia pozwoliła Zuzannie powoli odzyskać siebie. Dzięki niej przeszła proces uświadomienia schematów rodzinnych, które nią rządziły. Zdała sobie sprawę z wypartych trudnych emocji i uwalniała je poprzez płacz i złość. Gdy przestała zmuszać się do jakiejś aktywności, chęć do działania powróciła sama. Razem z radością i dostępem do uczuć. Zaczęła się lubić, cieszyć sobą. Czekała na to, co się w niej obudzi.

Symboliczne pojednanie z ojcem było naturalną konsekwencją tego procesu. Po raz pierwszy ujrzała w nim delikatnego mężczyznę, rozdartego konfliktem wewnętrznym, nieumiejącego pokazać, jak bardzo ją kocha. Znowu płakała, ale już inaczej. Łzy wybaczenia przyniosły długo oczekiwane ukojenie, uwolnienie od nieznośnego napięcia. Pojawiła się wdzięczność za to, że był inspirujący, poczuła, że mają podobną wrażliwość. Potrzebowała ponownie zbliżyć się do ojca, żeby rozwinąć jego korzystny obraz w sobie. Do tej pory bowiem przekreślała wszystkie jego pozytywne cechy, podobnie jak negatywne. Zaprzeczając jego nieodpowiedzialności, zamknęła sobie dostęp do własnej kreatywności i spontaniczności. Teraz, kiedy pojawiła się w niej zgoda i akceptacja tego, jaki był naprawdę, poczuła prawdziwą ulgę i wolność. Przyszłość rysowała się w jasnych barwach. Nabrała zapału do pracy, odkryła w sobie ochotę na… pisanie. W jej życiu pojawił się też nowy mężczyzna i pewność, że tym razem będzie inaczej.

Komentarz psychoterapeuty: Z perspektywy kryzysu przyszłość wydaje się beznadziejna. Jednak pod wpływem zachodzących procesów psychicznych człowiek ma szansę na prawdziwą odnowę. Warunkiem jest świadoma i ukierunkowana praca ze swoim wnętrzem. Efektem – osobowość bardziej pełna, w mniejszym lub większym stopniu wolna od demonów przeszłości, ograniczeń, blokad, uwarunkowań. Zuzanna wykorzystała tę szansę. Odzyskała autonomiczność i integralność. Dlatego odtąd będzie mogła głębiej i bardziej autentycznie przeżywać świat we wszystkich jego wymiarach – w relacjach, bliskich związkach, życiu zawodowym, sferze pasji i zainteresowań.