1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kobiecość i męskość we współczesnym świecie. Jak się dopełniać w związku?

Kobiecość i męskość we współczesnym świecie. Jak się dopełniać w związku?

Współczesne kobiety są przemęczone, mają zbyt wiele obowiązków. Zadaniem mężczyzn jest je ochraniać, stwarzać im taką przestrzeń, aby mogły odpocząć i zagłębić się w siebie. (Fot. iStock)
Współczesne kobiety są przemęczone, mają zbyt wiele obowiązków. Zadaniem mężczyzn jest je ochraniać, stwarzać im taką przestrzeń, aby mogły odpocząć i zagłębić się w siebie. (Fot. iStock)
Nadchodzi trzecia fala miłosnych relacji. Mamy już  za sobą model związku: macho i gospodyni domowa. Teraz królują: niezależna kobieta i miękki mężczyzna. Ale nieuchronnie nadciąga nowe: związek kobiecej kobiety i męskiego mężczyzny – autonomicznych, autentycznych, namiętnych kochanków. Ten potencjał już jest w nas.

Kobiecość to troska o przepływ miłości, przyjmowanie, celebrowanie codzienności, zmysłowe postrzeganie świata, odprężenie, karmienie, tworzenie życia, emanowanie pięknem. Męskość to działanie ukierunkowane na cel, poszukiwanie misji, jasność i klarowność, mądrość i ochrona życia.

A gdybyśmy tak uznali, że nieprzypadkowo urodziliśmy się w ciele kobiety czy mężczyzny. Że być może naszym przeznaczeniem jest wypełnić siebie nawzajem swoimi energiami. Tęsknota za kobiecymi kobietami i męskimi mężczyznami pobrzmiewa w wielu rozmowach o roli kobiecości i męskości we współczesnym świecie.

– Czy ja na pewno tego chciałam? – pyta Magda, menedżerka wysokiego szczebla w korporacji, pokazując stertę dokumentów na swoim biurku i kalendarz wypełniony zadaniami. Co chwilę dzwoni telefon. Zirytowana podnosi słuchawkę. W ułamku sekundy jej twarz przybiera maskę uprzejmości, a głos robi się spokojny i miły. Krótka, rzeczowa rozmowa, po której Magda opada zmęczona w fotelu.

– Masz wszystko, o czym marzyłaś – przypominam. – Niezależność, pieniądze, sukces i władzę.

– Jestem zmęczona – wzdycha. – Oparłabym się o mocne męskie plecy. Mam po dziurki w nosie walk o klienta, strategii rozwoju i nieustającego zarządzania kryzysem. Tak naprawdę jestem wrażliwą, delikatną kobietą, znasz mnie. Czy ktoś na tym świecie potrzebuje mojej łagodności?

Magda jest rozwódką (mąż artysta opuścił rodzinę kilka miesięcy temu), ma dwoje dzieci, do których biegnie po pracy. Jej babcia załamuje ręce: „Jakie ty, dziecko, masz życie! Jak wy, współczesne kobiety, to wytrzymujecie!”.

Paweł od dwóch lat nie pracuje zawodowo. Zajmuje się domem, sprząta, gotuje, odprowadza dzieci do przedszkola. Dla żony Joanny, która codziennie wychodzi do pracy w biurze, stara się być czuły i opiekuńczy.

– Robię wszystko, żeby zaspokoić jej potrzeby – mówi z wyrzutem Paweł. – Jednak czuję, że żona nie darzy mnie szacunkiem. Nieraz już mi powiedziała, że w jej oczach nie jestem męski.

Joanna marzy o mężczyźnie sprawczym, decyzyjnym, zainteresowanym światem, dzielnym i oczywiście wrażliwym też. – Nie mam w nim oparcia – mówi. – Co z tego, że zajmuje się domem, skoro i tak wszystkiego muszę dopilnować, pokazać palcem, przypomnieć. Czuję się jak zawiadowca stacji – ani przez chwilę nie mogę się odprężyć.

Ostatnio – jak mówią – nie układa im się. Przestali mieć ochotę na seks.

„Co się dzieje?” – coraz częściej pytają kobiety i mężczyźni w parach. „Dlaczego nam się nie udaje? Co poszło nie tak?”.

Socjologowie i psychologowie zwracają uwagę, że jeszcze do niedawna role przyjmowane przez kobiety i mężczyzn były sztywno ustalone i rozdzielone. Mężczyźni mieli iść do pracy i zarabiać pieniądze. Kobiety – zostać w domu i opiekować się dziećmi. Mężczyźni często manipulowali fizyczną i finansową dominacją oraz groźbami. Kobiety często manipulowały swoimi mężczyznami emocjonalnie i seksualnie, przymilając się bądź zadając ostre ciosy. Karykaturą tego poprzedniego okresu był dureń macho i uległa gospodyni domowa. Następnie nadszedł (i nadal trwa) etap, podczas którego mężczyźni i kobiety zaczęli szukać drogi do zrównoważenia swoich wewnętrznych energii, męskiej i kobiecej, do stanu pół na pół, stając się podobni do siebie. Mężczyźni zaczęli odkrywać swoją wewnętrzną kobiecość, a kobiety swoją wewnętrzną męskość. Dzięki temu obie płcie stały się mniej podzielone i pełniejsze. Stały się też mniej zależne od siebie. Mężczyźni typu macho nieco się odprężyli, a gospodynie domowe stały się bardziej niezależne. Zyskaliśmy na tym wszyscy.

Wiele par coraz częściej przyznaje jednak, że ten etap pół na pół męskości i kobiecości w każdym z nas był (jest) tylko przejściową fazą rozwoju kobiet, mężczyzn i związków, a nie punktem docelowym. Właśnie zaczynamy odczuwać efekty uboczne upodabniania się płci: mamy już swoją niezależność i pieniądze, ale gdzieś po drodze zagubiliśmy namiętność. Niezależne kobiety sukcesu narzekają, że współcześni mężczyźni stali się mięczakami, zbyt słabymi i niezdecydowanymi, aby można im było naprawdę zaufać. Wrażliwi mężczyźni narzekają, że współczesne kobiety stały się modliszkami, zbyt opancerzonymi, aby można się było z nimi w pełni zjednoczyć. Gdy upodabniamy się do siebie, gdy gaśnie męsko-żeńska biegunowość, zaczyna zanikać soczystość związku. Wygląda na to, że zaczynamy rozglądać się za bardziej męskimi mężczyznami i kobiecymi kobietami w nadziei na miłosne spotkania pełne życia, ognia i pasji.

Urzeczywistniona męskość

„Odkryj swoją ścieżkę w świecie nieskończonych możliwości, podążając za tym, co cię pasjonuje”– radzi David Deida mężczyznom w książce „Droga prawdziwego mężczyzny”. A potem już… przestań czekać. Czuj wszystko. Kochaj do bólu. Dawaj nieskazitelnie. Odpuszczaj. Męski mężczyzna to ten, który ciągle stwarza siebie na nowo, wytrwale dąży do celu, jest pewny siebie i ukierunkowany, wrażliwy i spontaniczny, idzie wybraną przez siebie drogą z głęboką spójnością i humorem. Swoją pracą i seksualnością ucieleśnia miłość na Ziemi. Żyje z głębi swojego wnętrza, całkowicie oddany potęgowaniu miłości. Gdy więc twoja kobieta – aspirujący mężczyzno – jest uszczypliwa, złości się, atakuje, wiedz, że zachowuje się tak, ponieważ cię kocha, dlatego sprawdza cię i testuje. Chce czuć twoją prawdę. Chce czuć twoją miłość. Chce również czuć, że twoja prawda i miłość są silniejsze niż jej cięte uwagi. Wtedy może ci zaufać.

Przebudzona kobiecość

– W dawnych kulturach stwórczynią życia była bogini, pramatka. Wszechświat został zrodzony z jej łona przepełnionego miłością i obfitością – mówi Marek Taran, socjolog i religioznawca. Czczono energię żeńską jako tę, która daje życie, kumuluje światło i obdarza swoją mocą wszystko, co kocha. Kobietę nazywano światłem świata, porównywano do róży. Zadaniem mężczyzny było chronić to światło, strzec świątyni życia, podlewać różę adoracją i wyręczaniem w trudach życia. Każda kobieta jest potencjalną boginią, która swoim tańcem stwarza wszechświaty. Moc kobiecości to moc kreacji, miłości, obfitości, zdrowia i piękna. Ci, którzy znajdują się w sferze oddziaływania przebudzonej kobiety, wewnętrznie się odradzają, ponieważ taka kobiecość współpracuje z siłami życia, rozkwitu i wzrostu. Współczesne kobiety są przemęczone, mają zbyt wiele obowiązków. Zadaniem mężczyzn jest je ochraniać, stwarzać im taką przestrzeń, aby mogły odpocząć, zagłębić się w siebie i skontaktować się z odwieczną mocą, którą zawsze były i są.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Sewing Together - projekt, który wspiera kobiety w Kenii

Maja Kotala z jedną ze swoich studentek z Sewing Together (fot. archiwum prywatne)
Maja Kotala z jedną ze swoich studentek z Sewing Together (fot. archiwum prywatne)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Dla kenijskich dziewcząt dzień zaczyna się zwykle od prac domowych i rodzinnych obowiązków. Jednak coraz więcej z nich docenia możliwość nauki. Każda nowa umiejętność, jak szycie czy projektowanie ubrań, może dać im szansę na zarobienie własnych pieniędzy i większą niezależność. – Cały kurs jest za darmo. W tej chwili uczę 5 dziewczyn. Szyjemy letnią kolekcję. Za 3 tygodnie robię zmianę i zaczynam naukę z nowymi osobami – mówi Maja Kotala, pomysłodawczyni programu Sewing Together.

Większość uczennic w szkole jest między 19 a 25 rokiem życia. Chociaż pochodzą z różnych plemion (Luhia, Masajowie) dobrze się dogadują i są dla siebie nawzajem wsparciem. – Mam 15 lat doświadczenia w branży modowej i chciałam się z tym doświadczeniem podzielić z innymi. – podkreśla Maja Kotala – Pierwszy projekt edukacyjny uruchomiłam za swoje oszczędności oraz pieniądze zebrane od rodziny i przyjaciół. Wyjechałam do Ugandy, żeby przetestować program Sewing Together i dołączyłam wówczas do marki Kimuli Fashionability. Zajmowałam się produkcją płaszczy przeciwdeszczowych, szytych z worków po cukrze. Wyszkoliłam wtedy pierwsze 4 studentki, które bazując na moich metodach, wyszkoliły kolejne 5 osób.

Projekt Sewing Together powstał w 2018 roku. Jego idea polega m.in. na tym, że wyedukowane kobiety szkolą kolejne. Maja jednak nie tylko uczy szycia. – Uczę je jak tworzyć kolekcje. Uczę podstaw biznesu, marketingu, sprzedaży, umiejętności targowania się i tego jak zachować się wobec klienta. Zapraszam też ich rodziców, żeby mogli zobaczyć prace swoich córek.

Maja Kotala ze światem mody zetknęła się w wieku 18 lat. Przez 5 lat mieszkała w Sydney, gdzie ukończyła studia projektowania mody. Kolejne 6 lat spędziła w Paryżu, pracując dla branży modowej (reprezentowała marki modowe na rynku światowym).

Dlaczego Afryka? – Kontynent afrykański od zawsze był w moim sercu. Od dziecka byłam podróżnikiem. Cztery lata temu zaczęłam szukać swojego miejsca w życiu. Zrozumiałam jakie życie przyniosło mi szczęście i postanowiłam dzielić się tym, co otrzymałam. Po Australii i Paryżu odnalazłam swoje miejsce w Afryce. Afryka jest pełna piękna, kolorowa, otwarta. Nigdy nie spotkałam się z tak dobrym nastawieniem. Tu poczułam się naprawdę wolna – mówi Maja – Pomimo ogromnej biedy i problemów nie widać tego na twarzach ludzi, zawsze pogodnych i uśmiechniętych. Ci ludzie są pełni radości i determinacji. Nabrałam więc siły, żeby walczyć o te utalentowane dziewczyny.

Dzień Kobiet Dzień Kobiet

Swoją przygodę z Afryką i z działalnością na rzecz innych ludzi Maja zaczynała od Ugandy i Nairobi. W 2019 r. w Nairobi przyłączyła się do Armii Zbawienia, która miała pod opieką dziewczęta z Girls Training Center (szkoła dla młodych kobiet, które ze względów ekonomicznych nie dokończyły edukacji). Jak wspomina: - Podczas tego wyjazdu wyszkoliłam 20 kobiet, dając im umiejętność projektowania, szycia, umiejętności prowadzenia biznesu i coś, czego nie uczą w żadnych szkołach - „women empowerment”. Każdego dnia inspirowałam je do walki o siebie, wiary w swoje siły, pokazywałam jak pielęgnować kobiecość, czego zwieńczeniem był zorganizowany wspólnie pokaz mody. Dziewczyny prezentowały stworzoną wspólnie kolekcję, a same wcieliły się w role modelek. Skupiłam się bardziej na tym, żeby je zmotywować do działania. Dzięki temu one nabrały chęci do nauki, za co były bardzo wdzięczne. Nie inspiruje się tutaj kobiet do tego, żeby się uczyły. Nie budują one wiary w siebie. Mężczyźni zwykle podchodzą do nich „z góry”, jak do niższych rangą.

Kolekcja spodni uszytych z kikoy - jednego z ostatnich materiałów, który jest ręcznie tkany w Kenii (fot. archiwum prywatne) Kolekcja spodni uszytych z kikoy - jednego z ostatnich materiałów, który jest ręcznie tkany w Kenii (fot. archiwum prywatne)

Dla większości dziewczyn w Kenii (ale też w innych afrykańskich państwach) poranek zaczyna się od prac związanych z domem (gotowanie, sprzątanie). Starsi z rodzeństwa odpowiedzialni są za młodszych, więc tutaj też trzeba wywiązać się z przydzielonych obowiązków. Pozycja kobiet w Kenii jest wciąż dosyć trudna. Pomocne jest jednak to, że niemal wszystkie młode kobiety mówią po angielsku, który jest podstawowym językiem w szkole (dzieci uczą się w języku angielskim już od szkoły podstawowej). Znają też suahili oraz swoje języki plemienne.

Dziewczynom w szkole Sewing Together ta nauka daje możliwość odcięcia się od silnego stereotypu, według którego kobieta ma przede wszystkim siedzieć w domu i zajmować się z dziećmi. – Jedna z moich uczennic pochodzi z rodziny muzułmańskiej i nie wolno jej iść na studia. W szkole radzi sobie najlepiej. Jest bardzo zdolna. Inna z kolei jest młodą matką, która walczy o swoją niezależność. Mam też uczennicę, która z przymusu studiuje coś w rodzaju hotelarstwa, ale jej pasją jest moda – wymienia Maja.

Sewing Together, wraz z marką Nago, angażuje się w walkę z ubóstwem menstruacyjnym (fot. archiwum prywatne) Sewing Together, wraz z marką Nago, angażuje się w walkę z ubóstwem menstruacyjnym (fot. archiwum prywatne)

Program Sewing Together współdziała z lokalnymi organizacjami, które również niosą pomoc (m.in. z polską Fundacją Mogę Się Uczyć, także działającą na miejscu). Dziewczyny, które zaczynają naukę szyją torebki i podpaski wielorazowego użytku. Razem z Fundacją wspomagają akcję związaną z ubóstwem menstruacyjnym. – Miałam możliwość podróżować po Kenii, więc tutaj problem ubóstwa menstruacyjnego jest bardzo widoczny. Niektóre dziewczynki, nie mając żadnych środków na czas menstruacji, ze wstydu nie przychodzą do szkoły. W niektórych odległych wioskach dzieciom brakuje ubrań. Brakuje więc materiałów, które można by użyć jako popaski – podkreśla Maja Kotala. – Uszyłyśmy właśnie 100 podpasek wielorazowego użytku, które zostaną za chwilę dostarczone do wioski Masajów. U Masajów nie mówi się o takich rzeczach jak menstruacja czy seksualność. Nawet bieliznę suszy się pod innymi ubraniami. Uszyłyśmy więc dodatkowo woreczki, w których dziewczęta będą mogły suszyć swoje podpaski.

Oprócz charytatywnie działającej szkoły, założeniem programu Sewing Together jest też ekologiczne i zrównoważone podejście do mody. Większość kolekcji bazuje na upcyklingu. Ubrania szyte są najczęściej z bawełnianych prześcieradeł i pościeli. Szkoła zakupiła też dobrej jakości żagle od miejscowych żeglarzy, z których dziewczyny uszyły kurtki.

– Mam takie podejście, że nie chcę prosić o pieniądze. Wolę, żeby ktoś coś kupił i w ten właśnie sposób wsparł nasz projekt. Dlatego też założyłam internetowy Charity Shop z naszymi produktami (T-shirtami, biżuterią), wszystko po to, aby utrzymać szkołę i móc szkolić kolejne osoby. Coraz szerzej współpracujemy też z polskimi markami, które dedykują nam swoje produkty (Moja Butelka, Feba, Many Mornings), a część dochodu ze sprzedaży wspiera działania Sewing Together – podkreśla założycielka. – Moim celem jest, żeby ten projekt coraz bardziej się rozwijał. Zależy mi, żeby niebawem stworzyć dla tych uczennic miejsca pracy…

www.mkotala.com

  1. Psychologia

Czy masz odwagę być kobietą?

Kobiecość to twoja emocjonalność i autentyczny kontakt z ciałem. To tu jest twoja prawdziwa moc. (Fot. iStock)
Kobiecość to twoja emocjonalność i autentyczny kontakt z ciałem. To tu jest twoja prawdziwa moc. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W dzisiejszym świecie nie ma wykształconego modelu kobiecości, który łączyłby spełnienie zawodowe z satysfakcjonującym życiem prywatnym. Dlatego bycie kobietą stało się nie lada wyzwaniem. Jak mu sprostać?

Dorota jest kobietą sukcesu – młoda, ambitna, niezależna, wie, czego chce. W męskim zespole radzi sobie równie dobrze jak jej koledzy z firmy. Kilka dni temu miała spotkanie z szefami, na którym jak lwica negocjowała nowe warunki. Początek zebrania przebiegał perfekcyjnie, na poprzedniej sesji przygotowałyśmy listę mocnych argumentów. Dorota z miną pokerzysty przedstawiła swoje żądania i nagle... – Rozpłakałam się jak baba - wydukała mi do słuchawki. – Wyobraża pani sobie? Taki wstyd! – Przecież jest pani kobietą: wrażliwą, emocjonalną, a łzy to najbardziej naturalny sposób na obniżenie emocji – mówię. – W pracy liczy się siła, jeśli chcę coś znaczyć, muszę być dwa razy silniejsza niż facet – odpowiedziała.

W biznesie nadal panuje patriarchat. Kobiety, które chcą znaleźć tu swoje miejsce, wybierają więc siłę (tę z męskiego kawałka), a nie kobiecość. A w życiu? – Na co niby mam zamienić po południu szpilki z firmowego garniturku? Na kapcie z różowym pomponikiem? – zapytała mnie jedna z pacjentek.

Kiedy stare nie działa

Nawet jeśli kobiety w twojej rodzinie prowadziły aktywne życie zawodowe, oczywiste było, że najpierw dom, mąż i dzieci, a praca na drugim miejscu. Te, które czuły inaczej, wiodły żywot starych panien albo zdziwaczałych babochłopów. Jeżeli nawet głęboko wierzysz, że czasy się zmieniły, że potrafisz pogodzić wiele ról, nie masz zamiaru rezygnować ani z pracy, ani z rodziny, fakty mówią co innego: w biznesie twój bilans wychodzi na plus, w życiu prywatnym – ciągle pod kreską.

Współczesne kobiety: ambitne, silne i niezależne – w życiu osobistym są zagubione i bezradne. W pracy zarządzają gromadą samców, ale poza biurem, w relacjach damsko-męskich zachowują się jak szefowe „po godzinach” albo naiwne nastolatki. W firmie działają z pozycji męskiej siły, a w głębi duszy tęsknią za swoją kobiecością. Ale ich pragnienie pozostaje na etapie iluzji, bo kobiecość kojarzy im się ze słodką blondynką albo dzikuską z lasu. A przecież taka kobieta nie poradzi sobie w dzisiejszym twardym świecie biznesu.

Kariera czy rodzina?

Magda i Piotr są prawnikami. Już na studiach ze sobą rywalizowali. Z tego współzawodnictwa zrodziła się przyjaźń, a potem miłość i marzenia o rodzinie. Zatrudnili się w tej samej firmie, nadal szli „łeb w łeb”. Ale kiedy urodził się ich pierwszy syn, Piotr dostał propozycję pracy za granicą, w filii firmy. – Moja matka powiedziała, że mąż powinien przyjąć awans, a ja zająć się wychowywaniem dziecka. Mały był chorowity, nie nadawał się do żłobka. Przez trzy lata siedziałam z nim w domu – mówi Magda. W międzyczasie zaszła w kolejną ciążę, a Piotr… znalazł sobie kochankę. – Nigdy mu nie wybaczę tego, że kiedy ja siedziałam w domu z chorym synkiem, on zabawiał się z tą dziwką – dodaje z furią w głosie.

Matka Magdy, kiedy dowiedziała się o romansie zięcia, wcale nie była zdziwiona: – Facet to facet, a rolą kobiety jest być przy dziecku – ucięła temat.

Nie chcemy żyć tak jak nasze matki: skoncentrowane jedynie na domu, mężu, dzieciach. Jednak kiedy odważymy się postawić na sukces zawodowy, podświadomie czujemy się winne, nielojalne wobec naszych matek, babć i tych wszystkich kobiet, które na pierwszym miejscu stawiają rodzinę.

Anka jest wspólniczką w dużym międzynarodowym koncernie. Pozostali dwaj współwłaściciele to mężczyźni. Rok temu związała się z jednym z klientów firmy. Kiedy trafiła na terapię, sfrustrowana nieudanym związkiem, długo nie mogła zrozumieć, że partner wykorzystuje znajomość z nią dla zawodowych korzyści. Kiedy dostał to, o co mu chodziło, zniknął z jej życia bez słowa. – Ja naprawdę wierzyłam, że on mnie kocha – powiedziała. – Jak mogłam być tak głupia?!

W pracy jesteśmy specjalistkami od ludzkich dusz, bez pudła wywęszymy każdy przekręt, umiemy motywować zespół, zdobywać nowych klientów. A w życiu prywatnym poruszamy się jak dzieci we mgle. Nasza wiara w romantyczną miłość rodem z harlequina rośnie wprost proporcjonalnie do zawodowego awansu.

Wiktoria jest właścicielką dobrze prosperującej firmy. Mężczyzn zdobywa równie skutecznie jak nowych klientów, ale jej związki trwają zwykle nie dłużej niż trzy miesiące. Ostatni facet zostawił ją dla sekretarki. – Na do widzenia powiedział mi, że kastrowałam go za każdym razem, kiedy kelner w restauracji kładł rachunek przed moim nosem – mówi. – Czy to moja wina, że wyglądam na kobietę, która sama płaci swoje rachunki?

Większości współczesnych kobiet siła kojarzy się z zaradnością, rywalizacją, odważnym wspinaniem się po szczeblach kariery, pracą po 12 godzin na dobę. Przyznasz, że to bardziej męskie atrybuty. A co ze słabością? Kiedy na terapii proszę pacjentkę, by wypisała typowo kobiece cechy, zwykle patrzy na mnie ze zdziwieniem, a potem wylicza: zbytnia emocjonalność, naiwność, dziecięca bezradność, nadmierna empatia kosztem siebie – czyli nic godnego podziwu.

Czy współczesny model kobiecości wymaga, byśmy były mężczyznami w butach na obcasach, hamowały swój naturalny cykl pigułkami, bo miesiączka to jedynie uciążliwy problem? Wyrzekały się macierzyństwa, bo wiadomo: kariery i dzieci nie da się pogodzić? Udawały, że sprośne żarciki o głupich blondynkach rozśmieszają nas do łez? Latami pracowały bez urlopu?

Korepetycje z kobiecości

„Tajemnice kobiecości nie są ukryte w starych księgach ani w kościołach. Ona to właśnie ty w samej ekspresji życia. Możesz prowadzić swoje codzienne zajęcia na wysokich obcasach na Wall Street, boso w lesie, sama w swojej pracowni czy pośród krzyczących dzieci w kuchni. Gdziekolwiek jesteś, kobiecość dostępna jest dla ciebie w każdej chwili” – pisze Chameli Gad Ardagh w książce „Kobiecość. Praktyczne lekcje i ćwiczenia dla budzących się kobiet”.

Kobiecość to twoja emocjonalność i autentyczny kontakt z ciałem. To tu jest twoja prawdziwa moc. Wypierasz się swojej kobiecości, bo jej nie znasz. A przecież dobrze wiesz, jak być kobietą, z tą wiedzą przyszłaś na świat. Musisz ją sobie jedynie przypomnieć. Dlatego:

Wypisz swoje życiowe role: kobiety, córki, kochanki, żony, matki, pracownicy. Jak czujesz się w każdej z nich? Która z ról jest ci najbliższa?

Czuj zamiast myśleć. Gdy twój mózg rusza z kopyta i uruchamia się wyobraźnia, zaczynają cię zalewać obsesyjne myśli. Problem urasta do prawdziwego dramatu, z którego nie widzisz wyjścia. Zaczynasz tracić kontakt z tym, co prawdziwe. Gorączkowo się zastanawiasz, co powinnaś zrobić. Dzwonisz do przyjaciółek, a one zasypują cię lawiną mądrych rad. Spokojnie. Zaufaj swojej wewnętrznej mądrości. Prawda o tobie i świecie jest w twoim sercu, a nie w głowie. Zatrzymaj się w tym szalonym pędzie. Stań nieruchomo, oddychaj, bądź. Poczuj swój brzuch (siedlisko emocji) i mocne stopy (twoje oparcie). Poczekaj, aż pojawi się rozwiązanie problemu. Sama wiesz, co dla ciebie dobre.

Przeżywaj emocje zamiast je tłumić albo odreagowywać. To twoje emocje, nawet te „najgorsze” nie zrobią ci krzywdy. Są jak fale, poczuj je i przeżyj, pozwól im przepływać przez ciebie i doświadczaj ich jako ruchu energii. Każda emocja najpierw rośnie, osiągając kulminacyjny punkt – to jest najtrudniejsze – jeśli wytrzymasz, zacznie opadać. Nie bój się, nie stanie ci się nic złego.

Nie szukaj przyczyny, dlaczego czujesz to, co czujesz. Często pozornie nieznaczące wydarzenie uruchamia bolesny uraz z przeszłości. Może ci się wydawać, że pojawiające się: smutek, złość czy lęk – wypuszczone spod kontroli – cię zabiją. Możesz się bać, że oszalejesz, utoniesz we łzach albo odstraszysz od siebie każdego mężczyznę. Kiedy puścisz swoje przez lata zamrożone uczucia, przeżyjesz je do końca – fala „bieżących” emocji nie będzie już taka przerażająca.

Obudź swoje zmysły. Wąchaj, smakuj, słuchaj, dotykaj życia. Głowie zostaw zadanie gromadzenia wiedzy. Kiedy czujesz się złapana w pułapkę jakiegoś emocjonalnego dramatu albo od godziny głowisz się nad jakimś problemem, połącz ze sobą dwa palce, np. kciuk i wskazujący, i poczuj to.

Doceniaj i akceptuj swoje ciało. Nie ma jednego wzorca kobiecości. Nie musisz być jedynie obiektem męskiego pożądania, wzorcem męskiego ideału. Piękna kobieta to kobieta autentyczna i spontaniczna.

Nie stawiaj na siłę, ale na moc. Mężczyzna czerpie ją z działania, kobieta – z bycia w zgodzie ze swoim wnętrzem. Słuchaj własnego ciała, ono da ci jasny komunikat, kiedy odpoczywać, a kiedy działać, kiedy kierować swoją uwagę na zewnątrz, a kiedy do wnętrza.

  1. Psychologia

Bohater czy maskotka – jakie role z dzieciństwa nieświadomie odgrywamy?

Role, w których tkwimy od dziecka, przenoszą się później na wiele naszych zachowań (fot. iStock)
Role, w których tkwimy od dziecka, przenoszą się później na wiele naszych zachowań (fot. iStock)
Jeśli czujesz, że zawsze musisz być silna i nie umiesz prosić o pomoc, albo uważasz się za życiową niedorajdę, której nigdy nic się nie udaje, być może pora porzucić starą rolę. Tę, którą w dzieciństwie przydzielili ci rodzice.

Nie przypuszczałaś, że grasz jakąś rolę? Większość z nas gra. Obsadzili nas w nich rodzice. Zupełnie nieświadomie, z własnej bezradności, lokując w nas swoje niezrealizowane marzenia, lęki i frustracje. I choć jesteśmy już dorośli, być może jedno z rodziców albo obydwoje już nie żyją – tkwimy w swoich rolach, jak strażnik na warcie, bo, choć bywa trudno, ten scenariusz jest nam najlepiej znany, a przez to bezpieczny. Samo uświadomienie sobie, jaką rolę zwykle grasz w życiu – sprawi, że łatwiej zrozumiesz, dlaczego masz taką pracę, jaką masz, dlaczego wybrałaś na partnera akurat tego mężczyznę i co stoi na drodze do twojego szczęścia. Według Ewy Czarneckiej, terapeutki z Ośrodka Psychoterapii „Na Zawiszy”, najpopularniejsze role, w jakich obsadzają nas rodzice, to: Rodzinny Bohater, Kozioł Ofiarny, Rodzinna Maskotka i Niewidzialne Dziecko. Oto ich krótka charakterystyka:

Rodzinny Bohater

Magda trafiła do mnie miesiąc po śmierci ojca. Przyszła skierowana przez lekarza pierwszego kontaktu, który nie miał pomysłu, jak poradzić sobie z jej chronicznym przeziębieniem.

– Nie rozumiem, co wspólnego ma psycholog z katarem, ale może pani mi powie, co robię nie tak, że nie mogę wyjść z tej paskudnej infekcji – mówi Magda. – Nie mogę teraz chorować. Muszę zająć się mamą, bratem i bratową. Dla nich śmierć taty to prawdziwa tragedia.

– A dla pani? – pytam.

– Dla mnie też – patrzy na mnie zdziwiona. – Ale przecież ktoś musi to wszystko ogarnąć.

– Pani Magdo, pani choroba to wyraźny komunikat ciała, że musi pani odpocząć, zadbać o siebie, pozwolić, by teraz panią ktoś się zaopiekował – tłumaczę.

– Ale przeziębienie to przecież nie choroba – oburza się.

Magda jest klasycznym przykładem Rodzinnego Bohatera. To zwykle najstarsze dziecko albo jedynak. Odpowiedzialny, wzorowy uczeń. Nad wiek dorosły, nadmiernie przykładny, dziedzic rodu. Pomocnik w domowych sprawach i obowiązkach. Rodzic swoich rodziców. Chce być kimś i jest nieszczęśliwy, gdy tak się nie dzieje. Bardzo się stara, aby zasłużyć na uznanie, podziw, a tym samym – na miłość. Doskonale wyczuwa potrzeby innych, ale nie zna własnych lub je lekceważy. Bywa, że nie zakłada własnej rodziny, by nadal móc opiekować się rodzicami, rodzeństwem, ich dziećmi. Pozwala na obciążanie siebie po to, by innym było lżej. W ogóle nie zajmuje się sobą. Nie potrafi się bawić, odpocząć, zwolnić. Nie czuje zmęczenia, nie zauważa symptomów ciała, które alarmuje: „Zajmij się sobą”. Hamuje wyrażanie złości, sprzeciwu i niezgody na bycie źle traktowanym. Odpoczywa dopiero… w szpitalnym łóżku, chory na wrzody żołądka albo na serce. Nawet wtedy martwi się bardziej o innych niż o siebie. W końcu od dzieciństwa jest podporą dla bliskich, powodem do dumy.

Terapia Magdy nie będzie łatwa. Rezygnacja z roli Bohatera to dla niej rezygnacja z poczucia własnej wartości, przyznania sobie prawa do akceptacji, miłości, utrata dotychczasowego sensu życia. Czeka nas wiele miesięcy ciężkiej pracy, a przełomem będzie dzień, w którym Magda zaakceptuje swoją słabość, fakt, że ona czasami również potrzebuje opieki, pomocy. Zrozumie, że nie jest już dzieckiem, które musi spełniać oczekiwania rodziny, że ma prawo do swojego szczęścia, dbania o własne potrzeby, przyznania, że czegoś nie chce, nie może, nie potrafi.

Kozioł Ofiarny

To negatyw Rodzinnego Bohatera. Rolę tę obejmuje zwykle drugie lub środkowe dziecko w rodzinie. Kozioł Ofiarny – inaczej Buntownik, Outsider, Wyrzutek – nie jest w stanie konkurować ze starszym bratem lub siostrą, dorównać im doskonałością, siłą, odpowiedzialnością. Z tego powodu czuje się odsunięty i szuka wsparcia poza domem, często wśród rówieśników z tzw. marginesu społecznego. Buntowniczy, skłonny do zachowań destrukcyjnych, bezustannie czuje się winny. Wierzy, że to przez niego rodzina jest nieszczęśliwa; ojciec pije, a matka choruje. Bywa, że dla potwierdzenia owego przekonania sprawia poważne kłopoty wychowawcze: wagaruje, kradnie, zażywa narkotyki, pije, popada w konflikty z prawem. Pełni rolę rodzinnego odgromnika: wyraża gniew, agresję, wściekłość za innych członków rodziny. Bierze na siebie wszystkie ich grzechy i niepowodzenia. Wszyscy winią jego: „To przez ciebie ojciec jest taki nerwowy”. Największą karą, jaką wymierza rodzicom za brak miłości, jest „zepsucie” samego siebie.

Iza zgłosiła się na terapię z powodu depresji, na którą zachorowała po rozwodzie z mężem. Dzieci zostały z ojcem. Nastawiane przez niego przeciwko matce. Mąż walczył o podwyższenie alimentów. Kiedy zapytałam, czy próbowała dochodzić swoich praw, odpowiedziała: „Mąż ma rację, ja nie nadaję się na matkę”. Wiele sesji zajęło mi, by pokazać Izie, że w dorosłym życiu powiela rolę Kozła Ofiarnego, że w przypadku rozwodu rzadko wina leży po jednej stronie, że nie jest wcale złą matką. To nie sąd odebrał jej dzieci, ale mąż, który, tak jak kiedyś rodzice, wbijał jej do głowy: „To przez ciebie nam się nie udało”.

Rodzinna Maskotka

To zwykle najmłodsze dziecko w rodzinie, biegłe w skupianiu uwagi wszystkich na własnej osobie. Przymilne, urocze, błyskawicznie rozładowuje napięcia poprzez żart czy inny sposób „rozbrojenia” mamy i taty. Gra swoją rolę, nawet kiedy mu smutno albo się boi. Ma poczucie, że kiedy nie może komuś poprawić humoru, staje się niepotrzebna, jak porzucona przytulanka. Uśmiecha się, nawet gdy opowiada o czymś przykrym. Czuje się kimś tylko wtedy, gdy znajduje się w centrum uwagi. Maskotka pozornie beztroska, radosna i szczęśliwa, w głębi serca czuje się smutna i opuszczona. Choć pozornie uwielbiana przez rodzinę, rzadko traktowana jest poważnie. Kiedy dorasta, rodzina ma pretensje, że jest taka niedojrzała.

Kasia zgłosiła się do mnie po pomoc, gdy od ponad roku nie była w stanie zakończyć pisania pracy magisterskiej. Choć od dawna miała swoje mieszkanie, codziennie jeździła do domu rodziców, by tam, w swoim pokoju, przy szeroko otwartych drzwiach ślęczeć nad laptopem. Kiedy zapytałam ją, dlaczego jeździ pisać pracę do rodziców, odpowiedziała, że oni motywują ją do pracy. Kiedy spytałam, jak to robią, odpowiedziała: – Mama chodzi na palcach i ucisza tatę, a on mruczy pod nosem: „Przecież ona i tak tego nie skończy. Będzie wieczną studentką”. Najtrudniejszym etapem terapii było ustalenie, czy Kasia rzeczywiście chce dorosnąć. Profity z bycia Maskotką są całkiem spore, a dorosłe życie wymaga odpowiedzialności, zadbania o siebie, konieczności podjęcia pracy.

Niewidzialne Dziecko

Monika od lat boryka się z nadwagą. Na pierwszej sesji sprawiała wrażenie nieobecnej, duchem i ciałem. Siadła na brzegu krzesła i pozostała w tej pozycji do końca spotkania, choć widziałam, że jest jej niewygodnie. Mówiła cicho, czerwieniąc się co chwila na twarzy. Szybko okazało się, że Monika przyszła do mnie niechętnie, za namową męża. Sama nie czuła, by jej nadwaga stanowiła jakikolwiek problem. Dla niej jest jak tarcza ochronna, za którą może zniknąć. Tak jak w dzieciństwie.

Monika gra rolę Niewidzialnego Dziecka. To często najmłodsze dziecko w rodzinie. Aniołek, niesprawiający kłopotów. Nigdy niczego nie chce, o nic nie prosi. Izoluje się, przed awanturami ucieka w swój wymyślony świat (fantazje, książki, muzykę). W kontaktach z ludźmi Dziecko jest wycofane, nieśmiałe, źle radzi sobie w grupie. Zwykle ucieka od trudnych sytuacji, zamyka oczy i udaje, że nie ma problemu, że nic się nie stało. Czuje się bezwartościowe, niegodne uwagi, samotne. Nieprzystosowane do realnego życia, zagubione i zdezorientowane. Czasami wolałoby, żeby naprawdę go nie było, bo czuje, że wtedy jego rodzina byłaby bardziej szczęśliwa.

Jak pracować z rolami?

1. Przypomnij sobie rodzinne opowieści, popytaj krewnych, jakim byłaś dzieckiem. Pooglądaj zdjęcia z dzieciństwa. Podpytaj bliskich o różne sytuacje, które szczególnie zapamiętali. Dowiedz się, jak reagowałaś w trudnych momentach, jak okazywałaś radość, złość itp.

2. Na podstawie zebranych informacji stwórz portret psychologiczny siebie jako małej dziewczynki.

3. Przeanalizuj swoje zachowania w dorosłym życiu. Które z nich pasują idealnie do twojego portretu z dzieciństwa? Może nadal jesteś nieśmiała albo uległa? Może przez całe życie tkwisz w roli silnej kobiety i boisz się okazać słabość?

4. Zachowania, które przeszkadzają ci w codziennym życiu, a wynikają z roli przydzielonej ci przez rodziców, możesz zmienić. Jednym ze sposobów jest wypróbowywanie, na początku trochę na siłę, zachowań z przeciwległego bieguna tych typowych dla twojej roli, np. w miejsce siły – okazywanie słabości, proszenie o pomoc.

5. Na początku swoje nowe zachowania wprowadzaj w obecności ludzi, którzy nie znają cię dobrze albo nie są dla ciebie tak bardzo ważni jak rodzina czy przyjaciele.

6. W rodzinie, zwłaszcza pochodzenia, prezentuj siebie w nowym wydaniu powoli i licz się z tym, że to nie będzie wcale łatwe. Być może dla mamy czy taty na zawsze pozostaniesz Maskotką czy Rodzinnym Bohaterem. Ważne, że ty sama już nie chcesz nimi być.

  1. Psychologia

Trudne słowa „kocham cię”. Dlaczego mężczyźni nie mówią o miłości?

Większość mężczyzn nie potrafi zdobyć się na wyrażanie uczuć słowami. Towarzyszy im ukryte przekonanie, że nie jest to dość męskie. (fot. iStock)
Większość mężczyzn nie potrafi zdobyć się na wyrażanie uczuć słowami. Towarzyszy im ukryte przekonanie, że nie jest to dość męskie. (fot. iStock)
Mężczyźni nie płaczą, tylko przedwcześnie umierają na serce. Nie mówią o miłości w obawie przed utratą swojej siły, ale gdy kobieta odchodzi, trudno im poradzić sobie z emocjami, które się wtedy ujawniają. - Jeśli nie mówię „kocham”, wtedy nie przyznaję się, jak ważny jest dla mnie związek z kobietą, silna więź, która nas łączy. To jest unik wobec siebie – mówi Benedykt Peczko w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

Kobieta pyta mężczyznę: „Czy mnie kochasz?”, a on popada w stupor: marszczy brwi, bije się z myślami. Albo wycofuje się do swojego pokoju. Najwyraźniej szuka ratunku. Gdy już ochłonie, rzuca z wyrzutem: „A kto naprawił stół?”, „Przecież umyłem samochód!”. Przyparty do muru w końcu kapituluje: „Przecież raz powiedziałem i nie odwołałem!”. Dlaczego mężczyznom tak trudno powiedzieć: „kocham cię”? Jest taka scena w filmie „Uwierz w ducha”. Ona mu mówi: „kocham cię”, a on na to: „i nawzajem”. „Kocham” nie przechodzi mu przez usta.

W filmie „Thelma i Louise” mężczyźni rozmawiają o tym, jak to trzeba kobietom mówić te pierdoły o miłości. Rozmowy mężczyzn przy piwie: „Słuchaj, czy ty wierzysz w miłość?”. Bo przecież „nic takiego nie istnieje”. Mężczyźni wolą rozmowy o seksie, bo seks wydaje się czymś pierwotnym i naturalnym. Ale miłość? Z miłością nie wiadomo, co począć. Gdy słucham mężczyzn, to oni nie mówią: „kocham kobietę”, tylko „mam kobietę” albo „jestem z kobietą”. To są sformułowania bardziej neutralne, bezpieczne.

Gdy on mówi „kocham”, wtedy traci poczucie bezpieczeństwa? Może mieć wrażenie, że traci swoją siłę. Co innego, gdy mówi: „Ja cię ochronię”. Wtedy jest silny. Chłód i dystans dają mu poczucie panowania nad sytuacją. Jeśli nie mówię „kocham”, wtedy nie przyznaję się przed sobą, jak ważny jest dla mnie związek z kobietą, silna więź, która nas łączy. To unik wobec siebie. Dopiero, gdy kobieta odchodzi albo umiera, trudno poradzić sobie z silnymi emocjami, które się wtedy ujawniają.

Przyszło mi takie rozwiązanie do głowy: kobieta może powiedzieć do mężczyzny: „Jeżeli mnie kochasz, to... skiń głową!” (śmieje się). A poważnie...

Kobieta potrzebuje usłyszeć: „Kocham cię, jesteś dla mnie ważna, najważniejsza”. Chciałaby, aby on pokazał całe serce, powiedział o miłości mocno, z ogniem. Chłopcy nie mówią takich rzeczy, ale mężczyźni? Dlaczego nie? Oczywiście zdarzają się mężczyźni bardzo ekspresyjni, którzy nie mają problemów z mówieniem swoim kobietom o miłości. Ale rzeczywiście większość ma. Gdy przychodzą do mnie pary, które przeżywają kryzys, to pierwszym pytaniem, które zadaję, jest: „Czy kochasz tę kobietę?”, „Czy kochasz tego mężczyznę?”. Odpowiedzi po obu stronach są zróżnicowane. Jednak zauważyłem, że jeśli mężczyzna powie: „Tak, kocham”, to takie wyznanie jest dla niego ważnym przeżyciem i często zaraz potem mówi: „Rzeczywiście, nie myślałem o tym tyle czasu...”. Ale już na pytanie: „Czy partnerka cię kocha?”, często odpowiadają: „Nie wiem” albo „Wydaje mi się, że jestem jej potrzebny”. Wielu mężczyzn mówi, że nie są pewni miłości swoich partnerek, nie są pewni, czy kobiety ich jeszcze kochają, skoro tak często ich krytykują, porównują z innymi, koncentrują się na obowiązkach i zadaniach. Nieraz słyszałem: „Haruję jak wół, a potem ona jeszcze żąda, żebym był czuły”. „I żadnych złamanych wyrazów uznania” – jak mawia jeden z moich klientów. A przecież mężczyźni bardzo lubią słyszeć na przykład: „Czuję się z tobą bezpiecznie” albo „Cieszę się z tego, co robisz, doceniam twoje osiągnięcia...”.

Bardzo często mówienie o miłości, tak dla mężczyzn, jak i dla kobiet, oznacza pokazanie słabości, a więc jest zagrażające. Jeśli jednak mówię komuś: „kocham cię”, to docieram do niezwykłej wewnętrznej siły, ponieważ takie wyznanie wymaga odwagi. Pamiętam, miałem 17 lat, gdy po raz pierwszy pewnej 14-latce powiedziałem, że kocham. Wiedziałem, że się rozstaniemy, bo to była wakacyjna miłość, a jednak powiedziałem. Serce mi łomotało, zrobiło mi się ciemno przed oczami, jakbym umierał. Przekroczyłem wtedy jakiś próg, granicę – i poczułem się silny, męski. Być może mężczyznom, którzy mają problem z wyrażaniem uczuć, „kocham cię” kojarzy się z okresem młodzieńczego szaleństwa, zakochania, wzajemnego zauroczenia. A tymczasem już nie chodzimy na randki, nie wydzwaniamy do siebie 20 razy dziennie, nie esemesujemy...

Jak więc nazwać tę więź po kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu latach razem, jeśli nie miłością? Czasem trudno znaleźć jakiekolwiek określenie. Z pewnością dobrze byłoby, gdybyśmy pamiętali, że miłość ma wiele twarzy. To nie tylko młodzieńcze zakochanie. Późniejsza więź jest nasycona uczuciami, tylko bardziej stonowanymi. To już nie wulkan, raczej słońce, które świeci równomiernie. Gdy mówimy: „kocham” w związku, który trwa już jakiś czas, to tak, jakbyśmy mówili: „Zależy mi na tobie, twój dobrostan leży mi na sercu”. Być może potrzebujemy przeformułować znaczenie tego wyznania.

Dla mężczyzn dom, rodzina są bardzo ważne – to, że mają dokąd wracać, mają dla kogo pracować, poświęcać swoje talenty, energię i czas. Jednak rodzina staje się stałym elementem życia. To, że mężczyzna kocha, staje się tak oczywiste, że niedostrzegalne. I gdy kobieta domaga się deklaracji, mężczyzna może wpaść w panikę. Nie myślał o tych sprawach, są poza jego świadomością. Musi ochłonąć, uświadomić sobie, że gorączkowo szuka odpowiedzi, jak przysłowiowych okularów, które cały czas ma na nosie. Mężczyźni, którzy są aktywni, pracują, muszą wtedy przestawić swoje myślenie na inny tryb działania. Więc trzeba mu dać trochę czasu, zanim pomyśli i odpowie.

W książce „Gdyby mężczyźni umieli mówić” psycholog Alon Gratch pisze, że cztery na pięć rozwodów inicjują kobiety, a główną przyczyną jest niedostępność emocjonalna mężczyzn, nieumiejętność wyrażania przez nich uczuć. Chociaż wydaje się, że niedostępność emocjonalna to męska cecha, wiele współczesnych kobiet – szczególnie tych, które zajmują eksponowane stanowiska, działają w biznesie – skarży się, że są odbierane jako chłodne, nieprzystępne czy nieczułe. A przecież w głębi takie nie są. Coś je jednak wstrzymuje przed pokazaniem tego, co głębiej. Nawet na terapii, gdy silnej kobiecie zdarzy się zapłakać, czuje się skrępowana, szybko ociera łzy i przeprasza: „Obiecywałam sobie, że nie będę płakać, ale widać jest ze mną tak źle, że nie panuję nad sobą”. Mówię wtedy, że naprawdę źle jest, gdy nie jesteśmy w stanie płakać. Podobnie mężczyźni – pragną bliskości, pragną kontaktu z głębszą częścią siebie, ale mają z tym trudność. Przyczyn jest wiele. Dom rodzinny – to po pierwsze. Jeśli w domu nie okazywano uczuć, mama nie przytulała, a tata nie obejmował męskim ramieniem, mężczyzna nie ma wzorca, do którego mógłby się odwołać. Wielu mężczyzn nie słyszało w domu o miłości.

 
Małżeństwo, bycie razem, praca, obowiązki, borykanie się z trudnościami – to tak, ale miłość? Bardzo silnie działają społeczne stereotypy – mężczyzna jest twardy i niezłomny, i nigdy nie płacze. Niejednokrotnie byłem świadkiem takich scen na ulicy – mama mówi do synka: „Bądź mężczyzną, czego się mażesz? Przestań! Co ludzie pomyślą?”. Ojcowie jeszcze częściej niż matki zwracają się do synów w ten sposób. Zeszłej zimy widziałem, jak chłopiec wywrócił się na sankach, nie chciał więcej zjeżdżać, płakał, a tata mówi: „No nie, dziewczyna jesteś czy co?!”. Takie sugestie trafiają bardzo silnie do podświadomości chłopców, którzy uczą się napinać, wytwarzać wewnętrzną blokadę po to, by sprostać zaleceniom rodziców i w dalszym ciągu zasługiwać na ich miłość. To tak, jakby w środku nich zapadła żelazna kurtyna, którą potem ciężko podnieść. Na fizycznym poziomie objawia się to długotrwałym, chronicznym skurczem mięśni, napięciem w brzuchu, w okolicach klatki piersiowej, zaciśniętymi szczękami. Poluzowanie tych napięć może budzić paniczny lęk – jeśli pozwolę sobie na czucie, wtedy wypuszczę na wolność potwora, i co się wtedy stanie? Rozpadnę się. Przez wiele lat mężczyzna uczy się, żeby funkcjonować w pewien określony sposób, usztywniać się, kontrolować. I nagle ma stracić „siebie”? Przerażające.

Mężczyźni niedostępni emocjonalnie potrzebują w bezpiecznych warunkach otwierać się na wstydliwe, zatrzaśnięte części siebie. Gdy poświęcamy uwagę temu, co się w nas dzieje, wtedy wewnętrzny demon, potwór, którego tak boimy się wypuścić, okazuje się nie tak groźny, jak podejrzewaliśmy. Miałem w terapii mężczyzn, którzy płakali na każdej sesji przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Czuli się coraz lepiej. Niewypłakane łzy, które nosi się w sobie przez długi czas, kładą się cieniem na wszystkie sfery życia, na związki z najbliższymi, przyjaźnie, relacje zawodowe.

Problem w tym, że mężczyzna niedostępny emocjonalnie często nie jest świadomy swoich głębszych potrzeb, tych związanych z bliskością, co jest źródłem frustracji kobiet. Może być też tak, że nie pozwala sobie na nie, ponieważ został kiedyś zraniony – odrzucony, wyśmiany czy zlekceważony – i podjął decyzję, że już nigdy więcej nie wystawi się na taki ból. Albo był świadkiem, jak ktoś bliski doświadczał cierpienia z tego powodu. Emocjonalne otwarcie jest jak poszerzanie tożsamości, odkrywanie nowych horyzontów. Może budzić lęk, ponieważ wtedy lepiej poznajemy siebie, konfrontujemy się z różnymi iluzjami na swój temat.

Emocjonalne otwarcie jest jak odkrywanie nowych horyzontów. Gdy wyznajemy komuś: „kocham cię”, to docieramy do niezwykłej wewnętrznej siły, ponieważ takie wyznanie wymaga odwagi. I przemienia nas.

Kilkanaście lat temu byłem na filmie „Szeregowiec Ryan”. Film zaczyna się od sceny lądowania desantu w Normandii i masakry, która tam się dokonuje. Bardzo realistyczny obraz, trup ściele się gęsto, żołnierze modlą się, płaczą, inni uciekają w panicznym lęku. W pewnej chwili jednemu z żołnierzy pocisk urywa rękę. Na widowni była młodzież z gimnazjum. Jeden z chłopców mówi na głos: „On szuka swojej ręki”. Rzeczywiście, żołnierz się nachylił, podniósł rękę i poszedł dalej. I w tym momencie chłopcy gruchnęli śmiechem. Jestem pewien, że gdyby się nie roześmiali, musieliby się rozpłakać. Na widowni obok nich siedziały dziewczyny. Gdyby się rozpłakali, okazałoby się, że nie są tacy odporni, zdystansowani i wyluzowani. I co wtedy? Jak przyjęłyby to dziewczyny? Ale widziałem też mężczyzn ocierających łzy na filmie „Król lew” czy „Mój brat niedźwiedź”, i to przy własnych dzieciach. Byli prawdziwi, pokazali swoją wrażliwość.

Dramat wielu mężczyzn polega właśnie na tym, że myślą: „Jeśli pozwolę sobie na łzy, na pokazanie lęku, wzruszenia czy miłości, to w ten sposób przekreślę swoją męskość”. Tak jakby funkcjonowali według zasady „albo albo”, albo jestem wrażliwy, albo jestem silny. Wielu mężczyzn uważa też, że tylko rozum jest źródłem poznania. Rozum jest źródłem poznania teorii, natomiast w konkretnych sytuacjach ciężko jest opierać się na jakichś teoriach, trzeba reagować na bieżąco, opierając się na tym, co się konkretnie dzieje.

  1. Psychologia

Mądra kobieta - co to naprawdę znaczy?

Mądrość to sztuka patrzenia w specjalny sposób: do wewnątrz i na zewnątrz. To najważniejsze przesłanie dla każdej mądrej kobiety - możesz być połączona ze swoimi emocjami, potrzebami, intuicją, ale też być w kontakcie ze światem zewnętrznym. (Fot. iStock)
Mądrość to sztuka patrzenia w specjalny sposób: do wewnątrz i na zewnątrz. To najważniejsze przesłanie dla każdej mądrej kobiety - możesz być połączona ze swoimi emocjami, potrzebami, intuicją, ale też być w kontakcie ze światem zewnętrznym. (Fot. iStock)
Mądra kobieta. Czyli jaka? Doskonale wykształcona, zajmująca prestiżowe stanowisko? A może wręcz przeciwnie – taka, która robi tylko to, co chce, bo umie zadbać o swoje potrzeby? Zanim przeczytasz ten tekst, odpowiedz sobie na to pytanie. Liczy się pierwsza opcja, nawet jeśli wydaje ci się bez sensu.

Pamiętam, że mama często mi powtarzała: „Tylko nie bądź głupia”, co (a przynajmniej tak to wtedy rozumiałam) oznaczało, że mam między innymi: uważać, bo ludzie są źli i chętnie wykorzystują innych; nie wierzyć facetom, bo im w głowie tylko jedno; za bardzo się z nikim nie zaprzyjaźniać, bo ludzie odchodzą, jak tylko przestajemy być im potrzebni.

Do dziś nie mam pojęcia, czy niebycie głupią było jednoznaczne z byciem mądrą i kim tak naprawdę jest mądra kobieta. Dlatego postanowiłam podrążyć temat. Dla siebie i dla wszystkich kobiet.  Wielu inspiracji dostarczył mi pewien webinar o intrygującym tytule „Ta, która Wie”.

Umieć przyjąć wsparcie

Ania Rogowska jest psychologiem, praktykiem hawajskiej pracy z ciałem i masażu Lomi Lomi Nui, ukończyła również kurs terapii czaszkowo-krzyżowej, a w pracy korzysta z malowania intuicyjnego Vedic Art. Jednym słowem, pracuje z ciałem, umysłem i sercem. W pomaganiu innym prowadzą ją sny, baśnie oraz historie opowiadane przez ciała klientek. Oprócz sesji indywidualnych zwołuje także kobiece kręgi.

Jej klientkami najczęściej są kobiety, które pomagają innym, czyli terapeutki, fizjoterapeutki, masażystki, bo, jak sama twierdzi: – Dla kobiet zawodowo zajmujących się pomaganiem możliwość pobycia z innymi kobietami w bezpiecznej przestrzeni zaufania i życzliwości, gdzie jest miejsce na „nie wiem”, przyzwolenie na siłę, ale też słabość, możliwość usłyszenia samej siebie i bycia wysłuchaną – jest jak miód na obolałe serce.

Podczas wspomnianego webinaru wyjaśniała, że bycie terapeutką to bardzo odpowiedzialna i niezwykle samotna ścieżka. Ale także, że droga służenia czy też pomagania innym zwykle zaczyna się od poczucia własnej emocjonalnej rany, chęci znalezienia najskuteczniejszej metody, by ją uzdrowić – jest bowiem w nas, pomagających, zbyt mało zaufania, żebyśmy dopuściły kogoś do swojej rany. W nas, terapeutkach, ale też w nas, kobietach. Przecież tak lubimy pomagać, opiekować się, dbać, troszczyć się, uzdrawiać. Dlatego też samotność, wrażliwość, czucie, czego potrzebują inni – dotyczą nas wszystkich. Cudownie, bylebyśmy tylko nie robiły tego kosztem samych siebie.

Jeśli chcemy pomagać bez szkody dla siebie, musimy być mądre. Czyli  pomagać z miejsca swojego emocjonalnego zranienia, ale samej też potrafić poczuć swoją ranę i zaufać uzdrawiającej mocy innych kobiet.

Uzdrowienie w jeden dzień

Maria pewnego dnia obudziła się jak zwykle o świcie, żeby przygotować śniadanie mężowi i dzieciom. Robiła to każdego dnia, od ponad 20 lat. Jednak tym razem nagle usłyszała głos, który jej powiedział: „Dosyć tego służenia!”. Nie był to żaden bunt, może bardziej żal, że o nią nikt nie dbał tak, jak ona dbała o innych. To zabolało, ale zaraz potem pojawiła się pewność, że od dziś będzie się zajmować w pierwszej kolejności sobą, a dopiero potem resztą świata, i że tak jest OK. Mądra kobieta czuje, kiedy dokładnie jest ten moment, żeby „porzucić” świat i zająć się sobą.

Iwona od trzech lat prowadziła z mężem rodzinny biznes gastronomiczny, mąż w pracy i w domu odgrywał rolę surowego szefa, ona – uległej podwładnej. Skończyła studia prawnicze, ale wszyscy mówili jej, że w tym zawodzie na pewno się „nie wybije”, bo tylko dzieci prawników z dziada pradziada mają jakieś szanse. Mąż nawet żartował z tych jej głupich marzeń. I nagle, pewnego dnia, do dziś nie umie powiedzieć, dlaczego akurat wtedy, złożyła aplikację do jednej z bardziej prestiżowych kancelarii i została przyjęta, ku zdziwieniu całej rodziny.

Ania Rogowska tłumaczy, że tym, co nas powstrzymuje, przed zadbaniem o siebie, są różne głosy w naszym umyśle. Jeden z nich nazywa głosem Sinobrodego, dominującym i kontrolującym głosem tego, który wie lepiej od nas, ale który tak naprawdę chce jedynie odebrać nam naszą siłę. Dlatego zamraża nas w niedziałaniu. Inny, równie paraliżujący, to głos Macochy, która wciąż powtarza, że jesteś: nie taka, jak trzeba, niewystarczająca, niczego nie potrafisz zrobić dobrze i nic ci się nigdy nie uda. Ten głos podkopuje naszą wiarę w siebie, torpeduje nasze starania, unieważnia sukcesy. Oczywiście, jeśli mu na to pozwolimy. I bardzo często to, niestety, robimy. Chcąc zagłuszyć w sobie te okrutne, raniące komunikaty, wrzucamy się w scenariusz bezustannego pośpiechu i nadmiaru bodźców – biegniemy przed siebie, nie rozglądając się na boki, i trudno nam się zatrzymać.

Tymczasem mądra kobieta potrafi usłyszeć, a następnie uciszyć wszystkie negatywne głosy, które w nią nie wierzą. Ma odwagę pójść za głosem swojego serca.

W gabinetach psychologów takich jak Ania coraz częściej pojawiają się kobiety, które przez lata chorowały, zmagały się z różnymi dolegliwościami, a potem nagle, pod wpływem snu, przeczucia czy informacji o warsztatach lub podróży, która spadła na nie „jak grom z jasnego nieba” – wyjechały na drugi koniec świata, zmieniły dietę, rzuciły pracę albo partnera, zaczęły malować, tańczyć albo medytować i… ich ciała zdrowiały.

Bo mądra kobieta potrafi czytać znaki i słyszy wołanie innych ludzi, którzy mają podobne tęsknoty, ale  także słyszy głos swojej duszy.

Podczas webinaru Ania wspomniała o baśniach, z których od wieków czerpiemy mądrość. I o pewnej wiedźmie, która patrzy w specjalny sposób: jednym okiem do wewnątrz, a drugim na świat. To chyba najważniejsze przesłanie dla każdej mądrej kobiety – możesz być blisko siebie, połączona ze swoim centrum (swoimi emocjami, potrzebami, intuicją, a także mądrością przodkiń), a jednocześnie w kontakcie z tym, co dzieje się na zewnątrz. Bo to, że dbasz o siebie, pokazuje, że umiesz też zadbać o innych.