1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Czy zdrada musi oznaczać koniec związku?

Czy zdrada musi oznaczać koniec związku?

Związek, który przeżyje zdradę i naprawdę ją przepracuje, nie tylko przetrwa, ale też się wzmocni. Tylko zdradzony partner musi być w stu procentach pewien, że naprawdę wybaczył. (Fot. iStock)
Związek, który przeżyje zdradę i naprawdę ją przepracuje, nie tylko przetrwa, ale też się wzmocni. Tylko zdradzony partner musi być w stu procentach pewien, że naprawdę wybaczył. (Fot. iStock)
Jakiś ON, jakaś ONA. Stało się i bardzo boli. Rodzi pytania: w czym ONA była lepsza, co ON takiego umie? Co teraz będzie? Ciąg dalszy zależy od ciebie. Bo zdrada nie musi być końcem związku i seksu, ale na pewno jest dla partnerów wielką próbą.

Kiedy Renata dowiedziała się o niewierności męża, chciała umrzeć. On wyciągał w jej stronę rękę, a ją nękały natrętne myśli: „Czy była ładniejsza ode mnie? Bardziej atrakcyjna? Czy godziła się na to, na co ja się nie zgadzam?”. Rodziły się obawy, gdy mąż wychodził – bała się, że ten koszmar się powtórzy, że ją znowu oszuka.

Patryk po zdradzie żony również dużo myślał o „rywalu”. W intymnych momentach zaczynało się wewnętrzne bombardowanie: „Czy był lepszym kochankiem? Sprawniejszym? Lepiej wyposażonym przez naturę? Bardziej pobudliwym? Jak ją dotykał? Jak jej z nim było?”.

– To dość typowe wątpliwości i pytania – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka. – U kobiet zdrada nadwątla przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Zastanawiają się też, czy i jakie emocje łączyły kochanków. U mężczyzn cierpi głównie ego. Gubią się w domysłach, jak daleko kochankowie posunęli się w fizycznej sferze relacji.

Wyhodować awersję

Renata postanowiła: „Mąż jest dla mnie całym światem, nie chcę go stracić. Zacznę godzić się na to, czego do tej pory nie chciałam, wtedy nie będzie musiał szukać atrakcji poza domem”. W epoce gadżetów erotycznych i rozmaitych specyfików można przecież wszystko, także kochać się, nawet gdy nie ma się na to ochoty… Renata zgadzała się na seks oralny, a potem także analny, by spełnić oczekiwania męża. Niestety, jej ciało miało własne zdanie: traktowane jak przedmiot, uwarunkowało się i przestało reagować w ogóle na seksualne bodźce. Leżało jak kłoda. Libido po jakimś czasie zanikło w ogóle – jego miejsce zajęła awersja.

Małgorzatę Zaryczną wcale to nie dziwi. Przecież kiedy zabierasz ze sobą do łóżka niewybaczoną zdradę, twoje ciało nie jest w stanie się na tyle rozluźnić, by czerpać przyjemność z dotyku i obcowania z drugim ciałem. Ono jest inteligentne, odmawia działania w oderwaniu od emocji. Jeśli w łóżku królują lęk i niepewność, nie ma miejsca na przyjemność.

Tak stało się także w związku Patrycji. Kiedy dowiedziała się o zdradzie Janka, nie pytała o nic. Rozwód? Nigdy w życiu, przecież mają dom, kredyt, dorastającego syna. Powiedziała więc: „Wybaczam ci i zapomnijmy o wszystkim. Żyjmy dalej, jakby nic się nie stało”. Ale na samą myśl o mężu w ramionach innej kobiety wszystko ją bolało. Przestała czuć jakikolwiek pociąg seksualny. A mąż znalazł sobie kolejną kochankę, tylko tym razem lepiej się z tym ukrywał.

– Wielkim błędem jest powiedzenie partnerowi „wybaczam” jedynie z chęci utrzymania związku – ostrzega Zaryczna. – Bez przepracowania zranienia i negatywnych emocji, przyznania im prawa istnienia, owo „wybaczam” będzie przedłużaniem męczarni lub początkiem końca związku.

Zarówno Patrycja, jak i Renata uratowałyby swoje życie seksualne, a – co za tym idzie – i związek, gdyby skonfrontowały się z rzeczywistością, przyjrzały stanowi, który do zdrady doprowadził, i emocjom, które w nich wzbudziła. Proces zdrowienia wymaga szczerości, odwagi i naprawdę ciężkiej pracy nad odbudowaniem zaufania, bez którego związek nie będzie udany. Inaczej nie tylko seks, ale zwykłe bycie razem nie będzie możliwe. Nieprzepracowane emocje wybuchają przy każdej sprzeczce czy kryzysie. Taką „emocjonalną czkawką” mogą powrócić nawet po 15 latach.

Natrętne obrazy

Zośka chciała „oczyścić rany”. Dlatego poprosiła męża, żeby jej opowiedział, jak mu było z tą drugą kobietą i co razem robili. Bolało. Ale może teraz już będzie można o tym zapomnieć? Przeciwnie – dopiero teraz zaczęły się naprawdę natrętne myśli o kochance. Jej wyobraźnia cały czas podsuwała obrazy tego, co razem robili. Zośka nie była w stanie myśleć w łóżku o niczym innym.

Zdaniem Małgorzaty Zarycznej, taka dawka informacji jest raniąca i przynosi nieodwracalne skutki – nie sposób pozbyć się z pamięci sugestywnych obrazów.

– Mądre oczyszczenie ran polega na tym, by dać sobie czas na cierpienie i ból – radzi Zaryczna. – Przygotować się, że przez następne dwa–trzy miesiące będzie trudno, a relacje partnerskie się znacznie ochłodzą. Że trzeba będzie się zastanowić, czy dalej być ze sobą. I jak najwięcej rozmawiać: o uczuciach, oczekiwaniach, pragnieniach i mocnych stronach relacji.

Zośka dostała swoją opowieść i już się po niej nie podniosła. Odeszła po kilku tygodniach. Być może poradziłaby sobie z natrętnymi wyobrażeniami, gdyby pomyślała o pomocy terapeuty. Wtedy może zrozumiałaby, skąd te powracające obrazy, które nie chciały jej opuścić i – czy to zazdrość, niepewność, a może wręcz masochizm – mogłaby z czasem je w sobie zdusić.

Partner nie jest i nigdy nie będzie terapeutą, może zwyczajnie nie dać rady przyjąć naszego żalu i wyrzutów – po takie wsparcie, przestrzeń i zrozumienie warto zgłosić się do psychologa.

Kontakt z terapeutą jest wskazany także w przypadku, gdy związek po zdradzie się rozpadnie, wchodzisz w kolejny i… nie jesteś w stanie rozluźnić się w łóżku. Może się też zdarzyć, że kilka następnych związków skończy się zdradą. Bezstronny terapeuta pomoże przyjrzeć się schematom tych relacji, odpowiedzieć, dlaczego wybierasz kochanków skłonnych do niewierności lub jaki popełniasz błąd, budując relacje, które zawsze kończą się nadużyciem twojego zaufania.

W roli podpałki

Judyta, paradoksalnie, właśnie zdradzie zawdzięcza rewolucję w sypialni. Seks z mężem był od lat letni, bez rewelacji. Ale Karol, kochanek, pokazał jej (a może przypomniał?), jak cudownie, przyjemnie, namiętnie i ogniście może być w łóżku.

– Zdarza się, że gorący romans budzi na nowo pożądanie, a poziom energii seksualnej gwałtownie się podnosi – mówi seksuolog. – Judyta nie jest tu wyjątkiem: wiele kobiet przyznaje, że największe uniesienia zdarzały się im poza stałym związkiem, bo dopiero wtedy pozwoliły sobie na swobodę i frywolność, której wstydziły się w małżeńskiej sypialni.

Czasem małżonkowie dopiero z kimś „na boku” przeżywają: pierwszy orgazm, pierwsze całkowite odprężenie, pierwszy raz taki czy inny rodzaj pieszczot – nie bojąc się oceny, krytyki partnera, pozwalają sobie na więcej. Rozbudzeni mogą „przynieść” tę energię do domu i podzielić się nią z mężem czy żoną. Ale jest jeden trudny do spełnienia i dyskusyjny moralnie warunek: zdradzany partner nie może o tym wiedzieć, a zdradzający – mieć poczucia winy. Jeśli czuje się winny, sprawi, że w sypialni zrobi się jeszcze chłodniej, bo podświadomie sam będzie chciał się ukarać za to, że rani ukochaną osobę. Zanik erekcji u nękanego poczuciem winy, zdradzającego męża nie jest niczym nowym; podobnie, jak oziębłość u zdradzającej żony.

Sporo szczęścia mieli Mira i Zbyszek. Byli parą „od zawsze”, byli też swoimi jedynymi partnerami seksualnymi. Mira długo walczyła z pokusą sprawdzenia, jak byłoby jej z innym. Przegrała i sprawdziła. Okazało się, że tak sobie, ze Zbyszkiem o niebo lepiej. Tylko, że on się dowiedział. Na początku cierpiał. Ale przyjął do wiadomości, że „to był tylko seks”. Tym bardziej, że sam miał na sumieniu kilka eksperymentów. Rozumiał więc, że romans Miry nie musi zagrozić ich związkowi, miłości, więzi. Co więcej, wybaczywszy, Zbyszek poczuł, że Mira bardziej go pociąga. Fakt, że inny mężczyzna uznał ją za atrakcyjną i że uprawiała z nim seks, zaczął go podniecać. W ich sypialni, przez lata nieco sennej, zdecydowanie zawrzało.

Helen Fisher, amerykańska psycholog i specjalistka od związków, uważa, że nowa miłość czy romans wywołują zastrzyk hormonów, te z kolei sprawiają, że jesteśmy bardziej chętni do seksu i bardziej receptywni, kiedy partner go proponuje. Silnym afrodyzjakiem jest sama zazdrość. I jeśli zdradzony partner ma silne poczucie własnej wartości – jak Zbyszek – i potrafi uwierzyć, że jego pozycji i związkowi nic nie zagraża, będzie umiał przekuć zdradę w akcelerator pożądania.

Uciemiężony ciemiężca

Kiedy Michał zdradził Anetę, powiedziała: „Chcę, żebyś mi wynagrodził to całe cierpienie. Wtedy może przestanie boleć i będę umiała wybaczyć”. Postawiła też warunki: Michał ma się tłumaczyć, gdzie jest i co robi. Zawsze i o każdej porze. – Żebym nie musiała zachodzić w głowę, czy to się znowu nie dzieje – wyjaśniła.

Niestety, przejęcie kontroli nad krokami partnera wcale nie spowoduje, że zdrada przestanie boleć. Z bólem trzeba sobie poradzić samemu. Partner niewiele może zrobić, byśmy poczuli się bezpieczniej.

– Choćby spełnił wszystkie nasze warunki, nam lepiej nie będzie – ostrzega seksuolożka. – Tu potrzebne jest nie zadośćuczynienie, ale długotrwały proces odbudowywania zaufania. Chcemy natychmiast wytrzeć gumką to, co się zdarzyło i wrócić do tego, co było? To zrozumiałe, ale nierealne.

Można cały czas utrzymywać wiarołomnego partnera w poczuciu winy, atakować i obarczać odpowiedzialnością za całe zło. Można pragnąć, by odpokutował to, co zrobił. Tylko, że taka strategia ma krótkie nogi. Partner wprawdzie kładzie uszy po sobie – w końcu przewinił. Przyjmuje wyrzuty. Pozwala kontrolować swoje poczynania, pokornie tłumaczy się z każdego kroku. Ale po jakimś czasie ta kontrola budzi w nim naturalny sprzeciw. Jest coraz bardziej napięty. Zaczyna mieć dość roli ciemiężonego przez lata byłego ciemiężcy. To rodzi podstawę do… kolejnej zdrady, rosnącego dystansu i ostatecznego rozpadu więzi. Wiele związków wpada w taką pułapkę.

– Masz prawo postawić partnerowi warunki i określić, czego oczekujesz w przyszłości. Możesz poprosić, żeby np. zniknął na dwa tygodnie i dał wam czas na zastanowienie. Możesz rozmawiać i krytykować zachowania, ale bez inwektyw. Możesz zaproponować wspólną terapię. Tylko zastanów się, czego chcesz i bądź konsekwentny – radzi Zaryczna.

Najlepiej dać sobie czas na pracę nad związkiem. Nie podejmować przez kilka miesięcy poważnych kroków: przeprowadzki, starań o trzecie dziecko – to za duże obciążenie dla być może rozpadającej się relacji. I nie zniechęcić się. Związek, który przeżyje zdradę i naprawdę ją przepracuje, nie tylko przetrwa, ale też się wzmocni. A nowe doświadczenia mogą dodać pieprzu w łóżku. Tylko zdradzony partner musi być w stu procentach pewien, że naprawdę wybaczył. Zamiatanie pod dywan nic nie da. Ciało powie prawdę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dlaczego kobiety zdradzają?

Fascynuje cię ktoś nowy? Czujesz się przy nim wyjątkowo? To alarm, że brak ci czegoś w obecnym związku i byłabyś zdolna do zdrady. (Fot. iStock)
Fascynuje cię ktoś nowy? Czujesz się przy nim wyjątkowo? To alarm, że brak ci czegoś w obecnym związku i byłabyś zdolna do zdrady. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Odpowiedz sobie na pytanie, czy przy partnerze możesz swobodnie śmiać się, ale i płakać? Możesz być czasem kobietą drapieżną a czasem delikatną? Jeśli w obecnym związku nie jesteś różna, oznacza to, że nie żyjesz pełnią swojej osobowości. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że zafascynuje cię inny mężczyzna.

Kasia dobrze zapowiadała się na żonę Artura. Była zaradna. I w pracy świetnie sobie radziła, i urodziny sernik na zimno z truskawkami potrafiła zrobić. Kobieta jednocześnie domowa i mocno stąpająca po ziemi. Taka po pracy ugotuje, z dziećmi lekcje odrobi i pamięta o przeglądzie samochodu. Po urodzeniu córki Kasia szybko wróciła do pracy, bo mężowi splajtowała kolejna firma. To nic, kochanie, poradzimy sobie. Potrzebujesz czasu, żeby do siebie dojść, mówiła Arturowi. Dochodził długo. Był z niej dumny, zwłaszcza na rodzinnych uroczystościach. Kasia znakomicie gotowała i tak pięknie umiała dekorować stół.

Siedziała przy stole na przyjęciu imieninowym wujka Stefana, gdy nagle z zadumy wyrwał ją czyjś głos: „Bo u nas w rodzinie nie ma rozwodów ani zdrad. Tylko ten Maniek ze wsi się rozwiódł, no ale on pił, to się nie liczy”. Gdyby wiedzieli, że mam romans, coś w jej środku śmiało się. Że zakochałam się w młodszym o kilka lat liderze zespołu heavy metalowego. Oni nie wiedzą, że gdy czytałam w kawiarni książkę, on siedząc przy sąsiednim stoliku, flirtował ze mną wzrokiem a potem kelnerka przyniosła mi karteczkę z jego numerem telefonu. Nie domyślają się, że gdy całujemy się w parku, nie przeszkadza mi deszcz i że upijamy się piwem, chociaż nigdy go nie piłam, bo to „niekobiece”, myślała. Gdyby oni wiedzieli, jak on mnie rozumie. Zauważył, że nawet gdy się uśmiecham, mam w oczach smutek. Potrzebujesz śmiechu, luzu, namiętnego seksu. I tego wszystkiego właśnie z nim doświadczam. Przy Miłoszu czuję się tak swobodnie, nie obowiązują mnie żadne konwenanse, nie zastanawiam się co wypada robić w niedzielę, a co nie. Mogę wygłupiać się godzinami, mogę też płakać i mówić czego się boję. Wreszcie. Gdy usłyszałam jego słowa: „Budzisz we mnie czułość, jesteś taka delikatna.”, poczułam jak płyną mi łzy. Właśnie dostałam sms-a, że pisze dla mnie kolejną piosenkę. Co ja tu robię, zastanawiała się Kasia. Dlaczego milczę podczas tych rodzinnych obiadów i uciekam w świat fantazji, skąd to uczucie zmęczenia. Sercowe powikłania po grypie sprawiły, że Kasia osłabła. Artur niezręcznie głaskał ją po głowie, gdy wracała od lekarza, nie tolerował słabości ani jej zainteresowania się buddyzmem i medycyną niekonwencjonalną. Gdy wróciła z przyjęcia, wykrzyczała Arturowi, że kocha swoją żonę, a nie ją - kobietę taką, jaką ona jest. Zdała sobie sprawę, że wypełniała jedynie role żony, matki, synowej, szwagierki. Żyła między pracą, wysprzątanym domem a rodzinnymi spotkaniami, zapominając o sobie. Tak bardzo starała się być silna, aż zachorowała na serce. Nie słyszała jego głosu. Dopiero przy Miłoszu poczuła, że żyje. Dlaczego w moim życiu musiało dojść do zdrady, żebym zaczęła zastanawiać się czego chcę, a czego nie chcę i kim jestem?

Osoba, która szuka czegoś w innej relacji, zwykle jest gotowa na to, żeby coś w sobie zmienić. To moment, żeby zadać sobie pytanie - czego mi brakuje? Jaką potrzebuję się stać? Czego pragnę doświadczyć? Co we mnie drzemie, domagając się przebudzenia? Czego się w sobie boję? Jeśli na horyzoncie pojawi się ktoś, kto fascynuje nas, zastanówmy się czym zachęca nas do kontaktu? Ale nie koncentrujmy się na tym, jaki on jest, ale jaka się przy nim staję.

Kasia dopiero przy heavy metalowym muzyku poczuła się delikatna i słaba, przy nim też odkryła spontaniczność i życiowy luz. Przy Arturze weszła w rolę tylko silnej, rodzinnej kobiety. Ale to nie była „cała Kasia”. W każdej z nas istnieje kobieta demoniczna, jest opiekunka domowego ogniska, jest niezaradna dziewczynka. Każda chce zaistnieć. Gdy tak się nie dzieje, mamy poczucie, że czegoś nam brak. Szukamy w pracy, w innych ludziach, przedmiotach, fascynacjach, które przemijają. Tymczasem tą poszukiwaną jakość mamy odnaleźć w sobie, bo to my mamy się zmienić. Jednak nie do wszystkich naszych cech mamy łatwy dostęp. Czasem trudno nam być na przykład drapieżną, stanowczą, walczącą o swoje. Albo odwrotnie, potrzebujemy trochę oddać się komuś w opiekę, doświadczyć bezradności. Mamy taką kobietę w sobie, ale próg na to, by w ten sposób działać lub czuć, jest zbyt wysoki. My się boimy takie być. Powód najczęściej tkwi w przeszłości. Może byłyśmy karane za słabość albo w naszej rodzinie mówiło się, że kobiece ambicje są nie na miejscu. W dorosłe życie weszłyśmy z wzorcami, które wiążą nas w określonych rolach. Nie jesteśmy sobą w swojej wielowymiarowości. Wtedy tą zablokowaną część osobowości próbujemy odnaleźć w relacji z kimś. Jeśli nie mamy do niej dostępu przy partnerze, z którym jesteśmy, zakochujemy się w innym mężczyźnie, z pomocą którego możemy właśnie takie się stać. Nowe. Takie, jakie się jeszcze nie znamy.

Jeśli ktoś nowy cię fascynuje i przy nim czujesz się wyjątkowo, oznacza to, że umiałabyś zdradzić, bo czegoś brakuje ci w obecnym związku.
Swoimi odkryciami podziel się z partnerem. Nie oskarżaj go mówiąc, że jest taki czy inny, raczej mów jak się czujesz teraz, jak chcesz się poczuć w przyszłości i co chcesz zmienić w waszym wspólnym życiu. Jeśli partner zareaguje otwartością, związek ma szansę się rozwinąć. Gdy podejmiemy próby zmiany i są one nieudane, wtedy nie jest już trudno odejść. Wówczas możemy wyruszyć dalej, poszukać nowego związku bez tego trudnego doświadczenia jakim jest zdrada.

Ćwiczenie

Jeśli masz ochotę na zdradę, bo oczarował cię mężczyzna, możesz zrobić ćwiczenie:
  • zapewnij sobie przynajmniej pół godziny spokoju,
  • usiądź wygodnie i wykonaj kilka głębokich oddechów,
  • zobacz w wyobraźni tego drugiego mężczyznę, w którym się zakochałaś,
  • a teraz przypomnij sobie jak się przy nim czujesz: jak się zachowujesz, co jest w tym najbardziej przyjemnego, co nowego, co najbardziej wtedy w sobie lubisz,
  • spróbuj zobaczyć tą kobietę, nadaj jej imię lub pseudonim,
  • wstań i spróbuj poruszać się tak, jak ona, jeśli masz ochotę zatańcz, zacznij coś mówić, może krzyczeć, szeptać, śpiewać,
  • zastanów się gdzie i jak ta kobieta żyje, czym się zajmuje, kim jest, jakie ma cechy,
  • odpowiedz na pytanie co do niej czujesz.
To nowa Ty. Taką właśnie jesteś. Jak najczęściej zachowuj się jak Ona, najlepiej codziennie wprowadzaj Jej zachowania w życie. Gdy Ona poczuje się dobrze w Twojej skórze, odpowiedz sobie na pytanie, jakie teraz ta druga relacja ma dla Ciebie znaczenie.

  1. Psychologia

Zdradziłam i zostałam zdradzona. Jak wygląda zdrada z obu perspektyw?

Zostałem zdradzony przez żonę. Zostałam zdradzona przez męża. Co czuje kobieta zdradzona? Jakie emocje targają kobietą zdradzającą? (Fot. iStock)
Zostałem zdradzony przez żonę. Zostałam zdradzona przez męża. Co czuje kobieta zdradzona? Jakie emocje targają kobietą zdradzającą? (Fot. iStock)
Zawsze świadczy o poważnym kryzysie w związku. Zawsze boli. Ale otwiera też przestrzeń do dialogu i zmian. Jak ją dostrzec, radzi psychoterapeuta Janusz Wiśniewski.

Zawsze świadczy o poważnym kryzysie w związku. Zdradzona żona, zdradzony mąż... Zawsze boli. Ale otwiera też przestrzeń do dialogu i zmian. Jak ją dostrzec, radzi psychoterapeuta Janusz Wiśniewski.

Ewa: zdradziłam

Ktoś mi kiedyś powiedział, że zdrada to bilet w jedną stronę. Nie ma powrotu.

Myślałam, że jesteśmy z Michałem dobrym małżeństwem. Połączyło nas podobne poczucie humoru i pasja do historii. Oboje bardzo chcieliśmy założyć rodzinę. Miłość zmysłowa nigdy nie była najmocniejszą stroną naszego związku, ale mieliśmy dla siebie dużo sympatii, szacunku i czułości. I zawsze mogłam na Michała liczyć.

Przez lata działaliśmy jak najlepiej zgrany tandem. Założyliśmy i rozwinęliśmy firmę, zbudowaliśmy dom, mamy dwóch synów. Tyle rzeczy robiliśmy wspólnie, że w pewnym momencie zaczęłam się czuć bardziej jak kumpel, wspólnik niż żona. Michał widział we mnie kobietę jedynie wieczorem. A i to coraz rzadziej. Poza tym to nie ten typ mężczyzny, co potrafi bez okazji przynieść kobiecie bukiet kwiatów. Prędzej kupi pęczek koperku i jeszcze będzie oczekiwał pochwał, że jest taki zapobiegliwy.

Pół roku temu wybrałam się na spotkanie ze znajomymi ze studiów. Wieczorem do naszego grona dołączył Andrzej. Po wielu latach nieobecności wrócił z Kopenhagi, gdzie mieszkał z żoną i córką.

Na początku studiów chodziliśmy ze sobą. Ale trwało to krótko, bo Andrzej wyjechał. Od tamtej pory nie widzieliśmy się. Kiedy go teraz spotkałam, zauroczenie powróciło. Aż mi było głupio, bo trzęsły mi się ręce i nie mogłam zebrać myśli.

Następnego dnia zadzwonił, proponując kawę. Po spotkaniu nie przestawałam o nim myśleć. Widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, chociaż na kwadrans. Czułam się jak drzewo na wiosnę, w którym po zimie znów zaczynają krążyć soki, odżywa.

Początkowo wmawiałam sobie, że to tylko niewinne spotkania dawnych przyjaciół. Przecież nie robię nic złego. A trochę radości od życia też mi się należy.

Po paru tygodniach Andrzej zamiast tradycyjnej kawy zaproponował wyjazd za miasto. Skończyło się w przydrożnym motelu. Dawno nie byłam tak szczęśliwa. Czułam się kobieco, znowu miałam piersi, biodra, brzuch, uda. Znów ktoś patrzył na mnie z zachwytem. Andrzej był tak czuły i namiętny, jak tylko może to sobie kobieta wymarzyć.

Wracałam do domu miotana mnóstwem skrajnych uczuć – rozpierająca radość, zdziwienie, że do tego doszło, strach, co będzie dalej, ekscytacja, że mam taką cudowną tajemnicę, złość na Michała, że nigdy nie był wobec mnie tak namiętny i uważny.

Ta ukrywana miłość dodawała mi skrzydeł, byłam wesoła, pełna energii, wspaniale się czułam.

Zostałem zdradzony przez żonę

Któregoś wieczora Andrzej napisał esemesa, że mnie kocha i żałuje, że nie udało nam się przed laty być razem. Chociaż bardzo się pilnowałam, tym razem zostawiłam swój telefon w jadalni na stole – usłyszałam płacz młodszego synka i pobiegłam sprawdzić, co się stało. Kiedy wróciłam do jadalni, Michał siedział przy stole. Po jego minie domyśliłam się, że przeczytał wyznanie Andrzeja.

To był koszmarny wieczór. Michał dokładnie o wszystko wypytywał. Kto to jest? Czy z nim spałam? Jak długo trwa nasz romans? Mąż "widział" jak go zdradzam. Powiedziałam prawdę, nie było sensu kłamać. Po tej rozmowie przestał się do mnie prawie odzywać. Jedynie przy dzieciach odpowiada monosylabami na pytania i zdawkowo omawiamy plany na dany dzień.

Kilkakrotnie próbowałam Michałowi coś wytłumaczyć, ale nie chce mnie słuchać. Trwamy w takim zawieszeniu już od wielu tygodni. Nie wiem, co robić. Ciężko mi, że go zawiodłam. Podjęliśmy z Andrzejem decyzję, że będziemy się starali ratować nasze rodziny i przestaniemy się spotykać.

Żona Andrzeja, Dorota, też się dowiedziała o naszym romansie. Jej znajoma widziała nas w restauracji. Andrzej przyznał się do wszystkiego, a ona definitywnie zażądała rozwodu.

Dorota: zostałam zdradzona

Od dłuższego czasu czułam, że coś jest nie w porządku. Andrzej był nieobecny myślami i roztargniony. Początkowo sądziłam, że może ma kłopoty w pracy. Kiedy jednak zaczął konsekwentnie unikać zbliżeń, zaczęłam się niepokoić. Zawsze znalazł pretekst, by się położyć spać dużo później niż ja. Czułam się tym dotknięta, ale nie reagowałam. Nie mam zwyczaju prosić o bliskość, tym bardziej, że był coraz bardziej rozdrażniony i nerwowy. Ciągle narzekał na brak czasu, odmawiał wspólnych wyjść do kina czy znajomych. Zaczęłam podejrzewać, że w grę może wchodzić inna kobieta. Jednak duma nie pozwalała mi o to zapytać. Odsuwał się ode mnie coraz bardziej, ja odpowiadałam tym samym. Nie nalegałam, nie dopytywałam o nic.

Kiedy przyjaciółka powiedziała mi, że widziała go w restauracji z jakąś wysoką szatynką, poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Zaczęłam wypytywać o szczegóły. Podobno ich zachowanie nie zostawiało żadnych złudzeń co do intymności relacji. Przez kilka dni byłam jak sparaliżowana.

Wreszcie zapytałam go wprost, czy to prawda, że ma inną kobietę. Nie chciałam znać szczegółów ich relacji. Chciałam wiedzieć tylko, czy mnie zdradził.

Teraz, jako zdradzona żona, cały czas zastanawiam się – jaka ona jest. Czy ładniejsza, bardziej kobieca, w czym ode mnie lepsza? Na usta ciśnie mi się tysiące pytań, ale żadnego z nich nie jestem w stanie zadać. Każdego ranka po obudzeniu z całych sił zaciskam oczy, pragnąc, żeby to był tylko zły sen. Nie mogę uwierzyć, że Andrzej mnie zdradził. Najchętniej kazałabym mu się natychmiast wynosić. Jedynie z powodu naszej córki powstrzymuję się przed taką decyzją. Powiedziałam, że chcę rozwodu. Nie jestem w stanie dalej z nim żyć. Po tym, co zrobił, całkowicie straciłam do niego zaufanie.

Patrzę na Andrzeja i wciąż się zastanawiam, ile razy mnie zdradził, ile razy zrobił ze mnie idiotkę. Chociaż zapewnia, że nigdy wcześniej nie był z inną kobietą, nie wierzę w ani jedno jego słowo. To już nie jest mój Andrzej, tylko obcy, zimny facet, który mnie zawiódł i oszukał.

Chwilami jednak bardzo żal mi tych wszystkich dobrych lat, które razem spędziliśmy. Wtedy mam ochotę wrzeszczeć i przeklinać, ale milczę jak skamieniała. Wokół mnie jest rumowisko, a ja, zdradzona żona, nie wiem, w którą dalej iść stronę. Zostać czy odejść.

Zdradzona żona, zdradzony mąż - jak skorzystać z szansy?

Jeśli w związku dochodzi do zdrady, można powiedzieć, że od dłuższego czasu trwał on w pogłębiającym się kryzysie.

Kiedy bilans zysków i strat staje się ujemny, wówczas otwiera się droga do poszukiwania kogoś, kto da to, czego nie daje nam partner, a więc bliskość, ciepło, akceptację czy zrozumienie. Nie znaczy to jednak, że odczucie deficytu ma zawsze źródło w tym, że partner jest obiektywnie niedobry. Bywa, że dana osoba czuje się zaniedbana i niedoceniona, ponieważ jej potrzeby emocjonalne są zbyt duże, by ktoś był w stanie im sprostać. Często dlatego, że nie otrzymała wystarczająco miłości, akceptacji i opieki w dzieciństwie.

Jakakolwiek droga nie prowadziłaby do zdrady, świadomość bycia zdradzonym jest zawsze źródłem ogromnego stresu. Na początku pojawia się szok i niedowierzanie, że sprawy zaszły tak daleko. Niektóre zdradzone osoby reagują wybuchem gniewu i pretensjami. Awantura daje przynajmniej upust trudnym emocjom. Gorzej, gdy zdradzona żona lub mąż zamyka się w sobie i biczuje samokrytycyzmem, myśląc: „To było do przewidzenia. Nie nadaję się do niczego. Wreszcie wyszło to na jaw”. Zdradzone kobiety zazwyczaj uważają, że ich rywalka jest dużo ładniejsza i bardziej kobieca. Mężczyźni zaś sądzą zwykle: zostałem zdradzony przez żonę, bo jestem słabym kochankiem.

Jeśli, pomimo zdrady, para podejmie decyzję o dalszym byciu razem, ale zdradzona żona lub mąż będzie próbować opierać dalszy związek na nieustannym wzbudzaniu poczucia winy w partnerze – nieuchronnie doprowadzi to do kolejnej zdrady. Najtrudniejszą, ale najwłaściwszą drogą dla związku, którego dotknął kryzys z powodu braku wierności, jest próba znalezienia jakiegoś sensu zdrady. Od osoby zdradzonej wymaga to dojrzałości – mimo zranienia i poczucia krzywdy musi dostrzec swój wkład w to, co się stało. Od osoby, która zdradziła – szczerości i odwagi, by przyznać, że popełniła wykroczenie, nie dotrzymała umowy i głęboko zraniła partnera. Gdy osoba zdradzona zrezygnuje z przywiązania się do swojej krzywdy i roli ofiary, a ta, która zdradziła, uwierzy, że jest jeszcze w stanie wnieść do związku coś pozytywnego, wówczas otwiera się przestrzeń do dialogu. Bo przecież niewierność nie musi oznaczać przekreślenia wartości partnera.

Zdrada zawsze jest poważnym kryzysem, który niejednokrotnie kończy się rozstaniem. I nie da się tego kryzysu pokonać bez głębokiej zmiany jakości związku. Zazwyczaj potrzebna jest w tym celu interwencja terapeutyczna, bo siły związku są niewystarczające na to, by wyjść z tak głębokiego impasu.

Każdy kryzys ma potencjalnie szansę zaowocować czymś dobrym. Żeby jednak tak się stało, trzeba otworzyć się na zmianę, odkryć w sobie i związku nowe potencjały, sięgnąć do niewykorzystanych dotąd doświadczeń. Przestać sprowadzać siebie i partnera do ustalonego latami układu.

W związkach, które przeżywają kryzys, partnerzy zwykle nie rozmawiają ze sobą, lecz ze swoimi wyobrażeniami o sobie. Tymczasem spojrzenie w nowy sposób na siebie, drugą osobę i relację daje szansę na wyjście z kryzysu, ale też na głębszy związek, lepszą komunikację i nowy wymiar bliskości erotycznej.

Aby uniknąć tak głębokich kryzysów w związku jak zdrada, warto uświadomić sobie, że dbałość o dobrą relację jest zadaniem obojga partnerów. Jeśli chcemy wziąć odpowiedzialność za związek, to kiedy pojawiają się problemy z bliskością, gdy inni zaczynają być bliżsi niż partner – powinniśmy mu o tym otwarcie powiedzieć, wspólnie spróbować coś z tym zrobić, a nie czekać, aż sprawy wymkną się spod kontroli.

Tymczasem często okazuje się, że wielu osobom trudno przychodzi szczera rozmowa o niezaspokojonych potrzebach. I tak długo, jak związek funkcjonuje poprawnie, czyli nie kłócą się, zgodnie wychowują dzieci, razem jeżdżą na wakacje i robią zakupy – uważają, że wszystko jest w porządku. Tymczasem pod pozorami normalności coraz bardziej zanika bliskość, partnerzy oddalają się od siebie, a wtedy już tylko krok dzieli ich od zdrady. 

  1. Psychologia

Zdrada to symptom choroby związku, a więc dotyczy obu stron. Rozmowa z Katarzyną Miller

Według Kasi Miller, zdrada bywa syreną alarmową dla związku. Czasem trzeba się rozstać, ale czasem warto podziękować kochance, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. (Fot. Getty Images)
Według Kasi Miller, zdrada bywa syreną alarmową dla związku. Czasem trzeba się rozstać, ale czasem warto podziękować kochance, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. (Fot. Getty Images)
Zdrada to jedno z najboleśniejszych doświadczeń. Gdybyśmy jednak umieli spojrzeć na nią mniej stereotypowo, mogłaby się stać początkiem zmian prowadzących nas do prawdziwego spełnienia – twierdzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Zdrada to jedno z najboleśniejszych doświadczeń. Gdybyśmy jednak umieli spojrzeć na nią mniej stereotypowo, mogłaby się stać początkiem zmian prowadzących nas do prawdziwego spełnienia. "Kup kochance męża kwiaty" – twierdzi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Trudno uwierzyć, że serio mówisz o tych kwiatach. Nie dość, że kochanka uwiodła nam męża, to mamy jej jeszcze dziękować? Za co?
Podkreślam, że ani nie gloryfikuję, ani nie usprawiedliwiam zdrad. Ani też do nich nie zachęcam. Zachęcam do zmiany perspektywy. Zdrada to nie niemoralny wyskok partnera, który należy potępić w czambuł, i sprawa załatwiona. To symptom choroby związku, a więc dotyczy obu stron. I może spowodować rozpoczęcie leczenia. Pod warunkiem, że chcemy widzieć prawdę sytuacji, a nie tylko stereotypowy przekaz. Często kobiety widzą w kochankach tak zwane całe zło. „Gdyby nie ona, nasze życie by kwitło, nie rozstalibyśmy się”. To pułapka. Jakby przycisnąć jedną i drugą panią, która tak mówi, okazałoby się, że nieco to kwitnięcie było życzeniowe, że coś w ich związkach zwiędło albo czegoś w nich w ogóle nie było. Co symptomatyczne, takie kobiety znajdą sobie zawsze jakieś inne, które im w tym będą sekundowały – to takie źle rozumiane wsparcie. Bo tu nie ma wsparcia, tylko wspólnota w narzekaniu na podobny los. Nie chodzi o to, by coś realnie zmienić, tylko się utwierdzać wzajemnie w przekonaniu, że „mężczyźni to dranie”. W skrócie: że tak jak jest, być musi, a my jesteśmy tej sytuacji ofiarami. I możemy tylko w pośredni sposób dać wyraz swojemu niezadowoleniu, niezaspokojeniu, rozczarowaniu życiem. A przecież wcale tak nie jest.

Gdyby tak podejść do sprawy, trzeba by się odważyć coś w swoim życiu zmienić. A to trudne. Łatwiej narzekać.
I cierpieć, okopać się na wygodnej pozycji ofiary. To w zasadzie sedno sprawy. A sprawa jest prosta. Nasz mężczyzna nas zdradził. Co to oznacza? Że są wokół nas jakieś kobiety wampy, które odurzają Bogu ducha winnych mężczyzn i wodzą ich na manowce? To przecież śmieszne. Kobiety bardziej świadome i dojrzałe wiedzą, że faceta będącego w związku nie można tak po prostu sobie wziąć. On też musi tego chcieć. A dlaczego chce, skoro niby wszystko ma pod ręką? Słyszę czasem: bo ona uwodziła, przymilała się, dawała mu, co on chciał. No, ale drogie panie, to oznacza, że on tutaj nie miał tego, czego chciał, jakaś jego potrzeba była niezaspokojona.

A jeśli jego potrzebą jest zaliczyć każdą spódniczkę?
Nie mówimy o mężczyźnie, który nie potrafi i nie chce się powstrzymać. Wtedy to seksoholizm, który trzeba leczyć. I jeśli kobieta decyduje się z takim mężczyzną żyć, powinna również iść na terapię. Mówimy o „zwykłej” zdradzie. Podkreślam – wygląda to identycznie w wypadku, kiedy kobieta zdradza. Ale dziś skupiamy się na mężczyźnie. Jest sobie pan mąż, traktowany już trochę jak kapeć, wysłużony mebel. Ktoś, kto jest, ma robić pewne rzeczy bez pytania, bo rutyna weszła wszystkim w krew. Dodam, że w takim związku zwykle kobieta czuje się podobnie: jak kanapa, poduszka. Wygodna, oczywista, przydatna. On stwierdza ze zgrozą, że lata mijają, że kiedyś bardzo chciał mieć tę kobietę, założyć rodzinę, mieć dzieci, to się udało, zbudowali dom... I idą tą drogą, która z początku była pociągająca, bo bezpieczna, ale z czasem stała się nużąca i wymagająca. A on za czymś tęskni, czegoś by chciał. – I raptem pojawia się jakaś ona: młodsza, ładniejsza... – To stereotyp, że faceci lecą na młodsze. Walor młodości partnerki ma podstawowe znaczenie tylko, gdy mężczyzna mocno cierpi z powodu starzenia się. Naprawdę liczy się to, że ona jest nieznana, interesująca. A przede wszystkim, że widzi w nim MĘŻCZYZNĘ. To jest tak, jakby zresetować jego życie i nadać mu na nowo sens. Bo on znowu dla jakiejś kobiety staje się kimś, kto wyzwala w niej to, co sam chce poczuć. Jakiś dreszcz, zainteresowanie. Zaczyna czuć, że żyje.

I zdradza?
Wcale nie tak łatwo. Ludzie nie są tacy chętni, by zaburzać oswojoną codzienność, stan homeostazy. To jest jedna z trudniejszych rzeczy, bo generuje wielką zmianę. A zmian się ludzie boją. Więc albo musi być w nim naprawdę wielki głód wywołany wielkim zaniedbaniem – wtedy pójdzie za impulsem. Albo wszystko się musi dziać powolutku, osmotycznie niemal. Pewien porządny mąż, oddany rodzinie i dzieciom, który gdy mu było samotnie i smutno, oddawał się majsterkowaniu, powoli, niezauważalnie zakochiwał się w jednej z pań ze wspólnego towarzystwa. Ponieważ przy niej odpoczywał. Ona nic od niego nie chciała, nie kazała tańczyć, gadać. Potem ona mu powiedziała, że lubi z nim tak siedzieć, potem porozmawiali, zatańczyli. To się rozłożyło na lata. Nikt nic nie widział, oni sami nie widzieli, nikt tego nie nazwał. Aż się stało.

Można w ogóle coś na to poradzić? Można zawczasu czytać sygnały tego, że w naszym związku jest coś nie tak, że w nim czegoś brakuje. I bardzo mocno się do tego zabrać. Inaczej prędzej czy później coś się wydarzy. Zakładanie, że cokolwiek trwa bez zmian, jest iluzją. A jak to zwykle u nas bywa? Jak ze zdrowiem. Póki człowiek zdrowy, póty nie myśli o profilaktyce. Nadużywa się, aż zachoruje. Zdrada to taka choroba, która wychodzi po latach zaniedbań. Jest ciężko albo nudno, albo coś uwiera, albo cieplutko i nijako, ale, nie wiedzieć czemu, uważamy, że ten związek będzie trwał wiecznie. Cierpimy, a mimo to dziwimy się, że ktoś nagle nie wytrzymuje.

 
Jak to: zdradził? Jak mógł mi to zrobić?
I całe szczęście, że w tym człowieku jest jeszcze coś, co nie chce wegetować, pragnie szczęścia. Podkreślam, że nie umniejszam wagi doświadczenia zdrady. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że bycie zdradzoną jest tak silnym przeżyciem, uświadamia kobiecie coś, o czym sama albo zapomniała, albo wręcz nigdy do niej nie dotarło: że jest istotą seksualną, że chce, żeby ten żywioł był obecny w jej życiu. Niestety, często dopiero taki kubeł zimnej wody potrafi nas obudzić z letargu. Dopiero wtedy, gdy jakaś inna zabierze to, co w tym związku niby mamy – ale nie korzystamy z tego, nie cieszymy się tym – jest katastrofa. Użyteczna katastrofa, dzięki której możemy coś zrozumieć i coś zmienić. Pod warunkiem że nie projektujemy swoich nieprzyjemnych uczuć, które się wiążą z byciem zdradzoną, wyłącznie na kochankę męża. Emocje oczywiście zaczynają wrzeć: on miał być tylko dla mnie. A tu pieści inną, innej pragnie. Ona ma dobrze. Jemu się do niej pali. A do mnie nie.

Bo jeśli mu się pali do mnie, to nigdzie nie pójdzie.
Oczywiście. Jeśli seks jest w związku żywy, on nigdzie nie pójdzie, bo po co? Tu mu najlepiej, dumny jest, że ma kobietę, która ciągle go kręci. Nawet jeśli się kłócą. Nie są zobojętniali na siebie. Na coś mają ochotę, jeszcze to coś nie zasnęło, nie umarło. A złość zdradzonej żony jest w ogromnej mierze o to, że on z kochanką ma fajnie.

Czyli tak naprawdę o to, że u nas jest niefajnie...
Niezupełnie, gdyby u nas dalej było bez zmian, to niechby sobie było, ale okazało się „przez nią”, że jemu jest gdzieś lepiej... A to niezła ostroga. W tej kobiecie jest stłumiony żal, poczucie niezaspokojenia czy krzywdy, złość, bezradność, że w jej związku coś nie działa, ten seks nie jest taki, jak ma być. A dlaczego tak jest? Bo ta kobieta robi sobie straszną krzywdę. I swojemu mężczyźnie też. Mało tego, swoim dzieciom również. A przecież tego nie chce. Ona siebie zdradza. Swoje potrzeby, swoją istotę. Dlatego jej mąż zdradza ją. Ona podporządkowuje siebie jakimś stereotypowym wizjom, wyobrażeniom, które jej wmontowała rodzina i kultura. Zajmuje się dorównywaniem matce i teściowej w byciu idealną panią domu, matką, żoną. I czeka na nagrodę. Tylko jakoś nie pamięta, że jej matka tej nagrody nie dostała... Harując, nie daje sobie szans na odkrywanie tego, czego oczekuje od życia, do czego jest stworzona. Chce mieć dom, męża, dzieci, bo takie jest życie. Często słyszymy żarty w rodzaju: pilnuj chłopa, bo jak nie, to znajdzie sobie inną. Kto znajdzie sobie inną? Tylko chłopiec przetrzymywany w nieświadomości. Nie trzeba pilnować świadomego, dorosłego człowieka, który wie, czego chce, i to wybrał. Tyle że najczęściej on nie ma pojęcia, co wybrał. Największym zagrożeniem dla związków jest to, że tworzący je ludzie wprawdzie myślą o byciu razem, ale nie zastanawiają się, co zrobić, żeby to się udało.

Wierzą, że będą żyli długo i szczęśliwie...
I że zawsze tak będzie. Dla niektórych kobiet nawet myśl, że jej mąż mógłby chcieć innej, jest nie do wyobrażenia, choć wszystkie naokoło narzekają na zdrady. „Mnie pewne sprawy nie dotyczą, zmarszczki się nie pojawią, włosy nie posiwieją, nie zachoruję, nie umrę”. A raptem się okazuje, że to się dzieje.

No dobrze, ale co robić, gdy gaśnie to pożądanie? Dlaczego zdrada boli tak bardzo?
Gaśnie, bo nie jest podsycane. Nie pracujemy nad tym, by płonęło. Ale nawet jeśli zgasło, zdrada zawsze boli. I całe szczęście. Ponieważ ten ból jest najprawdopodobniej pierwszym autentycznym, niewynikającym z życiowej harówy w półletargu, uczuciem od dawna. To pierwszy sygnał, który pokazuje: „ja tak nie chcę”. Wiem na razie, że nie chcę, by mój mąż zażywał rozkoszy z inną kobietą. Ale potem zaczynają przychodzić inne pytania, refleksje: „No tak, nigdy nie lubiłam specjalnie seksu. I on przez lata się na to godził. Dlaczego?”. Albo: „Nie byłam w stanie się przyznać, że lubię seks, bo mi było wstyd. Nigdy nie wykazałam inicjatywy w tej sprawie. Pozwoliłam, żeby seks schodził na ostatnie miejsce...”.

„Nie dość, że cię, kobieto, zdradzono, to jeszcze to twoja wina”?! A on w tej sprawie nic nie zawinił?
Pewnie tyle samo co ona. Ale jak długo można czerpać zastępczą satysfakcję z faktu bycia tą „świętą, zdradzoną”? Sens ma, moim zdaniem, jedynie wzięcie odpowiedzialności za to, co się stało, za swój związek, za swoje emocje, chęci, niechęci. I zmienianie tego. Często związek wręcz „chce” być uratowany, zdrada jest wówczas rodzajem syreny alarmowej. Czasem nie ma czego zbierać i trzeba się rozstać. Ale zawsze warto się zdobyć na symboliczny kwiatek dla kochanki, bo gdyby nie ona, nadal tkwiłybyśmy w letargu, w związku, w którym krzywdzimy siebie wzajemnie. A tak mamy kolejną szansę na spełnione, prawdziwsze życie.

  1. Seks

Kobiety, które zdradzają - czego szukają w nowych relacjach?

Co kryje się za kobiecą zdradą? Co kieruje kobietą, która decyduje się na taki krok? (fot. iStock)
Co kryje się za kobiecą zdradą? Co kieruje kobietą, która decyduje się na taki krok? (fot. iStock)
Niewierność to rzecz męska? Stary mit. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że do zdrad małżeńskich przyznaje się bardzo zbliżony odsetek kobiet i mężczyzn. A kiedyś… Kiedyś po prostu się nie przyznawały.

Nasze babki też zdradzały mężów, lecz jako materialnie od nich zależne wolały nie narażać swoich związków na skutki szczerości. Temat jest więc stary, nowa za to teza, wyjaśniająca biologiczne podstawy zdrad małżeńskich. Okazuje się, że korzystnie ewolucyjnie jest spłodzić dziecko z ognistym kochankiem, ale bezpieczniej wychować je z pomocą łagodnego partnera. Zresztą korzystny jest także romans z przystojniakiem, i nie chodzi wcale o samą przyjemność.

– Helen Fisher, amerykańska psycholog, ukuła hipotezę seksownego syna: jeśli spłodzi się potomka płci męskiej z atrakcyjnym dla innych kobiet samcem (z reguły cudzym mężem), syn będzie „po tatusiu” miał powodzenie u kobiet – wyjaśnia seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. I tak podobno co najmniej 10 proc. wychowujących dzieci mężczyzn nie jest ich biologicznymi ojcami!

Biologia biologią, ale kobiety mają własne powody do zdrady. Jakie?

Ciekawość?

Bożena całe życie sypiała tylko z Adamem. Poznali się w ogólniaku i od tamtej pory byli parą. Na studiach wzięli ślub. – Nigdy nie byłam z innym – przyznaje. – Wszystko grało, dopóki nie zaczęłam się zastanawiać, jak by to było…

Z czasem myśli stawały się coraz bardziej natarczywe i dręczące. W końcu Bożena uległa pokusie: zdradziła Adama. Sprawdziła, jak jest czuć pod palcami skórę innego faceta, jak smakuje, jak się porusza, gdzie chce dotykać kobietę...

Zdaniem Twardo-Kamińskiej taka ciekawość jest naturalna: – Kobieta, która wcześnie związała się z partnerem i nie wie, jak to jest kochać się z innymi, może mieć poczucie straty. Ciekawość będzie głębsza i silniejsza, jeśli koleżanki opowiadają o swoich doświadczeniach, a ona jest jedyną w paczce, która nie miała wielu partnerów... lub jeśli nie była „tą pierwszą”. To może budzić chęć „wyrównania rachunku”.

Ciekawość mami, ale co dalej? Bożena spróbowała i… wróciła skruszona w mężowskie ramiona. Z innym wcale nie było lepiej. Prawdę mówiąc, było fatalnie. Bożenie brakowało intymności, bliskości i czułości. Nowe, zamiast ją podniecać, raczej onieśmielało. A kochanek, nie znając jej ciała, nie potrafił dać jej orgazmu.

Ale nie zawsze tak to się kończy. Magda, która była w takiej samej sytuacji jak Bożena, spróbowała rozkoszy z innym kochankiem i… spodobało jej się!

– Odkryłam smutną prawdę o moim mężu: jest słabym kochankiem. Wreszcie mogłam to porównać. Odkryłam też, jaką frajdę daje prawdziwy, wyuzdany, gorący seks – wyznaje. Teraz zdradza męża regularnie. Czy ma wyrzuty sumienia? Trochę.

– Rozwód? W życiu! Kocham męża. Z innymi to tylko seks – mówi Magda.

Joanna Twardo-Kamińska: – Dla Bożeny ważniejszy w seksie był komponent bliskości emocjonalnej, to dlatego nie dała się uwieść nowości. Dla Magdy istotniejsza jest przyjemność i ekscytacja. Umie oddzielić seks od emocji. Większość kobiet tego nie potrafi.

Czy związki obu kobiet straciły na zdradzie? Bożeny zyskał, bo już wie: to mąż jest tym, z którym jest jej najlepiej. A Magdy?

– Kontynuując zdrady, Magda naraża się na najwyższe ryzyko: rozpadu związku, jeśli zostanie przyłapana. Pomijając aspekt etyczny, paradoksalnie jej relacja może na tym zyskać: jeśli Magda przeniesie do własnej sypialni to, czego się nauczyła w innych. Gdy zacznie czerpać satysfakcję z seksu z mężem, nie będzie szukać jej gdzie indziej – uważa seksuolog.

Syndrom zamykających się drzwi

Ula pierwszy raz zdradziła męża po czterdziestce. Wdała się w romans z o połowę młodszym chłopakiem.

– Miałam wrażenie, że czas ucieka, moja młodość i uroda się kończą i że to ostatnia okazja, żeby coś przeżyć – przyznaje.

Niestety, mąż dowiedział się o romansie i zażądał: zerwij z kochankiem. Ula nie potrafiła, nie mogła sobie tego odmówić. Efekt: mąż odszedł. Joanna Twardo-Kamińska uważa, że Ula padła ofiarą syndromu zamykających się drzwi. Czujesz wtedy, że nie masz już takich możliwości jak kiedyś. Wydaje ci się, że nic cię w życiu nie czeka, że to ostatni dzwonek, by czegoś jeszcze doświadczyć. Efekt?

– Singielki zaczynają zmieniać partnerów, a mężatki decydują się na zdradę z młodszym – wyjaśnia seksuolog. – Ale nie każda 40-latka zdradza. Jeśli kobieta ma dobrą relację z partnerem, który potrafi okazać, że jest dla niego atrakcyjna i ważna, to oprze się pokusie.

Nadmiar szacunku

Seksuologowie Samuel i Cynthia Janus odkryli, że niedopasowanie seksualne jest przyczyną jednej czwartej rozwodów. I nie zawsze to kobietę „boli głowa”.

Lilki głowa nigdy nie bolała. Przed ślubem miała bogate życie erotyczne, także z mężem. – Po ślubie się zmienił – opowiada. – Stał się powściągliwy. A kiedy urodziła się córka, zaczął sypiać ze mną raz w miesiącu i wyłącznie w pozycji misjonarskiej. Dyskusje ucinał, mówiąc: „z kochanką robi się inne rzeczy, a z żoną i matką swego dziecka inne”.

Lilka wytrzymała trzy lata seksualnej posuchy. W końcu zaczęła Jaśka zdradzać. Odejść jednak nie zamierza. Jasiek o nią dba, kocha i zabiega o jej względy. Tylko w łóżku coś szwankuje.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej Jasiek cierpi na syndrom madonny i ladacznicy: kocha i szanuje żonę, ale „brudnym” seksem jej nie zbezcześci. Gdyby trafił na partnerkę o mniejszym temperamencie, związek byłby harmonijny. Ale z Lilką to się nie uda.

– Aby pożycie było udane, wszystkie komponenty muszą być w równowadze. Partnerzy powinni dbać o zaspokojenie potrzeb drugiej strony. Lilka nie jest zainteresowana rozwodem, ale jeśli spotka mężczyznę, który da jej miłość, bezpieczeństwo i dobry seks, to nawet bliskość, którą dostaje od Jaśka, może okazać się niewystarczająca – mówi seksuolog.

Dzień za dniem

Trójczynnikowa koncepcja miłości psychologa Roberta Sternberga zakłada, że na udaną relację składają się namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność szybko wygasa, intymność natomiast z biegiem lat ulega powolnemu rozpadowi, jeśli o nią nie zadbamy. Z zaniku intymności rodzi się rutyna, a z rutyny – nuda.

Tak było w małżeństwie Izy. Nie planowała romansu, ale… – Nie ekscytowaliśmy się już niczym, co miało związek z relacją. Każdy dzień był taki sam. Gdy do firmy przyszedł nowy kolega, poczułam, że krew znowu krąży mi w żyłach. Miałam ochotę czarować, uwodzić! – opowiada. Uwodziła skutecznie. Zdrada dodała jej skrzydeł.

– Romans to spora dawka dopaminy i oksytocyny – dodają życiu smaku, a w zaniedbanym, rutynowym związku już się nie wydzielają – opiniuje Twardo-Kamińska. – Zwłaszcza jeśli partnerzy zatracili się w swoich rolach rodziców, pracowników… Pojawia się silna potrzeba szukania ożywienia poza małżeństwem.

Seksuolog uważa, że Iza nie trafiłaby w ramiona innego, gdyby razem z mężem starali się urozmaicać wspólne życie. – Róbmy ekscytujące rzeczy. Chodźmy raz w tygodniu do fajnej knajpki, zapiszmy się na kurs tańca, wyjeżdżajmy – podsuwa. – Niech nasze ciała odnajdą nową przyjemność z obcowania ze sobą nawzajem.

Przyjaźń czy kochanie?

Najbardziej typowy model kobiecej zdrady? Z przyjacielem. Statystycznie aż 34 proc. kobiecych zdrad to właśnie związki z bliskim emocjonalnie mężczyzną (na kolejnych miejscach są znajomy: 28 proc. i były partner: 11 proc.).

Tak było w przypadku Joasi. – Mąż mnie nie doceniał i wyraźnie zaniedbywał. Czułam się źle i wypłakiwałam się  w rękaw Staszkowi, kumplowi jeszcze z ogólniaka – opowiada Joasia. – Szukałam ciepła, zainteresowania i bliskości, i je znalazłam. To, że wylądowaliśmy w łóżku, było dla mnie czymś naturalnym.

Intymność emocjonalna łatwo przeradza się w intymność erotyczną. – Bliskie związki z mężczyznami to z reguły związki erotyczne, więc kiedy pojawia się bliskość między przyjaciółmi różnych płci, łatwo im prześliznąć się w zupełnie inny rodzaj relacji – mówi seksuolog.

Z jednej strony dobrze, bo mamy dwa w jednym: bliskość i seks, bezpieczeństwo i intymność. Ale z drugiej strony – jeśli on jest wolny i istnieje między wami bliskość, pokusa podjęcia decyzji „rozwód” jest naprawdę realna.

  1. Seks

Podwójne życie. Czego mężczyzna szuka w romansie? Czego kobieta chce od kochanka?

W romansie początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Nieuchronnie nadchodzą jednak kolejne fazy związku... (Fot. iStock)
W romansie początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Nieuchronnie nadchodzą jednak kolejne fazy związku... (Fot. iStock)
Związek z kochanką wydaje się najprostszym sposobem, aby odzyskać wewnętrzny ogień. Najczęściej przykrywa rozpacz i zagubienie. Ale okazuje się, że generuje jeszcze więcej cierpienia, komplikuje życie – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Podwójne życie, czyli kochanka, którą się ukrywa, napięcie, żeby się nie wydało, kłamstwa, lawirowanie, wyrzuty sumienia. Wielu mężczyzn zna te męczarnie. Ale brną. Często od kochanki do kochanki.
Kochanka to azyl, ukojenie. Bez zobowiązań, bo przecież nic formalnie nas nie łączy, wiemy, po co tu jesteśmy. Seks jest oddzielony od stresu codziennego życia, bólu głowy, płaczu dzieci. Kochanka czeka, jest święto.

Na początku niczego nie wymaga.
Początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Żadne kwestie formalne, organizacyjne, prawne, finansowe nie komplikują bycia razem. Mężczyzna deklaruje, że wprawdzie ma rodzinę, ale to nie przeszkadza, żeby było miło. Kobieta się godzi – ma kogoś, nie jest sama.

To pierwsza faza. Nieuchronnie jednak nadchodzi druga: kochanka orientuje się, że on ma wszystko, ona niewiele. Na internetowych blogach właśnie ten czas jest opisany najobszerniej. Kochanki konfrontują się z „totalnym psychicznym dołem”, „przepaścią”, i „trzeźwieją w oczach”. „Jestem dla niego darmową d…” – pisze jedna z nich. Kobieta chce wyjść z ukrycia, przestaje godzić się na związek w czterech ścianach. Dopytuje: „co dalej?”. Chce inaczej. Chce rozmawiać, ustalać przyszłość, zasady, warunki. Niektóre orientują się, że czas leci i jak tak dalej pójdzie, nie zdążą urodzić dziecka. Bo z kim? On już ma dzieci.
Kończy się złoty okres. W miarę jak romans się rozwija, mężczyzna – w sensie emocjonalnym – oddala się od rodziny. Coraz częściej przeżywa wewnętrzny konflikt, niepewność. Być może obiecuje kochance, że odejdzie z domu. Czuje ciężar uwikłania. Dotąd to żona była rozdrażniona, miała żale i pretensje. Teraz obie kobiety zgłaszają oczekiwania.

Dopada nas to, przed czym uciekamy… Wygląda na to, że teraz mężczyzna ma jeszcze więcej tego, czego w swoim życiu nie chce. Bo przecież chce wolnego związku, seksu bez zobowiązań, a nie wymagań i pretensji. Czy mężczyźni wiedzą, dlaczego związek z kochanką na początku wydaje się taki atrakcyjny i pociągający?
Kochanka to zazwyczaj kobieta młodsza, niezmęczona życiem, zdrowa, świeża, wysportowana, ma różne zainteresowania. A w stałym związku ogień przygasa. Na pierwszy rzut oka łatwiej związać się z kochanką, niż podsycać ogień w związku, który trwa. Wielu mężczyzn tak wybiera. Mam wrażenie, że nie wiedzą, na co się decydują. Wydaje im się, że są w stanie kontrolować sytuację. Jednak bliskość, intymność wymyka się kontroli, tu wszystko może się zdarzyć, trudno coś przewidzieć. Kochanka może na przykład zajść w ciążę, co dodatkowo skomplikuje sytuację. Może podjąć nieoczekiwaną decyzję, dzwonić do żony, odwiedzać mężczyznę w pracy, opowiedzieć o romansie znajomym. Gdy żona dowiaduje się o istnieniu kochanki, może być naprawdę nieprzyjemnie. Jeden z moich klientów opowiadał, że żona przyszła do jego biura i zrobiła awanturę sekretarce, z którą on miał romans. Świadkami tej niemiłej sceny byli współpracownicy i kontrahenci handlowi, którzy akurat przyjechali z całej Polski. Mężczyźni bywają zaskoczeni: „Co się porobiło! Nie tak miało być!”. Wielu żałuje, że w ogóle zdecydowali się na kochankę: „Po cholerę się wikłałem? Po co mi to było? Jak mogłem być taki głupi!”. Mitem jest czerpanie z tego zdroju za darmo.

Nieraz słyszałem skargi mężczyzn, że kobiety są takie emocjonalne, w przeciwieństwie do nich – racjonalnych, logicznych. Nie widzę takiego podziału. Mężczyźni dokonują wyborów szalonych i irracjonalnych, za które płacą bardzo wysoką cenę. Pakują się w kolejne związki, płacą alimenty na kolejne dzieci. Ich decyzje owocują cierpieniem, wewnętrznym rozdarciem, wyrzutami sumienia. Wmawiają sobie, że mają kontrolę. Nie widać tego. Raczej ulegają słabościom i frustracjom. Część z nich trafia na terapię, wielu topi ból w alkoholu.

A jednak kolejne pokolenia mężczyzn swoją męskość utożsamiają z tym, że chcą i mogą mieć kochanki.
Mężczyźni przekazują sobie legendy na ten temat: jak to wspaniale mieć kobietę na boku, która kocha, czeka. No więc trzeba sprawdzić. Gdy mija pierwsza faza i zaczynają się problemy, mężczyzna myśli: „no nie, tak nie może być, nie mogę się poddawać!”. Postanawia szukać dalej. Zdarza się tak, że kochanka ze zdumieniem odkrywa, że w jego życiu jest już jakaś inna. Potem kolejna i kolejna. Ale ukojenia – za którym tak gonimy – ciągle nie widać.

„Słodki jest ten miód, lepki jest ten miód” – jak śpiewała Maryla Rodowicz.
Coraz trudniej z oblepionymi skrzydełkami wydostać się ze słoja. Ale przekazy pokoleniowe, koleżeńskie trzymają się mocno. Jest taka przypowieść z Dalekiego Wschodu. W kraju muzułmańskim spotkało się dwóch przyjaciół. „Ile masz żon?” – pyta pierwszy. „Jedną. Ty masz więcej?” „Ja mam dwie. Wyobraź sobie podwójne szczęście!” Więc mężczyzna zachęcony przez przyjaciela poślubia drugą żonę. W noc poślubną druga żona mówi: „musisz wybrać – albo ona, albo ja!”. Skonsternowany wraca do łożnicy pierwszej żony. A tu słyszy: „Mało ci było? Chciałeś młodszą? Idź teraz do niej!”. Zbity z tropu, nie mogąc zasnąć, idzie do meczetu, żeby się pomodlić. A w meczecie spotyka przyjaciela, który namawiał go na podwójne szczęście. Żali się: „To nie tak miało być! Dlaczego mi nie powiedziałeś?”. A przyjaciel na to: „Bo tak samotnie czułem się tutaj nocami”.

Tradycja!
Stereotypy, którym ulegamy. Na przykład taki, że kobieta jest monogamiczna, ale mężczyzna to co innego. Wielu z nas myśli: „Jeśli decyduję się na jedną, tracę. Tyle kobiet się marnuje, a ja tu jestem uwiązany”. Inni mówią: „W rodzinie tak było. Ojciec miał kochanki, stryj, dziadek. Męska natura”.

Patrząc na skalę zjawiska, też tak czasem myślę.
Wielu mężczyzn wiąże się z kochankami w geście rozpaczy. Czują się tak upokorzeni i sponiewierani przez stałe partnerki, że ratują w ten sposób resztki poczucia wartości i godności. „Żona mnie pomija, umniejsza, kochanka mnie docenia, więc coś jednak musi we mnie być, nie jestem taki beznadziejny”. To także kara wymierzona stałej partnerce. Tacy mężczyźni czują się usprawiedliwieni, zrekompensowali sobie lata cierpień. Są jak nadąsani chłopcy – nie zadbali o związek, godzili się na upokorzenia, nie okazywali uczuć i potrzeb, nie stawiali granic, a teraz się obrażają. Związek z kochaną przykrywa smutek, zagubienie.

Jest taki dowcip o Billu Gatesie, który po śmierci trafia do nieba. Patrzy: chóry anielskie, nudno, monotonnie. Sprawdza w piekle, a tam stoły suto zastawione, wino, kobiety i śpiew. Święty Piotr mówi: „Zasłużyłeś się, dałeś ludzkości Windowsy. Możesz wybrać, gdzie chcesz być, w niebie czy w piekle.” Gates myśli chwilę i mówi: „chcę do piekła!”. Budzi się w kotle ze smołą. Krzyczy: „Jak to! Przecież było inaczej, miała być nieustająca rozkosz”. A głównodowodzący diabeł z błyskiem w oku: „to był tylko wygaszacz ekranu!”. Mam wrażenie, że mężczyźni tworzą sobie takie wygaszacze ekranu, odurzają się fantastycznymi wyobrażeniami, a potem lądują w piekle.

Doświadczenie namiętności, nawet krótkotrwałe, otwiera serce, odmienia. Wszyscy znamy historie mężów, którzy po romansie wracają do domu i obdarzają nowym ciepłem i troską swoje rodziny. Kochanki uratowały niejedno małżeństwo.
Tak bywa. Dotykamy tu delikatnej wielowymiarowej materii, tajemnicy ludzkich losów. Nasuwa się pytanie, jak czuje się kochanka. Co z nią? Czy ten romans ją także wzbogacił i otworzył? Niestety, najczęściej słyszę o kochankach traktowanych instrumentalnie. Lekarz, który ma rodzinę i dzieci, spotyka się ze studentką. Ona nie wie, kiedy on zadzwoni i powie: „właśnie mam wolną godzinę”. Więc żyje w stanie oczekiwania na sygnał, na jego gotowość. Godzi się na to, ponieważ jest emocjonalnie uzależniona, a jednocześnie jest wściekła, czuje do siebie obrzydzenie. Nie może się wyzwolić. On to widzi i syci się tym, ma poczucie władzy i kontroli. Od początku w tym związku chodzi tylko o seks. Ona wie, że on nie zrezygnuje z rodziny i z dobrej reputacji, i wie, że on nie widzi powodu, żeby cokolwiek w swoim życiu zmieniać dla niej. Mężczyzna patrzy na cierpienie kobiety, ale kontynuuje romans, ponieważ jest mu z tym wygodnie.

Jaką cenę zapłaci kochanka? Dobre pytanie dla każdego mężczyzny
. Czy jestem w stanie czerpać radość i przyjemność z tego związku, wiedząc, że przynamniej w połowie jestem odpowiedzialny za uwikłanie i ból kobiety? Czy godzę się na to? Są jeszcze inne pytania, które dobrze, gdybyśmy sobie zadali. Jak inaczej, może prościej, mógłbym rozwiązywać swoje problemy? Jak bym chciał, aby wyglądał mój stały związek? Jakiej jakości oczekuję od miłosnej relacji? Co mogę zrobić, żeby to osiągnąć?