1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dlaczego właśnie teraz jesteś singielką?

Dlaczego właśnie teraz jesteś singielką?

Może boisz się bliskich relacji? Twoje wspomnienia z dzieciństwa, czy też późniejsze doświadczenia nie należą do najmilszych. Związek postrzegasz z perspektywy złych emocji, łączysz go z pojęciami zdrady, przemocy, oziębłości, huśtawki emocjonalnej itp. Nie chcesz sobie tego fundować w dojrzałym życiu.

  1. Nie zrobiłaś jednak nic, by przepracować przeszłość, bądź trafiłaś do niewłaściwego specjalisty.
  2. Może sama nie wiesz, czego chcesz. Nie do końca wiesz, jaki typ mężczyzn preferujesz i jak ma wyglądać twój związek. Nie napisałaś jeszcze swojego zamówienia. Chodzisz do sklepów i przymierzasz szpilki, podczas gdy tak naprawdę pasują ci jedynie trampki.
  3. Może twoje dotychczasowe relacje były dziełem przypadku. Jakoś tak wyszło, że on przekonał cię do siebie, mimo że od początku wiedziałaś, iż nic z tego nie będzie... A teraz jesteś sama i o kilka lat starsza. To przypomina trochę rzucanie się na wyprzedaże, bo są, albo pójście do supermarketu bez listy zakupów. Zawsze coś kupisz, ale czy akurat to, czego potrzebujesz?
  4. Może wierzysz, że wszyscy wartościowi mężczyźni są już zajęci. To sprawia, że faktycznie przyciągasz fatalne przypadku, czyli nie tych mężczyzn, których potrzebujesz, a tych, których chcesz odrzucić. Dlaczego? Bo trwając w przekonaniu że wartościowi mężczyźni są zajęci, programujesz swój mózg w taki sposób, że przyciąga tych niewłaściwych. Wierzysz bowiem, że innych nie ma.
  5. Może twój poprzedni partner obrzydził ci męski ród. Jego niewłaściwe zachowanie sprawiło, że patrzysz na każdego mężczyznę podejrzliwie, bo przecież może być taki sam. Owszem, ale dlaczego jeden i to na dodatek niechlubny przedstawiciel tej płci ma prawo psuć opinię innym?
  6. Może uważasz, że mężczyźni są jak dzieci, a ty nie chcesz wychowywać kolejnego? A kto ci kazał? Skoro poprzedni egzemplarz wymagał matczynej ręki i troski, a ty weszłaś w rolę matki, nie oznacza to, że kolejny mężczyzna będzie oczekiwał tego samego. Zastanów się też, czy sama weszłaś w tę rolę? Pewnie tak, ale zakładam, że nieświadomie i przypadkowo.
  7. Może masz już dość kolejnych prób. Chodzenie na imprezy czy profil na portalu randkowym nie dają takich efektów, jakich oczekiwałaś. A może do tej pory nie wiedziałaś, jak szukać? Skupiasz się na niewłaściwych miejscach lub przebywasz w kręgu towarzyskim, który nie daje ci możliwości znalezienia potencjalnego partnera. Twoja jedyna przyjaciółka jest młodą mamą i spędzasz z nią czas, pomagając w opiece nad maluchem. Chodzicie na spacery do parku i do innych miejsc przeznaczonych dla rodzin z dziećmi. Jeżeli bywasz tylko tam, szanse, że spotkasz samotnego mężczyznę, są bliskie zeru. Nie oznacza to, że masz zrezygnować ze swoich przyjaźni, ale otwórz się też na innych.
  8. Może nie wiesz, gdzie go spotkać. Przebywasz ciągle w tych samych miejscach. Zastanów się, ile razy w ciągu ostatniego miesiąca wychodziłaś? Dokąd? Pomyśl, czy wykorzystujesz sytuacje, dzięki którym mogłabyś poznać nowe osoby. Otwierają wystawę, restaurację, pub - to okazja, aby kogoś spotkać. Wychodź z domu. Wielokrotnie już wspominałam, że żaden królewicz nie wydostanie nas z wieży. W domu może cię odwiedzić co najwyżej listonosz albo dostawca jedzenia... Ale czy któryś z nich to twój potencjalny partner? Nie dlatego, że coś z nimi może być nie tak. Chodzi o to, że będą przypadkowi - mówi Iwona Firmanty.
Więcej w książce "Jak upolować miłość? Iwony Firmanty, Wydawnictwo Zwierciadło.

Jak upolować miłość Iwona Firmanty Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Kobieta alfa szuka mężczyzny

Kobieta alfa szukając mężczyzny powinna przede wszystkim zweryfikować swoje wymagania. (Fot. iStock)
Kobieta alfa szukając mężczyzny powinna przede wszystkim zweryfikować swoje wymagania. (Fot. iStock)
Znaleźć partnera, kiedy masz sukces i pozycję, wcale nie jest łatwo. Mężczyźni boją się kobiet o cechach przywódczych, kobiet alfa. A może to tylko mit z czasów, gdy niewiele pań robiło karierę? Jaki jest idealny partner i kochanek dla kobiety alfa i jak zostać jego idealną partnerką, zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka. 

Kobiety singielki mówią, że mężczyźni boją się silnych, zdecydowanych, ambitnych kobiet i dlatego one właśnie są same. Amerykańska psychoterapeutka Sonya Rhodes w książce „Kobieta alfa szuka partnera” pisze, że od lat 70. to się jednak zmienia. Mimo tego kobiety boją się, że nie znajdą partnera, jeśli nie spuszczą z tonu. Czy to prawda? Na początku, proszę, nie szukajmy ideałów. Choć spotkałam w jednym z programów TV naprawdę wybitnego mężczyznę, jak bym powiedziała nazwisko, to pół Polski by westchnęło. Mądry, przystojny, z arcymęskim zawodem, znany i jak przypuszczam, pewnie bogaty. Rozmawialiśmy o kłóceniu się i, oczywiście, on powiedział, że się kłóci i jego żona też się kłóci. A jedna z młodych kobiet, która z nami była, powiedziała, że ona nie, bo „to nieładnie i mamusia nie kazała”. On popatrzył na nią jakby z politowaniem. Nawet kiedy przyznała, że się w nim kocha, nie wzbudziło to jego entuzjazmu. Później rozmawialiśmy już prywatnie, wcale nie krótko, i opowiadaliśmy sobie, jak to u nas w domu jest. Powiedział, że gdyby jego żona była miła, ciepła i uległa, to po dwóch latach z nią nie wytrzymałby. Jego żona dokładnie wie, czego chce, co się jej w nim nie podoba, co jej pasuje, i mówi: „Cały ten swój blichtr i wielkość zostawiaj na wycieraczce”. W związku tym on ją ogromnie ceni i lubi, kocha swój dom i kocha w nim być. Ja, jak to usłyszałam, pomyślałam: „Boże, są więc tacy mężczyźni”; bo to, że są takie kobiety, to wiadomo.

A czy ta idealna kobieta jest asertywna i w łóżku? Sonya Rhodes pisze, że silne kobiety w łóżku udają mimozy, nie mówią, czego chcą. A to dlatego, że wciąż przypomina im się, by pozwalały mężczyznom w łóżku być mężczyznami, bo inaczej ich wykastrują. I w efekcie agresywne i ambitne w życiu publicznym alfy w seksie mają problemy nawet z inicjacją.
Nie wypadało mi pytać tego pana o ich seks małżeński, ale ogień, z jakim o niej mówił, pozwolił mniemać, że jego żona i w łóżku szalenie go kręci. Możemy przypuszczać, że jest różnorodna; jeśli ma ochotę być taka „mała i słaba”, by oddawać się zwycięzcy, to jest. A jak ma ochotę na coś innego, to go do tego czegoś prowokuje.

Mówisz: „prowokuje”, czyli używa sposobów. A mogłaby – o ile to wykonalne technicznie – rzucić go na łóżko i wykorzystać, nie obawiając się, że on ucieknie z piskiem albo odrzuci takie zaloty jako niekobiece?
Myślę, że mogłaby go rzucić na łóżko, pod warunkiem że zrobi to w takim oto kontekście: „Ty tak na mnie działasz, że ogarnia mnie zmysłowe szaleństwo, cała płonę i płynę! Muszę się kochać z tobą! Już tu natychmiast”. Nie można rzucić mężczyzny na łóżko w kontekście: „Ja ciebie używam!”. Oni tego nienawidzą. Ponieważ mówimy o alfach, to ważne, by pamiętać, że one nie mogą mieć samców, którzy nie cierpią „samic alfa”. Bo tacy albo ją zadźgają, albo będą w straszliwy sposób rywalizować i niszczyć. To się często zdarza. Ale za to każdy inny mężczyzna z taką kobietą, która potrafi i bawić się, i walczyć, i ustąpić, i wygrać, czyli jest różnorodna, nie będzie się nudzić, a to ważne. Bo mężczyźni i chcą, i nie chcą uległych kobiet. Przecież oni znają z domu nieuległe kobiety.

Nieuległe kobiety, czyli swoje matki?
Oczywiście. Z jednej strony ich nie lubią, a z drugiej – cenią, bo prawdą jest też to, że przy nich czuli się bezpieczni. I tu mamy klucz do tego, dlaczego mężczyźni teraz chcą czuć się bezpiecznie, a niekoniecznie być superkochankami. Otóż wychowywani przez silne kobiety, a nie przez silnych mężczyzn (dzisiejsi ojcowie zazwyczaj nie są silnymi mężczyznami, o ile w ogóle są przy wychowaniu syna), dzisiejsi panowie mają kłopot z uprawianiem seksu z kobietami silnymi dlatego, że one im przypominają ich matki. I nie chodzi tylko o zakaz kazirodczy. Też i o to, że ich matki były całkowicie nieseksualne, bo tylko pichciły, odkurzały, prały i prasowały, do tego zrzędząc i krytykując. A więc najlepiej znana silna kobieta nie jest sexy jako taka. Ale za to daje poczucie bezpieczeństwa. A więc mężczyzna chce kobiety silnej, by czuć się bezpieczny, ale sobie z nią za bardzo w łóżku nie pohasa. Wybiera więc tę uległą i ona daje mu poczucie siły, bo on kontroluje sytuację. Po jakimś czasie odczuwa jednak przy niej niepokój, bo sam sobie poczucia bezpieczeństwa nie da, przecież zawsze dawała mu je silna kobieta, czyli matka.

Badania podane przez Sonyę Rhodes potwierdzają, że dla kobiet nie jest już najważniejsze bezpieczeństwo, a dla mężczyzn seks. Tu między nami nie ma różnic. Mamy już prawo do siły i seksualności, ale nie chcemy słabych, czyli poszukujących poczucia bezpieczeństwa, mężczyzn. Alfy nie czują z nimi żadnej chemii, bo to często straszne melepety.
Taka melepeta znudzi, nie dostarczy ciekawych bodźców. Nie ośmiela się. Dlatego alfy muszą szukać panów, którzy fajnie reagują na tę różnorodność, jaką one mają do zaoferowania, takich, którzy melepetami nie są i się nie boją. Ale też nie chcą z kobietami alfa rywalizować. One potrzebują więc mężczyzny, który będzie podziwiał ich charakter, ale nie będzie postrzegał ich jako zagrożenia. Kogoś stanowczego, ale nie dążącego do konfrontacji, oraz przystępnego emocjonalnie. A więc doświadczonego partnera, który docenia wartość związku i wspaniały seks, jaki mogą razem mieć.

Jedna z bohaterek książki o alfach twierdzi, że ma partnera z sercem beta i penisem alfa. Ale wiele pań powie, że takich nie ma. Autorka książki stwierdza coś zaskakującego, że to alfy myślą stereotypowo. Mężczyźni nie są albo agresywni i seksowni, albo wrażliwi i beznadziejni w łóżku. Oni też są różnorodni. Taki podział wynika z rozdarcia kobiet, które nie radzą sobie z konfliktem między pożądaniem seksualnym a emocjami. Ponieważ te uczucia są nie do pogodzenia, oddzielają je i w relacji z mężczyzną chodzi im albo o emocje, albo o seks.
Oczywiście, bywa, że myślimy tak o mężczyznach i mamy kłopot z uznaniem własnej seksualności. Przypomnę ci jednak mężczyznę cud, o którym mówiłam na początku. Alfa w świecie zewnętrznym, a miły gość wewnątrz, akceptujący kobiecą siłę. Ale uwaga! Tu od razu muszę przyznać, i to ze smutkiem, że nie wszystkie kobiety alfa są różnorodne. Jeśli od małego były nastawione na szóstki z plusem, a potem na zdobywanie kolejnych dyplomów i wyróżnień, a więc są takimi życiowym kujonami i prymusami, to różnorodne nie są.

Nie są różnorodne, bo zawsze muszą być najlepsze?
Tak! We wszystkim w dodatku. A rozwiązanie tkwi w tym, żeby ona była fajtłapą w niektórych rzeczach, w których on może być supermenem. Jednak ona, ten życiowy kujon, nie odpuści sobie niczego, nawet wymiany akumulatora. Więc on nie ma się jak wykazać. Dlaczego? Współcześnie postawiłyśmy na zewnętrzny rozwój, ambicje zawodowe. To, oczywiście, pozytywne. Ale zapomniałyśmy o wewnętrznym rozwoju. Zestaw jest więc często taki: żelazna pani prezes na zewnątrz, a dzidzia przerażona w środku. Przerażona nie tym, że sobie nie poradzi w robocie, tylko tym, że nikt jej nie pokocha. I im bardziej smutna i samotna w środku, tym mniej chce to pokazać, tym mocniej się ukrywa za umiejętnościami, do których jeszcze doszły te męskie. Mężczyzna ma coraz mniej pól, na których jej zaimponuje, na których ona sobie bez niego nie poradzi, w których jest naprawdę potrzebny.

A dlaczego ona myśli, że nikt jej nie pokocha?
Bo ona nie jest do kochania, tylko do zdobywania kolejnych potwierdzeń swojej wartości. Współcześni rodzice nauczyli się już, że dziewczynę trzeba wyposażyć w wykształcenie, ponieważ skończył się czas, kiedy to chłopcy zarabiali i przynosili upolowaną zwierzynę do domu. Teraz ona ma przynieść. Rodzice jednak nadal zapominają (a może nigdy nie pamiętali?), że dziewczynka ma też być kochana. W związku z tym, kiedy jest już kobietą, nie czuje, że jest do kochania, nadal czuje, że jest kimś do: przynieś, podaj, pozamiataj, tylko na wyższym, aspirującym poziomie, czyli ma sobie radzić finansowo, prestiżowo i moralnie. Na szczęście są też kobiety alfa, których dzidzia w środku nie jest rozmemłana i wie, kim jest. Czasami taka, że się oprze na nim i powie: „Ja bez ciebie bym sobie w ogóle nie poradziła”, a czasami: „Wiesz, ja sama też sobie radzę, więc nie musisz mi we wszystkim pomagać”. Chodzi o to, o co od zawsze chodziło między mężczyznami a kobietami, i co jest niezbywalne – o rodzaj walki nie do ostatniej kropli krwi, nie do zniszczenia, tylko walki dla atrakcyjności. Jak dziecięca zabawa. Byłam raz na wakacjach z dwojgiem dzieci, które się razem wychowywały i kochały się niemożebnie. Te szkraby trzyletnie siedziały sobie w piaseczku i mówiły: „Kocham cię”; „A ja cię bardziej kocham!”. Po czym patrzę, a jedno wyrywa łopatkę drugiemu i buch go w głowę. Zaraz potem znów: „Kocham cię, kocham”.

Więc całusy i przytulanki, a raz na jakiś czas buch go w łeb?
Oczywiście, choć nie chodzi o to, aby się wykrwawiać. Raczej o to, aby czuć, że każdy nasz stan, jaki mamy między sobą, jest ciekawy, bo jest między nami. Każde słowa: „Zawiodłeś mnie”, „zachwyciłeś mnie”, „jestem taka, jak ty sobie życzysz” i „jestem kompletnie inna, niżbyś chciał”, są cenne. Niedawno moja przyjaciółka powiedziała: „Wiesz, mój chłop to jednak jest słodki. Pokłóciliśmy się, wyleciał z domu, poszedł na rower. A kiedy wrócił, mówi: »Dotarło do mnie na tym rowerze, że ty mnie tak wkurzasz jak nikt, ale że to właśnie pokazuje mi, jak bardzo cię kocham”. Byłoby dużo lepiej nam wszystkim, gdyby mężczyźni nie widzieli, jak ich mamusia ich tatusia kastruje, a on się daje. Ale, niestety, widzieli i się boją. Gdyby mamusia nie kastrowała, tylko mówiła dzieciom, szczególnie chłopcom, że ich tata jest super, to ci chłopcy jako mężczyźni nie baliby się silnych kobiet. Powiedz, która kobieta w Polsce mówi synowi, że jego tata jest super?

Ja wiem tylko o jednej takiej, choć znam ich bardzo wiele.
Mamusie moich klientek i moje znajome tego nie mówią. Tak jak nie mówią córkom: „Jesteś słodka, cudna i kochana”. Po prostu nie mówią. Jeżeli chłopak widzi, że tatuś ucieka z domu i go nie ma, to albo pomyśli: „On mnie nie chce, ja się nie sprawdziłem”, albo powie matce, że to przez nią nie ma w domu taty. Jeżeli ona jest taka upierdliwa, zołzowata i do tego nieustannie sprząta, to on później takiej kobiecości z seksualnością nie połączy.

Sonya Rhodes mówi, że kiedy czegoś chcesz w seksie, powiedz o tym, to on to zrobi. Ale alfy boją się, że to mało kobiece, i dlatego unikają wyrażania swoich pragnień wprost.
Niekoniecznie mężczyzna w łóżku zrobi to, co kobieta powie. Wielu się wścieka, jak im się mówi, czego się od nich oczekuje. Złości ich sam fakt, że się mówi, że jest jakiś przepis na nich w seksie, że ktoś wie lepiej, jacy oni mają być jako samce. Przereklamowana jest zasada: mów, czego chcesz. Ja wyznaję inną – wzmacniaj to, co ci się w mężczyźnie podoba, a osłabiaj to, co ci się nie podoba. Wzmacniaj aprobatą i oddawaniem czegoś fajnego.

Rhodes pisze, że kobiety alfa nie umieją się dogadać z mężczyznami, fantazjują o samcu, który bierze siłą i doprowadza do ekstazy. Nazywa to kompleksem „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Jej zdaniem samica alfa pragnie być zdobywana, bo to zagłusza jej strach, że jest za mało kobieca.
Oczywiście! Ona sprawdza, czy on ją naprawdę chce. Jeżeli to daje się sprawdzić, a on tym sprawdzaniem się nie zraża i nie daje się wytrącić z tego, że jej pragnie, kobieta może poczuć, że jest warta, pożądana. W kobietach jest zestaw pychy („każdy ma mnie chcieć”) z biedą („nikt mnie nie chce”). A teraz o innym aspekcie. Mężczyźni starają się być samcami alfa, żeby mieć najlepszy dostęp do kobiet. Kobiety stają się samicami alfa, żeby ich życie było lepsze, żeby nie zależeć od mężczyzn. Żyć także na zewnątrz, nie tylko w domu, rozwijać się zawodowo, tworzyć, mieć wpływ na świat, którego tak długo były pozbawione. Mężczyźni wiedzą, że jakaś wielka liczba kobiet chce ich dla ich znaczenia i pieniędzy. Godzą się z tym. A kobiety z sukcesem nie chcą być wybierane z powodu prestiżu czy pieniędzy, tylko z miłości. Na razie nie ośmielają się chcieć „dysponować dostępem do facetów”, bo kobieta powinna oczekiwać wielkiej miłości. To na razie ciągle jeszcze jest ogromna różnica. Kobieta ma mieć o czym marzyć i śnić. Żyje w takim wirtualnym, neurotycznym świecie i ma sobie czym zaprzątać głowę: „Czy on mnie będzie kochał? Zechce? Czy jestem warta jego uczuć?”. To jest pochwalany przez patriarchat wewnętrzny dylemat kobiet.

Podsumujmy, proszę, jak więc kobieta alfa ma się zabrać do szukania mężczyzny kochanka i partnera dla siebie?
Ja bym na wstępie powiedziała, że powinna zweryfikować swoje wymagania. Zobaczyć, na co się godzi i co jej wystarcza. Jest różnica pomiędzy wystarczającym a wymarzonym. Jeżeli coś ci wystarcza – bierz to i się z tego ciesz. Gdy pytam kobiety: „Czy będziecie utrzymywały faceta?”, mówią: „nie!”. A dlaczego? Przez tyle wieków oni nas utrzymywali. Jeżeli sama tego chciałaś bądź twoje życie ułożyło się tak, że stałaś się kimś wszechstronnym, zauważ, że skończyły się czasy, że mężczyzna ma być lepszy od kobiety. Po to tyle lat biłyśmy się o emancypację, rozwody i wybór człowieka z miłości, żeby nie musieć sprowadzać rzeczy do prestiżu i majątku. Znam dużo dziewczyn, które są piekielnie ambitne, odważne, to supersamice alfa, też w tym sensie, że nie mają w sobie instynktu macierzyńskiego i ciepła. I wiesz, czego one chcą od mężczyzny? Chcą wyższego od siebie, lepiej zarabiającego, pewnego siebie. Takiego partnera nigdy nie znajdą, ponieważ taki mężczyzna, który ma w głowie trzy Oksfordy i dwa MBA, pięć języków itd., nie szuka kobiety, która powiększy i udowodni jego wartość, tylko takiej, przy której poczuje się blisko. Jeśli chcesz kogoś na raz, to proszę bardzo, możesz pójść do łóżka, z kim się da. Natomiast jeśli chcesz z kimś żyć, to już mówimy o miłości, związku i bliskości. Jeżeli to ma być związek, to musisz zweryfikować samą siebie.

  1. Psychologia

Singielki nie chcą byle kogo

Współczesne kobiety nie szukają już mężczyzny na siłę. (Fot. iStock)
Współczesne kobiety nie szukają już mężczyzny na siłę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Joanna Olekszyk i Katarzynę Miller rozmawiają o cenie, jaką płacimy za zdobycze feminizmu, ale też o tym, że zawsze mamy wybór. Także w kwestii związku.

Gdyby było dużo fajnych, świadomych mężczyzn, nie byłoby tylu singielek – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. Co zrobić, żeby to zmienić? A może część z nas nigdy nie spotka swojej „drugiej połówki”?

Choć rynek łasi się do singielek, komplementując je jako niezależne, towarzyskie, otwarte na ludzi i świat, to mam wrażenie, że w polskich domach, a czasem też w prasie o singielkach mówi się z pewnym politowaniem. Samotne, ale nie do końca szczęśliwe, robiące dobrą minę do złej gry…
A ja nie mam takiego wrażenia. Przede wszystkim sądzę, że same singielki tak o sobie nie myślą i że w ogóle od kilku lat dla wszystkich – nie tylko w Polsce, ale i na świecie – jest jasne, że kobiety są coraz fajniejsze. Szczególnie odkąd przestały rozglądać się za facetem za wszelką cenę, a zaczęły mówić: „Nie chcę być z byle kim. Wolę być sama, niż brać gacie tylko dlatego, że to są gacie”. Znam bardzo dużo fajnych kobiet, które świetnie żyją, są ładne, zgrabne, mądre, dobrze zarabiają i posiadają fajne mieszkania, a do tego udzielają się towarzysko – spotykają się z innymi kobietami, mają przyjaciół, kochanków – i nie czują, że jak pojawia się facet, to musi zostać na zawsze. Oczywiście, wolałyby być z kimś na stałe, ale wiedzą, że jeśli nie spotkają kogoś, kto się naprawdę nadaje, to nie będą się męczyć z byle kim. I to, nasze drogie Czytelniczki, jest ogromna zmiana społeczna. Owszem, ciągnie się jeszcze za singielkami patriarchalny ogon pod tytułem „nikt jej nie chciał”. A tak naprawdę to one nie chcą byle kogo.

Czy to jest bardziej świadome podejście do związku? O singielkach mówi się, że są egoistyczne, boją się bliskości i utraty niezależności…
Ja uważam, że ich podejście do związku jest jak najbardziej świadome. Poza tym jak słyszę: „mówi się”, to nie wiem właściwie, kto mówi…

Moim zdaniem mówią tak przeważnie osoby, które są w związkach i nie czują się w nich zbyt szczęśliwe. Ale to tylko moja teoria. W prasie swego czasu ukazało się wiele artykułów na temat „egoistycznego singlizmu”, jak chociażby „Single kontra rodziny” w „Rzeczpospolitej”. Miałam na myśli też matki czy ojców osób niebędących w stałych związkach.
Nie spotkałam się z krytyką singli ze strony osób będących w związkach. Ale może to jest kwestia środowiska, w jakim się obracam. Ja na przykład uważam, że nikt nie ma prawa opowiadać o kimkolwiek jakichkolwiek rzeczy, jeśli nie wie, jak jest naprawdę, a nawet jak wie, jak jest, to też tego nie powinien rozpowiadać. Bo skąd on to wie? Jeśli wie, bo ktoś mu się zwierzył, to nie fair jest puszczać to dalej. Kiedy dziewczyny mówią mi: „Chciałabym z kimś być, ale nie za wszelką cenę”, to uważam, że to jest właściwa postawa. Znam mnóstwo kobiet, które siedzą z koszmarnymi facetami i ledwo czołgają się przez to życie, ale nie rozstają się, bo nie chcą zostać same. I co jest lepsze?

Myślę, że single są niewygodni dla systemu, bo choć wspierają gospodarkę, turystykę i sztukę, bo częściej wydają pieniądze na rozrywkę, kino, teatr, podróże czy fajne gadżety, to jednak nie zwiększają przyrostu naturalnego. Pamiętasz reklamę sprzed roku o kobiecie, która wiele rzeczy zdążyła zrobić, ale nie zdążyła urodzić dziecka…
A ja będę zawsze mówiła, że powinniśmy mieć jak najmniej dzieci, ale za to jak najbardziej chciane. Nie na tym rzecz polega, żebyśmy się rozmnażali, tylko żebyśmy mądrze decydowali, kto, kiedy, gdzie, a przede wszystkim po co ma mieć dzieci. Bo jeśli po to, żeby wyprodukować tzw. siłę żywą, jak to się kiedyś mówiło na przysposobieniu wojskowym o wysyłaniu chłopców na wojnę – to ja nie życzę sobie takiego świata. Życzę sobie świata, w którym ludzie mają niewiele dzieci, ale za to wszystkie bardzo kochane. I cudownie będzie nam się wtedy żyło. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że to jest raczej moja i jeszcze paru innych osób utopia, natomiast nie zgadzam się na pchanie ludzi w posiadanie dzieci dla samego pogłowia w Polsce.

A co powiesz o pchaniu ludzi w związki po to, byś „nie siedziała w domu sama”?
Ale przecież człowiek, który jest otwarty na ludzi, nigdy nie jest sam. Jeśli jest się osobą życzliwą innym, to ma się może nie swoje dzieci, ale dzieci znajomych, ma się rodzinę, przyjaciół, poza tym poznaje się ludzi w bardzo różnych sytuacjach i obszarach życia, w których się działa. Kto powiedział, że bez męża jesteś sama? To jest jakaś straszna dulszczyzna! Poza tym wiele osób, które są z kimś, kto ich męczy, marzą o tym, żeby móc sobie gdzieś wyjechać na kilka dni, bez pytania o „pozwolenie”. „Mąż się nie zgodzi” – mówią niektóre kobiety. I to jest bardzo smutne. Na szczęście w dzisiejszym świecie nie panują żadne dogmatyczne przepisy, choć patriarchat broni się dzielnie, a patriarchalne mamy nie mogą patrzeć na to, jak ich córki prowadzają się w sposób wolny, żyją, z kim chcą, gdzie chcą, i sprzątają wtedy, kiedy chcą, gotują albo nie, wyjeżdżają sobie z koleżankami albo same. Ile kobiet podróżuje teraz samotnie po świecie? Kiedyś to było nie do pomyślenia. Ja na przykład uwielbiam sama iść do restauracji, i nikt nie jest mi wtedy do pełni szczęścia potrzebny. Oczywiście, nie chodzi o to, by ciągle siedzieć samej w domu, bo to nikomu nie służy. Ale normalny, żywy człowiek naturalnie nawiązuje relacje i nigdy nie jest sam.

Świadome i mądre kobiety chcą żyć ze świadomymi i mądrymi mężczyznami. Tylko gdzie są ci fajni faceci? Tak spytała uczestniczka twoich warsztatów, patrząc z wyrzutem na jedynego mężczyznę w tym gronie.
No i właśnie o to chodzi, że gdyby tych mężczyzn było dużo, to nie byłoby tylu singielek. Faceci nam się zwyczajnie zepsuli, a kobiety poprawiły.

Czyli pracując nad sobą, tak naprawdę zmniejszasz swoje szanse na spotkanie kogoś na swoim, czyli już tym świadomym, poziomie?
Ale nikt nikomu nie gwarantował fajnych związków. No przepraszam bardzo, to nie jest tak, że jak się nauczysz tabliczki mnożenia, łaciny i udzielania pierwszej pomocy, to w mig dostaniesz cudowną pracę. Nie po to masz kochać siebie, być mądra i wiedzieć, czego chcesz, by w nagrodę dostać faceta, tylko po to masz taka być, żeby ci się dobrze ze sobą żyło, czy będziesz go miała, czy nie. Poza tym do kogo dziewczyny mają pretensję o to, że nie ma fajnych facetów?

Do facetów, życia może też…
To niech mają pretensję do innych kobiet, że wychowują swoich synów na głupków, a nie facetów. Fakt, że one nie mogą wychować faceta, bo nie są facetem, a skoro ojcowie wycofują się ze swojej roli, to w efekcie nie ma facetów. I to jest trudna sytuacja. Ponieważ na rozmaitych powstaniach i wojnach zostali wytłuczeni najfajniejsi mężczyźni, a ci fajni, którzy przeżyli – albo wyjechali, albo już dawno mają żony, których nie opuszczą – to trzeba się nauczyć żyć też bez mężczyzny.

I teraz tysiące kobiet wstrzymują oddech. Co ty mówisz, Kasiu?!
Normalną rzecz mówię. Przychodzi do mnie kobieta i mówi: „Mam problem, bo nie mam stałego związku od bardzo wielu lat, wszystkie relacje kończą się po kilku miesiącach, nie mogę sobie ułożyć życia”. Ja na to: „Ale po co pani do mnie przyszła? Po faceta? Ja nie mam żadnego na stanie”. „Przyszłam, żeby się dowiedzieć, co zrobić, by go mieć”. „Ale pani bardzo dużo zrobiła, żeby go mieć. Czy zastanawiała się pani, co zrobi, jeśli go nie spotka? Tego jednego jedynego, który zechce być z panią przez resztę życia?”. „Nie wiem, nie wyobrażam sobie tego”. „No to niech pani sobie wyobrazi”. Przecież jest możliwe, że go nigdy nie spotka. Może spotka takiego, który jej się nie będzie podobał i będzie musiała zdecydować: powiedzieć „nie” czy zgodzić się na życie z mężczyzną, który jej będzie robił różne świństwa, źle ją traktował lub który jest nikim – w tym sensie, że na niczym mu nie zależy, tylko jest. No ale wolno jej być z takim.

Niektóre z nas godzą się na związek z kimś, kto już kogoś ma.
Mało tego, godzą się też na bycie z facetem, który co chwilę jakąś kobietę uwodzi, bo musi, bo lubi. One udają, że tego nie widzą, w zamian za to, żeby on był dla nich miły. To jest ich wybór. Może nie do końca świadomy, może nie do końca są z tego zadowolone, może cierpią, ale jednak się na to godzą.

Czy to, że może część kobiet nigdy nie spotka adekwatnego partnera, oznacza, że nigdy też nie spotka miłości?
W tej sprawie nic się nie zmieniło. Kiedyś mądre matki mówiły: „Jak już będziesz miała męża, to możesz sobie poszukać kochanka do miłości”. Małżeństwo to sojusz zawarty w celu łatwiejszego przeżycia życia i wychowania dzieci (choć dziś to niekoniecznie). A miłość trafia się tylko czasem i tylko niektórym. Zawsze tak było i będzie. Sława, sukces, wielkie pieniądze i wielka władza, a  także wyjątkowe zdrowie i uroda – czyli to wszystko, co bardzo cenimy – trafiają się tylko częściowo i tylko niektórym. Zawsze tak było i tak będzie, że powtórzę. W naszych roszczeniowych, narcystycznych czasach ludzie ciągle rozliczają los, czyli kogo? Zamiast z pokorą wziąć wszystko, co najlepsze z tego, co dostajemy...

Rozmawiałam kiedyś z prof. Bogdanem Wojciszke i on użył określenia „zbyt wysoko postawiona poprzeczka” – w kontekście kobiet, które same wykształcone i wyzwolone chcą być z kimś równie wykształconym i równie wyzwolonym jak one.
A dlaczego miałyby nie chcieć? I dlaczego faceci mieliby się nie postarać? My żyjemy w bardzo przełomowych czasach. Kobiety powiedziały wreszcie: „Dosyć! Nam nie wystarcza, że facet ma spodnie”. A faceci się oburzyli: „Jakie bezczelne, wredne baby, chcą, żebyśmy się starali. Przecież tyle wieków nie musieliśmy się starać, to teraz też nie chcemy, poza tym my nie umiemy”. Każde pokolenie z jednej strony traci, a z drugiej zyskuje z powodu tego, w jakich czasach żyje. I trzeba sobie powiedzieć jasno, że ileś cudownych, świadomych i atrakcyjnych kobiet nie będzie miało adekwatnego partnera. I co? Mają się z tego powodu pochlastać? Zabić? Z mostu skoczyć? A może będzie tak, że jeden pan będzie umilał życie pięciu paniom?

Też pomyślałam, że to może być nasza przyszłość.
Może niektórzy daliby radę. Faceci, którzy ogarniają kilka kobiet, to jacyś bohaterowie, co niektórzy nawet jednej nie potrafią ogarnąć, a tu nagle jeden ogarnia parę, no, bohater! Trochę żartuję sobie oczywiście.

Toteż trochę się śmieję. Profesor Wojciszke powiedział, że może kobiety będą musiały obniżyć poprzeczkę.
I ja się zgadzam, nie tyle będą musiały, co może zechcą. Od bardzo dawna z Zachodu przychodzą wieści o tym, że wykształcone kobiety są szczęśliwymi żonami hydraulików, krawców czy kierowców. Jeśli facet ma poczucie humoru, jest wrażliwy, fajny i seksowny, a do tego jeszcze lubi swoją pracę – tylko go brać. Ale zaraz jakaś doda: „Ja bym chciała, żeby jeszcze czytał Sartre’a”. A jak on tego Sartre’a nigdy nie przeczyta? Zawsze mówię dziewczynom: nie potrzebujesz faceta do wszystkiego. Zastanów się więc, do czego go potrzebujesz. Czy do towarzystwa, czy do seksu, czy do tego, żeby ci walizki wnosił na czwarte piętro, czy do tego, żeby inne dziewczyny wiedziały, że masz faceta? Dziewczyny wykorzystują facetów do różnych rzeczy, ale mają ten problem, że chcą więcej. A już mają bardzo dużo.

Ale powiew zmian, o którym mówisz, rzeczywiście jest odczuwalny. Społecznie akceptowany jest na przykład związek starszej kobiety z młodszym mężczyzną, a coraz bardziej życiowo ustawionym kobietom podobają się mężczyźni drwale…
Oni nam się zawsze podobali, ale kiedyś się mówiło, że nadają się tylko na kochanków, nie na mężów. Dziś nie musisz mieć męża, by pracować, gdzie chcesz, mieć pieniądze i pozycję. To jest nasza wielka zdobycz. Jaki wybór miała kiedyś kobieta, że przypomnę…? Jak się urodziła w majętnej rodzinie, to miała przynajmniej posag i ją zawsze za kogoś wydali, jak nie miała posagu, ale była śliczna – też, choć trzeba było włożyć w to więcej wysiłku. Jak nie miała posagu ani urody, to była dożywotnią rezydentką u kuzyna czy brata jako ciocia Klocia, której nikt nie szanował i która tylko przyszywała guziki. Gorzej urodzona szła do fabryki albo na dziwkę czy służącą i robili jej od razu brzuch. Dziś kobiety mogą zostać, kim chcą. Cieszmy się tym i przestańmy w kółko powtarzać stare stereotypy, że jak jest sama, to coś z nią musi być nie tak. A może właśnie jest z nią wszystko bardzo dobrze? Ile kobiet dopiero po rozwodzie oddycha pełną piersią i zaczyna żyć?

Polecam film „Mustang”, który pokazuje, jak we współczesnej Turcji młode dziewczyny w niektórych domach nie mogą o sobie decydować i są wydawane za mąż na siłę.
Czy tego właśnie chcemy? Dlatego, drogie dziewczyny, doceńcie to, co macie, bądźcie pogodne, wesołe, miłe i zadowolone z siebie. I może się okaże, że niektórzy faceci są wystarczająco znośni…

 

  1. Kultura

Top 8 filmów dla singielek

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Jedz, módl się i kochaj" - na zdjęciu Javier Bardem i Julia Roberts. (fot. BEW)
Jest święto zakochanych, ale swój dzień mogą celebrować także osoby, które nie mają drugiej połówki. Specjalnie z okazji Dnia Singla wybrałyśmy najciekawsze, naszym zdaniem filmy, które możemy obejrzeć w pojedynkę!

"Pod słońcem Toskanii"

35-letnia pisarka z San Francisco przeżywa kryzys na każdym polu swojego życia. Rozwodzi się z mężem, traci ukochany dom i wszystko idzie nie po jej myśli. Z dnia na dzień decyduje się na wyjazd do słonecznej Toskanii. Tam odnajduje życie, którego nigdy dotąd nie znała. Spontaniczne decyzje i nowe, zupełnie nieoczekiwane znajomości sprawiają, że Frances zaczyna rozumieć, czym jest prawdziwe szczęście i poczucie spełnienia. Film dla singielek, który wprawi w dobry humor także ze względu na sielski, cudowny klimat gorącej, malowniczej Toskanii.

"Co nas kręci, co nas podnieca"

Specyficzny humor Woody'ego Allena albo się kocha, albo nienawidzi. Młoda Melody związuje się ze sporo starszym, zgryźliwym Borisem. Jej matka zrobi wszystko, żeby córka przestała interesować się mężczyzną nie w swoim wieku i zakochała w przystojnym równolatku. Sama jednak w międzyczasie wplątuje się... nie w jeden, a kilka romansów. Wszystko okraszone wnikliwymi i ironicznymi dialogami głównych bohaterów. W sam raz jako film dla singli - do obejrzenia nawet w Walentynki!

"Jak to robią single"

Film o singielkach, który zabawnie, ale i dość wrażliwie stara się przedstawić historię kilku osób szukających drugiej połówki. Niestety, nie wszystkim przychodzi to łatwo, niezależnie od tego, czego tak naprawdę szukają - przyszłego małżonka, poważnej relacji, czy przelotnej znajomości. "Jak to robią single" to jednak trochę więcej niż kolejna komedia romantyczna z przewidywalnym happy endem - to także historia o tym, że w świecie hołdującym miłości, ciężko odnaleźć się osobom samotnym.

"Lekarstwo na miłość"

Klasyk z 1966 r. z Kaliną Jędrusik, Krystyną Sienkiewicz i Andrzejem Łapickim w rolach głównych. Atrakcyjna pani architekt spędza całe dnie czekając na telefon ukochanego i przypadkowo staje się łączniczką w spisku gangu fałszerzy banknotów. Autentyczny humor, ciekawi bohaterowie i plejada gwiazd lat 60. polskiego kina - w sam raz dla singielek, które podobnie, jak główna bohaterka skorzystałyby z "lekarstwa na miłość".

"Dziennik Bridget Jones"

Chcielibyśmy stworzyć jakiś ranking, w którym nie znalazłoby się miejsce dla tego filmu, ale tak się składa, że "Dziennik Bridget Jones" to absolutny klasyk w kategorii film dla singielek. Najsłynniejsza filmowa singielka - Bridget Jones i jej przygody z facetami, próba zaakceptowania siebie, swojego ciała, swoich niepowodzeń - miłosnych, rodzinnych, zawodowych zawsze wprawia w dobry humor. Film o singielce, której nie sposób nie kochać - nie tylko dla singielek.

"To skomplikowane"

Historia pary, która po rozwodzie utrzymuje przyjazne stosunki, które z czasem... znowu przeradzają się w coś więcej. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy oboje wchodzą w nowe związki i starają się zmierzyć z tym, co do siebie czują. Film dla singielek o tym, czy rzeczywiście zawsze nie warto wchodzić do tej samej rzeki. W rolach głównych Meryl Streep i Alec Baldwin.

"Jedz, módl się i kochaj"

Nakręcony na podstawie bestsellerowej autobiograficznej książki Elizabeth Gilbert film dla singielek, o tym, że czasem to, co wydaje nam się największym szczęściem, okazuje się pozorne. W rolę Elizabeth wcieliła się aktorka o najpiękniejszym uśmiechu w Hollywood - Julia Roberts, która z przekonaniem odgrywa historię kobiety, która na pierwszy rzut oka ma wszystko, czego można chcieć od życia - kochającego męża, piękny dom i świetną pracę. Pewnego dnia orientuje się jednak, że do szczęścia jej bardzo daleko - decyduje się na rozwód i podróż do trzech niezwykłych miejsc - Włoch, Indonezji i Indii. Wyjątkowy film dla singli o podróży wgłąb siebie i odnajdywaniu duchowego spełnienia.

"Biegnij Lola, biegnij"

Film z głęboką symboliką, pokazujący determinację głównej bohaterki wiedzionej koniecznością pomocy swojemu ukochanemu. Pogoń głównej bohaterki za miłością i podjęcie się zadania z góry skazanego na porażkę to ciekawy obraz sprowadzający nas do kilku życiowych prawd. Warto także dla ciekawej konwencji filmu i niesamowitego montażu.

 

  1. Psychologia

Gotowa na miłość?

Poznanie siebie i miłość własna są dopiero podstawą dla udanego związku. (fot. iStock)
Poznanie siebie i miłość własna są dopiero podstawą dla udanego związku. (fot. iStock)
Nie dla każdego walentynki są dniem, w którym ukochani ludzie sprawiają sobie przyjemności i oddają się ekscytującym przeżyciom w łóżku. Są osoby, które żyją same, a nie chcą oraz takie, które cierpią w toksycznym związku. Walentynki mogą być dla nich okazją do konstruktywnej refleksji na temat miłości.

"Dopełnij mnie" - jest to najbardziej niszczycielska idea miłości. Prowadzi do emocjonalnej katastrofy. Chcąc, żeby druga osoba wypełniła naszą wewnętrzną pustkę, pozbawiamy się możliwości dorośnięcia, a także wykorzystujemy człowieka, którego ponoć kochamy. To nie jest miłość. Partnerstwo polega na tym, że łączą się dwie dojrzałe, kompletne osoby, które wzajemnie się uzupełniają, a nie dopełniają. Są pełne wewnętrznej mocy, podziwiają się nawzajem, szanują siebie i innych. I przede wszystkim są pełni miłości własnej, której nie mylą z narcystycznym egotyzmem. Dobrze funkcjonują w świecie materii, mają kontrolę nad emocjami, potrafią okazywać uczucia, wiedzą co to równowaga wewnętrzna oraz równość między ludźmi. Jeśli czujesz, że to jeszcze nie dotyczy ciebie, nadszedł czas na kontakt ze sobą. Zadaj sobie następujące pytania.

1. Czujesz się godna miłości?
Przypomnij sobie, że jesteś do niej zdolna. Jeśli czujesz, że nie jesteś godna tego uczucia, każdy się z tobą zgodzi. Jeśli nie uważasz, że możesz być kochana tylko dlatego, że jesteś, nikt się temu nie przeciwstawi. Skoncentruj się na swoim wnętrzu. Każdego dnia rano lub wieczorem, przypomnij sobie za co się lubisz. Napisz to. Medytuj nad tym, by odkryć, czy naprawdę to czujesz. Jeśli pojawi się opór, oddychaj do miejsca w ciele, w którym pojawi się napięcie. Powtarzaj ćwiczenie, aż poczujesz że naprawdę jesteś fajna i nie masz z tym problemu.

2. Szanujesz siebie?
Jeśli są wokół ciebie ludzie, którzy nie traktują cię tak, jakbyś się tego spodziewała, przemyśl sobie co takiego jest w tobie, że nie doceniasz siebie. Popracuj nad wewnętrznym poczuciem własnej wartości.

3. Poświęcasz się?
Miłość nie ma wiele wspólnego z poświęceniem i ofiarami. Jeśli uważasz, że na miłość musisz zasłużyć jakimś działaniem lub wyrzeczeniem, tak naprawdę boisz się, że ktoś ci jej nie ofiaruje. Bo ty nie potrafisz przyjąć bezinteresownego uczucia. Po co uprawiasz ten handel? Z lęku? Spojrzyj mu w oczy.

4. Czy dbasz o siebie?
To pytanie nie dotyczy ubrań i makijażu. Nie wystarczy atrakcyjnie się prezentować, tylko odpowiednio wysypiać, zdrowo odżywiać, ruszać się, słowem dbać o swoje ciało i emocje. Jeśli umiesz troszczyć się o siebie, nikt nie jest ci potrzebny. Potrzeba nie jest dobrym powodem dla miłości.

5. Masz dostęp do własnego wnętrza?
Znasz siebie? Jeśli masz jeszcze przed sobą tajemnice, wyparte uczucia, nierozwiązane konflikty wewnętrzne, będziesz je projektować na drugiego człowieka. Stanie się on jedynie twoim lustrem, a nie partnerem. Zajrzyj w głąb siebie. Dopiero, gdy ustanie twój wewnętrzny dialog, będziesz mogła prawdziwe skontaktować się z ukochanym. Znajdziesz kogoś, kto będzie szedł obok ciebie. Na tym polega miłość.

  1. Psychologia

Być singielką - co na temat samotności mówi Katarzyna Miller?

Przyczyną ucieczki od związku może być lek przed bliskością i uczuciowym uzależnieniem, chociaż nie traktowałabym decyzji o byciu singlem głównie w ten sposób. Ta decyzja to często droga ku wolności osobistej. (fot. iStock)
Przyczyną ucieczki od związku może być lek przed bliskością i uczuciowym uzależnieniem, chociaż nie traktowałabym decyzji o byciu singlem głównie w ten sposób. Ta decyzja to często droga ku wolności osobistej. (fot. iStock)
Tak samo jak ludzie potrzebują wchodzić w relację, tak samo potrzebują mieć jakiś kawałek suwerenności, przestrzeni dla siebie. Jeżeli spędzasz z kimś bardzo dużo czasu, masz go dosyć i podobnie jeśli jesteś bardzo długo sama, masz tego dosyć. Chodzi o rodzaj równowagi.

Nie nauczyliśmy się jej wszyscy, istnieją jednak związki dość luźne. Nie w takim sensie, że partnerzy są dla siebie nieważni, tylko w takim, ze nie spędzają ze sobą całego czasu, a nawet mieszkają osobno. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że warunkiem udanego związku jest pewnego rodzaju osobność, związek tworzą przecież dwie różne, niezależne osoby. Najlepsza wersja jest taka, że mamy przestrzeń moją, twoją i wspólną. Jeśli jestem singlem i z nikim nie mam wspólnej przestrzeni, to jest mi przykro i smutno, ale mogę mieć wspólną przestrzeń z przyjaciółmi, z dochodzącym kochankiem albo z komuną, z którą mieszkam.

Jestem sama, ale nie samotna. Kobiety coraz częściej dziś mówią: Dlaczego mam być z kimś, kto mi w ogóle nie pasuje, kto mnie próbuje sobie podporządkować albo nie potrafi zrozumieć. Po co z nim być, skoro mogę się z nim spotkać od czasu do czasu albo wspólnie gdzieś wyjechać.

Im więcej dobrobytu, im wyższy standard życia, tym więcej ludzi decydujących się na bycie singlem. Wystarczy spojrzeć na bogatsze od Polski kraje, świetnym przykładem jest choćby Szwecja. Odchodzimy od wspólnotowości na rzecz skrajnego indywidualizmu. Poziom naszego życia tak się poprawił, że możemy być samowystarczalni. To duża pokusa: "Nie muszę iść już na kompromisy, decyduję o wszystkim sama". Mówi się, że taki wybór wynika z egoizmu i znieczulenia na potrzeby innych. Wcale tak nie uważam. Stawianie na wygodę może być zwodnicze, ale trudno się dziwić, że nas kusi, bo wygodne życie jest zwyczajnie łatwiejsze i przyjemniejsze.

Często odsuwamy od siebie decyzję zaangażowania się w stałą relację, bo ważniejsza jest dla nas samorealizacja. Chcemy najpierw zbudować karierę albo osiągnięcia naukowe, zobaczyć, na ile nas stać. Gorzej, jeśli tych celów nie uda się zrealizować, nie przychodzi sukces zawodowy i nie mieliśmy czasu na bujne życie towarzyskie. Wtedy wybór życia solo na ogół zaczyna nam doskwierać. A obecność drugiej osoby ma być kompresem na to, że nam wyszło. Ekwiwalentem sukcesów życiowych. Jednak w takim wypadku związek nie da poczucia spełnienia. Poza tym samotnym można się czuć również w związku, to się zdarza bardzo często.

Przyczyną ucieczki od związku może być lek przed bliskością i uczuciowym uzależnieniem, chociaż nie traktowałabym decyzji o byciu singlem głównie w ten sposób. Ta decyzja to często droga ku wolności osobistej. Ludzie mogą się realizować również w pojedynkę, indywidualność jest dużą wartością, tak jak jest nią bliskość.

Niby wiadomo, że podstawowym warunkiem tworzenia więzi jest umiejętność bycia samemu ze sobą. Paradoksalnie związek ma większą szansę, jeśli nie potrzebujemy innych do odczuwania satysfakcji z życia. Wtedy nie wybiorę drugiego człowieka, żeby wypełniał moje braki, jako zastępstwa za siebie. Wejdę w relację nie dlatego, że jej potrzebuję, tylko dlatego, że jej chcę. Wybieram związek, a nie muszę go mieć. Jednak osobom samotnym, które za nic nie mogą znaleźć partnera, trudno mówić o konieczności tworzenia relacji z samym sobą. One są w rozpaczy i cierpią. Po prostu nie mają szczęścia. Mam dwie znajome, które straciły pracę i od dłuższego czasu nie mogą znaleźć innej. Imają się wszelkich dorywczych zajęć, żeby tylko zarobić parę złotych. Tak samo bywa z ludźmi, którzy nie mogą spotkać partnera. Tak czasem bywa, że coś nam się zatnie i nie chce za nic ruszyć. To nie jest tak, że te samotne czegoś nie robią, ale robią to w taki sposób, że nie dostają.

Możemy tu mówić o wewnętrznym sabotażyście, o przeznaczeniu albo o tym, że pewien procent populacji stanowią ludzie samotni, tacy, którzy nie spotkają partnera. I wcale nie dlatego, że są brzydsi, głupsi lub mniej fajni. Jedna z moich przyjaciółek samotnie wychowująca dziecko nie ma stałych związków, ale bardzo dobrze żyje. Nie dlatego, ze tak woli, tylko dlatego, że umie. Jest otwarta na stały związek i gdyby pojawiła się na taki szansa, na pewno by z niej skorzystała. Gdy podejmuje kolejną nietrafioną próbę, nie rozdziera szat, że musi wrócić do siebie samej, bo cały czas ze sobą jest. Nie opuszcza siebie, gdy spotyka faceta.

Dojrzałe singielstwo jest postawą, która niczego nie niszczy, a dużo wnosi. Chociaż nie pasuje do stereotypu kultury patriarchalnej. Ale to przecież bzdura, że singielki zagrażają rodzinie, tak jak bzdura jest to, że samotne matki wychowują samotne w przyszłości dzieci, a związki gejowskie - dzieci homoseksualne. Potrzeba wypracowania większej przestrzeni na samotność w sobie i kontaktu ze sobą jest podstawowa i niezmiernie ważna. Dopiero gdy ją zaspokoimy, będziemy mogli efektywnie zająć się potrzebami wyższego rzędu, czyli w tym wypadku budowanie relacji z innymi, ze światem. Samotność to nie jest potwór, jak się nam wmawia. Jednak jeśli bedziemy sobie to powtarzać, że jest straszna, taka się dla nas stanie. Nie musi być też wcale samotna. Można żyć w pojedynkę i być otoczony ludźmi. Wybór życia poza związkiem nie musi być żadnym samooszukiwaniem się. Nie oznacza, że nie mamy potrzeby więzi z innymi, po prostu realizujemy ją w inny sposób. Część kobiet decyduje, że nie chce mieć dzieci, i ich nie ma. Sama jestem taką kobietą i jestem ze swojej decyzji zadowolona. Ze związkiem może być tak samo. Można wybrać wolność.

Więcej w książce "Życie od A do Z" Katarzyny Miller i Dariusza Janiszewskiego, Wydawnictwo Zwierciadło.