1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak się efektywnie komunikować - radzi coach Anna Zaremba

Jak się efektywnie komunikować - radzi coach Anna Zaremba

123rf.com
123rf.com
Komunikujemy się z innymi codziennie. Zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym porozumiewanie się jest podstawą wszystkich innych działań każdego z nas. W skutecznej komunikacji informacja nadawcy dokładnie oddaje jego intencję, a interpretacja odbiorcy zbiega się z zamierzeniami nadawcy. Jak to robić?

Współcześnie dysponujemy masą narzędzi ułatwiających porozumiewanie się, a dostęp do e-maila, telefonu komórkowego, komunikatora, internetu, intranetu, wideokonferencji, jest bardzo powszechny. Wprost trudno już wyobrazić sobie bez nich życia. Ale te zdobycze cywilizacyjne nie przyczyniły się do całkowitego wyeliminowania problemów w komunikacji. Mało tego, czasami utrudniają porozumienie, gdyż dzięki uproszczeniu komunikatów, tracimy czasem ich właściwe znaczenie. Dlatego, aby zaznaczyć znaczenie innych, poza słowami, poziomów komunikacji, dodajemy w mailach i SMS-ach emotikony. Komunikacja zawiera w sobie zarówno intencję, jak i znaczenie. Precyzując, można by powiedzieć, że polega na zdolności do wchodzenia w kontakt z drugą osobą i powodowania, że jest się zrozumianym. Zjawiska te są możliwe, ponieważ nasze umysły przechodzą stopniowo od świadomości do podświadomości, która ma zdolność analizowania, syntetyzowania i oceniania. Może zatem rozwiązywać nasze problemy, podejmować decyzje i generować nowe koncepcje. Komunikacja kieruje się czasem ku tym podświadomym poziomom umysłu i z nich wypływa. Z chwilą, gdy dwoje lub więcej ludzi wchodzi w pewnego rodzaju wzajemne oddziaływanie, możliwe staje się komunikowanie na różnych poziomach, nieraz równocześnie. Pod tym względem przypominamy odbiorniki radiowe o wielu różnych kanałach i częstotliwościach. Jednak zdarza się, że jedna osoba mówi, a druga zupełnie inaczej odczytuje jej intencje.

Jak mówić (pisać), by być jednoznacznie zrozumianym? Jak zadbać o szeroki dostęp do informacji, a jednocześnie tak żyć, aby tych informacji nie było zbyt dużo, bo powoduje to trudności w selekcji? Skuteczna komunikacja zachodzi między dwiema osobami wtedy, kiedy odbiorca rozumie sytuację tak, jak zamierzył przekazać ją nadawca. W skutecznej komunikacji informacja nadawcy dokładnie oddaje jego intencję, a interpretacja odbiorcy zbiega się z zamierzeniami nadawcy. Warto podjąć osobiste zobowiązanie - co będę robić, by lepiej się porozumiewać z innymi? Podstawą jest zastosowanie perspektywy JA i oparcie wypowiedzi na faktach oraz wzięcie pod uwagę trzech kolejnych poziomów komunikacji (opinie, emocje i potrzeby), które składają się na interpretację faktów. Problem jest taki, że najczęściej w komunikacji bardzo szybko przenosimy ciężar naszych rozmów z faktów na interpretacje. Mówimy o naszych uczuciach, oczekiwaniach, wskazujemy na to, co myślimy o danym zdarzeniu. I im bardziej oddalamy się od rzeczywistych zdarzeń, tym trudniej nam się dogadać. Fakt to coś, co może zostać zweryfikowane niezależnie od czyjejś interpretacji. Natomiast interpretacja to nadawanie znaczeń faktom. To nie fakty, lecz interpretacje powodują, że trudno nam się porozumiewać. Kłopot polega na tym, że bardzo często mylimy fakty z interpretacjami. Jesteśmy przekonani, że mówimy o faktach, a w rzeczywistości tylko nadajemy im nasze znaczenie z osobistej perspektywy. Oczywiście, nie da się prowadzić rozmowy tylko i wyłącznie w oparciu o fakty. Mówienie o emocjach, opiniach czy potrzebach, jest niezbędne w komunikacji. Jednak skuteczna komunikacja to taka, w której fakty zostają w sposób świadomy i czytelny oddzielone od ich interpretacji. Jeśli do kogoś mówisz, jesteś odpowiedzialny za to, aby twój rozmówca wyraźnie usłyszał, na jakich zdarzeniach (faktach) opierasz swoje opinie, czy wyrażasz swoje emocje do niego. Kiedy słuchasz, twoja odpowiedzialność polega na tym, aby dopominać się wyraźnego rozróżnienia, co jest weryfikowalną daną, a co tylko interpretacją.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Wracam z pracy do domu i widzę, że mieszkanie nie zostało odkurzone - piach i porozrzucane buty atakują mnie już w przedpokoju. Ogarnia mnie wściekłość - to ja tak ciężko pracuję, a oni nie mogą zadbać o minimum porządku? Przecież ustaliliśmy, że syn zajmie się odkurzaniem. Całkiem lekceważy nasze ustalenia. Za grosz szacunku dla mnie i mojej pracy. Na widok syna atakuję - „Dlaczego znowu nie odkurzyłeś?”. Z jego strony pojawia się kontratak - „Ciebie nigdy nie ma w domu, a jak wracasz, tylko się czepiasz!” Tak mogło być kiedyś. Dziś mogę zastosować komunikat z perspektywy JA oparty na faktach - „Widzę, że jest nie odkurzone. Denerwuje mnie, kiedy nie robisz tego, na co się umawiamy. Mam wtedy wrażenie, że mnie lekceważysz. Proszę, odkurz teraz”. Także syn słysząc - „Znowu nie odkurzyłeś?” może zareagować inaczej, niż to uczynił i powiedzieć - „Rozumiem, że denerwuje cię to, że nie zdążyłem odkurzyć przed twoim powrotem do domu. Zapewne myślisz, że w ten sposób łamię nasze ustalenia i nie okazuję ci szacunku i chciałabyś, żebym natychmiast zabrał się do roboty. Czy tak?”. Taki sposób prowadzi do porozumienia, utrzymuje pozytywne relacje między rozmówcami i dodatkowo zwiększa prawdopodobieństwo uzyskania (od razu, i/lub na przyszłość) tego, na czym nam zależy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Między młotem a kowadłem. Konflikty wewnętrzne - jak je rozwiązywać?

Konflikty wewnętrzne dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. (Fot. iStock)
Konflikty wewnętrzne dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Raz jesteś silną, pewną siebie kobietą, innym razem delikatną kobietką, a jeszcze innym przestraszonym dzieckiem. To normalne – na naszą osobowość składają się wewnętrzne postaci, które często mają sprzeczne pomysły na życie. Dobrze, żeby potrafiły ze sobą negocjować.

Konflikty wewnętrzne często biorą się stąd, że stoimy po stronie, którą wspiera nasza kultura, nasi rodzice, nasze doświadczenia życiowe. Mogę na przykład nie chcieć mieć drugiego dziecka, ale jak widzę, że moja matka i babka nie miały jedynaków, skłaniam się jednak do takiej decyzji, bo po prostu w mojej rodzinie zawsze tak było. Jak rozpoznać, którą z tych stron posłuchać?

Agnieszka Wróblewska, psychoterapeutka, Akademia Psychologii Zorientowanej na Proces:
Takich przekonań mamy bardzo wiele, nie zawsze są one świadome, po prostu: u nas w rodzinie dzieci są zawsze najważniejsze, albo kobieta powinna zawsze liczyć na siebie, albo to mężczyzna powinien utrzymywać całą rodzinę. Dobrze jest zbadać swój system przekonań wokół konfliktowej sprawy, poznać jego pochodzenie i zobaczyć jak się to ma do mnie, mojego aktualnego życia, mojej sytuacji. Może się zdarzyć, że hołdujemy pewnym przekonaniom, które niewiele mają wspólnego ze mną, np. moja matka być może nie mogła na nikogo liczyć, ale ja mam wokół siebie bliskich ludzi, którzy już wielokrotnie dali dowód tego, że w trudnej sytuacji nie jestem sama. Inny przykład: boję się zmiany zawodowej, kurczowo trzymam się swojej posady, chociaż jej nie lubię, nie dostrzegając, że zawsze dobrze radziłam sobie w każdej nowej pracy, ale jestem wierna rodzinnej mądrości, że jak się coś ma, to trzeba się tym cieszyć i nie sięgać po więcej.

Jak to zobaczymy, to się dowiemy czego tak naprawdę chcemy?
Tak i troszkę się rozluźnimy. Zmieni się perspektywa. Bo skoro uświadomię sobie, że mój strach przed zmianą pracy to nic innego, jak efekt atmosfery w moim rodzinnym domu, to może łatwiej dam miejsce tej mnie, która ma odwagę do nowego i wcale nie ma zamiaru rezygnować ze swoich aspiracji i sięgania po więcej.

W jaki sposób konflikty wewnętrzne przekładają się na zewnętrzne?
Zazwyczaj automatycznie. Jeśli ciągle kłócimy się o jakąś sprawę ze swoim partnerem, jest to sygnał, że podobny konflikt jest w nas. Bo jeśli mam absolutne przekonanie, że coś jest dla mnie ważne i ja tak chcę, to wtedy to, że on ma inne zdanie, nie stanowi dla mnie problemu. Wtedy albo uznaję, że to jest sprawa nie do dyskusji, albo rozmawiamy o tym, ale nie ma wokół tego emocjonalnego zamieszania. Może być na przykład smutek, że mamy inne zdania na dany temat, ale nie ma ciągłego napięcia.

Zatem źródeł naszych konfliktów z ludźmi należy szukać w sobie?
Na pewnym poziomie tak, ale to jest tylko połowa prawdy. Często po prostu trzeba skonfrontować się z drugą osobą, mocno stanąć za sobą. Buddyjska maksyma „Zacznij od siebie” nie zawsze zdaje egzamin. Czasem trzeba powiedzieć mężowi czy koleżance, że to czy tamto mi się nie podoba. Dobrze jest mieć, oczywiście, świadomość jak to się ma do moich aspektów wewnętrznych, ale to nie zmienia faktu, że trzeba również coś zrobić w rzeczywistości zewnętrznej.

Nasze konflikty wewnętrzne wpływają silnie na związki. Lepiej starać się je rozwiązywać zanim przerodzą się w zewnętrzne?
Trzeba jednak liczyć się z tym, że jak już rozwiążę swój konflikt wewnętrzny, mogę mieć kolejny konflikt zewnętrzny, który będzie reakcją na nową mnie. Bo jeśli na przykład partner podważa moje poczucie wartości i ja stanę mocno za tym moim kawałkiem, który mówi mi, że dam sobie z czymś radę i to zrobię, to zmienia się cała konstelacja między nami. Partner nagle staje przed czymś nowym i nie wiadomo, jak to wpłynie na cały układ.

Może lepiej znać konflikty wewnętrzne partnera czy partnerki. To chyba ułatwia porozumienie w związku?
Czasem tak, a czasem to nie wystarcza. Mam za sobą doświadczenia terapeutyczne z parami, którym wystarczyło kilka spotkań, podczas których ujawnienie takich wewnętrznych konfliktów bardzo dużo zmieniło, ale są takie sytuacje, że znamy swoje konflikty doskonale, ale pojawia się potrzeba zrobienia czegoś więcej.

Czyli?
Samouświadomienie sobie to za mało. Są konflikty, które realnie mogą rozbić związek. Jeżeli stanę po jednej stronie, to ten związek może dalej istnieć, jeśli stanę po drugiej stronie - nie da się już go poskładać. To, co można zrobić, to obojętnie w którą stronę, ale odważyć się na dwa kroki dalej. Jeśli mam poczucie, że nie chcę z tym mężczyzną być, to przenieść się przynajmniej do drugiego pokoju. Jeżeli czuję, że chcę jednak ratować związek, to powiedzieć mu o swoich uczuciach, wyjechać razem na weekend. Czasami jednak takie wahanie trwa długo. To czas potrzebny do wewnętrznej zmiany, dojrzewanie decyzji. Szykujemy się bądź do zerwania, bądź do świadomej zgody na związek taki, jaki jest, a w każdym z tych przypadków przy okazji powstaje również moje nowe „ja”.

Dlaczego nasze konflikty wewnętrzne bywają takie trudne?
Dlatego, że często dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. Do konfliktu wystawiamy naszą mocną część, nie dostrzegamy że jest w nas przestraszone, poranione dziecko. Podobnie nasz partner, partnerka w konflikcie. Często boimy się kolejnych zranień, trudno okazać emocje, które są pod spodem, takie jak strach, odrzucenie. Ale poprzez konflikty intensywnie się rozwijamy. Jeśli ktoś z zewnątrz atakuje jakiś nasz aspekt, zmusza nas do zrobienia jakiegoś kroku, do sięgnięcia po dodatkowe zasoby. To wzbogaca naszą osobowość.

Są ludzie, którzy w ogóle nie mają konfliktów wewnętrznych? Trudno mi sobie kogoś takiego wyobrazić. Oświecony Budda?

Ćwiczenia, które pomagają rozwiązać konflikty wewnętrzne

Ćwiczenie pierwsze
  • Pomyśl o różnych konfliktach, w których chciałbyś/chciałabyś aktywnie uczestniczyć lub już uczestniczysz i nie możesz sobie poradzić.
  • Wybierz jedną, najbardziej energetyczną sytuację i opowiedz o niej partnerowi/ partnerce.
  • Jakie próby rozwiązania konfliktu podejmowałaś/eś do tej pory?
  • Jakiej tożsamości bronisz, podejmując te próby? Jaki obraz siebie próbujesz w ten sposób zachować?
  • Zbadaj dokładnie system przekonań, który stoi za takim obrazem siebie. Kto powiedział, że taka/taki masz być?
  • Spróbuj dopuścić myśl, że aby „rozwiązać” ten konflikt, należałoby być kimś zupełnie innym.
  • Teraz skup się na największej trudności w tym konflikcie. Wzmocnij ją, odkryj jej esencję, stań się nią.
  • Potraktuj ją jako zwiastun, który ma stworzyć twoją nową tożsamość. Pokaż partnerowi/partnerce tę nową osobę tak dokładnie, jak to jest tylko możliwe.
  • Kim byłabyś/byłbyś, gdybyś zamiast walczyć z tą trudnością, pozwolił/a, aby zmieniła ona Ciebie i twoje życie?
  • Pomyśl jak możesz wprowadzić tą nową osobę do twojego życia i relacji.
Ćwiczenie drugie
  • Pomyśl o ważnym konflikcie wewnętrznym (konflikt decyzyjny, konflikt postaw, konflikt wartości itp.)
  • Określ strony konfliktu, znajdź osoby (postaci), które najlepiej reprezentują każdą ze stron w konflikcie.
  • Określ, której strony konfliktu jesteś bliżej w tym momencie. Wyznacz w przestrzeni fizycznej miejsce, które początkowo tej postawie odpowiada, stań w tym miejscu i obstaw mocno ten punkt widzenia, wypowiedz/ wyraź wszystko, co przynależy do tego stanowiska (przekonania, emocje, obawy, nadzieje).
  • Wyznacz w przestrzeni miejsce, które odpowiada drugiej stronie Twojego konfliktu. Stań w tym miejscu i obstaw mocno ten punkt widzenia, teraz wyraź wszystko, co przynależy do tego stanowiska.
  • Zmieniaj i rozwijaj role tak, jak będą one naturalnie przechodziły jedna w drugą.
  • Zwróć uwagę na moment, w którym przyjmujesz postawę neutralną (postawa, która nie jest zainteresowana przekonaniem do jednej bądź drugiej racji, ale rozwiązaniem istniejącego konfliktu).
  • Użyj tej postawy jako mediatora w konflikcie oraz w znalezieniu rozwiązania, które satysfakcjonuje obie strony konfliktu.

  1. Psychologia

Co zrobić, żeby polityka i religia nie zniszczyły naszego związku?

Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Socjologowie alarmują, że społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. Zdaniem dr Bartosza Zalewskiego z Uniwersytetu SWPS nie chodzi jednak o różnice poglądów, a wartości. Na czym powinniśmy się więc skupiać, poza ogólnie rozumianą miłością, by związek przetrwał?

Zapytam wprost: co trzyma ludzi przy sobie, gdy nagle okazuje się, że partnerzy zaczynają się bardzo różnić poglądami?
Pyta pani o poglądy, a tak naprawdę pyta pani, co spaja związek, gdy partnerzy mają odrębne wartości.

Zgadza się.
Mówiąc bardzo wprost, ludzi łączy chemia seksualna i wartości. Nie podobny temperament, nie cechy charakteru, hobby albo ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, ale wartości wyrażane na przykład tym, jak wychowują dzieci. Gdy na randce okazuje się, że dwie strony mają zupełnie inne wartości, to zwykle nie stworzą razem związku. Zwykle, bo są osoby, dla których polityka i religia bywają mało istotne, które twierdzą, że owszem, ludzie się kłócą o politykę, ale nie o to chodzi w życiu. Dlatego nie wykluczam, że możliwy jest związek pary, dla której wspólne wartości nie wyrażają się przez politykę czy religię, ale przez coś innego. Oni mówią, że polityka jest dla nich nieważna. Pewnie gdyby weszła im do domu, to zmieniliby zdanie, ale niektórym nigdy nie wchodzi. Choć dziś na terapiach rzeczywiście jest więcej tzw. małżeństw politycznych, czyli ludzi, którzy się intensywnie kłócą o sprawy polityczne czy religijne. Ale z punktu widzenia terapeuty to jest temat, a nie powód; wcześniej tematem, poprzez który wyrażały się ich trudności, byli na przykład rodzice jednej czy drugiej strony, a teraz jest to polityka albo religia.

A co, gdy nagle okazuje się, że u naszego partnera czy partnerki te wartości ewoluowały i teraz mamy inne zdanie w sprawie aborcji albo nauczania religii w szkołach?
Nic nie można z tym zrobić. Bo to nie są poglądy wynikające z racjonalnej dedukcji, tylko z emocji. Jeśli komuś zmieniają się poglądy, to zastanawiałbym się, dlaczego do tego doszło, bo po prostu ludziom wartości nagle się nie zmieniają. Zakładałbym, że coś musiało się wydarzyć albo coś przelało czarę. Myślę, że byłby to raczej efekt nasilenia czegoś... Może lęku albo gniewu?

Poproszę o przykład.
Przysłowiowy pan Kowalski najpierw nie miał wyraźnego stosunku do aborcji, ale nie był jej jakoś przychylny. I teraz deklaruje, że jest zdecydowanie przeciwko aborcji. Być może niewyostrzona część jego światopoglądu zaczęła się właśnie wyostrzać albo poczuł, że już nie musi się bać mówić o swoim stanowisku otwarcie. Może się zdarzyć, że ktoś nagle z popierającego równość płci zmienił się w dyskryminującego szowinistę. To rzadka sytuacja, dlatego najpierw musi dojść do jakiejś zmiany na poziomie emocjonalnym, a potem dopiero na poziomie wartości.

I co wówczas spaja takie pary? Partnerka musi być w szoku, gdy nagle widzi, że mieszka w domu z szowinistą.
Po pierwsze, mogą zauważać proces wyostrzania się poglądów i o tym dyskutować, ale nie sądzę, żeby taka racjonalna dyskusja mogła coś zmienić w jednej albo drugiej osobie. Za to pary mogą dojść do wniosku, że choć ich poglądy wyostrzają się w stronę przeciwnych biegunów, to inne wartości pozostają wspólne. Jeśli zmieniły się wszystkie wartości, to taki związek nie ma szans, ale zwykle obserwujemy zmianę jednej grupy wartości. I wtedy pary mogą podejść do tego tak: „Jestem bardziej konserwatywny, ale wiem, że żona by mnie z domu wyrzuciła, więc jej tych poglądów nie prezentuję”. Natomiast sytuacja polityczna może zachęcać do mówienia otwarcie i wtedy dochodzi do awantur, po których jedna strona się wycofuje. Wreszcie zastanawiają się, czy ich zmiana wartości to powód do rozwodu. Zapewniam panią, że jest nim dla niewielu par. I jeszcze jedna kwestia.

Jaka?
Jeśli ludzie mają bogate życie emocjonalne i seksualne, lubią wspólne przyjemności, jak seks, dobre jedzenie, spędzanie ze sobą czasu, swoje poczucie humoru i łączy ich wiele sensualnych doświadczeń – to wtedy mogą kłócić się o politykę, ale nie zagraża to ich związkowi, choć poziom satysfakcji z bycia razem może spaść. Jeśli ich poglądy są wyostrzone, bo sprowokowane aktualną sytuacją społeczną i polityczną, to mogą się kłócić, ale wiedzą, że mają inne swoje światy i tak naprawdę marzą, żeby to się uspokoiło. Bo trzeba pamiętać, że choć osoby o bardzo zdecydowanych poglądach tworzą związek z osobami o bardzo zdecydowanych poglądach, to nie znaczy, że ktoś z prawicy stworzy związek z osobą z lewicy. Raczej mówimy o związkach osób o poglądach umiarkowanych, ale wyostrzonych sytuacją polityczną, która prowokuje spór.

Znam pary o skrajnie różnych poglądach, które po prostu o tym nie rozmawiają.
Nierozmawianie o poglądach to kwestia techniki i decyzji. Tu warto zapytać, czy te różnice dotyczą tylko poglądów politycznych bądź religijnych, czy też spraw, które są centrum życia, na przykład wychowania dzieci. Bo jeśli w tych tematach są zgodni, to znaczy, że mają spójne wartości. A to kluczowe.

Jakie to mogą być kwestie oprócz wychowania dzieci?
Na przykład czy lubimy oszczędzać pieniądze na wspólne cele, czy wydawać je na „niszczący nasze życie” konsumpcjonizm? Czy wolimy siedzieć przed telewizorem i jeść czipsy, czy aktywnie spędzać czas i uprawiać sport, bo zdrowie jest dla nas ważne? Czy kobieta ma prawo poświęcić się karierze zawodowej? Podejrzewam, że te pary w tych sprawach są zgodne. A jeśli chodzi o poglądy niedotykające bezpośrednio ich życia, to klasyczna para się w nich różni. Pary, które mają odmienny światopogląd, często mówią, że są takie cechy charakteru żony czy męża, które lubią – że mąż czy żona w domu są fajni, zabawni, czuli. Natomiast w pracy zamieniają się w wojującą feministkę albo zarozumiałego konserwatystę, tyle że na szczęście obie strony tego nie widzą.

Ale to jest do pogodzenia? Czasy sprzyjają wyostrzaniu różnic i często przesłaniają te pozytywne cechy.
Pewnie są pary, którym te różnice coraz bardziej utrudniają funkcjonowanie. Ale jeśli na przykład mają trzynastolatka, który siedzi w domu i cierpi z powodu braku kontaktu z rówieśnikami, to oczywiście mogą się kłócić, czy to efekt polityki rządu, ale tym, na czym się skupią, będzie ratowanie tego dzieciaka.

A co z wartościami, jeśli mąż chce, żeby cała rodzina wzięła szczepionkę przeciw COVID-19, a żona jest przeciwna? To istotny konflikt wartości, dotyczy kwestii życia i śmierci.
Taki związek rzeczywiście nie tyle ma małe szanse przetrwania, co duży potencjał ranienia się. Bo to przecież nie jest kwestia: szczepić się czy nie? Raczej moment, kiedy z parą zaczynamy pracować na sesjach, jeśliby to była para, która chodzi na terapię. Bo gdy podczas takiej rozmowy słyszę, które z małżonków bardziej chce „zabić dzieci”, to przecież na kilometr widać, że to w ogóle nie chodzi o szczepionki.

Jak to?
Kwestia polityczna jest tu podbudowana trudami związanymi z tym, jak bardzo każda z tych osób jest obciążona. I wtedy bym się zastanawiał nad tym, jak te osoby umieją radzić sobie ze stresem, jak regulują emocje, czy cierpią na np. zaburzenia emocji lub osobowości. Do tego dochodzi aktualna sytuacja w rodzinie: ktoś stracił pracę, ktoś jest chory, a rzeczywistość pandemiczna przecież wyzwala także różne fobie. W związku z tym ludzie muszą znosić dużo więcej stresu i mają różne trudności w radzeniu sobie z obciążeniami emocjonalnymi. W rzeczywistości problem nie sprowadza się do szczepionek, ale do tego, jak bardzo ktoś jest przerażony światem, bo nasza reakcja wiąże się z ogólnym myśleniem o świecie, czyli czy to jest miejsce bezpieczne, czy przerażające.

Znajoma seksuolożka powiedziała mi ostatnio, że COVID-19 obnażył związki. Odsłonił pustkę niektórych, a te, które miały się dobrze przed pandemią i potrafiły sobie radzić, nadal sobie radzą.
Zgadzam się, że zamknięci w domach i pozbawieni możliwości choćby chwilowej ucieczki dużo więcej zobaczyliśmy w partnerach i partnerkach. Istnieje zjawisko tzw. współobecności bliskich przy obecności wirtualnej innych osób, takich jak współpracownicy, szefowie i podwładni czy klienci w pracy.  Dowiadujemy się o sobie więcej, na przykład jak druga osoba pracuje, czy markuje różne rzeczy. Nie ma od tego ucieczki. Poza tym partnerzy w związku mogą mieć różną regulację emocji: jedna osoba w stresie przywiera do drugiej, a ta druga właśnie potrzebuje osobności. Kiedyś się uzupełniali, a teraz te sprzeczne potrzeby się nasilają.

Ale czy to nie wpływa na tę sferę seksualną, która była czymś ważnym, stabilnym?
Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego pt. „Seksualność w XXI wieku” pokazują wyraźnie, że większość par jest zadowolona zarówno ze swojego związku, jak i z seksu. Z kolei inne badania pokazały, że z napięciem radzi sobie źle około 30 proc. osób w społeczeństwie, a bardzo źle około 10 proc. U tych, co sobie dobrze radzą, napięcie nie wpływa na związek, bo mają wspólne wartości, czyli znowu bardzo wprost: on będzie z nią chodził na marsze kobiet i jednocześnie w domu będą mieli dobry seks. Z kolei w sytuacjach, gdy partnerka jest poruszona tymi marszami, a partner mówi, że nie wie, o co jej chodzi, to mnie jako psychologa interesuje dynamika związku. Ciekawi mnie, co się stało. Czy mężczyzna obawia się, że jego partnerka zwariowała i się zradykalizowała, i dlatego on też się radykalizuje, tylko w drugą stronę; czy o to, że ona jest wściekła z powodu sytuacji politycznej i przesuwa wściekłość na wszystkich mężczyzn, w tym też na partnera? Szukałbym czynników pośrednich. Para, która miała bogate życie seksualne, musi się mocno postarać, żeby to życie zanikło.

Dlaczego?
Bo będzie im tego brakowało. To był sposób na wzajemne uspokajanie się i na bliskość, więc, widząc, że ich zachowanie i kłótnie wpływają na seks, taka para  szybko by się znowu tą sferą zajęła. Jasne, gdy rośnie napięcie i wokół pełno niepokoju, bo jedno straciło pracę, nie wiadomo, co dalej z pandemią, rodzice w szpitalu i trzeba zająć się dziećmi – to intensywność życia seksualnego spada. Poza tym lęki wyłączają pragnienia seksualne. Często też czynią z dorosłych ludzi tak jakby dzieci i pojawiają się roszczenia wobec partnera. Wtedy poglądy się radykalizują, ale to powodowane jest rozpaczliwą próbą odzyskania kontroli w sytuacji niepewności, co przyniesie kolejny dzień.

Wydaje się, że najlepiej byłoby to wyjaśnić podczas rozmowy. Ale niełatwo nam komunikować swoje lęki i potrzeby.
My jako psycholodzy chcielibyśmy oczywiście, żeby ludzie częściej ze sobą rozmawiali, choć ważna jest nie tylko rozmowa, ale też wyobrażenie sobie, co czuje, co myśli inna osoba. Od 15 lat w terapii duży sukces święci mentalizacja. To taki konstrukt, który oznacza umiejętność rozumienia siebie i innych, dokładnie jak empatia, ale dochodzi do tego element myślowy. Czyli zastanawiam się, co się dzieje w drugiej osobie, jaka jest jej motywacja do działania. Ludziom jest  trudno, gdy nie wiedzą, co się dzieje. Kolejna rzecz to podejmowanie czynności naprawczych. Przecież na co dzień uszkadzamy swoje związki na różne sposoby, robimy krzywdę swoim bliskim, czasem nieświadomie, a czasem – jak mówi znajoma psychoterapeutka – wiemy, gdzie nacisnąć, żeby kogoś szlag trafił. Natomiast ważne jest, żebyśmy potrafili te szkody naprawić, bo mamy całe systemy  i sposoby naprawiania. Poza rozmową gesty niewerbalne, jak kwiaty, kolacja przy świecach, prezent. To wszystko nie zadziała jednak w przypadku par, które psychologia opisuje jako koluzyjne. Dotyczy to tylko jednego procenta, ale występuje. Koluzja polega na tym, że każdy z partnerów umieszcza w drugiej osobie tę część siebie, o której nie wie, że ją ma, a której bardzo nie lubi. Na przykład ktoś uważa siebie za chodzące dobro, nie ma w sobie za grosz złości, ale kiedy patrzy na partnerkę, to widzi sadyzm i agresję w jej oczach. Oczywiście swoim zachowaniem sam te reakcje wywołuje. To są pary o sprzecznych poglądach i wartościach, które nieustannie się kłócą i zwalczają, a jednocześnie nie potrafią się rozstać.

Dr Bartosz Zalewski, psycholog, psychoterapeuta. Adiunkt w Katedrze Psychologii Różnic Indywidualnych, Diagnozy i Psychometrii USWPS. Pracuje w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym Kontrakt w Warszawie.

  1. Psychologia

Jak rozwiązywać konflikty w pracy w duchu wzajemnego zrozumienia?

Odmienności pomiędzy pracownikami prowadzą nieraz do napięć i nieporozumień. (Fot. iStock)
Odmienności pomiędzy pracownikami prowadzą nieraz do napięć i nieporozumień. (Fot. iStock)
Zespoły są zwykle silne i motywujące, ale w pracy różnie bywa. Choć łączy nas wspólny cel, to każdy inaczej wyobraża sobie do niego drogę. Te odmienności prowadzą nieraz do napięć i nieporozumień między współpracownikami. Trenerka komunikacji empatycznej Ewa Orłowska radzi, jak je rozwiązywać w duchu wzajemnego zrozumienia.

Granice empatii

Nasz zespół to same kobiety. Mamy dużo pracy, ale jesteśmy doskonale zorganizowane, więc w zasadzie wszystko układa się dobrze. Problemem jest to, że jedna z koleżanek od dłuższego czasu ma poważne kłopoty w domu. Ze szczegółami i dużo opowiada o kłótniach z mężem, który ją zdradza, nieporozumieniach z dziećmi, spłatach kredytu itp. Zabiera nam to sporo czasu i energii. Sytuacja życiowa koleżanki jest trudna, naprawdę jej współczuję, zresztą wszystkie czujemy podobnie, ale to trwa już tak długo, że, szczerze mówiąc, jestem tym zmęczona. Jak jej powiedzieć, by mniej angażowała nas w swoje życie prywatne, a jednocześnie nie urazić? Emilia, 42 lata

Ewa Orłowska: Rozumiem, że koleżanki czują empatię i chęć pomocy wobec tej z nich, która właśnie się rozwodzi. W takich sytuacjach na początku słuchamy, dopytujemy, pocieszamy. Ale z czasem, jeśli nie możemy realnie pomóc, zaczynamy się wypalać, bo takie rozmowy zabierają energię i mnóstwo czasu. Zaczynamy unikać takiej osoby, a czasem z nadmiaru negatywnych emocji coś nieprzyjemnego jej powiemy albo nawet obgadamy ją na boku. To rodzi konflikt wewnętrzny, a stąd tylko krok do kryzysu w grupie. W tej sytuacji warto się zastanowić, co można zrobić, żeby jednocześnie nie ucierpiała ani relacja z koleżanką, ani praca.

Radziłabym pani najpierw rozeznać się w tym wewnętrznym konflikcie. Zapytać samą siebie: co mnie skłania do tego, żeby słuchać koleżanki, a co mnie już w jej zachowaniu złości? Po uświadomieniu sobie tych dwóch faktów dobrze jest zainicjować rozmowę z koleżanką, w której najpierw pokaże jej pani, że poruszają ją jej opowieści i odzwierciedli jej uczucia. To da koleżance poczucie, że nie jest sama ze swoim problemem, bo ktoś widzi i słyszy, co się u niej dzieje, a to przynosi zwykle ogromną ulgę. Potem może pani zapytać, czy można jej w jakiś sposób pomóc, lub samej złożyć jakąś propozycję – wspólnego wyjścia do kawiarni czy na wystawę albo nawet (jeśli to będzie możliwe dla was obu) wyjazdu na weekend do SPA. Istotne jest, żeby ukazać, że pani intencją jest zadbanie zarówno o koleżankę, jak i o siebie, bo przecież nadal razem pracujecie, a w pracy chodzi w dużej mierze o efektywność całego zespołu. Teraz może pani przedstawić propozycję realizacji w praktyce tego, o czym pani powiedziała. Na przykład umawiamy się, że rano przez kwadrans pijemy herbatę i rozmawiamy o swoich problemach, a potem do lunchu pracujemy. Przy czym co drugi dzień przy herbacie opowiadamy sobie, co dobrego nam się przydarzyło. Bo ważne jest, na co kierujemy uwagę. Nie chodzi o to, żeby zaprzeczać, że komuś jest trudno, tylko zauważyć, że równocześnie istnieją pozytywne aspekty życia.

Dialog z koleżanką może pani zacząć w następujący sposób: „Kasiu, chciałabym z tobą przez chwilę porozmawiać. Zauważyłam, że rozmowy o twoich problemach z mężem mocno mnie angażują. W związku z twoimi sprawami przeżywam wiele emocji – od rozczulenia do złości. Czasem trudno mi potem wrócić do pracy i skupić się na tym, co mamy do zrobienia, a to dla mnie szalenie ważne. Mam taki pomysł – chciałabym, abyśmy miały czas na dzielenie się tym, co dla nas istotne (szczególnie gdy któraś ma trudny moment w życiu), ale też zależy mi na zadabaniu o spokój i energię do pracy. Powiedz mi, jak ci się podoba taka propozycja: robimy sobie przerwę na rozmowę np. przy kawie rano, a później skupiamy się na pracy? Jak myślisz? Równocześnie chcę ci powiedzieć, że chętnie spotkam się z tobą po południu czy w weekend, gdybyś miała na to ochotę. Kontakt z tobą jest dla mnie ważny i chciałabym go pielęgnować. Co ty na to? Masz ochotę?”.

Pozytywny przekaz

Pracuję w agencji mediowej. Nasz zespół często realizuje dwa lub trzy projekty równocześnie. Ważna jest dla nas organizacja pracy, terminowość i elastyczność. Na szczęście jesteśmy zgranym i zdyscyplinowanym zespołem... Poza jednym z grafików, który jest doskonałym specjalistą, ale odkłada wszystko na ostatnią chwilę. Zaczyna pracować dopiero, kiedy zbliżają się terminy zamknięcia projektów, i dziwi się, dlaczego panikujemy, skoro jest jeszcze tyle czasu. Mówiliśmy mu, że tak nie może być, bo jest ważnym ogniwem w łańcuchu i przez niego inni muszą potem siedzieć wieczorami, ale to nic nie zmienia. Już kilka razy tuż przed oddaniem projektu było bardzo stresująco. Zależy nam, żeby go mieć w zespole, bo generalnie dobrze nam się pracuje. W jaki sposób możemy go przekonać, żeby zmienił swoje postępowanie? Zuzanna, 34 lata.

E.O.: Rozmowę z grafikiem najlepiej przeprowadzić po zakończeniu zadania, kiedy wszyscy mają w pamięci fakty, na które mogą się łatwo powołać. Zaczynamy od tego, co daje nam radość i satysfakcję – może każdy z zespołu będzie chciał powiedzieć o tym, z czego szczególnie jest zadowolony. Możemy też zwrócić się tylko do kolegi grafika w rozmowie jeden na jeden, zaczynając od tego, co mnie jako menedżerowi czy koleżance spodobało się w jego projekcie. „Hej, Jacek, ale dałeś czadu z tym projektem – podobał mi się ten twój plakat, kolory piękne, no i oryginalność! Nie wiedziałam, że tak szybko coś tak fajnego może powstać. Gratuluję! A ty z czego jesteś zadowolony?”. Po takim początku możemy się wspólnie ucieszyć się z tego, uśmiechnąć i odprężyć.

Teraz przechodzimy do drugiej części. Ważne jest, żeby nie podważać pierwszej, dlatego nie wypowiadajmy od razu słowa „ale”, tylko zaakcentujmy współistnienie perspektyw, mówiąc „i” czy „w tym samym czasie”. Zgodnie z podejściem Porozumienia bez Przemocy można to zrobić w następujący sposób: „Skoro o tym rozmawiamy, to chcę ci powiedzieć jeszcze coś ważnego o mnie. W tym projekcie i w poprzednim oddałeś swoją część na 24 godziny przed terminem, a umawialiśmy się, że będzie to dwa dni wcześniej. To mnie stresuje, bo nie mam pewności, że dotrzymamy terminu i oddamy projekt najlepszej jakości, a w stresie gorzej pracuję. Nie umiem i nie chcę pracować do późna w nocy, potrzebuję wszystko spokojnie przemyśleć i poanalizować. Ponieważ nie jestem pewna, czy udało mi się jasno ująć w słowa, co dla mnie najważniejsze, proszę cię, powiedz mi, co usłyszałeś? Twój odbiór jest dla mnie ważny”.

Po tej części rozmowy lepiej nie spieszyć się z ustaleniami na przyszłość. Na nie przychodzi czas, gdy już wiemy, że wzajemnie się zrozumieliśmy i że druga osoba bierze nas pod uwagę. To ważne, ponieważ – jak dowodzą badania nad mózgiem – dopiero wzajemne dostrzeganie się rodzi gotowość do współpracy. Warto koledze dać przestrzeń, żeby powiedział, co mu się wydaje ważne. Potem można zaproponować dalsze ustalenia. „Proszę cię, pomyślmy wspólnie, co możemy zrobić, żeby każdy czuł się dobrze i na luzie, nawet ci, którzy nie pracują tak szybko jak ty i nie są odporni na stres. Czy możemy to zrobić jutro po lunchu?”. Warto też zaznaczyć: „Cenię sobie nasze dobre relacje w zespole, flow i uśmiech. Dlatego powiedz mi, czy, słysząc to, co powiedziałam, możesz  starać się trzymać zasady dwóch dni. Ważna jest dla mnie wymiana opinii i jakość finalnego produktu, a wtedy mamy na to czas”.

Na koniec możecie porozmawiać, jak wdrożyć wspólne rozwiązania, i umówić się na rozmowę o tym, czy udało się to zrobić.

Podstawy dobrych relacji

Najlepiej budować zespół na tym, co cieszy i krzepi, a nie na tym, co dzieli. Dlatego:
  • Zacznij od uznania dla siebie. Gdy coś ci się uda, zauważ to i powiedz sobie: „Dobra robota!”. Jeśli będziesz tak robić regularnie, twoje zadowolenie z pracy będzie mniej zależało od uznania innych ludzi, szefów czy nagród. Poczujesz się wewnętrznie silny i bardziej wolny. To zredukuje twoją reaktywność, czyli wrażliwość na opinie innych, będziesz bardziej chętny do kontaktów z ludźmi. Relacje w zespole staną się bardziej świadome, ponieważ wszyscy będą czerpali z tej części mózgu, w której mamy dostęp do świadomego decydowania, do swoich wartości i do wiedzy, jakie konsekwencje mogą przynieść nasze słowa.
  • Dziel się z ludźmi tym, co w nich lubisz i doceniasz, równocześnie wskazując na to, jakie twoje potrzeby to zaspokaja, zamiast komunikować, co ci w innych nie pasuje – to podstawa Porozumienia bez Przemocy. Przecież każdy z nas chce być zauważony, chce, żeby było jasne, że jest wartościowy w zespole.
  • Zawsze otwarcie mów o swoich potrzebach – potrzeby są uniwersalne, dlatego słysząc o twoich, rozmówca może uświadomić sobie także własne, a to stanie się waszym wspólnym polem do porozumienia.
  • Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy wrażliwi na innych, dużo odczytujemy z mowy ciała, a intencje przekazywane są poza słowami. Chodzi o to, żeby otworzyć się na całość sytuacji.
Ewa Orłowska, trenerka Porozumienia bez Przemocy, nauczycielka mindfulness dla dorosłych, młodzieży i dzieci.

  1. Psychologia

Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Wykrywanie kłamstwa było przedmiotem licznych badań naukowych (Vartanian et al., 2012; Jiang et al., 2015) i dzięki obrazowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego można zauważyć, że mózg inaczej reaguje, kiedy kłamiemy, a inaczej, gdy mówimy prawdę.

Mózg kłamcy

Jeśli na zadane pytanie odpowiadamy zgodnie z prawdą, obszary mózgu odpowiedzialne za słuch, następnie za rozumienie, wreszcie: za refleksję – aktywują się w normalny sposób: słuchamy pytania, rozumiemy je i zastanawiamy się nad odpowiedzią. Jeśli oszukujemy, włączają się liczne wyższe funkcje poznawcze. Można zaobserwować silne pobudzenie płata czołowego (odpowiada za refleksję i planowanie), wzrost aktywności kory przedczołowej (odgrywa rolę w kontroli poznawczej i regulowaniu myśli), zwiększenie się aktywności móżdżka (jest związany z funkcjami wykonawczymi) oraz aktywności kory ciemieniowej i śródmózgowia (zaangażowane w funkcjonowanie pamięci roboczej). Do źródeł pamięci roboczej sięgamy między innymi wtedy, kiedy musimy zastosować kontrolę poznawczą i wdrożyć procesy hamowania. Kłamstwo oznacza bowiem konieczność powstrzymania pewnych obszarów mózgu, które chcą powiedzieć prawdę! Im wyższa aktywność obszarów odpowiedzialnych za uruchomienie procesów hamujących, tym lepsza zdolność do kłamstwa! Innymi słowy, sposób komunikacji między poszczególnymi obszarami jest równie ważny, jak ich poziom aktywności i określa taktykę naszego kłamstwa.

Stwierdzono również, że trudności w kłamaniu, czyli poziom aktywacji obszarów mózgu, a także czas odpowiedzi, zależą od cech charakterystycznych bodźca lub formy, jaką przyjmuje kłamstwo, oraz prawdopodobnie typu stawianych pytań. Zresztą przednia część zakrętu obręczy kory aktywuje się mocniej, gdy musimy skłamać spontanicznie w pojedynczej kwestii niż w przypadku okoliczności zapamiętanej i wpisanej w narrację. Zatem większą trudność sprawi kłamstwo w odpowiedzi na nieprzewidziane pytanie, na przykład „Co twoja mama zrobiła wczoraj na kolację?”.

Konflikt emocjonalny spowodowany kłamstwem uaktywni również połączenie między wzgórzem i wyspą. Stąd biorą się tak silne emocje, gdy kłamiemy. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym, bo jeśli oskarżysz swojego partnera bezpodstawnie, także odczuje on silne emocje: wyrażanie emocji nie wystarczy do stwierdzenia, czy ktoś kłamie, czy nie.

Żeby uniknąć zdemaskowania, oszukujący musi zatem najpierw obliczyć ryzyko przyłapania, przypomnieć sobie, co mógł powiedzieć wcześniej (czyli odwołać się do zasobów pamięci), powstrzymać obszary mózgu, które popychają go do powiedzenia prawdy, a następnie wybrać najlepszą strategię odpowiedzi. Zachodzące wtedy w mózgu procesy tworzą pełne połączenie między partiami odpowiadającymi za pamięć roboczą, procesami hamującymi odpowiedź i uważnościowymi, rachunkiem mentalnym i działaniem.

Badacz i psychiatra Daniel Langleben należy do pionierów stosowania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do wykrywania kłamstwa. Jego zdaniem automatyczną reakcją mózgu jest mówienie prawdy (Langleben, 2008).

Im bardziej ludzie rozwijają zdolność do kłamstwa, tym bardziej maleją różnice między poziomem aktywności obszarów mózgu zaangażowanych w kłamstwo i mówienie prawdy. Wydaje się więc, że mózg przyzwyczaja się do kłamstwa.

A co dzieje się w naszym mózgu, gdy ktoś nas oszukuje?

Niewiele jest na ten temat badań, jednak prace Matthew Rushwortha, profesora neuronauk, dają pewne wskazówki. Podczas konferencji Cell Press Lab Links, która odbyła się w Londynie w 2010 roku, wykazał on, że myśl, iż jesteśmy oszukiwani, silnie uaktywnia grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową. Jeśli mamy poczucie zaufania, pozostaje ona spokojna. Kiedy te przewidywania okazują się fałszywe (ktoś nas oszukuje, choć myśleliśmy, że mówi prawdę, i odwrotnie), aktywność naszego mózgu znów się zmienia, pokazując, że tworzymy nowy obraz tej osoby. Zatem konfrontacja z kłamstwem wywołuje w mózgu stan wzburzenia!

Jeśli cierpisz na zespół stresu po zdradzie lub kłamstwo partnera (niezależnie od jego rodzaju) wywołało w tobie traumę, twój mózg – co logiczne – blokuje się. A ten stan angażuje: ciało migdałowate, hipokamp i korę przedczołową.

Ciało migdałowate odpowiada na bodziec oznaczający niebezpieczeństwo. Wytwarza ono poczucie strachu i aktywuje reakcję obronną, czyli ucieczkę lub walkę.

Hipokamp to ośrodek pamięci. Przechowuje wydarzenia.

Kora przedczołowa szacuje, racjonalizuje, planuje i podejmuje decyzje. Reguluje emocje.

Sytuacja stresu pobudza cały ten system, połączony z wyrzutem hormonów, jak adrenalina i kortyzol. Jeśli stres związany z daną sytuacją przekracza nasze zasoby i dociera do przechowywanych wspomnień, system się blokuje i kora przedczołowa nie może efektywnie pracować. Mózg i ciało pozostają w stanie permanentnego napięcia, co długoterminowo prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Mózg łapie wirusa i nie możemy robić nic innego.

Fragment pochodzi z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

  1. Psychologia

Co to jest NLP i na czym polega neurolingwistyczne programowanie?

Programowanie neurolingwistyczne pomaga zbudować pewność siebie. (fot. iStock)
Programowanie neurolingwistyczne pomaga zbudować pewność siebie. (fot. iStock)
Neurolingwistyczne programowanie to jedna z najmłodszych koncepcji terapeutycznych, stosowana chętnie podczas szkoleń i warsztatów.

Programowanie neurolingwistyczne, znane również jako metoda NLP, to jedna z najmłodszych koncepcji terapeutycznych, stosowana chętnie podczas szkoleń i warsztatów. Żaden z nurtów psychologicznych nie spotyka się z tak ostrą krytyką, będąc zarazem jednym z najbardziej znanych i praktykowanych.

Do dzisiaj żadne badania nie określiły jednoznacznie przewagi jednego nurtu psychoterapeutycznego nad drugim – wiemy, że różnią się sposobem pracy, długością trwania sesji, a nawet słowami używanymi wobec klienta czy pacjenta, ale efekty w zdrowieniu są zbliżone we wszystkich nurtach. Co w takim razie sprawia, że terapia przynosi skutek? Na ile jest on zależny od osobowości terapeuty? Ta kwestia zaintrygowała dwóch młodych badaczy: Richarda Bandlera, studenta Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz, oraz lingwistę Johna Grindera. Bandler uczestniczył w zajęciach z matematyki, filozofii i logiki, a ostatecznie ukończył indywidualny tok studiów ze specjalizacją informatyczną. Zafascynowany psychoterapią, został bliskim współpracownikiem Fredericka Perlsa, twórcy terapii Gestalt. Z kolei Grinder zgłębiał technikę szybkiego uczenia się poprzez modelowanie, czyli naśladowanie, poprzedzone precyzyjną obserwacją. Opanował wiele języków obcych i w trakcie służby wojskowej pracował jako tłumacz na całym świecie, również przy tajnych operacjach amerykańskiej armii. Trafili na siebie w latach 70. i połączyli swoje umiejętności, by zająć się psychoterapią, ale od zupełnie nowej i zaskakującej strony.

Ukryty czynnik, czyli NLP – co to jest?

Skupili się na znanych i uznawanych za genialnych psychoterapeutach, m.in. wspomnianych Perlsie, ale również Virginii Satir, pracującej systemowo z rodzinami, i Miltonie Ericksonie, pionierze hipnozy – by znaleźć wspólny mianownik, zbiór cech czy też czynników łączących wybitnych ludzi pomagających innym. Zaobserwowali, że ukrytym – nieuświadomionym również przez psychoterapeutów – czynnikiem jest zestaw wzorców komunikacji zarówno werbalnej, jak i niewerbalnej.

Psychoterapeuci odnoszący sukces wierzyli w zmianę, mieli pozytywne nastawienie do procesu leczenia i niejako zaszczepiali je swoim pacjentom, poza tym ich ciało zazwyczaj było otwarte i wysyłało w kierunku pacjenta sygnały związane z poczuciem bezpieczeństwa. Na podstawie powyższych obserwacji Bandler i Grinder opracowali zasady i interwencje, które działają w procesie leczenia – nową metodę pracy nazwali metodą NLP (neurolingwistycznym programowaniem). Chociaż na początku skupili się tylko na psychoterapii, to efekty ich pracy szybko trafiły do poradnictwa, edukacji, biznesu (zwłaszcza sprzedaży), ale również sportu i wszelkich miejsc, w których osiągnięcie celu zależy od wywierania wpływu, perswazji, a czasami manipulacji, a więc stosowania techniki NLP.

Jak zacząć NLP? Zacznij od ciała

Weronika została wysłana przez przełożoną na dwudniowe szkolenie NLP, dotyczące technik wywierania wpływu. Zarówno w pracy, jak i życiu osobistym zawsze zajmowała pozycję osoby podległej, zależnej. Po raz czwarty została porzucona przez partnera i nie mogła zrozumieć, dlaczego odtwarza niechciany scenariusz, w którym zostaje z poczuciem odrzucenia i bezradności. Choć kurs NLP miał jej pomóc w pracy (dział rekrutacji dużej warszawskiej firmy), to Weronika szybko zrozumiała, że nowe narzędzie pomoże jej także być bardziej pewną siebie w życiu osobistym. Zafascynowało ją swoją prostotą i szybkimi rezultatami – pierwszym efektem było to, że Weronika zaczęła obserwować swoje ciało podczas rozmowy ze znajomymi, bliskimi i osobami, które rekrutuje do pracy. Najpierw skupiła się na rękach (pokazywanie wnętrza dłoni mówi o czystych intencjach), pozycji, w której stoi podczas rozmowy (na wprost – konfrontacyjnie, bokiem – asekuracyjnie), na tym, czy zasłania, czy odsłania brzuch (symboliczne miejsce, w którym znajduje się poczucie bezpieczeństwa), kiedy zaciska pięści (postawa zamknięta, agresja). Zapisała się na kurs praktyka NLP i roczny kurs zaawansowany (koszt: 9000 zł), a w międzyczasie korzystała z indywidualnych, cotygodniowych sesji (200 zł każda) ze swoim mistrzem – tak praktycy nurtu nazywają swoich nauczycieli. W ciągu kilku miesięcy poczuła się pewniej w ciele podczas spotkań z ludźmi, również wtedy gdy niczego nie mówiła. Mistrz przekazał jej także przekonanie, które uwewnętrzniła – by wszystkie porażki traktowała jako informacje zwrotne, jeśli będzie je rozpatrywać w kategoriach emocjonalnych.

Od tej pory zamiast pogrążać się w smutku z powodu porzucenia, zaczęła traktować odejście partnera (już nie porzucenie) jako wskazówkę na temat tworzonych przez nią relacji. Podczas sesji neurolingwistycznego programowania, gdy mistrz przekazywał Weronice nową wiedzę czy zasadę, którą powinna wprowadzić w swoim życiu w następnych dziesięciu dniach, używał techniki zakotwiczenia, tzn. dotykał jej nadgarstka.

Zakotwiczenie polega na wzmocnieniu przekazu słownego poprzez obraz, dźwięk albo właśnie dotyk, niektórzy z tego powodu noszą na ręku kolorową tasiemkę. Ma im np. przypominać o tym, że zanim na kogoś nakrzyczą, mogą wziąć trzy głębokie oddechy, a potem zdecydować, czy wciąż chcą użyć krzyku.

Mapa rzeczywistości w metodzie NLP

Według podstawowych założeń NLP w psychologii każde nasze zachowanie oparte jest na umysłowej strukturze, która manifestuje się poprzez zachowania możliwe do zaobserwowania, zwane mową ciała. Na tym polega połączenie procesów umysłowych czy neurologicznych (neuro), języka i sfery komunikacji (lingwistyczne) z zachowaniami (programowanie). Każde nasze postępowanie coś mówi, nawet wtedy gdy pozostajemy nieruchomi i milczący, a celem komunikacji jest wynikająca z niej reakcja. Bez świadomości sygnałów, jakie wysyłamy ciałem, nie panujemy nad efektem, który chcemy osiągnąć w relacji z szefem czy podczas spotkania z ukochaną osobą.

Specjaliści technik NLP mówią o subiektywnej i indywidualnej mapie rzeczywistości, którą mamy wszyscy. Terytorium jest cały otaczający nas świat, natomiast każdy z nas ma inną mapę. Jeśli jest szczegółowa – ułatwia swobodne przemieszczanie się po terytorium rzeczywistości. A jeśli nie jest konkretna, zawiera sprzeczne informacje, wskazuje pomylone kierunki i jest nieczytelna – z pomocą może przyjść mistrz neurolingwistycznego programowania, który na początku dokona diagnozy mapy albo mówiąc innymi słowy  – struktury naszej osobowości. Niedoświadczeni praktycy tego nurtu popełniają podstawowy błąd, jakim jest zabawa w czytanie w myślach bądź serwowanie swoim klientom gotowych rozwiązań: stój w ten sposób, mów wolniej, patrz powyżej poziomu ust rozmówcy, nie zaczynaj zdania od „nie”. I chociaż klient może zyskać pozorne poczucie wpływu na swoje życie, nie zachodzi w  nim realna zmiana, ponieważ nie rozpoznał własnej mapy, a wyruszył w teren.

Programowanie neurolingwistyczne ma aktywować własny potencjał

Jednym z najczęstszych zarzutów, jakie stawia się NLP, jest ten, że jego twórcy – specjaliści w dziedzinie języka i komputerów – nie mają formalnego wykształcenia psychologicznego i hołdują zasadzie, że cel uświęca środki. To prawda – ta metoda NLP posługuje się wieloma uproszczeniami i jest niewiele badań z zakresu psychologii potwierdzających skuteczność stosowanych przez nią narzędzi. Kolejny zarzut: wychodzi z afirmacyjnego założenia, że każdy człowiek dysponuje wszystkimi niezbędnymi zasobami, by rozwiązać swoje problemy. Ale nawet jeśli to naiwne podstawy, znane są przecież eksperymenty naukowe potwierdzające skuteczność placebo czy mechanizmu samospełniającego się proroctwa. Trzeba przyznać, że w odróżnieniu od wielu nurtów terapeutycznych, które skupiają się na deficytach, traumach i poszukiwaniu odpowiedzialnego, NLP uznaje, że za zachowaniem każdej osoby stoi pozytywna intencja, a tym, co najbardziej pomaga w rozwoju, jest poznanie czy też aktywowanie własnego potencjału.

Obecnie szkolenia NLP  dostępne są prawie dla wszystkich, bez względu na doświadczenie i wykształcenie – to też budzi kontrowersje. Jednak należy rozróżnić osobę, która po kilkumiesięcznym kursie neurolingwistycznego programowania przyznaje sobie prawo do leczenia innych bądź prowadzenia nieetycznych coachingów, od specjalisty, który otrzymał certyfikat PS NLPt, uprawniający do ubiegania się o Europejski Certyfikat Psychoterapii. Wcześniej zaś ukończył czteroletnie szkolenie, obejmującego m.in. 400-godzinny staż kliniczny w placówkach ochrony zdrowia lub ośrodkach psychoterapeutycznych, w których stażysta ma możliwość kontaktu z pacjentami o zróżnicowanej diagnozie, w tym cierpiącymi na głębsze zaburzenia oraz współpracy z lekarzami psychiatrami – jak podają twórcy Polskiego Stowarzyszenia NLP. Szarlatani i domorośli specjaliści pojawiają się w obrębie każdego nurtu psychoterapeutycznego i nawet jeśli w NLP jest ich nadreprezentacja, nie przekreśla to narzędzia jako takiego i skuteczności neurolingwistycznego programowania. Podobnie jak użycie noża do zabójstwa czy posmarowania chleba, w każdym z tych przypadków nie jest opowieścią o nożu, a o człowieku z niego korzystającym.

Wszystkie zasoby

Weronika zakończyła sesje po pół roku, gdy zrozumiała, że wybiera na partnerów mężczyzn manifestujących na zewnątrz siłę, apodyktycznych, ale zwykle ubogich pod względem emocjonalnym, niepotrafiących żyć w relacji. Wierzyła, że musi pełnić rolę osoby uległej, by zasłużyć na miłość lub awans – tak skonstruowana była jej mapa.

Zmiany rozpoczęła od łatwiejszego obszaru – pracy. Poprosiła przełożoną o dodatkowe zajęcie, jakim było prowadzenie szkoleń z technik sprzedaży dla telemarketerów. Weronika chce bowiem zostać trenerką i wie, że to pierwszy dobry krok w tym kierunku.

Jeśli nie metoda NLP, to:

Szkoła Negocjacji – roczny, wielowątkowy i precyzyjnie przemyślany kurs łączący w sobie najbardziej aktualne narzędzia negocjacyjne z technikami komunikacyjnymi, wywierania wpływu oraz bogatym zapleczem praktycznym i teoretycznym. Szkoła rozpoczyna się treningiem interpersonalnym, a wśród prowadzących pojawiają się najbardziej znani na świecie negocjatorzy.

Terapia poznawczo-behawioralna – skupiona na określonym celu, ograniczona liczba sesji, praca skupia się – podobnie jak w NLP – na nawykach, zachowaniach oraz języku. Atutem jest możliwość pogłębionej pracy nad sobą.