1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak radzisz sobie ze złością i gniewem wobec dziecka?

Jak radzisz sobie ze złością i gniewem wobec dziecka?

Emocjonalny feedback, który dziecko otrzymuje od swoich rodziców, zarówno werbalny jak i niewerbalny uczy je w określony sposób myśleć o sobie (fot. iStock)
Emocjonalny feedback, który dziecko otrzymuje od swoich rodziców, zarówno werbalny jak i niewerbalny uczy je w określony sposób myśleć o sobie (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sposób w jaki rozwiązujemy konflikty z naszymi dziećmi tak naprawdę decyduje o jakości naszej relacji z nimi. Każdy rodzić doskonale wie jak trudno czasem powstrzymać się od krzyku na dziecko, kiedy robi coś czego nie akceptujemy.

Sposób w jaki rozwiązujemy konflikty z naszymi dziećmi tak naprawdę decyduje o jakości naszej relacji z nimi. Każdy rodzić doskonale wie jak trudno czasem powstrzymać się od krzyku na dziecko, kiedy robi coś czego nie akceptujemy. Mamy prawo przeżywać gniewne emocje i dawać im wyraz. Jednak jeśli chcemy kształtować poczucie własnej wartości swojego dziecka, musimy posiąść trudną sztukę wyrażania złości w sposób dojrzały, który nie zadaje bólu. Gdy wybucha wulkan gniewnych emocji zwykle jest już za późno na stanowcze lecz łagodne komunikaty.

Kiedy dziecko sprawia nam przykrość, ostatnią rzeczą, którą powinniśmy robić to odwzajemniać się mu pięknym za nadobne. Niestety, wielu rodziców to robi: poprzez oskarżenia, krytykę, obwinianie, pretensje. To, czego potrzebuje dziecko najbardziej, bez względu na to, co przeżywa, to uprawomocnienia jego uczuć. Każdy człowiek w głębi serca za tym tęskni: za przyjęciem tego co czuje z akceptacją i życzliwością; informacji, że jego emocje mają prawo tu być, takie a nie inne. Tymczasem dzieci zbyt często słyszą: „nic się takiego nie stało”, „histeryzujesz”, „nie płacz”, „nie ma powodu byś się smucił”, „coś ty taki niezadowolony”. Gdy rodzice reagują złością na złość dziecka, tak naprawdę mówią mu: „gdy się gniewasz, to budzisz moją niechęć. Nie lubię cię gdy okazujesz złość. Nie chcę cię takiego”. Nie można winić dziecka za przeżywane przez niego emocje. I - co równie istotne - nie można też winić kilkuletniego dziecka za jego zachowanie. Kiedy krytykujemy dziecko za to jak się zachowuje, ono nie pojmuje, że w ten sposób chcemy mu tylko uświadomić, że robi coś niewłaściwie. Odbiera to jako komunikat: „jesteś zły, nie akceptuję cię, coś z tobą jest nie w porządku”. Shefali Tsabary, w swojej książce „Bez kontroli” pisze, że gdy pokazujemy dziecku, że jego zachowanie jest ważniejsze od jego uczuć, to tak naprawdę komunikujemy: „to co czujesz nie ma znaczenia, nie liczysz się. Znaczenie ma tylko to co przez ciebie ludzie pomyślą.”

Dzieci nie potrafią odróżniać samego siebie od swojego zachowania. Kiedy krytykujemy postępowanie dziecka, ono odbiera to tak jakbyśmy odrzucali jego istotę. To w porządku, kiedy chcemy pokazać dziecku, że można zrobić coś inaczej, na przykład, gdy wyraża swoją złość na kolegę w sposób agresywny. Jeśli jednak spojrzymy na jego zachowanie, jako niedoskonały sposób radzenia sobie z daną (zapewne trudną dla niego) sytuacją i emocjami jakie ona wyzwala, to nasza reakcja – choć stawiająca granice i dyscyplinująca – będzie wolna od surowości i krytyki, a także pozwoli dziecku dokonać refleksji nad swoim zachowaniem. Dziecko powinno ponosić konsekwencje swojego zachowania, znać zasady na które się umówiliście i starać się ich przestrzegać, jednak konsekwencją jego nieodpowiedniego zachowania nie powinna być kara w postaci krytyki, odrzucenia, wyśmiewania, deprecjonowania.

Emocjonalny feedback, który dziecko otrzymuje od swoich rodziców, zarówno werbalny jak i niewerbalny uczy je w określony sposób myśleć o sobie. Surowa krytyka jest agresją wymierzoną w dziecko i jego kruche, dopiero kształtujące się poczucie własnej wartości. Aby mogło wzrastać i umacniać się w nim zdrowe poczucie własnej wartości potrzebuje zrozumienia i pełnej akceptacji dla tego kim jest, jakie jest oraz jak wyraża siebie. Najsilniejsza toksyna w psychice dziecka to poczucie winy. Dziecko zwykle automatycznie bierze winę na siebie, nawet jeśli jego zachowanie wskazuje, że jest odwrotnie. Jeśli całą winę za swoją furię zrzucimy na dziecko, mówiąc mu jakie jest niedobre i robi wszystko źle, z pewnością sprawimy, że poczuje się mało warte, beznadziejne, sprawiające zawód i ból rodzicom. Jak trafnie zauważa Jesper Juul, dziecko może rozwinąć w sobie zdrowe poczucie własnej wartości tylko wtedy, gdy czuje się kimś wartościowym dla swoich rodziców. Wielu rodziców może się sprzeciwić: „przecież kocham swoje dziecko, jest dla mnie najważniejsze na świecie. Co w tym złego, że czasem podniosę na nie głos i skrytykuję, gdy zachowuje się nieodpowiednio, jeśli jednocześnie o tym, że je kocham mówię mu codziennie.” Wszyscy pragniemy czuć się wartościowi dla innych.  Agresja budzi się w nas i eskaluje przede wszystkim wtedy, gdy czujemy się zbyt mało ważni. Problemem nie jest brak miłości – to jasne, że jako rodzice chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Jednak miłość to nie tylko uczucie wyrażane poprzez słowa. Każdy z nas doskonale wie o tym, że  miłość przejawia się przede wszystkim poprzez działanie, czyny. Wielu z nas, rodziców, tej miłości w działaniu po prostu musi się nauczyć, jak jazdy na rowerze, pływania, albo asertywności. Niektórzy z nas mieli to szczęście, że nauczyli się tego dawno temu, od swoich własnych rodziców. Pozostali muszą wejść na drogę żmudnej praktyki i ćwiczyć, oduczając się wzorców takiego postępowania, które niszczą samoocenę naszej pociechy.

Dzieci mają prawo złościć się na nas. I wyrażać tę złość w sposób niedojrzały, w przeciwieństwie do nas, rodziców. Jeśli tylko damy dziecku prawo buntować się, wyrażać swoją niezgodę na coś, swój ból i gniew – jego integralność psychiczna nie zostanie naruszona. Jeśli jednak zabronimy mu reagować „na swój sposób”, nie mogąc znieść jego krzyku, sprzeciwu, rozżalenia, dziecko nauczy się, że ma siedzieć cicho. Być może będzie pokorne i grzeczne. Krzywda psychiczna jednak prawdopodobnie będzie większa niż nam się wydaje. „Jego milczenie zdaje się potwierdzać skuteczność metod wychowawczych – niesie jednak ze sobą zagrożenie dla jego dalszego rozwoju” – jak wiele lat temu pisała Alice Miller. Jeśli pozbawia się dziecko prawa do reakcji na krytykę, odrzucenie, upokorzenie, lekceważenie, to jego uczucia, które potrzebowały wyrażenia zostaną stłumione, a jego ważne potrzeby, o których one informowały – nie doczekają się zaspokojenia. Jeśli tak się stanie, nasza córka lub syn, jako dorośli ludzie, nie będą mieli kontaktu ze sobą; z tym co naprawdę czują, a co za tym idzie, czego potrzebują. Nie znając swoich potrzeb, albo je lekceważąc, trudno im będzie dbać o siebie, chronić, dokonywać mądrych wyborów i wieść szczęśliwe życie. Zatem to, czego dziecko potrzebuje najbardziej, to nie ostrego dyscyplinowania, surowości, bezwzględnych norm i zasad, ale głębokiego zrozumienia i uznania dla tego kim jest. Szacunku, serdeczności, zrozumienia.

Wszyscy jednak popełniamy błędy i czasem emocje po prostu biorą górę. Gdy już zdarzyło się nam zachować w ten sposób że gorąca lawa popłynęła z wulkanu uczuć, parząc dziecko - możemy zwrócić się do niego: „przepraszam, poniosło mnie. Zacznijmy raz jeszcze”. Sama nasza złość nie zrani dziecka. Ale zadać ból może sposób w jaki ją zakomunikujemy. Każdą emocję, jako rodzicom, wolno nam (a nawet trzeba) przeżywać - tak jak wolno dziecku. Właśnie tego przecież chcemy je nauczyć: uznania i szacunku do tego co czuje. Przeżywając gniew na dziecko jako rodzic, nie możemy jednak zachowywać się… jak dziecko. Wyrażanie tej emocji w zdrowy, dorosły sposób jest wolne od ubliżania, krytykowania, obwiniania poniżania czy zastraszania drugiego człowieka. Kiedy zalewa nas fala emocji, przestajemy panować nad swoim zachowaniem. Erupcja wulkanu. Zniszczenie. Skoro tak się czasem dzieje (chociaż jesteśmy dorosłymi ludźmi ) to dlaczego tak trudno nam zaakceptować, że dzieci zachowują się i przeżywają złość podobnie? Nic dziwnego, że dziecko nie potrafi wówczas zrozumieć, dlaczego rodzice mają dwa rodzaje reguł: jedne dla siebie drugie dla niego.

Dzieci kontaktują nas z naszym Wewnętrznym Dzieckiem, wrażliwą częścią naszego Ja. Z naszą stłumioną złością i innymi emocjami, które były przez lata chowane w zakamarkach naszej psychiki, z naszymi niezaspokojonymi potrzebami. Wzorce zachowań, których byliśmy świadkami w dzieciństwie, stają się często szablonem naszego własnego sposobu wychowywania dzieci. Większość naszych automatycznych reakcji to wynik nieświadomych uwarunkowań. Przeszłe doświadczenia z okresu gdy sami byliśmy dziećmi są wciąż w nas żywe, nawet jeśli wydają się zamierzchłą przeszłością. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, ale emocjonalnie często wciąż uwięzieni w dzieciństwie, a echo dawnej złości, krytyki naszych własnych rodziców, ich kontroli albo nadopiekuńczości nadal w nas pracują. Tak naprawdę, w pewnym sensie, każdy konflikt w naszym obecnym życiu, czy to z dzieckiem, czy z partnerem, jest odtwarzaniem sytuacji z naszego dzieciństwa. Nie będzie przesadą jeśli uznamy, że każda dzisiejsza relacja, interakcja z innymi oparta jest na naszej osobistej matrycy emocjonalnych schematów z tamtego okresu. Na przykład dzieci, które w dzieciństwie były zdominowane przez rodziców, albo same stają się apodyktycznymi dorosłymi, albo pozwalają innym górować nad sobą. Na emocjonalnym poziomie, jeśli reagujemy wściekłością wobec własnego dziecka – zachowujemy się w pewnym sensie jak rozwścieczone dzieci. Jak więc być dla swojego dziecka zdrowym, wspierającym, mądrym dorosłym? Potrzeba nam z pewnością większej uważności na siebie, świadomości tego co przeżywamy, myślimy. Skierowania się do wewnątrz, by zająć się własnymi emocjami i potrzebami, aby nieuświadomione, nie zagrażały więzi z naszym dzieckiem.

Kilka wskazówek dla rodziców

  1. Twoje słowa mają moc. Mogą wpierać, wzmacniać dziecko, albo je tłamsić, gasić, ranić. Łagodny ton głosu, nie zneutralizuje toksyny słów o krytycznej treści.
  2. Zwracaj się do dziecka w sposób osobisty, mów o sobie. Powiedz raczej: nie podoba mi się, niż „ absolutnie ci nie wolno! ”. Nasze emocje – złość czy smutek nie ranią dziecka, ale może ranić sposób w jaki je komunikujemy.
  3. Jeśli chcesz ocalić poczucie wartości własnego dziecka, weź całą odpowiedzialność za swój wybuch złości na siebie. Możesz powiedzieć potem: „Byłam tak wściekła, wiem, że Cię przeraziłam. Bardzo mi przykro”.
  4. Kiedy dziecko zachowuje się agresywnie, zamiast robić to samo i również wrzeszczeć: ( Natychmiast przestań! Jesteś okropny! ) Weź głęboki oddech i powiedz: „Chciałabym cię dobrze zrozumieć, ale nie wiem o co może ci chodzić. Proszę, powiedz mi czego ci potrzeba, czego chciałbyś, czego potrzebował?” Albo: “Nie podoba mi się, kiedy mnie bijesz, chciałabym żebyś przestał. Chciałabym także zrozumieć co cię tak rozwścieczyło.” Bądź przyjazny.
  5. Dziecko wrzeszczy? Nie rywalizuj z nim kto głośniej. To nie uspokoi ani ciebie ani dziecka. Tylko sprawi, że poczujesz, że emocje naprawdę wymykają się spod kontroli i doświadczysz bezsilności. Możesz uznać, że nie radzisz sobie jako rodzic. To może nakręcić poczucie winy, eskalować złość na siebie lub na dziecko. Zaprzestań. Zrób sobie przerwę: wyjdź z pokoju, oddal się na moment, pooddychaj. Kiedy emocje opadną, możesz wrócić do rozmowy z dzieckiem z nowym nastawieniem, pod warunkiem gdy i ono jest spokojne. Jeśli dziecko nadal się złości, możesz powiedzieć: „Chciałabym ci pomóc, ale widzę, że nadal się złościsz. Porozmawiamy na spokojnie trochę później. Wyjdę teraz do pokoju obok, jeśli tylko będziesz chciał, możesz przyjść do mnie. Jestem dla ciebie.”
  6. A co jeśli to tobie nie mija złość? Jeśli czujesz, że wszystko w tobie buzuje, i żadne techniki relaksacyjne nie pomagają, po prostu uznaj to. Możesz powiedzieć: „ Jestem naprawdę sfrustrowana, potrzebuję przerwy” albo „Nie mogę teraz z tobą rozmawiać, jestem zła i potrzebuję pobyć trochę sama by się uspokoić. Dam ci znać jak mi przejdzie, porozmawiamy trochę później.” Oczywiście, z bardzo małymi dziećmi może to nie zadziałać! Pamiętajmy, że przyznanie się do swojej złości i potrzeby czasu żeby się uspokoić, nie jest okazaniem dziecku słabości. Wręcz przeciwnie. Wymaga wiele siły aby powiedzieć o tym dziecku. To my dorośli, uczymy dzieci jak radzić sobie ze złością. Chyba nie byłoby źle, gdyby nauczyło się od nas właśnie tego.
Anna Czarnecka - psychoterapeuta, coach ACC ICF, arteterapeuta, trener rozwoju osobistego, magister sztuki. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych i młodych dorosłych. Stworzyła autorskie warsztaty opierające się na pracy z Krytykiem Wewnętrznym i Wewnętrznym Dzieckiem. Współzałożycielka Ośrodka Psychoterapii i Coachingu INNER GARDEN. Prywatnie mama bliźniaczek, wielbicielka jazzu, śpiewania, sztuki konceptualnej i Carla Gustava Junga.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Trójczynnikowa koncepcja miłości

W intymności chodzi o poznanie, siebie i partnera. To pełne zaufanie co do tego kim jest partner, co robi i co czuje. Intymność to także bliskość i codzienna troska o to, by druga strona czuła się dobrze. (Fot. iStock)
W intymności chodzi o poznanie, siebie i partnera. To pełne zaufanie co do tego kim jest partner, co robi i co czuje. Intymność to także bliskość i codzienna troska o to, by druga strona czuła się dobrze. (Fot. iStock)
Miłość, niby wszyscy wiemy, co oznacza. Ale czy zapytana/y o definicję masz na pewno gotową odpowiedź? No właśnie…

Pod koniec lat osiemdziesiątych amerykański psycholog, Robert Sternberg, podjął to wyzwanie i postanowił rozłożyć na czynniki pierwsze „magiczne” i używane każdego dnia przez miliony ludzi na całym świecie, pojęcie. W ten sposób powstała Trójczynnikowa Koncepcja Miłości. Sternberg uznał bowiem, że „pełna” miłość składa się z trzech niezbędnych elementów: intymności, namiętności oraz zobowiązania. Jednak furtkę zostawił uchyloną przekonując, że każdy z tych składników jest plastyczny, i to wyłącznie od partnerów, pary zależy czy zdecydujemy się poszczególne elementy pielęgnować, rozwijać.

Intymnie

W intymności chodzi o poznanie, siebie i partnera. To pełne zaufanie co do tego kim jest partner, co robi i co czuje. Intymność to także bliskość i codzienna troska o to, by druga strona czuła się dobrze. To sytuacja, kiedy z automatu uśmiechamy się, gdy śmieje się nasz partner i smucimy, gdy widzimy, że jemu jest źle. To chęć wyjaśniania nieporozumień, potrzeba pojednania po kłótni oraz wzajemne wspieranie się i zwierzanie. To twój partner jest pierwszą osobą, której opowiadasz, co czujesz, czy co cię spotkało. To właśnie intymność. Na początku związku bardzo powoli rośnie, ale opada jeszcze wolniej, zatem zwykle towarzyszy nam przez większość czasu trwania relacji. A kiedy wygasa, przy chęci i gotowości obu stron, można obudzić ją na nowo.

Namiętnie

Z definicji to: wysoka intensywność związana z pożądaniem o podłożu seksualnym lub romantycznym. Stała, silna tendencja do poszukiwania jedności fizycznej i/lub emocjonalnej z drugą, ukochaną osobą.

Na namiętność istotnie składa się pragnienie bliskości fizycznej z drugą osobą, podniecenie, ale to nie wszystko. To także rozmaite pozytywne uczucia, które towarzyszą związkowi na co dzień: zachwyt, wzruszenie, radość, ale również te negatywne: lęk, zazdrość, czy dojmująca tęsknota. To właśnie namiętność wyzwala w nas fantazje dotyczące partnera. O ile intymność pojawia się w związku powoli i powoli opada, dynamika namiętności jest zupełnie inna: na początku gwałtownie rośnie, szybko osiąga szczyt, ale równie szybko opada. Specjaliści przekonują, że mniej więcej po dwóch latach trwania związku nie ma już mowy o tym, by namiętność była na poziomie z początku związku. Jednak to naturalne i samo w sobie nie zagraża trwałości relacji.

Zobowiązująco

W tym przypadku szczególnie ważna jest nasza… praca! Chęć utrzymania stałości związku i poczucie odpowiedzialności za niego. To stałe wykazywanie zainteresowania, by przezwyciężać przeciwności, które przynosi los. Chodzi o świadomie ukierunkowane działania i myśli, których celem jest przekształcenie romansu w prawdziwy, trwały związek, chęć dbania o niego, pielęgnowania go. Zobowiązanie musi trwać „na dobre i na złe”. Wielu ekspertów przekonuje, że to właśnie ten składnik tworzy fundament teorii Sternberga. Bowiem wysoki poziom zobowiązania (nawet u jednego z partnerów) jest w stanie utrzymać związek na „odpowiednim” poziomie satysfakcji (oczywiście przez jakiś czas, bo pożądanym stanem jest poczucie zobowiązania obu stron). Dynamika zobowiązania jest inna niż te związane z intymnością i namiętnością. Poziom zobowiązania na początku rośnie powoli, następnie wraz z rozwojem relacji przyspiesza, aż w końcu osiąga stabilność i zwykle zachowuje ją już do końca związku.

Na podstawie wyników badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Santiago de Compostela, pod kierownictwem Roberta Sternberga stwierdzono, że i kobiety i mężczyźni przede wszystkom cenią w relacji intymności! To ona okazała się dla badanych najcenniejszym składnikiem związku.

Jeśli chodzi o namiętność, większość z par biorących udział w badaniu stwierdziło, że trudno jest im znaleźć pełną harmonię w tym obszarze relacji: albo mężczyźni potrzebują więcej tej składowej, a kobiety mniej lub odwrotnie. Zdecydowana większość twierdziła również, że pasja (namiętność) zanika wraz z upływem czasu. Brak symetrii dotyczy także ostatniego składnika, czyli zobowiązania. Sternberg sugeruje, że to zazwyczaj kobiety oczekują, potrzebują wyższego poziomu zaangażowania, mężczyźni raczej starają się, by ten element nie rósł.

7 sposobów na miłość

Miłość to nie tylko uczucie łączące kochanków, partnerów. Miłość także może mieć bardzo różne oblicza. I tak, na podstawie Trójczynnikowej Teorii Miłości Sternberg proponuje ideę, zgodnie z którą istnieje siedem dość jasno określonych „sposobów” na miłość:

1.Miłość w związku

Występuje ona wtedy, gdy istnieje mocne uczucie intymności między dwojgiem ludzi, ale nie ma w niej pasji i zaangażowania. Ta forma miłości jest charakterystyczna dla relacji między przyjaciółmi. Zazwyczaj są to bardzo trwałe relacje.

2. Krótkotrwały romans

W tym przypadku pojawia się namiętność, ale nie ma intymności oraz zobowiązania. Jest to charakterystyczne zjawisko dla tak zwanej „miłości od pierwszego wejrzenia”, zwykle to relacje krótkie i raczej płytkie.

3. Pusta miłość

Mówimy o niej wtedy, gdy nie ma już ani intymności, ani namiętności, a relacja opiera się na bardzo wysokim poziomie zaangażowania (zobowiązania) obu stron. Często to opis związku, który już bardzo długo.

4. Romantyczna miłość

W romantycznej miłości występuje mnóstwo namiętności oraz intymności, ale nie ma w niej zobowiązania. To coś na kształt „bujania w obłokach”, jest uczucie, ale nie ma rzeczywistej chęci stawiania wspólnie czoła problemom, które niesie życie.

5. Miłość społeczna

Ten rodzaj miłości pełen jest intymności i zaangażowania, ale nie ma w nim namiętności. Obie osoby cieszą się swoim wzajemnym towarzystwem i zdecydowały się utrzymać związek, pomimo braku jakiegokolwiek pożądania seksualnego czy romantycznych epizodów. Jest to typowa forma miłości panująca wśród przyjaciół czy bardzo dojrzałych par.

6.Głupia miłość

W relacjach tego typu dużo jest namiętności i silnego zaangażowania, ale brakuje intymności. Decyzja pozostania razem wynika przede wszystkim z pożądania seksualnego i romantyczności, a nie z chęci wzajemnego wspierania się i ufania sobie. Taki rodzaj relacji budują zwykle osoby, które cechują się wysokim stopniem niepewności i zależności od innych.

7. Miłość wytrawna

Stanowi ona „idealny” model miłości, w której wszystkie trzy składniki obecne są mniej więcej w równych proporcjach. Jest tutaj i namiętność, i intymność, a także zaangażowanie. Sternberg tłumaczy jednak, że ten rodzaj miłości jest… rzadkością.

  1. Psychologia

Czas na zatrzymanie. Luksus, fanaberia czy potrzeba?

Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. (Fot. iStock)
Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. (Fot. iStock)
Zatrzymaj się, pomyśl, poczuj, odkryj sens, znajdź swoją misję, stwórz wizję... Jesteśmy zachęcani do zatrzymania się, zadawania sobie niewygodnych pytań i dzięki temu poznawaniu siebie. Po co przeszukiwać wnętrza naszych osobowości? Czy to moda, czy prawdziwa potrzeba?

Zatrzymaj się, pomyśl, poczuj – słyszymy, czytamy w wypowiedziach coachów, trenerów, psychoterapeutów czyli osób zajmujących się rozwojem osobistym. Jesteśmy zachęcani do wyjazdów w miejsca odosobnienia w kontakcie z naturą, podróży vision quest, medytacji, zadawania sobie często niewygodnych pytań: „kim jestem?”, „jaki jest sen moich działań?”. Po co mamy to robić? Po co mamy przeszukiwać wnętrza naszych osobowości, czyli – potocznie mówiąc: „grzebać w sobie”? Czy to moda, czy prawdziwa potrzeba?

Nie każdy tego potrzebuje i też nie na każdym etapie życia jest to niezbędne. Jeżeli zebrałeś już dość wiedzy i każda dodatkowa informacja przepełnia cię jak przysłowiowa herbata filiżankę – działaj. Ale może nie masz nawet czasu napełnić taczek, z którymi biegasz, nie wiedząc, co budujesz, komu i po co – zatrzymaj się. A może od dłuższego czasu leżysz na kanapie i nie sprawia ci to już przyjemności – zadaj sobie pytanie: co dalej?

Ale tak naprawdę, nic nie musisz zmieniać. Może twoją misją życiową jest właśnie bieganie z tą taczką. Może twoje leżenie na tej kanapie ma swój sens. Może nie potrzebujesz niczego więcej wiedzieć - wiesz, co robisz i co jest dla ciebie dobre. Ale jeżeli odczuwasz dyskomfort, to może warto się zatrzymać i sprawdzić, czy nie leżysz w objęciach wroga lub nie biegasz na jego usługi.

Jest czas na zadawanie pytań, czas na odpowiedzi, czas na działanie i czas na odpoczynek. Ale zbyt długie przebywanie tylko w jednym z tych okresów kończy się dyskomfortem, zniechęceniem, wypaleniem zawodowym lub nawet depresją - i wtedy może warto zatrzymać się i zadać sobie kilka ważnych pytań.

Kto jest wrogiem, a kto sprzymierzeńcem?

Carlos Castaneda, amerykański antropolog, wskazał czterech wrogów człowieka wiedzy: strach, jasność umysłu, moc, starość. Można na nich spojrzeć również jako na wrogów lub przyjaciół naszego rozwoju. Na podobnej zasadzie jak nasze cechy, które w niektórych sytuacjach mogą być naszymi zaletami, a w innych – wadami. Coś co w danej sytuacji jest dla nas sprzymierzeńcem, za chwilę może zmienić się we wroga. I odwrotnie. Przyjrzyjmy się więc bliżej sposobom ich działania.

Strach

Dzisiejszy świat oferuje nam ciągle nowinki. Można powiedzieć, że zmiana goni zmianę. Wychodzenie ze strefy komfortu pomału staje się codziennością. Naszą biologiczną reakcją na to, co nieznane, odziedziczoną po praprzodkach jest strach, bo kiedyś wiązało się to często z zagrożeniem życia. Odziedziczyliśmy więc w prezencie trzy reakcje: ucieczka, zastygnięcie lub walkę. To nas chroni przed nowym, innym, nieznanym, czyli tym, co narusza nasze dotychczasowe przekonania i związane z nimi poczucie bezpieczeństwa. Wolimy więc zaprzeczyć, wycofać się odmówić, ośmieszyć. Ale strach i tak jest z nami, a to są jego strategie, których celem jest – odciąć nas od wiedzy. I dlatego strach jest jednym z największych wrogów człowieka i tym samym pierwszym do pokonania na naszej ścieżce rozwoju. Sposobem na pokonanie go jest zyskanie świadomości: poszukiwanie informacji, zdobycie wiedzy na dany temat, poznanie punktów widzenia innych osób.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Czym jest ta nowa sytuacja? Jak inni ją widzą? Na ile ta sytuacja jest zagrożeniem, a na ile szansą? Jaki mam wybór?

Gdy nieznane zostaje poznane, a nowe oswojone i zaprzyjaźnione z nami – strach znika.

Świadomość

Mamy już więc niezbędną wiedzę i własne zdanie na temat nowej sytuacji. Zyskujemy coraz większą pewność siebie, zaczynamy dzielić się naszą wiedzą z innymi. Ludzie słuchają nas z zainteresowaniem. Zaczynamy mieć poczucie omnipotencji, jesteśmy traktowani jako eksperci, coraz częściej widzą nas w roli lidera. Jeżeli jednak pozostajemy dłużej na etapie „gadającego guru”, nie tylko inni, ale też my sami wkrótce nie będziemy już chcieli siebie słuchać. Utkniemy w świecie naszych racji, poglądów, zaniedbując potrzebę sprawczości. Zaczniemy mieć wątpliwości, do głosu dojdzie krytyk podważający nasze kompetencje. Ratunkiem z tej sytuacji jest moc osobista i działanie.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Jak chcę skorzystać z mojej wiedzy? Jakie są moje mocne strony? Jakie działania dają mi poczucie sensu? Co jest moją mocą osobistą?

Gdy mamy gotowość do działania, znika stagnacja, pojawiają się możliwości, propozycje.

Moc osobista

Mając wiedzę i kontakt z osobistą mocą, działamy, tworzymy w świecie nowe projekty. Rozwijamy się, inspirujemy innych, włączając ich do wspólnych działań. Świat nam na to odpowiada różnymi gratyfikacjami – finansami, uznaniem, awansem. Nabieramy poczucia, że nasze możliwości są nieograniczone, chcemy sięgać po kolejne wyzwania. Wiemy już jak to zrobić żeby osiągnąć sukces i osiągamy kolejny. Po pewnym czasie stajemy się cynicznym Midasem – wszystko jesteśmy w stanie przemienić w złoto. Co tracimy? Często poczucie wyższego sensu, bliskie relacje. Pojawia się poczucie pustki, którego nie jest w stanie wypełnić kolejna „zabawka”. Wyzwolenie często przychodzi w postaci zmęczenia, choroby, kryzysu albo jeszcze innej sytuacji, która zmusza nas do zatrzymania się, do konfrontacji ze swoją słabością, ze świadomością, że wszystko ma swój koniec, że nasze zasoby i nasz czas jest ograniczony. Zaczynamy nas coraz częściej myśleć o starości.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Jaki świat chce zostawić moim dzieciom? Jakie były kiedyś moje marzenia? W co wierzę? Co chciałbym usłyszeć od bliskich na moje 80. urodziny? na własnym pogrzebie? Jaki jest w ogóle sens życia? Dokąd zmierza moje życie?

Starość

Mam na myśli starość nie tyle metrykalną co stan kontaktu ze swoją starością, a właściwie ze starszyzną w sobie. Czas, kiedy mamy za sobą już wiele osiągnięć, doświadczeń. Kiedy nie ogranicza nas strach, nie dajemy się uwieść władzy. Mamy świadomość swojej mocy i używamy jej rozważnie, w sprawach ważnych. Problemem jest zmęczenie i zniechęcenie. Szukanie odpowiedzi na wielkie pytania przytłacza nas niejednoznacznością i ambiwalencją, czujemy się wobec nich mali. Kanapa i ciepły kocyk ciągną coraz bardziej, szczególnie gdy mamy komfort finansowy. Można zasnąć, odejść, zniknąć…

Na szczęście budzi nas nasz przyjaciel strach! I tak ten cykl toczy się mniej lub bardziej dla nas świadomie.

Zadaj sobie pytania: Czy opisane tutaj sytuacje są ci znane? Ile cyklów jest już za tobą? Kto jest twoim największym wrogiem? Kto jest twoim sprzymierzeńcem? W której sytuacji bywasz najczęściej? W której jesteś teraz?

Powrót do natury

Samotność, post, modlitwa, medytacja i kontakt z naturą - to nieodłączne elementy rytuałów szamańskich ale też religijnych, które przez wieki towarzyszyły człowiekowi. Jeśli coś było dobre i potrzebne człowiekowi kiedyś, to może również teraz? Czy tak bardzo zmieniły się nasze potrzeby? A może wręcz przeciwnie, zostały te same, a my żyjemy w jeszcze trudniejszych warunkach, w odcięciu od natury i naszych biologicznych potrzeb. Spopularyzowana pod angielską nazwą metoda vision quest wywodzi się z tradycji indiańskiej, obecnie często jest elementem rozwoju osobistego (psychoterapia, coaching) w postaci różnych form warsztatów, medytacji, odosobnień w kontakcie z naturą, w celu uzyskania intuicyjnych odpowiedzi na pytania o sens, cel. Frank Grant światowej sławy praktyk w nurcie Wilderness & Adventure Therapy, zapytany o to jak głęboka jest praca metodą Vision Quest odpowiada: „Taka, na jaką jesteś gotowy”.

Pielgrzym również decyduje się na odosobnienie, nie tyle od ludzi, co od świata, jaki zna na co dzień, w którym nie ma zbyt wiele okazji i czasu na duchowe poszukiwania. Pielgrzymowanie z każdy krokiem oddala od tego, czym wypełniona jest nasza codzienność. Na drugi plan schodzi dom, rodzina, praca, obowiązki, najważniejsze staje się miejsce, do którego zmierzamy. Jest to jednocześnie intymna podróż w głąb siebie.

Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. W naturze, której jesteśmy jednym z elementów, łatwiej jest szukać odpowiedzi na podstawowe pytania: „kim jestem?”, „jaki jest sens mojego istnienia?”.

Czas dla siebie – strata czy zysk?

Mówimy: „czas jest luksusem”, „najcenniejszą walutą jest czas”, tylko nikt nie wie, jaki jest dokładnie stan jego konta.

Może warto więc zastanowić się, na co go wydajemy, a może rozdajemy? Czy żyjesz na kredyt, rozrzutnie – na wszystko masz czas. A może oszczędzasz - odkładasz czas na ważne dla siebie sprawy na później. Może mówisz: „tracę czas na zatrzymywanie się”? A może właśnie wtedy go odzyskujesz?

Jak pisała Wisława Szymborska”: „Żyjemy dłużej ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami. Podróżujemy szybciej, częściej, dalej choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy”.

Autorka jest coachem i właścicielką „Domu Pod Aniołami”, w którym z dala od zgiełku miasta towarzyszy osobom, które potrzebują się zatrzymać, spotkać ze sobą i znaleźć odpowiedzi na ważne dla siebie pytania.

  1. Psychologia

Objawy depresji u mężczyzn – dlaczego trudno im prosić o pomoc?

W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny (fot. iStock)
W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny (fot. iStock)
W dobie współczesnych przemian gospodarczych, kulturowych i społecznych Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) alarmuje, że na zaburzenia związane z depresją cierpi ok. 350 mln ludzi na świecie. Depresja staje się powoli jedną z cywilizacyjnych chorób, która dotyka zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Mężczyznom jednak trudniej przyznać się, że sobie z czymś nie radzą i zaakceptować własne słabości. Jak wygląda depresja mężczyzn z perspektywy metody Gestalt? - wyjaśnia psychoterapeuta Krzysztof Pawłuszko.

Niestety, pomimo wielu doniesień świadomość społeczna dotycząca depresji i możliwości jej leczenia jest wciąż niewielka. Moje doświadczenie pracy jako terapeuty pokazuje, że zwykle ludzie szukają informacji lub pomocy dopiero w momencie, kiedy oni sami lub ich bliscy zaczynają cierpieć z powodu depresji. Często jest to już głęboki stan powodujący trudności w codziennym funkcjonowaniu i pełnieniu ról społecznych. Wówczas chcą jak najszybciej pozbyć się problemu i wrócić do normalnego trybu życia.

W pracy terapeutycznej z klientami doświadczającymi depresji wielokrotnie miałem wrażenie, że traktują siebie jak samochód, a mnie jak mechanika, oczekując szybkiej naprawy lub recepty na to, jak sami mogą siebie naprawić. Jest to przykład pokazujący, jak bardzo ludzie nie chcą mieć styczności z tym problemem. Dotyczy to w dużej mierze mężczyzn, którym bardzo trudno przyznać się do własnych trudności i sięgnąć po pomoc. A wynika to wyraźnie z kontekstu kulturowo – społecznego.

Od dziecka chłopcom narzucane są zasady i normy (w podejściu Gestalt zwane introjektami), mające na celu przygotowanie do życia w dorosłości. Główny nacisk jest w nich położony na rozwój sfery racjonalnej. Chłopiec ma być przecież w przyszłości głową rodziny. Sfera emocjonalna i cielesna jest przez rodziców skutecznie blokowana, pomijana lub zawstydzana. Chłopcom nie wypada płakać, złościć się czy smucić (choć powoli to się zmienia). Tym bardziej przeżywać różne popędy cielesne (np. seksualność, agresję), ponieważ wykraczają wtedy poza granice ustalonych norm i są niegrzeczni.

Dziecko, żeby przyswoić i wyrobić się w realizacji tego rodzaju przekazu kulturowo – społecznego, jest zmuszone usztywnić swoją naturalną ekspresję oraz odciąć się od sfer, które nie są mile widziane. W konsekwencji rozwija mechaniczny sposób obchodzenia się ze sobą, który później kontrolowany jest przez racjonalność. Kojarzę to z zainstalowanym oprogramowaniem komputerowym, które dba, by komputer sprawnie i bez zarzutu spełniał swoje funkcje. Analogicznie jest z głową mężczyzny skoncentrowanego w tym kontekście na realizacji szeregu ról, norm, obowiązków, zadań i celów - jak maszyna.

W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny. Jest to bardzo częste doświadczenie mężczyzn zgłaszających się na terapię. Siła przekazu kulturowo – społecznego jest wówczas tak duża, że pogłębia proces utraty równowagi. Zwykle mężczyźni nie są tego procesu świadomi.

Doświadczają trudnych do wyjaśnienia objawów. Na poziomie racjonalnym: problemów z pamięcią i koncentracją. Na poziomie cielesnym: zmęczenia, bólu głowy, ciągłego stanu napięcia i stresu. Na poziomie emocjonalnym: obniżonego nastroju, drażliwości, stanu złości i zdenerwowania, braku odczuwania przyjemności i zainteresowania. Na poziomie codziennych zachowań: trudności z zasypianiem, aktywnością seksualną, codzienną aktywnością i pełnieniem ról społecznych. Na poziomie społecznym: chęcią wycofania się z kontaktów i ukrycia. Czasem wymienionym objawom towarzyszą choroby somatyczne wynikające z wieloletniego tłumienia emocji. Są to m.in. choroby układu sercowo - naczyniowego, układu odpornościowego, pokarmowego, dolegliwości bólowe w różnych obszarach ciała.

Bardzo często mężczyźni łączą te objawy z trudnościami lub niepowodzeniami w pracy, zbyt długo trwającym przeciążeniem zawodowym, brakiem możliwości wzięcia urlopu, nie rozwiązanym konfliktem w relacji partnerskiej czy prowadzeniem niezdrowego trybu życia. Poszukują wówczas różnych sposobów poradzenia sobie z sytuacją lub jej odreagowania. W tym celu sięgają po alkohol, leki przeciwbólowe i nasenne, narkotyki, hazard, internet, gry komputerowe, sporty ekstremalne czy siłownię. W rezultacie pogłębiają swój stan i dochodzą po pewnym czasie do tzw. ściany. Nie wiedzą, co i w jaki sposób mogłoby im pomóc. Niektórzy mężczyźni, pomimo wstydu i oporu, przyznają się sami przed sobą, że potrzebują pomocy. Zazwyczaj wtedy decydują się również sięgnąć po pomoc innych ludzi, w tym pomoc terapeutyczną.

W terapii Gestalt depresja nie jest traktowana jako objaw, którego trzeba się za wszelką cenę pozbyć np. za pomocą leków czy technik terapeutycznych. Depresja jest postrzegana jak czubek góry lodowej widoczny nad powierzchnią wody. Pod powierzchnią znajduje się jej większa część (sedno problemu), powodująca stan depresji. Część, o której myślę, składa się z różnych czynników. Jeśli pomijamy te czynniki i skupiamy się na redukcji objawów choroby, w konsekwencji doprowadzamy do jej nawrotu w przyszłości.

Koncepcja Gestalt proponuje inną drogę, ktora polega na spotkaniu z tym, co pod powierzchnią i uświadomieniu sobie czynników powodujących depresję. Jest to proces wymagający czasu i zaufania, że przyniesie oczekiwane rezultaty. Wsparcie farmakologiczne jest wówczas zwykle działaniem wspierającym ten proces - ze względu na jego intensywność i głębokość. W trakcie terapii szokujący dla klientów jest paradoks, że doświadczenie depresji ich ratuje. Nigdy wcześniej nie pozwoliliby sobie na zatrzymanie się i zweryfikowanie, czy ich dotychczasowy sposób funkcjonowania jest zdrowy. Depresja jest tym wydarzeniem, które odsłania fakt odcięcia się od siebie i twórczego przystosowania, żeby sprostać wymaganiom kulturowo - społecznym. Ukazuje szereg sztywnych schematów postępowania, reagowania i myślenia oraz rozwinięte mechanizmy obronne różnego rodzaju.

Klient odkrywa w terapii, że depresja jest jego nieświadomą odpowiedzią manifestującą, że dłużej w dotychczasowy sposób nie może i nie chce funkcjonować, ponieważ jest to dla niego destrukcyjne. Zaczyna również odkrywać swoje prawdziwe Ja, rozwijać świadomość własnej emocjonalności i procesów cielesnych, stopniowo odzyskiwać równowagę oraz bardziej świadomie decydować, w jaki sposób chce funkcjonować. Przy tym uczy się w codziennych sprawach sięgać po wsparcie innych ludzi, nie postrzegając tych sytuacji jako wyraz słabości czy osobistej porażki.

Terapia Gestalt jest więc zupełnie innym spojrzeniem na problem depresji. Nie tylko tej doświadczanej przez mężczyzn, ale także kobiety. Stwarza możliwość świadomego przejścia procesu depresji oraz trwałego rozwiązania tego problemu.

Krzysztof Pawłuszko, certyfikowany psychoterapeuta i trener w Instytucie Terapii Gestalt, European Association for Gestalt Therapy, European Association for Psychotherapy oraz Polskim Towarzystwie Psychoterapii Gestalt. Jest również psychoterapeutą szkoleniowym terapeutów będących w procesie szkolenia w nurcie Gestalt.